ja1ja1
19.11.09, 11:25
Tak mnie naszlo. Znajoma przez dluzszy czas mowila do mnie - kiedy
ty pojdziesz do pracy, dziecko duze - wtedy 2,3 latka mial synek jak
tak pytala mnie.
Szlam na rozmowe z dzieckiem = to byla ostatecznosc, alvbo mnie
przyjma albo nie.
Nie bylo komu zostawic dziecka, doslownie nawet nikt znajomy nie
chcial za damro siedziec, mnie nie bylo wtedy stac na oplacenie z 3
godzin zeby pojechac na rozmowe.
Meza praca byla bardzo malo oplacalna, ale na dana chwile nie mial
nic na oku, pracowal zeby bylo na cokolwiek, kazdy grosz sie liczyl.
Jezdzilam klka razy na platne badania rynku z dzieckiem. Nie bylo
slodko.
Ale co chce napisac. Panisie wspolczuja, siedzi w domu i nic nie
robi.
A na forum roi sie od takich przypadkow ale...dziwicie sie ze jak to
siedziec w domu mozna, a wy pracujecie. dziecko zachowruje, chop do
babci, dziadziusia, zamiast do zlobka czy przedszkola.
Watpie ze na forum jest ktos kto nie ma opikunki, babci cioci, tylko
jak dziecko choruje to zwolnienie, ale nie na zmiane z mezem.
Uwazam ze malo tutaj usamodzielnionych osob.
nie mam nikogo do opieki oprocz przedszkola, moge miec bo mnie teraz
na to stac, tylko chodzi o fakt ze tak naprawde da sie obyc bez
pomocy jak sie chce. ale udajecie ze sobie radzicie a dzieci zawsze
maja pomoc innych z rodziny czy opiekunki. Jestem samwystarczalna
odkad udalo mi sie podjac prace. choroby dziecka mi nie
przeszkadzaly, nie bralam zwolnienia tylko dziecko ze soba, lub
bezplatny urlop, inaczej nie dalo sie. Maz nie mogl nigdy siedziec z
dzieckiem, radzilam sobie sama. A jak wieczna pomoc od rodziny to
macie takie latwe zycie ze nie da sie opisac. A udajecie co to nie
wy, jakbyscie zaqwozily do przedszkola dziecko, odiberanie po pracy
szybko, zajmowanie sie w chorobie, stgosowanie sie do dziecka to by
bylo....