koala500
15.09.10, 13:23
mam córkę w 2 kl.szk.podst., jest to klasa 7-latków. raz na tydzień dzieci mają 45 minut na basenie - jako pierwszą lekcję. basen jest kilka minut spacerem od szkoły.
wczoraj było zebranie, pani prosiła, aby zgłosiły się osoby chętne do pomocy w suszeniu włosów i ogólnie w pomocy dzieciom na basenie - dopilnowaniu, aby się porządnie wytarły, nie zostawiły w szatni swoich rzeczy itp.
na najbliższe wyjście zgłosiłam się tylko ja, na następne jedna mama, która często angażuje się do pomocy w szkole.
zgłosiłam się m.inn. dlatego, bo aż mi było głupio, gdy nauczycielka czekła kilka minut, a nikt się nie zgłaszał.
wkurza mnie to, że zawsze do jakiejkolwiek pomocy zgłaszają się te same osoby- ale oczywiście każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko miało dobrze wysuszone włosy , było porządnie wytarte, i nie pogubiło swoich maneli.
ja rozumiem, że każdy pracuje, ale gdyby tak każdy się wypiął, to kto by tej nauczycielce pomógł?
pani prosiła, aby już zgłaszali się chętni do pomocy na październik- nikt się nie zgłosił.
ja oczywiście rozumiem, że każdy pracuje, ale dlaczego zawsze pomagaję ci sami rodzice, a inni mają doopie? w zeszłym roku było to samo - trzeba było upiec jakieś tam ciasta czy przejechać się z dziećmi na wycieczkę - dosłownie jeden raz w semestrze wychowawczyni poprosiła o taką pomoc -każdy był akurat bardzo zajęty.
czy naprawdę tak trudno ten jeden raz w semetrze tak załatwić sobie w pracy aby się trochę spóźnić -tym bardziej,że można to załatwić z wyprzedzeniem?
to sobie ponarzekałam, już mi lepiej