imasumak Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 16:55 Skoro już pytasz o zdanie, to nie sposób nie przyznać Twojej matce racji. Również uważam, że poprzewracało się Ci w głowie. Piszesz w którymś poście tego wątku, że najważniejsze dla Ciebie, to mieć posprzątane i coś w lodówce do skomponowania obiadu dla siebie. To jak robisz ten obiad dla siebie, nie możesz zrobić też dla niego? Korona z głowy by Ci spadła? Zachowujesz się jak zbuntowana nastolatka, a nie jak kobieta, żona, matka. Powinnaś ustalić z mężem podział obowiązków, wymagać od niego większego zaangażowania w sprawy domowe i związane z opieką nad małą, ale od siebie również... Na razie wasze małżeństwo nie rokuje dobrze na przyszłość. Po prostu para egoistów bawiąca się w dom. Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 17:20 Mam wrażenie, że u Was to nie jest małżeństwo, tylko wojna podjazdowa, on nie kąpie, Ty nie gotujesz, on nie dziękuje, i tak dalej. Po kiego robić sobie wzajemnie na złość? Fundujecie sobie wzajem frustracje (bo powrót do domu, do wygimnastykowanej i pomalowanej żony oraz pustych garów albo do męża, który czeka z kąpielą dziecka, bo sam nie może, jest frustrujący), po co? Odpowiedz Link Zgłoś
asiara74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 18:52 Wszystko fajnie, jesz surowe warzywa(naprawdę nie potrzebujesz nic ciepłego, nawet w zimie?)tylko co będzie jak dziecko podrosnie? Słoiczkami buzi mu nie zamkniesz, a gotowce ze sklepu to najprostszy sposób do wyrobienia niezdrowych nawyków i spowodowania otyłości. Ja mysle ze najlepiej to zachować zdrowy rozsądek i umiar, znależć z mężem kompromis. Skoro ty wracasz po ilus tam godzinach niech on zadba o jedzenie dla rodziny, jesli ty jesteś w domu a on pracuje to odwrotnie. zapieranie się że gotować nie będę bo nie jest lekko dziecinne, chyba że ma kto cie zastąpić na resztę wspólnego życia, to o.k. Odpowiedz Link Zgłoś
zefirek1612 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 20:05 czytać posty dziewczyny, czytać! bo pieprzycie trzy po trzy. Wogóle nie skapowałyście o co chodzi? nie chodzi o to , że ja mu robię na złość nie gotując bo on mnie też nie gotuje. Absolutnie nie! jemu nie przeszkadza że ja nie gotuję i mnie nie przeszkadza że on nie gotuje. Chodziło mi o reakcje mojej mamy na fakt, ze ja przy garach nie wystaje. Zdziwiło mnie że ona uważa że to jest mój obowiązek ,a ja się pytam gdzie tak pisze? Dlaczego to jest mój obowiązek? Abstrahując od tego czy on w pracy się bardziej zmęczy niż ja gdy zajmuję się domem i dzieckiem. -- Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 20:25 a nie stać przy garach, bo potem to nawet dziękuję nie usłyszę... Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi, czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię. Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły... Faktycznie, zadowolenie z sytuacji aż wali po oczach. Co do obowiązków, gotowanie nie jest takowym. Tak jak nie jest nim mówienie 'dziękuję' i kąpanie dziecka. Jest to wyłącznie dobra wola, na której nadmiar chyba nie możecie narzekać. Abstrahując od tego czy on w pracy się > bardziej zmęczy niż ja gdy zajmuję się domem i dzieckiem. A najbardziej pewnie męczy ta gimnastyka... Odpowiedz Link Zgłoś
imasumak Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 21:35 To Ty przeczytaj dziecino coś wcześniej nasmarowała: "Oczywiście jestem matką ale przede wszystkim jestem kobietą i to młodą kobietą (23 lata) więc jeśli mam chwilę czasu to chcę zadbać o siebie (depilacja, malowanie paznokci, makijaż, gimnastyka) a nie stać przy garach, bo potem to nawet dziękuję nie usłyszę... Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi, czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię. Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły..." Odpowiedz Link Zgłoś
zefirek1612 Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 07:55 o jezu... moja mama jest starszą kobietą tak? i o ile koleżankom powiem nie gotuję i ok nie wchodzą w szczegóły bo mama prawo nie gotować to o tyle mojej mamie muszę podać powody. I właśnie takie podałam. Swoja drogą, zabawne że brak obiadu to dla niektórych powód do rozwodu. No ubawiłam się czytając niektóre posty Odpowiedz Link Zgłoś
bez_seller Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 12:17 zefirek1612 napisała: > Swoja drogą, zabawne że brak obiadu to dla niektórych powód do rozwodu. No > ubawiłam się czytając niektóre posty Brak obiadu moze byc, chociaz nie musi, objawem braku milosci. U Ciebie tak to wyglada, brak obiadu = brak milosci. Podstawa w malzenstwie jest dbalosc o wspolmalzonka, chec zaspokojenia jego potrzeb - chec, nie przymus. Wyglada na to, ze oboje nie macie checi. Staracie sie robic dla siebie jak najmniej i bedzie coraz gorzej. Nie doroslas do mazenstwa, nie umiesz kochac. Odpowiedz Link Zgłoś
crises Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 13:05 Może jak już tak dbasz o samorozwój, rozwiń się ortogaficznie i opanuj prawidłową pisownię wyrażenia "w ogóle"? Odpowiedz Link Zgłoś
sandorianka Re: gotowanie-mój obowiązek? 12.05.10, 20:15 zefirek1612 napisała: > hej, dzisiaj moja mama mnie zastrzeliła tekstem że" poprzewracało mi się > głowie" gdy jej powiedziałam ze nie gotuję obiadów dla męża bo: mamy małe > dziecko którym ja się zajmuję(Pola ma 11 tygodni),sprzątam, piorę, robię > zakupy. Oczywiście jestem matką ale przede wszystkim jestem kobietą i to młodą > kobietą (23 lata) więc jeśli mam chwilę czasu to chcę zadbać o siebie > (depilacja, malowanie paznokci, makijaż, gimnastyka) a nie stać przy garach, > bo potem to nawet dziękuję nie usłyszę... > Poza tym ja też w weekendy pracuje po 12 h i mój mąż obiadu mi nie zrobi, > czeka nawet z kąpielą dziecka, ze jak wrócę to ja wykąpię. > Żle robię? No chyba ręce mu do doopy nie przyrosły... Brawo, zgadzam się całkowicie, tylko jeszcze naucz go kąpieli, zapewniam Cię, że pojmie o co chodzi. Kąpiel dziecka to była robota mojego męża. Zresztą gotowanie też, bo ja nie znoszę. Moja mama też ględzi, ale skoro musi to nie bronie. Odpowiedz Link Zgłoś
an_ni Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 13:56 w przypadku twojego meza, ktory jak wiemy ledwo sie zebral do roboty kiedy mu sie dziecko urodzilo, to robisz dobrze, bardzo dobrze ja nie cierpie (i nie mam czasu) gotowania z obowiazku, takiego codziennego zywienia rodziny, wiec unikam, maz nauczony ze ma sam sie ogarniac jak chce jesc, zazwyczaj jego lenistwo w tych kwestiach ogranicza go do smazenia jajecznicy dla siebie, ale skoro tak chce... najlepiej to miec meza kucharza albo pasjonata kuchni ehhh a dla facetow potulna zono-matko-gosposie ja jednak nie rozumiem tych pracujacych kobiet pedzacych do domu z siatami i czekajacych na meza z obiadem kosztem czasu dla siebie i np dla dzieci. to jakis stary model, ktory jakims dziwnym trafem nadal jest dosc popularny .. ile jeszcze?? Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 14:08 an_ni napisała: > w przypadku twojego meza, ktory jak wiemy ledwo sie zebral do roboty > kiedy mu sie dziecko urodzilo, to robisz dobrze, bardzo dobrze > dokladnie tak samo uwazam dopiero teraz przypomnialam sobie z jakich watkow pamietam zefirka ciezarna utrzymuje rodzine i o tym powrocie do pracy 3 tyg po powrocie bo chlop nie chce nie umie miga sie i ogolnie jest lewus nie dosc ze nie zarobi i sie ni epoczuwa to jeszcze w domu malo do czego sie przydaje serio takiemu chlopu to by mi sie nie chcialo wietkonga wrzatkiem ale z drugiej strony co to za zyciem z takim leniem i egosita? i jaki wzorzec rodziny dla corki? tylko tam rodzina moze byc szczesliwa gdzie sie razem pcha wozeczek w te sama strone i troszczy jedno o drugiego wtedy chce sie szybko do domu wracac i ulubiona zupe ugotowac Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 14:27 > w przypadku twojego meza, ktory jak wiemy ledwo sie zebral do roboty > kiedy mu sie dziecko urodzilo, to robisz dobrze, bardzo dobrze A to ten sam pan? Zaczynam rozumieć autorkę wątku. Szkoda tylko czasu na wojnę. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 14:36 > A to ten sam pan? > Zaczynam rozumieć autorkę wątku. > Szkoda tylko czasu na wojnę. no ale ja tego dziewczecia nie rozumiem jesli to ten sam pan, to czemu pisze, ze im taki uklad odpowiada? po co zaprzeczac samemu sobie i za kazdym razem wypisywac co innego Odpowiedz Link Zgłoś
kawka74 Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 14:56 Rozumienie dotyczyło niegotowania obiadu - nie bardzo chciałoby mi się wysilać przy takim poziomie panamężowego entuzjazmu do pracy. Natomiast nie rozumiem tracenia czasu i nerwów na kombinacje, kto komu będzie bardziej wilkiem. Chyba że to taka dyscyplina sportu małżeńskiego - też się zdarza. Odpowiedz Link Zgłoś
bez_seller Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 14:44 kawka74 napisała: > A to ten sam pan? > Zaczynam rozumieć autorkę wątku. > Szkoda tylko czasu na wojnę. Teraz widac jak na dloni brak rozumu u autorki watku. Odpowiedz Link Zgłoś
miss_akryl Re: gotowanie-mój obowiązek? 13.05.10, 23:42 Nie czytałam wątku zefirka o mężu-leniuchu, ale dziewczyny, nie przesadzajcie! Nie matki sprawa, czy żona gotuje, czy mąż, a może on je w pracy ciepły obiad, chyba nie taka rzadkość?!?, musi zjeść dwa?!? Dziewczyna ma się dogadać z mężem, co komu odpowiada. Są osoby, które nie lubią gotować i "widziały gały, co brały" - może ma superhiper wysprzątane w domu i może mąż woli, żeby było ładnie i czysto, a ciepłe, jak pisałam, zjada w pracy, to co - ma gotować "sztuka dla sztuki"? Najważniejsze są ustalenia między małżonkami, a mamę uświadom, że czasy się zmieniły. Ja moją uświadamiam cały czas (jako wojująca femministka) i nawet potrafi to przynieść efekty XXI wiek wita! Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 00:29 Po wypowiedziach w tym wątku zauważam ze zdziwieniem, że Wam się kobitki marzy powrót do przeszłości: żonka w domu z przychówkiem, sprząta, pierze, gotuje, robi zakupy, a pan maż... no cóż, jak wróci z pracy, to już nie ma co robić, więc i podziału obowiązków brak, pan mąż wraca z pracy, ma ciepły obiadek i wszystko zrobione... A potem jęki, że faceci wyrastają z rączkami przyrośniętymi do tyłka. Takie jest życie, że wraca się z pracy i coś tam najczęściej trzeba zrobić w domu. Skoro obiad da się zrobić w pół godziny, a nawet w 10 minut, jak radzą niektóre emamy, to nie widzę powodu, żeby nie mógł zrobić go mąż, bo nic innego najwyraźniej nie robi, sądząc z poprzednich wpisów zefirka. A Wy robicie z niego biednego, poszkodowanego misia, co to nawet obiadu nie ma, bo żona siedzi w domu i obija się całe dnie. Odpowiedz Link Zgłoś
volta2 Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 07:38 ale świetnie to ujęłaś, " po pracy też coś trzeba w domu zrobić" otóż trzeba - po pracy mój facet ma mieć na głowie nie dom i domowe fuchy - tylko DZIECI. założyliśmy rodzinę i ja tej rodzinie(a nie mężowi tylko) gotuję obiady a mąż dla rodziny chodzi do pracy(bo jakby jej nie miał, to może by leserował z gitarą w ręku na starówce i piwkował?) a dzieci w naszej rodzinie są bardzo ważne, i po pracy dzieci powinny spotkać się z ojcem. to ważniejsze niż zapędzenie go do ugotowanie obiadu, nie uważasz? nie wiem, jak w innych rodzinach, ale w mojej tata wraca o 19-tej. po zjedzeniu i wypiciu herbaty jest 19.30 i od tej pory tata jest już tylko dzieci. i w tygodniu naprawdę nie robi nic więcej do czasu aż dzieci nie pójdą spać. ile to jest, godzina, dwie dziennie. on nie ma szans na czas dla siebie, bo po uśpieniu dzieci jestem jeszcze ja i też go potrzebuję, i nie chcę, żeby mi coś tam w domu robił, tylko żeby pobył ze mną. pogadał, posłuchał muzyki czy obejrzał film. abstrachuję tu od sytuaji zefirka, bo nie wiem, co za męża sobie wybrała, póki co jej problem jest dla mnie wydumany. a matka - ma zapwene prawo komentować jej życie w małżeństwie, bo jak to małżeńtwo się rozwali - to córka spadnie jej na głowę raczej patrząc na jej 23 lata i dziecko w cv. i stąd ta troska(nie tylko o córkę ale i o siebie) Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 08:47 koro obiad da się zrobić w pół godziny, a nawet w 10 minut, jak > radzą niektóre emamy, to nie widzę powodu, żeby nie mógł zrobić go mąż, bo nic > innego najwyraźniej nie robi, sądząc z poprzednich wpisów zefirka. A Wy robicie > z niego biednego, poszkodowanego misia, co to nawet obiadu nie ma, bo żona > siedzi w domu i obija się całe dnie. kwestia doswiadczen kazdy interpretuje wg sobie znanych sytuacji ja wiem ze tak nie jest ojcowie ktorych znam sa zaangazowani w wychowanie dziecka, prowadzenie domu, sprawy bytowe i codzienne oraz ciezko pracuja sama tez pracuje i wiem jak to jest kiedy sie wraca glodnym jak pies po osmiu godzinach a jeszcze jest kupa spraw do ogarniecia dlatego zwykla przyzwoitosc kazalaby mi chociaz worek kaszy do rondlu wrzucic skoro siedze w chalupie i wiem kiedy chlop do domu wraca - nie godzi to w moja kobieca niezaleznosc i odwrotnie kiedy zyjesz na codzien z leniem i egoista i wszystko sama ogarniasz to takie wyzwolone "niegotowanie" to dupa jest nie feminizm Odpowiedz Link Zgłoś
kura17 Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 12:11 Moofka to dobrze wyrazila. mysle, ze wiekszosc z nas nie pisala o konkretnej sytuacji Zefirka - bo jej za dobrze nie znamy - ale o tym "talerzu zupy", ktory czeka na osobe wracajaca z pracy... w wiekszosci (wszystkich?) postach JEST o partnerstwie, o tym, ze skora maz glownie zarabia na zycie, to jasnym jest, ze domem zajmuje sie osoba w nim zostajaca. nie sadze, aby ktos tu kreowal patryjarchalny model rodziny Odpowiedz Link Zgłoś
madzioreck Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 14:08 kura17 napisała: > mysle, ze wiekszosc z nas nie pisala o konkretnej sytuacji Zefirka - bo jej za > dobrze nie znamy - ale o tym "talerzu zupy", ktory czeka na osobe wracajaca z > pracy... ogólnie to ja się zgadzam i też gotuję nawet Ale jakbym z jakichś powodów już musiała siedzieć z takim bucem, który sam nic nie robi, bo ciężko pracuje (zaznaczam - gdybym), to nie tylko nie gotowałabym mu, ale też nie prała, nie prasowała i co tam jeszcze. Odpowiedz Link Zgłoś
truscaveczka Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 14:25 Biorąc pod uwagę, że i ja i dziecko musimy jeść, gotowałabym. Jednak. Odpowiedz Link Zgłoś
elza78 Re: gotowanie-mój obowiązek? 14.05.10, 09:56 zefirek z jednej strony gotowanie obowiazkiem nie jest a z drugiej istnieja tak latwe i szybkie w przygotowaniu potrawy ze bez problemu mozna je przygotowac nawet z malym dzieckiem po powrocie z pracy razem z mezem nie to zeby u mnie codziennie byl cieply obiad bo czesto chodzimy do mojej mamy ale gotowanie nie stanowi az takiego strasznego dramatu zeby uznawac to za rzecz w stylu nie wiem prania (pranie w zasadzie tez straszne nie jest ale jego skladanie to juz koszmar) dogadaj sie z mezem, powynajduj w sieci jakies smaczne potrawy ktore robia sie same no przyklad - pieczen ze schabu dzien wczesniej nacierasz przyprawami i pozniej hops do piekarnika i sie robi zadna filozofia, do t ego mozna ryz zrobic tez sam sie gotuje i ogorki utrzec na tarce na mizerie, w zasadzie krzataniny klo dania z jakies moze 15 minut gora, jak podzielicie sie na 2 osoby to bedzie szybciej jest wiele takich przepisow tylko kwestia chcenia i podzialu robot Odpowiedz Link Zgłoś