Przez długi czas funkcjonowalismy z męzem jako weekendowe małżenstwo, pracował
5 dni w tygodniu w innym miescie , przyjezdzal na weekendy. Zrzucaliśmy na
kupkę nasze wspólne dochody i dzielilismy na czesc dla niego i tę która
zostaje dla mnie i dziecka na przezycie na miejscu.
Na prawdę nigdy nie czułam ze mi brakuje a dodam ze wydawałam duzo np. na
taxowki zeby zdazyc do pracy po zaprowadzeniu dziecka do przedszkola ,
spokojnie i na luzie starczało. Od począku wakacji mąż pracuje juz na miejscu
udało mu się przenieść , byłam szczesliwa ze mam go przy sobie i pewna ze
finansowo bedzie jeszcze lepiej b o w koncu zycie na 2 domy to chyba zawsze
wiekszy wydatek dla budzetu( ?)
Wyobrazcie sobie ze leze i kwicze kolejny miesiac nie starcza mi do wypłaty i
jade na debetach zapetlając sie w kolejne długi.
Zawsze miałam system raz w tyg dłuze zakupy teraz jest podobnie tyle ze moj
mąż co dzien lata po sklepach spozywczych i znosi słodycze , jakies dodatkowe
jedzenie, napoje ,pierdoły , roznosi codziennie dodatkowe pieniadze. I koniec
konców nam nie starcza pomijam już że ciezko jest kupic przy nim cos
konkretnego do domu , do ubrania , szkoda gadac...
Nie mam pomysłu co tu zrobic wciąz, jestesmy na -