Znowu najpopularniejszy temat na emamie, czyli teściowa

Jakiś czas temu pisałam o teściowej, która wydzwania do nas, a ostatnio dzwoniła do mojego dziecka do szkoły, bo miała zły sen i chciała się upewnić, że żyjemy.
W weekend pojechaliśmy do niej całą rodziną, pierwszy raz od dość dawna. I... przeraziło mnie to, co zobaczyłam!
O tym, że moja teściowa ma problem z jedzeniem, wiedziałam już nie od dzisiaj. Chorobliwie się obżera i waży już ponad 100 kg przy wzroście 160 cm. Oczywiście narzeka na nogi i kręgosłup, to chyba normalne przy takiej wadze. Ma też cukrzycę i problemy z sercem, ale nic nie robi, żeby zejść z tej wagi, potrafi za to złośliwie mi przygadać, że chyba utyłam od poprzedniej wizyty (ważę 60 kg).
Poza tym, przestała się myć i sprzątać w domu... Naprawdę, jak zobaczyłam jej kuchnię, to myślałam, że rzygnę i nie mogłam się zmusić, żeby cokolwiek w tym domu zjeść lub wypić. Dziwię się, że jeszcze nie zalęgły się tam robaki, ale może to kwestia czasu. Posprzątałam, ile mogłam w czasie krótkiej wizyty, ale tam potrzebne byłyby co najmniej kilkudniowe generalne porządki. Kurzu na półkach jest tyle, że można by po nim pisać. Dodam, że mój mąż regularnie wspiera matkę finansowo i bez problemu mogłaby zatrudnić kogoś do sprzątania, ale nie chce (uważa, że ma czysto).
W dodatku moja teściowa zerwała większość kontaktów rodzinnych i towarzyskich, wychodzi tylko do lekarza, kościoła i do sklepu, a większość czasu zajmuje jej oglądanie TV i myślenie o tym, co my robimy (i przewidywanie katastrof, które mogą nam się przydarzyć).
Wyjechaliśmy stamtąd bardzo przygnębieni. Mój mąż nie ma rodzeństwa i czuje się za matkę odpowiedzialny, ale z drugiej strony, uważa, że ona świadomie dąży do samozagłady. Zapowiedział jej, że jeśli nie zrobi czegoś ze sobą, to on umywa ręce.
Obydwoje pracujemy, mieszkamy 300 km od teściowej, a w dodatku w perspektywie mamy emigrację do innego kraju, nie możemy więc jeździć do niej częściej niż raz w miesiącu, a może i rzadziej. Każda zresztą wizyta kończy się ogólną kłótnią mojego męża z matką, i zazwyczaj wyjeżdżamy w pośpiechu. Bardzo tego nie lubię, a już zwłaszcza nie trawię tego, że patrzą na to dzieci.
Wg mnie, moja teściowa ma problem z psychiką. Uważam, że powinna się leczyć psychiatrycznie, ale ona oczywiście w życiu się do tego nie przyzna. Co robić?