Dodaj do ulubionych

Hartowanie dzieci: paradoks

31.01.10, 15:48
Czytałam, że dzieci należy wietrzyć, wyprowadzać na spacer
niezależnie od pogody. Tylko że ja jestem piecuch i sama nie lubię
marznąć więc dziecka nie hartowałam.... Zdażały mi się sporadyczne
podbramkowe wyjścia w paskudną pogodę i jakimś cudem dziecko nie
wracało z nich chore mimo że takie niezahartowane.
Natomiast moja siostra i moja szwagierka są kobietami obowiązkowymi
i prowadzały dzieci na codzienne spacery. Efekt taki że ich dzieci
nie wymigały się od zastrzyków. zaznaczam, że mieszkają ponad 250 km
od siebie, i dzieci się na wzajem nie zarażają.

Więc jak to jest? Czy dziecko naprawdę trzeba hartować bo inaczej
stanie się delkiatne jak mimoza? Córa chorowała ale to nie było tyle
ile tamte....
Obserwuj wątek
    • figrut Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 15:54
      Hartowanie to nie tylko spacery w brzydką pogodę, ale i cały proces
      pielęgnacyjny. Najodporniejsze dzieci jakie widziałam to te z rodzin
      wielodzietnych. Nikt tam nie rozczulał się nad smoczkiem który spadł na podłogę,
      oblizwaniem go przez inną osobę niż dziecko (dla mnie to akurat nie do
      przejścia, bo brzydliwa okropnie jestem), nie używał sterylizatora do butelek,
      nie panikował, że dziecko na brudnej podłodze raczkuje i nikt też się specjalnie
      nie zrywał, aby zapewnić dziecku spacery w każdą pogodę, bo tabelki tego wymagają.
      • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 15:56
        ostanio byl program na temat hartowania i jest to bzdura straszna
        • denea Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:36
          gabi683 napisała:

          > ostanio byl program na temat hartowania i jest to bzdura straszna

          Hartowanie jest bzdurą ? A dlaczegóż to ?
          • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:05

            denea napisała:

            > gabi683 napisała:
            >
            > > ostanio byl program na temat hartowania i jest to bzdura
            straszna
            >
            > Hartowanie jest bzdurą ? A dlaczegóż to ?


            lekarze pedjatrzy sie wypowiadali na ten temat ze to stre praktyki i
            nie powinno ich sie stowac
            >
            • myszka1202 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:18
              To nie chodzi tylko o hartowanie, ale i o inne czynniki. moja córka ma 5lat,
              chodzi do przedszkola drugi rok. Była może 2razy w zyciu przeziębiona.
              Uwazam,że wazne jest hartowanie, nieprzegrzewanie, dieta, ogólnie wspomaganie
              odporności.
              • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:21
                myszka1202 napisała:

                > To nie chodzi tylko o hartowanie, ale i o inne czynniki. moja
                córka ma 5lat,
                > chodzi do przedszkola drugi rok. Była może 2razy w zyciu
                przeziębiona.
                > Uwazam,że wazne jest hartowanie, nieprzegrzewanie, dieta, ogólnie
                wspomaganie
                > odporności.


                Tu sie zgodze bo samo wstawianie dziecka nie pomaga wodpornosci.
                • q_fla Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:27
                  > Tu sie zgodze bo samo wstawianie dziecka nie pomaga wodpornosci.

                  Wstawianie???
                  Do czego??? Gdzie???
                • jowita771 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 01.02.10, 17:45
                  > Tu sie zgodze bo samo wstawianie dziecka nie pomaga wodpornosci.

                  Zgadzam się z Tobą, wstawione dzieci nie są odporne wink
            • ila79 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:22
              Znam takiego, który uważa, że oklepywanie jest bzdurą, więc nic mnie
              już nie zdziwi smile. Możesz napisać jak to uzasadniają? Bo np.
              pediatra mojego synka (ordynator oddziału dziecięcego i jeden z
              lepszych lekarzy w mieście) uważa, że to podstawa. Przytoczył mi
              nawet badania pozomu leukocytów przed i po hartowaniu dziecka.
              Przecież to są oczywiste rzeczy, które da się zbadać.
            • q_fla Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:29
              Jeżeli pedJatrzy, to spoko.
              • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:36
                q_fla napisała:

                > Jeżeli pedJatrzy, to spoko.

                oj tak nastepna poliglotkasmile

                Nie uwazam ze oklepywanie jest bzdura.

                A o wstawianie mi chodzi takie jak matka mowi wstawilam na balkon bo
                hartuje dziecko
                • q_fla Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:58
                  > q_fla napisała:
                  >
                  > > Jeżeli pedJatrzy, to spoko.
                  >
                  > oj tak nastepna poliglotkasmile

                  Kto????? big_grin
            • przeciwcialo Re: Hartowanie dzieci: paradoks 01.02.10, 14:52
              A co złego w dobrej diecie, ruchu na swiezym powietrzu?
              Czasem stare metody lepiej się sprawdzają niz nowoczesna pigułka na
              wszystko.
    • shellerka Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 15:59
      jezu myslalam ze tylko ja jestem taką "zła" matką, co to dupy jej się ruszyc nie
      chce jak wieje i słonca nie ma.
      mam potworne wyrzuty sumienia jak mi sie zwyczajnie nie chce isc, bo np. wole w
      tym czasie otworzyc drzwi na taras, ubraną niunie wystawić w pobliże, a sama
      zając sie czyms pozytecznym niz łazenie w te i wewte.
    • sotto_voce Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 16:07
      Po pierwsze hartowanie nie polega na tym, żeby marznąć, tylko na tym
      żeby zrezygnować z ciepła kaloryfera i herbatki na rzecz ciepła
      wytwarzanego przez własne mięśnie i pooddychać świeżym powietrzem. I
      jest dość dobrze udokumentowane, że to jednak działa. Po drugie, nie
      wiesz, jak by sytuacja wyglądała u opisanych dzieci, gdyby zmienić
      im warunki. Może te pierwsze wylądowałyby w szpitalu, a Twoja córka
      by wcale nie chorowała? A po trzecie, naprawdę trudno wyprowadzać
      uogólnione wnioski z 3 (30, 300) przykładów wybranych w sposób
      dowolny. Ja tam dzieci biorę na dwór, im to służy i mi też. Od
      czerwca nie mieliśmy infekcji.
      • kocianna Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:05
        Ja, osoba ciepłolubna, zostałam zmuszona przez sytuację do hartowania. W wieku 3
        tygodni moje dziecko zaczęło strasznie kaszleć. Doktor kazała obniżyć
        temperaturę w domu do 18 stopni i jak najczęściej wychodzić (był luty). Co też
        czyniłyśmy... Poza tym moje dziecko po prostu lubi zimno, no i faktycznie przy
        astmie, którą odziedziczyło po rodzicach, najlepiej jej się oddycha chłodnym
        powietrzem.

        Od niedawna praktykujemy bieganie boso po śniegu - daje fenomenalnego kopa
        energetycznego smile
        • gabrielle76 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:16
          ja tez ciepłolubna nie znosze zimy i zimowych spacerów, nie zauwazyłam zeby to
          szkodziło mojej córce wink młoda tez bardzo mało choruje
          • wieczna-gosia Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:34
            jak mloda jest bardzo mloda, jest jedynaczka to niby skad sie na
            zarazic?
            • ola Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:40
              no cóż
              lenistwo nie zabija
              ale czy jest się czym chwalić?
            • atowlasnieja Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 21:25
              Kuzyni mojej córki to pierworodni. I chorowali zanim poszli do przedszkoli.
              Przywlekli choróbska z dworu.

              A moja córa mogła by się zarazić ode mnie, tatusia, babci. Bo chorowaliśmy a od
              nas nie łapała (czego zupełnie nie rozumiem)
    • ila79 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 17:42
      To jak dziecko jest zahartowane i jaką ma odporność można sprawdzić
      dopiero jak znajdzie się w większej grupie, gdzie co drugi maluch
      smarka i cherla, czyli np. w przedszkolu. Moje dziecko jest
      generalnie zahartowane (ja z tych co lubią 3 godziny posiedzieć na
      siarczystym mrozie smile), dobrze odżywione itp. jednak nie uchroniło
      go to od licznych infekcji przedszkolnych. Z tym, że kończyło się na
      katarze i kaszlu (teraz to już jest tylko sporadyczne pokasływanie).
      Natomiast rozmawiałam ze znajomą, której córeczka jest o wiele mniej
      na dworze i oni zaliczyli w ciągu 4 miesięcy w przedszkolu zapalenie
      oskrzeli, płuc, pęcherza i ucha. To oczywiście też nie jest reguła,
      bo znam dziecko nie zahartowane wogóle i prawie wcale nie chorujące,
      mimo pójścia do przedszkola. Generalnie jest tak, że nie wiadomo, co
      by było, gdyby siostra i szwagierka nie hartowały dzieci - może
      byłyby bardziej chore, a może nie. Ja i tak jestem za tym, żeby
      hartować.
    • miska_malcova Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:00
      ja hartuję. Nie przegrzewam, chodzę na spacerki (akurat spacerki uwielbiam). Mam
      nadzieję, że mały nie będzie chorował.
    • q_fla Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:25
      Co to za hartowanie, jak wiekszośc polskich dzieci przy temperaturze
      +5*C ma ubierane rajtki i na to ocieplane spodnie, a przy -5*C
      ubrane jak na Sybir. Większości dzieci nie wolno biegać, bo sie
      spocą, wchodzić w śnieg, bo pomoczą buty i spodnie (z obserwacji po
      wyjściu z przedszkola). Rekord bije mama jednej dziewczynki z grupy
      młodej - poniżej -5*C jej dziecko w ogóle nie wychodzi z domu.
      • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 18:38
        W przedszkolu u mojej corki jest dziecko ktore w zyciu nie jadlo
        ziemniakow a posmakowalo ziemniak dopiero w przdszkolu .To
        skrajnosci.
      • myszka1202 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 19:48
        q_fla napisała:

        > Co to za hartowanie, jak wiekszośc polskich dzieci przy temperaturze
        > +5*C ma ubierane rajtki i na to ocieplane spodnie, a przy -5*C
        > ubrane jak na Sybir.

        O kurcze,a moja mała dzisiaj bez czapki na dworze ponad godzinę była tongue_out a i
        rajstop nie nosi pod spodniami. toż to patologia tongue_out
        • e.mama.s Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:17
          No nie wiem przy minus 5 ,a ile lat ma córka? Ja bym się nie
          odważyła synkowi(2 lata) nie założyć czapki i rajstop pod kombinezon.
          Jak ubieracie male dzieci na pole?
          • figrut Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:56
            > Jak ubieracie male dzieci na pole?
            Przedszkolak i pierwszoklasista, czyli dzieci bardzo mobilne i nie tylko
            siedzące na sankach, ale i biegające za sankami przy -17. Rajstopy, spodnie
            kombinezonowe, grube skarpety które nie pozwolą aby śnieg wpadał do śniegowców,
            koszulka trykotowa z krótkim rękawkiem, bluza z polaru z kapturem, pod kaptur
            tej bluzy czapka kominiarka, na wierzch kurtka zimowa i rękawice narciarskie.
            Kilka lat temu przy -20 obydwoje wyłącznie na sankach bez biegania - zamiast
            spodni kombinezonowych i samych kurtek, mieli całe kombinezony i kurtki na
            kombinezon.
        • figrut Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:22
          > O kurcze,a moja mała dzisiaj bez czapki na dworze ponad godzinę była tongue_out a i
          > rajstop nie nosi pod spodniami. toż to patologia tongue_out
          Jeśli to było w Polsce i przy bardzo ujemnej temperaturze, to nie masz się czym
          chwalić, bo to mądre nie było.
          Pisałam to ja, która toczy boje o nie przegrzewanie dzieciaków.
          • myszka1202 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 22:58
            figrut napisała:

            > > O kurcze,a moja mała dzisiaj bez czapki na dworze ponad godzinę by
            > ła tongue_out a i
            > > rajstop nie nosi pod spodniami. toż to patologia tongue_out

            > Jeśli to było w Polsce i przy bardzo ujemnej temperaturze, to nie masz się czym
            > chwalić, bo to mądre nie było.
            > Pisałam to ja, która toczy boje o nie przegrzewanie dzieciaków.

            W Polsce,przy temp. dodatniej +2,słoneczko piękne smile sama czapki nie noszę,
            córka zazwyczaj tak, ale czasem wyniknie niespodziewanie jakies wyjscie i akurat
            czapki nie miała (miałyśmy tylko do kina autem jechac).
          • croyance Re: Hartowanie dzieci: paradoks 02.02.10, 00:08
            Dla mnie szokiem bylo, jak w moja pierwsza zime w Anglii zobaczylam
            dzieci w sandalkach chodzace po szronie, oraz niemowlaki w wozku z
            golymi stopkami.

            Dzisiaj, po tylu latach, juz mnie to nie dziwi, ale zimno mi sie robi
            wciaz - dzisiaj np., -2, widzialam dzieciaki chodzace po lekkim
            sniegu w japonkach. Na glowie mialy czapki.
        • miska_malcova Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 22:01
          myszka1202 napisała:

          > O kurcze,a moja mała dzisiaj bez czapki na dworze ponad godzinę była tongue_out a i
          > rajstop nie nosi pod spodniami. toż to patologia tongue_out

          a ja się w zyciu nie przyznam jak ubieram mojego miesięczniaka, bo mi forumowe
          mamy opiekę społeczną naślą wink
      • ila79 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:38
        <Rekord bije mama jednej dziewczynki z grupy
        młodej - poniżej -5*C jej dziecko w ogóle nie wychodzi z domu.>
        No kochana, to znowu nie taki wyjątek. Z tego, co czytam na emamie,
        małym dziecku i zdrowiu dziecka to większość mamusiek siedzi przy
        takiej temperaturze w domu. A jak temperatura spadnie poniżej -10*,
        to już wogóle - blady strach, chyba się boją, że po pół godzinie na
        dworze przejdą w stan hibernacji. Ale nie ma się co dziwić, jak
        zamiast puchowych galotów zakłada się jeansy, kozaczki na obcasie i
        kurtkę do pępka. Sobie oczywiście, nie dziecku smile.
    • donkaczka Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 19:50
      ja spacery lubie rozrywkowo, nigdy nie traktowalam tego jako obowiazku, bywaly
      tygodnie, gdy wychodzilismy tylko po zakupy, najmlodsze spalo na tarasie, bo
      albo pogoda, albo len, albo cokolwiek innego nie sprzyjalo
      jakos na obnizenie odpornosci moim dzieciom to nie wplynelo, ale biegaja
      porozbierane, nawet teraz zima potrafia nago po domu chodzic, no i nigdy w domu
      nie nosza rajstop skarpet
      o diete dbam i jakos nie choruja, mimo zlobka, przedszkola, nie przynosza prawie
      nic, katar dwa razy do roku, czasem jednonocna goraczka daje znac, ze jakas
      infekcja sie zwalcza, rano znow zdrowe
      nigdy lekow nie braly, do lekarza chodzimy na kontrole tylko
    • asia_i_p Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:17
      Za mała próbka statystyczna.
      Może być tak, że ich dzieci z urodzenia są słabsze i bez tych spacerów
      chorowałyby jeszcze więcej. Może być tak, że na spacerach stykają się z innymi
      dziećmi i zarażają od nich, więc teraz chorują więcej, ale po pójściu do
      przedszkola czy szkoły będą chorowały mniej niż twoje dziecko.
      • gabi683 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 20:55
        tak proponuje co niektorym wypuscic dziecko przy -25 bez czapki smile
    • atowlasnieja Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 21:46
      co do pozostałych aspektów hartowania: siostra codziennie pucowała podłogę, ja
      stwierdziłam, że nawet przy raczkującym dziecku można podłogę zmyć co dwa-trzy
      dni, szwagierka podrzuciła syna matce która obrabiała jeszcze swoją teściową a w
      domu miała psa oraz kota więc podłoga idealna też nie była.
      • e.mama.s Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 21:51
        Przypomnialo mi się jak pucowałam podlogę jak mlody pełzal a potem
        pewnego razu penetrował zakamarki pod grzejnikiem i zjadł muchę.
        • jowita771 Re: Hartowanie dzieci: paradoks 01.02.10, 18:09
          Muchy dziecku żałujesz? wink
    • iwles Re: Hartowanie dzieci: paradoks 31.01.10, 22:01
      > Efekt taki że ich dzieci
      > nie wymigały się od zastrzyków. zaznaczam, że mieszkają ponad 250
      km
      > od siebie, i dzieci się na wzajem nie zarażają.



      chcesz powiedzieć, że ich dzieci nie mają kontaktu z innymi
      dziećmi , tylko i wylącznie ze sobą, kiedy się spotkają ? Smutne to
      dzieciństwo....
      • alfa36 dieta 01.02.10, 13:22
        My spacerujemy i to sporo. A mlody wciąż coś lapie. Podejrzewam, że
        z powodu monotonnej diety. Je tylko ziemniaki, schaby, chleb z
        powidlami, jajka i pije wodę z miodem. Czasem pieczemy pizzę i zjada
        troche papryki (jak ją kroi). Jak tu czytam o urozmaiconej diecie,
        to podziwiam. Poradzcie mamy, ktore zdrowo odżywiają swoje dzieci,
        jak zmuszacie je do jedzenia surowek i picia wody mineralnej.
        • myszka1202 Re: dieta 01.02.10, 14:40
          alfa36 napisała:

          > Jak tu czytam o urozmaiconej diecie,
          > to podziwiam. Poradzcie mamy, ktore zdrowo odżywiają swoje dzieci,
          > jak zmuszacie je do jedzenia surowek i picia wody mineralnej.

          Zmuszacie? moja córcia od małego pije tylko wodę mineralną (najpierw źródlaną)i
          dla niej to naturalne. czasem wypije jakiś sok, najcześciej robiony przeze mnie
          albo kupny jednodniowy. Warzywa, jogurt naturalny, ciemne pieczywo tez je od
          zawsze. Lubi zdrowe jedzonko, bo tak została nauczona.

          Zmuszanie nie ma sensu,tylko kształtowanie zdrowych nawyków.

          Jak nauczyłaś dziecko pic słodka wodę, to taką pije. co w tym dziwnego?


          • przeciwcialo Re: dieta 01.02.10, 14:56
            moje piją wodę przegotowana, stoi w dzbanku, same nalewaja sobie.
            czasem z sokiem malinowym.
            A dieta/ Bogu dziekuje że dzieci wszystkojedzące nawet szpinak.
          • lola211 Re: dieta 01.02.10, 16:57
            > Jak nauczyłaś dziecko pic słodka wodę, to taką pije. co w tym
            dziwnego?
            >
            No tak, rodzic winny..inaczej bys gadala, gdyby twoje dziecko pluło
            ciemnym chlebem i warzywami od pierwszego kęsa.To nie ty je
            nauczylas, tylko ono po prostu takie jest.Znam dzieci wyjadajace
            warzywa z salatki i ich rodzenstwo, ktore tego nie tknie.Co- rodzice
            stosuja inne metody wobez kazdego?
            Gust kulinarny to indywidualna sprawa, stad sa dzieci wszystkozerne
            i niejadki, tolerujace tylko okreslone smaki.
        • adsa_21 Re: dieta 01.02.10, 14:59
          moj tez niejadek. Pije tylko soczki,lubi mleko i produkty
          mączne.Miesa nie lubi,warzyw nie lubi,owoca od wielkiego dzwonu zje.
          Odpukac zdrowy jest jak ryba, od ponad 2 lat nie chorowal w ogole.
          • verdana Re: dieta 01.02.10, 16:43
            Cóż, ja wyprowadzałam dwoje starszych w KAZDĄ pogodę. One
            rzeczywiscie się nie zaziębiały - ja tak. Bo ani parasola utrzymac
            nad glową, ani pobiec i się rozgrzać. A potem one zarazaly sie ode
            mnie.
            Najmlodszego wyprowadzałam, jak pogoda była dobra dla MNIE. Nie
            chorował.
        • denea Re: dieta 01.02.10, 20:46
          > My spacerujemy i to sporo. A mlody wciąż coś lapie. Podejrzewam,
          że
          > z powodu monotonnej diety. Je tylko ziemniaki, schaby, chleb z
          > powidlami, jajka i pije wodę z miodem. Czasem pieczemy pizzę i
          zjada
          > troche papryki (jak ją kroi). Jak tu czytam o urozmaiconej diecie,
          > to podziwiam. Poradzcie mamy, ktore zdrowo odżywiają swoje dzieci,
          > jak zmuszacie je do jedzenia surowek i picia wody mineralnej.

          Kobieto, schaby Ci je ! Mój ni cholery mięsa nie tknie, chyba że
          czasem parówkę (wiadomo, syf). Z rozpaczy już robię pierogi,
          psiakrew, żeby przemycić choć trochę zmielonego, bo to jeszcze
          czasem skubnie wink Warzyw takoż oczywiście nie lubi, może prócz
          ogórków kiszonych. Nie wiem. Ja rwę włosy z głowy i żyję nadzieją,
          że zacznie jeść coś oprócz jogurtu, sera żółtego i keczupu wink
          Póki co, dwa razy lekarz zapisał żelazo w syropie sad
          Za to ze zwykłą wodą nie było żadnego problemu. Przypuszczam, że
          najzwyczajniej w świecie od urodzenia widział, że każdy ma własną
          butlę mineralnej i z niej doi, więc uznał to za normalne smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka