Dodaj do ulubionych

Mąż mnie nie rozumie....

20.01.04, 14:04
Miałam dzisiaj cięzki dzień i chciałabym się trochę wyżalić.
Mieszkam w małej miejscowości pod Warszawą. Wcześniej mieszkałam w Warszawie
i tam też mam rodzinę. Mój mąż pochodzi z innego miasta. Mieszkanie kupił w
małym miasteczku pod Warszawą (ok 15 km od Warszawy). Męża poznałam w
momencie gdy mieszaknie było już kupione, dlatego nie miałam wpływu na wybór
miejsca. Na początku był w porządku. Cały dzień w pracy, dopiero wieczorem
wracaliśmy zmęczeni do naszego nowego mieszkania. W soboty i niedziele
jeżdziliśmy do kina, na spacery. Było dobrze. Potem zaszłam w ciążę (cały
czas pracowałam). Urodziłam dziecko. Mąż cały dzień w pracy, wracał późno
wieczorem. Ja miałam depresje, nikogo nie znałam, siedziałam sama w domu.
Moja mama starała się do mnie przyjeżdżać chociaż było jej bardzo ciężko.
Dojazd autobusem w jedną stronę zajmował jej ponad godzinę. Ale jakoś sobie
radziłam. Poznałam nowe osoby i jakoś żyłam. Moja Kasia w kwietniu skończy
trzy lata. Myślałam, że wrócę do pracy we wrześniu a ją poślę do
przedszkola. Niestety zostałam zwolniona. Było ciężko mi się z tym pogodzić.
I pomyślałam sobie, że właściwie teraz jest odpowiedni moment na drugie
dziecko. Mąż radzi sobie całkiem nieźle. Zaczął nawet wspominać o kupnie
domu. Wiem, że jest to największe marzenie mojego męża. Oczywiście mąż chce
dzieci nawet dużo ale jeszcze nie teraz. Może jak kupimy dom ( a dom kupimy
najwcześniej za trzy lata). I znowu dopadła mnie chandra. Tak naprwdę to ja
nie chcę mieszkać w domku. Tym bardziej, że mąż zapowiedział, że wtedy
będzie jeszcze więcje pracował. Mam dość siedzenia w domu. Cały dzień sama z
Kasią. Niestety nie mam samochodu. Tu gdzie mieszkam nie ma nic ciekawego,
jest jeden basen, który nie nadaje się dla dzieci. Poza tym bardzo tęsknię
za moimi dawnymi koleżankami. Nikt mnie nie odwiedza, bo za daleko. Raz
wybrałam się do Warszawy i była to wyprawa na cały dzień. Moja mama pracuje
dopiero od godziny 14 i wiem, że mogłaby mi pomóc (np zostać z Kasią).
Chciałam zapisać się na kurs i być może znalazłabym coś sobie ale kto wtedy
zostanie z Kasią. Wiem, że gdybym mieszkała w Wraszawie było by mi o wiele
łatwiej. Niestety mój mąż wymarzył sobie domek. Poza tym on mnie nie
rozumie. Uważa, że sama sobie stwarzam problemy. Uważa, że nie potrafię
docenic tego co mam itd. On wraca zmęczony do domu. Cały dzień ma kontakt z
ludźmi i marzy o ciszy i spokoju. Nie chce mu się ze mną rozmawiać chociaż
widzę, że sie stara. Nie chcę domku. Wolę mniejsze mieszkanie w Warszawie.
Ale marzeniem mojego męża jest domek. A ja będę siedziała cały dzień w tym
domku sama. Nie wiem jak mam rozmawiać z mężem. Nie chcę go zranić. Nie
potrafimy się porozumieć. Mąż uważa, ze go nie rozumiem a ja ,że ona mnie.
Kocham go ale czuję, że jest coraz trudniej.

Chciałam się tylko wyżalić.

Pozdrawiam Pyza
Obserwuj wątek
    • jagasz Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 14:25
      Pyza całkowicie popieram Twoje obawy i niechęć.
      Mój mąż też najchętniej mieszkałby w domku, robienie wieczornych grilli.
      ognisk, wszystko fajnie, ale przecież pozostaje cała reszta, ktoś w tym domu
      musi być, dbać, mieszkać itp a nie tylko MIEĆ! Mnie przeraża mieszkanie w domu,
      ogrom pracy, bo dom, ogródek, brama, dach, wszystko ponad to co jest do roboty
      w normalnym mieszkaniu, a przecież KTOŚ, musi o to dbać. Jeżeli Twój mąz
      powiedział,że będzie jeszcze dłużej pracował, to kogo czeka ta praca????
      Ponadto mnie zawsze przerażało wychowanie dzieci z dala od miasta, znalezienie
      dobrej szkoły, towarzystwo, zajęcia poza szkołą itp. Nie mówię,że poza miastem
      tego nie ma, ale na pewno mniej. Pozostaje więc dowożenie dzieci, może kiedyś
      będziesz miała samochód, ale trzeba wliczyć czas jaki tracisz na dowóz, przywóz
      itp. Raczej dziecka samego nie wyślesz do Warszawy.
      Teraz są takie piękne osiedla, małe, ogrodzone, kameralne, że można naprawdę
      czuć się jak na wsi.
      Porozmawiaj z mężem, może argumentem niech będzie wychowanie dzieci, może jak
      dzici podrosną pomyslicie o jakimś siedlisku?
      Trzymam za Ciebie kciuki!!!
      Aga
      • martynka30 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 14:50
        Pyza skoro piszesz, że planujecie kupno lub budowę domu to rozumiem, że Wasza
        sytuacja materialna nie jest taka zła, może więc warto pomysleć o kupnie
        samochodu dla Ciebie? Kilkuletnie seicento czy tico to moze nie
        najwygodniejszy samochod, ale jezdzismile, wiec mam wrazenie ze sporo problemow
        by Ci rozwiazal. Nawet jakby to mialo byc kosztem przedluzenia budowy domu o
        jakis czas to i tak warto. Jak bedziesz mogla w kazdej chwili zapakowac Kasie
        i siebie do samochodu i pojechac na basen czy do kolezanek to moze i dom wyda
        Ci calkiem dobrym pomyslem? Bo rozumiem, ze na razie glowny powod Twojej
        niecheci to lek przed odcieciem od ludzi i 'miejskich rozrywek'. No a jesli
        nie, to trzeba z mezem rozmawiac i rozmawiac, moze uda Wam sie wypracowac
        jakis kompromis, np. mniejszy, skromniej urzadzony dom na mniejszej dzialce,
        ale za to w blizszej okolicy dobrze skomunikowanej z miastem? A moze powinnas
        szukac pracy (wiem, ze to nie jest takie proste, ale tez nie piszesz, ze
        szukasz, tylko ze poprzednia nieaktualna, dopoki nie sprobujesz poszukac nie
        przekonasz sie, czy to realnesmile a Kasie wyslac do przedszkola? A moze skoro
        doskwiera Ci siedzenie w domu i brak kontaktow z ludzmi jeszcze jedno wyjscie,
        Kasia w przedszkolu, a Ty zajmujesz sie jakims wolontariatem, albo jezdzisz na
        jakies kursy (jezyk albo nawet cos kompletnie niepraktycznego, na co zawsze
        mialas ochote). Pozdrawiam
    • makami1 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 14:32
      Hej
      ja tez mieszkam od niedawna pod Warszawa i bardzo tesknie za miastem. Jestem
      dopiero jakby na poczatku Twojej drogi. Moja corka ma siedem tygodni. Od czasu
      ciazy (znoszonej zle niestety) siedze czesto sama calymi dniami w domu, maz
      pracuje do pozna. Czasem jak mam juz mocno dosc, kiedy wraca daje mu dziecko i
      ide chociaz do sklepu czy do apteki sad Nie chce przez to powiedziec, ze nie
      sprawia mi radosci czy satysfakcji opieka nad moja malutka, ale chcialabym miec
      wiecej mozliwosci spedzania czasu. Jestem pewna, ze byloby mi latwiej w
      Warszawie.
      Jedno sie nie zgadza w naszych opowiesciach - moj maz podziela moje zdanie.
      Niestety nic wiecej z tego nie wynika - brak szmalu bedzie nas trzymal tu co
      najmniej kilka latsad
      Chcialabym Ci powiedziec, zebys sie nie poddawala - uparcie mow mezowi o
      swoich pragnieniach - sa rownie wazne jak jego. Na pewno istnieje wyjscie,
      ktore Was obydwoje zadowoli. Zycze Ci tego z calego serca.
      A moze jestesmy z tego samego miasteczka (ja z Piaseczna)?

      Trzymaj sie, moze przyjdzie mi cos do glowy, co Cie pocieszy smile
      M.
      • karin5 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 14:45
        WItajcie, podwarszawskie mamy, też się do Was będę zaliczać za jakiś tydzień
        (wtedy urodzę). Podobnie jak Wy siedzę w domu i gapie się a to w telewizor, a
        to w kompa i tak mi mija czas. Wiem,ze jak maluszek się urodzi będzie trochę
        inaczej ale nie jestem pewna czy lepiej, przecież całe dnie nie będę spędzała
        na spacerkach, a poza tym gdzie można chodzić w Piasecznie? Może będziemy robić
        coś razem, gdy będzie nas więcej?
        Życzę Wam wszystkim powodzenia i mocnych nerwów.
        • makami1 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 14:59
          Jestem jak najbardziej za smile
          Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za szybkie i satysfakcjonujace przyjscie
          potomka

          M.
          • karin5 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 15:03
            Dziękuje bardzo. Czy można Cię znaleźć na gadu-gadu, może bśmy pogadaly?
            • makami1 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 15:12
              Niestety jeszcze nie mam, ale jesli chcesz pisz na m_wyrwinska@poczta.onet.pl

              pa
              • agunia38 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 15:36
                mamo kasi, a czy ten domek musi byc gdzieś na zadupiu?smile przeciez możecie kupic
                dom czy segment w samej warszawie. może mniejszy niż na wsi, ale za to nie
                tylko mąż, ale i ty byłabys zadowlonasmile czemu on nie bierze twojego zdania pod
                uwagę, czy nie widzi, że jesteś smutna, samotna? wyglada to tak, że ona jako
                kawaler coś tam sobie obmyślił i to realizuje, nie bardzo biorąc pod uwagę, że
                teraz nie jest samsmile
                co do domku, to on faktycznie, zazwyczaj fajny jest głównie w teoriismile my mamy
                w warszawie, ale z dala od centrum (wilanów, konstancin - te okolice). niby
                fajnie, mamy dwa samochody, oboje pracujemy w warszawie, mamy ogródek, duży
                metraż, osiedle jest ogrodzone i strzżone, wiec bezpiecznie, są sklepy i tak
                dalej, ale ja juz zaczynam przemysliwac o powrocie do warszawysmile)) jestem
                typowym dzieckiem miasta, kocham gwar, tłum i nawet korkismile namawiam męża na
                jakieś fajne osiedle i chyba w lecie zaczniemy o tym myśleć.
    • yola66 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 20.01.04, 15:50
      W pełni Cię rozumiem... Mój mąż też marzy o domku, ale na moje szczęście na
      razie nas na jego kupno nie stać.

      Tak myślę, że może powinnaś pogadać z mężem - szczerze i otwarcie. Może kupno
      drugiego samochodu ułatwiło by Ci życie. Mogłabyś wtedy wyskoczyć do wawy na
      basen z córką lub po prostu do rodziców....
      Zawsze to jakieś rozwiązanie.....
      • mama_kasi Re: Mąż mnie nie rozumie.... 21.01.04, 14:15
        Dziękuję za odpowiedzi. Wczoraj wieczorem odbyłam z mężem szczerą rozmowę na
        temat kupna domku. Nasza rozmowa skończyła się kłótnią. Mąż wyszedł z domu i
        wrócił po dwóch godzinach. Widziałam, że nie bardzo rozumie o co mi chodzi.
        Najgorsze jest to, że mam straszne wyrzuty sumienia. Wiem, że zrobiłam mu
        wielką przykrość. Mówił, że całe życie marzył o domku. Czuję się źle, bo
        myslę, że go zawiodłam. Nie wiem co mam teraz robić? Boję się, że coś
        straciłam, że już nie będzie tak jak zawsze.
        Trzy tygodnie temu zostałam zwolniona ( na wychowawczym), mam chandrę, nie
        maogę spać w nocy. I teraz myślę, że to nie był dobry moment na taką rozmowę.

        Pozdrawiam Pyza
        • jagasz Re: Mąż mnie nie rozumie.... 21.01.04, 14:49
          Pyza nie załamuj się.....
          Spróbuj raz jeszcze przy "sprzyjających warunkach przyrody"
          Pozdrawiam
          Aga
          • anjaaa Re: Mąż mnie nie rozumie.... 21.01.04, 16:33
            A ja mieszkam w Wawie i marzę o domku gdzies pod,całe zycie mieszkałam w
            domu,teraz blok,jak tylko skoncze studia budujemy się(jesli będzie nas
            stac).Ewentualnie wybudujcie dom,a potem sie zamienimywinkPozdrawiam
        • wieczna-gosia Re: Mąż mnie nie rozumie.... 21.01.04, 22:17
          Pyza kurde blaszka.
          On marzyl. A ty? Ja tu na razie nie widze mieusca dla ciebie. Moze czas z tym
          zaczac porzadek robic. Dziewczyny dobrze radza- Domek domkiem ale moze
          samochod? A ten domek to mu na co jak chce jeszcze wiecej pracowac?- zeby na
          zdjeciach pokazywac jako tlo do zonci w domku i wianuszka dzieci? Bo chyba nie
          po to zeby mieszkac wink))

          Boję się, że coś
          > straciłam, że już nie będzie tak jak zawsze.
          Ale co stracilas? Jak do tej pory mialas chandre to moze warto bylo stracic
          zeby teraz cos zmienic i zeby chandra poszla precz?

          Pyza- to nie jest twoj tatus tylko twoj partner. Nie mozesz sie go bac. Moment
          na rozmwe moze nie byl najszczesliwszy ale- Boze- to wazna sprawa jest takie
          plany zyciowe. Teraz trzeba konsekwentnie sprawe obgadac. Moze lepiej miec
          mieszkanko plus dzialke z domkiem wakacyjnym? Ty zmeczona miastem wyjedziesz
          na 3 miesiaca z dziecmi on bedzie dojezdzac co tydzien i urlop tam spedzi
          znajomi przyjada i grila sie zroni a zima bedziecie latac do kina i na basen?
          Nie boj sie, prace znajdziesz nie koniec swiata, na razie dogadaj sie z mezem
          co do mazen- moze warto zaczac miec wspolne?
        • makami1 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 21.01.04, 22:23
          Kochana Pyzo
          po pierwsze współczuję straty pracy, ale niech to oni się martwią, że stracili
          takiego pracownika, prawda?
          Co do rozmowy - jestem zawsze za szczerą rozmową - szczerą nie znaczy
          łatwą.Uszy do góry, nie zarzucaj sobie, że go zawiodłas, równie dobrze Ty
          mogłabys się czuć zawiedziona, że on ma takie pragnienia - to bez sensu.
          Masz przecież prawo do własnych marzeń i masz prawo podzielić się tym z drugą
          połową. Dalej jestem pewna, że wypracujecie kompromis.Np. może domek, ale w
          granicach W-wy? Możliwości jest wiele. Macie czas, cierpliwości.
          Trzymam za Was kciuki smile)))
    • kluska25 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 22.01.04, 10:13
      Droga Pyzo.Myślę,że mamy bardzo podobną sytuację,bo mój małżonek też chciałby
      mieć dom.Nie mówię,ja też chętnie wyniosłabym się z tego Piaseczna,ale wiem,że
      jak będziemy mieli dom to też na jakimś zadupiu i to większym...Dom to super
      sprawa,ale jak pomyślę,że jest sto razy więcej obowiązków to się
      zniechęcam.Słuchaj napewno wiesz kim jestem,bo mieszkamy na tym samm
      podwórku,wpadnij do mnie to pogadamy,nasze Kasie się pobawią.Zapraszam na
      kawę.Magda mama Kasi.Mieszkam pod 18.
    • yoyo11 Re: Mąż mnie nie rozumie.... 22.01.04, 10:28
      No to faktycznie masz problem.
      Ach te domy! Dużo więcej do sprzątania, doglądania, zamiast wysłać dzieci na
      jakieś zajęcia to trzeba się wykazać inwencją twórczą i samemu im zorganizować
      czas. Ile przecież można sprzątać i mieszkać na zadupiu.

      Blokowiska, duże miasta, szum ruchu ulicznego, bezustanna pogoń

      To taki syndrom Warszawiaków
      • mama_kasi Do yoyo 22.01.04, 13:44
        Moim problemem nie jest to, że będę miała więcej do sprzątania.
        Problemem jest to, że czuję się trochę samotnie. Mam rodzinę w Warszawie i
        trochę za nimi tęsknię. W tej chwili całymi dniami siedzę z Kasią, poświęcam
        jej cały swój czas i nie przeraża mnie to. Nie wróciłam do pracy po urlopie
        macierzyńskim właśnie po to by ten czas spędzić z moją córką. Potrafię
        znakomicie zorganizować jej czas. Trochę gorzej jest ze mną. Trzy lata
        siedziałam z małą a teraz czuję, że chciałabym od czasu do czasu gdzieś wyjść.
        Ale może to nie powinno mnieć żadnego znaczenia?
        Pozdrawiam Pyza
        • yoyo11 Re: Do yoyo 23.01.04, 08:37
          To się nie zrozumiałyśmy.
          Tylko nadal nie rozumiem jednego. Ok. Problemem jest samotność. Czy Wy przed
          podjęciem decyzji o byciu razem for ever nie obgadaliście szczegółów Waszego
          życia, Waszych pragnień? Bo widzisz twierdzę, że najgorsze są niedomówienia,
          niewyjaśnione do końca potrzeby i powiedzenie sobie: "ok tu się nie zgadzamy,
          ale przecież kocham go/ją bardzo i życia sobie bez niego/niej nie wyobrażam"
          Błędne koło? Tak. Ale teraz już po ptakach....
          Jest takie dobre wyjście z tej sytuacji - zapewnij sobie towarzystwo,
          obowiązkowo męskie. Bo jak wiesz kobiecie do szczęścia potrzena jest dziennie
          jedna kromka chleba i dwa komplementy smile

          • mama_kasi Re: Do yoyo 23.01.04, 13:56
            Hej
            Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie mi tak ciężko. Na
            początku pracowałam, cały dzień byłam poza domem więc nie przeszkadzało mi to,
            że mieszkam pod Warszawą. Kiedy urodziłam Kasię zdecydowałam się nie wracać do
            pracy. Jestem z nią już trzeci rok i tak naprawdę to dobrze mi z nią. Nie
            tęsknię specjalnie do pracy (zresztą i tak zostałam zwolniona). Niestety od
            jakiegoś czasu czuję, że coś jest nie tak. Mąż bardzo dużo pracuje. Zdażało mu
            się nawet wyjeżdżać w długie delegacje. Wraca późno z pracy zmęczony. Nie
            możemy się dogadać. Ja najchętniej soboty i niedziele spędzałabym poza domem a
            on w domu.
            Mam chandrę (mam nadzieję, że to nie depresja). I myślę, że to dlatego trochę
            wyolbrzymiłam mój problem. Powoli myślę o zmianach. Mam nadzieję, że się uda.
            Pozdrawiam Pyza
            • jagasz Re: Do yoyo 23.01.04, 14:15
              Pyzo, napisz jak dokonasz zmian.
              Trzymam za Ciebie kciuki.
              Aga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka