lodówki?
Bo ja chyba muszę zacząć prowadzić.Mąż za dużo (moim zdaniem) je i co gorsza wyjada MOJE jogurty a ja potem nie mam

.
Nie informuje mnie też na bieżąco,że spożył właśnie ostatni kawałek sera czy kabanosa.
Pytanie do tych co prowadzą taką ewidencję:
Od czego zacząć?
Liczyć szynkę na plasterki czy na dekagramy?
Wydzielić mężowi osobną półkę czy lepiej sprytnie chować to jedzenie które nie musi koniecznie leżeć w lodówce (np.dżemy)?