Dodaj do ulubionych

Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę?

15.01.10, 11:34
Moje poszukiwania nowej pracy na razie bez efektu. Biorę pod uwagę oferty,
wobec których spełniam wymagania, zgodne z moimi kwalifikacjami i tak się
zastanawiam, czym ludzie się kierują w poszukiwaniach pracy. Dla mnie kwestia
zarobków nawet nie jest najważniejsza, bo najistotniejsze jest dla mnie
zadowolenie z pracy, dlatego też nie biorę pod uwagę pracy np. w sklepie, czy
przy produkcji, bo wiem, że bym jej nie zniosła, nie nadaję się do tego. Czy
bierzecie co jest, czy zależy wam jednak na satysfakcji z pracy? Nie mówię o
sytuacji, kiedy ma za co żyć, bo wtedy wzięłabym cokolwiek. Mówię o sytuacji,
kiedy posiadam duże doświadczenie zawodowe, jakiś dorobek życiowy,
wykształcenie i chęć do pracy oraz dalszego rozwoju, pracę traktuję zarobkowo,
ale też "spełnieniowo".
Obserwuj wątek
    • skanke jeśli bieda do gara nie zagląda 15.01.10, 11:40
      i nie przeszkadza mi bezczynność to pewnie bym przebierała. inaczej sytuacja ma
      się jak , zwłaszcza, ten pierwszy czynnik występuje.
    • kawka74 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:42
      To zależy.
      Jeśli potrzebna jest forsa na gwałt, łapię się za cokolwiek.
      Jeśli mam możliwości powybrzydzać, to wybrzydzam, bo dlaczego nie?
    • havana28 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:49
      Nie interesuje mnie praca jakakolwiek, byle by była. Aby nie musiec sie takiej imac zgromadziłam fundusz awaryjny, który pozwoli mi w miare normalnie funkcjonować (i szukać innej) nawet 1,5 roku.
      • ipola Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:55
        Właśnie. Z różnych względów rezygnuję z mojej obecnej pracy, a znalezienie
        innej, zadowalającej nie jest łatwe, więc nastawiam się na jakąś przerwę w
        pracy, co zresztą dobrze mi zrobi, bo jestem kompletnie wypalona. Mamy za co
        żyć, mam oszczędności, mąż pracuje. Chciałabym mieć frajdę z pracy.
        • skanke mamy za co życ, mąż pracuje-ja chciałbym mieć 15.01.10, 11:57
          satysfakcję z pracy...(sic)
    • przeciwcialo Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:51
      Zadowoleniem z pracy nie zapłacisz rachunków.
      Chyba że ty pracujesz dla satysfakcji a mąż na resztę.
      • skanke Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:56
        mąż może tyrać, np w hucie, a żona nieusatysfakcjonowana pracą w sklepie, może
        sobie ją darować. chyba nie w czasach rozbuchanego feminizmu...
      • ipola przeciwciało 15.01.10, 12:00
        Chciałabym mieć i godziwą pensję i zadowolenie, na wyłącznie samo zadowolenie
        mnie nie stać. Razem z mężem zarabiamy na życie. Mąż nigdy mnie nie utrzymywał.
        Pracuję więcej od niego.
        • przeciwcialo Re: przeciwciało 15.01.10, 12:03
          Nie chodzi o utrzymywanie żony przez męża bo gospodarstwo wspólne.
          Jesli ktos nie ma pracy która daje satysfakcje i pieniądze to ma
          albo pieniadze albo satysfakcje.
          Układ rodzinny to wazna sprawa- jesli obojgu pasuje układ to nie ma
          sprawy.
    • slonko1335 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 11:59
      > zastanawiam, czym ludzie się kierują w poszukiwaniach pracy
      Pewnie różnie, zależy od tego co dla kogos jest istotne choć na pewno
      zdecydowana większość głównie rozpatruje ofertę pracy zarobkowo.

      Tez obecnie szukam pracy, bezskutecznie ale też niedługo na razie, niewiele
      ofert jest takich którymi jestem zainteresowana i odwrotnie czasami pracodawca
      mną nie jest zainteresowany, choć dotychczas żadna z moich aplikacji nie została
      bez odpowiedzi ale też spełniałam przy każdej wymagania w stu procentach wiec
      prawdę mówiąc zdziwiłabym się jakby przynajmniej na rozmowę mnie nie zaprosili.
      Zaproponowano mi pracę trzykrotnie w zeszłym miesiącu ale albo była za niska
      pensja, albo nie odpowiadały mi godziny pracy albo było zbyt daleko od miejsca
      zamieszkania.
      Pensja ma dla mnie znaczenie. Nie pójdę do pracy za najniższą krajową bo mnie na
      to nie stać, muszę zatrudnić opiekunkę, dojechać, zapłacić przedszkole, itd,
      więc aby pracować muszę zarobić tyle, żebym nie była w plecy i żeby jeszcze coś
      zostało.
      Mogę siedzieć z dzieckiem bo mąż zarabia tyle że jakoś nam wystarcza na życie
      bez szaleństw ale nie chcę, marna ze mnie kura domowa...no i chcielibyśmy
      zamienić się na większe mieszkanie kiedyś a na to z jednej pensji nas nie będzie
      stać...
      • leluchow1 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 12:05
        Jeśli nie miałbym co jeść ani jak płacić rachunków wzięłabym cokolwiek. Jeśli
        nie miałabym takiego ciśnienia finansowego szukałabym czegoś satysfakcjonującego.
        • jamesonwhiskey Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 13:08
          jak zrezygnujesz z obecnej pracy , zaczniesz szukac wybrzydzac i szukac
          satysfakcji, z okolo pol roku bedziesz miala problemy ze znalezieniem
          czegokolwiek, nawet ta pogardzana praca w sklepie moze byc nie osiagalna
          • ipola Nie pogardzam pracą w sklepie 15.01.10, 14:19
            zwyczajnie się do niej nie nadaję. Pracowałam kiedyś jako ekspedientka, nie
            odpowiadała mi ta praca, wolałabym raczej sprzątać, bo to akurat lubię robić.
          • stafania Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 14:26
            Jakiej pracy szukasz? Kim jesteś z zawodu? Szukasz pracy w zawodzie?
    • iwoniaw Tylko gdybym nie miała za co żyć 15.01.10, 14:30
      mogłabym podjąć jakąkolwiek pracę. I wtedy tym bardziej szukałabym czegoś
      lepszego. Nie oszukujmy się - wypalająca, kiepsko płatna robota to nie jest
      wartość sama w sobie.
      • tacomabelle krótka historia z życia wyższych sfer ;) 15.01.10, 14:50
        Nasi dobrzy znajomi, on przez długi czas w zarządzie międzynarodowej
        firmy, kochający to co robi, ona niepracująca - dom ,dzieci, bieżące
        sprawy życiowe.

        Dwa dobre samochody, dom za duuuże pieniądze pod miastem, egzotyczne
        wakacje co roku, kolekcja sztuki japońskiej.

        Ze dwa lata temu jego firma się sfuzjowala z inną, zaproponowano mu
        sanowisko mniej prestiżowe i z nieco mniejsze (ale wciaż duże)
        pieniądze i nie do konca zgodny z tym w czym się spełniał,
        aczkolwiek stabilne. Nie zgodził się i odszedl z firmy. szukal pracy
        na analogicznym do pierwotnego stanowiska, ale nic nie wyszło,
        chociaż mial kilka ofert, ktore go jednak merytorycznie nie
        zadowalały. Próbowal wlasnego biznesu, nie wypaliło. Teraz szuka
        cokolwiek byle dawało jaką taką kasę, przy czym po dwóch latach
        nieobecności na rynku jest mu juz bardzo trudno.

        Pewnie sporo odłożył na czarną godzinę, ale trudno też aby prawie 40-
        letni facet siedzial w domu i przepuszczał oszczedności. o
        oszczedzać już zacząl, w tym roku latem planują "tylko" Grecję.
        Prywatne kluby na Karaibach już trochę za drogie wink
        • lola211 Re: krótka historia z życia wyższych sfer ;) 15.01.10, 15:10
          Facet byl ambitny i nie chcial pogodzic sie degradacja.Trudno go za
          to potepiac.Zaryzykowal, nie udalo sie, ale moze jeszcze sie odkuje.
        • kawka74 Re: krótka historia z życia wyższych sfer ;) 15.01.10, 15:16
          Zahazardował i przegrał, zdarza się. Tylko czy to oznacza, że mamy godzić się zawsze na wszystko?
        • havana28 Re: krótka historia z życia wyższych sfer ;) 15.01.10, 16:46
          Nie rozumiem jak można sie cieszyć, że komuś zdarzyło sie popełnić błąd w życiu. Poza tym inteligentni ludzie zwykle się na błędach uczą więc to że go teraz nie stać na Karaiby nie znaczy że go nie będzie stać za rok czy za dwa.
          • tacomabelle Re: krótka historia z życia wyższych sfer ;) 15.01.10, 21:34
            Zahazardował? Popełnił błąd? Facet pracował dobrze i lubił to co
            robił. Jego sytuacja jest efektem czegoś niezależnego od niego.
            Pytanie czy dalej iść w zaparte i szukać "samorealizacji" zawodowej
            czt też poskromić ambicje i pomyśleć o zapewnieniu bytu rodzinie.

            Nie rozumiem też wstawki o "cieszeniu się".
    • marripossa Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 15:33
      Nie uznaję bycia na czyimś utrzymaniu więc podjęłabym jakąkolwiek
      pracę i jednocześnie szukała dalej tej pracy wymarzonej. Nie
      wyobrażam sobie nawet co można robić w domu przez cały dzień. W
      końcu ileż można sprzątać/gotować/tyłki podcierać/ksiązki czytać/TV
      oglądać?
      • slonko1335 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 16:04
        marripossa napisała:
        Nie
        > wyobrażam sobie nawet co można robić w domu przez cały dzień. W
        > końcu ileż można sprzątać/gotować/tyłki podcierać/ksiązki czytać/TV
        > oglądać?

        a to jak się nie pracuje nie można wychodzić?
      • havana28 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 16:32
        W końcu ileż można sprzątać/gotować/tyłki podcierać/ksiązki czytać/TV oglądać?

        Niepracujący nie musza siedzieć w domu, mogą wyjść, mogą gdzieś wyjechać (nawet kilka razy), zostać wolontariuszem w jakieś organizacji. Opcji jest wiele. Na zachodzie nazywa się to gap year albo sabbatical, a u nas ciągle pokutuje, że jak ktoś aktualnie nie pracuje to jest albo leń albo kura domowa.
        • marripossa Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 17:29
          Ja akurat od 20 lat mieszkam na zachodzie, wyjechałam z Polski jako
          nastolatka i polskie myślenie we mnie się nie przyjęło. Nie wiem czy
          to dobrze czy źle smile

          Nie miałam na myśli, że ktoś kto nie pracuje to leń albo kura domowa
          (choć niektórzy na pewno tak; w końcu rózni sa ludzie). Pisałam z
          myślą o sobie w roli głównej. Mnie by się po prostu nudziło.

          Czytam w miarę szybko - średniej grubości książkę przeczytam w dwie
          godziny. Za kolejną mi się nie chce zabierać. W tv nic specjalnie
          ciekawego w ciągu dnia nie ma - same tok szoły i mydlane opery. Po
          tygodniu by mi się znudziło. Może to dlatego, że mam tylko 50
          kanałów a nie setkę, o której ktoś wyżej/niżej napisał smile
          Dziecko w szkole i na podcieranie tyłka i tak za duże. Gotowaniem
          zajmuje się pan dochodzący. Z braku małych dzieci i zwierząt nikt w
          domu nie brudzi nadmiernie więc sprzątanie zajmuje max 30 min
          dziennie. Znajomi wszyscy pracują więc nie bardzo by się było z kim
          spotkać w ciągu dnia. Zakupy? Ileż można! Internet? Też do
          czasu, bo w końcu ma się dość.

          Pozostaje praca. Nawet bylejaka.
          • lola211 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 18:46
            Tydzien jestem na zwolnieniu i wystarczy.
            Ja bez pracy zawodowej kapcanieje.
            Juz mnie wszystko znudzilo- tv, ksiazki, net, zakupy, gotowanie,
            chata ogarnieta, co tu robic, no?
            • havana28 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 16.01.10, 07:27
              Nie macie żadnego hobby?
      • iwoniaw :-D 15.01.10, 16:47
        CytatW
        > końcu ileż można sprzątać/gotować/tyłki podcierać


        No właśnie, ileż można? Dlatego właśnie niektóre prace rozważałabym jedynie w
        krytycznej sytuacji ekonomicznej. Ale nie dziwię się, że jeśli ktoś ma małą
        tolerancję na "czytanie książek" i nawet w tv nic nie znajduje w dobie
        kilkusetkanałowej kablówki, to podjąłby jakąkolwiek pracę dla złudzenia, że
        jeszcze nie jest z nim aż tak źle big_grin
    • triss_merigold6 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 18:57
      Gdybym kompletnie nie miała kasy to pewnie tak, na krótko.

      Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby brać jakąkolwiek pracę. Ważna
      jest kasa + reszta: dobry dojazd, odpowiednie godziny, charakter
      pracy, taki ogólny komfort.
    • drinkit Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 19:09
      ipola napisała:
      Czy
      > bierzecie co jest, czy zależy wam jednak na satysfakcji z pracy? Nie mówię o
      > sytuacji, kiedy ma za co żyć, bo wtedy wzięłabym cokolwiek. Mówię o sytuacji,
      > kiedy posiadam duże doświadczenie zawodowe, jakiś dorobek życiowy,
      > wykształcenie i chęć do pracy oraz dalszego rozwoju, pracę traktuję zarobkowo,
      > ale też "spełnieniowo".

      Jeżeli nie jest to sytuacja pt. "umieram z głodu bo nie mam co do gara włożyć", to innej opcji niż satysfakcjonująca praca nie ma.
    • elza78 Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 20:02
      gdyby byla mega potrzeba to pewnie zatrudnilabym sie nawet w makdonaldzie wink
      jednak jelsi chodzi o mnie w pracy liczy sie mozliwosc tworzenia - opracowywania
      nowych rzeczy to daloby mi satysfakcje, moge siedziec i myslec nad projektem
      caly dzien wink zarobki - drugoplanowo raczej wink
      • stafania Re: Czy podjęłybyście jakąkolwiek pracę? 15.01.10, 20:23
        Raczej nie podjęłabym jakiejkolwiek pracy, tylko że ja z mojej
        jestem zadowolona.
        Ważne są godziny pracy, bardzo ważne.
        Ważne jest czy się lubi swoją pracę.
        Ważne jest czy jest do niej dobry dojazd.

        Dla mnie wynagrodzenie jest bardzo ważne. Teraz od dłuższego już
        czasu zarabiam niecałe cztery tysiące i jest dobrze. Mąż pięć. Na
        rękę. Nie zrezygnuję z pracy bo naprawdę jestem z niej zadowolona i
        pracuję z fajnym zespołem, ale też dlatego że za 5 tysięcy (pensja
        męża) byłoby nam w 4 osoby ciężko żyć. Przez miesiąc czy dwa może
        być ale nie na stałe.

        Dlaczego rezygnujesz z pracy?
    • magdalenka77 A jak długo szukać takiej idealnej pracy???? 15.01.10, 21:26
      Aż się sięgnie dna finansowego? A jak ktoś odłożył na więcej niż te
      minimalne pół roku, to może tak w nieskończoność szukać tej idealnej
      pracy? Czy może np. po roku-dwóch tak bardzo się wypada z rynku
      pracy, że jest problem wrócić?

      Pytam szczerze mówiąc w oparciu o własne doświadczenia: firma z
      powodu kryzysu zwinęła biznes z Polski i z moim mężem nie
      przedłużyła kontraktu. To było rok temu i dotąd nic nie znalazł:
      kryzys, mało ofert na jego doświadczenie+kwalifikacje albo za
      wysokie kwalifikacje (jak składa na nieco niższe stanowisko), albo
      pracę dostaje ktoś inny za połowę kwoty proponowanej przez męża (on
      nie chce jakiejś astronomicznej kwoty, tylko przyzwoitą wg.jego
      wiedzy o rynku, to raczej firmy w czasie kryzysu oszczędzają i
      istotnym czynnikiem wyboru jest wysokość wynagrodzenia).

      Mamy oszczędności, odkąd nie płacimy za opiekunkę (oboje dzieci w
      przedszkolu), to właściwie się mieścimy w mojej pensji - poza
      wakacjami, ubezpieczeniem auta itp, więc zapasów finansowych starczy
      nam jeszcze na długo...

      Długo tak można szukać sensownej, rozwijającej pracy???
      • stafania magdalenka 15.01.10, 21:32
        magdalenka77 napisała:

        >albo
        > pracę dostaje ktoś inny za połowę kwoty proponowanej przez męża
        (on
        > nie chce jakiejś astronomicznej kwoty, tylko przyzwoitą)


        Za jakie mniej więcej kwoty zatrudniają tam ludzi?
        • magdalenka77 Re: magdalenka 15.01.10, 21:43
          "Tam" czyli gdzie? smile
          Ta połowa, to mniej więcej tyle ile ja zarabiam (jestem specjalistą-
          inżynierem), tyle że za dużo wyższe i bardziej odpowiedzialne
          stanowisko...
          • stafania Re: magdalenka 15.01.10, 21:46
            Tam gdzie mąz się ubiega,ł a w końcu prace dostali inni ale pracują
            za połowe stawki, którą proponował twój mąż smile Jasno teraz ? smile

            Nie musisz pisać sumy, tak zapytałam, z ciekawości po prostu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka