Dodaj do ulubionych

inny aspekt zależności...

10.11.09, 09:31
Ostatnio poro tu wątków na temat pieniędzy w związku i zależności, polegającej
na tym, kto płaci za nową parę butówwink

a ja mam zupełnie inne odczucia związane z moją nieuchronną niebawem
zależnością od męża i chcę się nimi z Wami podzielić.

Otóż mnie najbardziej przeraża wizja, że bez swoich pieniędzy czyt.
zarobionych przeze mnie, nie tyle będę musiała prosić się o nowy tusz do rzęs,
czy sukienkę, bo akurat kupno ich sprawia facetowi przyjemność, a ja nie mam
problemu z proszeniem (trzepot rzęs przy tym mam opracowany do perfekcji) ale
boję się tego, że jak się pokłócimy, popsuje się między nami, nie wiem -
stwierdzę nagle że to nie to, nie będę mogła tak z miejsca tupnąć nogą i
powiedzieć odchodzę, zabieram młode i do widzenia bye bye. Nie. Będę musiała
najpierw coś z tym zrobić, generalnie sytuacja będzie trudniejsza niż w
przypadku kobiety zarabiającej.
Tego się boję.
I jeszcze jednego. Zauważyłam, że ostatnio mąż się uśmiecha z satysfakcją i z
taką dumą, mówiąc o tym np., że moja pensja to jedynie promil w naszych
dochodach i że mogę DZIĘKI NIEMU spełniać swoje marzenia, zając się domem i
dziećmi, że mogę olać szefa przygłupa, że mogę robić to co chcę. Ale dzięki
NIEMU, a nie dzięki samej sobie. On jest dumny, a ja myślę, że później w
kłótni, nie będę mogła użyć argumentu, że nic od niego nie chcę i nie
potrzebuję. A ja sobie lubię tak walnąć w kłótni.
I to nie jest dlatego, ze on jest jakis wredny itp., bo np. zaoferował - nie
wiedząc, że na wychowawczym ma się liczone lata do emerytury, że będziemy
płacić za mnie składki.

Tak więc w związku z tymi moimi obawami oznajmiłam mu ostatnio, że niech sobie
nie myśli, ze to że będę od niego zależna powstrzyma mnie przed złożeniem
pozwu rozwodowego, jak mnie zacznie wkurzaćbig_grin
I się uspokoiłam, bo on wie, że ja nie rzucam słów na wiatrwink
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:41
      Dziwi mnie to że jest wszystko ok a Ty sobie główkę zajęłaś rozwodem smile.
      Oczywiście można życie przeżyć myśląc i kombinując jakby tu się szybko wypisać w
      razie czego ze związku ale chyba tego nie rozumiem do końca. No chyba ze
      podskórnie czujesz że nad waszym małżeństwem coś wisi... smile
      • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:47
        ja tak już mam, że zwykle zakładam najgorszy wariant i potem lubię być
        pozytywnie rozczarowanasmile

        a co do zakładania, że będzie źle, to większość wypowiedzi tu na forum odnośnie
        niezależności finansowej kobiet zakłada najgorsze scenariusze i konieczność
        zachowania swoich własnych pieniędzy... big_grin
        tyle, że większość kobiet jako główny problem uznaje fakt, iż muszą powiedzieć
        do męża - "Kochanieeee... a kupisz mi to?"
        Ja tam lubię tak sobie powiedzieć, bo to sprawia, że facet czuje się taki silny,
        męski, władczy itp..itd.wink
        • broceliande Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:52
          Są różne sytuacje.
          Ja zawsze uważałam, że połowa pieniędzy zarabianych przez męża
          należy do niepracującej żony.
          I bez żadnego świecenia jej kasą w oczy.

          Jakiś czas temu, w trakcie kryzysu małzeńskiego, powiedziałam, że
          jestem za stara na kończenie związku, bo mi sie coś nie podoba i już
          tak zostnę do śmierci. Bo mogłabym poradzić sobie sama z dzieckiem,
          ale po co? Dla pustej dumy, że mogę? Dla wychowywania dziecka z
          weekendowym ojcem?

          U nas finanse baaaardzo skomplikowane. Moja firma na razie nie
          przynosi dochodu, mąż gra na giełdzie, ale pieniądze na giełdę
          dostał ode mnie.
          Ech.
          • bi_scotti Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 17:29
            broceliande napisała:

            > Są różne sytuacje.
            > Ja zawsze uważałam, że połowa pieniędzy zarabianych przez męża
            > należy do niepracującej żony.
            > I bez żadnego świecenia jej kasą w oczy.
            >

            No w zadnym wypadku! Moje poieniadze sa moje pieniadze w 100% i
            kropka. Ja sie MOGE z wlasnej nieprzymuszonej lub zdroworozsadkowej
            woli nimi dzielic, ja nawet moge dac partnerowi wiecej niz te 50%
            ale jemu to sie ode mnie najwyzej buzi i dobre slowo NALEZY!
            Gdy moj maz siedzial z dziecmi kilka lat w domu (czasem sobie
            dorabial), ja utrzymywalam cale towarzystwo, bo tak ustalilismy. I
            ja bylam z tym OK, i wszystko gralo ALE moje pieniadze, przeze mnie
            zarobione nie byly wspolne a priori! One byly wspolne wylacznie
            dlatego, ze ja sie na te wspolnote zgodzilam! I sama chcialam sie
            dzielic.
            Bo w tym caly jest ambaras zeby dwoje chcialo naraz, parafrazujac
            Boya. Gdy zaszlam w ciaze, usiedlismy i pomyslelismy, i doszlismy do
            wniosku, ze najlepszy uklad dla kazdego z nas oddzielnie i dla
            naszej rodziny to bedzie: ja w pracy, On w domu. I slowo stalo sie
            cialem.
            A ja mam wrazenie, ze w wielu rodzinach takich rozmow nie ma -
            zaklada sie bez zadnych dyskusji, ze mama bedzie w domu, tata bedzie
            zarabial i ze jeszcze te jego zarobione pieniadze to beda wspolne. A
            to wcale nie musi byc najlepsze rowiazanie. Ludzie, rozmawiajcie ze
            soba PRZED i W TRAKCIE, bo nigdy nic nie jest OCZYWISTE bez
            konsultacji i dyskusji!
            A odbieranie pracujacemu czlowiekowi poczucia, ze moze w pelni
            dysponowac swoimi zarobionymi pieniedzmi jest zwyczajnym swinstwem.
            Dzielenie sie z rodzina musi wynikac z dobrej woli a nie z przymusu!
            Przymus to jest juz pozniej ... alimentacyjny sad
            • e_r_i_n Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:12
              No cóż, zgodnie z prawem one były i są nadal wspólne.
              • bi_scotti Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:18
                e_r_i_n napisała:

                > No cóż, zgodnie z prawem one były i są nadal wspólne.

                W Polsce byc moze choc wspolnota majatkowa tez podlega
                interpretacji; w moim kraju moje jest moje dopoki sad nie zdecyduje
                inaczej smile
                • e_r_i_n Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:23
                  bi_scotti napisała:

                  > W Polsce byc moze choc wspolnota majatkowa tez podlega
                  > interpretacji

                  Akurat w zakresie wynagrodzenia jest jednoznaczny zapis.
                  • ryszard_mis_ochodzki do garów babo 13.11.09, 15:02
                    a nie będziesz tu obgadywała wspaniałego męża ktory będzie utrzymywał takiego trutnia który tylko jątrzy za jego plecami

                    nawet jak nie ma ku temu powodów (tak na zapas)
                • lia.13 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 16:35
                  to podaj ten kraj, bo jakoś żaden nie przychodzi mi do głowy, gdzie dochody
                  małżonków nie byłyby wspólne.
                  Czy połowa dochodu męża "należy się" żonie? Cóż, to zależy co tez ona ma z tymi
                  pieniędzmi uczynić. Bo jeśli na sam tusz do rzęs czy SPA, to faktycznie, dziwnie
                  się z tym zgodzić. Ale jeśli miałaby za to utrzymać dom, a za resztę
                  "Pan-zarabiający" miałby piwo żłopać, to też nie halo. Pieniądze zarabiającego
                  (męża czy też żony) powinny zostać wydane na utrzymanie domu, dzieci, samych
                  współmałżonków w zakresie koniecznych spraw, a dopiero o tym, co zostanie można
                  dyskutować, co z tymi pieniędzmi zrobić. Przeznaczyć na tusz do rzęs, na piwo,
                  na wakacje, a może na nowy samochód. Ale o tych sprawach powinno się dyskutować.
                  Przy czym dyskutować nad tym, co jest potrzebne, a nie co mi się należy.
                  Gwoli ścisłości, moja mama po urodzeniu dzieci nie pracowała, zajmowała się
                  domem, pracował mój ojciec, który po wypłacie oddawał mamie co do złotówki. I
                  nigdy nie było z tym problemów. Mama zbierała rachunki z zakupów bardziej dla
                  siebie, niż dla rozliczenia z tatą, w kwestii większych zakupów zawsze ustalali,
                  czy jest to konieczne. Grunt, że pieniądze nigdy nie "wyparowywały" i wszyscy
                  mieli zaspokojone swoje potrzeby, nawet gdy za lekko nie było wink
          • verushka43 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 15:13
            Racja.
            Jeśli układ jest taki, że kobieta dba o dom - i wywiązuje się z tego
            obowiązku, to należy jej się część pensji męża (partnera),
            którą mogłaby odkładać na własne konto.
            Wtedy oboje mogą łożyć na życie i nikt nie jest od nikogo
            uzależniony. Jedno nie może wypominać drugiemu, że nie zarabia.
            Tak jest uczciwie. W końcu zajmowanie się domem to praca na pełen
            etat
            (albo i więcej)!
            • lia.13 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 16:50
              niedawno w Polityce był artykuł, z którego wynikało, że gospodyni domowa, czyli
              tzw. niepracująca żona wykonuje 24 różne zawody: kucharki, rzeźnika, praczki,
              prasowaczki, magazyniera, opiekunki, pielęgniarki, nauczycielki, wychowawczyni...
              zatem pusty śmiech mnie ogarnia, gdy ktoś kwestionuje konieczność dzielenia się
              dochodem pracującego męża z niepracującą żoną. Choć fakt, że rozwiązania mogą
              być dwa: osobne konto dla żony, albo wspólne konto dla obojga małżonków, do
              którego obydwoje mają dostęp, co chyba bardziej mi się podoba wink
              W sumie, to w razie rozwodu, o ile nie ma intercyzy stanowiącej inaczej, i tak
              obydwoje dostają po równo. Zresztą co tam pieniądze. Mało kto je ma. Nawet
              superbogaci pieniądze lokują w dobrach materialnych, jak nowe domy, mieszkania,
              samochody, akcje, biżuteria..., zatem kwestia kont, czy będdzie to jedno wspólne
              z dostępem dla obojga czy dwa oddzielne, nie robi aż takiej różnicy
              • sikorka68 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 17:25
                No, a w takim przypadku wystarczy, że zabezpieczeniem będzie większa kolekcja
                biżuteriismile Nie musi handryczyć się o kasę.
            • sikorka68 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 17:21
              verushka43 napisała:

              > Racja.
              > Jeśli układ jest taki, że kobieta dba o dom - i wywiązuje się z tego
              > obowiązku, to należy jej się część pensji męża (partnera),
              > którą mogłaby odkładać na własne konto.
              > Wtedy oboje mogą łożyć na życie i nikt nie jest od nikogo
              > uzależniony. Jedno nie może wypominać drugiemu, że nie zarabia.
              > Tak jest uczciwie. W końcu zajmowanie się domem to praca na pełen
              > etat
              (albo i więcej)!

              Połowa pensji na "swoje potrzeby"- przemyśl to jeszcze raz. Biedny ten
              zarabiający. Owszem są takie rozwiązania, ale w normalnych układach nikt się tak
              nie liczy- to chore. Jak oboje razem pracowaliśmy: to moje, to twoje było dla
              nas jakąś abstrakcją. Teraz też, jak cokolwiek sobie nawet kupię, nie ma
              problemu. Nawet, jak to jest coś dla przyjemności, niekoniecznie potrzebne. Ja
              natomiast uważam, żeby to nie było pół pensji.
              • verushka43 Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 12:10
                Napisałam: "część pensji męża (partnera)", nie "połowa".
                Poza tym nie wszystkie związki mają tak zdrowe relacje jak
                (najwidoczniej) Twój. Mąż mojej ciotki bardzo ją kocha, ale to nie
                przeszkadza mu w ciągłym wymawianiu jej, że nie zarabia. Mają
                wspólne konto, ale ona nigdy nie ma poczucia, że to są jej pieniądze.
                A jak by otrzymywała regularnie określoną sumę na swoje konto, to
                może by oboje pamiętali, że jej praca jej coś warta. Że to
                nie "opie...lanie się" tylko wielogodzinne obowiązki
                , które
                sumiennie wypełnia (duży dom, wypasione obiadki, 3 dzieci).
                • verushka43 Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 12:16
                  I nie na "swoje potrzeby", tylko, jak wyraźnie napisałam, na wspólne
                  wydatki. Opłaty, zakupy po pół, a reszta (z pieniędzy dla niej)
                  zostaje w jej skarbonce.
        • douglas.beauty Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:10
          > ja tak już mam, że zwykle zakładam najgorszy wariant i potem lubię
          być
          > pozytywnie rozczarowanasmile
          >
          > a co do zakładania, że będzie źle, to większość wypowiedzi tu na
          forum odnośnie
          > niezależności finansowej kobiet zakłada najgorsze scenariusze i
          konieczność
          > zachowania swoich własnych pieniędzy... big_grin
          > tyle, że większość kobiet jako główny problem uznaje fakt, iż
          muszą powiedzieć
          > do męża - "Kochanieeee... a kupisz mi to?"
          > Ja tam lubię tak sobie powiedzieć, bo to sprawia, że facet czuje
          się taki silny
          > ,
          > męski, władczy itp..itd.wink

          Nie kazdy facet jednak...
          Mysle,ze wielu facetow bardzo docenia fakt niezaleznosci finansowej
          kobiety -to takze czesc partnerstwa. Nie wiem skad to przekonanie ze
          po slubie MUSISZ miec wspolne konto. My z mezem mamy osobne - i to w
          niczym absolutnie nie szkodzi - tak bylo od poczatku - po co to
          zmieniac? Biezace oplaty, wydatki, kredyt oplacamy wspolnie.
          Wydaje mi sie ze kobiety daza do wspolnoty majatkowej wtedy kiedy
          zarabiaja duzo mniej niz facet...

          • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:10
            > Wydaje mi sie ze kobiety daza do wspolnoty majatkowej wtedy kiedy
            > zarabiaja duzo mniej niz facet...
            >

            coś w tym pewnie jest. my mamy konta oddzielne i chce zeby tak pozostało, nawet
            jesli moje konto bedzie sluzylo do tego, zeby małżonek co miesiac mi je zasilał
            pieniędzmi na bieżące wydatkiwink
          • sikorka68 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 14:52
            douglas.beauty napisała:
            > Nie kazdy facet jednak...
            > Mysle,ze wielu facetow bardzo docenia fakt niezaleznosci finansowej
            > kobiety -to takze czesc partnerstwa. Nie wiem skad to przekonanie ze
            > po slubie MUSISZ miec wspolne konto. My z mezem mamy osobne - i to w
            > niczym absolutnie nie szkodzi - tak bylo od poczatku - po co to
            > zmieniac? Biezace oplaty, wydatki, kredyt oplacamy wspolnie.
            > Wydaje mi sie ze kobiety daza do wspolnoty majatkowej wtedy kiedy
            > zarabiaja duzo mniej niz facet...

            Niekoniecznie. Wspólne konto- taniej. Wspólne konto- bo jesteśmy razem i (po
            trzecie) tym bardziej wspólne konto, bo między nami jest ok, nawet w trudnych
            sytuacjach. Jedyne, co skusiło by mnie do osobnego konta, to gdyby między nami
            było źle.
            Kobiety, w jak porąbanych związkach żyjecie. Niezależność w związku, to fikcja.
            Ani ja nie jestem niezależna, ani moja połowa. Pomyślcie sobie chwilę: następuje
            taka sytuacja. Jedno ma pensję, drugie ma pensję, dzielicie wydatki na pół. Raz
            coś się stanie, zabraknie mu jego połowy na jedzenie, i co, nie dacie jeść (tak
            przejaskrawiając)? Bez komentarza...

        • sikorka68 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 14:41
          Współczuję Ci podejścia do związku. Jeśli on jest ok, to (moim zdaniem) ty w tym
          związku nie jesteś ok. Po jakiego diabła te odzywki. No, chyba że jest coś,
          czego nie napisałaś; coś co zmienia cały obraz. Krótko: przeginaszsmile
      • penelopa40 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:49
        a ja uważam że słusznie... nigdy nie wiadomo co się może stać,
        kochający mąż nagle zgłupieje dla innej albo nie daj Bóg ów Bóg
        nagle go powoła do siebie, albo stan zdrowia nie pozwoli mu na pracę
        zarobkową, bywa.....warto mieć zabezpieczenie...
        mi tam trudno na te tematy dyskutować, bo odkąd zaczęłam pracować 20
        lat temu pracuję stale i stale mam własne dochody... nie umiałabym
        inaczej i nie zdzierżyłabym zależności finansowej od kogokolwiek,
        czy to męża czy innej osoby...
        • sikorka68 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 14:54
          penelopa40 napisała:

          > a ja uważam że słusznie... nigdy nie wiadomo co się może stać,
          > kochający mąż nagle zgłupieje dla innej albo nie daj Bóg ów Bóg
          > nagle go powoła do siebie, albo stan zdrowia nie pozwoli mu na pracę
          > zarobkową, bywa.....warto mieć zabezpieczenie...
          > mi tam trudno na te tematy dyskutować, bo odkąd zaczęłam pracować 20
          > lat temu pracuję stale i stale mam własne dochody... nie umiałabym
          > inaczej i nie zdzierżyłabym zależności finansowej od kogokolwiek,
          > czy to męża czy innej osoby...

          Przy chorobie, to przegięłaś- nie ma znaczenia.
      • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:15
        kropkacom napisała:


        > Oczywiście można życie przeżyć myśląc i kombinując jakby tu się
        szybko wypisać
        > w
        > razie czego ze związku ale chyba tego nie rozumiem do końca.

        może to po prostu asekurowanie się albo brak zaufania do faceta...
        u nas faktycznie małżonek zarabia od dawna więcej ode mnie, a moje
        obecne w domu zarabianie starcza na waciki, ale w tym czasie, kiedy
        on zarabia, ja nie leżę i nie pachnę (znaczy nie tylko), więc nie
        miałabym poczucia, że on dawał, ja brałam, a teraz suka go zostawiam
        po wykorzystaniu go... inna rzecz, że się nigdzie nie wybieram wink

        jakby mój mi tak podkreślał, kto co komu zawdzięcza, to by mnie
        szlag trafił...
    • 18_lipcowa1 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:48
      No niestety tak to jest, ze wielu facetom odbija jak poczuja, ze
      maja wladze = kase.
      Nawet tym dobrym misiom.

      Ba, nawet mi odbilo jak bylam przez chwile osoba utrzymujaca dom.
      Nie wiem czemu, po prostu tak jest.
      Dlatego uwazam i zawsze bede uwazala ze najzdrowsze jest jak obie
      strony pracuja.

      • douglas.beauty Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:11
        18_lipcowa1 napisała:

        > No niestety tak to jest, ze wielu facetom odbija jak poczuja, ze
        > maja wladze = kase.
        > Nawet tym dobrym misiom.
        >
        > Ba, nawet mi odbilo jak bylam przez chwile osoba utrzymujaca dom.
        > Nie wiem czemu, po prostu tak jest.
        > Dlatego uwazam i zawsze bede uwazala ze najzdrowsze jest jak obie
        > strony pracuja.
        >

        Swieta racja..
      • majenkir Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:29

        18_lipcowa1 napisała:
        > No niestety tak to jest, ze wielu facetom odbija jak poczuja, ze
        > maja wladze = kase.

        Gnojkom, nie facetom. Duzym, sfrustrowanym chlopcom.
        • uczula Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 17:10
          majenkir napisała:
          > > No niestety tak to jest, ze wielu facetom odbija jak poczuja, ze
          > > maja wladze = kase.
          >
          > Gnojkom, nie facetom. Duzym, sfrustrowanym chlopcom.

          mylisz sie. odbija kazdemu, bez wzgledu na wiek i plec.
          wladza uderza do glowy.
          i tyle.
          • majenkir Re: 11.11.09, 02:28

            uczula napisała:
            > mylisz sie. odbija kazdemu,

            Mojemu nie odbilo smile.
          • ambivalent Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 13:09
            Mi tez nie odbilo.
    • zlosliwe_malpisko Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:52
      Shellerko, a może spójrz na to z innej strony - może właśnie ta
      zależność kiedyś, kiedy będzie źle - uratuje Wasz związek? Może
      uchroni Cię przed zbyt pochopną decyzją? Czasem wydaje mi się, że
      wiele małżeństw niepotrzebnie (lub zbyt łatwo) się rozpada dlatego,
      że kobiety stały się tak niezależne. Oczywiście to dobrze, bo można
      decydować o sobie, można porzucić męża - tyrana, ale... z drugiej
      strony tak łatwo jest spakować manatki i odejść - a potem tego
      żałować.
      Co do tekstów Twojego męża o tym, że dzięki niemu to i tamto...
      hmm... nie przepuściłabym swojemu takiego gadania. Uważam, że nawet
      w żartach nie powienien tak mówić.
      • drinkit Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:55
        zlosliwe_malpisko napisała:

        Czasem wydaje mi się, że
        > wiele małżeństw niepotrzebnie (lub zbyt łatwo) się rozpada dlatego,
        > że kobiety stały się tak niezależne.

        Ach, te baby - zołzy
        • zlosliwe_malpisko Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:04
          drinkit napisała:

          > zlosliwe_malpisko napisała:
          >
          > Czasem wydaje mi się, że
          > > wiele małżeństw niepotrzebnie (lub zbyt łatwo) się rozpada
          dlatego,
          > > że kobiety stały się tak niezależne.
          >
          > Ach, te baby - zołzy

          he he he,
          ciekawe skąd wiedziałam, po prostu wiedziałam, że znajdzie się ktoś,
          kto wytnie z całości tylko tę część mojego postu i go skomentuje...
          ach, te baby - owszem, zołzy...
          • drinkit Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:26
            > ciekawe skąd wiedziałam, po prostu wiedziałam, że znajdzie się ktoś,
            > kto wytnie z całości tylko tę część mojego postu i go skomentuje...
            > ach, te baby - owszem, zołzy...

            No bo akurat ta część Twojego postu prosi się o komentarz. Chyba że chcesz
            rozwinąć tę myśl, co zaowocuje nieco inną wymową - jestem gotowa na dyskusję.
            • zlosliwe_malpisko Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:44
              drinkit napisała:
              > No bo akurat ta część Twojego postu prosi się o komentarz. Chyba
              że chcesz
              > rozwinąć tę myśl, co zaowocuje nieco inną wymową - jestem gotowa
              na dyskusję.

              bardzo dziękuje za zaproszenie do dyskusji. Ale wiesz... jednak
              chyba nie skorzystam. Średnio podoba mi się wyrywanie części
              wypowiedzi z kontekstu i nadawanie mu innego sensu niż miał w
              zamyśle dyskusyjny oponent. Moim zdaniem szkoda na to czasu.
              Więc może innym razem.
              • drinkit Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:18
                > bardzo dziękuje za zaproszenie do dyskusji. Ale wiesz... jednak
                > chyba nie skorzystam.

                No to licz się z tym, ze taka wypowiedź będzie odbierana w ten sposób. Zdajesz
                sobie sprawę (pisząc "wiedziałam że tak będzie") ze może byc to odebrane nie po
                Twojej mysli, trzeba było więc swój wywód rozwinąć. Bo póki co, to obwiniasz
                kobiety niezależne finansowo.
                • zlosliwe_malpisko Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:48
                  drinkit napisała:
                  > No to licz się z tym, ze taka wypowiedź będzie odbierana w ten
                  sposób. Zdajesz
                  > sobie sprawę (pisząc "wiedziałam że tak będzie") ze może byc to
                  odebrane nie po
                  > Twojej mysli, trzeba było więc swój wywód rozwinąć. Bo póki co, to
                  obwiniasz
                  > kobiety niezależne finansowo.


                  Tylko że widzisz moja droga… mi nie chodziło o to, że ktoś może mnie
                  źle zrozumieć. Chodziło mi o to, że znając to forum wiedziałam, że
                  znajdzie się ktoś, kto wykorzysta ten konkretny fragment wpisu, aby
                  posądzić mnie o „obwinianie kobiet niezależnych finansowo” udając,
                  że nie zna moich intencji. Cóż, faktycznie dobry kąsek na narobienie
                  dymu.
                  Na szczęście autorka wątku zrozumiała o co mi chodzi i nie
                  potraktowała każdego mojego zdania wybiórczo.
                  Myślę, że Ty też doskonale rozumiesz sens mojego postu – ale skoro
                  koniecznie chcesz się przyczepić… nic na to nie poradzę.
                  • drinkit Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:53
                    W żadnym wypadku nie wynika to z czepialstwa, bo jestem zbyt leniwa na
                    czepialstwo. Zmroziło mnie po prostu owe zdaniesmile
                    Ale dobra, skoro nie chcesz dyskutować, to ja też nie widze sensu przegadywania się.
                • lia.13 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 16:58
                  no to wiedz drinkit, że ja jej nie odebrałam tego w ten sposób, tym bardziej, że
                  dalej złośliwe_małpisko pisze o nieprzepuszczeniu swojemu tekstów świadczących o
                  wywyższaniu się partnera kosztem niepracującej Shellerki co to DZIĘKI NIEMU ona
                  może teraz robić
      • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:02
        małpisko, ja bym nie darowała, gdyby to było wypominanie. on tego nie mówi, żeby
        mi dokuczyć (NA CHWILĘ OBECNĄ HEHE) ale dlatego, ze jest z siebie dumny.
        jak się poznaliśmy i zamieszkaliśmy razem, to nie mieliśmy nawet na kino, czy
        wyjście do pubu. Ledwo nam starczało na zapłatę za wynajmowane mieszkanie i on
        się zawziął niesamowicie i postawił sobie za cel zapewnienie nam naprawde
        dobrych warunków. I w sumie przez te neicałe 5 lat osiągnął bardzo duży sukces.

        Dopóki to nie jest takie "beze mnie nic nie możesz" to ja się cieszę z jego
        radości, ale właśnie nigdy nie można być pewną, ze to jego "hurra udało mi się"
        nie zmieni się w to drugie...

        co do ratowania związku - masz absolutną rację. tym bardziej, że mam bardzo
        porywczą naturę i gdyby nie dzieci, to pewnie byle kłótnia i wyprowadzałabym się
        do rodzicówsmile teraz jeszcze ta zależność - kto wie... może nawet dotrwamy do 25
        rocznicy ślubuwink
        • zlosliwe_malpisko Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:17
          masz rację, nie powinnam była w sumie tak pisać - w końcu najlepiej
          Ty wiesz w jakim tonie co jest powiedziane. Jeżeli mówi to z dumą -
          to można się z nim cieszyć.
          A że o przyszłości myslisz (także w aspekcie "co będzie jeżeli się
          rozejdziemy") - to bardzo dobrze. Na moich oczach rozpadały się
          związki - takie co niby po sam grób miały trwać. Moim zdaniem trzeba
          zawsze mieć to na względzie, nie tylko w sytuacji kiedy "cos nad
          małżeństwem wisi".
          • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:27
            zlosliwe_malpisko napisała:

            > A że o przyszłości myslisz (także w aspekcie "co będzie jeżeli się
            > rozejdziemy") - to bardzo dobrze.
            że się o przyszłości myśli, to zgadzam się, żę dobrze, ale przecież
            ona napisała, że jej trudniej będzie faceta zsoatwić, bo mu wiele
            zawdzięcza, a nie, że boi się rozpadu, znaczy może się boi, ale
            pisała w tym wątku o czymśinnym...
            • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:04
              > ona napisała, że jej trudniej będzie faceta zsoatwić, bo mu wiele
              > zawdzięcza, a nie, że boi się rozpadu, znaczy może się boi, ale
              > pisała w tym wątku o czymśinnym...
              >

              no niezupełnie tak napisałam. napisałam, że trudniej mi będzie zostawić faceta,
              jeśli sama nie mam żadnych dochodów. i jeśli będę najpierw musiała zorganizować
              sobie pracę, a potem ewentualnie opuszczać małżonka. to że cokolwiek zawdzięczam
              małżonkowi absolutnie mi nie przeszkadzawink bardzo chętnie będę mu zawdzięczać
              jeszcze więcej i więcej hehesmile
              • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:27
                shellerka napisała:


                > no niezupełnie tak napisałam. napisałam, że trudniej mi będzie
                zostawić faceta,
                > jeśli sama nie mam żadnych dochodów. i jeśli będę najpierw musiała
                zorganizować
                > sobie pracę, a potem ewentualnie opuszczać małżonka.

                no racja, moja nadinterpretacja wink
                i trudno się nie zgodzić z powyższym...
    • azile.oli Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 09:56
      Ja dość długo siedziałam w domu , taka byla między nami umowa, co
      więcej, pomysł był bardziej mojego męża niż mój.
      Natomiast co do kwestii finansowej, to mąż nigdy nie miał nade mną
      przewagi, jako że połowa majątku była notarialnie moja. Tak więc
      mimo, że nie pracowałam zawodowo mogłam sobie nóżką tupnąć, bo bez
      kasy bym nie została. Ale taki układ nam odpowiadał, bez pewności,
      że moja sytuacja majątkowa jest stabilna nie ryzykowałabym tak
      długiej przerwy w pracy. Składkę też miałam cały czas opłacaną.
      • phantomka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:01
        Ja sie w ogole nie boje tej zaleznosci, bo skoro jestem zdrowa,
        czyli mam zdrowe rece i do pracy platnej moge isc (teraz wykonuje
        wiele rzeczy za friko, hehe), mam mame, ktora zawsze pomoze.
        A satysfakcja twojego meza to wlasnie wyraz takiego zachowania,
        ktorego ja nie akceptuje i nie dziwie sie, ze moze sie to nie
        podobac.
      • xavi73 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 20:14
        azile.oli napisała:

        > Ja dość długo siedziałam w domu , taka byla między nami umowa, co
        > więcej, pomysł był bardziej mojego męża niż mój.
        > Natomiast co do kwestii finansowej, to mąż nigdy nie miał nade mną
        > przewagi, jako że połowa majątku była notarialnie moja. Tak więc
        > mimo, że nie pracowałam zawodowo mogłam sobie nóżką tupnąć, bo bez
        > kasy bym nie została. Ale taki układ nam odpowiadał, bez pewności,
        > że moja sytuacja majątkowa jest stabilna nie ryzykowałabym tak
        > długiej przerwy w pracy. Składkę też miałam cały czas opłacaną.

        No to ładnie się ustawiłaś, typowe dla pasożyta. ...no ale skoro
        znalazłaś jelenia, to jego problem.
    • czar_bajry Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:06
      Nieźle to ujęłaś shellerkosmile
    • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:11
      shellerka napisała:

      > zaoferował - nie
      > wiedząc, że na wychowawczym ma się liczone lata do emerytury, że
      będziemy
      > płacić za mnie składki.

      no to niech Ci płaci, bo staż pracy rośnie, ale to okres
      bezskładkowy...
    • szyszunia11 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 10:29
      o kurcze, coś takiego by mi przez myśl nie przeszło, naprawdę... to raczej mąż czasem mówi, że kobieta powinna byc neizalezna finansowo, miec zabezpieczenie na wypadek, gdyby mężowi coś się stało. Ja nad tym nie rozmyślam, choć oczywiście wiem, że ma rację więc do tej niezaleznosci mozolnie bo mozolnie ale zmierzam.
      co do mojego watku o butach, to u mnie póki co nie ma dylematu kto płaci za buty, bo ja nie zarabiam. Raczej chodziło mi o skłonnośc do schlebiania takim kobiecym zachciankom, która uwazam, u mojego męża jest zbyt mało rozwinięta. Choć jednak po lektuzre wiekszosći postów dochodze do wniosku, że to po prostu kwestia finansowa, tzn. nie bardzo nas na to stać. I też między innymi dlatego chce zarabiać- żeby mnie było stac czasem spontanicznie kupić sobie buty bo są ładne, a nie tylko dlatego, że nie mam w czym chodzićwink
      • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:53
        bardzo zadki glos roszadku autorki watku ,
        a te wszytkie wypowiedzi tych co im sie nalezy polowa pensji meza budza smiech
        politowania z jednego powodu,
        maz sie wylogowyje z ukladu, ma troche inne zdanie na temat tego czy zonie sie
        nalezy jak by nie bylo jego kasa i poprostu czysci konta i rozmywa sie we mgle i
        co wtedy nastepuje, jedynie chyba czarna rozpacz,
        tej co uwazala ze jej sie nalezy, bo na zarcie nie ma a "PRACA W DOMU" jakos tak
        niezbyt platna,

        co do pracy w domu - cos za co nie dostaje sie kasy to wolontariat
        i tak do nie pracowania za pieniadze bym podchodzil
        masz warunki na wolontariat - "prace w domu" to se siedz ,
        nie masz idz do roboty dla wlasnego dobra
        • kawka74 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:17
          > maz sie wylogowyje z ukladu, ma troche inne zdanie na temat tego czy zonie sie
          > nalezy jak by nie bylo jego kasa i poprostu czysci konta i rozmywa sie we mgle
          > i
          > co wtedy nastepuje, jedynie chyba czarna rozpacz,

          Może tak być - sukinkotów nie brakuje.
          • lola211 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:41
            > Może tak być - sukinkotów nie brakuje.

            Taki sam los spotkac moze malzenstwo, gdzie sukinkotem nazwalabys
            kobiete, bo przeciez takie istnieja.Facet calkowicie
            usprawiedliwiony sie z tego zwiazku wypisze.
            • kawka74 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:59
              A czy ja twierdzę, że kobiety są idealne?
              Rzadko jednak zdarza się sytuacja, w której pan nie pracuje, zajmuje się domem i dziećmi, pani zarabia, a potem panu zasadza kopa w tyłek, bo napatoczyło się jakieś młode mięsko.
    • moustilou Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:29
      moze ja jestem naiwna ale mnie wizja hipotetycznego rozwodu nie przeraza.
      jestesmy malzenstwem, wszystko co mamy jest wspolne. po rozwodzie jest podzial,
      chyba rowny, no nie? jezeli dzieci zostaja ze mna, on placi alimenty,
      proporcjonalnie do zarobkow. nie wyszlam za maz za swinie i wiem ze nawet
      jezelibysmy rozwiedli sie, czyli konflikt miedzy nami, bedzie placil odpowiednia
      kwote na utrzymanie wlasnych dzieci. wiem ze pieniedzy nie ukrywa na koncie w
      banku szwajcarskim, bo nawet do tego mam upowaznienie smile
      na pewno standart zycia obnizylby sie nam, ale nie tragicznie. dzieci sa juz na
      tyle duze ze moglabym isc do pracy na caly etat i zarabialabym 'na siebie'.
      a gdyby mnie zdradzil nie mialabym skrupolow zeby obskubac go jak tylko sie da.
    • ihanelma Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 11:57
      Wielu mężczyzn ma satysfakcję z tego, że umieją "zadbać" o swoja
      kobietę i rodzinę - tak ich uformowano. A z tego co widzę ty też się
      bawisz czasem w małą kobietkę - także chyba dla waszych relacji nie
      jest to groźne - jakąś swoją konwencję współpracy macie.
      Ja wolę związek widzieć jako układ dwóch jednakowo aktywnych stron -
      niekoniecznie muszą oboje pracować zawodowo tak samo intensywnie -
      różne są układy - ale żadna nie powinna mieć wyższego statusu czy
      poczucia "kierowania" całością. Uważam za prymitywa kogoś, kto
      poczuł troszkę pieniędzy i usiłuje rządzić tam gdzie może.
      Poza tym - dla mnie dzieci są wspólne. Denerwują mnie wypowiedzi w
      stylu "co ja w razie czego Z DZIEĆMI zrobię"? Potomstwo przyszpilone
      do matki, ona praktycznie jedynie odpowiedzialna, w razie czego
      ucieka i "jakoś sobie radzi"? A dlaczego - współtworzyła rodzinę, ma
      prawo ona i dzieci do części majątku...
      Umiejętność zarobienia na siebie, zabezpieczenie finansowe rodziny
      uważam za rzecz kluczową - różnie może sie zdarzyć, niekoniecznie to
      musi być rozwód. I niekoniecznie zabraknąć musi faceta żeby nie było
      różowo...
      • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:20
        kwestia dzieci i mojego tupniecia nogą i spakowania się i bye bye - już tłumaczę.
        pewnie, ze potem na zimno już w przypadku hipotetycznego oczywiście rozwodu
        wszystko staje się oczywiste. NASZE dzieci, alimenty itp., ale w momencie, kiedy
        coś się obsrywa, że tak powiem i ja chce pokazać swoją niezależność w tym
        momencie, brak pracy, brak dochodów stanowią jakby pewną może nie przeszkodę, bo
        oczywiscie doprowadzona do ostateczności, tak czy inaczej bym trzasnęła
        drzwiami, bądź wystawiła walizki, ale że tak to ujmę, ten brak pieniędzy
        własnych osobistych nieco przyhamowałby mój temperament wink

        rozmawiałam jakiś czas temu z małżonkiem i on mi tą kwestię bardzo ładnie i
        przekonująco muszę przyznać wyjaśnił. otóż małżonek powiedział, ze on rozumie
        mój niepokój co do mej ewentualnej przyszłości i że jedyne co mogę w tej
        sytuacji zrobić, to zaufać mu, że ma zasady i nawet w przypadku końca związku
        (JEŚLI NASTĄPI Z JEGO WINY) nie pozwoli żebym ja albo nie daj boże dzieci
        ucierpiała. I dodał, że chyba znam go już na tyle, że wiem że to co mówi, jest
        święte.
        No i tym argumentem mnie naprawde uspokoił + moja deklaracja że jak mnie wkurzy
        to nie będę się bała niczegobig_grin
    • undomestic_goddess Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 12:03
      Chyba sie malo bezpiecznie w tym zwiazku czujesz, skoro tak lubisz go
      trzymac w szachu. Dla mnie to zalatuje koniecznoscia rozmowy z
      terapeuta. Naprawde lubisz go tak szantazowac?

      A jak maja sie czuc dzieci w takiej rodzinie, gdzie mamusia jest
      ciagle spakowana i gotowa do wylotu, jesli tatus nie bedzie tanczyl,
      jak ona mu zagra?
    • alba27 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:09
      Piszecie, że facetowi może odbić, pewnie, każdemu może ale każdego
      może też szklag trafić i ja właśnie dlatego pracuję. Pensja mojego
      mężą starcza nam na życie, gdybym nie pracowała i gdyby mu coś sie
      stało to znalazłabym pracę, bo jestem w miarę młoda ale co gdybym
      miała 50lat i zero doświadczenia zawodowego??? Ani pensji ani praw
      do emerytury, bo np męzowi zabraklo jakiś lat. Znam taki przypadek
      kiedy kobieta całe życie nie pracowała i nagle została bez męża i
      dochodów, pomagają jej córki ale nie sądzę żeby ona się z tym dobrze
      czuła. Drugi przypadek, rodzinka gdzie facet dobrze zarabia a
      kobieta siedzi w domu z dziećmi w wieku szkolnym ale miała pecha i
      umarła, dzieci nawet nie miały prawa do renty po niej a facet sie
      zalamał i z pracy go zwolnili.
      Ja mam świadomość że gdyby nie daj Boże wylali mojego męża to moja
      pensja na podstawowe potrzeby wystarczy.
      Uważam że kobieta powinna pracować chyba że ma malutkie dzieci,
      jeżeli dzieci chodzą do szkoły a ona siedzi w domu to sie uwstecznia.
      • shellerka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:27
        > Uważam że kobieta powinna pracować chyba że ma malutkie dzieci,
        > jeżeli dzieci chodzą do szkoły a ona siedzi w domu to sie uwstecznia.

        alba27 = obawiam się że nie do końca masz rację... fakt że kobieta nie pracuje
        zawodowo, nie znaczy że siedzi w domu i szoruje podłogi.
        jest masa rzeczy, które kobieta może robić, nie pracując na etacie, a spełniając
        się, zdobywając dodatkowe umiejętności, rozszerzając kontakty itp. itd.
        i zapewniam cię, ze czesto kobiety na etacie (zwłaszcza panie biurwy) bardziej
        się uwsteczniają niż pani niepracująca, mająca czas na swój rozwój osobisty.
        • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:07
          shellerka napisała:

          > fakt że kobieta nie pracuje
          > zawodowo, nie znaczy że siedzi w domu i szoruje podłogi.
          > jest masa rzeczy, które kobieta może robić, nie pracując na
          etacie, a spełniają
          > c
          > się, zdobywając dodatkowe umiejętności, rozszerzając kontakty itp.
          itd.
          > i zapewniam cię, ze czesto kobiety na etacie (zwłaszcza panie
          biurwy) bardziej
          > się uwsteczniają niż pani niepracująca, mająca czas na swój rozwój
          osobisty.


          dokładnie tak, wszystko zależy od kobiety... są takie, co się w domu
          nie uwstecznią i takie, którym praca niewiele pomoże...
      • kropkacom Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:35
        > jeżeli dzieci chodzą do szkoły a ona siedzi w domu to sie uwstecznia.

        I jedna pani drugiej pani świństwo takimi zdaniami strzela. Nie słyszałam nigdy
        aby facet takie teksty walił innemu panu. Nie wspomnę że to może okazać się mały
        samobój bo życie różnie się układa i za jakiś czas sama możesz siedzieć w domu i
        się uwsteczniać tongue_out
        • alba27 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 15:52
          Ale na mnie naskoczyłyście, pisałam z własnego doświadczeniasmile
          Siedziałam kilka lat w domu i uwstecznilam się bardzo, odczułam to
          dopiero jak poszłam do pracy. Poza tym są matki i matki, jedne
          posyłają dziecko do przedszkola po to aby móc spokojnie oglądać
          poranną telenowele a inne zapiszą sie na angielski bo chcą się
          rozwijać. Nie napisałam że wszytkie kobiety siedzące w domu cofają
          się w rozwoju!.
          • kropkacom Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 15:55
            > Nie napisałam że wszytkie kobiety siedzące w domu cofają
            > się w rozwoju!.

            Nie?
      • majenkir Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 14:28

        alba27 napisała:
        > jeżeli dzieci chodzą do szkoły a ona siedzi w domu to sie
        uwstecznia.

        Taaa, a jak siedzi w Tesco 'na kasie', to sie ciagle rozwija.... wink.
        No, chyba ze Panie tutaj z doktoratami i kariera naukowa, to
        przepraszam.
    • lysa.spiewaczka Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 13:42
      A ja autorkę wątku w pewnym sensie rozumiem. Wiem, że nie chodzi tu
      o brak zaufania, niesprawdzenia partnera do końca itd.
      U mnie sytuacja jest taka:
      Bywa, że moje zarobki to promil zarobków męża, bywa też na odwrót,
      bo to działaność gospodarcza, więc różnie to bywa. Niestety z
      przerażeniem zauważam, że im bliżej terminu porodu tym gorzej z kasą
      u nas. Bida panie, aż piszczy.
      Jestem w 35 tyg. ciąży, planuję pracować do samiuśkiego końca na
      etacie( o ile sie da of course), jednocześnie po godzinach dorabiam
      pisaniem artykułów. To też zamierzam robić dokąd się da - co więcej,
      natychmiast po porodzie( czyli jakis miesiącsmile) wracam do tego
      zajecia, gdyż silnie jestem uzależniona od "dziennikarki".
      Wychodzę z założenia, że nie stać mnie po prostu na niepracowanie(
      dosłownie i w przenośni).
      No i 9 miesięcy jakie planuję spedzić z synem "w domu" przeznaczam
      właśnie po części na rozwój w tym zakresie i pracę.
      I to jest właśnie mój wkład w partnerstwo naszego związku.
      • poszum Rzeczywistosc jednako moze wygladac inaczej 13.11.09, 23:53
        od twoich planow, jako ze pojawienie sie dziecka zmienia wiele.

        Dziecko, po prostu jest bardzo absorbujace samo w sobie. Mozesz nie
        miec czasu, energii na prace. Albo moze ci sie zmienic myslenie i
        po prostu przestac ci sie chciec pracowac.
    • jomamma wspólna karta do konta 10.11.09, 13:51
      ...jest idealnym rozwiązaniem smile
      • oab0 Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 10.11.09, 16:08
        Skąd wam to się wzięło drogie Panie?Czy tak bardzo jesteście rozczarowane rzeczywistoscią i waszymi zwiazkami? Po lekturze tego forum dochodze do wniosku, ze wasze zycie jest okropnie smutne.Ciągły brak pewnosci co do tej drugiej osoby, zupełny brak zaufania.to naprawde smutne. Podstawowe dylematy to czy jak przytyje to on rzuci mnie dla młodszej , czy jak zbrzydne to on odjedzie , czy przez ta chwile gdy nie bede pracowac on mnie zostawi ? nie roumiem z kim zyjecie czy naprawde trafiłyscie na takich pa;antow czy tez ja mam wyjatkowe szczescie?
        • kropkacom Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 10.11.09, 16:16
          > zy naprawde trafiłyscie na takich pa;antow czy tez ja mam wyjatkowe szczescie?

          Myślę że zaraz Ci uświadomią że guzik o życiu wiesz tongue_out
        • cherry.coke Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 10.11.09, 16:21
          Zaufanie do osoby =/= zaufanie do losu. Moge komus ufac bezgranicznie, ale wiem,
          ze istnieja choroby, wypadki i caly syf swiata.

          Poza tym sa osoby po prostu samodzielne, dla ktorych zycie zalezne w pelni od
          innej osoby jest nienaturalne i dziwne jako takie, niewazne kim jest ta inna osoba.
          • bogoosia Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 10.11.09, 18:11
            cherry.coke napisała:

            > Zaufanie do osoby =/= zaufanie do losu. Moge komus ufac
            bezgranicznie, ale wiem
            > ,
            > ze istnieja choroby, wypadki i caly syf swiata.


            jasne, ale są też oszczędności, ubezpieczenia...itd


            > Poza tym sa osoby po prostu samodzielne, dla ktorych zycie zalezne
            w pelni od
            > innej osoby jest nienaturalne i dziwne jako takie, niewazne kim
            jest ta inna os
            > oba.

            tak, ale czasem im się zmienia sytuacja i to, co kiedyś było nie do
            pomyślenia nagle staje się idealnym rozwiązaniem wink
            • cherry.coke Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 10.11.09, 23:46
              > > ze istnieja choroby, wypadki i caly syf swiata.
              > jasne, ale są też oszczędności, ubezpieczenia...itd

              Sa sa, ale... Nie znam sie na ubezpieczeniach itp. ale nie wiem jakie skladki
              musialby placic moj hipotetyczny utrzymujacy mnie maz, aby w razie jego zejscia
              polisa bylaby dla mnie rownie korzystna co wypracowana i lubiana pozycja
              zawodowa, ktorej mi jeszcze paredziesiat lat zostalo? W szczegolnosci biorac pod
              uwage koniecznosc samodzielnego wychowania i oplacenia potrzeb dzieci?
              Musialabym sie z jakims multimilionerem zadac, a to pewnie jest dane tylko
              promilowi populacji, moj multimilionerem nie jest smile
          • noname-waw Re:straszne tu Panie rzeczy piszą 14.11.09, 01:35
            Nie jestem jeszcze nawet mężatką... a już rozumiem dylematy
            autorki...
    • liliankaa77 Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 16:20
      Jeśli chodzi o mnie, nie wyobrażam sobie być zależna finansowo od
      kogokolwiek (męża, rodziców, sąsiada), nie wyobrażam sobie także
      odłożyć moje ambicje zawodowe na półkę. Wybraliśmy sobie z mężem taki
      podział obowiązków, że obydwoje uczestniczymy w życiu rodzinnym i
      zawodowym i żadne z nas nie musiało rezygnować z żadnego aspektu życia.
      Bardzo sobie to cenię.
    • eilian Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 16:48
      mój mąż nas utrzymuje, ja miałam okresy dochodowe i niedochodowe, ale zawsze
      były to mniejsze wpływy niż męża, nigdy jednak nie dal mi odczuć, że jestem od
      niego zależna. Bo niezależność to stan umysłu a nie portfela. Mąż też cieszy
      się, że nie muszę pracować, ma z tego (taką typowo męską pewnie) satysfakcję i
      poczucie komfortu psychicznego. Inna sprawa, że w naszym przypadku, przy jego
      rytmie pracy, to moja praca zawodowa kompletnie się nie sprawdza, bo nie zmienia
      jakoś kolosalnie naszej sytuacji finansowej a wprowadza tylko masę zamieszania.
      Dlatego oboje zdecydowaliśmy, że lepiej będzie gdy będę zajmować się domem.

    • uczula Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 17:07
      shellerka napisała:
      Będę musiała
      > najpierw coś z tym zrobić, generalnie sytuacja będzie trudniejsza
      niż w
      > przypadku kobiety zarabiającej.
      > Tego się boję.

      i powiem ci jedno masz calkowita racje, niestety sad
      fatalnie jest byc zalezna w jakiejkolwiek formie od kogokolwiek...
      • kropkacom Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 17:16
        > fatalnie jest byc zalezna w jakiejkolwiek formie od kogokolwiek...

        Zawsze jesteśmy od czegoś lub kogoś zależni.
        • kali_pso Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 19:21
          I co z tego?
          Ja widzę różnicę między byciem uzależnioną od rozkładu jazdy
          pociągów a od mężowskiej chojności i dobrej woli- Ty nie?
    • e_r_i_n Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 17:28
      Cóż, to jest dokładnie jeden z moich argumentów za pracą kobietą. Właśnie
      dlatego warto mieć swoją kasę, żeby z facetem być, bo się CHCE, a nie bo się MUSI.
    • kali_pso Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 18:17

      Dla mnie to proste- niezależność finansowa to droga do cieszenia się
      wolnością. Bycie na garnuszku męża dla mnie jest/było ograniczeniem
      mojej wolności. Ale każda z nas ma inne jej granicewinkP
      • pitulina Re: inny aspekt zależności... 10.11.09, 22:48
        Ja tez zawsze lubilam byc niezalezna pod wzgledem finansowym. Ale
        odkad zajmuje sie corka, priorytety sie zmienily. Pewnie, ze brakuje
        mi poczucia niezaleznosci finansowej, chociaz niczego nie brakuje.
        Ja w przeciwienstwie do ciebie, prosic nie potrafie...
        Cholera, musze znalezc jakas dorywcza prace! smile
        • sapalka1 Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 09:33
          Hm... ale czy to prosić trzeba? Nie można skorzystać np ze swojej karty do
          wspólnego konta by zakupić wybraną rzecz? A jeśli nie ma się osoobnej karty lub
          syt. z kontem wygląda inaczej - można poinformować: potrzebuję tuszu/pudru itp -
          idziemy je kupic tu i tu. Proszenie czasem jest słodkie i miłe, ale jesli jest
          zasadą wydaje mi się, że podkreśla zależność (a to nie zawsze jest potrzebne i
          zdrowe przecież). Kobieta niepracująca zawodowo też przeciez pracuje, tyle że w
          domu - i ma swoje potrzeby, o zaspokojenie których nie powinna musieć specjalnie
          prosić.
          • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 12:19
            oosbiście nei widze żadnego problemu. Ustalacie jaką kwotę mąż ma przelać na
            twoje konto, alby utrzymac SWOJĄ RODZINE, czyli Ciebie, siebie i dzieci. Jeżeli
            chce Ci dokuczac z tego powodu, to możesz wyliczyc ile kosztuje Twoja praca w
            domu i wcale nie gorsza od jego czy jakiejkolwiek innej poza domem pracy.
            Sprzątaczka, kucharka, praczka, opiekunka do dzieci, goniec, obiadki, wszystko
            kosztuje.
            • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 14:11
              > Twoja praca w
              > domu i wcale nie gorsza od jego czy jakiejkolwiek innej poza domem
              > pracy.


              praczka sraczka, ktora to chodzi prac w potoku na tarce?
              opiekunka do dzieci, zdaje sie ze to tez twoje dzieci
              Sprzątaczka, facet zapie... cale dnie w robicie w domu jest 2 h dziennie , to
              zdaje sie robisz ty burdel siedzac w domu , to se go posprzataj

              ten belkot pracy w domu jest porazajacy , praca bez wynagrodzenia to nie praca,
              a za swoje domowe poswiecenia masz gdzie spac i co jesc, malo ???

              • utrzymanka Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 14:55
                ja sie rozumiem w 100% autorke.
                Najgorsze co moze sie stac w malzenstwie , to jak facet mysli , ze jak juz sie
                ze swoja stara hajtnal, to tak bedzie na wieki wiekow amen: on nic juz nie musi
                robi, nie musi o nia zabiegac, ani sie starac.
                Ja tez , mimo , ze nie mam wiekszych problemow w zwiazku i do terapeuty sie nie
                wybieram ( ktos to wyzej sugerowal), czasem przypominam slubnemu , ze nic tu nie
                jest mu dane na wieki, i ze ma glupot nie robic, o zonke zabiegac, i o zwiazek
                dbac- jako i ja cyznie- bo jak nie to moze sie cos popsuc. A jesli sie popsuje,
                to ja w g.. zwiazku tkwic nie bede i ze istenia rozwody. Gdybym powiedziala tak
                nie bedac niezalezna finansowa , zabrzamialoby jak zart. A tak: oboje sie
                staramy, bo wiemy, ze nic nie jest odgornie zaklepane na wieki......
              • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 15:28

                A dlacego kobita ma miec dwa etaty?? drugi w domu?? czyli tak ma zarabiać kase i
                w domu ma być wszystko ok bo męzus jest tylko 2 godziny dziennie??? a ona co ile
                jest dziennie, wszystko samo się zrobi? trzeba wybrać ale bo praca w domu, albo
                praca w biurze.

                W dmomu nic nie kosztuje? ciesz sie ze żona to wszytsko robi. Przelicz sobie ile
                kasy do budżetu zarabia :

                - sprzatanie - wynając sprzataczke
                - pranie - punkt usługowy
                - obiady - 3 razy dziennie restauracja, albo mensa dla pracownikow
                - opiekunka - wynając trzeba osobę godna zaufania
                - zakupy - firma dostarczająca zakupy
                - prasowanie - dopłac sprzataczce


                To ma byc belkot o pracy w domu ???

                zapalac za to, to zobaczysz ile to kosztuje. A kobiety musza wykonywac te
                czynności.A jak pracuja zawodowo jest to dodatkowy etat.
                A mężczyźni pomagają .........a GUZIK , i ty własnei nalezysz do takich typów. I
                czekaj jak żonie "klapki opadna" i kopnie Cię w tyłek za to co poniżej napisałeś:

                jamesonwhiskey napisał:
                > praczka sraczka, ktora to chodzi prac w potoku na tarce?
                > opiekunka do dzieci, zdaje sie ze to tez twoje dzieci
                > Sprzątaczka, facet zapie... cale dnie w robicie w domu jest 2 h dziennie , to
                > zdaje sie robisz ty burdel siedzac w domu , to se go posprzataj
                >
                > ten belkot pracy w domu jest porazajacy , praca bez wynagrodzenia to nie praca,
                > a za swoje domowe poswiecenia masz gdzie spac i co jesc, malo ???
                >


                • lisbeth25 Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 16:35
                  > A kobiety musza wykonywac te czynności.

                  Tylko, jeśli są głupie. Żadna inteligenta kobieta nie da zrobić z
                  siebie służącej pracującej na dwa etaty, podczas gdy mąż siedzi przed
                  telewizorem i żłopie piwo.
                  • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 16:54
                    lisbeth25 napisała:

                    > > A kobiety musza wykonywac te czynności.
                    >
                    > Tylko, jeśli są głupie. Żadna inteligenta kobieta nie da zrobić z
                    > siebie służącej pracującej na dwa etaty, podczas gdy mąż siedzi przed
                    > telewizorem i żłopie piwo.


                    O jak wiele jest takich kobiet 2-etatowych i to jest bardzo przykre, że nie
                    widzą tego, że mają w domu pasożyta pijącego piwo. I wyobraź sobei, ze uznaja to
                    za normę. Pracuję z takimi kobietami, to wiem co piszę. I tu nie ma nic
                    wspólnego z inteligencją, tylko z nastawieniem kobiet do życia.
                    • lisbeth25 Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 17:16
                      Nie masz racji. Inteligentna kobieta nie zrobi z siebie służącej,
                      byleby tylko mieć chłopa w domu. Chyba, że inteligentna inaczej.
                • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 17:13
                  > - sprzatanie - wynając sprzataczke

                  2 godziny w tygodniu jest czysto

                  > - pranie - punkt usługowy

                  jaki punkt uslugowy, wrzucic pranie do pralko ojojoj ile to zajmuje 3 minuty
                  ojoj no straszne, po takim wyczynie to chyba ze 3 dni trzeba w lozku lezec i
                  odpoczywac

                  > - obiady - 3 razy dziennie restauracja, albo mensa dla pracownikow

                  nie jem 3 obiadow , jeden w zupelnosci mi wystarcza , czas przygotowania 30 min


                  > - opiekunka - wynając trzeba osobę godna zaufania

                  tu jest jedyny punkt gdzie opieka matki najczesciej jest najlepsza



                  > - zakupy - firma dostarczająca zakupy


                  jaka firma, wchodze na strone sklepu wybieram co chce i mi wnosza do domu

                  > - prasowanie - dopłac sprzataczce

                  mam rece, moge sobie koszule uprasowac


                  takze te twoje straszne prace domowe nie zajmuja jakos nie wiadomo ile czasu ,
                  wiem bo robie, wiec domaganie sie za to zaplaty jest smieszne,
                  • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 17:46
                    jamesonwhiskey napisał:

                    > > - sprzatanie - wynając sprzataczke
                    >
                    > 2 godziny w tygodniu jest czysto

                    Szczególnei jak mas zmałe dzieci to wystarczy to na cały tydzien smile



                    > > - pranie - punkt usługowy
                    >
                    > jaki punkt uslugowy, wrzucic pranie do pralko ojojoj ile to zajmuje 3 minuty
                    > ojoj no straszne, po takim wyczynie to chyba ze 3 dni trzeba w lozku lezec i
                    > odpoczywac

                    Raczej jeszcze przed wrzuceniem musisz posortowac praanie na kolory itd smile
                    chyba, że wszystko razem wrzucasz do pralki. Póżniej wyjąc pranei i rozwiesic
                    jezeli nie masz suszarki oczywiście. Po wysuszeniu, wyprasowac i powiesic lub
                    położyć do szafy. Tak pranie to bardzo szybki i łatwy proces smile



                    > > - obiady - 3 razy dziennie restauracja, albo mensa dla pracownikow
                    >
                    > nie jem 3 obiadow , jeden w zupelnosci mi wystarcza , czas przygotowania 30 min
                    >

                    Pisalam o 3 posiłkach smile czyli sniadania i kolacji nie jadasz? odchudzasz się smile
                    a dzieci Twoje nie jedzą nic? też się odchudzają.



                    >
                    > > - opiekunka - wynając trzeba osobę godna zaufania
                    >
                    > tu jest jedyny punkt gdzie opieka matki najczesciej jest najlepsza


                    >
                    >
                    > > - zakupy - firma dostarczająca zakupy
                    >
                    >
                    > jaka firma, wchodze na strone sklepu wybieram co chce i mi wnosza do domu
                    >

                    No tak tylo za dostawę płacisz, za darmo nie dostarczają do domu. I wymaga też
                    czasu same wybieranie rzeczy ze strony internetowej, samo się nei wybierze smile
                    ale to oczywiście robisz w 5 minut smile



                    > > - prasowanie - dopłac sprzataczce
                    >
                    > mam rece, moge sobie koszule uprasowac

                    no tak tylko SOBIE swoją koszulę wyprasujesz, a rzeczy dzieci, żony, pościel,
                    ręczniki itd.



                    >
                    > takze te twoje straszne prace domowe nie zajmuja jakos nie wiadomo ile czasu ,
                    > wiem bo robie, wiec domaganie sie za to zaplaty jest smieszne,


                    Tak tak oczywiście, śmieszne, a Twoja zona powinna byc wdzięczna za to ze ma
                    gdzie spac i co jeść smile
                    Tak straszne są to rzeczy, zajmujące czas i energię. Ale ty to wszystko
                    wykonujesz codziennie w te 2 godziny, ktore po ciezkiej robocie przychodzisz do
                    domu smilesmilesmile
                    • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 18:25
                      sam bez bicia przyznaje, że napruty, a Ty z nim dyskutujesz wink
                    • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 18:28
                      widze ze sie troszke nie rozumiemy ale tak to niestety bywa z kobietami,
                      nie sadzisz chyba ze bede zapiepszal na ten caly interes a po robocie zonie
                      koszulki prasowal , nie prasuje poscieli ani recznikow bo mi jeszcze nie
                      odjebalo, nie wymagam tego od zony bo mi nie odjebalo i jest to bez sensu

                      > Raczej jeszcze przed wrzuceniem musisz posortowac praanie na kolory itd smile

                      nie, mam dwa kosze wiec sortowanie odbywa sie na bierzaco


                      ja po czesci rozumiem te nazekania o ciezkiej pracy w domu
                      jak sie robi 100 nikomu nie potrzebnych rzeczy zeby na sile pokazac jak to sie
                      ciezko pracuje to rzeczywiscie mozna sie zmeczyc, tyle ze to jest jakby twoja
                      sprawa chcesz to se rob ale mojej wdziecznosci ani niczego za to nie otrzynmasz


                      > Pisalam o 3 posiłkach smile czyli sniadania i kolacji nie jadasz? odchudzasz się :
                      > )
                      > a dzieci Twoje nie jedzą nic? też się odchudzają.


                      czyli czego ty oczekujesz, nie sadzisz chyba ze bede zapiepszal na ten caly
                      interes a po robocie zonie i dzieciom obiadki gotowal



                      te ciezkie prace domowe, wycienczajace to okolo 1h 1,5h dziennie
                      jesli zajmuje ci to dluzej to jestes totalnie rozjebana i nie zorganizowana, z
                      kazdej roboty by cie wylali z taka organizacja

                      oczywiscie dochodzi do tego opieka nad dzieckiem ale jak zauwazylem to rowniez
                      twoje dziecko

                      widze ze dla pan tutaj siedzacych chlop jest do zarabiania i robienia wszytkiego
                      innego a ona , trudno powiedziec PRACUJE W DOMU
                      ale co robi tego kurde nikt nie wie za to jest smiertelnie zmeczona


                      • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 18:36
                        nie zapieprzaj w domu po robocie, idź na kurs poprawnej polszczyzny!
                      • utrzymanka Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 19:09
                        popieram Pana on wiskey , w sumie to babki ( w tym ja sama) wiekszosc rzeczy
                        robia w domu dla swojego widzimisie ( jak prasowanie wszystkiego po praniu np.,
                        albo pucowanie lyzek na wysoki polysk itp) , zeby moc pretendowac do miana
                        idealnej Pani Domu. Dzieciaku i facet maja to najczesciej w doopie, wystarczy
                        minimum.
                        Potem sa smiertelnie obrazone, ze nikt nie docenia a one takie zmeczone przeciez
                        sa.
                        • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 19:25
                          Nie będę Was już przekonywac o szanowaniu prac domowych, że ta praca jest równie
                          ważna co inne i oczywiście wszystko można wycenić. Jak ktoś chce, to moze sobie
                          na ten temat tutaj poczytac :

                          www.kobieta.gov.pl/?2,17,352
                          kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,65369,2665165.html
                          gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,94425,6312669,Praca_domowa_czyli_bez_kasy_na_drugim_etacie.html
                          www.polityka.pl/rynek/ekonomia/1500247,1,ile-jest-warta-praca-kobiet-w-domu.read
                          www.biznes.pless.pl/wiecej.php?action=pokaz&id=9238&PHPSESSID=e0c85a5c3539ad900774199650cb4900
                          Ja skonczyłam z uświadamianiem w tej kwestii, ponieważ tutaj panowie i panie
                          wszystko więdzący i pracujący zawodowo są. Prace domowe to dla nich nic smile
                          To, pa pa pa
                          • utrzymanka Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 19:39
                            Ja nie mowie , ze opieka nad domem to nic, tylko , ze nie nalezy przesadzac, i
                            ze wiele rzeczy robi sie z " nadgorliwosci" albo z pedanterii babskiej. Sama
                            pracuje i opiekuje sie domem ( na spole z mezem ) i wiem , ze to potrafi byc
                            meczace. I wiem tez, ze kupe rzeczy robie w domu , bo mam jakas obsesje natrectw
                            bardziej niz z realnej potrzeby. I tak - bywam potem zmeczona, ale nie kaze
                            sobie dodatkowo placic wink.
                            • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:14
                              >utrzymanka napisała:
                              I wiem tez, ze kupe rzeczy robie w domu , bo mam jakas obsesje
                              natrect
                              > w
                              > bardziej niz z realnej potrzeby. I tak - bywam potem zmeczona, ale
                              nie kaze
                              > sobie dodatkowo placic wink.

                              to może jakieś wnioski byś zaczęła jeszcze wyciągać?
                              • utrzymanka Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 11:38
                                prosze, pomoz, mi z tymi wnioskami. Bardzo jestem ciekawa ,jakie Ty bys
                                wyciagnela wink
                                Dla mnie idealnym rozwiazaniem jest , jak oboje pracuja i zajmuja sie domem i
                                jest OK. Tak wlasnie jest u mnie. Natomiast , to , ze ja mam wewnetrzna
                                potrzebe, zeby lyzki byly wypucowane, to juz moj problem chyba, czy powinnam
                                wystawic dodatkowa fakture?
                                • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 12:03
                                  utrzymanka napisała:

                                  > prosze, pomoz, mi z tymi wnioskami. Bardzo jestem ciekawa ,jakie
                                  Ty bys
                                  > wyciagnela wink

                                  nie pucowałabym łyżek wink

                                  > Dla mnie idealnym rozwiazaniem jest , jak oboje pracuja i zajmuja
                                  sie domem i
                                  > jest OK. Tak wlasnie jest u mnie.

                                  Jak oboje pracowaliśmy tak było i u mnie, ale teraz, jak mąż nas
                                  utrzymuje, a ja pracuję zawodowo dla przyjemności i żeby móc kiedyś
                                  do pracy wrócić - nie wymagam od niego zajmowania się domem, to moja
                                  praca, tak samo, jak zajmowanie się dziećmi... facet pomaga mi
                                  najwyżej w weekend, bo wtedy nie pracuje, ale najczęsciej po prostu
                                  więcej zajmuje się dziećmi i wszyscy na tym korzystają...


                                  Natomiast , to , ze ja mam wewnetrzna
                                  > potrzebe, zeby lyzki byly wypucowane, to juz moj problem chyba,
                                  czy powinnam
                                  > wystawic dodatkowa fakture?


                                  dokładnie, Twój problem i faktury wystawiać nie należy...
                          • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 21:00
                            > Nie będę Was już przekonywac o szanowaniu prac domowych, że ta praca jest równi
                            > e
                            > ważna co inne i oczywiście wszystko można wycenić. Jak ktoś chce, to moze sobie
                            > na ten temat tutaj poczytac :

                            poczytalem, w jednym z linkow domowa praca kobiety wyceniona jest na 1300 a
                            praca mezczyzny na 850, czyli wartosc dodana twojej pracy domowej to lekko ponad
                            500, czyli szczerze mowiac nawet nie zarabiasz na swoje utrzymanie , nie mowiac
                            o wspoluczestniczeniu w kosztach wychowania dziecka i to wlasciwie tyle, nie
                            jest moim zamiarem umniejszanie wagi prac domowych, probuje tylko, nie liczac na
                            sukces, uzmyslowic wam ze utrzymujacym jest ten ktory zarabia pieniadze a pani
                            ktora siedzi w domu jest utrzymywana przez meza , nic w tym zlego jesli obojgu
                            to pasuje chodzi tylko o obiektywne spojzenie na ten temat
                            • bellinetta Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 12:02
                              jamesonwhiskey napisał:

                              > poczytalem, w jednym z linkow domowa praca kobiety wyceniona jest na 1300 a
                              > praca mezczyzny na 850, czyli wartosc dodana twojej pracy domowej to lekko pona
                              > d
                              > 500, czyli szczerze mowiac nawet nie zarabiasz na swoje utrzymanie , nie mowiac
                              > o wspoluczestniczeniu w kosztach wychowania dziecka i to wlasciwie tyle, nie
                              > jest moim zamiarem umniejszanie wagi prac domowych, probuje tylko, nie liczac n
                              > a
                              > sukces, uzmyslowic wam ze utrzymujacym jest ten ktory zarabia pieniadze a pani
                              > ktora siedzi w domu jest utrzymywana przez meza , nic w tym zlego jesli obojgu
                              > to pasuje chodzi tylko o obiektywne spojzenie na ten temat



                              To z obiektywnego punktu widzenia - nadal nic nie zrozumiałes smile ale to już nie
                              mój problem. Pogadamy jak jak twoja żona na wychowawczym urlopie, będzie żaliła
                              się na forum, jakiego to ona ma męża smilesmile

                              Teraz czas ucieka i lece na lunch, tak dużo z mojego cennego czasu poswięciłam
                              Ci na odpowiedzi smile
                        • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 09:16
                          utrzymanka napisała:

                          > w sumie to babki ( w tym ja sama) wiekszosc rzeczy
                          > robia w domu dla swojego widzimisie ( jak prasowanie wszystkiego
                          po praniu np.,
                          > albo pucowanie lyzek na wysoki polysk itp) , zeby moc pretendowac
                          do miana
                          > idealnej Pani Domu.

                          masz kompleksy, problem z poczuciem wartości? głupio robisz i
                          jeszcze się tym chwalisz...
                          • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:04
                            > masz kompleksy, problem z poczuciem wartości?

                            typowa odpowiedz kuchty, jak juz nie ma nic do powiedzenia zawsze mozna cos
                            rzucic o kompleksach ,
                            budujesz swoje poczucie wartosci codziennie myjac okna ? to gratuluje, chociaz
                            oczywiscie nie ma czego
                            • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:08
                              dla Ciebie Pani kuchta!
                            • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:13
                              i jak tu się dziwić, że 8% rozumie prognozę pogody...
                          • utrzymanka Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 11:45
                            nie, nie mam, tzn. mam ale akturat nie w tej dziedzinie. Podzielilam sie prosta obeserwacja otoczenia , z zanaczeniem , ze sama tez ulegam czasem tej manii pt. " dom na wysoki polysk". Ulegala jej moja matka i kiedys bardzo sie dziwilam , o co jej chodzi , a teraz sama powielam ten wzorzec przez nikogo nie proszona, to juz automatyzm jakis pokoleniowy. Czyli albo ja mam problem z komunikacja, albo Ty z czytaniem ze zrozumieniem?
                            • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 14.11.09, 12:10
                              ale wiesz, mnóstwo kobiet ma tak, że wszystkim wobec chcą udowodnić,
                              że są najlepszymi Paniami Domu, za wszelką cenę, a moim zdaniem nie
                              warto, za wszelką cenę ofkors...
                              ja też uwielbiam mieć porządek, lubie prace domowe, traktuje je jako
                              wysiłek fizyczny, relaksujący... ale czasem odpuszczam, bo dzieciaki
                              dużo czasu zajmują, jest wystarczająco czysto, choćmogłoby
                              byćperfekt... ale niektóre kobiety wcale tego nie lubią, robią, bo
                              wypada, żeby nie można siębyło przyczepić, bo taka gospodyni
                              idealna, czują się potem zmęczone i nawet mają pretensje do męża, że
                              nawet nie zauważa... pewnie Ty (ja też) robisz to "dla siebie", bo
                              tak masz i lubisz jakwszystko lśni...

                              równowaga i umiar we wszystkim, wolałabym olać łyżki, ale mieć siłę
                              i ochotę np. na pobycie z facetem, bo to on akurat zauważy i obojgu
                              wyjdzie na dobre...
                      • shellerka Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:34
                        jamesonłyskacz, zawsze nie wiedzieć czemu uwielbiałam takie szowinistyczne
                        świnie jak ty i muszę przyznać, że mimo że wcale ale to wcale tak być nie
                        powinno z racji tego, że jestem kobietą, ale bardzo ale to bardzo zgadzam się z
                        twoimi poglądamibig_grin

                        siedze w domu z dziecmi, raz w tygodniu wpada pani ogarnąć mi z grubsza
                        mieszkanie, pranie robię codziennie, prasuję też ale w zaden sposób nie czuję
                        się przez to wykorzystywana przez męża, ba! ja czasem mam wredne uczucie że się
                        obijam, kiedy on tam zapie... w firmie zarabiąjąc na moje wacikismile

                        a o ilości posiadanego wolnego czasu tych zapracowanych pań domu mogą świadczyć
                        również wpisy na forach internetowych
                        gdybym jeszcze miała wracającemu wieczorem mężowi powiedzieć, weź se wyprasuj
                        koszule na jutro, to jak nic zostałabym odgórnie trafiona piorunem w ramach
                        kary boskiej za rozbisurmanienie.
                        • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 12:02
                          >ale to bardzo zgadzam się z
                          >twoimi poglądamibig_grin

                          jak ktos tu sie ze mna zgadza znaczy ze swiat sie konczy
                        • bogoosia Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 13:24
                          shellerka napisała:


                          > siedze w domu z dziecmi, raz w tygodniu wpada pani ogarnąć mi z
                          grubsza
                          > mieszkanie, pranie robię codziennie, prasuję też ale w zaden
                          sposób nie czuję
                          > się przez to wykorzystywana przez męża, ba! ja czasem mam wredne
                          uczucie że się
                          > obijam, kiedy on tam zapie... w firmie zarabiąjąc na moje wacikismile

                          maż zasuwa całe dnie, płaci za panią do sprzątania, żebyś zamiast
                          sprzątać na forum siedziała? a Ty masz to wredne uczucie tylko
                          czasem?

                          a fe wink
                      • deodyma Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 11:46

                        jamesonwhiskey napisał:

                        > widze ze sie troszke nie rozumiemy ale tak to niestety bywa z
                        kobietami,
                        > nie sadzisz chyba ze bede zapiepszal na ten caly interes a po
                        robocie zonie
                        > koszulki prasowal ,





                        a na czyj Ty interes tak "zapiepszasz"?big_grin
                        • jamesonwhiskey Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 12:17
                          > a na czyj Ty interes tak "zapiepszasz"?

                          powiedzmy na nasz, ale gdyby zona mi trula dupe zebym robil jakies pierdy po
                          robocie ktore to z racji przebywania w domu ona powinna robic
                          i gdyby po mojej stanowczej odmowie i probie uzmyslowienia kto za to wszytko
                          placi nadal byla oporna , no to nie wiem ale nie bylbym zadowolony
                          • deodyma Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 12:41
                            nie dziwie sie, ze na swoj wlasny interes, bo nikt przy zdrowych
                            zmyslach nie zatrudnilby Cie u siebie.
                            sadzic takie byki w pisowni...
                            Twoje CV wygladaloby urzekajacobig_grin


                            tak swoja droga, to nadal pokutuje te przekonanie, ze chlop po pracy
                            powinien odpoczywac, gazetka w raczke i niech sie dzieje , co chce a
                            zonka nie dosc, ze skacze kolo dzieci, to jeszcze kolo mezasmile
                            • shellerka Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 17:29
                              > tak swoja droga, to nadal pokutuje te przekonanie, ze chlop po pracy
                              > powinien odpoczywac, gazetka w raczke i niech sie dzieje , co chce a
                              > zonka nie dosc, ze skacze kolo dzieci, to jeszcze kolo mezasmile
                              >

                              deodyma jak zwykle przesadzaszwink

                              jak mój mąż wraca z pracy, to moja "praca" też skończona. siadamy razem i sobie
                              gadamy, albo on się z dzieckiem bawi, a ja sobie paznokcie czy coś tam robię. no
                              nie wiem jak musiałabym być mało zorganizowana, gdybym cały dzień w domu siedząc
                              nie zdążyła wszystkiego zrobić do jego powrotu i jeszcze koło niego zapitalała.
                              mąż piwa nie pije, tv nie ogląda... nie mam poczucia, ze oto wrócił pan i władca
                              i należy mu coś podać, coś przynieść, zabawić itp. on przyszedł ze swojej pracy,
                              a ja skończyłam swoje obowiązki (najczęściej już koło poludniawink )
                              • franczii Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 17:49
                                dokladnie, jesli nie ma zadnych awaryjnych sytuacji to moj maz nie musi
                                zakasywac rekawow po pracy bo ja mam wszystko juz porobione. A po pracy meza i
                                mojej chce razem odpoczywac i cieszyc sie mezem i cala rodzina a nie wysylac go
                                na zakupy lub zaganiac do jakiej innej roboty.
                              • deodyma Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 18:08

                                > deodyma jak zwykle przesadzaszwink
                                >





                                e tam...
                                ja nie twierdze, ze skacze kolo swojego pana i wladcy, tylko ze
                                wedlug niektorych osob, ktore znam, panuje takie przekonaniesmile

                                zanim maz wroci z pracy, tez mam wszystko porobione w chalupie i
                                czas dla siebie.
                                • lia.13 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 17:31
                                  to ja Ci Deodymo dam taki przykład "gry małżeńskiej" smile
                                  Otóż znajoma mi koleżanka przez cały dzień siedzi w domu i czyta książki, nie
                                  żeby głupie telenowele oglądała, bo to całkiem inteligentna kobitka wink
                                  No i jak zbliża się czas, o którym to mąż ma wrócić do domu, to wtedy ona ubiera
                                  fartuszek, zakasuje rękawy i zabiera się za sprzątanie. Na moje pytanie,
                                  dlaczego tak? Odpowiada, że przecież nie będzie tego robić, jak męża nie ma w
                                  domu i tego nie widzi, bo później by opowiadał, jak to cudownie ona ma, że
                                  dzięki niemu ona nie musi pracować, siedzi sobie w domu i nic nie robi. A tak,
                                  to w obecnym stanie rzeczy szacowny małżonek nosi ją na rękach, i wszem i wobec
                                  opowiada jaką to ma pracowitą żonę, i jak by się dom im zawalił, gdyby nie ona wink
                                  • franczii Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 21:54
                                    ja podobny efekt mam wystarczy, ze 2 razy w roku zostawie meza na 2 tygodnie,
                                    zeby pojechac do mamy do pl
              • lia.13 Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 17:24
                mało
                A Twojej żonie proponuję, aby kiedyś tak przez tydzień palcem nie kiwnąć, to
                zaraz zobaczysz skąd i jaki bałagan się robi "z niczego". Bo przecież pralka
                sama pierze, odkurzacz sam odkurza, a zakupy to same ze sklepu przychodzą i do
                lodówki czy do szafek, a następnie do garnka, już pokrojone i umyte, wskakują.
                Gwoli ścisłości, sama pracuję, ale wkurza mnie takie chamskie podejście do
                kobiet niepracujących, które zajmują się domem i dziećmi, bo obydwoje z mężem
                tak postanowili. Osobiście wątpię, aby któraś z szacownych małżonek męża przed
                ślubem okłamała, że zawsze będzie pracować, a później zmieniła zdanie. A łatwo
                jest powiedzieć młodej żonie, aby nie pracowała. Problem w tym, że jak koło
                40-tki czy dalej zmieni się zdanie, to kto zatrudni 40-letnią kobietę bez
                doświadczenia?
    • marysia_wroc Re: inny aspekt zależności... 11.11.09, 19:15
      Dla mnie jakakolwiek zależność finansowa jest nie do zaakceptowania. I nie
      chodzi o to czy mąż jest sknerą czy tez na nic nie żałuje. Chodzi o moje
      samopoczucie. Niestety, często faceci chcą dać do zrozumienia kobiecie, ze bez
      nich nie poradziłaby sobie finansowo, bo mniej zarabia i ten argument jest
      często wykorzystywany do uzależnienia od siebie.

      U mnie jest tak, że z mężem zarabiamy podobnie- tzn czasem on dostanie premię i
      ma wiecej, czasem jak smile Może gdybym zarabiala ponizej 2 tys , też miałby inne
      podejscie, ale on wie jak wazna jest dla mnie praca, ktora jest jednoczesnie
      moją pasją i to rozumie smile
    • joanna29 Re: inny aspekt zależności... 12.11.09, 18:12
      Moj niemąż zarabia duzo wiecej ode mnie, mamy wspolne konto i nie
      wyliczamy sobie moje - twoje i ak juz jest od prawie 10 lat.
      Rozwodem się straszymy tylko dla żartu, bo skoro nie mamy slubu to i
      rozwodu tez nie mozemy mieć.
      Kiedyś toczylismy rozmowe w gronie znajomych ile potrzeba na zycie.
      Powiedzialam, że moja wypłata plus potencjalne alimenty wystaczą mi
      na życie, jak ogranicze zbytki. Przez miesiąc spróbowalismy, ja
      płaciłam za codzienne zycie i opłaty, a niemąż płacił za zbytki (np.
      4 razy park wodny, 4 razy centum zabaw i 4 obiady w restauracji i
      coś tam jeszcze). Zostały mi nawet małe oszczedności.
      Mimo iz zarabiam duzo mniej i tak bysmy z dzieckem sobie poradzili.
    • the_rapist Chwila, moment. 13.11.09, 12:51
      Piszesz miedzy innymi, ze :
      boję się tego, że jak się pokłócimy, popsuje się między nami, nie wiem -
      > stwierdzę nagle że to nie to, nie będę mogła tak z miejsca tupnąć nogą i
      > powiedzieć odchodzę, zabieram młode i do widzenia bye bye.
      Czy ty sobie wyobrazasz, ze twoj maz to tylko worek z kasa, a fakt, ze sama zarabiasz grosze to tylko utrudnienie w niespodziewanym "strzeleniu focha" i zabraniu swoich maneli i dzieci? Poza tym jak mamy rozumiec "stwierdze nagle, ze to nie to"? Ze niby z dnia na dzien ci sie odwidzi i uzaleznienie finansowe od meza utrudni (uniemozliwi) ci rzucenie wszystkiego i przeprowadzenie sie na drugi koniec swiata? No i z gory zakladasz, ze wasze relacje popsuja sie do takiego stopnia, ze jedynym rozwiazaniem bedzie rozwod.

      Wiesz co, zycze wam jak najlepiej, ale takiej zony to bym nie chcial miec.
      • aniorek Re: Chwila, moment. 13.11.09, 15:29
        Nie przejmuj sie, to pustostan i nic sie tu nie da zrobic, tylko wspolczuc
        mezowi frajerowi.
        Normalnie bym pomyslala, ze to prowokacja, ale to nie pierwszy taki post.
    • coppermind Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 13:11
      sama widzisz autorko wątku, że pełna zależność finansowa żony od męża
      jest warunkiem koniecznym zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci.

      Jak egocentryczna kretynka uzna, że dzieciom ojciec jest niepotrzebny, to
      zabiera dzieci (tak, w świadomości przeciętnej samicy dzieci to nie ludzie tylko
      ich własność) i wychowuje sieroty bez własnej tożsamości i umiejętności
      samodzielnego myślenia.

      Egocentryczne samice wychowują sieroty, które myślą jajnikami mamuś
      zamiast własnymi mózgami.

      Na szczęście te pokaleczone dzieciaki nie odnoszą sukcesu w życiu
      i nie mnożą się zbyt intensywnie dystrybuując dalej głupotę swoich matek.

      kobieta ma tylko jedną drogę do sukcesu w życiu - ta droga to posłuszeństwo i
      zależność od męża.

      Każda szczekająca i agresywna samica budzi się koło 40-tki jako
      samotna zgorzkniała kretynka ze schorowanymi, nienawidzącymi ją dziećmi.

      Samica to z definicji nieszczęście - jeśli nie było cierpliwego i mądrego
      faceta, który ją wychował na człowieka.
      • titta Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 14:00
        Fajna teoria. Problem tylko w tym, ze faceci wrecz uwielbiaja
        takie "szczekajace", bo zwalnia ich to z odpowiedzialnosci. Coz,
        latwiej podkulic ogonek, i wyniesc sie do baru, zostawiajac caly
        burdelik kibiecie.
      • kachax Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 15:07
        Hahaha ahahahaha haahahahahahahaaaaa haha haa haaa hhaaaaa hhiii hii
        hii hi, oj oj , hehe heh ehee
        Dobre, z biglem napisane.
        Szkoda tylko że nikt haczyka nie złapał i nie tłucze sie z Tobą
        zażarcie, bo pewno o to chodziło.
      • ihanelma Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 18:06
        Chyba jakaś samica nieźle cię w życiu poturbowała, sądząc z kilku
        postów które napisałeś.
        Czyżby macicą?
    • titta Re: inny aspekt zależności... 13.11.09, 13:56
      Ano wlasnie na tym polega zwiazek doroslych ludzi - na
      odpowiedzialnosci. Obustronnej. Zaufaniu i poszanowaniu - tez
      obustronnemu - bez tupania.
      Wtedy nie ma problemu z (chwilowa) zaleznoscia smile
    • mps_g jak czytam te posty to widze ze najlepsze z kobiet 13.11.09, 15:09
      to pro....tki - zaplacisz i masz spokoj ja tez mam zone i chyba sie
      rozwiode nawet oddajac wieksza czesc jej - od czasu ja<k pracuje to
      tylko wycieczki spotkania koledzy - potrafi nawet dzieci zostawic na
      pare tygodni - drodzy mezowie nie miejcie zludzen - kobiety jak beda
      mialy okazje to bez skrupul puszcza was z torbami - taka jest
      niestety smutna prawda - osobiscie materialnie zawsze sie staralem
      zapewnic dostatek i zawsz bylo malo - stracilem szacunek do kobiet i
      co wiecej ´jak widze to coraz wiecej mezczyzn mysli podobnie .
      Pozdrawiam zyczac udanej emancypacji

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka