w-i-k-i
21.01.10, 00:48
Wlasnie mam taki relaksacyjny wieczor. Po doskonalej wrecz saunie
(maz zabral syna wraz z jego kolegami i ich synami na tzw.
meskieopoludnie)relaksuje sie przy drinku i ,,prasie internetowej".
Jestem ciekawa jak mozna zyc razem nie mjac wspolnych pasji,
zainteresowan, hobby, bo wiem nawet z opowiadan,ze tak moze byc. Np.
my lubimy wspolnie jezdzic na nartach, lubimy wspolne ,,kawiarniane
zycie" - tzn. probowac roznych kuchni, odwiedzac nowe klubo-
kawiarnie, czy puby, bawic sie wspolnie, ponad to moj maz jest
rowniez po prawie i choc nie pracuje w zawodzie to w swojej
specjalizacji jest na biezaco z literatura i czesto w tym wzgledzie
mamy wspolne tematy, mamy podobny zainteresowania moda itd. i choc
lubimy tez spedzac czas na wyjazdach ja z kolezankami On z kolegami,
to czas, ktory spedzamy razem jest bardzo intensywnie spozytkowany
na wielu pasjach i rzeczach ktore nas lacza - oczywiscie oprocz
dziecka. Nie wyobrazam sobie jak Nasze rozmowy moglyby sie tylko
sprowadzac do rozmow o synie, jego dniu, jego humorze, czy jego
guzach - to strasznie ograniczajace i moim zdanim nie wrozyloby to
dobrej przeszlosci temu zwiazkowi, jesli jego ,,mysla" przewodnia
mialoby byc tylko dziecko. Smutne to bardzo. Malzenstwo mojej
kolezanki jest wlasnie ,,takim pustostanem" opartym tylko na
dziecku, ale ona w przeciwienstwie do swojego meza nie widzie
problemu - pewnie zauwazy go jak wreszcie dostanie papiery
rozwodowe. I tak sobie mysle ,,natchniona" jej przypadkiem i roznymi
wypowiedziami utrzymanymi w tym wlasnie tonie, ile i jak tak mozna
wytrzymac.