kawka74
24.04.10, 12:49
... podzielić zgrozą, która dzisiaj stała się moim udziałem.
Jedziemy sobie autem, ja z dziecięciem z tyłu, dziecię śpi. Śpi. Śpi. Śpi. I
dla odmiany śpi. Kładę rękę na klatce piersiowej - nie czuję, czy oddycha, czy
nie, bo samochodem telepie (polskie drogi). Dotykam policzka - nic. Dotykam
mocniej - nic. Szarpię za ubranko - nic. Zaczyna mnie ogarniać panika, wołam -
nic. Nic. Krzyczę do męża, żeby się zatrzymał, bo mała nie reaguje na żaden
bodziec, zatrzymujemy się w pierwszym możliwym miejscu, mąż wyskakuje z
samochodu, dopada dziecka, rozpina ubranko pod szyją, kładzie palce w okolice
grdyki i mówi: 'przecież oddycha'.
Dziecko robi: 'bueee', cmoka z dezaprobatą, odwraca głowę i śpi dalej.
Postarzałam się o jakieś dwieście lat.