Dodaj do ulubionych

Od drugiej strony - naucyciel i rodzic

11.03.10, 19:42
Czytam tu często posty o nauczycielach i powiem szczerze, że boli mnie jak są postrzegani przez rodziców i jakie jest do nich nastawienie, ponieważ ja zawsze staram się być fair w stosunku zarówno do dzieci, jak i rodziców i ciężko mi wyobrazić sobie, że niektórzy nauczyciele to takie gnidy wink Ale do rzeczy.
Dziś wydarzył się incydent, który zachwiał moim światopoglądem.
Mam w 2 klasie ucznia (podstawówka, uczę angielskiego), który sprawia notorycznie problemy wychowawcze. Jest nadpobudliwy, nie słucha poleceń, nie uczestniczy w ćwiczeniach, grach, zabawach i przeszkadza tym nie tylko mi, ale też innym dzieciom. Wielokrotnie pisałam uwagi do mamy w jego zeszycie (wszystkie podpisała), zgłaszałam wychowawczyni i szkolnej pedagog, problem poruszany był też na zebraniach.
Wychowawczyni też ma z chłopcem problemy na lekcjach, a do tego jego osiągnięcia są dużo słabsze niż być powinny (słabo pisze i czyta), więc poprosiła mamę o wykonanie badań w poradni. W opinii psycholog stwierdziła upośledzenie w stopniu lekkim. Mimo to mama chłopca nie chce się zgodzić na indywidualny tok nauczania. Ok, ma takie prawo.
Dziś na lekcji chłopiec przeszkadzał jak zwykle i był w tym tak natrętny, że wreszcie na któreś z kolei moje upomnienie odpowiedział: daj mi spokój stara głupia babo. Straciłam rezon, ale dziecko to dziecko - nie jego wina. Pech chciał, że wychowawczyni tej klasy jest na zwolnieniu, więc mi w udziale przypadł telefon do mamy. Chciałam jak najdelikatniej i w ogóle, ale kiedy0 ją o incydencie poinformowałam i poprosiłam o spotkanie, żeby ustalić co dalej pani stwierdziła, że ona nie widzi powodu, żeby się ze mną spotykać i jak chcę, to mogę sobie panią dyrektor nawet zawiadamiać. Dziecko ma opinię z poradni i miało prawo się zdenerwować na moje ciągłe nagabywanie. Owszem, użyte słowa były niefortunne i za to syn przeprosi. Ręce mi opadły i nie wiem co mam dalej robić. Oczywiście byłam u pedagożki, ta dzwoniła jeszcze raz i w przyszłym tygodniu pani zgodziła się przyjść na spotkanie ze mną i wychowawczynią. Ale powiedzcie, jak ja mam nie być uprzedzona i pozostać obiektywna?
Obserwuj wątek
    • lilka69 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 19:57
      ja uwazam, ze praca nauczyciela jest trudna i odpowiedzialna, szanuje
      nauczycieli co nie przeszkadza mi czasem miec negatywnych opinii o tej grupie
      zawodowej.

      nie dziwie ci, ze jestes uprzedzona w tej sytuacji.
    • najma78 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 20:33
      Ręce mi opadły i nie wiem co mam dalej robić.

      A czego uczyli cie na studiach? Jestes nauczycielem wiec powinnas
      wiedziec co w takich sytuacjach sie robi, powinny byc tez procedury
      od zwierzchnictwa...
      • saphire-2 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 20:36
        Niestety na studiach tego nie uczą a przydałyby się jakieś warsztaty, jak sobie
        radzić w takich sytuacjach. Rozumiem cię.
        • agniecha_26 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:03
          co to za slowo "pedagożka"??wszyscy powariowali...
          • kali_pso Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:20

            Zwyczajne.
            Facet- pedagog; Kobieta- pedagożka.
            Coś nie gra?winkp
            • marzeka1 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:24
              Może to, że takie "poprawnościowe politycznie" formy brzmią koszmarnie?
              Pedagożka, psycholożka, ministra....
              • kunegunda32 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:52
                Jeśli już się czepiamy to wyjaśnij mi proszę co to znaczy "poprawnościowe" i w
                jakim to języku jest bo na pewno nie po polsku.
                • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 23:27
                  Zdaje się, że słabo znasz polski prawda?
                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=poprawno%B6ciowy
                  • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 00:07
                    No wlasnie: «dotyczący poprawności językowej»

                    Więc powinno byc: poprawny. Pietro nizej, ze się tak wyrażę.
                    • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:25
                      Zgoda, ale zły jest związek frazeologiczny a nie samo słowo.
                      • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:13
                        Przypomniało mi się, jak kolega ze studiów (bylismy na pierwszym roku)
                        powiedzial, że wlasciwie słowniki nie powinny zawierac słów, a wylącznie zwiazki
                        frazeologiczne. Coś w tym jest smile
                        • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:49
                          Po to są słowniki frazeologiczne smile
                          • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 22:14
                            Jaki procent ludzi korzysta z czegoś takiego?
                            Ja się zawsze ratowalam sprawdzając w obie strony - z polskiego na jakiś, a
                            potem z powrotem - jak się zgadzalo, bylła szansa, że OK.
                            Inna rzecz że teraz słowniki dwujęzyczne stały się chyba zdecydowanie bardziej
                            "frazeologiczne" wlaśnie.
                            • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 22:22
                              Korzysta, nie korzysta, ale to już nie kwestia istnienia słowników
                              albo nie....
              • kkokos Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 07:56
                marzeka1 napisała:

                > Może to, że takie "poprawnościowe politycznie" formy brzmią koszmarnie?
                > Pedagożka, psycholożka, ministra....

                sto lat temu słowo studentka też brzmiało koszmarnie. przyzwyczaj się, że i
                język, i świat, który opisuje, się zmienia
            • morekac Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:58
              Pedagożka i tak jest lepsza od architektki... Przynajmniej da się
              jeszcze wymówic wink.
          • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 00:13
            "Pedagożka" to osobą wykonujaca zawod pedagoga rodzaju zeńskiego. Bo "pedagog"
            to "on". Zwłaszcza "szkolny".
            Jesli porozumiewam się językiem okreslającym płec, to nie widze powodu, by w
            mojej roli zawodowej zostac chłopem. Ani sobie tego nie zyczę.
            Forma "posrednia" - pani pedagog - jest do przyjecia, ale nie w kazdej sytuacji,
            często jest zbyt ceremonialna.
    • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:06
      Ja w sprawie formalnej:
      Otóż indywidualny tok nauczania przysługuje tylko uczniom wybitnie
      uzdolnionym
      .
      Jeśli chodziło Ci o nauczanie indywidualne - to jest ono przeznaczone
      dla chorych dzieci
      - tzn. chorych z przyczyn losowych (po wypadku, po
      zabiegach i operacjach w okresie rekonwalescencji, leczonych psychiatrycznie w
      trakcie trwania choroby itd.). Na pewno nie jest dla uczniów, którzy mają
      problemy w nauce.
      Jeśli chłopiec jest upośledzony umysłowo, po kolejnym badaniu kontrolnym
      (najwcześniej za rok) poradnia psychologiczno - pedagogiczna, jeśli wynik testu
      inteligencji się potwierdzi, może wydać orzeczenie o potrzebie kształcenia
      specjalnego z uwagi na to upośledzenie i Ty będziesz musiała, jako nauczycielka,
      stosować specjalne metody pracy, znacznie obniżyć wymagania dydaktyczne. Ale to,
      jako wykształcony pedagog pewnie wiesz.
      Obecnie, pewnie została wydana opinia o dostosowaniu wymagań edukacyjnych
      ze szczególnym uwzględnieniem obniżenia wymagań do minimum. I znów - jako
      wykształcony pedagog - masz obowiązek
      zminimalizować wymagania tak, by
      dziecko realizowało niższy poziom, niż reszta klasy.

      Teraz trochę krytyki - skoro jesteś po studiach i masz tzw. kwalifikacje
      pedagogiczne, to pewnie masz i minimum wiedzy na temat funkcjonowania dzieci z
      upośledzeniem umysłowym. One potrzebują pracy an konkretach. Angielski może być
      czarną magią, zbyt duży tu dla takiego dziecka poziom abstrakcji. A opisywane
      przez Ciebie zachowania mogą wynikać po prostu z tego, że dziecko siedzi na
      lekcji jak na tureckim kazaniu, nie ma tu dla niego nic ciekawego i niewiele
      rzeczy na lekcji języka obcego jest dla niego zrozumiałe. Ja na Twoim miejscu
      przygotowywałabym dla niego coś w rodzaju tzw. kart pracy o mniejszym stopniu
      trudności niż dla reszty klasy - żeby go zająć, ale i zaciekawić.
      Nie dziwię się do końca matce - bo dlaczego miałaby przybiegać na każde
      wezwanie szkoły w dowolnym momencie (jeśli pracuje, to tym bardziej), o ile
      nikomu nie dzieje się krzywda, nie ma tu agresji i przemocy. Ok, jeśli chodzi
      umówienie się w dogodniejszym terminie.
      Postaw się sama na jej miejscu - każda informacja ze szkoły to tylko złe uwagi,
      krytyka. Szczerze - entuzjastycznie biegłabyś wtedy na każdą prośbę? Może
      poszukaj mocnych stron dziecka, angażuj je tez w działalność poza tokiem lekcji
      - np. wycieranie tablicy, rozdawanie kart pracy itp. ?
      I idź na dobre szkolenie na temat funkcjonowania szkolnego dzieci z inteligencją
      niższą niż przeciętna lub upośledzonych.
      • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:10
        Oczywiście miałam na myśli nauczanie indywidualne, wina emocji.
        Nie podkreślaj zgryźliwie, że jestem wykształconym pedagogiem, sugerując
        jednocześnie, że tak nie jest. Nie uważam się za nieomylną, ale akurat lubię
        swoją pracę i pracuję też z dziećmi o obniżonym progu wymagań.

        A ja się dziwię mamie. Nie demonizuj, nikt nie kazał jej stawić się na dywaniku
        i nie jest to na każde wezwanie. Do tej pory były spotkania tylko w czasie
        zebrań z rodzicami. Moje z tą panią będzie pierwsze. Na jej miejscu sama
        chciałabym sprawę zachowania mojego dziecka rozwiązać.
        • daisy Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:18
          Dajcie spokój. Na anglistyce nikt nie uczy takich rzeczy. A tym bardziej w
          jakimś "koledżu".
          Takie rzeczy to może wiedzą panie po nauczaniu początkowym... Zapewne
          wychowawczyni klasy. To ona powinna dziewczynie pomóc w rozwiązaniu problemu.
    • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:13
      Rozumiem tą matkę. Nie ma wpływu na to jak się zachowuje dziecko na
      lekcji bo nie trzyma go za rękę. Jedyne co ma do zaoferowania
      szkolny pedagog to zero wsparcia tylko indywidualny tok nauczania.
      Wszyscy zamiast wykonywać swoje obowiązki próbują zmusić matkę
      zeby "jakoś wpłynęła na dziecko". Sami nie są w stanie.

      Niech pedagożka zamiast przeprowadzać rozmowy wychowawcze z mamą -
      co nie leży w zakresie jej obowiązków - popracuje trochę nad metodą
      pedagogiczną adresowana do tego dziecka.
      • araceli Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:25
        ardzuna napisała:
        > Rozumiem tą matkę. Nie ma wpływu na to jak się zachowuje dziecko na
        > lekcji bo nie trzyma go za rękę. Jedyne co ma do zaoferowania
        > szkolny pedagog to zero wsparcia tylko indywidualny tok nauczania.
        > Wszyscy zamiast wykonywać swoje obowiązki próbują zmusić matkę
        > zeby "jakoś wpłynęła na dziecko". Sami nie są w stanie.

        Ja bym w tym miejscu miała właśnie pytanie do autorki wątku - ręce Ci opadły bo
        co? Jak Twoim zdaniem powinna zareagować matka dziecka?
        • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:37
          araceli napisała:

          ręce Ci opadły bo
          > co? Jak Twoim zdaniem powinna zareagować matka dziecka?

          Paść na kolana i błagać o wybaczenie.

          A tak na serio, o skoro nie widzisz nic niestosownego w jej zachowaniu, to nie
          mamy o czym rozmawiać.
          • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:42
            Masz duży kłopot z tym dzieckiem. Ale też chyba za szybko się obraziłaś. Nie
            chcesz sprecyzować, co Cię szczególnie zabolało w zachowaniu mamy?
            • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:29
              joanna.pio napisała:

              > Masz duży kłopot z tym dzieckiem. Ale też chyba za szybko się obraziłaś. Nie
              > chcesz sprecyzować, co Cię szczególnie zabolało w zachowaniu mamy?

              Chyba źle mnie odebrałaś. Ja się nie obraziłam, a już na pewno nie zamierzam
              żywić jakichś negatywnych uczuć do dziecka. Kłopot mam, owszem, ale z jego mamą.
              Rozumiem, że ma prawo się bać, ale uwierz, moja intencją jest tylko pomoc. Ona
              prezentuje postawę "odwalcie się od mojego dziecka, doraźnie będzie przepraszało
              za złe zachowanie".
              A tu trzeba działać. Pracuję w tej szkole dopiero od września, w 1 klasie mieli
              angielski z kim innym, ale dla mnie 1 półrocze ten chłopiec już stracił.
              • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:37
                Jakie wsparcie szkoła zaproponowała dla tej matki?
          • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:48
            madeleine.b napisała:

            > araceli napisała:
            >
            > ręce Ci opadły bo
            > > co? Jak Twoim zdaniem powinna zareagować matka dziecka?
            >
            > Paść na kolana i błagać o wybaczenie.

            Tak własnie myślałam.

            > A tak na serio, o skoro nie widzisz nic niestosownego w jej
            zachowaniu, to nie
            > mamy o czym rozmawiać.

            A powiedz o czym planujecie z nią rozmawiać razem z pedagogiem? Że
            ma "coś zrobic" z dzieckiem?
            • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:19
              ardzuna napisała:

              Że
              > ma "coś zrobic" z dzieckiem?


              Pozwolić, żeby mogło się rozwijać. Nauczanie indywidualne kojarzy się rodzicom z
              czymś strasznym, a w rzeczywistości jest szansą dla dziecka, które w grupie
              rówieśniczej nie radzi sobie z nauką.
              Tak, mama może mi powiedzieć, żebym pilnowała swoich spraw, ale chcę właśnie o
              tym z nią porozmawiać, przekonać, że niesie to ze sobą tylko plusy dla jej dziecka.
              • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:24
                To jest jedyna metoda alternatywna wobec nauczania w klasie jaką zna
                pedagożka szkolna? Może trzeba ją wysłać na kursy doszkalające.
                Pedagogika u nas leży ale czas to zacząć zmieniać.
              • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:26
                Pisałam to wcześniej, więc się powtórzę:
                nauczanie indywidualne - jest ono przeznaczone
                dla chorych dzieci - tzn. chorych z przyczyn losowych (po wypadku, po
                zabiegach i operacjach w okresie rekonwalescencji, leczonych psychiatrycznie w
                trakcie trwania choroby itd.). Na pewno nie jest dla uczniów, którzy mają
                problemy w nauce.

                Poza tym - co jest tutaj podstawą do wydania dziecku orzeczenia o nauczaniu
                indywidualnym? Bo chyba nie problemy w nauce? Moim zdaniem - kompletnie brak
                podstaw.
                Dziecko, o którym piszesz, rozwija się gorzej niż inne. Jednym z ważniejszych
                elementów wspierających rozwój jest grupa. Dlaczego chcecie mu to zabrać? Poza
                tym - nauczanie indywidualne wiąże się z nauką w wymiarze około 10 godzin
                tygodniowo. Kto poza tym miałby zajmować się dzieckiem? Mama miałaby zrezygnować
                z pracy?
                Uważam, że to bardzo zły pomysł - wysyłanie takiego chłopca na nauczanie
                indywidualne. Tak się chcecie "pozbyć problemu"?
                • asia_i_p Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:00
                  Można wysłać na nauczanie indywidualne na kilka tygodni, żeby nadrobić
                  zaległości. Nawet delikatnie wyprzedzić klasę z programem, żeby dziecko mogło
                  sobie błysnąć na lekcjach, podbudować poczucie własnej wartości, wzmocnić
                  pozycję w grupie.
                  Można też współpracować inaczej, ale wola współpracy musi być z obu stron. Ta
                  matka w sumie tak samo chce się pozbyć problemu jak nauczyciele. Ma papierek,
                  nauczyciele wykształcenie pedagogiczne, to niech sobie radzą, prawda?

                  A tymczasem albo trzeba dziecko skłonić do zachowań akceptowalnych społecznie, i
                  tu musi być równy front szkoła + rodzice, bo jak dziecko wyczuje, że rodzice nie
                  uważają, żeby nazwanie nauczycielki "głupią babą" było dużym problemem, to na
                  pewno się nie będzie ograniczać, albo trzeba wyjaśnić klasie, czemu jednemu
                  wolno, a innym nie. Wyobrażasz sobie tłumaczenie kilkulatkom, że ich kolega jest
                  lekko upośledzony? Albo jazdę, jaką będzie miało to dziecko, jeśli się im nic
                  nie wytłumaczy, ale sobie zaobserwują, że jak oni powiedzą coś niegrzecznym
                  tonem, to jest uwaga, jak zrobią grubszą awanturę, rodzice przychodzą do szkoły,
                  a jak kolega wyzwie nauczycielkę ("głupia babo" to jest sporo jak na takie małe
                  dziecko), to się nie dzieje nic? W gimnazjum by po prostu wleźli nauczycielowi
                  na głowę, ale to jest podstawówka i nauczyciel raczej na głowę wejść sobie nie
                  da, więc dla odmiany odegrają się na dzieciaku.
                  • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:15
                    Tyle tylko, że pomysły rozwiązania problemu powinny wyjść właśnie od
                    specjalistów - nauczycieli i pedagożki.
                    Sama mam jakieś tam szkolny przeboje z moim dzieckiem. I mimo, iż w ogólnym
                    rozrachunku nie mogę narzekać na współpracę, to gdybym nie miała wsparcia 'sił
                    profesjonalnych' + wiedzy, którą na własną rękę zdobywam, to pewnie nikt by nic
                    nie zrobił z akcją pani pedagog pt. 'dzieci, donoście mi, jak się zachowuje Młody'.
                    I tak sobie myślę, że ja i tak mam nieźle, bo w szkole Młodego póki co spotykam
                    raczej sensownych nauczycieli. A jak się trafi na wszechwiedzącego, któremu w
                    ogóle nie można zwrócić uwagi, to kanał. Szczególnie, jak się nie ma
                    wystarczającej wiedzy merytorycznej.
                  • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:08
                    > Można wysłać na nauczanie indywidualne na kilka tygodni, żeby nadrobić
                    > zaległości. Nawet delikatnie wyprzedzić klasę z programem, żeby dziecko mogło
                    > sobie błysnąć na lekcjach, podbudować poczucie własnej wartości, wzmocnić
                    > pozycję w grupie.

                    Bzdura!
                • kawka74 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:49
                  > nauczanie indywidualne - jest ono przeznaczone
                  > dla chorych dzieci - tzn. chorych z przyczyn losowych (po wypadku, po
                  > zabiegach i operacjach w okresie rekonwalescencji, leczonych psychiatrycznie w
                  > trakcie trwania choroby itd.). Na pewno nie jest dla uczniów, którzy mają
                  > problemy w nauce.


                  Własne doświadczenie pedagogiczne mówi mi, że się mylisz.
                  • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:38
                    Mi inaczej więc mówi doświadczenie i znajomość prawa oświatowego oraz jego
                    interpretacja przez kuratora oświaty.
                    • falka32 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 21:59
                      O ile wiem, nauczanie indywidualne - przynajmniej w praktyce - stosuje się też w
                      przypadku dzieci z zaburzeniami zachowania i trudnościami w adaptacji
                      społecznej, np. ADHD, ZA. Nie są to ani wypadki losowe, ani trudności w nauce,
                      tylko trudności z nauką i zachowaniem w środowisku szkolnym.
              • marychna31 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:54
                > Pozwolić, żeby mogło się rozwijać. Nauczanie indywidualne kojarzy się rodzicom
                > z
                > czymś strasznym, a w rzeczywistości jest szansą dla dziecka, które w grupie
                > rówieśniczej nie radzi sobie z nauką.
                Z pewnością tobie byłoby łatwiej prowadzić zajęcia ale dziecku odebrałoby szansę
                na socjalizację. Całe życie będzie mu upływało wśród ludzi i właśnie teraz jest
                pora żeby się nauczył wśród ludzi przebywa-bawić się z nimi, pracować, uczyć.

                W trakcie zajęć indywidualnych tego się nie nauczy a ta wiedza przyda mi się w
                życiu daleko bardziej niż następstwo czasów w języku angielskim.

                Istnieją specjalne techniki pedagogiczne postępowania z uczniami z takimi
                dysfunkcjami i szkoła powinna je dziecko zaoferować zamiast proponować izolację
                pogłębiająca tylko problemy dziecka.
              • falka32 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 23:08
                > Pozwolić, żeby mogło się rozwijać. Nauczanie indywidualne kojarzy się rodzicom
                > z
                > czymś strasznym, a w rzeczywistości jest szansą dla dziecka, które w grupie
                > rówieśniczej nie radzi sobie z nauką.
                > Tak, mama może mi powiedzieć, żebym pilnowała swoich spraw, ale chcę właśnie o
                > tym z nią porozmawiać, przekonać, że niesie to ze sobą tylko plusy dla jej dzie
                > cka.

                Moja droga Madeleine. Zastanawiałam się, co mi nie leży w twojej historii i
                czemu jestem po stronie matki. I teraz już wiem.

                Teraz piszesz, że chciałaś wezwać matkę, żeby omówić z nią kwestię nauczania
                indywidualnego, pomocy dziecku.

                Problem w tym, że wzywałaś ją nie dlatego, że dziecko nie odrobiło lekcji albo
                nie zrozumiało czegoś, albo że jest zagrożone z twojego przedmiotu - tylko
                dlatego, że nazwało cię głupią babą. I to o tym chciałaś z nią porozmawiać, tak
                samo, jak wcześniej bombardowałaś ją uwagami o każdym niewłaściwym zachowaniu
                dziecka.

                I oczekiwałaś od matki dokładnie tego, że "coś z tym zrobi".
                Na przykład "zwróci uwagę".

                Nie zasłaniaj się teraz tym, że chodziło ci o namówienie jej na nauczanie
                indywidualne ze względu na jego problemy z nauką. Bo nie problem z nauką był
                powodem twojego złapania za telefon i wzywania matki do szkoły.

                Matka zrobiła to, co powinna zrobić. Powiedziała ci, ze syn przeprosi, poniesie
                konsekwencje, bo odezwał się niegrzecznie. Ale że jego nerwowe zachowanie jest
                uzasadnione nie złym wychowaniem, tylko jego specyficznymi problemami, o czym
                obie wiecie, więc wzywanie jej w sprawie każdego pierdnięcia dziecka jest
                marnowaniem jej czasu.

                Zaproponujcie wraz ze szkołą tej matce i dziecku jakieś formy zajęć, ćwiczeń,
                które pomogłyby dziecku rozwijać kompetencje społeczne. Zdiagnozujcie z
                psychologiem szkolnym, co się dzieje na lekcjach, co pobudza dziecko do takiego
                zachowania. To jest konkret. A nie, że dziecko się niegrzecznie odezwało, to
                matka musi PRZYJŚĆ OSOBIŚCIE, wysłuchać, że powinna COŚ ZROBIĆ.


        • asia_i_p Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 07:51
          Przyjść i pogadać w trójkę - nauczycielka, matka i dziecko. Bez naskakiwania na
          dziecko, najpierw spytać jak ono się czuło w takiej sytuacji, dać mu się
          wygadać, potem zwięźle przedstawić uczucia nauczycielki, sformułować konkretną
          prośbę. Matka jest potrzebna w tej sytuacji po to, żeby być świadkiem rozmowy a
          potem umowy między nauczycielem a uczniem.

          Jasne, że nie dziecka wina i można być tolerancyjnym, ale uczniowie szybko
          zauważą, że to, co wolno jednemu, jest surowo piętnowane u innych i będą mieli o
          to żal. A całej klasie raczej nie pozwolimy mówić do siebie "głupia babo".

          Dziecko upośledzone w stopniu lekkim może funkcjonować absolutnie normalnie,
          więc nie ma co mu na wszystko pozwalać i zasłaniać się papierkiem. Dla jego
          dobra, bo jeśli będzie "specjalnie" traktowane, będzie prześladowane przez kolegów.

          Madeleine, spróbuj przeprowadzić sama taką rozmowę z uczniem (z matką na świadka
          byłoby lepiej, bo uniknęłabyś zarzutu, że prześladujesz dziecko). Ja co prawda
          pracuję w liceum, ale wydaje mi się, że z młodszymi też można. Miałam w zeszłym
          roku takiego ucznia, który regularnie rozwalał mi lekcje. Kulminacja nastąpiła,
          kiedy po moim którymś upomnieniu wściekł się i wyszedł. Przeszłam przez pełną
          procedurę, przyszła matka i siedliśmy w trójkę. Zaczęłam od wysłuchania ucznia
          (musiałam delikatnie uciszać matkę, która przede wszystkim próbowała mu palnąć
          kazanie) i okazało się, że miałam całkowicie fałszywy obraz sytuacji. Wyjście z
          klasy nie było demonstracją w moim kierunku. Kiedy go uciszałam, ktoś z klasy,
          też zmęczony moim zachowaniem, powiedział "'zamknij się". Wcześniej rodzice
          skarżyli się w dyrekcji na jego zachowanie - człowiek poczuł się zdradzony przez
          klasę. Spytałam go, czy chce sam pogadać, czy mam za niego, wybrał to drugie,
          zaakceptował moją propozycję, jak to powiem. Potem opowiedziałam, jak na mnie
          działa jego zachowanie na lekcjach i spotkałam się ze zrozumieniem. Od tego
          momentu w zasadzie było tylko lepiej, na poprzedni semestr z dziką satysfakcją
          wystawiłam mu wzorowe z zachowania.

          Ważne jest, żeby dać się dziecku wypowiedzieć jako pierwszemu, bo po pierwsze
          może się okazać, że problem tkwi w czym innym niż myślisz, po drugie jak już
          dziecko wyrzuci z siebie emocje, wtedy jest w stanie cię słuchać.
    • kali_pso Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:28

      O niepełnosprawności to on powinien mieć orzeczenie, a nie opinięwinkp
      Opinia psychologa nie jest niczym miarodajnym.
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:36
        > Opinia psychologa nie jest niczym miarodajnym.
        Mogłabyś rozwinąć myśl?
        • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 00:17
          Orzeczenie wymaga dokladniejszych badań, o ile wiem co najmniej dwukrotnych,
          wystawiane jest przez komisje, a niejedną/dwie osoby, jak opinia.
          To powazna sprawa stwierdzic, że ktos jest uposledzony - moze zadecydowac o
          calym zyciu. Nie wolno sie pomylic.
          Sama znam dwoch chlopcow, ktorzy trafili do szkoły dla uposledzonych, a z czasem
          okazalo sie, ze mają bardzo powazny niedosłuch i praktycznie czytają z ust
          (nauczyli sie sami).
          Tak tak - tu i teraz, w duzym miescie uniwersyteckim.
    • a1ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 21:34
      > że ona nie widzi powodu, żeby się ze mną spotykać i jak chcę, to mogę sobie pa
      > nią dyrektor nawet zawiadamiać. Dziecko ma opinię z poradni i miało prawo się z
      > denerwować na moje ciągłe nagabywanie. Owszem, użyte słowa były niefortunne i z
      > a to syn przeprosi
      .

      No i chyba o to Ci chodziło, tak?
      To o co chodzi?
      • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:19
        O to akurat najmniej.
    • e.mama.s Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:06
      "..co mam dalej robić?"
      Dziecko choć trochę upośledzone jest sfrustrowane bo nie jest w
      stanie doskoczyć do najsłabszych w klasie. Nic nie rozumie co dzieje
      się w klasie, bardzo dlugo się uczy. Takiemu dziecku daje się
      banalne polecenia i bardzo chwali, stwiając oceny takie jak innym(wy
      macie chyba w 1-3 "wspaniale". Odnośnie odzywki -matka wie, pedagog
      wie, zostaw to. Uczeń przeprosi, niech wie, że żle zrobił.Matka w
      sumie jest w porządku, że zbadał syna i was poinformowała o
      wynikach.
    • maurra Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:49
      cudne
      może pomysł taki, żeby zwołać międzynarodową konferencję z udziałem światowej klasy specjalistów pedagogiki, którzy pochylą się nad dzieckiem używającym względem osób trzecich zwrotów "zamknij się głupia babo". I tylko Broń boże zawracać dooopę mamuśce, w końcu po to oddała dziecko do szkoły, żeby się jego zachowaniem i rozwojem nie martwić. Albo co gorsza ze szkołą współpracować, już i tak wam zrobiła łaskę że własne dziecko zechciało jej się przebadać.




    • agapw Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 22:54
      Ciekawe co szanowne e-mamy poradziłyby gdyby madeleine.b była mamą i
      pisała:… w klasie mojej córki jest uczeń który jest nadpobudliwy
      ….swym zachowaniem przeszkadza innym ….. a dzisiaj moją córkę nazwał
      głupią babą. O sprawie poinformowany jest wychowawca (który nie
      reaguje na tą sytuację – bo chłopiec ma orzeczenie o
      niepełnosprawności i wymagania ograniczone do minimum) oraz mama
      chłopca która nie wyraża zgody na nauczanie indywidualne. Co jako
      rodzice możemy zrobić w tej sytuacji?... Obawiam się że zaraz
      posypałyby się ciekawe propozycje jak usunąć chłopca z klasy.
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:46
        Ale przecież to dziecko po prostu się nudzi na lekcji,
        dlatego przeszkadza. Nic autorka wątku nie pisała o tym, żeby
        zagrażał bezpieczeńswu dzieci - szeroko pojętemu.

        Dziwię się, że nie zostały podjęte najprostsze działania -
        przez nauczycielkę - autorkę wątku. Zamiast za każdym razem, gdy
        dziecko jest niegrzeczne dzwonić do mamy i ją o tym informować
        niemal on-line, to lepiej po prostu - rozmawiać z dzieckiem.
        W momencie, gdy dziecko jest w szkole, z problemami wychowawczymi
        jakie sprawia muszą sobie radzić nauczyciele.
        Reszta wychowania
        oczywiście w domu, ale to inna bajka. Moim zdaniem autorko -
        powinnas była po lekcji zatrzymac dziecko w klasie i z nim pogadać -
        językiem adekwatnym do jego mozliwości intelektualnych.

        Przeproszenie jest najmniej ważne i tego typu słowa mogą być puste i
        nic nie wnosić. Chodzi o wytłumaczenie - co mi się nie podobało w
        zachowaniu dziecka, że jest mi przykro (lub powiedzenie o innych
        uczuciach, które słowa chłopca we mnie wzbudziły). A następnym
        razem - zapobieganie takim sytuacjom poprzez zajęcie dziecka podczas
        lekcji działaniami, jakie opisywałam już w innym poście tego tematu.
    • solaris31 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 23:16
      ja widzę problem w natsępujący sposób. dziecko ma problem - szkoła
      i nauczyciel chce pomóc - ale nie wie jak. bo do pomocy jest
      NIEZBĘDNA współpraca matki.

      skoro matka nie współpracuje, to o pomoc będzie bardzo ciężko.
      wychowawca i nauczyciel zaprosili matkę do szkoły nie po to, żeby
      dziecko przepraszało na kolanach za swoje słowa i przyniosło kosz
      kwiatów, ale żeby jakoś rozwiązać problem. sama szkoła nic nie
      może, niestety. to do rodzica należy ruch.
      • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 23:29
        solaris31 napisała:

        > ja widzę problem w natsępujący sposób. dziecko ma problem -
        szkoła
        > i nauczyciel chce pomóc - ale nie wie jak. bo do pomocy jest
        > NIEZBĘDNA współpraca matki.

        Współpraca, a nie wyłączna praca. Współpraca matki nie polega na tym
        ze szkoła ją woła i mówi "zrób coś" a ona wykonuje kilka sztuczek i
        problem znika. Od tego jest siła (pseudo)fachowa jaką jest pedagog,
        żeby zaproponować oparty na diagnozie sytuacji sposób działania. Dla
        ułatwienia dodam że jedyny możliwy sposób działania to nie jest
        indywidualne nauczanie.
        • anulla1 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 11.03.10, 23:46
          Ja jako nauczyciel klasy 1-3 , powiem tak- wezwałabym bezwzglednie
          matkę, aby jej opowiedzieć jakie kroki zamierzam podjąć aby pomóc
          dziecku. Należy wytłumaczyć matce jak ma pracować z dzieckiem w domu,
          jak pomagać, jak ukierunkowane bedą twoje działania, jak dostosujesz
          program do jego możliwości ( minimum programowe)- to jest nasz
          obowiązek. Rozumiem twoje wzburzenie, ale tej matki mi żal, chociaż
          powinna zacząć od przprosin
          • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:21
            anulla1 napisała:

            > Ja jako nauczyciel klasy 1-3 , powiem tak- wezwałabym bezwzglednie
            > matkę, aby jej opowiedzieć jakie kroki zamierzam podjąć aby pomóc
            > dziecku. Należy wytłumaczyć matce jak ma pracować z dzieckiem w
            > domu, jak pomagać, jak ukierunkowane bedą twoje działania

            A może jednak poprosiłabyś o spotkanie i wspólnie ustaliłybyście
            kroki, które podejmiecie, żeby pomóc dziecku?

            > Rozumiem twoje wzburzenie, ale tej matki mi żal, chociaż
            > powinna zacząć od przprosin

            Za co matka ma przepraszać? Przeprosić powinno dziecko.
        • solaris31 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:30
          > Współpraca, a nie wyłączna praca.

          oczywiście - współpraca - dlatego to podkreśliłam. zarówno sama
          szkoła jak i sama matka z kłopotem sobie nie poradzą. to jest dla
          mnie jasne jak słońce.

          ja ogólnie jestem przeciw nauczaniu indywidualnemu - wiadomo, są
          przypadki, że tak być musi - wypadek, trwałe unieruchomienie dziecka
          itd. ale miałam kilkoro dzieci z przyznanym nauczaniem
          indywidualnym, gdzie rodzice wymawiali się na przykład
          delikatnością dziecka i neprzystosowaniem do grupy. i to jest
          niestety złe dla dziecka, bo od początku tworzy mu się parasol
          ochronny na wyrost. a w dorosłym i prawdziwym zyciu nikt parasola
          roztaczał nie będzie. ale matki zwykle wiedzą lepiej i nie chcą
          słuchać sad
          • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:36
            solaris31 napisała:

            > > Współpraca, a nie wyłączna praca.
            >
            > oczywiście - współpraca - dlatego to podkreśliłam. zarówno sama
            > szkoła jak i sama matka z kłopotem sobie nie poradzą. to jest dla
            > mnie jasne jak słońce.

            I jasne jak słońce jest także to że inicjatywa co do sposobów
            rozwiązania problemu wychodzi od profesjonalistów. Po to skończyli
            odpowiednie studia oraz zostali zatrudnieni w tym a nie innym
            miejscu. Mówię o pedagogu szkolnym. Czyli nie zapraszamy rodzica na
            spotkanie w celu skłonienia go do współpracy jeśli nie mamy
            opracowanej metody pedagogicznej dla dziecka, przy której wymagana
            jest współpraca rodzica. Ewentualnie jeśli nie mamy pomysły na
            metodę pedagogiczną możemy umówić się z rodzicem na wywiad. Na
            wywiad, który nam pomoże wypracować metodę pedagogiczną, a nie na
            tłumaczenie że ma "coś zrobić z dzieckiem bo jest nieposłuszne i
            wyraziło się niegrzecznie".
          • falka32 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 22:05
            ale miałam kilkoro dzieci z przyznanym nauczaniem
            > indywidualnym, gdzie rodzice wymawiali się na przykład
            > delikatnością dziecka i neprzystosowaniem do grupy. i to jest
            > niestety złe dla dziecka, bo od początku tworzy mu się parasol
            > ochronny na wyrost.

            Chcesz powiedzieć, że ot tak, rodzice przyszli i powiedzieli "dziecko jest
            delikatne, proszę o nauczanie indywidualne" i dostali?
            Czy może mieli jako wymówkę jakąś głupawą diagnozę o zaburzeniach sensorycznych
            albo ZA?
      • nangaparbat3 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 00:24
        solaris31 napisała:

        > ja widzę problem w natsępujący sposób. dziecko ma problem - szkoła
        > i nauczyciel chce pomóc - ale nie wie jak. bo do pomocy jest
        > NIEZBĘDNA współpraca matki.
        >
        A w jaki sposób matka ma wspolpracowac? To znaczy czego konkretnie szkola
        oczekuje/moze oczekiwac?

        Znakomita wiekszosc dzieci sprawiajacych w szokle problemy to te, ktore
        potrzebuja wiekszej niż przeciętne dziecko uwagi.

        Wiem, ze dzieci z ADHD mogą miec dodatkowego nauczyciela, ktory towarzyszy im i
        wspiera je podczas lekcji. Z tego co mi mowiono, efekty sa rewelacyjne - moze w
        tym wypadku tez mozna by takiego nauczyciela zatrudnic?
        • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 07:26
          No właśnie-takie dzieci wymagają większej uwagi. Ale jak to zrobić na lekcji,
          gdy należy zająć się innymi uczniami i nie mieć przy tym poczucia, że reszta
          klasy na tym traci (bo traci)? Może rozwiązaniem byłoby rozważenie zatrudnienia
          nauczyciela o specjalnym przygotowaniu pedagogicznym (kiedyś mówiło
          się-nauczyciel wspomagający). Trudna sprawa, bo na to potrzebne są pieniądze,
          więc łatwiej powiedzieć, że wykształcony pedagog powinien poradzić sobie sam i
          bardzo wygodnie w to uwierzyć (oczywiście o ile nie jest się nauczycielem). Będę
          niepoprawna politycznie, ale zanim poślę moje dziecko do szkoły, bardzo
          dokładnie sprawdzę, czy przypadkiem nie trafi do klasy z takim sprawiającym
          trudności uczniem, bo zależy mi przede wszystkim na poziomie nauczania.
          • kkokos Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:07
            zanim poślę moje dziecko do szkoły, bardzo
            > dokładnie sprawdzę, czy przypadkiem nie trafi do klasy z takim sprawiającym
            > trudności uczniem, bo zależy mi przede wszystkim na poziomie nauczania.

            a jak to zrobisz? serio pytam. bardzo jestem ciekawa
            • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:15
              Dyrektor musi mieć zatwierdzony arkusz na przyszły rok jeszcze w poprzedzającym
              roku szkolnym-na tej podstawie jest w stanie przewidzieć, ile będzie klas i może
              dokładnie zaplanować, czy będzie to klasa integracyjna, czy też zwykła.
              Wystarczy po prostu poprosić o udostępnienie takiej informacji. A jeśli nawet
              okazałoby się we wrześniu, że nastąpiłyby jakieś dziwne zmiany ( w Polsce
              wszystko jest możliwe), poprosiłabym o przeniesienie córki do innej klasy. Nie
              sądzę, żeby się nie zgodził, skoro teraz każde dziecko jest na wagę złota i
              czasami jedna osoba w jedną stronę lub drugą decyduje o tym, czy klasa będzie
              istniała, czy też nie (nie może być w klasie mniejsza ilość dzieci niż minimum
              ustalone w prawie oświatowym).
              • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:25
                I uważasz, że w momencie zapisu będziesz w stanie przewidzieć, jak dzieci, które
                do szkoły jeszcze nie chodziły, będą się w niej zachowywać. Rozumiem, że wróżką
                jesteś?
                Moje dziecko w przedszkolu pracowało rewelacyjnie, na zajęciach byłą aktywne i
                posłuszne. W szkole ma różne problemy ze skupieniem i ze 100% grzecznością, ale
                to wypadkowa jego rozwoju (jest starszy, zmienia się) oraz tego, w jakiej grupie
                jest (grupa przedszkolna była bardzo zgrana, klasa średnio, żeby nie powiedzieć
                - w ogóle) i nauczycielki (w przedszkolu - pełna dyscyplina, w szkole sporo
                gorzej). I owszem, wymaga nieco indywidualnego podejścia. I ma prawo takie dostać.
                • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 10:01
                  To chyba oczywiste, że pewnych spraw przewidzieć nie jestem w stanie. Ale jeżeli
                  jestem w stanie sprawdzić, ilu uczniów będzie w klasie funkcjonować z różnego
                  rodzaju orzeczeniami, opiniami z Przychodni Pedagogiczno-Psychologicznej, ze
                  zdefiniowanymi dysfunkcjami, to mam szansę przedsięwziąć jakieś środki zaradcze
                  i zminimalizować ryzyko, że moje dziecko trafi do niewydolnej pod względem
                  osiągnięć edukacyjnych klasy. Nie mam nic przeciwko funkcjonowaniu mojej córki z
                  takimi dziećmi, ale tylko pod warunkiem, że będzie na nich skupiać uwagę na
                  lekcji nauczyciel wspomagający, a nie nauczyciel prowadzący, bo nie wierzę w
                  efektywność nauczania w takich warunkach.
                  • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 10:12
                    Tłumaczę Ci, że pewne dysfunkcje mogą wyjść dopiero w trakcie szkoły, w nowym
                    środowisku. Nie przewidzisz tego przed rozpoczęciem szkoły. Inna sprawa - skąd
                    będziesz wiedziała, czy jest ktoś z orzeczeniami?
                    • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 10:58
                      Więc chyba jasno napisałam, że pewnych spraw nie jestem w stanie przewidzieć.
                      Trudno, martwiłabym się danym problemem, gdyby zaistniał. Wszystko zależałoby od
                      tego, czy dziecko, które ujawniło swoje dysfunkcje w trakcie nauki, uniemożliwia
                      normalne funkcjonowaniu mojemu dziecku. Nie ma sensu chyba teraz rozważać, co
                      bym zrobiła-jest wiele opcji, ale na pewno nie zostawiłabym tak tego. A jeżeli
                      chodzi o orzeczenia, to dyrektor nie miałby podstaw tworzyć klasy integracyjnej
                      bez wiedzy, że dani uczniowie takie orzeczenia posiadają. Rodzice muszą być
                      poinformowani i zapytani o zgodę, czy ich dziecko może uczęszczać do takiej
                      klasy, to nie są informacje niejawne. Orzeczenia posiada w szkole pedagog i
                      wychowawca klasy.
                      • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:02
                        Czyli jedyne, czego możesz się dowiedzieć, to to, czy klasa jest integracyjna,
                        czy nie. Tego, jakie dysfunkcje mają dzieci, już się dowiedzieć nie powinnaś.
                        • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:20
                          Inaczej-mam prawo poznać rodzaj dysfunkcji, bo o ile nie stanowi dla mnie
                          problemu, że jakieś dziecko ma dysleksję, dysgrafię, czy autyzm, ale już nad
                          ADHD, FAS-em mocno bym się zastanowiła. Ale oczywiście nazwiska dziecka poznać
                          nie muszę i nie powinnam.
                          • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:27
                            To po cholerę zapisywać dziecko do klasy integracyjnej, skoro tylko część
                            dysfunkcji Ci 'odpowiada'? Nie rozumiem, szczerze mówiąc.
                            Inna sprawa, że w klasie nieintegracyjnej jak najbardziej mogą być dzieci z
                            mniejszymi czy większymi dysfunkcjami i o tym się nie musisz dowiedzieć.
                            • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 17:10
                              Wiesz co, mam wrażenie, że rozmowa schodzi na boczne tory i nie będę wyjaśniać,
                              dlaczego "po cholerę" to czy tamto. Patrzymy na tę sprawę z dwóch
                              perspektyw-Twoje dziecko ma prawo do indywidualnego podejścia, a moje ma prawo
                              do spokojnej i efektywnej nauki i za trzy lata, gdy stanę przed decyzją, jaką
                              dla niego szkołę wybrać, zrobię wszystko, żeby mu to prawo zagwarantować. Tak
                              naprawdę system nie spełnia oczekiwań ani Twoich, ani moich, a skutkiem tego
                              jest to, że rodzice "żrą się" między sobą.
                              • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:05
                                Nie, nie schodzi. Po prostu nie rozumiem idei zapisywania do klasy
                                integracyjnej, skoro generalnie za integracją nie jesteś.
                                I nie, nie patrzymy na sprawę z dwóch stron, bo moje dziecko nie jest dzieckiem
                                zakłócającym spokojną i efektywną naukę. Jest dzieckiem, które potrzebuje 'kopa
                                w dupę', żeby samo efektywnie pracowało cały czas.
                                • kkokos Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:39
                                  qonewo, erin jest bardzo uprzejma.

                                  czytam twoje wypowiedzi z przerażeniem. metoda "pójdę do dyrektora, zażądam
                                  informacji, jakie dysfunkcje będą w tej klasie, a jak mi się dysfunkcje nie
                                  spodobają albo informacji nie dostanę, to przeniosę dziecko lub zaszantażuję
                                  dyrekcję zabraniem dziecka" to jakieś przedziwne połączenie zachowania wrednej
                                  suczy z ormowcem. to nie ma nic wspólnego z dbaniem o dobro własnego dziecka,
                                  którym to dobrem dziecka wycierasz sobie twarz, to raczej potrzeba kontroli i
                                  decydowania.
                                  twój tok rozumowania jest po prostu OBRZYDLIWY.
                                  • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:37
                                    Najważniejsze kkokos, że czytając wypowiedzi potwora utwierdziłaś się w swojej
                                    szlachetności. Ale masz rację, lubię mieć kontrolę nad tym, co dzieje się z moim
                                    dzieckiem, zwłaszcza wtedy, gdy powierzam je w ręce obcych ludzi. Jestem w
                                    stanie ustosunkować się do każdego argumentu, ale jeśli rozmowa przebiega na
                                    pewnym poziomie, a konwencja, którą Ty proponujesz, po prostu mi nie odpowiada.
                                • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:20
                                  Ale ja w sumie jestem za ideą integracji, ale mądrej, przemyślanej, która nie
                                  jest podyktowana przesłankami oszczędnościowymi (na zasadzie-wrzucamy do klasy
                                  jak największą ilość dzieci z dysfunkcjami, nie przyznajemy nauczyciela
                                  wspomagającego i teraz wykwalifikowany nauczycielu prowadzący, radź sobie sam,
                                  zindywidualizuj podejście do każdego dziecka i przy okazji zrealizuj program).
                                  Realia polskiej szkoły dość dobrze znam od podszewki-czy zdajesz sobie sprawę,
                                  że uczniowie, którzy podczas roku szkolnego nie przyswoili minimum programowego
                                  i tak przepuszczani są do następnej klasy, bo zostawienie ich skutkowałoby
                                  zlikwidowaniem klasy, z której się wywodzą i połączeniem jej z inną? Oczywiście,
                                  wszystko to w imię dobra dziecka, a tak naprawdę chodzi o to, żeby jakiś
                                  nauczyciel nie stracił pracy. I nikt nie interesuje się tym, że takie dziecko z
                                  zaległościami na pewno nie poradzi sobie w klasie wyższej, a więc frustracja na
                                  lekcji będzie powodować nawarstwienie zachowań negatywnych. Inna sytuacja, którą
                                  znam-dziecko z upośledzeniem w stopniu umiarkowanym uczęszcza do klasy 3
                                  integracyjnej. Dziecko nie może zapamiętać dwóch literek i ciągłych powtórek
                                  wymaga nauka dwóch kolorów. Rodzice nie zgadzają się na przeniesienie do szkoły
                                  specjalnej, gdzie nauczyłoby się po prostu radzić sobie w rzeczywistości. Czy
                                  potrafisz mi wyjaśnić, jaki tego sens? Co to dziecko wyniesie, nawet jeśli w
                                  końcu nauczy się tych dwóch literek? Bo ja uważam, że robi mu się krzywdę, ale
                                  oczywiście jest "na stanie" i biznes się kręci, ktoś ma pracę. Naprawdę
                                  twierdzę, że o ile dzieci z upośledzeniem w stopniu lekkim radzą sobie w szkole
                                  masowej przy pomocy nauczyciela wspomagającego, to już te z upośledzenie w
                                  stopniu umiarkowanym i ciężkim nie. Poza tym bardzo ochoczo wrzuca się do
                                  jednego worka dzieci z rzeczywistymi dysfunkcjami z tymi, które po prostu
                                  pochodzą z rodzin patologicznych i wynoszą takie a nie inne wzorce z domu. Nie
                                  twierdzę, że to ich wina, ale wolałabym, żeby moje dziecko nie miało kontaktu z
                                  aktami agresji z ich strony. I to wcale nie jest nadmiernie rozłożony parasol
                                  ochronny, ale moje święte prawo, żeby nie mieć styczności z takimi zachowaniami,
                                  bo nie rozumiem idei, którą niektórzy próbują forsować, że dziecko
                                  niestwarzające problemów ma znosić wszystko. Więc precyzując, nie zgadzam się na
                                  integrację z udziałem dzieci agresywnych, mogących zrobić krzywdę mojemu oraz
                                  integrację bez nauczyciela wspomagającego.
                                  • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:31
                                    qonewa napisała:

                                    > nie przyznajemy nauczyciela wspomagającego

                                    Nie ma takiej opcji, żeby w klasie integracyjnej nie było nauczyciela
                                    wspomagającego.

                                    > czy zdajesz sobie sprawę, że uczniowie, którzy podczas roku
                                    > szkolnego nie przyswoili minimum programowego i tak przepuszczani > są do
                                    następnej klasy, bo zostawienie ich skutkowałoby
                                    > zlikwidowaniem klasy

                                    To iluż takich uczniów musiałoby być w każdej klasie, skoro generalnie klasy są
                                    przeładowane? Średnia ilość dzieci w klasach to jakieś 25-28, minimum dla
                                    funkcjonowania klasy - 18. Nie sądzę, żeby przepuszczano na siłę dzieci, które
                                    do kolejnej klasy iść nie powinny.

                                    Sama piszesz, że ADHD odrzucasz. A ona często wiąże się z przemocą.
                                    Niekonsekwencję widać.
                                    • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:46
                                      Tak, ale klasy integracyjne są mniej liczne, na pewno nie dobijają nawet do 20
                                      uczniów, więc zakładając, że takowa liczy np. 16 dzieci, po jej likwidacji
                                      tworzy się jedną klasę np. 31-osobową. Dlatego dyrektorzy chętnie takie tworzą
                                      (chodzi mi o integracyjne), bo mogą zapewnić ich więcej w poziomie, a tym samym
                                      więcej nauczycieli ma pracę. Jeszcze jedna sprawa-taka klasa musi mieć ustalone
                                      minimum uczniów z dysfunkcjami(bodajże dwoje) i jeżeli jednego dziecka
                                      zabraknie, wówczas również grozi klasie rozwiązanie.
                                      Jeśli chodzi o przepuszczanie uczniów to masz prawo nie wierzyć w to, co
                                      napisałam, a ja to po prostu wiem. No i ADHD-odrzucam, jeśli brakuje
                                      nauczyciela wspomagającego, a dziecko robi na lekcji i mówi na lekcji, co chce,
                                      czyli jeśli poziom agresji, który serwowany jest mojemu dziecku, stanowczo
                                      przekracza mój poziom tolerancji.
                                      • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:02
                                        To już lepiej jednak do klasy integracyjnej zapisać, nawet jeśli jest tam
                                        dziecko z ADHD (które w ogóle nie musi być agresywne). Tam na pewno
                                        będzie nauczyciel wspomagający. Rezygnując z takiej klasy ryzykujesz natknięcie
                                        się na dziecko z ADHD (zdiagnozowanym, bądź nie, albo dziecko pobudliwe, ale nie
                                        nad), a klasa będzie liczna i nauczyciel jeden.
                                        • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 15:33
                                          Zgadzam się, tylko nie jestem pewna, czy takiej klasie zawsze jest przypisany
                                          taki nauczyciel wspomagający z urzędu. Oby tak było.
                                          • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 16:32
                                            Jeśli to jest klasa integracyjna, to jest.
              • morekac Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 12:07
                Nie
                > sądzę, żeby się nie zgodził, skoro teraz każde dziecko jest na
                wagę złota i
                > czasami jedna osoba w jedną stronę lub drugą decyduje o tym, czy
                klasa będzie
                > istniała, czy też nie (nie może być w klasie mniejsza ilość dzieci
                niż minimum
                > ustalone w prawie oświatowym).
                Ciekawe, gdzie widziałaś te klasy z minimalną ilościa uczniów...
                Chyba w szkołach w małych miejscowościach, gdzie i tak jest
                maksymalnie jedna klasa w roczniku...
                • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 12:10
                  Moje dziecko jest w klasie 19osobowej. W Warszawie.
                  • morekac Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:31
                    Teoretycznie w nauczaniu początkowym liczebnośc klasy nie powinna
                    przekraczać 26. Niemniej 7% uczniów podstawówek uczy się w klasach,
                    w których jest powyżej 30 uczniów, w gimnazjach to 17%.
                    Moje młodsze dziecko jest w klasie 23 osobowej. W Warszawie. Ale i
                    tak uczniów w szkole jest ciut za dużo w stosunku do wielkości
                    szkoły - nie wiem, czy nie ucieszyliby się szczerze, mogąc
                    zlikwidować jedną klasę i zwiekszyć liczebnośc w pozostałych,
                    powołaując się przy tym na przepsiy wink.
                    Klasy 19-osobowe - jak sądzę - istnieją głównie na Żoliborzu (zdaje
                    się, że tylko tam bywa niedobór uczniów w stosunku do ilości
                    miejsc). Na Białołęce raczej trudno byłoby takie znaleźć... A zaraz
                    do szkół dotrą 6-latki i nadmiar dzieci z ostatnich grup
                    przedszkolnych, i wyż demograficzny ostatnich lat.
                    Także nie przesadzajcie z tym optymizmem, że kazdy uczeń jest na
                    wagę złota i dyrekcja musi się zgodzić na przeniesienie do innej
                    klasy i jeszcze powinien was za to po rękach całować. Nie muszą.
                    Mogą, jak będą mieli możliwości i bedzie im się chciało. Przy czym
                    argument, że jest konieczna minimalna liczba uczniów w klasie - może
                    byc użyty przeciwko przeniesiu ucznia wink.
                    • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:06
                      Przykład klasy mojego dziecka dowodzi, że nie tylko na Żoliborzu smile
                      • przeciwcialo Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:16
                        W Krakowie sa szkoły gdzie klasy licza 15- 18 osób, i sa podstawówki
                        gdzie jest po 33 sztuki w klasie. Wszystko zależy od dzielnicy.
                      • morekac Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 23:11
                        Chociaż tyle dobrze... U mnie w okolicy szkoły są ciut przeładowane
                        (nie w klasach na szczęście) -w każdym razie rodzice to raczej
                        petenci niż istoty, którym dyrekcja winna jest dozgonną wdzięczność
                        za przysłanie swej latorośli do szkoły...
                • qonewa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 17:13
                  Szkoła w Bydgoszczy-dwie, maksymalnie trzy szkoły w poziomie. I wybór
                  taki-utrata 1 ucznia może skutkować tym, że zamiast dwóch klas
                  kilkunastoosobowych, mamy jedną ponad trzydziestoosobową, bo wydział
                  skrupulatnie pilnuje określonego minimum.
        • gemmavera Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:08
          nangaparbat3 napisała:

          > Wiem, ze dzieci z ADHD mogą miec dodatkowego nauczyciela, ktory towarzyszy im
          > i
          > wspiera je podczas lekcji.

          Nie tylko dzieci z ADHD - dzieci z innymi zaburzeniami również. smile

          Moim zdaniem jeżeli upośledzenie rzeczywiście istnieje, zasadne byłoby
          wystawienie chłopcu orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego - wtedy
          poradnia psych.-ped. daje szkole i nauczycielom wskazówki, jak pracować z
          dzieckiem, na co zwrócić uwagę itd. Praca z dzieckiem niepełnosprawnym
          intelektualnie wymaga specjalnego podejścia i wcale nie jest taka łatwa, jak się
          tu niektórym wydaje. Łatwo sobie rzucić "jestes pedagogiem, to sobie radź -
          dostosuj prgram do możliwości dziecka". Teoretyzować jest łatwo, zwłaszcza,
          jeśli się nie jest nauczycielem i nie wie się, jak "problemowe" może być
          niepełnosprawne dziecko.
          Więc to nie jest tak, że każdy nauczyciel musi to potrafić, jeżeli nie skończył
          oligofrenopedagogiki. Dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia ilości dzieci w klasie
          - przy 30 nie ma szans, żeby nauczyciel mógł poświęcić dziecku tyle czasu, ile
          ono rzeczywiście wymaga.

          Być może sensowne byłoby posłanie chłopca do klasy integracyjnej, gdzie oprócz
          wychowawcy jest nauczyciel wspomagający, obecny na lekcjach, pomagający dziecku
          ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

          Innym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie asystenta w ramach specjalistycznych
          usług opiekuńczych (trzeba o to pytać w MOPSie), ale w praktyce różnie z
          dostępnością tych usług bywa, niestety. Szkoła integracyjna jest "pewniejsza".

          Ale wszystko to zależy od matki chłopca. Jeżeli ona prezentuje postawę "syn jest
          taki, a nie inny, ma na to papier, więc mu wolno, odwalcie się", no to
          rzeczywiście, jest problem. Bo orzeczenie czy opinia z poradni powinna być
          początkiem drogi, która ma na celu pomoc dziecku. Ale niektórzy ludzie uważają,
          że papierek zwalnia ich z konieczności starania się i walki o dziecko.
        • solaris31 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:35
          > A w jaki sposób matka ma wspolpracowac? To znaczy czego konkretnie
          szkola
          > oczekuje/moze oczekiwac?

          ja jako nauczyciel i przedstawiciel szkoły chciałabym, żeby rodzice
          intersowali się dziećmi. dziećmi a nie tylko nauką tychże dzieci.
          chicałabym, żeby przychodzili na wywiadówki i wtedy, jeśli coś się
          dzieje. chciałąbym, żeby rodzice rozmawiali próbując rozwiązać
          problem - a nie wymagali tego wyłącznie od szkoły. typowa
          roszczeniówka - ja ci daję dziecko, a ty masz uczyć i mnie więcej
          nic nie obchodzi. a jak sobie nie radzisz, to znaczy, że jesteś
          kiepskim nauczycielem. nic podobnego!

          szkoła i nauczyciel ma POMAGAĆ rodzicowi, a nie załatwiać za niego
          problemy dziecka. wielokrotnie mma wrażenie, że to szkole zalezy
          bardziej na dobru dziecka niż jego rodzicom sad

          widzę w swojej pracy, jak rozwija się dziecko z problemami, które
          rozumieja rodzice i nad którymi pracują z dzieckiem w domu, a jak
          rozwijają się dzieci, których rodzice problemu nie chcą zauważyć i
          nie współpracują ze szkołą. to jest przepaść sad a gdzie dobro
          dziecka?

          szkoła bez rodzica i jego pomocy naprawdę niewiele może.
          • nangaparbat3 to szkoła jest roszczeniowa 12.03.10, 21:21
            Bo WYMAGA od rodziców współpracy, ale nie potrafi, a czesto nawet nie probuje
            ich do tej współpracy przekonac. Powiedzmy sobie szczerze ze traktujemy rodzicow
            naszych uczniow tak jakby sami byli wciąż po trosze uczniami - a czesto i oni,
            biedacy, sami sie tak czują.
            Pamietasz "Wszystko o mojej matce?" Bohaterka uczyła praconikow szpitala, jak
            rozmawiac z najblizszymi osob, ktore mogą zostac dawcami organów. Identycznie
            należaloby szkolic nauczycieli, jak rozmawiac z rodzicami, prowadzic wywiadowki,
            zapraszac (a nie "wzywac") do szkoły etc.
            Bo jestesmy rownie indolentni jak lekarze.
            Oczywiscie wiem, ze istnieja chlubne wyjatki.
    • bea.bea Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:14
      niestety widzę , ze dzieci z problemami rzadko maja pomoc w rodzicach....ci
      zwykle robią zlewke, jak w twoim przypadku, albo jak co niektórzy tu maja
      roszczeniową postawę, czyli nauczyciel uczył sie, wiec powinien wiedzieć co
      zrobić i to jest bardzo smutne, współczuje ci, i strasznie zal mi dziecka, które
      zamiast iść do przodu w swoim tempie teraz nie nadąża a potem będzie się cofać,
      a potem przestanie cokolwiek robić, bo będzie miało o sobie zdanie, ze i tak do
      niczego sie nie nadaje....
      pracuje w szkole integracyjnej i tu dzieci z lekkim uposledzeniem osiagaja
      całkiem niezłe wyniki
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:50
        Twoim zdaniem nic mama nie zrobiła? Bo nie przyszła natychmiast na
        wezwanie, bo dziecko źle się odezwało do pani? Wiem z doświadczenia,
        że przekonanie czasem rodzica do badań w poradni jest niezwykle
        trudne. mama już ten krok zrobiła, więc czas na konkrety ze strony
        szkoły.
        • bea.bea Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 13:55
          a co ma zrobić szkoła??? jeśli matka nie chce się zgodzić na indywidualny tok
          nauczania.Normalna szkoła moze wnioskowac o przeniesienie dziecka do szkoły z
          klasami integracyjnymi, ale na to mama musi sie zgodzić...
          w normalnej szkole dziecko realizuje normalny program,
          w mojej szkole dzieci niepełnosprawne maja nauczyciela wspomagającego który jest
          dla nich w czasie normalnych lekcji, a dzieci maja ten sam program tylko
          okrojony do ich możliwości...
          więc pytam co ma zrobić normalna szkoła.?

          indywidualny tok nauczania nie oznacza nie chodzenia do szkoły, jak to się może
          niektórym wydawać, ale właśnie zgoda rodzica na takowy daje szkole większe
          możliwości w edukacji takiego dziecka
          • bea.bea Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:02
            być moze zaszła tu pomyłka pojęć i nie chodzi o nauczanie indywidualne, ale o
            indywidualny program nauczania...niby to samo ale niekoniecznie
            • bea.bea Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:05
              to przypadkowy przykład:
              www.eduapple.pl/pruszcz_gd/integracja/Polanska2.html
              • bea.bea Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:07
                i jeszcze to

                www.eduapple.pl/pruszcz_gd/integracja/Polanska.html
          • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:07
            bea.bea napisała:

            > a co ma zrobić szkoła??? jeśli matka nie chce się zgodzić na indywidualny tok
            > nauczania.

            Bo temu dziecku nie przysługje indywidualny TOK!!! Bo to nie dziecko zdolne.
            Normalna szkoła moze wnioskowac o przeniesienie dziecka do szkoły z
            > klasami integracyjnymi, ale na to mama musi sie zgodzić...

            Nie, szkoła nie może wnioskować. Może wnioskować sam rodzic, pod warunkiem,
            że za rok w przypadku tego dziecka zostanie wykonane badanie kontrolne, w
            którym ponownie wyjdzie upośledzenie, wtedy poradni może wydać orzeczenie o
            potrzebie kształcenia specjalnego
            , na podstawie którego dziecko może być w
            klasie integracyjnej lub w szkole specjalnej.

            > w normalnej szkole dziecko realizuje normalny program,
            > w mojej szkole dzieci niepełnosprawne maja nauczyciela wspomagającego który jes
            > t
            > dla nich w czasie normalnych lekcji, a dzieci maja ten sam program tylko
            > okrojony do ich możliwości...

            Nauczyciel wspierający przysługuje uczniowi, który posiada orzeczenie, o
            którego warunkach uzyskania pisałam punkt wyżej. A chłopiec - bohater tematu -
            ma opinię.

            > więc pytam co ma zrobić normalna szkoła.?
            Szkoła może obniżyć obecnie wymagania edukacyjne. Szukać nici porozumienia z
            mamą. Radzić sobie z trudnościami wychowawczymi na sposoby, o których kilka razy
            już tu pisałam.

            >
            > indywidualny tok nauczania nie oznacza nie chodzenia do szkoły, jak to się może
            > niektórym wydawać, ale właśnie zgoda rodzica na takowy daje szkole większe
            > możliwości w edukacji takiego dziecka

            Ten chłopiec nie może mieć ani indywidualnego TOKU (bo takowy przysługuje
            tylko uczniom wybitnie zdolnym), ani NAUCZANIA (bo ono przysługuje uczniom
            chorym - i w pierwszej kolejności o konieczności wypowiada się tu lekarz
            specjalista, a potem zespół orzekający działający przy poradni ps.ped.)- bo nie
            ma ku temu podstaw!!!
    • kawka74 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 08:56
      Postępowanie matki jest dość typowe dla rodziców dzieci "problemowych". Rzadko który rodzic od razu godzi się z tym, że dziecko wymaga pomocy, specjalistycznej opieki, bo nie chce być postrzegany jako matka/ojciec tego dziecka, z którym jest coś 'nie tak' i boi się stygmatyzacji.
      Zaciśnij zęby, może się matka ogarnie.
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:12
        Ale przecież matka nie zaprzecza problemowi. Była na badaniach w poradni,
        zgodziła się na udostępnienie ich wyników. To już bardzo dużo. Pewnie coś też
        działa wychowawczo w domu (tego nie wiemy).
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:17
        Ps. Poza tym, dlaczego aż tak generalizujesz. Ok, to jest dziecko "problemowe",
        bo odstaje od przeciętnej. Ale widać, jak polska szkoła nie radzi sobie z taką
        innością. A Ty już dokonałaś stygmatyzacji, o której piszesz. Z dzieckiem
        upośledzonym można całkiem dobrze pracować w klasie masowej, pod warunkiem też
        dobrej woli nauczyciela, jego przygotowania do takiej sytuacji. I współpracy obu
        stron, a nie wzywania matki do szkoły. Nauczyciel ma obowiązek radzić
        sobie w takich sytuacjach - skoro wielokrotne wpisywanie uwag nie skutkuje, może
        warto oderwać się od negatywów i poszukać też pozytywów u dziecka? I nie dziwić
        się, że chłopiec słabo pisze i czyta wiedząc, że jest upośledzony.
        • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:30
          Moim zdaniem zeby dziecko upośledzone dobrze pracowało w klasie
          masowej powinno mieć nauczyciela wspomagającego.
          • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 19:39
            oczywiście. Ale najpierw musi mieć orzeczenie o potrzebie kształcenia
            specjalnego. A żeby takie dostać - w dwóch odległych o minimum rok badaniach
            inteligencji musi wyjść upośledzenie. Wydanie takiego orzeczenia po jednorazowym
            badaniu może być nieprawdziwe i krzywdzące, jeśli nie stygmatyzujące dla dziecka.
    • alabama8 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:20
      Wychodzisz z założenia, że matka ma wszystko w d....e. Zrozum, że
      dla niej to jeszcze większy problem niż dla ciebie, bo ty tam jesteś
      a jej nie ma, nie może dzieciaka złapać za rękę i opierdzielić.
      Sama mam w otoczeniu znajomych z dziećmi sprawiającymi "kłopoty" i
      opowiadają mi jak są bezsilni. W domu jako tako panują nad
      buntownikiem, ale kiedy pójdzie on do szkoły - nie mają wpływu na to
      co się dzieje. Czytają uwagi w dzienniczku, przeprowadzają rozmowy
      dyscyplinujące, karzą, zachęcają i co więcej mogą zrobić? Chodzić z
      dzieciakiem do szkoły?
      A szkoła nie chce współpracować. Znajoma wywalczyła z dyrekcją, aby
      jej syna sadzano w pierwszej ławce, ustalono, że nauczyciele będą
      pilnować żeby zapisał pracę domową i co ... na ustaleniach się
      skończyło. Nauczyciele mają to gdzieś, nikt tych podstaw nie
      pilnuje.
      • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 09:37
        No więc dokładnie tak jest (a raczej bywa) w moim przypadku.
        Jakkolwiek nauczyciele się będą oburzali, to jest ich praca, aby dziecko wyjęło
        książki od razu na początku lekcji i żeby na tej lekcji było zainteresowane tym,
        co się dzieje i pracowało. Ja mogę tłumaczyć, prosić, nagradzać i karać, a
        jednak to, co się ostatecznie wydarzy, nie zależy ode mnie.
        Nie zapomnę, jak kiedyś pani, będąca na zastępstwie w klasie mojego dziecka
        zadzwoniła do mnie w trakcie lekcji i powiedziała 'Młody nie chce napisać
        literki 'f', proszę coś z tym zrobić'. Kwintesencja profesjonalizmu.
        • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 13:28
          Moim zdaniem to jak dziecko będzie pracowało na lekcjach jest
          efektem pracy rodziców i pracy nauczyciela.
          • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:15
            Bardzo się cieszę, że masz swoje zdanie.
            • amona13 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 17:25
              dziecko ma prawo być w klasie i twoim obowiązkiem jest dostosować wymagania do
              jego możliwości - mama powinna wystąpić o orzeczenie do kształcenia specjalnego
              i wtedy można pokusić się o utworzenie klasy integracyjnej lub o rewalidację
              indywidualną ze wskazaniem na dodatkowe lekcje angielskiego ale cudów nie można
              się spodziewać
              niestety prawdą jest ,że nasi nauczyciele przedmiotowi nie mają zielonego
              pojęcia o psychologii i pedagogice
              nie widzę nic złego w zachowaniu matki bo to nauczyciele są fachowcami i to oni
              mają wypracować metody pracy z dzieckiem
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 11:52
        Dokładnie jest tak, jak piszesz. Znam realia szkolne aż nazbyt
        dobrze. Rodzic potrafi zdziałać wiele z dzieckiem w domu, zmienić na
        lepsze podejście wychowawcze. A nauczyciele nie radzą sobie z
        najmneijszymi problemami wychowawczymi i i tak będa psioczyć na
        rodziców.
    • agacz2905 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 12:39
      Skoro mama tego chłopca ZGODZIŁA SIĘ na spotkanie w przyszłym
      tygodniu - to chyba dobrze? Trudno oczekiwać od kobiety, aby stawiła
      się ntychmiast - prawdopodobnie ma jeszcze jakieś obowiązki w życiu
      niezwiązane bezpośrednio z istnieniem jej sprawiającego klopoty
      wych.dziecka.
      Sama jestem mamą podobnego chłopca i mam ogromne zastrzeżenia do
      jego nauczycielki j.niemieckiego (I klasa podstawówki) - mimo
      uzgodnień z wychowawczynią, z moim mężem - pani olewa i nie pilnuje
      pewnych spraw (zaznaczanie prac domowych, czy syn w ogóle wyjął
      książkę i zeszyt, czy oddał test - np. o obowiązku podsiadania przez
      dziecko od września plastikowej teczki, do której mają być wkładane
      wszystkie testy "misia Theo' dowiedzieliśmy się...od wychowawczyni
      klasy na wywiadówce w II poł. listopada), których moim zdaniem
      dopilnować powinna - wszak dzieją się na jej lekcji, ja w tym czasie
      jestem w pracy... Efekt jest taki, że "w ciemno" odrabiam z mlodym
      lub za młodego zadania z niemca "na wszelki wypadek". Dla dziecka
      takiego jak mój syn nauka języka obcego to czysta abstrakcja, choć
      nie jest upośledzony ("zaburzenia rozwoju psychicznego o niejasnej
      etiologii, wtórna reakcja mutyzmu wybiórczego" i inne tego typu
      jakże "precyzyjne" diagnozy). Test na inteligencję organizowałam
      dziecku w prywatnym gabinecie psychologicznym, bo Poradnia "nie
      potrafiła go zbadać - odmawia współpracy. Za to wyłącznie dzięki
      mojej współpracy z psychologiem spoza "Poradni..." dowiedziałam się,
      że moje dziecko ma poziom inteligencji poniżej przeciętnej dla danej
      normy wiekowej, co to jest skala słowna i bezsłowna, że słowna
      znacząco obniżyła wynik testu, itp... To ja "odroczyłam" mojemu
      dziecku wykonywanie obowiązku szkolnego o rok - tj. prawie
      dyktowałam pani pedagog z poradni, co ma napisać w opinii... Bo
      one "same nie wiedzą". Żenada. mam ten niesamowity luksus, że Szymon
      chodzi do tzw.normalnej klasy i ma świetną wychowawczynię. Ona umie
      docenić postępy, jakie młody robi. Dość powiedzieć, że jeszcze do
      niedawna wątpiłam, czy syn nauczy się czytaćsmile Szymek też powiedział
      kiedyś wychowawczyni na lekcji coś w stylu "odczep się ode mnie z
      tym czytaniem, bo mnie denerwujesz", ale żadno z nas, rodziców nie
      było wzywane z tego powodu do szkoły - wystarczył telefon
      informujący o fakcie, bo wychowawczyni "na gorąco" rozwiązała
      problem i dzieciak sam z siebie przeprosił. Moje dziecko cholernie
      łatwo zniechęca się niepowodzeniami - szczególnie widać to przy
      czytaniu, pisaniu i na treningach karate (chodzi cała klasa, a
      Szymek ma problem z koordynacją ruchowa i z powtórzeniem niektórych
      ćwiczeń) - jest bardzo wspierany na treningach przez wychowawczynię
      (ćwiczy z dziećmi, zajęcia prowadzi jej mąż) i trenera. Głównie
      dzięki temu pozytywnemu podejściu i wspieraniu jego mocnych stron -
      syn ma za sobą mały sukces - zdał 1-szy w życiu egzamin na 10.kyu
      (czy jak to się pisze). bez wsparcia w szkole - nawet by do tego
      egz. nie podszedł. W styczniu miałam jedną niemiłą sytuację - pan,
      który przyszedł na godzinę zastępstwa do klasy syna tylko jego
      ukarał za nieodpowiednie zachowanie większości klasy. Szymek bardzo
      to przeżył, a ja tak się wściekłam, że poszłam prosto do dyrekcji
      (moja mama rozmawiała z tym panem bezppośrednio po tej lekcji i jego
      zachowanie wobec moeje mamy też pozostawało wiele do życzenia).
      Wiem, że dopóki starczy mi sił - będę wspierać mojego syna tak czy
      inaczej. Nie szukam do niego "super specjalistów", którzy w prostej
      opinni z poradni nie potrafią prawidłowo sklecić zdania. zawiodłam
      się na poradni i przeszlo mi. W końcu to ja najlepiej znam moje
      dziecko.Szymek jest oprócz tego "naznaczony" przez rówieśników jako
      syn niepełnosprawnej ruchowo matki - ale staram sę, rozmawiam z nim,
      a świata nie zmienię. Wiem, że w szkole radzi sobie najlepiej jak
      umie. Ogólnie do szkoły i nauczycieli mam negatywne nastawienie i
      uważam, że wychowawczyni mojego dziecka jest chlubnym wyjątkiem. Oby
      takich wyjątków było jak najwięcej -życzmy sobie tego wszystkie e-
      mamysmile Pozdr.
      • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:19
        No widzisz, a ja uważam, że niechlubnym wyjątkiem jest raczej pani od niemieckiego.

        > Ogólnie do szkoły i nauczycieli mam negatywne nastawienie

        Stąd biorą się wszelkie konflikty niestety.
        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:20
          madeleine.b napisała:

          > No widzisz, a ja uważam, że niechlubnym wyjątkiem jest raczej pani > od
          niemieckiego.

          Trudno, żebyś uważała inaczej. Ja niestety przychylam się do opinii Agacz i
          uważam, że w tej chwili dobrzy nauczyciele to mniejszość.
          I piszę to w pełni świadomie, dodając, że w mojej rodzinie nauczycieli jak mrówków.
    • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:12
      a mnie się nasuwa pytanie co masz do zaoferowania uczniowi z lekkim
      upośledzeniem umysłowym? Jak teraz dostosujesz nauczanie do chłopca?
      Może szkoła powinna wyjść do matki z problemem, bo kobieta może być
      pogubiona, diagnoza to jedno, a realizacja zaleceń to drugie. Może
      ta kobieta powinna usyszeć co szkoła moze zaoferować dziecku i co
      ona powinna zrobić dla jego lepszego rozwoju?

      Ja teraz jestem w trakcie oswajania się z dyspraksją mojego dziecka,
      jest mi o tyle ciężko, ze nauczyciele nie wiedzą, o czym mówię.
      Stopień dostosowania nauki do mojej córki jest zerowy, brakuje nawet
      zrozumienia, a naprawdę potrzeba niewiele.
      Do tego nie uzyskałyśmy pomocy w poradni pedagogicznej, odesłano nas
      do specjalistycznej, tam usłyszałam, że mają testy do diagnozy
      małych dzieci i nam nie pomogą. Jedyne co mogłam zrobić to wyszukać
      na forach rodziców z podobnym problemem, rozważyć terapię prywatną,
      a nauczycielce zamówić darmową książkę dot problemu dyspraksji.

      Może nieco odbiegłam od tematu, ale jestem rozżalona podejściem
      nauczycieli , a w twoje kompletnie mnie dobiło. Zastanawiasz się czy
      łaskawie pozostać obiektywną, bo dziecko opóźnione, z trudnościami w
      nauce, nazwało cię starą głupią babą. I to zachwiało twoim
      światopoglądem - koszmar.
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 14:47
        Podpisuję się rękami i nogami i czym jeszcze mogę smile

        Poza tym autorko tematu - po pierwsze - obowiązuje Cię, jako
        pracownika oświaty znajomość prawa oświatowego. W tym np. trybu przyznawania
        nauczania indywidualnego.
        Po drugie - pewnie robisz awans oświatowy i masz swojego opiekuna stażu -
        to on powinien Cię poprowadzić, jeśli nie wiesz, jak postępować wobec dziecka,
        które odbiega od przeciętnej. W tym znajomość choćby w minimalnym stopniu
        zagadnień związanych z nauczaniem uczniów i zdolnych i o inteligencji niższej
        niż przeciętna.
        Po trzecie - nie jesteś w szkole sama. Popytałabym innych nauczycieli,
        jak pracują z tym chłopcem, jak dostosowują mu wymagania.
        Po czwarte - możesz z pedagogiem zorganizować spotkanie z mamą w celu
        ustalenia jednego i spójnego systemu oddziaływań. Przy czym pamiętaj - rodzic
        nie musi się zgodzić na wasze propozycje, może mieć inny pogląd - więc staraj
        się też słuchać i pytać rodzica. Wtedy jest szansa na "porozumienie bez przemocy".
        Po piąte - ze szkoleniem w temacie pracy z dzieckiem o mniejszych
        możliwościach pisałam jak najbardziej serio. Warto. Bo takich uczniów przez cały
        okres swojej pracy będziesz mieć jeszcze na pęczki. I gwarantuję Ci, że nie
        jeden zajdzie Ci za skórę bardziej, niż bohater tego tematu.
      • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:37
        freederike napisała:

        > Może nieco odbiegłam od tematu, ale jestem rozżalona podejściem
        > nauczycieli , a w twoje kompletnie mnie dobiło. Zastanawiasz się czy
        > łaskawie pozostać obiektywną, bo dziecko opóźnione, z trudnościami w
        > nauce, nazwało cię starą głupią babą. I to zachwiało twoim
        > światopoglądem - koszmar.


        Zachowanie matki, zupełnie zdrowej.
        • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:47

          A to co? Przykład twojej dojrzałości zawodowej?

          Przeszłam przez piekło diagnozując córkę w kierunku dyspraksji,
          nikomu nie życzę konieczności współpracy z takim ignorantami jakich
          ja spotkałam. Twój post świadczy o tym, że można spotkać jeszcze
          większych... Stąd uczucie przybicia, upadku ideałów i totalnej
          bezsilności po przeczytaniu twojej historii.
          • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:59
            Patrzysz przez pryzmat własnych, nie wątpię, że trudnych doświadczeń i z tej
            pozycji, nie dziwię się, nie rozumiesz o co mi chodziło.
            Dopowiadasz i przypisujesz mi intencje, których nie mam. Poza tym postawa jaką
            prezentujesz jako matka też nie napawa mnie optymizmem, choć pewnie
            ukształtowało ją doświadczenie. Ja wiem tylko, że generalizowanie nigdy nie jest
            dobre.
            • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:59
              Patrzę przez pryzmat własnych doświadczeń, jak każdy. Ty przez
              pryzmat własnych doświadczeń stworzyłaś wątek o swojej bezradności
              zawodowej.
              Jeżeli chodzi o intencje, to wydaje mi się, że bardziej niż porady
              szukasz akceptacji swoich zachowań. Dodam, że dla mnie są to
              zachowania niedopuszczalne, a już na pewno nie na takim etapie
              trudności szkolnych. Tak też ten wątek odczytało sporo osób, więc
              nie jestem osamotniona.

              Co do oceny mojej postawy jako matki - to, że się na nią wysiliłaś
              najdobitniej świadczy o twoich umiejętnościach zawodowych.
        • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:50
          madeleine.b napisała:

          > Zachowanie matki, zupełnie zdrowej.

          A co z zupełnie zdrową nauczycielką, która skarży na dziecko jak 8-
          latka zamiast rozwiązać problem pedagogiczny?
        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:24
          Aż cofnęłam się do pierwszego postu, żeby zobaczyć, co takiego strasznego
          zrobiła matka.
          Ciekawa też jestem jej wersji wydarzeń.
          Biorąc pod uwagę to, co piszesz, nie dziwię się, że nie jesteś dla matki
          partnerem do rozmowy.
      • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:39
        freederike napisała:

        > a mnie się nasuwa pytanie co masz do zaoferowania uczniowi z lekkim
        > upośledzeniem umysłowym? Jak teraz dostosujesz nauczanie do chłopca?
        > Może szkoła powinna wyjść do matki z problemem, bo kobieta może być
        > pogubiona, diagnoza to jedno, a realizacja zaleceń to drugie. Może
        > ta kobieta powinna usyszeć co szkoła moze zaoferować dziecku i co
        > ona powinna zrobić dla jego lepszego rozwoju?

        Co mogę zrobić? Bardzo wiele. Ale nie w czasie 45 minut w 20+ osobowej klasie.
        Takie są realia.
        • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:48

          > Co mogę zrobić? Bardzo wiele. Ale nie w czasie 45 minut w 20+
          osobowej klasie.
          > Takie są realia.


          A tym razem mnie rozbawiłaś, do łez.
          • madeleine.b Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 15:55
            To super. Choć Ty masz z tej dyskusji jakiś pożytek.
          • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:22
            A co konkretnie Cię rozbawiło?
            • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 17:06
              to, że realnie w zaistniałej sytuacji autorka nie może zrobić nic,
              za to w idealnym świecie mogłaby... dużo. Ale zaraz, w idealnym
              świecie żaden ośmiolatek nie nazwałby jej głupią babą...
              • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 17:33
                > to, że realnie w zaistniałej sytuacji autorka nie może zrobić nic,
                > za to w idealnym świecie mogłaby... dużo. Ale zaraz, w idealnym
                > świecie żaden ośmiolatek nie nazwałby jej głupią babą...

                Skad to wzielas, hę? Nie zrozumialas raczej autorki...Ona moze duzo
                zrobic, ale poza tymi 45 minutami. W czasie lekcji uczniowi z
                dysfunkcjami moze poswiecic rowno 2,5 minuty.
                • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:52
                  rita75 napisała:

                  > Skad to wzielas, hę? Nie zrozumialas raczej autorki...Ona moze
                  duzo
                  > zrobic, ale poza tymi 45 minutami. W czasie lekcji uczniowi z
                  > dysfunkcjami moze poswiecic rowno 2,5 minuty.

                  O ile wiem czas pracy nauczyciela jest 40-godzinny i przekracza
                  pensum.
                  • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:56
                    > O ile wiem czas pracy nauczyciela jest 40-godzinny i przekracza
                    > pensum.

                    oklaski
                  • asia_i_p Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 14:32
                    Ale uczeń ma swoich 5 godzin (w wieku 8 lat), po nich ma iść do domu i spróbuj
                    go zatrzymać.
                    Uwierz mi, dużo częściej to ja chcę zostać po lekcjach popracować dodatkowo, a
                    uczeń nie ma czasu, ewentualnie ma, ale tylko np. w środę.
                    • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 15:46
                      Ważne ze szkoła oferuje możliwość dokształtu a nie że uczy 5 godzin
                      a potem oczekuje ze wszystko czego nie zrobiła w tym czasie, zrobi
                      rodzic z dzieckiem w domu.
                • freederike Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:03
                  wątpię, żeby zdecydowała się na zajęcia reedukacyjne, zresztą nie
                  rozmawiamy tu chyba o czasie pracy, a o jej jakości. Skoro są
                  nauczyciele, którzy mogą efektywnie zagospodarować 45 minut, a w tym
                  2,5 minuty na dziecko z dysfunkcjami, a autorka nie może, to jej
                  postawa pozostawia wiele do życzenia. I chyba dobrze ją zrozumiałam,
                  hę?
                • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:26
                  Bzdura. Dzieci bez dysfunkcji potrzebują często komunikatu, co mają robić i to
                  robią. Wtedy jest czas na pomoc tym, którzy jej potrzebują. Raczej nie jest to
                  3/4 klasy.
                  • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:51

                    > Bzdura.

                    Świetnie, gdy laik pisze, ze cos jest bzdurą.
                    • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:56
                      Jasne, w końcu każdy nauczyciel poświęca na każdej lekcji każdemu uczniowi
                      dokładnie tyle samo.
                      Jeśli jesteś 'nielaikiem', to tylko potwierdza moje zdanie o nauczycielach smile
                      • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:13
                        > Jeśli jesteś 'nielaikiem', to tylko potwierdza moje zdanie o
                        nauczycielach smile

                        a przyklad twojej osoby potwierdza moje zdanie na temat biurw,
                        ktore biorac udział w dyskusji, znają się tak na sprawie jak kura na
                        pieprzu...smile
                        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:16
                          Tak, tak, tylko 'panie nauczycielki' wiedzą wszystko.
                          Tak się składa, że muszę wiedzieć sporo na temat tego, jak szkoła
                          funkcjonuje. Wolałabym nie musieć.
                          • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:23
                            > Tak się składa, że muszę wiedzieć sporo na temat tego, jak
                            szkoła
                            > funkcjonuje.

                            Ile lekcji przeprowadzilas? W jaki sposob indywidualizujesz prace na
                            lekcji, indywidualnie dostosowujesz wymagania do kazdego
                            ucznia?
                            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:31
                              Na szczęście dla mnie i potencjalnych uczniów wiedziałam, że się nie nadają na
                              nauczyciela.
                              Natomiast to ja muszę nierzadko podpowiadać wydawałoby się profesjonalistom, jak
                              radzić sobie z tak naprawdę mało problemowym dzieckiem, czyli moim synem (nie
                              bezproblemowym, podkreślam, ale z potrzebą minimalnego wsparcia w celu idealnego
                              funkcjonowania). I np. muszę powiedzieć, że wydanie uczniom w klasie polecenia,
                              żeby donosili nauczycielowi o złym zachowaniu mojego dziecka nie jest dobrym
                              pomysłem pedagogicznym.
                              • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:39
                                > Na szczęście dla mnie i potencjalnych uczniów wiedziałam, że się
                                nie nadają na
                                > nauczyciela.

                                ale zabierasz glos w sprawie indywidualizacji nauczania w toku lekcji
                                • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:54
                                  Dyskusja z Tobą jest na temat absurdu tkwiącego w stwierdzeniu, że w czasie
                                  lekcji na dziecko z dysfunkcją nauczyciel ma 2,5 minuty. Chyba, że całe 20 osób
                                  w klasie to takie dzieci.
                                  Dyskusja ogólna w wątku toczy się natomiast m.in. w temacie współpraca szkoła -
                                  rodzice, a o tym mogę sporo napisać i to robię.
                                  • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 09:13
                                    > Dyskusja z Tobą jest na temat absurdu tkwiącego w stwierdzeniu, że
                                    w czasie
                                    > lekcji na dziecko z dysfunkcją nauczyciel ma 2,5 minuty.

                                    Nauczyciel jest zobowiazany indywidualnie dostosowac wymagania do
                                    każdego
                                    dziecka w toku lekcji, indywidualnie stymulowac
                                    jego rozwoj. Dzieci bez dysfunkcji nie moga byc pokrzywdzone. Praca
                                    z uczniem uposledzonym nie moze sie odbywac ich kosztem, a do tego
                                    sprowadzaloby sie wysylanie tylko komunikatow.
                                    • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 09:30
                                      Dostosować wymagania do każdego dziecka nie oznacza chyba spędzenia przy każdym
                                      dziecku takiego samego czasu? Są takie, którym - dostosowując wymagania - daje
                                      się 2 zadania + 3 ekstra i odbiera gotowe - co zajmuje ułamki sekund i takie,
                                      przy których trzeba stanąć i je wspomóc. I nie trzeba do takiego wniosku być
                                      nauczycielem, wystarczy logika.
                                      • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 09:41
                                        Są takie, którym - dostosowując wymagania - daje
                                        > się 2 zadania + 3 ekstra i odbiera gotowe - co zajmuje ułamki
                                        sekund i takie,
                                        > przy których trzeba stanąć i je wspomóc.

                                        Lekcja polega na dawaniu zadan i ich odbieraniu. Dobre smile))
                                        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 09:54
                                          M.in. też. Chyba, że klasa mojego dziecka to jakiś ewenement dydaktyczny.
                                          Ale rozumiem, jesteś ambitną nauczycielką, która podchodzi do każdego ucznia i z
                                          nim przeprowadza krótką, 2,5 minutową lekcję indywidualną.
                                          • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:17
                                            > M.in. też. Chyba, że klasa mojego dziecka to jakiś ewenement
                                            dydaktyczny.

                                            Nie wiem, gdzie twoje dziecko chodzi, ale zadaniem nauczyciela jest
                                            rozwijac zdolnosci kazdego dziecka, nie tylko tego z dysfunkcjami.
                                            Wynika z tego, co napisalas, ze dzieci zdolne w klasie twojego syna
                                            sie uwsteczniają, badz rownane sa do sredniej w najlepszym przypadku.



                                            Lekcje indywidualne przeprowadza sie po lekcjach, w czasie zwyklej
                                            45 minutowki z cala klasa przeprowadza sie indywidualizację pracy. Ja
                                            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:21
                                              Moje dziecko jest zdolne i się nie uwstecznia.
                                              A lekcje to m.in. polecenie wykonania jakiegoś zadania i sprawdzenie, co
                                              zostało zrobione. Dzieci pracujące szybciej dostają ileś zadań więcej. I tak to
                                              wygląda. I wyglądało, gdy ja chodziłam do szkoły. Nikt nie skupiał się na tym,
                                              czy Ania woli dodawanie, czy może mnożenie. Robiła zadanie takie, jak cała klasa.
                                              • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:28
                                                I wyglądało, gdy ja chodziłam do szkoły. Nikt nie skupiał się na tym,
                                                > czy Ania woli dodawanie, czy może mnożenie. Robiła zadanie takie,
                                                jak cała klas
                                                > a.


                                                masz archaiczny obraz szkoly, deczko zacofany
                                                • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:50
                                                  Fakt, z piątku. Na pewno przez 24 godziny się wiele zmieniło smile
                                                  Albo może Ty masz po prostu zbyt idealistyczny obraz, mający przede wszystkim na
                                                  celu pokazanie nauczycieli w jak najlepszym świetle?
                                                  Jak już napisałam, w ogólnym rozrachunku nieźle trafiłam. Ale do ideału baaardzo
                                                  daleko.
                  • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 21:50
                    Ależ tak się nie da.
                    Dzieci bez dysfunkcji potrzebują ciekawej, różnorodnej lekcji. Są
                    fragmenty lekcji w której można zastosować pracę indywidualną, ale
                    wtedy one również potrzebują pomocy. Dziecko z lekkim upośledzeniem
                    wymaga niemal ciągłego prowadzenia podczas pracy, ciągłej kontroli,
                    nie tylko wskazówek z doskoku. Oczywiście można mu poświęcić czas po
                    lekcjach, ale to nie rozwiązuje pracy na lekcji, a poza tym ile
                    lekcji takie diecko wytrzyma?
    • zebra12 Wiecie, co mnie w tym wszystkim denerwuje? 12.03.10, 15:55
      Gdy przychodzi do sprawdzianu, czy potem do egzaminów na wyższych
      etapach edukacji, te wszystkie dzieci z obnizonymi do minimum
      wymaganiami muszą pisać te same testy, co te piątkowe i szóstkowe...
      Jaki to ma sens? Albo się od nich powinno wymagać, tego, co inni
      muszą umieć, albo nie. A skoro nie, to i sprawdziany, testy powinny
      być dostosowane. I piszę tutaj o testach ZEWNETRZNYCH, bo spradziany
      w szkole są zwykle dostosowywane do opinii o orzeczeń.
      Uważam, że w tym momencie system jest do niczego.
      Np.: uczę w klasie, gdzie jest 23 uczniów, a 16 z nich ma
      dostosowanie wymagań...
      • jamesonwhiskey Re: Wiecie, co mnie w tym wszystkim denerwuje? 12.03.10, 16:12
        >wymaganiami muszą pisać te same testy, co te piątkowe i szóstkowe...

        wedlug mnie jest to zupelnie logiczne
        maja mniejsze wymagania podczas nauki zeby ich jakos przepchnac przez
        obowiazkowy system edukacji
        a na wyzszych stopniach musza walczyc jak i inni , gdyby mieli jakies ulgi nie
        sadzisz ze bylo by to bardzo nie wpozadku w stosunku do uczniow ktorzy jednak
        sie duzo bardziej przylozyli a nie tylko ich glownym zadaniem bylo rozwalanie
        lekcji i wyzywanie nauczyciela
      • joanna.pio Re: Wiecie, co mnie w tym wszystkim denerwuje? 12.03.10, 16:19
        Jak już zostanie wydane orzeczenie, chłopiec będzie pisał INNY TEST,
        dostosowany. Tak jak wszystkie inne upośledzone dzieci, które posiadają
        orzeczenia poradni ps-ped o potrzebie kształcenia specjalnego z uwagi na
        upośledzenie umysłowe.
        • zebra12 Joanno, ja nie o tym 12.03.10, 18:56
          Nie chodzi mi o dzieci z uposledzeniem, ale o dzieci na pograniczu,
          z inteligencją znacznie obniżoną. Takie dzieci nie piszą innego
          testu. Upośledzone tak.
      • kali_pso Re: Wiecie, co mnie w tym wszystkim denerwuje? 12.03.10, 17:06

        Co Ty gadasz, Zebra?
        Co roku u mnie w placówce są dzieci, które piszą testy gimnazjalne i
        egzaminy inne niż pozostali. Mają obniżone wymagania.
        • zebra12 Kalipso 12.03.10, 19:05
          Ja nie piszę o upośledzeniu, ale o dzieciach na pograniczu
          upośledzenia luz z inteligencją znacznie obniżoną. Niestety takie
          dzieci mimo obniżonych wymagań - zalecanych przez PPP, piszą zwykłe
          testy. To jest dla nich krzywdzące. W takim razie nie powinno się
          tych wymagań w ogóle obniżać. Bo trzeba przygotować tych uczniów tak
          samo jak pozostałych. I do tego samego, do czego przygotowuje się
          pozostałych.
    • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:02
      W opinii psycholog stwierdziła upośledzenie w stopni
      > u lekkim.

      to się stwierdza w orzeczeniu
      • joanna.pio Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:16
        w praktyce - jeśli to pierwsze badanie - pisze się opinię o dostosowaniu wymagań
        pisząc w wynikach o upośledzeniu.
        • rita75 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 16:24
          chodzi mi o slowko "stwierdziła"
    • jagabrysia2 Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 16:38
      A mnie opadają ręce, kiedy nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi. Mam wrażenie, że są coraz słabsi, nie mają autorytetu, nie są w stanie zapanować nad klasą i wyegzekwować posłuszeństwa. Często nie wiedzą, co zrobić z uczniem, który jest lekko nadpobudliwy i z byle powodu wzywają rodziców.
      Poza jakimiś skrajnymi przypadkami — kiedy trafiają się dzieci z poważnymi zaburzeniami — większość to normalne dzieciaki, które trochę łobuzują, szybko się nudzą i jeszcze szybciej wyczują słabości nauczyciela.
      W tym wypadku nie mówimy przecież o jakimś zepsutym nastolatku, ale dziecku z II klasy podstawówki. Przykro mi, ale uważam, że forma, w której odezwał się do Ciebie, to Twoja porażka pedagogiczna. Przyznaj się przed sobą — może naprawdę go gnębiłaś tymi uwagami.
      To dziecko nie jest dla Ciebie równorzędnym partnerem, na którego się obrazisz i będziesz uprzedzona, „bo jak tu nie być?”. Normalnie! Wyegzekwuj sama od Młodego przeprosiny i zapomnij o sprawie. A w przyszłości tak prowadź lekcję, żeby on nie czuł się gorszy. Znajdź mu takie zajęcie podczas lekcji, żeby go zainteresowało, musiał uważać i nie miał czasu przeszkadzać. Krótko mówiąc, zastosuj coś w rodzaju indywidualnego toku nauczania podczas normalnej lekcji.
      • kali_pso Re: Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 17:04
        jagabrysia2 napisała:

        > A mnie opadają ręce, kiedy nauczyciele nie radzą sobie z dziećmi.
        Mam wrażenie,
        > że są coraz słabsi, nie mają autorytetu, nie są w stanie zapanować
        nad klasą i
        > wyegzekwować posłuszeństwa. Często nie wiedzą, co zrobić z
        uczniem, który jest
        > lekko nadpobudliwy i z byle powodu wzywają rodziców.



        Ohoho...ekspertka sie jakaś odezwaławink
        Mnie zaś ręce opadają, kiedy widzę, jak rodzice nie radzą soebie z
        dziećmi. Mam wrażenie , że sa coraz słabsi, nie maja autorytetu, nie
        sa w stanie zapanować nad JEDNYM, własnym dzieckiem i wyegzekować
        posłuszeństwa- podoba ci się ta historyjka?winkp

        Na kazdym kroku spotykam takich, którzy pozwalają na to, aby ich
        dziecko, w ich obceności kłamało mi w żywe oczy, głupio sie przy tym
        usmiechając jeszcze....słyszałaś o wiekszej porażce wychowawczej?
        Rozumiem, że to jest moja wina, kiedy dzieciak mnie okłamuje tak?


        Prawda jest taka, że potrzebna jest tutaj współpraca obydwu stron.
        Matka nie może zasłaniać sie orzeczeniem czy inna opinią i mieć
        wszystko w nosie- dzieci upośledzone w stopniu lekkim tez potrafią
        kojarzyć i mając takie "oparcie" w matce będzie sobie pozwalac na
        coraz więcej i juz współczuję nauczycielom mającym z nim kontakt w
        nastepnych latach... A szkoła musi podjąć kroki, aby temu dziecku
        pomóc, tak organizując opieke i naukę, aby i to dziecko miało jakieś
        perspektywy- nie da sie od niego wymagać tego samego co od innych
        dzieci, no nie u już. Jego niepełnosprawności się nie przeskoczy po
        prostu.
        • verdana Re: Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 17:15
          Cóż, ja mam doswiadczenia z obu stron barykady.
          Jako matka dzieci z dysfunkcjami (dysortografia, dysgrafia)
          nabawilam się fobii szkolnej. Nic nie zmusi mnie do przekroczenia
          progu szkoły i wysłuchania po raz kolejny, ze moje dziecko sie nie
          uczy, bo jest 1.niedopilnowane, 2. leniwe, 3. nie poradzi sobie, 4.
          nie uwaza na lekcjach. Od dwóch (slownie dwóch) nauczycielek w
          czasie kariery szkolnej moich synow uslyszałam oprocz krytyki
          rzeczowe rady i chęć pomocy. Reszta miała do mnie pretensje, ze za
          mało z dziećmi pracuję i uznawała za kłamstwo to, co mowilam. na
          wywiadówki chodzi mąż - i o dziwo, jemu nie mowia, aby się "wziął za
          dziecko". Wiec moge zrozumieć tę matkę - ona już nie ma sily, nie
          liczy na pomoc, tylko na kolejny op...
          Z drugiej strony bylam wiele lat nauczycielką i raz uczylam
          dziewczynę upośledzona w stopniu lekkim. Niestety, to był dramat.
          dziewczyna z lekcji nie korzystała - nie rozumiała ani tekstów, ani
          tego co mówilam, ani poleceń. Matka upierala się, ze dziewczyna ma
          szkołę skończyc, nie przyjmowała do wiadomosci, ze ona się w niej
          męczy (to bylo liceum). W sumie mam i ja i dyrekcja szkoły wyrzuty
          sumienia - nic dziewczynie nie pomoglismy, chyba przeciwnie - ale
          nic nie dalo sie zrobic bez współpracy z matka, a ta nie chciała
          slyszeć o uposledzeniu córki...
      • maurra Re: Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 17:12
        Masa rodziców nie radzi sobie z jedynakiem czy dwójką dzieci za to nauczyciel
        powinien z palcem w nosie radzić sobie z 20 a jak nie to mamusiom ręce opadają :lol:

      • kub-ma Re: Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 17:52
        Indywidualny tok nauczania dla tego ucznia, ale również dla wybitnie
        zdolnego, bo taki w klasie również może być i też się będzie nudził.
        Poza tym 20 uczniów z pełnym przekrojem: od bardzo słabych do bardzo
        zdolnych. I praktycznie żaden nie powinien się nudzić, bo będzie
        przeszkadzał. No nie da się tego dobrze zorganizować.
        • asiara74 Re: Nauczyciele mają coraz mniejszy autorytet... 12.03.10, 18:26
          Że co? Takie odzywki 8 latka do dorosłej osoby w szkole to porażka nauczyciela?
          Świat zwariował. A może ten zamordowany policjant na przystanku w Warszawie
          przez małoletniego bandziora też odniósł zawodową porażkę?
          Ludzie obudżcie się, za zachowanie swoich dzieci w dużej mierze sami
          odpowiadacie. Obawiam się że matka tego niewychowanego dziecka została już nie
          raz obrzucona stekiem wyzwisk, a ze nie zareagowała jak trzeba to małolatowi
          wydaje się że tak można do wszystkich
    • agacz2905 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 18:43
      Droga Autorko watku! Piszesz, że boli Cię jak są postrzegani
      nauczyciele i jakie jest do nich nastawienie. Niestety, owo
      nastawienie nie bierze się znikąd. Weźmy pana polonistę z
      podstawówki mojego syna, który podczas jednej godziny lekcyjnej
      zastępstwa (za panią z religii) dał się tak wyprowadzić z równowagi
      UWAGA pierwszoklasistom - ze podczas rozmowy z moją mamą (która
      przyszła po Szymka) bezpośrednio po tej lekcji dosłownie TRZĄSŁ SIĘ
      ze złości i generalnie przypominał rówieśnika tych pierwszaków,
      którzy go tak wk..wili, tyle że "uwięzionego" w ciele bodajże 42-
      letniego faceta. Niestety miał dużego pecha, bo wyładował się
      wyłącznie na moim dziecku i ukarał tylko moje dziecko (jedyną winą
      szymka było to, że dostał tzw.głupawki i śmiał się z głupich min
      innych kolegów, kicania między- i pełzania pod ławkami 2 innych
      chłopców, którzy odmówili panu nawet podania zeszytów, a Szymek-
      frajer posłusznie podał).Niech się tego typu pożal się Boże
      nauczyciel nie dziwi, że omawiam sytuację z dyrekcją szkoły
      (omijając nerwowego pana) i dosć dobitnie (choć kulturalnie) mówię,
      co na ten temat sądzę. Jest to mała szkoła, w której Szymon
      funkcjonuje (dzięki plotom wśród samego szacownego grona)
      jako "chłopiec z odroczenia" względnie "dziecko z opinią"(w
      sensie "opinia z Poradni")Na tłumaczenia mojej mamy, że Szymek w
      przedszkolu cierpiał na mutyzm i autentycznie cudem z tego wyszedł
      (wychodzi)- nerwowy pan polonista odpowiedział, że wie co to za
      CHOROBA jest mutyzm, ale to nie tłumaczy tego (nerwowego zresztą-
      dop. mój) śmiechu dzieckasmile No i co? Mogę napisać:ręce opadają? A
      to, że moje dziecko przepłakało godzinę w domu w dniu tego
      incydentu, że spało kilka godzin w dzień, że bardzo to przeżył, choć
      o tym nie mówił - to pikuś? Że miał wtedy urodziny i dwie lekcje
      wczesniej je obchodził?? Jak mam przejść obojętnie wobec cierpienia
      własnego dziecka?? I co poradziłby negatywny bohater tego posta (pan
      od polskiego), gdyby Szymek znów przestał się odzywać do dorosłych?
      Muszę sobie radzić i muszę pomagać mojemu dziecku tak, jak jest to
      możliwe w danych realiach. Nie wspomniałam jeszcze, że pan ów
      krzyknął na moją mamę "Kim pani jest?!", w ten oto kulturalny i
      niebanalny sposób zagajając rozmowęsmileGdyby nie stres i krzywda
      mojego dziecka, cała sytuacja zaiste byłaby dla mnie
      wyłącznie...śmieszna, dla mojej mamy zreszta tez. jednak jest w tym
      wszystkim mój syn - "chłopiec z opinią". Dorosły facet będący w tej
      szkole nauczycielem kontra...pierwszak!! Sorry, ale nie pozwolę, ba!
      nie wolno mi pozwolić, żeby sfrustrowany niedouczony burak wyżywał
      się na moim dziecku (Szymek ma tendencję do bycia kozłem ofiarnym).
      Pan ten najpewniej nie "dostanie" za 3 lata klasy mojego Szymka
      (ustna obietnica dyrekcji). W tej samej szkole od września 2010 będę
      miała jeszcze córkę - ona nie ma "opinii" ani powodów
      do "odroczenia" - więc mam głęboką nadzieję, że "w sprawie Agaty" do
      szkoły będe chadzać wyłącznie na wywiadówki i okolicznościowe
      występysmile Nadal podtrzymuję, że większość nauczycieli to.... nie ma
      sensu mnożyć epitetów. Budujące, że wychowawczyni mojego syna zna
      moje poglądy na szkołę i poziom wiedzy/empatii/kompetencji
      nauczycieli. Nie tylko się nie obraża, ale nie przeszkadza nam to
      współdziałać dla dobra mojego dziecka!
    • irmaaa Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 20:00
      Madeleine, ja generalnie współczuję nauczycielom konieczności pracy ze żle
      wychowanymi dziećmi a jeszcze bardziej kontaktu z roszczeniowymi, niemądrymi czy
      niekulturalnymi rodzicami. Nie można jednak nie zauważyć,że nauczycielami
      zostają często niewłaściwi ludzie, których chciałoby się szerokim łukiem ominąć,
      a tym bardziej chronić przed nimi dzieci. Jest jeszcze kilka innych zawodów "na
      świeczniku". których przedstawiciele są piętnowani na tym forum. Czy mimo
      wszystko nie lepsza ciekawa praca niż "ciepła posadka" i święty spokój?
    • zelandia1 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 12.03.10, 23:45
      Witam
      W klasie mojego dziecka jest chłopiec, który niemal każdego dnia przeszkadza na
      lekcjach. Chodzi, nie wykonuje poleceń nauczyciela, mówi do nauczycieli po
      imieniu, odzywa się do nauczyciela zdecydowanie gorzej niż chłopiec z postu.
      Dzieci widzą że nie jest karany za swoje złe zachowanie, bądź też że kary dla
      niego są łagodniejsze. My jako rodzice staramy się im tłumaczyć, choć z drugiej
      strony mamy serdecznie dosyć przeszkadzania. Nauczyciel zamiast prowadzić
      zajęcia i uczyć pozostałe dzieci, musi poświęcić czas tylko jednej osobie.
      Współpracy ze strony rodziców chłopca nie ma żadnej.
      Co robić w TAKIEJ sytuacji, czy jest jakieś prawo które nakazałoby przeniesienie
      chłopca do szkoły integracyjnej gdzie nauczyciel prowadzący ma do dyspozycji
      osobę do pomocy.
      Nie wyobrażam sobie aby moje dziecko do szóstej klasy miało w klasie osobę która
      tak się zachowuje.
      Czy to nie jest tak że pod "opinią z poradni" rodzice próbują umieścić dzieci
      niewychowane.
      Joanna
      • azile.oli Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:40
        Ja współczuję autorce wątku. Tak ogólnie uważam, że za zachowanie
        mojego dziecka w szkole ( i gdziekolwiek , gdzie mnie nie ma)
        odpowiadam ja, bo ja to dziecko wychowuję, mówię mu jakie zachowania
        są akceptowalne, jakie nie i egzekwuję to.
        Aczkolwiek rozumiem, że w przypadku dziecka z opóźnieniem jest to
        trudne, ale główny obowiązek spoczywa na rodzicu, bo to jego
        dziecko.
        Nie zdajecie sobie sprawy, że na anglistyce, matematyce itp nie ma
        zajęć z pedagogiki specjalnej. Oczywiście nauczyciel może się
        dokształcić w tym kierunku, ale i tak nie zmienia to niczego, jeśli
        uczeń taki ma funkcjonować w zwykłej, zazwyczaj licznej klasie.
        Rodzice dzieci zdrowych chcą, aby ich dzieciom też był poświęcany
        czas i mają do tego prawo. W roczniku mojej córki był w równoległej
        klasie chłopiec, który rozwalał dokładnie lekcje i doszło do tego,
        że nauczyciel pracował na lekcji wyłącznie z nim. Po protestach
        innych rodziców matkę, która nie widziała problemu , skłoniono w
        końcu do zajęcia się dzieckiem. Obecnie ten chłopak kończy
        gimnazjum, jest w klasie mojej córki i nie sprawia w szkole żadnych
        problemów, ale matka jest 2 razy w tygodniu u pani pedagog i pracuje
        razem z synem. Bo sama szkoła nic nie zrobi.
        I spójrzmy czasem dalej niż czubek własnego nosa - to do
        rodziców ''problemowych'' dzieci. Mój syn się jąkał, było to na tle
        nerwowym, a najbardziej deprymowało go, gdy ktoś mu przerwał tok
        wypowiedzi. A przerywały go dzieci rozrabiające na lekcjach i
        nauczyciel, który musiał je upominać i dyscyplinować.
        Powinnam zrobić aferę , bo moje dziecko jest najważniejsze i się
        denerwuje, płacze, spać nie może itd. Dajcie spokój, raczej
        pracowałam z dzieckiem nad tym, aby uczył się radzić sobie w takich
        sytuacjach.
        Od nauczyciela wymagam, żeby uczył, przekazywał wiedzę, ewentualnie
        pomógł funkcjonować w grupie. Od wychowania jestem ja.
        Jeśli dziecko jest dysfunkcyjne, to największy interes w tym, aby
        mu pomóc powinni mieć rodzice. A sposobów na pomoc dziecku z
        problemami jest mnóstwo. Ważny jest też wybór placówki edukacyjnej.
        Jeśli dziecko jest upośledzone, to rodzic , który chce, aby
        funkcjonowało ono w zwykłej szkole powinien dołożyć jak najwięcej
        starań, aby ono było w stanie tam funkcjonować.
        Nie bez przyczyny w szkołach specjalnych zatrudniają się
        nauczyciele, którzy mają w tym kierunku przygotowanie.
        A zasłanianie się papierem z poradni jest największą głupotą, jaką
        rodzic może zrobić.
        I jeszcze jedno - nauczyciele są naprawdę różni. Od wspaniałych
        pedagogów, do ludzi, którzy minęli się z powołaniem. Dlatego
        naprawdę nie warto , dla własnego dobra, zakładać, że szkoła nam
        dziecko wychowa. I nie wymagajmy , żeby nauczyciel poradził sobie z
        dzieckiem, z którym nie radzi sobie rodzic. Tym bardziej, że ma on w
        pewnym stopniu związane ręce. Może wpisać uwagę, powiadomić rodzica.
        Nie zapominajmy, że nie ma na lekcji jednego ucznia.
        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 10:59
          azile.oli napisała:

          > Tak ogólnie uważam, że za zachowanie mojego dziecka w szkole ( i
          > gdziekolwiek , gdzie mnie nie ma) odpowiadam ja, bo ja to dziecko > wychowuję,
          mówię mu jakie zachowania są akceptowalne, jakie nie i > egzekwuję to.

          W jaki sposób egzekwujesz odpowiednie zachowanie na lekcjach, na których Cię nie ma?
          Oczywiście, że to Ty musisz tłumaczyć dziecku, jakie zachowanie jest
          akceptowalne, a jakie nie, ale w sytuacjach szkolnych reagować możesz po
          fakcie
          , nie w trakcie problemu.
          I to nauczyciel musi umieć skłonić ucznia do zachowania odpowiedniego w czasie
          lekcji.
          Przykład mojego dziecka - koncentruje się nie na tyle czasu, ile powinien z
          punktu widzenia zajęć (inna sprawa, że niestety nauczanie w klasie mojego
          dziecka nijak się ma do idei i zasad nauczania zintegrowanego - gdyby było,
          pewnie i jemu, i nauczycielce byłoby łatwiej). W związku z tym, przy nużących,
          monotonnych czynnościach lub niezbyt interesująco przekazywanej treści,
          koncentracja siada i Młody przestaje pracować. I owszem, ja mu tłumaczę, że w
          czasie lekcji pracować musi. Jeśli czegoś nie zrobi w szkole, musi to nadrabiać
          w domu, co dodane do zadanych lekcji oznacza mniej czasu wolnego. Wyznaczam
          nagrody za odpowiednią pracę, egzekwuję kary. Ale mam zerowy wpływ na to,
          jak wyglądać będą czynniki determinujące takie, a nie inne zachowanie mojego
          syna w czasie lekcji. To jest rola nauczyciela.

          > Od nauczyciela wymagam, żeby uczył, przekazywał wiedzę,
          > ewentualnie pomógł funkcjonować w grupie. Od wychowania jestem ja.

          Na tym etapie edukacji, na którym są Twoje dzieci, można wymagać tylko tego.
          Natomiast w szkole podstawowej, w podstawie programowej, wyczytać możemy (czyli:
          jest to rola szkoły):
          "W procesie kształcenia ogólnego szkoła podstawowa kształtuje u uczniów postawy
          sprzyjające ich dalszemu rozwojowi indywidualnemu i społecznemu, takie jak:
          uczciwość, wiarygodność, odpowiedzialność, wytrwałość, poczucie własnej
          wartości, szacunek dla innych ludzi, ciekawość poznawcza, kreatywność,
          przedsiębiorczość, kultura osobista, gotowość do uczestnictwa w kulturze,
          podejmowania inicjatyw oraz do pracy zespołowej. W rozwoju społecznym bardzo
          ważne jest kształtowanie postawy obywatelskiej, postawy
          poszanowania tradycji i kultury własnego narodu, a także postawy poszanowania
          dla innych kultur i tradycji. Szkoła podejmuje odpowiednie kroki w celu
          zapobiegania wszelkiej dyskryminacji."
          Dalej, już o nauczaniu początkowym:
          "Celem edukacji wczesnoszkolnej jest wspomaganie dziecka w rozwoju
          intelektualnym, emocjonalnym, społecznym, etycznym, fizycznym i estetycznym.
          Ważne jest również takie wychowanie, aby dziecko w miarę swoich
          możliwości było przygotowane do życia w zgodzie
          z samym sobą, ludźmi i przyrodą. Należy zadbać o to, aby dziecko odróżniało
          dobro od zła, było świadome przynależności społecznej (do rodziny, grupy
          rówieśniczej i wspólnoty narodowej) oraz rozumiało konieczność dbania o przyrodę."

          Pomijam już to:
          "Szkoła oraz poszczególni nauczyciele podejmują działania mające na celu
          zindywidualizowane wspomaganie rozwoju kaŜdego ucznia, stosownie do jego potrzeb
          i możliwości."

          Całość dla zainteresowanych tutaj:
          bip.men.gov.pl/men_bip/akty_prawne/rozporzadzenie_20081223_zal_2.pdf
          • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:38
            nie przebrnęłam przez caly watek,bo domyslam sie, co beda zawieraly
            odpowiedzi-krytyke pani nauczycielki. prosze, zrozumcie-
            anglistki,panie od historii,polskiego itp nie sa przygotowane do
            pracy w nauczaniu zintegrowanym! bylam anglistka i nie powinnam byla
            pracowac w klasach 1-3, bo nikt mnie do tego nie przygotowal, ja
            pierwszy raz widzialam takie male dzieci.praktyki mialam w klasach 4-
            8, a potem wszytsko sie zmienilo! to nie takie proste. tylko jak
            powiedziec rodzicom,ze dzieci nie beda mialy angielskiego, poniewaz
            pani moze uczyc tylko w klasach 4-6! rodzice chca angielski od
            zerowki, szkola,w ktorej jest ten jezyk, zdobywa sobie uczniow.

            przez prawie 9lat pracowalam w szkole podstawowej jako anglistka,
            zreszygnowalam z pracy, bo wyjechalam za granice, gdzie do dzis
            przebywam. moje 5-letnie dziecko uczeszcza do angielskiej szkoly,
            gdzie to wszytsko,z czym ja sie musialam zmagac, tam po prostu nie
            istnieje. pracowalam troche w tej ang szkole jako pomoc nauczyciela
            (tak,bo tam kazdy nauczyciel ma pania do pomocy!) i w tej chwili
            widze lepiej,co nalezaloby zrobic, aby rozwiazywac takie sytuacje, o
            jakich pisze autorka watku-niestety w Polsce nie ma do tego
            warunkow, nie ma asystenow nauczyciela,nie ma 10dzieci w grupie,nie
            ma rodzicow na lekcjach itp itd.


            nauczanie indywidualne dla chlopca przeszkadzajacego w lekcjach to
            naprawde pozbycie sie klopotu i krzywda dla dziecka, ktore w grupie
            rowiesnikow ma szanse rozwijac sie prawidlowo. jako matka nigdy bym
            sie na to nie zgodzila, uznalabym to za przyznanie tego,ze moje
            dziecko jest gorsze, a jako matka zrobilabym wszytsko,zeby moje
            dziecko nie czulo sie nigdy gorsze od innych i bylo czescia grupy.

            jedyne co mozna zrobic, aby pomoc takim dzieciom i nauczycielom, bo
            to ejst naprawde ciezka sytuacja, to zorganizowac pomoc w nauce w
            ramach zajec wyrownawczych. nie wiem, jak to jest teraz, ale 3lata
            temu mialysmy obowiazek prowadzic dodatkowe zajecia-1h tygodniowo-i
            mozna bylo sobie wybrac ich charakter(zajecia wyrown lub kolko
            zainteresowan). nauczyciel mial za to placone-grosze oczywiscie,ale
            to nie ten temat. dzieci czesto zachowuja sie inaczej na takich
            zajeciach,wiedza,ze sa specjalnie dla nich,staraja sie. tym sposobem
            dziecko bedzie nadal w grupie i raz wtygodniu bedzie nadrabnialo
            zaleglosci.oczywiscie wiadomym jest,ze rodzice lepiej sytuowani
            organizuja korepetycje,ale nie kazdego na to stac.
            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:50
              iwonkocia napisała:

              > tylko jak powiedziec rodzicom,ze dzieci nie beda mialy
              > angielskiego (...) rodzice chca angielski od
              > zerowki, szkola,w ktorej jest ten jezyk, zdobywa sobie uczniow.

              W tej chwili język obcy jest obowiązkowy od pierwszej klasy SP. Więc to nie
              widzimisię uczniów. A nauczyciel powinien w takim razie zdobyć odpowiednie
              kwalifikacje. Ale odmówić nauczania w klasach I-III, skoro się do tego nie nadaje.
              • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:02
                erin,widze,ze cos sie zmienilo przez 3lata mojej nieobecnoscismile
                odmowic nauczania w klasach 1-3, mowisz,hehe- w mojej szkole nie
                mozna bylo niczego odmowic pani dyrektor
          • agacz2905 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:46
            Całkowicie zgadzam się z erin. Ponadto sądzę, że azile.oli pomyliła
            się zwykła postawa roszczeniowa prezentowana przez niektórych
            rodziców z całkiem zdrowymi i na miejscu oczekiwaniami wobec szkoły,
            która chyba do jasnej cholery po coś jest. I TAK, mam się
            przejmować i interweniować, kiedy mój syn z powodów opisanych przeze
            mnie w poście wyżej -ma traumę, żal, przezywa i płacze. Są różne
            dzieci i różne dysfunkcje, prawda? Moje dziecko ma za sobą (choć nie
            do końca, bo do tej pory na lekcji odpowiada i czyta wyłącznie
            cichutkim szeptem) 3-letni okres mutyzmu i w jego przypadku ryzyko
            regresu jest jeszcze dość duże. Dlatego potraktuję hm...bardzo źle
            KAŻDEGO NAUCZYCIELA, który przez swoje lenistwo, ignorancję,
            nieopanowanie emocji lub agresję słowną niszczy moje dziecko. Pobyt
            mojego dziecka w szkole ma go WSPIERAĆ I EDUKOWAĆ, a nie niszczyć i
            powodować kolejne traumy emocjonalne. No, ale żeby to zrozumieć
            trzeba mieć dziecko mutyczne i z obniżonymi możliwościami
            (mikrouszkodzenia CUN). Inaczej będzie się bredzić na forum
            o "zasłanianiu się papierem" i finito.Nb. ja też "mam papier" -
            orzeczenie o umiarkowanym st. niepełnosprawności. Ale jakoś nie mam
            poczucia, że się nim "zasłaniam", choć niewatpliwie PO COŚ o wydanie
            orzeczenia zabiegałam. Między postawa roszczeniową a bezrefleksyjnym
            łykaniem wszystkiego "co pani uczycielka powie" jest jeszcze
            naprawde cały wachlarz zachowań, tak więc każdemu polecam myślenie i
            autentyczną troskę o dziecko. Jeszcze raz podkreślam, że mi mój dość
            negatywny ogólny stosunek do instytucji szkoły jakoś nie przeszkadza
            w harmonijnej współpracy z wychowawczynią syna.
            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:55
              agacz2905 napisała:

              > Nb. ja też "mam papier"

              Ja też mogłabym mieć - moje dziecko wymaga indywidualnego podejścia, jak już
              pisałam - w małym zakresie - ale jednak. Jest trochę pobudliwe, ma obniżoną
              koncentrację, co jest zapewne wynikiem niedojrzałości układu nerwowego. Mając
              papier mogłabym wymagać i rozliczać szkołę z tego, co robi dla mojego
              dziecka, żeby mogło normalnie funkcjonować w klasie. Póki co w 99% to ja
              inicjuję spotkania z wychowawczynią, pedagogiem i nauczycielami i to ja
              podpowiadam, co można zrobić, żeby wilk był syty i owca cała. I to jest zgroza.
              Bo ja mam kogo się poradzić i komu wygadać. Oraz nie mam obaw przed
              egzekwowaniem tego, co do obowiązków szkoły należy.
              Osoby nie mającego takiego wsparcia dostają 'ometkowane' problematyczne dziecko,
              którego wszyscy po kolei, z rodzicami innych dzieci, chcą się pozbyć. A szkoła
              nie widzi swojej winy.
              • agacz2905 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:04
                Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałaś - ja mam stopień
                niepełnosprawności, mój syn to tylko "chłopiec z opinią", w gruncie
                rzeczy prócz mutyzmu ma problemy podobne do Twojego dziecka.
                Pozdrawiam
                • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:11
                  Tak, zrozumiałam. W moim poście chodziło mi o to 'zasłanianie się' papierem
                  zamiast pracy z dzieckiem.
          • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:17
            Masz rację, że to nauczyciel ma poradzić sobie z dziećmi na
            lekcjach. Ale zrobi to wtedy, gdy dziecko jest odpowiednio
            przygotowane do pracy przez rodziców, czyli wtedy gdy istnieje dobra
            współpraca nauczyciel-rodzice.
            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:23
              kub-ma napisała:

              > Ale zrobi to wtedy, gdy dziecko jest odpowiednio
              > przygotowane do pracy przez rodziców

              Nie. Nie przez rodziców. Przez rodziców i samego nauczyciela.
              • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:33
                Tak, również przez nauczyciela. Tylko nauczyciel zaczyna pracę już z
                sześcioletnim, jakoś ukształtowanym człowiekiem. I wtedy ma mniejszy
                wpływ na dziecko niż sam rodzic. Ale dobre podejście do dzieci i
                dobra wspólpraca z rodzicami może wiele dać.
        • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:51
          azile,zwrocilas uwage na bardzo wazna sprawe! to,ze "niegrzeczne"
          dziecko pojawia sie na lekcji nie ejst problemem jedynie tego
          dzicka, jego rodzicow i nauczycielki. cierpi na tym czesto cala
          klasa,a mianowicie reszta dzieci,ktore sa bardzo zainteresowane
          przedmiotem i chlona kazde slowo. to akurat pamietam z wlasnego
          dziecinstwa- w mojej klasie byl ciagle halas, a ja chcialamsie
          uczyc, a przez halasujacyhc uczniow nie moglam zrozumiec zagadnien z
          matematyki,przez co mialam gorsze oceny. do dzis to pamietam.
          jako nauczyciele jestesmy odpowiedzilni za wszystkich uczniow i ich
          osiagniecia oraz samopoczucie na lekcji.
          powiem, jak wyglada sprawa przeszkania na lekcji w Anglii. tam nie
          ma prawa do tego dojsc. jesli dziecko przeszkadza,pomocnik
          nauczyczyciela zabiera je do innej sali i zajmuje sie nim. jesli
          zachowuje sie niewlasciwie-np uderzy kogos,obrazi,zlekcewazy
          nauczyciela, ucieknie ze szkoly(bywalo!), to otrzymuje zakaz
          przychodzenia do szkoly przez kilka dni. nikt sie nie szczypie! a
          zapewniam,ze nasze polskie dzieci to aniolki w porownaniu do
          rozpuszczonych angileskich.
          • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:59
            iwonkocia napisała:

            > azile,zwrocilas uwage na bardzo wazna sprawe! to,ze "niegrzeczne"
            > dziecko pojawia sie na lekcji nie ejst problemem jedynie tego
            > dzicka, jego rodzicow i nauczycielki. cierpi na tym czesto cala
            > klasa,a mianowicie reszta dzieci,ktore sa bardzo zainteresowane
            > przedmiotem i chlona kazde slowo.

            Ale to jest rola nauczyciela, żeby w klasie zachować porządek!
            Moje dziecko nie zmieniło się o 180 stopni w ciągu dwóch miesięcy wakacji między
            zerówką przedszkolną i pierwszą klasą. A w szkole zaczęło mieć problemy, których
            w przedszkolu nie miało.
            Wychowawczyni w przedszkolu bez stresu zabierała na wycieczki prawie 30 dzieci w
            wieku 4 lat z 4 opiekunami, teraz klasa szkolna, licząca 19 dzieci, wychodzi na
            takie w obstawie kilkuosobowej.
            Dzieciakom trzeba stawiać granice i je egzekwować. I robić to powinien tak samo
            rodzic, jak i nauczyciel. Żaden rodzic nie nauczy w domu dziecka
            funkcjonowania w grupie. To jest właśnie rola wychowawcza szkoły.
            • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:17
              erin,kochana,jak sie czlowiek uprze, to i z 40 dzieci sobie poradzi,
              w koncu nauczyciel to bohater. tylko ja juz idealistka nie jestem i
              wiem,ze "uczenie sie bycia w grupie" to w naszej polskiej szkole
              raczej nauka,z ktorej dzieci wyciagaja jeden wniosek- tylko silny
              wygrywa i prawa dzungli trzeba stosowac. te ciche to chyba w ogole
              gina w tłumie.boje sie wracac do Polski, bo bede przerazona
              wysylajac tam swoje dosc ciche dziecko.takie ejst moje zdanie, ale
              ja mam porownanie do systemu edukacji w szkole angielskiej i jestem
              przekonana, ze tylko odpowiednie warunki(finanse),dokladnie
              opracowana strategia dzialania i dobra organizacja,odpowiednie
              zasady w szkole moga poprawic jakosc szkoly. wszyscy musza ze soba
              wspolpracowac-nauczyciele z rodzicami i pedagogiem, dyrektor. zaady
              musze byc jasne dla wszytskich,maja o nich wiedziec rodzice od
              samego poczatku.
        • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:03
          azile.oli napisała:

          > pedagogów, do ludzi, którzy minęli się z powołaniem. Dlatego
          > naprawdę nie warto , dla własnego dobra, zakładać, że szkoła nam
          > dziecko wychowa.

          Może są rodzice którzy tak zakładają ale większość oczekuje że
          szkoła będzie pełniła swoje podstawowe funkcje wychowawcze które
          polegają na "wspomaganiu przez szkołę wychowawczej roli rodziny".
          Wspomaganie nie polega na tym że wzywa się rodzica i oczekuje że
          zrobi ze swoim dzieckiem porządek tak żeby nie sprawiało żadnych
          kłopotów, a tak przewaznie wygląda zachowanie szkoły we wszystkich
          problemowych sytuacjach.

          I nie wymagajmy , żeby nauczyciel poradził sobie z
          > dzieckiem, z którym nie radzi sobie rodzic.

          Ale wymagamy żeby radziła sobie z dzieckiem z którym radzi sobie
          rodzic.
      • ardzuna Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:56
        zelandia1 napisała:

        > Współpracy ze strony rodziców chłopca nie ma żadnej.
        > Co robić w TAKIEJ sytuacji, czy jest jakieś prawo które nakazałoby
        przeniesieni
        > e
        > chłopca do szkoły integracyjnej gdzie nauczyciel prowadzący ma do
        dyspozycji
        > osobę do pomocy.

        Przede wszystkim spróbujcie wyegzekwować od szkoły i pedagoga
        szkolnego zeby swoją pracę wykonywali poprawnie. Zażądajcie
        wyjasnien co zrobił pedagog szkolny i szkoła żeby wpłynąć na
        prawidłowe zachowanie dziecka na lekcjach. Jakie sposoby
        postępowania zaproponowali. Nauczyciel kierunkowy ma tylko za sobą
        studium pedagogiczne i macie prawo oczekiwać że otrzyma fachowe
        wsparcie od pedagoga szkolnego który po to własnie jest zatrudniony.
      • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 11:59
        zelandia, wlasnie! i tu zaczyna sie problem, bo oprocz tego jednego
        dziecka jest jeszcze cala klasa.i te dzieci nie moga widziec,ze nie
        ma wyciaganej zadnej konsekwencji wobec dzieci zle zachowujach sie.
        a niestety czsto wolimy nie wyciagac zadnych konsekwencji,zeby sami
        nie wpasc w klopoty(dyrektor nas nie wspiera, tylko zaraz zarzuci,ze
        jakto pani sobie nie radzi, to niech pani prace zmieni). a czesto by
        wystarczyla interwencja pami dyrektor.
        i znow nawiaze do ang szkoly- tam dyrekcja interweniuje za kazdym
        razem(ale tez dlatego,ze mniejsze szkoly sa)
        • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:02
          Tak, niech pani dyrektor nakrzyczy na to dziecko.
          A może praca z klasą? Może wytłumaczenie, że w klasie jest dziecko, które
          potrzebuje indywidualnego wsparcia - również ze strony klasy? I że ta
          nauka życia w społeczeństwie polega nie tylko na tym, że mniej grzeczny ma się
          dostosować do wzorowych, ale że i wzorowy powinien rozumieć tych z problemami?
          • azile.oli Re: Erin 13.03.10, 12:27
            Wybacz, ale mimo wszelkich niedociągnięć szkoły w pracy z dzieckiem
            z problemami zazwyczaj otrzymuje ono dużo więcej zainteresowania,
            niż dziecko wybitnie zdolne, wzorowe i bezproblemowe. A tym dzieciom
            też należałoby się trochę uwagi. Ale nie ma na to czasu. Nawet kółka
            zainteresowń sa najczęściej po zajęciach wyrównawczych, co powoduje,
            że zdolny uczeń w nich często nie uczestniczy, bo spieszy się na
            zajęcia pozaszkolne. Tak to już jest, że ''z drugiej strony
            barykady'' widzę zupełnie co innego. A moje dzieci kończą już
            gimnazjum. Uczeń słaby musi mieć zajęcia po lekcjach, olimpijczyk
            musi wrócić do szkoły o 18, albo uczyć się sam. Na konsultacjach
            jedynkowicz ma pierszeństwo w zaliczeniu testu przed uczniem
            piatkowym, który przychodzi zaliczyć test, którego nie pisał, bo był
            na konkursie.
            I ja też mam pretensje do szkoły. O coś zupełnie innego, ale mam.
            A wcześniej pytałaś, jak można egzekwować zachowanie dziecka w
            szkole, skoro rodzica tam nie ma. Nie wiem, jaka dać radę, u mnie
            wystarczyło powiedzieć, co wolno, a czego nie. Czyli nie obrażamy
            pani w szkole, kolegi na boisku i sąsiadki na podwórku. Swoje
            wątpliwości odnośnie poleceń nauczyciela wyrażamy w sposób
            kulturalny. Nie przeszkadzamy innym itd, itp.
            Ja wiem, że to pewnie nie zawsze takie proste. U mnie było to
            naturalne i tyle. I moje dzieci wcale nie są uległe. Raczej wiedzą
            ile sobie moga pozwolić, zależnie od sytuacji i osoby.
            • e_r_i_n Re: Erin 13.03.10, 12:47
              azile.oli napisała:

              > Tak to już jest, że ''z drugiej strony barykady'' widzę zupełnie
              > co innego.

              Tzn. z której strony barykady?

              > Nie wiem, jaka dać radę, u mnie wystarczyło powiedzieć, co wolno, > a czego nie.

              Nie wiesz, jaką dać radę, bo Twoje dziecko nie miało problemów w szkole. Przy
              problemach chociażby z koncentracją - takich, jakie ma mój syn - nie wystarczy
              powiedzieć 'skup się'. Bo jego zachowanie to nie jest jego zła wola i robienie
              na złość nauczycielowi czy mi, tylko najzwyczajniej w świecie coś, nad czym nie
              panuje i uczy się panować powoli, wraz z rozwojem układu nerwowego połączonym z
              odpowiednią pracą moją, a jeszcze bardziej nauczyciela. Bowiem pracując ze mną w
              domu problem praktycznie nie istnieje. A tego, jak funkcjonować w klasie, gdzie
              nie jest sam i nie ma 100% uwagi nauczyciela, ja niestety go nie nauczę 'na
              sucho', przy biurku w domu. To musi zrobić nauczyciel.
              • azile.oli Re: Erin 13.03.10, 12:59
                Z drugiej strony barykady, tzn jako matka dzieci , które problemów
                nie sprawiają, a ponoszą konsekwencje tego, że ktoś przeszkadza,
                nie chce mu się uczyć, albo ma problem, z którym rodzice nic nie
                robią, albo robią za mało.
                Bo szkoła koncentruje się na uczniach z problemami, a moje dzieci z
                tych, które same sobie poradzą. I radzą sobie, owszem, z moją pomocą
                i wsparciem.
                A co by było, gdyby nie miały tej możliwości. W końcu dzieci zdolne
                moga mieć różnych rodziców, nie zawsze chętnych i wspierajacych.
                Takie dzieci bardzo często marnują swój potencjał.
                • e_r_i_n Re: Erin 13.03.10, 13:05
                  azile.oli napisała:

                  > Z drugiej strony barykady, tzn jako matka dzieci , które
                  > problemów nie sprawiają, a ponoszą konsekwencje tego, że ktoś
                  > przeszkadza, nie chce mu się uczyć, albo ma problem, z którym
                  > rodzice nic nie robią, albo robią za mało.

                  To nie jest druga strona barykady. To jest po prostu niezrozumienie, że to, czy
                  dziecko będzie przeszkadzało innym, czy nie, zależy od tego, jak zmotywowany i
                  wykształcony jest nauczyciel. Można tak poukładać pracę z większością dzieci
                  problematycznych dobrze prowadzonych, żeby nie zajmowały nauczycielom całej
                  lekcji. Ale to jest proces, sytuacja nie zmienia się jak za dotknięciem
                  czarodziejskiej różdżki. I uznanie, że dziecko przeszkadza, bo rodzice za mało z
                  siebie dają dowodzi zerowej świadomości w temacie tego, jak radzić sobie z
                  pewnym dysfunkcjami.
                  A szkoła niestety od zawsze jest dla przeciętniaków - ani nie dla dzieci
                  wymagających dużej pomocy, ani dla tych wymagającej dodatkowej stymulacji, bo są
                  zdolne.
                  BTW moje dziecko 'merytorycznie' jest w czołówce klasy.
            • ardzuna Re: Erin 13.03.10, 12:53
              azile.oli napisała:

              Czyli nie obrażamy
              > pani w szkole, kolegi na boisku i sąsiadki na podwórku. Swoje
              > wątpliwości odnośnie poleceń nauczyciela wyrażamy w sposób
              > kulturalny. Nie przeszkadzamy innym itd, itp.

              To nie jest element współpracy rodzica ze szkołą tylko elementarne
              wychowanie które dziecko powinno odebrać znacznie wcześniej łącznie
              z dobrym przykładem ze strony rodziców. Dziecko może w szkole
              natomiast sprawiać problemy nie tylko obrażając nauczyciela i
              kolegów, ale także na parę innych sposobów.
              • azile.oli Re: Erin 13.03.10, 13:08
                Owszem, dziecko może nie obrażać, a sprawiać problemy po prostu
                przeszkadzając, łażąc po klasie itd. Jak najbardziej uczulałam moje
                dzieci na fakt, że trzeba słuchać poleceń. A też mogły sprawiać
                problemy, bo kończyły wszystko bardzo szybko i się nudziły.
                Wtedy nie rozrabiały, tylko np coś sobie czytały. Oczywiście super
                byłoby, gdyby nauczyciel zadbał o zadania dodatkowe, tyle, że w
                klasie były jeszcze dzieci, którym trzeba było przypomnieć, żeby
                wyjęły książkę, zaznaczyły pracę domową, skoncentrowały się na
                zadaniu, usiadły w ławce, nie łaziły z każdym papierkiem do kosza,
                zaczepiając kolegów itd.
                • kub-ma Re: Erin 13.03.10, 13:21
                  Podoba mi się przykład który podałaś.
                  Gdy podczas pracy samodzielnej dobry uczeń zakończył wcześniej pracę
                  nauczyciel powinien mieć przygotowane dla niego dodatkowe zadania.
                  Ale żeby mu je dać powinien spojrzeć, czy uczeń dobrze wykonał
                  pracę. A np. w tym czasie słabszy uczeń potrzebuje pomocy, bo czegoś
                  nie zrozumiał. Więc nauczyciel jest w trakcie tłumaczenia mu
                  zadania. I dopiero po chwili jest dyspozycyjny. Przy czym w drodze
                  do ucznia zdolnego okazuje się, że ktoś akurat rozpoczął głośną
                  dyskusję, więc to wymaga natychmiastowej reakcji nauczyciela i nadal
                  nie dotarł do ucznia zdolnego. Bywa różnie.
                • ardzuna Re: Erin 13.03.10, 15:37
                  azile.oli napisała:

                  Jak najbardziej uczulałam moje
                  > dzieci na fakt, że trzeba słuchać poleceń. A też mogły sprawiać
                  > problemy, bo kończyły wszystko bardzo szybko i się nudziły.
                  > Wtedy nie rozrabiały, tylko np coś sobie czytały.

                  Widzisz, tylko nie zawsze uczulanie dzieci w domu wystarcza żeby
                  wszystko działało jak trzeba. Moje dziecko np nie przeszkadza innym.
                  Zawiesza się w szkole - zamyśla się. I jakos nie jestem w stanie go
                  namówić do tego żeby się skupiło szczególnie że przy nim nie siedzę,
                  tylko akurat jestem w pracy której nie mam zamiaru rzucać tylko
                  dlatego ze nauczyciel siedzący naprzeciwko dziecka nie jest w stanie
                  wywrzeć na nie mentalnego wpływu w celu zmuszenia go do np.
                  nietemperowania ołówka i nieobserwowania strużynek przez cały dzień
                  kiedy moje dziecko ma akurat taką fazę. Wszystko co mogłam zrobić
                  sama, zrobiłam, a od szkoły oczekuję żeby współpracowała ze mną a
                  nie czekała że sama jakoś rozwiążę problem i wzywała mnie na dywanik
                  raz na jakiś czas. I oczekuję czegoś co jest nie do przejścia dla
                  szkoły intelektualnie: jakichkolwiek merytorycznych fachowych
                  propozycji rozwiązania problemu.

                  Ja też się zawieszałam, olewałam odrabianie lekcji, potrafiłam nie
                  chodzić do szkoły bo mi się nie chciało albo nie miałam motywacji
                  żeby odpowiednio wcześnie wstać ale miałam także dziwną zdolność
                  jechania przez cała szkołę na samych najlepszych stopniach. Dlatego
                  szkoła nie zwracała uwagi na moje zachowanie a nawet byłam cały czas
                  chwalona. Mój syn niestety nie potrafi się rozpraszac i odpuszczać
                  sobie w kontrolowany sposób.

                  Zgadnij co miała do zaproponowania pedagog szkolna? Brawo, zgadłaś.
                  Indywidualny tok nauczania bez prawa do uczęszczania na jakiekolwiek
                  lekcje, z prawem do zdawania egzaminów. Niestety źle trafiła i że po
                  tej jednej rozmowie której świadkiem była wychowawczyni, półtora
                  roku remu, nie otrzymałam już więcej takich propozycji i jestem
                  dziwnie pewna, że już ich nie otrzymam do końca szkoły.
                  • azile.oli Re: Ardzuna 13.03.10, 16:09
                    W przypadku dziecka takiego , jak Twoje, zaproponowanie
                    indywidualnego toku nauczania jest nieporozumieniem. Podałam
                    wcześniej przykład chłopca z dużo większymi problemami, który jest
                    przez pedagoga i matkę prowadzony indywidualnie, ale na zajęcia
                    normalnie chodzi.
                    Problem jest generalnie wtedy, gdy dziecko swoim zachowaniem
                    szkodzi niejako innym, choćby przez to, że przeszkadza.
                    Uczeń, który się ''zawiesza''nie wymaga separacji od grupy, ale
                    dodatkowej pracy. Tyle, ze nie na lekcji, ale pracy indywidualnej
                    z nauczycielem, z pedagogiem i z rodzicem w domu.
                    Myślę, ze dobrym pomysłem byłoby podpowiedzenie nauczycielce , jak
                    sobie z nim radzisz w domu, żeby odrabianie lekcji nie trwało
                    godzinami.
                    Warto byłoby też dowiedzieć się z czego wynika takie zaburzenie i
                    pracować w kierunku stymulacji dziecka. Jak rozumiem miałaś podobny
                    problem i sobie radziłaś. Czyli musiałaś się jakoś mobilizować, bo
                    dobre stopnie nie biorą się z nieba. Trzeba wykazać choćby minimum
                    własnej aktywności , nawet, gdy jest się bardzo zdolnym.
                    Ale myślę, że w sytuacji, gdy dziecko nie robi nic, co
                    nauczycielowi przeszkadza i go obraża, a jednak ten nauczyciel
                    dzwoni do matki, widać też coś optymistycznego. Bo chyba jednak
                    dzwoni dlatego, że mu zależy. Przecież można dać matce spokój i
                    sadzić jedynki.
                    • e_r_i_n Re: Ardzuna 13.03.10, 16:35
                      Ardzuna opisuje dokładnie zachowania mojego dziecka. I nie, dziecko nie wymaga
                      pracy indywidualnej - tzn. poza lekcjami. Dziecko wymaga wypracowania
                      wspólnie metod 'wytrącania' go z tego zawieszenia. A wykonywać to
                      powinien nauczyciel, bo to on jest na lekcji.
                      Ja opowiedziałam nauczycielce mojego dziecka jak sobie radziła w przedszkolu
                      jego nauczycielka, jak sobie radzę ja w domu, a problem jednak nie znika.
                      • agacz2905 Re: Ardzuna 13.03.10, 17:17
                        Mam z synem podobne problemy. Z tym, że u nas problem zanika - pozostaje mieć
                        nadzieję, że z czasem zniknie całkowicie. I bardzo duże zasługi ma tutaj
                        wychowawczyni dziecka
                        ---
                        Szymek
                        Agatka
                        • e_r_i_n Re: Ardzuna 13.03.10, 20:54
                          U nas też jest już lepiej, niż było smile W porównaniu z pierwszą klasą jest prawie
                          idealnie wink. Ale właśnie próbuję wytłumaczyć azile.oli, że pewne sprawy nie
                          dzieją się z dnia na dzień i nawet milion podpowiedzi ze strony matki (btw chyba
                          powinny to być podpowiedzi przede wszystkim jednak specjalistów, w tym
                          wychowawczyni) nie sprawi, że problem zniknie od ręki.
                    • ardzuna Re: Ardzuna 13.03.10, 20:36
                      azile.oli napisała:

                      > Problem jest generalnie wtedy, gdy dziecko swoim zachowaniem
                      > szkodzi niejako innym, choćby przez to, że przeszkadza.
                      > Uczeń, który się ''zawiesza''nie wymaga separacji od grupy, ale
                      > dodatkowej pracy. Tyle, ze nie na lekcji,

                      Tak jak napisala erin on sie MUSI nauczyc pracy na lekcji bo inaczej
                      w zyciu sobie nie poradzi chyba że cały czas będzie miał dodatkowego
                      korepetytora.

                      > Myślę, ze dobrym pomysłem byłoby podpowiedzenie nauczycielce ,
                      jak
                      > sobie z nim radzisz w domu, żeby odrabianie lekcji nie trwało
                      > godzinami.

                      Ależ odrabianie lekcji trwa godzinami!!! A ja siedzę przy nim i
                      pilnuję żeby się nie zawieszał. Ostatnio zatrudniłam w tym celu
                      panią bo mam wymagającą pracę, pracuję wiele godzin dziennie i nie
                      jest możliwe żebym dokładnie cały wolny czas poświęcała na
                      odrabianie lekcji i to jeszcze nie wszystkich, bo wszystkich się w
                      tym czasie odrobić nie da. Oczekuję fachowej pomocy od pedagoga
                      szkolnego w tym zakresie. To znaczy oczekuję wykonywania jego
                      własnej pracy. Komuś się płaci do licha za to ze jest pedagogiem
                      szkolnym więc ma szukać na takie przypadki rozwiazań i dysponować
                      odpowiednim instrumentarium.

                      > Warto byłoby też dowiedzieć się z czego wynika takie zaburzenie i
                      > pracować w kierunku stymulacji dziecka.

                      Żaden specjalista mi do tej pory nie wskazywał na to żeby było to
                      jakieś poważne zaburzenie i z czego by mogło wynikać. Ot refleksyjny
                      chłopak jest, ale niestety śiwat nie jest zorganizowany tak że tego
                      typu osobowości sobie dobrze radzą. Mimo to zalizcył w odpowiednim
                      czasie SI, Tomatisa i wszystko co się tylko dało żeby lepiej
                      funkcjonował. Poza tym byłam skupiona na tyle żeby wiedzieć na kiedy
                      zapowiadają klasówkę i raz przeczytać wieczorem materiał przed
                      zaśnieciem co na ogół było wystarczające żeby być najlepsza w klasie.

                      Jak rozumiem miałaś podobny
                      > problem i sobie radziłaś. Czyli musiałaś się jakoś mobilizować, bo
                      > dobre stopnie nie biorą się z nieba.

                      Ja poszłam do szkoły umiejąc dawno biegle czytać, a celowo nie
                      wspierałam aż tak bardzo procesu uczenia sie czytania przez moje
                      dziecko żeby "nie odbierać mu dzieciństwa" i nie spowodować że się
                      będzie w szkole nudził jak mops, tak jak ja się nudziłam. I masz
                      teraz babo placek. Jeśli będę mieć jeszcze dzieci, postąpię inaczej.

                      > Ale myślę, że w sytuacji, gdy dziecko nie robi nic, co
                      > nauczycielowi przeszkadza i go obraża, a jednak ten nauczyciel
                      > dzwoni do matki, widać też coś optymistycznego. Bo chyba jednak
                      > dzwoni dlatego, że mu zależy. Przecież można dać matce spokój i
                      > sadzić jedynki.

                      Ta rozmowa była żenująca (z pedagogiem szkolnym). Baba miała
                      niestety pecha bo trafiła na matkę która zapytała o to, na czym
                      będzie polegała współpraca szkoły skoro matka ma w tym
                      przypadku współpracować zdaniem pańci. Odpwiedzią ze strony
                      pedagożki była jedna wielka mizeria intelektualna i niezrozumienie
                      tego, ze moze ona sama cos powinna zrobic poza uprzejmym
                      zaproponowaniem mi indywidualnego toku nauczania, tj. dążeniem do
                      usunięcia dziecka sprzed swoich oczu.
          • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:28
            Ale samo wytłumaczenie, rozmowa, zajęcia integracyjne prowadzone
            przez nauczyciela nic, albo bardzo niewiele dadzą, jeżeli dzieci nie
            wyniosą z domu odpowiednich wzorców zachowań wobec innych.
            • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 12:49
              O jakich innych wzorcach mówisz? Mylisz chyba dzieci agresywne, niewychowane z
              dziećmi z deficytami. Ja piszę o tych drugich.
              I to nie jest kwestia jakichkolwiek wzorców, tylko tego, co dziecko w sobie ma,
              niezależnie od tego, jakie wzorce dają rodzice.
              Ja jestem wyjątkowo skupiona na pracy, którą wykonuje. I skupienie trwa do czasu
              jej wykonania. Wzorzec pierwszorzędny. A moje dziecko w szkole problemy ze
              skupieniem ma. Zonk w Twojej teorii. Bo nie mówimy o wyzywaniu koleżanek i
              podstawianiu nogi kolegom.
              • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 13:04
                Nie zrozumiałyśmy się zupełnie.
                Jeżeli w klasie jest dziecko z deficytem (zwykle więcej niż jedno),
                wymaga odpowiedniego podejścia ze strony nauczyciela. Ale czasami
                również akceptacji i zrozumienia ze strony innych dzieci. I
                nauczyciel może pracować z klasą, by integracja była dobra. Ale
                niewiele zdziała, jeżeli takiej akceptacji dla inności nie będzie w
                domu rodzinnym.
                • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 14:01
                  dla mnie sprawa jest prosta- pani od angielskiego ma sie zajac
                  uczeniem angielskiego, a nie zachowywaniem porzadku w klasie i
                  przerywaniem sobie co 5minut. jest tam po to,zeby dzieci nauczyc -
                  jezyka angielskiego, tego oczekuja rodzice i wiekszoscdzieci tez
                  jest tym zainteresowana. od wychowywania jest pani wychowawczyni( w
                  sensie zycia w grupie), a poza szkola rodzice
                  do utrzymania porzadku w klasie oraz do zajecia sie uczniami z
                  uposledzeniem lub innymi szczegolnymi wymaganiami nalezy zatrudnic
                  dodatkowe osoby specjalnie do tego przeszkolone. tak funkcjonuja
                  szkoly na zachodzie. u nas dobrez sie dzieje tylko w klasach
                  integracyjnych,bo tam jedna pani uczy wszytskich,a druga pani
                  zajmuje sie w tym czasie dziecmiz uposledzeniem.-
                  https://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;10031;29/st/20101101/k/caf6/
preg.png
                  • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 14:25
                    Najlepsza dla tego ucznia byłaby klasa integracyjna i właściwie nie
                    wyobrażam sobie funkcjonowanie chłopca w klasie bez nauczyciela
                    wspierającego.
                    • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 14:31
                      kub ma,ja sobie nie wyobrazam powrotu do polskiej szkoly jako
                      nauczyciel. po tym, jak zobaczylam, jak powinno byc,wiem,w jak
                      niueludzkich warunkach pracuja nauczyciele w Polsce i w jakich
                      warunkach musza uczyc sie nasze dzieci.
                      • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 17:24
                        To Ci współczuję. Mam nadzieję, że przez ten czas zmieniło się u nas
                        coś na lepsze. Sobie nie wspólczuję, bo na szczęście nie widziałam
                        jak może funkcjonować to inaczej smile Chociaż jak piszesz o
                        asystentce nauczyciela to ... Ech, pomarzyć można ... U nas tego nie
                        doczekam.
                        Moje dziecko chodzi do klasy inegracyjnej i jestem bardzo
                        zadowolona. Zupełnie inna praca z uczniami: 20 uczniów i 2 panie.
                        • iwonkocia Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 21:37
                          przerwy w szkole sa tylko i wylacznie dla uczniow, bo zazwyczaj sa
                          dyzury, a nawet jesli nie, to i tak musisz latac na drugi koniec
                          szkoly na nastepna lekcje i czesto nie zdazysz nawet zebrac mysli
                          • kub-ma Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 13.03.10, 22:55
                            A tak, z tym bieganiem po szkole to masakra jest. Miałam tak na
                            początku swojej pracy. Tu dyżur, a tu trzeba zabrać pomoce
                            dydaktyczne bo się nie ma własnej pracowni. Ale teraz już mam jedną
                            salę. Z językowcami jest gorzej: w klasach 1-3 muszą biegać. W
                            starszych najczęściej mają własną pracownię (przynajmniej w mojej
                            szkole).
                            Słuchaj, to może nie wracaj do Polski, bo przeskok będziesz miała
                            duży, a dziecku też pewnie będzie gorzej.
    • mirszy Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 18:41
      Od razu przyznam, że nie przebrnęłam przez cały wątek, tylko tak do
      połowy, więc nie wiem czy kogoś nie powielę.
      Za moich czasów (kilkanaście lat temu) dla uczniów ze stopniem
      upośledzenia były szkoły specjalne. Tam byli nauczyciele, którzy
      byli kierunkowo wykształceni i te dzieci też czuły się lepiej w
      takim samym towarzystwie. Nikt nie czuł się gorszy, bo każdy miał
      jakieś tam problemy.\
      Nie rozumiem postawy niektórych, że nauczycielka ma dostosować
      program do niższych wymagań tego dziecka. Czy ona ma prowadzić
      lekcje osobno dla tego dzieiaczka i osobno dla pozostałych dzieci?
      Dlaczego te pozostałe dzieci mają tracić, bo chłopiec nie może
      nadążyć? Staram się zrozumieć również matkę tego dziecka, ale jej
      postawa daje wiele do myślenia. Czy to tak trudno zrozumieć, że to
      dziecko też się męczy? Przecież jemu musi być cholerie przykro, że
      nie może dogoni reszty klasy, że ciągle jest gorsze. Ten chłopiec
      myśli i czuje, nawet jeśli reszcie wydaje się, że nie. I będzie
      robił wszystko żeby zwrócić na siebie uwagę, a jeśli nie może tego
      zrobić wynikami w nauce, to zrobi to na swój dziecięcy sposób - będę
      broił to mnie zauważą. Przecież to jest wołanie o pomoc ! Myślę, że
      matki postawę można wytłumaczyć tylko w jeden sposób: nie puszczę
      dziecka do szkoły specjalnej, bo co ludzie powiedzą.
      No ale cóż. POwodzeniai życzę i dużo wytrwałości.
      • e_r_i_n Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 14.03.10, 18:43
        mirszy napisała:

        > Za moich czasów (kilkanaście lat temu) dla uczniów ze stopniem
        > upośledzenia były szkoły specjalne. Tam byli nauczyciele, którzy
        > byli kierunkowo wykształceni i te dzieci też czuły się lepiej w
        > takim samym towarzystwie.

        Teraz też tak jest. A to, czy dzieci się lepiej czuły - tego nie wiesz.
        A w temacie skierowania dziecka do SS - przeczytaj jednak cały wątek.
      • agacz2905 Re: Od drugiej strony - naucyciel i rodzic 15.03.10, 08:10
        To może przeczytaj dokładnie, czy aby na pewno w wątku mowa o
        dzieciach upośledzonych

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka