atowlasnieja
31.01.10, 15:48
Czytałam, że dzieci należy wietrzyć, wyprowadzać na spacer
niezależnie od pogody. Tylko że ja jestem piecuch i sama nie lubię
marznąć więc dziecka nie hartowałam.... Zdażały mi się sporadyczne
podbramkowe wyjścia w paskudną pogodę i jakimś cudem dziecko nie
wracało z nich chore mimo że takie niezahartowane.
Natomiast moja siostra i moja szwagierka są kobietami obowiązkowymi
i prowadzały dzieci na codzienne spacery. Efekt taki że ich dzieci
nie wymigały się od zastrzyków. zaznaczam, że mieszkają ponad 250 km
od siebie, i dzieci się na wzajem nie zarażają.
Więc jak to jest? Czy dziecko naprawdę trzeba hartować bo inaczej
stanie się delkiatne jak mimoza? Córa chorowała ale to nie było tyle
ile tamte....