Dodaj do ulubionych

z dzieckiem w kościele

15.12.08, 15:52
Witajcie!
Mam pytanie: czy zabieracie swoje pociechy do kościoła? Od jakiego wieku
chodzicie z nimi na msze? Jak one się tam zachowują? POZWALACIE IM jeść i
bawić się zabawkami na mszy?
A jaka jest REAKCJA KSIĘŻY na Wasze pociechy? Albo innych ludzi w kościele,
kiedy np Wasze dziecko płacze albo zaczyna marudzić?

pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • demonii.larua Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 16:10
      W mojej parafii jest msza dla maluchów specjalna. Ksiądz przyzwyczajony, że
      dziatwa łazi po kościele albo koło niego. Można dziecko malutkie nakarmić w
      zakrystii. Gra zespół muzyczny i ogólnie dzieciaki mają ubaw smile Msza jest tak
      fajna, że przychodzą na nią i dzieciaki szkolne oraz z innych parafii, w trakcie
      kazania ksiądz siada z dzieciakami na schodach i dyskusje z dziećmi prowadzi.
      Nikt się nie bulwersuje, gdy słyszy marudzące dziecko, bo jeśli płacze czy
      marudzi dłużej to zazwyczaj rodzic z nim wychodzi.
    • krztyna Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 18:34
      Chodzę z synam od urodzenia. Nigdy w kościele nie jadł, za to
      przeważnie ma coś do zabawy. Gdzieś do 18 m-ca życia bawił się
      wszystkim (miał ze sobą ludziki, samochody, co tam z domu wytargał).
      Od czasu, gdy wiele daje się mu wytłumaczyć, zabieramy tylko
      książeczkę o tematyce religijnej (msza św. dla najmłodszych albo
      modlitewnik dla dzieci). Przeważnie jednak go to nie interesuje
      specjalnie bo ważniejsze jest włażenie i wyłażenie z ławki. Pozwalam
      mu na chodzenie po kosciele, ale faktem jest, ze dalej niż 3 metry
      ode mnie nie odejdzie. Nie pozwoliłabym na włażenie na prezbiterium,
      hałasowanie, płacz itp. marudzenie. Jeśli nie umiałabym go uspokoić
      dość szybko - wyszłabym. Ale teoretyzuję, bo mój dzieć nie marudzi w
      kościele.

      -----------
      Platek, Skorpek i Hans Helmut
    • rafiwo Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 20:18
      Cieszę się, że został poruszony ten temat. Ja z moją małą córeczką (
      teraz ma 18 m-cy) chodzę na normalne "dorosłe" msze, bo na tych dla
      maluchów przeżywałam koszmary. Mała była rozbrykana i chciała szaleć
      jak na placu zabaw. Chyba jest po prostu za mała, na normalnej mszy
      ma ze sobą jakąś zabawkę, czasem dostanie jakiegoś chrupka. Staram
      się przyuczać ją do tego by była spokojna, ale jak już nie może
      wytrzymać, to po prostu z nią wychodzę (przeważnie w połowie
      kazania smile). Bardzo podobają mi się te msze dla najmłodszych, ale w
      naszym przypadku musimy do nich trochę "dorosnąć". Pochodzę z małej
      miejscowości, dopiero niedawno przeprowadziłam się do Krakowa. W
      mojej malutkiej wiosce głośne dzieci były niemile widziane w
      kościele. Nawet w czasie Chrztu Św. ksiądz kazał wychodzić z
      płaczącym maluchem, albo ostentacyjnie przerywał prowadzenie mszy.
      Wtedy jeszcze nie miałam dziecka, ale już wtedy bardzo mnie to
      bulwersowało. Do tej pory nic się w tej materii nie zmieniło. Całe
      szczęście, że się przeprowadziłam, bo jak wiadomo dziecko chwali
      Boga na swój sposób!
      • kasiak37 Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 20:31
        dla mnie skandalem jest jak ksiadz wyprasza rodzica z dzieckiem z kosciola lub
        ostentacyjnie przerywa swoje wywody.Bylam swiadkiem gdy matke z roczniakiem
        ksiadz wywalil a nie wyprosil z kosciola.
        Ja na szczescie bywam w kosciele ewangelickim gdzie nie ma takich nudow jak na
        mszy katolickiej(sorry jezeli kogos urazilam) i pastor bawi sie z dziecmi,sa
        gry,zgadywanki a nawet prace plastyczne.Wychodzi sie z zalozenia ze kosciol jest
        PRZEDE WSZYSTKIM dla dzieci.
    • jagabaga92 Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 20:31
      Chodzimy do kościoła z dzieciakiem od zawsze, jeśli zdrówko na to pozwala.
      Chodzimy na msze dla dorosłych, na których młody zawsze był najspokojniejszy.
      Natomiast gdy miała "towarzysza" to zaczynało sie rozrabianie. Młody przez
      księży i innych sąsiadów z ławki jest uwielbiany, bo to taki urodzony aktor wink
      - zawsze wszystkich obdarzał uśmiechami, śmiesznymi minami, częstował swoim
      smoczkiem, zawsze biegł do ołtarza, gdy tylko ksiądz pojawił się z koszyczkiem,
      by jako pierwszy wrzucic monetę. Zabawek, ani jedzenia nie zabieralismy nigdy,
      bo pojadanie przez inne dzieci "przeszkadza" nam, więc wyszliśmy z założenia, że
      innym równiez może przeszkadzać. Młody zawsze znajdował sobie zabawke typu moje
      palce, parasolka, czapka itp.

      A płacz dziecka? - no cóż - z perspektywy czasu zauważam, ze najbardziej drażni
      bezpośrednio zainteresowanych, a więc rodziców. Gdy młody płakał lub marudził,
      myslałam, ze wszyscy wychodzą ze skóry słysząc takie wrzaski, a tymczasem teraz,
      gdy młody juz nie płacze i słyszę płacz/marudzenie innych dzieci, jakoś dla mnie
      jest to obojętne i mało słyszalne - tak więc nie taki diabeł straszny, jak go
      malują wink
      • aniak37 Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 20:39
        z młodszą 19 miesięcy chodzę tylko na msze dla dzieci, ze starszą jak
        idziemy same mogę iść na każdą msze zawsze siedzi spokojnie i mówi
        szeptem ma 3 lata.
        • annaa77 Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 20:59
          w mojej parfai jest specjalne przeszklone pomieszcze nie dla
          rodziców z dziecmi, ja nazywam je akwariumsmilejest ono z boku oltarza
          i wszystko pieknie widac, ale.......rodzice z dziecmi(wiekszosc z
          nich) zachowuja sie jak w parku na laweczce,gadaja,smieja sie itd.
          dzieci sie nie bawia, one sie dra biegaja, wlaza na lawki wala
          piesciami w szyby a rodzice specjalnie nie reaguja.jest tak glosno
          ze ja stojac przy glosniku nie slyszalam nic z kazania,az dziw ze
          moja Kluska spałasmile))
          tak wiec przeniosłyśmy sie na msze dla doroslych.
          Pozdrawiam
          A.
    • hipcia123 Re: z dzieckiem w kościele 15.12.08, 22:12
      hej
      ja tez chodze z moi malym do kosciola i biore tylko cos do picia .
      ale do kosciola jade do miasta(oddalonego o 20km)na msze dla
      dzieci.bo w mojej malej miejscowosci jezeli dziecko chodzi troche po
      kosciele albo pomarudzi(nie glosno)to ksiadz przerywa msze i
      wyprasza bo sie skupic nie moze.ale kolekte na "naprawe
      dachu"obliczyl kazdej rodzinie po 200zl a teraz jezdzi nowym
      samochodem
    • 0golone_jajka Re: z dzieckiem w kościele 16.12.08, 00:45
      Ja nie zabieram, bo jestem apostatą i do kościoła się nie zbliżam, ale kilka razy w roku babcia dzieciaki zabierze i mają radochę. Lubią jak "pan ksiądz" spiewa, a cała sala razem z nim. Poza tym jest nudno, trzeba dużo klęczeć, nie wiadomo o czym ksiądz mówi, ale i tak lubią. Co innego gdyby mieli chodzić co tydzień. Wówczas byłyby awantury na bank. A tak, kilka razy w roku to dla nich frajda. A boga poznają jak będą chcieli i poza kościołem.
    • chmielanka Re: z dzieckiem w kościele 16.12.08, 07:47
      Oj, chętnie bym zabrała synka, ale to niemożliwe. Od razu płacze, buczy, chce
      wyjść. U nas msze odpadają, niestety. Niedawno skończył 2 lata, ale obawiam się,
      ze do lata do kościoła nie zajrzymy... (w ciepłym można stać na dworze).
    • agusiak.1 Od pierwszego miesiąca zycia. 16.12.08, 12:23
      Nasz synek urodził sie 13 czerwca,a 14 lipca był jego chrzest. I
      właśnie od tego czasu zaczął z nami regularnie w każdą
      niedzielechodzic do kościoła. Chodzimy na różne Msze tzn i dla
      dzieci i dla dorosłych. Nie wiem co bardziej wolimy. Mały zachowuje
      sie normalnie. Spaceruje, gada i spiewa po swojemu (ma 18 miesięcy)
      i czasami chce wejść stopień wyżej to znaczy zbliża się do
      prezbiterium, alepostanowilismy że od początku bedziemy go z niego
      skutecznie zdejmować i powtarzać, że tam sie nie wchodzi. Widzi inne
      dzieci częstostarsze od niego, któretam siedzą i on też chce, ale
      nie ma tak łatwo. Jesli od początku bedzie wiedział comozna tomyślę,
      że łatwiej będzie później. Nasze miejsce jest na dole. Co innego
      gdyby ksiądz go tam zawołał.
      Nie zabieramy zabawek, jedzienie, picia. Woda jest zabierana latem w
      upały, ale zawsze podawalismy ja przed wejściem do kościoła a potem
      bez wody. No chyba, że upał niemożliwy.... Jeszcze nikt z głodu i z
      pragnienia przez 45minut nie umarł. Wkurza mnie gdy widzę dzieci
      powyżej dwóch lat z butelkami,soczkami, chrupkami,paluszkami,
      zamawkami.... na mszy św.Tokiedy to dziecko bedzie wiedziało, że w
      kościele sie nie bawimy zabawkami i nie jemy? Pewnie rodzice
      zabieraja te przedmioty dla świetego spokoju, ale może warto by
      pomysleć o innych tzn. o dzieciach obok, które gdy tylko zauważą
      zabawke, soczek czy jedzonko to też chcą tego samego i wtedy jego
      rodziece sa "be" bo tego dla nich nie mają. A rodzice wychodza z
      nerwów w tym czasie. Nasz synek gdy jeszcze był malutki, a nie mógł
      wytrzymać na Mszy to dostawał chusteczke, rękawiczkę, czy nawet
      guzik od płaszca. Brałam go na ręke i pokazywałam guziki, zamek,
      zatrzaski. Myśle, że dla chcącego nie ma nic trudnego. A jesli by mi
      kapłan zwrócił uwagę to mam gotową odpowiedź: "Pozwólcie dzieciom
      przychodzic do mnie, do takich bowiem nalezy Królestwo Boże" tak
      powiedział Jezus. Mój synek gdy zaczyna szaleć, a raz miałam taka
      sytuacje to w krytycznym momencie brałam za ręke i ze spokojem
      wyprowadzałam. Nie robie tego jednak zawsze gdy zaczyna marudzić bo
      nauczy się, że jeśli bedzie mi nudno to popłacze a kochani rodziecie
      ze mna wyjda. No nie, tak łatwo to nie będzie.
      • agusiak.1 "Grzeczny" malec 23.12.08, 15:37
        W miniona niedziele bylismy na Mszy i co? I problem, ponieważ matka
        obok zabrała swojej 3 letniej córce zabawki. Moj synek oczywiście
        chciał bo przecież nie może być inaczej. Myslałam, że mnie coś tam
        trafi. No i właśnie... jak poradzić sobie z takim problemem? Macie
        na to jakąś radę? Ja zrobiłam w niedzielę tak: oddając małej zabawki
        powiedziałam do naszego synka, że w kościele nie bawimy sie
        zabawkami. Powiedziałam to tak by tamci rodzice słyszeli, ale czy to
        coś da? Zobaczymy nastepnym razem, ponieważ ci rodzice są w każdą
        niedzielę.
        • bambussi Re: "Grzeczny" malec 23.12.08, 15:47
          agusiak.1 napisała:

          > I problem, ponieważ matka
          > obok zabrała swojej 3 letniej córce zabawki. Moj synek oczywiście
          > chciał bo przecież nie może być inaczej. Myslałam, że mnie coś tam
          > trafi.

          a gdzie jest napisane że 3-letnie dziecko nie ma prawa zabrać
          zabawki do koscioła - ty nie zabierasz, ok? ale dalczego zabraniasz
          tego innym i narzucasz im sój punkt widzenia

          chyba za poważnie do tego podchodzisz - 3-latek i tak z mszy nic nie
          rozumie więc to normalne że się bawi

          ja gdybym usłyszał taki tekst to bym powiedział (tak żebyś
          usłyszała) że jak ktoś jest nawiedzony i chce być świętszy od
          papieża to już jego problem i jak mu sie nie podoba NORMALNE
          zachowanie dzieci w kościele to zawsze może do jednostki wojskowej
          na musztrę pojechać...

          do koscioła chodzisz a tyle jadu w stosunku do innych masz, tylko
          dlatego że zabawki dla dziecka wzięli? oj wstyd, wsytd
          pani "katoliczko"...
          • agusiak.1 Jestem katoliczką a nie "katoliczką" 25.12.08, 13:51
            Nie chce być bardziej święta niż Papież, źle zostałam zrozumiana.
            Nie mam nic przeciwko zabawkom, ale myślę że dzieci trzeba
            wychowywać od samego oczątku. Odpowiedz mi prosze na pytanie: kiedy
            w takim razie dzieciom zabrać z kościoła zabawki? W jakim wieku? I
            dlaczego własnie w takim? Z doświadczenia moich przyjaciół wiem, że
            jeśli malec od początku wie, że w kościele się nie bawimy zabawkami
            (oczywiście spaceruje sobie,gaworzy, i takie tam...)to w póxniejszym
            wieku wie co to Msza i jak nalezy się zachowywać. Moi przyjaciele
            tak własnie postępowali ze swoimi dziećmi. Zero zabawek w kościel. I
            teraz dzieci ich chodza juz do szkoły i nie ma z nimi problemu. Tym
            czasem dzieci, które do kosciołaprzychodziły na wielka zabawę chodza
            do klasy II, III i nie wiedzą jak się zachowac.
            I jeszcze jedno. Myślę, że w Twojej uwadze skierowanej do mnie było
            wiecej jadu niż w mojej wypowiedzi. Chociażby to, że nazwano
            mnie "katoliczką". Jestem katoliczka i jestem z tego dumna i mam
            nadzieję, że nasze dziecko w kościele będzie wiedziało co może a co
            nie. Dzis byłam na Mszy i widziałam jak zachowują sie dzieci ze
            szkoły podstawowej. Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę
            błogosławieństwa Bożego z okazji tych pięknych Świąt.
            • hanalui Re: Jestem katoliczką a nie "katoliczką" 25.12.08, 20:09
              agusiak.1 napisała:

              > Nie mam nic przeciwko zabawkom, ale myślę że dzieci trzeba
              > wychowywać od samego oczątku. Odpowiedz mi prosze na pytanie:
              kiedy
              > w takim razie dzieciom zabrać z kościoła zabawki? W jakim wieku? I
              > dlaczego własnie w takim? Z doświadczenia moich przyjaciół wiem,
              że
              > jeśli malec od początku wie, że w kościele się nie bawimy
              zabawkami
              > (oczywiście spaceruje sobie,gaworzy, i takie tam...)to w
              póxniejszym
              > wieku wie co to Msza i jak nalezy się zachowywać.

              ALE BZDURA !!!!!! Wg tej teorii to w ogole nie powinno sie dawac
              dzieciom zabawek bo nie beda wiedzialy kiedy z nich zrezygnowac i
              nie naucza sie dobrze zachowywac tam gdzie powinny.

              Dla wyjasnienia...dzieci w pewnym wieku wyrastaja z zabawek,
              zaczynaja bardziej kumac i dluzsza uwage potrafia skupic na czym
              innym. Czego innego nalezy wymagac od 1.5 rocznego dziecka a co
              innego od 10 latka.
              Ale w sumie twoja sprawa jesli wierzysz ze nieprzynoszenie dzis
              zabawek do kosciola dziecku zaowocuje wieksza wiara potem. Jak dla
              mnie to jedynie sygnal dla dziecka coby zapamietalo...to to nudne
              miejsce gdzie nie mozna przynosic zabawek i trzeba sie tam wynudzic
              jak mops, a mama jeszcze sie krzywo caly czas patrzy. Raczej
              zniechecajace przeslanie.
        • paliwodaj Re: "Grzeczny" malec 27.12.08, 11:18
          zaraz, zaraz...jak oddajac zabawki powiedzialas ze zabawkami sie nia
          bawimy?
          Czyli dziecko pozyczylo Twojemu dziecku zabawki, Twoje sie bawilo, a
          pozniej tak to skomentowalas?
          Jakie wiec nauki wyciagna dzieci:
          Twoje: mama gada glupoty, bo przeciez bawilem sie zabawkami, teraz
          mowi ze nie mozna, to jak to jest?
          mama nie dotrzymuje slowa
          mama jest zlosliwa
          mama nie lubi grzecznej dziewczynki, ktora dala mi zabwke
          mame mozna "nagiac" do pewnych zachowan
          ....trzeba wiecej???

          Dziewczynka-
          pani byla zla, a przeciez ja dalam zabwke dziecku, tak ja mnie mama
          uczy

          Dla scislosci, mam 3 dzieci, co niedziela jestesmy na Mszy Swietej,
          nie staram sie robic w oczach dzieci z Kosciola miejsca nakazow,
          zakazow , a czasu uczenia sie religii i wiary w sposob mily dla
          dziecka.
          Zabieramy picie, ciasteczka, jakis samochodzik, ksiazeczke.
          Dziecko nie jest w stanie skupic sie na calosci Maszy, ja to wiem.

          O braku toleracji tylko swiadczy Twoja proba uczenia innych rodzicow
          zachowania w kosciele, a niech sobie przynosza dla dziecka zabawki,
          idz z dzieckiem dwie lawki dalej jak Ci to nie pasuje.
          Ja na pewno nie pomyslalabym sobie o Tobie nic dobrego po takim
          komentarzu, moglas odmowic zabawki, z usmiechem mowiac "moj synek
          nie bawi sie zabawkami z kosciele" albo cos takiego.

          • agusiak.1 Nie,nie... 27.12.08, 14:20
            Nie chce mi sie juz wyjasniać tamtej sytuacji, ale tylko kilka zdań.
            Tamto dziecko nie pozyczyło zabawki tylko bawiło sie samo, a mój
            synek chciał zabrac małej lalkę. Zabrał i zaczął sie płacz tamtej
            małej. Wiec podeszłam dosynka, oddałam zabawke a synkowi
            powiedziałam,że w kosciele mateuszek nie mawi się zabawkami, i nie
            mozna zabierać dzieciom zabawek.
            Nie bede tego dłużej wyjasniac bo i po co...Ja mam sumienie czyste,
            a Wam Najmądrzejszym Mamom i tak trudno opowiedzieć o swoich
            odczuciach, przezyciach, bo Wy zawsze na forum
            jesteścienajmądrzejsze i tylko oceniac potraficie. Przecież ja nie
            oceniałam zachowania tamtych rodziców. Tylko opowiedziałam o swojej
            sytuacji. Szkoda gadać....
            Pozdrawiam!
            Szczęśliwego Nowego Roku!
          • agusiak.1 Re: "Grzeczny" malec 27.12.08, 14:22
            I widzę po Twojej wypowiedzi, że Ty znasz lepiej moje dziecko niż
            ja. OJ,oj... No skoro znaszmysli ojegodziecka... A może podasz mi
            numeru kolejnegolosowania toto lotka? Przeciez Ty znsz myśli ludzi
            to i może posłuchaj maszyn losujacych.
            • paliwodaj Re: "Grzeczny" malec 27.12.08, 18:49
              ha! nie znam mysli , ale psychologia dziecieca poczynila juz jakies
              odkrycia .
              Dzieci wbrew pozorom nie sa glupiutkie, nawet te
              kilkunastomiesieczne , potrafia wyciagac wnioski z zachowania
              rodzicow i zgrabnie to pozniej wykorzystac. Jest powiedzenie ze
              dziecko wychowuje sie do 3 roku zycia, oczywiscie wychowyje sie je
              zawsze, ale bardzo istotny jest ten okres pierwszych lat zycia,
              ustalaja sie pewne zachowania raz na cale zycie.
              Absolutnie moje uwagi nie sa zlosliwe, jak powiedzielam tez chodze
              regularnie do kosciola, nie tylko po to zeby chodzic, ale wyciagac z
              tego pobytu jakies korzysci. Natomiast zdrowa, kulturalna dyskusja
              jest jak najbardziej wskazana, i do tego celu powinno sluzyc min.
              forum internetowe
              Rowniez najlepsze Zyczenia dla calaej Twojej Rodzinki!
    • ata99 Re: z dzieckiem w kościele 16.12.08, 13:23
      Nie zabieram. Synek ma 22 mies. i traktuje kościół, jako pomieszczenie do
      eksperymentów głosowych. Fascynuje go pogłos, uwielbia dźwięk dzwonów i głośno
      się o nie dopomina "bauuu". Oprócz tego śpiewa, jeśli tylko usłyszy melodię.
      Jednym słowem nie da się skupić na mszy ani mnie, ani nikomu innemu. To poki co
      nie chodzimy.
      • qwerty3.5 Re: z dzieckiem w kościele 21.12.08, 00:00
        E tam....jak lubi śpiewać to dobrze- w kościele się śpiewa :-
        ).Zabieraj go na masze dla njmłodszych.Najważniejsze ze nie kopie
        księdza wink
        • qwerty3.5 Re: z dzieckiem w kościele 21.12.08, 00:02
          jest pózno i seplenię tą klawiaturą..przepraszam za nieczytelną
          odpowiedz...
          > ).Zabieraj go na masze dla njmłodszych

          Oczywiście miałam na myśli msze dla dzieci.
    • ciri_77 zabieram regularnie do koscioła 16.12.08, 13:54
      staram sie wybierac msze dośc krótkie i w takich godzinach, by Dziewczyny były
      śpiące - wtedy grzecznie siedzą na kolanach. Gdy mamy czas - jedziemy do
      kościoła ze specjalna kaplicą dla dzieciaków, dziewczyny wiedza ze w kościele
      trzeba zachowywac sie odpowiednio i mają obiecane nagrody po mszy - najczęściej
      jakieś gumy itp.
      w zwykłym (nota bene naszym parafialnym) kościele bylismy moze ze dwa razy -
      księdzu bardzo przeszkadzały dziewczynki wspinające sie na ławke, mnie
      przeszkadzał ksiądz bez odbrobiny zrozumienia dla maluchów i tak sie nasza
      przygoda z tym kosciołem skończyła. Trudno, jeżdże do Bielska do centrum i tyle smile
    • monia19722 chodzimy bez dziecka 21.12.08, 17:14
      do koscioła chodzimy na zmianę - bez młodszej córki; wybraliśmy sie kiedys
      wszyscy razem ale więcej z tym zachodu; chciała pić, pózniej siku, zamiast
      skupic sie na mszy zerkałam na nią
      • matylda07_2007 Re: chodzimy bez dziecka 25.12.08, 22:48
        Odkąd pamietam, chodzenie do kościoła, to była dla mnie mordęga. Nie mogłam zabierać zabawek, było nudno, a ksiądz gadał jakies farmazony, których w ogóle nie kumałam. Nudziło mi się, chciało mi sie spać... same nieprzyjemne skojarzenia.
        Siedziałam zawsze grzecznie, bo tak byłam nauczona. Kiedy byłam na tyle duża i świadoma, że rodzice nie mogli mi narzucić swego zdania, przestałam tam chodzić.
        Swojego dziecka też nie ciągam. Jak już będzie starsza, rozumniejsza, wszystko Jej wyjaśnię i zabiorę do kościoła. Porozmawiamy z księdzem. Sama zadecyduje, czy chce uczęszczać na msze święte.
        Nie obrażę się też, jeżeli wybierze inny kościół, niż katolicki.
        • denea Re: chodzimy bez dziecka 22.02.09, 08:37
          Ja pamiętam jak miałam może z 5 lat i musiałam chodzić z mamą do
          kościoła - niewiele rozumiałam i nienawidziłam tego, bo oznaczało
          dłuuugie przymusowe siedzenie bez ruchu w potwornej nudzie wink

          Z małym spróbowałam w normalnej mszy uczestniczyć w sumie raz. W
          środku nie dało się wysiedzieć, bo zaczynał rozrabiać. Odstaliśmy
          swoje na zewnątrz, gdzie były tak fascynujące rzeczy jak wapno,
          piasek, cegły i deski (kościół jest w budowie), oraz inne dzieci i
          całe to bractwo szykowało się do świetnej zabawy, w czym niestety
          przeszkadzali coraz bardziej wkurzeni rodzice wink
          Reasumując: nie wiem, kto bardziej się umęczył - syn, który nie miał
          pojęcia, dlaczego nie może jak zwykle się pobawić, czy ja. Rzecz
          jasna, nic z mszy nie wyniosłam (prócz stresu, ofkors).

          Wiem, że są rodzice, którzy chodzą regularnie już z malutkimi
          dziećmi. Niedawno rozmawiałam z przyjaciółką, która spodziewa się
          dziecka i również ma taki zamiar, bo sama została tak wychowana i
          uważa, że przez to ma wpojone, że niedziela bez mszy nie jest
          prawdziwą niedzielą.

          Ile ludzi, tyle opinii. Ja narazie poprzestanę jednak z moim 2,5
          latkiem na święceniu pokarmu, oglądaniu żłóbka, okazjonalnych
          wizytach.
          Kiedy zrobi się cieplej spróbujemy znowu, może okaże się, że
          zaskoczy. Jeśli nie, na siłę ciągać nie będę póki nie podrośnie i
          nie zacznie więcej rozumieć.
    • sarling Re: z dzieckiem w kościele 25.12.08, 17:20
      Chodzę z dzieckiem, kiedy mąż pracuje w niedzielę, czyli co drugi
      tydzień.

      Franek na początku wariował, wiadomo, teraz robi się już
      spokojniejszy. Nawet klęka ze wszystkimi i wrzeszczy "Ameeen".
      Kiedy tylko zaczął rozumieć cokolwiek tłumaczyliśmy mu po co i do
      kogo chodzimy do kościoła i jak tam trzeba się zachowywać.
      Ale godzina to jednak dużo dla dwulatka, więc zawsze zabieram
      zabawki. Nie jakieś ogromne i głośne, najczęściej mały ikeowy
      wagonik. Często biorę dwa, bo dużo jest dzieci, które muszą siedzieć
      cicho i spokojnie "bo tak", a to baaardzo trudne zadanie.
      Nigdy nie było problemu jedzenia czy picia, nawet nie poruszaliśmy
      tego tematusmile
    • asia_i_p Re: z dzieckiem w kościele 26.12.08, 10:12
      Córeczka, 3 lata, do kościoła zabieram rzadko, ciężko jej wytrzymać
      całą mszę, pozwalam chodzić, bawić się pluszakiem, nie pozwalam
      biegać, głośno mówić, nie daję jeść. Księża poza okazjonalnym
      uśmiechem czy zagadaniem przy zbieraniu na tacę nie reagują, inni
      ludzie też nie. Jeżeli dziecko zaczyna marudzić lub wręcz
      przeciwnie, bawić się za dobrze, wychodzimy, ale z tego co
      obserwuję, ludzie bez problemu znieśliby trochę więcej, tylko ja nie
      chcę im przeszkadzać. Wiem, że we Wrocławiu u Dominkanów jest pokój
      do zabaw dla dzieci w bocznej kaplicy, gdzie zostają pod opieką (nie
      wiem, braci czy wolontariuszy studentów), a rodzice mogą się
      spokojnie pomodlić.
      • hanula12 Re: z dzieckiem w kościele 26.12.08, 21:46
        chodzimy z synkiem do kościoła od początku, bywało różnie, teraz
        (3lata)i wytrzymuje całe msze. nie bierzemy zabawek, ani jedzenia, a
        jak czasem ma juz dość to wracamy.w czasie mszy trochę siedzi,
        trochę "śpiewa", łazi po kościele,ale jest dość grzeczny
    • delfina77 Re: z dzieckiem w kościele 26.12.08, 22:17
      Rzadko chodze do kosciola a jesli juz to bez dziecka - cora jest temperamentna i
      po 5ciu minutach byloby bieganie po kosciele, glosne gadanie, wchodzenie na
      lawki i schodzenie z nich itp. Byloby tyle stresu z upilnowaniem jej, ze ja nic
      nie wynioslabym z mszy a ona sama tez nie, bo ma dopiero 2 latasmile Uwazam, ze
      kosciol to nie jest miejsce dla malutkich dzieci, ktore w ogole nie rozumieja po
      co tam sa - chyba, ze rodzice nie maja innej opcji jak zabranie dziecka ze soba
    • mama_frania Re: z dzieckiem w kościele 27.12.08, 13:13
      ja ze swoim synkiem chodzę od kiedy byl niemowlakiem. jak zaczynał płakać to
      albo brałam na ręce albo wychodzilam z nim przed kościół. Teraz ma 3 lata i jest
      raczej grzeczny chociaż zdecydowanie woli spędzać czas przed kościołem na
      trawie. Większość księży w kościele do którego chodzimy reaguje na dzieci bardzo
      życzliwie (kościół przy klasztorze, więc zakonników i księży trochę jest)- raz
      nawet moje dziecko zapędziło się w część klasztorną i też nie było specjalnego
      problemu. Zabawek do kościoła nie zabieram bo moim zdaniem to nie miejsce na
      zabawki. Jak chce sobie chodzić, czy wyłazić na zewnątrz niech wyłazi, a zabawki
      ma w domu.
    • mama_kotula Re: z dzieckiem w kościele 27.12.08, 20:16
      Ja generalnie nie zabieram, bo nie chodzę.

      Ale - jeszcze w adwencie, wracając z przedszkola, młode - 4 i 5,5 roku - podpatrzyły starsze dzieci pomykające z lampionami na roraty. Pytania "po co? dokąd? itp" skończyły się tym, że wylądowaliśmy w kościele na mszy. Mogę śmiało powiedzieć, że po raz pierwszy w życiu - pierwszy raz świadomie, bo jak już napisałam, do kościoła nie chodzimy.

      Obserwacje: starszy właściwie się nudził. Jak wyczerpał limit pytań nt. wystroju kościoła i tego, co się tu właściwie odbywa i po co, to zaczął się pokładać na ławce, podskakiwać i marudzić. Młodsza natomiast zachowywała się, jakby od wieków co niedzielę tam przychodziła, sama poszła usiąść ze starszymi dziewczynkami, wstawała, siadała, udawała że śpiewa, klękała itp.

      Wnioski: wszystko zależy od dziecka. Jednak raczej - zupełnie teoretyzuję - nie ciągnęłabym do kościoła dziecka, któremu nie bardzo da się wyjaśnić, po co ta cała ceremonia się odbywa i po co właściwie do tego kościoła się idzie, co oznaczają słowa modlitwy i dlaczego się klęka/wstaje itp.

      Noszenie zabawek do kościoła to imho nieporozumienie. Jeśli dziecko na mszy się nudzi, to po prostu nie trzeba go uszczęśliwiać na siłę i zostawić w domu. Chodzenie do kościoła nie jest przymusowe, sądzę, że Pan Bóg jest w stanie zrozumieć, dlaczego 3-latek dnia świętego nie święci.
    • deria1 Re: z dzieckiem w kościele 21.02.09, 23:26
      Witajcie - świetny wątek zważywszy na to, co mnie spotkało w
      kościele. Otóż byłam na mszy św. za mojego zmarłego przed kilkoma
      miesiącami tatę i jego rodziców - z moim 2,5-letnim synkiem (nie
      miałam go z kim zostawić - mąż w delegacji, babcia na tej samej
      mszy).
      Jestem cały czas w szoku.... Mój synalek jest bardzo energicznym i
      ruchliwym dzieckiem, więc nie oczekuję od niego, że będzie siedział
      obok grzecznie przez godzinę. Każdy rozsądny rodzic doskonale wie
      jak to jest...
      Mój synek mówił na głos, wiercił się na ławce, wychodził i
      spacerował w promieniu ok. 1 m od ławki, wydawał różne dziwne
      dźwięki jak to maluch. Ludzie siedzący za mną zaczęli mnie
      zaczepiać, wręcz szarpać, żebym z nim opuściła kościół, ksiądz
      odezwał się tylko, że "dziecko nie wytrzymuje" - po czym cały
      kościół ludzi się odwrócił i gapił na nas, a po wyjściu z kościoła
      ludzie rzucili się na nas z głośnymi pretensjami.
      Jestem zaskoczona i zszokowana nietolerancją i głupotą ludzi.
      Nigdzie na drzwiach tego kościoła nie ma informacji, iż wstęp z
      dzieckiem zabroniony! W dodatku realnie rzecz biorąc to mały nie
      wydzierał się, nie płakał - zachowywał się typowo jak "dwulatek".
      Nie jestem zwolenniczką straszenia dziecka, czy wyprowadzania go z
      kościoła bądź rękoczynów w takiej sytuacji - każdy dwulatek podczas
      takich akcji robi rodzicom jeszcze bardziej na przekór i próbuje ile
      jeszcze damy radę wytrzymać. Preferuję zawsze niereagowanie bądź
      stanowcze danie do zrozumienia dziecku, że nic takim zachowaniem nie
      wskóra - wówczas po kilku minutach jest ok. Ponadto każdy mały
      człowieczek musi przecież prędzej czy później znaleźć się na mszy
      św. i uczyć się prawidłowego zachowania na niej. A to wymaga
      czasu...
      Rozumiem doskonale, że ci ludzie przychodzą się pomodlić, ja również
      idę w tym samym celu do kościoła, ale nie przypominam sobie aby
      kiedykolwiek przeszkadzały mi małe dzieci. Za każdym razem słyszę od
      księży, iż katolicyzm mamy wpajać dzieciom już od najmłodszych lat,
      tylko jak? To już nie pierwszy raz jak ludzie (zwłaszcza starsze
      Panie) zaczepiają mnie albo sami próbują uciszyć moje dziecko!
      Nie jestem zwolenniczką zabierania zabawek, cukierków itp, aby
      dziecko tylko było cicho...To w końcu kościół - jak mam uczyć
      dziecko powagi, pozwalając mu na takie rzeczy???
      Czy macie podobne dylematy?
    • tiuia Re: z dzieckiem w kościele 21.02.09, 23:37
      Ja zabieram Tymona czasami do kościoła, ale na krótko, jak jesteśmy w pobliżu na spacerze. Wiem, że godziny nie wytrzyma i nie chcę męczyć ani jego ani ludzi na mszy.
      A Tymon jest zaintrygowany kościołem. Lubi tą tajemniczą atmosferę. Wie, że czasami się tam klęka, że trzeba być cicho (sam przykłada palec do ust i mówi 'cii cii').
      Parę razy narobił mi też obciachu - np. raz gdy ksiądz i ludzie przestali śpiewać, moje dziecko zaczęło klaskać i wykrzykiwać 'Brawo brawo'.
      Innym razem pytał się uporczywie kiedy będą śpiewać, bo on chce posłuchać. Bo moje dziecko jest z tych śpiewająco-tańczących;D
      • elzbieta_1983 Re: z dzieckiem w kościele 22.02.09, 09:22
        ojj w szoku jestem jak czytam te sytuacje gdzie zwraca się uwagę rodzicom za
        zachowanie maluszka. Kurdę to jak kosciół jest dla dorosłych, a nie można
        zabierać maluchów to ja też się nie piszę. Mieszkam w małej miejscowości jest
        msza dla maluchów..ojj czego one czasem nie wyczyniają (nie tylko metr od ławki)
        a ksiądz co?? przerywa czasem mszę i zagaduje bo co ma zrobić?? wyprosić czy
        jak?? brrr.. ja jeszcze z małą nie chodże ma 8 miesięcy, pewnie na wiosnę
        spróbujemy ale nbie wiem jak zareagowałabym na takie zaczepki po mszysad dodam,
        że na msze nie przeznaczone dla maluchów (ale bez przesady, rodzice czasem i na
        te przychodzą wkońcu mają swoje obowiązkismile) też przychodza rodzice z
        maluszkami i spoko. NIGDY nie widziałam, ani nie słyszałam żeby ktokolwiek
        zwrócił rodzicom uwagę, że dzieć przeszkadza czy coś w tym stylu.. brrr.. gdzie
        ta miłość braterska w tych ludziach bo nie wiem??sad
    • alicja0 Re: z dzieckiem w kościele 22.02.09, 15:08
      To zależy od dziecka.
      Ze starszą córką chodziłam do kościoła bez problemu - do niemowlaka.
      Dziś ma 4 lata i też bez problemu wytrzymuje w kościele. Czasem o
      coś zapyta szeptem, wstanie, zrobi parę kroków i wraca.
      Nie akceptuję chodzenia dzieci po kościele, a za nimi idzie mama lub
      tata. I tak dziecko "prowadza" za sobą rodziców.
      Moim zdaniem, to rodzice mają decydować, gdzie dziecko idzie, a nie
      dziecko - zwłaszcza w kościele. A już śmieszy mnie, gdy nagle
      dziecko robi w tył zwrot i biegiem np. pod nogi księdzu, a wtedy
      ospały rodzic nagle trzeźwieje i rzuca się za swym potomkiem.
      Problemu by przecież nie było, gdyby dziecko było za rękę i 3 metry
      w lewo i w prawo w nawie bocznej, a nie po całym kościele.
      Natomiast drugie dziecko, syn dziś ma 2 lata i do czasu, gdy
      siedział w wózku, w kościele też bywał.
      Jak zrobił się bardziej samodzielny, to nie wchodzi do kościoła, bo
      rechocze się na całe gardło, próbuje biegać, co skutecznie blokuję
      wciskając go w jakiś wygodny róg kościoła. Ostatecznie, nie biega po
      kościele, rozdartą paszczę zatykam chrupkami, ale mam dość, bo ja
      sama nic z Mszy praktycznie nie wynoszę, bo ciągle muszę na syna
      uważać. Nawet jak jesteśmy całą rodziną, to córka zachowuje się OK,
      a synek musi być ciągle pod ścisłą kontrolą.
      Dlatego, póki nie nauczy się w warunkach domowych, że słowo mamy i
      taty jest święte i ma się słuchać od razu, to nie biorę go do
      kościoła, bo nic z tego dla nikogo.
      Z córką mogę natomiast o każdej porze dnia, roku, przyjść do
      kościoła, również w tygodniu, gdzie dzieci nie ma, ludzi mało i
      wtedy każdy dzwięk jeszcze bardziej słychać - córka zachowuje się
      bardzo dobrze i nigdy żadna babcia nie popatrzyła na nas złym okiem.
      Nawet więcej - kilka serdecznie się uśmiechało. ALe córka ma różowe
      okulary (nie w przenośni, faktycznie smile) więc wyglada bardzo słodko.

      Ale nie wpadłabym na to, aby zabronić cudzym dzieciom przynosić do
      kościoła zabawek. Jeśli dzieci są w miarę cicho, zabawki też, jeśli
      nie biegają po całym kościele, tylk co najwyżej kręcą się w pobliżu
      rodziców, to moim zdaniem, wszystko jest OK.
      Zdanie "pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" - niekoniecznie
      należy tłumaczyć tak, że dzieci mogą robić na Mszy co chcą.
      Ostatecznie, tak naprawdę, Msze są dla dorosłych i później dorośli,
      rodzice mają przekazać wiarę dziecku (przykładem, słowem - nie
      katecheta, nie religia w szkole, które są tylko "wspomaganiem").
      Co więcej, jest to zapisane jako obowiązek katolickiego rodzica - że
      to rodzice są pierwszymi wychowawcami w wierze.
      I tak naprawdę, wcale nie powinno być religii jako przedmiotu w
      szkole - to wszystko powinni przekazać rodzice.
      W Kościele raczej powinna być katecheza dla dorosłych, sa już nawet
      początki, ale kto dziś z dorosłych chce z własnej nieprzymuszonej
      woli przyjść do kościoła poza Mszą, na dodatkową katechezę?
      Tylko wyjątki. I dlatego przez religię w szkole, księża starają się
      jakoś dotrzeć do rodziców. I KOmunia Sw. jest najlepszą okazją.
      Potem to ludzie znikają z kościoła. sad(
      • alicja0 Re: z dzieckiem w kościele 22.02.09, 15:12
        oczywiście literówka - z córką chodziłam do kościoła OD niemowlaka,
        a nie DO. Byłby to bardzo krótki czas wink)
        Co do syna, to widzę, już światełko w tunelu - jest w stanie być
        CZASEM spokojny, więc kiedyś trafi z nami na Mszę.
        Teraz, chodzimy z mężem oddzielnie, jedno jest w kościele, gdy
        drugie pilnuje dzieciaków.
        • mamantkaa Re: z dzieckiem w kościele 22.02.09, 16:39
          My od zawsze chodzimy do kościoła. Na początku we dwójkę, potem w trójkę, a
          teraz już w czwórkę. U nas jest jedna Msza, bez atrakcji dla dzieci. Dużo dzieci
          przychodzi, hałasują, chodzą. Przeszkadzają mi trochę wędrówki pod sam ołtarz,
          ale jak rodzice nie potrafią zatrzymać dziecka w ławce to trudno - nie uważam,
          że z tego powodu powinni rezygnować ze Mszy.
          Mój 4-letni syn nigdy nie chodził po kościele. Jak był młodszy podjadał lub pił
          w czasie Mszy, bawił się. Od jakiś dwóch lat nie jada i nie pije na Mszy, czasem
          bawi się samochodzikiem, czy książeczką do śpiewania, czy podkładkami do
          klęczenia. Myślę, że rodzice widzą kiedy dziecko jest na tyle duże, że można
          odstawić mu jedzenie i zabawki na czas Mszy. Od jakiegoś czasu zaczyna
          wsłuchiwać się w kazanie, czasem szeptem muszę mu coś wytłumaczyć. Szanuje
          księdza, ołtarz. Od 4 latka można już częściowego spokoju wymagać, młodszym na
          pewno jest trudniej. U nas działa uspokajająco siedzenie z przodu - dzieci widzą
          wtedy co się dzieje i obserwują księdza i ministrantów.
          Roczna córka siedzi w wózku, czasem daję jej coś do picia, ewentualnie
          ciasteczko jak wiem, że jest już głodna, bo dawno nie jadła (daleko mamy do
          kościoła). Bawi się, gada po swojemu, tańczy przy śpiewaniu, czasem krzyknie.
          Tak jak i inne dzieci. Rozumiem, że może to komuś przeszkadzać, ale kościół jest
          dla wszystkich. Ja nie lubiłam chodzić do kościoła jak byłam mała, bo rodzice
          wysyłali mnie tylko z siostrą i nie wiedziałam, czemu oni nie idą.
          Mój starszy syn bardzo cieszy się na wyprawę do kościoła. Po Mszy my rozmawiamy
          z innymi rodzicami, a dzieciaki biegają i się bawią w salce przykościelnej. Może
          łatwiej im wytrzymać na Mszy, bo wiedzą , że po niej będzie czas na zabawę. Mnie
          cieszy i to bardzo, że u nas jest dużo małych dzieci i przychodzą one do
          kościoła, podoba im się tu, dorastają do tego, by z czasem coraz więcej słuchać,
          śpiewają. Rozczula, gdy widzę maluszki klękające przed ołtarzem podczas komunii
          (małe dzieci są znaczone krzyżykiem w czoło przez księdza, gdy rodzice przyjmują
          komunię).
          Posiadanie dzieci to dla mnie dodatkowy powód, by chodzić do kościoła, a nie go
          unikać, w końcu zobowiązałam się do tego podczas chrztu moich dzieci.
          • fajnalutowamama Re: z dzieckiem w kościele 05.03.09, 10:16
            fajny temat!
            ja nie chodzę z moim roczniakiem bo gdy tylko usłyszy organy to wpada w taki
            płacz że aż się zanosi, krztusi... próbowaliśmy w kilku kościołach i jest to
            samo - alergia na organy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka