Moja córka nie chodzi w marcu do przedszkola bo ma zabieg wycięcia
migdałków. I tak ciągam ją wszędzie ze sobą. Codziennie muszę
chodzić na pocztę wysyłać paczki. A wiadomo, na poczcie nudno, dużo
ludzi więc zostawiam ją pod opieką znajomej, która sprzedaje w
piekarni. Umówiłyśmy się z córką, że ciastka będę jej kupowała w
pitki i tego się trzymamy, a przynajmniej tak mi się wydawało do tej
pory. W sobotę gdy byłyśmy w piekarni córka zapytała czy idę na
pocztę, bo ona by chętnie została z ciocią. Zapytałam jej czy ciocia
jej daje ciastka jak ja jestem na poczcie, córka stwiedziła, że tak.
Znajoma na to, że nie , absolutnie, tylko to co ja sama jej
kupię.Nie drążyłam, bo byli inni ludzie, a poza tym znajoma jest w
pracy i nie jest to miejsce na takie rozmowy. Ale dzisiaj, na
poczcie byłam króciutko, przychodzę po córkę a ta zajada się takimi
małymmi pączkami, znajoma stoi na przeciwko jej, tak jakby chciała
ją zasłonić przede mną. Na moje pytanie : co to znaczy,
odpowiedziała, ach to tylko takie małe pączuszki i nic więcej.
Chciałabym podkreślić, że ta znajoma wie, że mam z dzieckiem umowę,
że drożdżówki, ciastka itp je tylko w piątek. Chyba przestanę ją tam
zostawiać, choćby dlatego, że strasznie kuszące są te zapachy

Zachowanie tej mojej znajomej wydaje mi się wysoce niewłaściwe i
niewychowawcze. A wy jak myślicie i co byście zrobiły na moim
miejscu.