epistilbit
02.10.10, 19:19
Żalę się, a co.
Jeśli raz gdzieś przeczytam, że nie studiuje się dla ocen i dyplomu, a dla satysfakcji i poszerzania horyzontów to odgryzę sobie głowę i ją zjem.
Studia zabiły we mnie niekłamaną pasję. Bite 4 lata papierkologii, uczenia się bzdur nieaktualnych od półwiecza itp. Hitem było to jak liczyliśmy powierzchnie działki ręcznie na zajęciach przez cały semestr, choć autocad robił to szybciej i dokładniej. Ale alma mater nie było stać na autocada, a oficjalna propaganda była taka, że nauczy ans to cierpliwości. Po wuju, psia mać.
Ale dziś zostałam dobita. Ostatni rok, seminarium dyplomowe, a szanowny pan profesor czyta nam artykuły z Wikipedii. Nawet szaty graficznej nie zmienił, wszystko było doskonale widoczne na rzutniku - łącznie z charakterystycznym logo.
Czemu nie zrezygnowałam?
Na I roku - myślałam, że się rozkręci.
Na II byłam chora i nie miałam siły.
Na III chciałam, ale dziekan przekonał mnie, że to ze mną jest problem (?).
Na IV bo już uznałam, ze to za daleko.
Ale chyba na V walne tym w pizdu.
Dziękuję za uwagę.
Ps. Żeby nie było: to nie wyższa szkoła biznesu bez stresu. Szkoła z pierwszej trójki rankingu w Polsce.