Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze piszmy

    • hexella Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 15:27
      sporo było tych błędów, ale najdłużej ciągnął się za mną (może ciągnie dalej?) brak okazywania ciepłych, serdecznych uczuć (zimny chów), który na długo uczynił ze mnie zimna sucz.
    • niebieska.biedronkaa Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 15:39
      - powtarzane bez przerwy "dzieci i ryby głosu nie mają", "co wolno wojewodzie itd..."
      - wpier*** często i gęsto, często za nic i pytanie "wiesz za co?", jak nie to poprawka
      - w wieku nastoletnim brak kieszonkowego, przeglądanie rzeczy, czytanie pamiętnika, ubrana byłam jak wieśniara - "dopóki jesteś na moim utrzymaniu robisz co ja chcę"
      - do VI klasy zawsze miałam średnią 5,00, nigdy nie usłyszałam pochwały, ewentualnie "masz szczęście" lub po wywiadówce /pamiętam do dziś/ mega foch, bo ... załapałam cząstkową ocenę z kartkówki z matmy 4
      - faworyzowanie młodszej o rok siostry "ustąp jej bo jest młodsza", wpierdziel, za to że na dworzu bawiłam się z koleżanką, gdy siostrzyczka się nudziła
      - koszmarne święta BN - zapierdziel przy porządkach, krzyki, poniżanie, obrażanie, a przy wigilii życzenia "żebyś była zawsze grzeczna, mnie szanowała, nie pyskowała"
      - brak prawa do uczuć - "do książek gó...aro, a nie miłość ci w głowie"
      - nigdy nie usłyszałam "przepraszam", "kocham cię
      - do perfekcji opanowana sztuka manipulacji
      - obwinianie "przez ciebie umrę o 10 lat wcześniej", "gdyby nie dzieciaki to człowiek nie musiałby tego czy tamtego, miał by o niebo lepiej"
      - w wieku 23 lat wylądowałam na onkologii z nowotworem złośliwym i fatalnym stanem psychicznym i biadolenie "kto mi poda szklankę wody na starość, człowiek przez 23 lata wychowywał, starał się, poświęcał, a tu taka niesprawiedliwość losu"
      Tam trafiłam na super panią psycholog, pomogła mi nie tylko przejść przez chorobę, ale odciąć się od beznadziejnego dzieciństwa i koszmarnych osób.
      Obecnie jestem szczęśliwą żoną i mamą smile


      • marzeka1 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 17:19
        Czytam, czytam i w sumie to straszne, jak rodzice mogą pokiereszować własne dzieci.
      • madziulaszuczek do niebieskiej.biedronki 29.11.10, 14:43
        Gratuluję Ci, że Ci się udało odciąć od przeszłości, którą opisujesz, nie miałaś łatwo... Serdecznie pozdrawiam.
      • 0koma Re: Ku przestrodze piszmy 06.12.10, 12:44
        -->niebieska.biedronkaa, u mnie było tak samo. U mnie jest tak samo. Czytam Twojego posta i myślę: to napisałam ja.
        Nie odważyłam się pójść do psychologa, param się z tym sama. Sama szukam odpowiedzi na pytania, i szukam już tak od lat 30. Wiem, że odcięcie pępowiny byłoby tutaj najlepszym rozwiązaniem, a jednak z takich czy innych powodów mieszkam z moją matką. Remontuję dom, do którego mam zamiar się przeprowadzić (dostałam go od babci), niestety leży dokładnie 50 metrów od domu mojej matki. Babcia jeszcze żyje, nie mogę go sprzedać. Może kiedyś? Chociaż mam wrażenie, że nigdy nie będę miała na tyle odwagi, żeby się oddzielić od mojej matki. Zamknąć drzwi. Spalić mosty... A jeżeli starczy mi odwagi, czy w przyszłości nie zmięknę i wrócę, aby "pomóc" na starość?
        Biedronko, może napiszesz coś o rozmowach z psychologiem? Ty pewnie wiesz, co powinna usłyszeć taka osoba, jak ja...
    • vibe-b Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 17:25
      błędów rodziców, niejednokrotnie odbiły
      > się one na psychice i przeszkadzają nawet w dorosłym życiu.

      Ja tylko dla porzadku dodam, ze bledy popelnian prze rodzicow odbijaja sie nie tylko na dzieciach ale i na samych rodzicach. Nieustannie dziwi mnie taka krotkowzrocznosc. Po okresie gorowania nad dzieckiem przychodzi starosc, choroby, zniedoleznienie i brak zainteresowania ze strony swoich dzieci; dobrze jesli tylko brakiem zainteresowania sie konczy.
      Nie moge zapomniec jednego programu w tivi, o mlodocianych ocierajacych sie o kryminal. Placzace do kamery matki zalace sie reporterowi ze "19letni syn traktuje mnie jak szmate, mowi do mnie per k...a". Nie sadze, ze to przypadek, ze wszystkie rodziny byly bardzo dobrze sytuowane. Ze spora pewnoscia moge zalozyc, ze lifestyle tych rodzin byl taki: praca od poniedzialku do piatku od 8-20,w weekendy golf lub inne hobby, a dzieci z opiekunka (szwedzki styl).
      No to zbieraja, co zasiali.
      • asiorzynka Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 20:42
        Zauważyłyście,że jednak najczęściej piszemy tu o tym,jakie błędy popełniła nasza Mama?,
        że jednak ojciec nie wywarł takiego negatywnego wpływu na nas?

        Też mam to wrażenie,że wszystkie opisujecie moje dzieciństwo-ciągły strach o to, co zastanę w domu-czy rodzice dziś będą trzeźwi-czy nie będzie może śladów krwi w domu po kolejnej bijatyce?
        Przypominam sobie odbieranie mnie przez policję od babci,gdy uciekałam z domu nasączonego odorem alkoholu.
        W starszych latach ciągłe krzyki w domu-nigdy spokojnej rozmowy o moich problemach.Zawsze gdy coś źle zrobiłam to mój problem i sama mam sobie go rozwiązać.Wszelkie choroby to była moja wina była(do dziś nie mówię nikomu, że coś mnie boli-chyba ,że już umieram z bólu)
        Mama wywierała na mnie presję-wszyscy skończyli to liceum to ja też muszę.I nie skończyłam-skończyłam liceum dla Dorosłych za wagary-żadna szkoła dzienna nie chciała mnie przyjąć-obraza do n-tej i wmawianie mi ,że przeze mnie się wstydzi.A wagary skąd były?-bo miałam problemy ale o nich nie chciała słuchać-miałam sobie radzić sama.Całe życie mogłam robić wszystko lepiej,szybciej,dokładniej.
        A najgorsze jest to, że piła z moim ojcem.Że 20 lat pamiętam tylko burdy i woń alkoholu.I to, że pozwalała,żeby ojciec nam ubliżał po pijanemu.
        Temat rzeka.
        Mojej Mamy już nie ma-i z jednej strony tęsknię za Nią-bo pod koniec życia zmieniła się.Nie wiem,czy to choroba dała jej czas na przemyślenie pewnych spraw.
        Ale z drugiej strony tak bardzo upośledziła moje dorosłe życie-brak wiary w siebie,brak poczucia jakiejkolwiek wartości-ciągłe depresje,żal do siebie samej za niepowodzenia innych...

        Dlaczego musiałyśmy tak przeżyć nasze dzieciństwo,młodość?....
        • majenkir Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 21:14

          asiorzynka napisała:
          > Zauważyłyście,że jednak najczęściej piszemy tu o tym,jakie błędy popełniła nasz
          > a Mama?,


          Nie wiem jak u Was, ale u mnie i u znanych mi rodzin ojciec byl zawsze na uboczu i nie "wtracal" sie w wychowywanie dzieci...
          • amilos Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:22
            u mnie się wtrącał,a w zasadzie wytykał mamie,ze nas źle wychowała;-(
            mamę mam ciepłą,dobrą,ale miała ciężkie życie z moim tatą,więc postanowiłam,ze będę szukała męża zupełnie do niego niepodobnego, co mi się udało.

            Ojciec miał wpływ na mnie, bardzo pragnęłam jego akceptacji,nie wiem,pocosad
            Przez ciągłe podważanie moich możliwości prawko zrobiłam dopiero po 30,bo ciagle twierdził,że nie dam rady i nigdy nie będę jeżdzić - jeżdzić bardzolubię.
            Wysyłał mnie po piwo i papierosy,a mama pozwalała - chybabym męża udusiła,gdyby wysłął po to dziecko.
            kłótnie w nocy,aż musiałyśmy interweniować z siostrą,bonie dałby mamie spokoju.

            chyba w sumie nie rozumiem mamy,dlaczego pozwalała się tak traktować,i była z nim,bo go kochała,a on ja niszczyłsad
            Dobra,kończę,bo sie budzą wspomnienia...
            • amilos Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:26
              aha,i ciągle podejrzewał, że "przyjdę z brzuchem" - nawet jak nie miałam chłopaka,to był tego pewien, i nawet mi wmawiał,że zaraz przyjdę w ciąży,a wtedy miałam zapowiedziane,ze wyrzuci mnie z domusad
              • iruuu Re: Ku przestrodze piszmy 01.12.10, 13:37
                Nawet mi się nie chce pisać o moim ojcu. Może dlatego, że te "wspomnienia" zostawiłam za sobą i nie lubię do nich wracać. Pół roku temu się wyrwałam z tego stanu ciągłego strachu i upodlenia - zerwałam kontakt, całkowicie. Zaraz po moim ślubie. Dopiero teraz czuję się wolna i szczęśliwa.

                Na szczęście mój mąż jest dobrym człowiekiem i bardzo mnie kocha. Mam nadzieję, że stworzymy naszym dzieciom prawdziwy dom.
        • anorektycznazdzira Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 09:30
          asiorzynka napisała:

          > Zauważyłyście,że jednak najczęściej piszemy tu o tym,jakie błędy popełniła nasz
          > a Mama?,
          > że jednak ojciec nie wywarł takiego negatywnego wpływu na nas?

          Jeśli o to chodzi, to mój ojciec był do bani, co wywarło bardzo negatywny wpływ na mój stan psychiczny w kresie nastoletnim. Jednak okazało się, że nie było tak trudno to przetrawić i obecnie ani mnie to nei boli ani nie determinuje życia. Jest to zasługa w 70% bardzo mądrej mamy i w 30% mojego męża. W sumie wydaje mi się mało istotne. Czasem sama się temu dziwię.
    • tsaria Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 21:54
      Z dzieciństwa:
      Jak coś zrobiłam co nei przypadło jej do gustu tekst w stylu: jak się nie poprawisz wylądujesz w domu dziecka albo w poprawczaku, dodam miałam wtedy z 5-6 lat.
      Bicie w furii i nie patrzenie gdzie, biła gdzie popadło.
      Ciągłe porównywanie z siostrą: ona jest ładniejsza,szczuplejsza, lepiej sobie radzi,tylko że toja jako jedyna z rodzeństwa radzę sobie doskonale bez jej pomocy.
      Zaniżanie we mnie poczucia własnej wartości, oszczędzanie na dzieciach, ciągle wyliczanie co ile kosztuje i przypominanie nam ( nie mieliśmy nigdy specjalnych problemów finansowych) Nadawanie na tatę, jak jej "podpadł" w sumie do dnia dzisiejszego, tyle że teraz mówię wprost "że nie chcę o tym słuchać".
      Wciąganie w kłutnie między rodzicami przez nią, od ojca nigdy nie usłyszałam złego słowa na nią.
      Z siostrą do dnia dzisiejszego nei mamy dobrych kontaktów,mimo tego że każda z nas żyje swoim życiem, wciąż rywalizujemy ze sobą, nie umiemy tego powstrzymać. Ja wciąż próbuje uzyskać mamy akceptację jak podejmuje jakieś decyzje w swoim dorosłymzyciu.
      Złe wspomnieniaz dzieciństwa i wyrwanie się w wieku 19 lat z domu spowodowały że mieszkam z mężem na drugim końcu polski a rodzinę widuje od święta i zawsze czuję niepokój jak tak jedziemy.
    • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:28
      - wykorzystywanie seksualne (niegdysiejsza ofiara stała się sprawcą)
      - alkoholizm
      - współuzależnienie
      - podcinanie skrzydeł (przecież ty nie umiesz... - mówione do wiecznego prymusa, osoby naprawdę kompetentnej... i mówione do bardzo niedawna)
      - zohydzenie współżycia płciowego (a feee...)
      - świr na punkcie jedzenia (skutkujący zab. odżywiania)
      - wpajanie lęku przed wszystkim/ wszystkimi & teorii spiskowych na każdy temat
      - podkreślanie swojej cudowności "bo inne matki to..., a ja..."
      - labilność emocjonalna i afektywna - robienie za superwoman żeby potem tragicznie jak w melodramacie zapluwać się i zalewać łzami (strasznie rozwala dziecko!)
      - wykasowywanie z pamięci co trudniejszych momentów (zwłaszcza tych, gdzie rodzicielka ewidentnie dała ciała - do tej pory zaprzecza)
      - kłamstwa (dla uniknięcia konfrontacji z uczuciami dziecka)
      - brak rzeczywistego wsparcia emocjonalnego pod pozorem ogromnej miłości i "zagłaskania kotka na śmierć" (czyli kocham o jak bardzo kocham i wyjątkowo kocham, ale jak coś trzeba zrobić lub załatwić.... to na nas nie licz)
      - ubezwłasnowolnienie w pierdółach (w co sie ubrać, co zjeść etc.) z jednoczesnym gigantycznym marginesem wolności (i odpowiedzialności) tam, gdzie rodzic powinien pociągać za sznurki (podróże etc. - mówimy o 10-latce na przykład...)

      póki co tyle pamiętam, choć pewnie nie wyczerpuje to listy....
      • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:32
        A jednak, przypomniało mi się:
        - ucieczka, od odpowiedzialności, ode mnie... mimo zupełnie innych deklaracji

        Co do terapii: pracuję nad tym od roku. Przez rok zmieniłam się wizualnie (przybyło mi 2 cm wzrostu - wyprostowałam się), przytyłam, mniej problemów z jedzeniem mam.
        Resztę supełków rozwiązuję powoli... odpłakuję sporo (nigdy nie płakałam...). Widzę zmianę, otoczenie też widzi.
        Koszt niemały, ale warto. Naprawdę warto.
        • wespuczi Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 23:13
          czytam i z kazdego postu moglabym przepisac kilka punktow..

          terapia - nie wiem...
          jak sobie pomysle ze mialoby to wszystko przejsc przez moje gardlo az mi sie slabo robi sad
          z drugiej strony ucze sie wiele od mojego meza
          milosci, normalnych stosunkow rodzinnych, pewnosci siebie, spokoju, konsekwencji - mam ponad 30 lat dwojke dzieci i dopiero od niedawna zaczyna do mnie docierac jak naprawde to wszystko spieprzone bylo, jaki mam chlew psychiczny po tym calym 'wychowaniu'
          poza tym nazwanie rzeczy po imieniu - zaprzestanie robienia wymowek dla tych ktorzy powinni sie mna opiekowac - udalo mi sie niedawno przed sama soba - ale zeby to powiedziec na glos chyba nie dam rady...
          wiem ze to brzmi banalnie ale w mojej glowie jest zakodowane ze to moja wina, ze sama chcialam...


          szkoda ze nie ma zadnej terapii ktora mozna by z cd odpalic...


          ps
          L ile masz lat?

          bo ja wiem ze musze przez to przejsc zeby miec jakikolwiek - psychiczny komfort - ale nie czuje sie gotowa, a z drugiej strony czuje ze przegrywam zycie.
          • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 23:40
            29 na dniach skończę

            ja dorastałam do terapii etapami, powoli.
            dorosłam rok temu. coś pękło. miałam dość. widziałam, że się zapętlam, pomimo w sumie przyzwoitego życia... czułam niedosyt, za czymś goniłam, czegoś brakowało...
            wiedziałam czego.

            przyznać się, zwerbalizować na głos najwewnętrzniejsze z uczuć, takie do tłumienia i wypierania których człowiek się przyzwyczaił od początku życia jest trudno. ze mnie to wypływa bardzo "po kawałeczku". natomiast nieoceniona jest tu rola terapeuty, który te kawałeczki dawkuje odpowiednio, no i sama relacja jest mocno uzdrawiająca... świadomość, że ktoś "nie ma mnie w doopie", że mogę dać ciała w swoim pojęciu (np. nie być się w stanie na danej sesji przełamać do pogadania i zbywać faceta takim pitu pitu o codzienności) a on i tak uważa, że to ważne i potrzebne, że ja potrzebuję tego czasu, że muszę poczuć się jeszcze pewniej i jeszcze bezpieczniej... tak mocno ojcowsko jest, a właściwie ojcowsko/matczynie. daje to, czego nie dali Oni. Ci wielcy nieobecni - ciałem lub/oraz duchem.
        • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 10:16
          i jeszcze jedno mi się przypomniało: unikanie organizowania mi opieki medycznej na tyle na ile było to możliwe
          znaczy: potrzebowałam ewidentnie psychiatry, a co najmniej psychologa - NIE
          potrzebowałam ginekologa - NIE (sama się zgłosiłam, jako 14latka - i od razu trafiłam na blok operacyjny..........)
          szłam do onkologa (podejrzane zmiany skórne, do usunięcia, bo i pokrwawić potrafiły) -NIE, nie idź dziecko, nie ruszaj, nie wycinaj.... poszłam sama, 16 lat.
          zatoki od 10 r.z. leczyłam sobie sama pilnując wizyt/ leków...
          z migrenami od 11 r.z. popylałam sama do neurologa...

          Ale do rodziny/ znajomych etc. o tym JAKA TO JA CHORA JESTEM i w ogóle kłopotliwa w związku z tym, to nie ja rozpowiadałam....
    • niezapominajka_4 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:28
      hej ciekawe sa opinie i krytyki do matek ale zauwazylam ze przy wychowywaniu dziecka stosujemy podobne techniki co one mi mama spiewala ja sie zastanawiam czemu ja czasami tez spiewam malemu.nawyk
    • mikas73 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:36
      Bardzo, bardzo ciekawy wątek.
      Mój wpis to mały drobiazg, mama nie akceptowała mojego pulchnego wyglądu, kiedy schudłam w wieku nastoletnim - zaczęła się o mnie bać i póxniej przesadzała znowu z akceptacją , kiedy ważyłam prawie 100kg w ciąży, mówiła, że jestem piękna.
      • bluealabama.1 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:53
        jestem DDA. Moje dzieciństwo było koszmarem. Tata zmarł,gdy miałam 7 lat. Matka,inteligentna,pochodząca ze świetnej rodziny alkoholiczka maltretowała psychicznie moją siostrę i mnie. Miało to taki skutek,że wychowała dwie dysfunkcyjne społecznie istoty,nie potrafiące się odnaleźć w świecie,nie wierzące w siebie,rozpaczliwie pragnące miłości i wsparcia .Długie lata trwało nim zmieniłam swoje życie. Ale i tak każdy dzień to walka z samą sobą,z genami,które miałam nieszczęście odziedziczyć. W moim domu nie ma alkoholu ani papierosów,mój syn nigdy nie będzie patrzył na pijaną matkę .Każdego dnia mówię mu jak bardzo go kochamy-ja nie usłyszałam tego od matki
      • mikas73 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:54
        No i zapomniałam napisać:
        Budujące jest to, że takie fajne babki z was wyrosły smile
    • epistilbit Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 22:56
      Chyba to, że tak do 8 roku życia było cudownie. jakieś tam pierdoły były, ale było fajnie, spokojnie i mama bardzo mnie kochała. Do dziś nie wiem, co się stało, że zaczęła pić, a wtedy zaczęły się awantury, ciągły strach, jaka wróci z pracy, co powie ojciec, czy się bić będą, jakie mi pijackie kazanie walnie...I nie wiem, czemu przegrałam z alkoholem.
      • bluealabama.1 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 23:08
        zrobiło się smutno...nie do pomyślenia,ilu ludzi walczy ze zmorami z przeszłości
      • maman3 Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 23:17
        Skupianie się jedynie na moich błędach, żadnych pochwał za sukcesy, ewentualnie- ładnie, ale mogło być lepiej... A przede wszystkiem lekceważenie moich zainteresowań- chciałam iść do szkoły muzycznej-nie poszłam, nie pomogli mi w nauce pływania, nie zapisali do kółka plastycznego, choć nauczyciele wyraźnie to sugerowali, nie zaprowadzili do logopedy- wada wymowy pokrzyżowała moje plany życiowe. Przez całe dorosłe życie mam zaniżone mniemanie o sobie i lęk przed podejmowaniem wyzwań.
    • pierwsze-wolne Re: Ku przestrodze piszmy 20.11.10, 23:48
      Staram się tylko nie tłumaczyć starszej że ma ustąpić, bo jest starsza... Popełniam za to kupę własnych błędów wink - największy żal do mojej mamy mam chyba o to, że nie uczyła mnie gotować, dzięki czemu pierwszą pomidorową robiłam z telefonem przy uchu big_grin - ja pozwalam dzieciakom przyglądać się i pomagać po swojemu - nie zawsze, ofkors. Jakichś wyjątkowo ciężkich wspomnień z dzieciństwa nie wyniosłam, kłótnie owszem, słyszałam, ale nie kładzie się to jakimś cieniem na mojej psychice...
    • duch_mariana Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 01:17
      U mnie było tak:
      Przypieprzanie się do każdego słowa wypowiedzianego przy obcych. Bo nie tak, bo ten się popatrzył jak na debila, bo wszyscy sobie pomyśleli i w ogóle nigdzie w rodzinie nie jestem lubiany, że traktują mnie jak zło konieczne, że uważają mnie za głupka. Nawet w to wierzyłem, ale przekonałem się, że jednak wcale tak nie jest i nigdy nie było.

      Ogólnie wszystko robiłem źle, wszystko nie tak, nigdy nic mądrego nie powiedziałem i będę po śmietnikach suchy chleb wybierał, co ludzie dla gołębi rzucają i drobne wszy mnie zeżrą gdzieś pod płotem itp. wyrazy uznania dla mojej inteligencji, zdolności i poczynań wszelkich.

      Gówno śmierdzące, przygłup, matoł, debil, znajda, sku...syn i inne czułe teksty do dziecka.

      Totalny brak szacunku dla mojej osoby. Opowiadanie wszystkim obecnym przy stole w mojej obecności różnych moich wpadek z lat wcześniejszych.

      Wmawianie mi słomianego zapału do wszystkiego, a tak wcale nie było.

      Zawsze moja wina. Nawet jak trzech około 15 latków złapało mnie i wykręcili mi wentyl z roweru (było to tuż po Komunii), to też była moja wina, bo po co tam jeździłem.

      Mimo licznych prób zniszczenia mojej osobowości, nie udało im się to. Obecnie szkołę życia przechodzi czasem moja córka. Też już została gównem śmierdzącym, bezczelną szczylówą, suczym pomiotem, usłyszała że jest gruba i ma rzadkie włosy (i jedno i drugie to bzdura). Jak ma głupstwo powiedzieć to niech wsadzi mordę do kibla i tam sobie pogada. Próbowali nakarmić ją między innymi jajkiem sadzonym wiedząc, że jak ona tylko poczuje zapach, to puści pawia, co też się stało. Oczywiście to była jej wina, że zaświniła dywan i czysty obrus. Poza tym próba nakarmienia jej wielkim kotletem z górą ziemniaków obficie polanymi tłuszczem od smażenia kotletów, ociekającymi tłuszczem kluchami i napojenia zimnym zsiadłym mlekiem (99% prawdopodobieństwo że puści pawia). No i oczywiście bezczelna gó...ara grymasi, człowiek dba o nią, a ona wybrzydza i na wszystko nosem kręci. A jakby tak jej rybkę usmażyć i podać z ziemniakami nie polanymi tłuszczem i z dodatkiem surówki, to by problemu nie było i ja mówiłem tyle razy, co młoda lubi i jak dużą porcję jest w stanie zjeść żeby jej nie uszami nie wyszło. Ale ja przecież gowno wiem, moja mama wie najlepiej ile dzieciak powinien jeść i co powinien jeść. Cały czas mają też pretensje do mnie, że ja staram się ograniczać im kontakt z wnuczką. A ja się nie wtrącam. To ona nie chce do nich jeździć, więc nie jeździ. Ciekawe dlaczego?
      • anika772 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 10:25
        Duchu Mariana, JAK możesz na to pozawać?! W imię szkoły życia, TY się nie wtrącasz?
        To co opisałeś to jest koszmar jakiś, nie zostawiłabym dziecka nawet na sekundę z kimś takim jak Twoi rodzice.
        • joanna35 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:19
          Aniko jeżeli zadajesz takie pytanie to znaczy, że nigdy w życiu nie doświadczyłaś paraliżującego strachu na widok np. miny czy podniesionego głosu swoich rodziców. Podziękuj Bogu, losowi, im samym, że tak sie stało. Niestety, sama świadomość, że coś dzieje się źle w takich przypadkach nie wystarczy. Potrzebna jest terapia, żeby to wszystko odreagować, wypłakać, przepracować. I tak dobrze, że autor postu nie funkcjonuje na zasadzie "uczeń przerósł mistrza", bo jednak babcię łatwiej odstawić na boczny tor niż rodzica, prawda? Też na początku miałam problemz tym, że mamusia wie lepiej co jest dobre dla mojego dziecka, ale w końcu doszła do głosu lwica i niech no tylko mi ktoś podskoczy w sprawie dzieciwink
          • anika772 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:24
            Masz rację. Nie myślałam o tym w ten sposób. Zamroziło mnie kiedy przeczytałam, że można pozwolić dziadkom traktować wnuczkę w taki sposób, stąd ten spontaniczny komentarz.
            Mam nadzieję że w Duchu_Mariana włączy się się "lew".
        • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:32
          ello, ja tego strachu doświadczyłam i właśnie DLATEGO moje dzieci do momentu aż są w stanie się o siebie upomnieć, nie przebywają u mojej matki bez mojego nadzoru.
          Starsza 2 lata z rzędu jeździła tam na wakacje, babcia dzwoniła niekiedy, ugięta że "jak ona pyskuje, o matkozecórką", córka twierdzi że "babcię ma w 1 palcu", finalnie babcia kwituje "wiesz co, wy ją dobrze wychowujecie, bez tych błędów, które ja popełniłam". Druga córka jeszcze chyba jakiś rok potrzebuje, coby się uodpornić i w razie potrzeby zawalczyć o swoje.
          • joanna35 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:39
            No tak, ciekawa byłam kiedy zacznie sie ocenianie i licytacja. To się ciesz, że Cię na to stać, zamiast dowartosciowywać się cudzym kosztem, bo myślę, że dla rodzica kochającego swoje dziecko, który chce, a nie potrafi stanąć w obronie własnego dziecka, bo trauma wyniesiona z dzieciństwa ciągle jest świeża świadomość, że zawiodło się własne dziecko musi być straszna. Niestety, nie u każdego mija z wiekiem(trauma).
            • lolinka2 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:52
              to cieszę się, nawet bardzo
              to jest WYPRACOWANE
              bo jak się ma taki garb z przeszłości, jak niejedna z nas tu ma, to należy też posiąść adekwatne cojones mentalne, żeby nie tylko własne dzieci sobie zrobić, ale też nie przyzwolić na ich krzywdzenie (gdyby chodziła w grę pedofilia, też byłabyś taka lajtowa???).
              Trauma traumą. Moja. Ale nie moich dzieci.
              Terapia się kłania - do tego też cojones trzeba.
              A jak się nie ma, to się dzieci nie płodzi. Brutalne, ale szczere i prawdziwe.
              • joanna35 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 12:11
                A gdzie napisałam, że ja to pochwalam? Natomiast w przeciwieństwie do Ciebie jestem w stanie zrozumieć, że ludzie mają różną wytrzymałość na takie a nie inne wieloletnie oddziaływanie i, że ono nigdy nie pozostaje bez wpływu na psychikę danego delikwenta. Tylko tyle.
                Twoja teoria bierze w łeb jak sie pomyśli, że te wszystkie matki, które nas krzywdziły nie wzięły się z powietrza. Bierni ojcowie, nie potrafiący stanąć w obronie swoich dzieci też nie. I mimo, że o nich w tym watku mało to nie znaczy, że są bez winy.
                • triss_merigold6 Nie wiem czy oni byli tacy bierni 21.11.10, 12:20
                  Nie wiem czy ojcowie byli tacy bierni...
                  Alkoholizm trudno uznać za bierność, podobnie tyranię domową. Tak samo fatalne relacje z żoną, które odbijają się na dzieciach to też nie bierność.
                  "GW" jakiś czas temu zrobiła cykl materiałów o ojcach i publikowała listy czytelników, dorośli ludzie pisali o swoich traumach i o tym jak bardzo tatusiowie aktywnie postarali się spieprzyć im życie.
                  • joanna35 Re: Nie wiem czy oni byli tacy bierni 21.11.10, 12:36
                    Tak samo fatalne
                    > relacje z żoną, które odbijają się na dzieciach to też nie bierność.
                    Miałam na myśli własnie te relacje, bo tak było u mnie. Sfrustrowana w małżenstwie matka odreagowywała na mnie, ale wiesz co jest najlepsze, że ja do tego roku, a mam 40 lat , uważałam, że tylko dzięki tatusiowi miałam szczęśliwe dzieciństwo. No cóż, już czwarty miesiąc na terapii psycholożka próbuje mnie "otworzyć" na tego dobrego tatusia, bo okazało się , że mówiąc na terapii "do ojca" ja nie czuję nic, łacznie z miłością, czułością, którą powinnam czuć biorąc pod uwagę jak dobrze wspominam go jako ojca z tamtego okresu. Wypływa temat matki - watroba się otwiera i zółć wypływa strumieniami. Ojciec - całkowita blokada uczuć. A mam świetną terapeutkę, która w ciągu tego czasu stosowała rózne metody i ciągle nic.
        • duch_mariana Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 11:54
          > Duchu Mariana, JAK możesz na to pozawać?! W imię szkoły życia, TY się nie wtrącasz?

          A co ja mam się wtrącać? Córka sama z własnej woli nie chce do nich jeździć, więc nie jeździ. A nie jeździ, bo bywało nieciekawie. A scenka z sadzonym jajkiem to był gwóźdź do trumny. Moja mama doskonale wiedziała, że młoda na bank się spawiuje. Ale stwierdziła, że wszystko się je i nie ma wybrzydzania, bo w czasie wojny to by nie wybrzydzała, tylko jadła zgniłe warzywa i cieszyła się, że coś ma. Zapomniała tylko, że wojna się skończyła jakieś 65 lat temu. Młoda oczywiście puściła pięknego pawia i według babci to ona była winna, bo grymasiła i nie chciała jeść sadzonego jajka.
          • joanna35 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 12:26
            A co ja mam się wtrącać?
            Bo jesteś jej ojcem? Bo Twoim OBOWIĄZKIEM jest jej bronić nawet przed własną matką?
            JA wiem, że to jest trudne, ale największy żal do męża mam o to, że kiedy darłam się na dzieci on nie potrząsnął mną w sensie dosłownym, nie powiedział " zamknij sie głupia babo", nawet walnął na odlew. Bo wtedy wiedziałabym, że skoro jest w stanie wystapić w ich obronie przeciwko mnie to postawi się każdemu. Niestety, mój mąż, kóry podobno miał dobre dzieciństwo i relacje z rodzicami, jest tchórzem i nigdy tego nie zrobił. Teraz już nie musi, bo na szczęście moja terapia jest bardzo skuteczna.
            • duch_mariana Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 14:23
              No ale po co ja mam się jeszcze wtrącać, skoro córka sama potrafi się obronić i zdecydowanie nie chce jeździć sama do moich rodziców. Dziadek ok, ale babcia to już nie bardzo i to właśnie przez jedzenie. O to były prawie wszystkie awantury. Ale jak poczęstowałem moją mamę sushi, to stwierdziła, że ona tego jeść nie będzie. A córka wtedy powiedziała, że jak to? Przecież wszystko trzeba jeść. No i mamusia oczywiście się oburzyła, że jak to smarkata może zwracać uwagę i co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. Reszta awantur to była o manipulacje i kombinacje. Moja mama ma jakąś dziwną tendencję do kręcenia typu nie mów Danusi, że Jadzia była, nie mów Jadzi że byliśmy na grzybach, Nie mów Marysi że byliśmy u Danusi i ogólnie takie klimaty. Młoda się wtedy wkurza i mówi, że nie będzie się uczyła kilku wersji wydarzeń na każdą okoliczność i że nie będzie kłamać. No i awantura, bo jak ona w ogóle śmie być taka bezczelna. Ale młodej wielokrotnie tłumaczyła, że trzeba mówić prawdę smile Córkę mam na tyle fajną, że stara się przykre rzeczy puścić w miarę możliwości w niepamięć, unika sytuacji sprzyjających i czasem tylko skomentuje odpowiednio czyjeś postępowanie, a w gierki emocjonalne typu "skracasz mi życie" ciężko ją wciągnąć. W którymś momencie zaczęła liczyć, bo raz skracała babci życie o rok, innym razem o miesiąc, kiedy indziej znów o trzy, po jakimś czasie zsumowała wszystko łącznie z tym, co ja jej skracałem i i wyszło jej, że gdyby babcia miała przez to skracanie na dniach kopnąć w kalendarz, to bez nas żyłaby około 150 lat, albo powinna była kitę odwalić już co najmniej 20 lat temu, żeby teoria o skracaniu życia była prawdziwa smile
              • anika772 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 18:51
                Masz fajną córkęsmile Ja nie miałam na myśli pozwalania jej czy też nie na wyjazd do babci, tylko to że Ty pozwalasz na te skandaliczne teksty w stosunku do niej. Broń jej, jesteś jej ojcem, jej bohaterem i wzorem faceta. Nawet jeśli sama sobie świetnie daje radę z babcią i jej manipulacjami, to poczuje się cudownie, jeśli usłyszy ojca stającego w jej obronie.
        • mgla_jedwabna Re: Ku przestrodze piszmy 01.12.10, 15:14
          Anika772, ale to zdanie o niewtrącaniu się oznacza tyle, że Duch Mariana nie zmusza dziecka, żeby robiło to, czego nie chce. Czyli dziecku dobrze jest smile
      • hexella Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 17:26
        Mojemu ojcu też się zdarzają próby przeszczepiania swoich wyrafinowanych metod wychowawczych na moich synów, czemu zdecydowanie się sprzeciwiam, czasem mając gdzieś ewentualne zerwanie kontaktów. Jego zdaniem: "chłopców trzeba trzymać po wojskowemu" i tylko wojsko uczyni z nich prawdziwych mężczyzn. Nie wolno im płakać, a prawo do własnego zdania będą mieli dopiero, gdy będą dorośli. Ostatnio poczęstował mojego ośmiolatka błyskotliwą diagnozą psychologiczną, stwierdził, że jest chuliganem i nic z niego dobrego nie wyrośnie, a my rodzice będziemy gorzko przez niego płakać. Przegiął pałę, więc po krótkiej riposcie "wujka Staszka", opuścił nasz dom i przez kilka tygodni pielęgnował obrazę. Trudno, nie pozwoję, żeby "zainfekował" kolejne pokolenie.
    • jajko54 Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 09:42
      1. oboje: piątka? a, w porządku
      czwórka: dlaczego TYLKO czwórka???

      2. oboje: jesteśmy małżeństwem dla dobra dzieci (a to że się nienawidzimy to szczegół którego nie zauważą)

      3. ojciec: duchowa nieobecność

      4. matka: jesteś gruba, śmierdzisz (efekt: anoreksja, wieloletnia depresja)

      dobrze jest wylać to wszystko na terapii.
    • anorektycznazdzira potęga świadomości 21.11.10, 09:49
      Czytam, czytam i normalnie włosy mi się jeżą, powinnam natychmiast iść do mamy i obcałować po nogach. Wątek jest ŚWIETNY.
      I powiem Wam, że takie zachowania, które tu są hurtem wymieniane omawiałyśmy z mamą, jako niewłaściwe, pośród tysięcy naszych rozmów o rozmaitych sprawach i o życiu (tylko ja wtedy myślałam, że to rzadkość). Z tego wynika niezbicie, ze mama była świadoma jak te wszystkie rzeczy (o których piszecie) wpływają i niszczą dziecko. Powiem więcej: wiedziała to z własnego doświadczenia, bo moja ś.p. babcia ideałem nie była...
      Czyli: potrafiła to zauważyć, ocenić, zapamiętać i NIE ROBIĆ. Uważam, więc że wszystkie mamy i ojcowie zdolni do tego mają wszelkie dane, aby być super-rodzicami.
      • kocio_007 Re: potęga świadomości 21.11.10, 11:12
        Oprócz wszystkiego innego powyżej co napisałyście, a pod czym mogę się podpisać, kompletna zlewka nt. moich wakacji, nieplanowanie ich, brak troski, jak spędzę ten czas. W efekcie spędzałam go sama, w ogródku, chodząc po grządkach i marząc, żeby już zaczęła się szkoła... W ogóle b. lubiłam chodzić do szkoły, tam czułam się szanowana i lubiana.
        Pieniądze na wakacje były, ale po co je marnować, przecież i tak jestem na świeżym powietrzu.
        Zlewka nt. mojego zdrowia, wszystko musiałam załatwiać sama, lekceważenie objawów, które mnie niepokoiły, w końcu wylądowałam u onkologa, a matka nawet nie zapytała, co mi jest. Na jakiekolwiek próby poinformowania o jakimś moim schorzeniu (b. rzadko) reagowała "a co ty wiesz, ja to dopiero jestem chora" - i lista jej dolegliwości wyssanych z palca.
        Darcie mordy był powód czy nie, poniżanie przy innych, porównywanie (oczywiście zawsze wypadałam gorzej).
        Zmuszanie do jedzenia, w efekcie mam zaburzenia do dziś. Moje dziecko raz spróbowała karmić na siłę i dostała po uszach.
        W ogóle - smutne, ale poczuła do mnie szacunek (?) a może zaczęła sie hamować kiedy odpowiedziałam agresją na jej agresję. Krótko mówiąc dostała po ryju. Miałam wtedy z 16 lat.
        A teraz biedna, smutna i stara. Żywy dowód na to, że na swoją starośc każdy pracuje sobie sam.
      • joanna35 Re: potęga świadomości 21.11.10, 11:23
        > Czyli: potrafiła to zauważyć, ocenić, zapamiętać i NIE ROBIĆ. Uważam, więc że w
        > szystkie mamy i ojcowie zdolni do tego mają wszelkie dane, aby być super-rodzic
        > ami.

        Masz super mamę - wielki szacun dla niej, że potrafiła wznieść sie ponad własne traumy i nie zafundowała ich Tobie. Niestety, obawiam się, że nie jest to taki proste. Rozmawiałam kiedyś na ten temat z moja psycholożką i powiedziała, że sama świadomość nie wystarczy, jeżeli nie idzie za tym nieustajaca kontrola siebie samego. No i najczęściej potrzebna jest jednak terapia.
    • triss_merigold6 Szok 21.11.10, 11:36
      Jestem w szoku, że to aż tak. Że setki tych cudnych polskich rodzinek podkreślających pielęgnowanie więzi, szacunek dla starszych i "co ludzie powiedzą" fundowały taki horror swoim dzieciom.
      W sumie to nie mam co pisać, na tle to miałam dzieciństwo psiejskie czarodziejskie, mogę mieć fochy do rodziców o rzeczy na które oni sami nie mieli większego wpływu i nie byli świadomi.
      • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 12:06
        triss_merigold6 napisała:

        > Jestem w szoku, że to aż tak.

        Tez jestem w szoku i teraz rozumiem dlaczego wpisy w moim watku mowily o idealizowaniu naszej rodziny. Tam gdzie ja widze zwyczajnosc, osoby, ktore w dziecinstwie przezyly pieklo widza raj, ktory nie moze byc prawdziwy. Beda doszukiwac sie upiornej patologii. Nie dziwie sie teraz, ze podejrzewanie meza o molestowanie dziecka jest dla nich oczywista oczywistoscia, malo, zyja pod jednym dachem z kims, kogo moglyby o molestowanie podejrzewac.

        Moja mama nie byla aniolem, ale wszystkie bledy jakie wobec mnie polpelnila byly skutkiem popelniania bledow jej rodzicow, dziadkow, pra-dziadkow itd. Od trzydziestego roku zycia mam tego swiadomosc i potepianie jej byloby nieuczciwe.
        Jestescie pierwszym pokoleniem matek, ktore korzysta z dobrodziejstw psychologii i roznego rodzaju terapii. Wasi rodzice nie mieli takich mozliwosci. Wyobrazm sobie jak bolesne byc musza Wasze doswiadczwnia, ale moze w leczeniu ich skutkow pomoze Wam mysl, ze Wasi rodzice sa ludzmi nie mniej pokiereszowanymi niz Wy, ze ich psychiczne uszkodzenia sa skutkiem wychowania, uznawanego od wiekow za rzecz zwyczajna i oczywista, nie musze chyba dodawac - patologicznego, uposledzajacego wychowania.
        • kocio_007 Re: Szok 21.11.10, 12:25
          Tam gdzie ja widze zwyczajnosc, osoby, ktore w dziecins
          > twie przezyly pieklo widza raj, ktory nie moze byc prawdziwy. Beda doszukiwac s
          > ie upiornej patologii.

          Nie, to nie tak. Ja, chociaż przeżyłam "piekło" zawsze wiedziałam, że jest też "raj" i że może być prawdziwy - np. w domach moich koleżanek. Teraz sama od dłuższego czasu żyję w "raju" i niczego podejrzanego się nie doszukuję. Mam naprawdę wspaniałą rodzinę, to moje wielkie osiągnięcie po tym co przeszłam. Ale - gdyby zachowanie mojego dziecka wskazywało, że może być np. molestowane, natychmiast zweryfikowałabym ten "raj" i sprawdziła, czy dla dziecka też jest rajem.
          Bo wiesz, moja matka nigdy nie miała świadomosci, że robi coś nie tak. Przeciwnie, uważała że jest jak najbardziej ok i przecież mam wszystko, co trzeba. Czyli "raj", prawda?
          Piszę po to, żebyś zobaczyła, jak różny może być odbiór tej samej rzeczywistości.
          Apropos, moja matka nie była za bardzo pokiereszowana, miała normalną ponoć kochającą rodzinę. Tylko taki charakter - zawsze lubiła dop... słabszemu od siebie. No i... nosił wilk razy kilka.
          • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 13:16
            kocio_007 napisała:

            > Bo wiesz, moja matka nigdy nie miała świadomosci, że robi coś nie tak. Przeciwn
            > ie, uważała że jest jak najbardziej ok i przecież mam wszystko, co trzeba. Czyl
            > i "raj", prawda?

            Teraz sama od dłu
            > ższego czasu żyję w "raju" i niczego podejrzanego się nie doszukuję.

            Przeczytaj co napisalas i wyobraz sobie swoja corke za dwadziescia lat, oceniajaca Ciebie i Twoj raj.

            Dalszy ciag byc moze napisze w swoim watku, nie chce zasmiecac tego.
            • kocio_007 Re: Szok 21.11.10, 21:08
              Przeczytaj co napisalas i wyobraz sobie swoja corke za dwadziescia lat, oceniaj
              > aca Ciebie i Twoj raj

              Nie muszę sobie wyobrażać, syn ocenia mnie na co dzień smile Nie jestem idealna, ale staram się zapewnić mu max komfort i wsparcie. Pytam go czasem, czy jest z nami szczęśliwy, czy ma do nas (rodziców) jakieś uwagi. Przeważnie ma smile rozmawiamy, tłumaczymy. Wie, że go kochamy (mówimy mu to) i chcemy jego dobra. Myślę że mamy dobrą relację, nie dlatego że JA tak uważam, ale dlatego, że ON to mówi sam z siebie, nieproszony smile.
              Może i za 20 lat będzie coś nam miał do zarzucenia, ale wierzę, że powie to nam po prostu i pochylimy się nad tym jak zwykle. Śmieci pod dywan nie zamiatamy.
              Moja matka nigdy mnie nawet nie wysłuchała do końca, bo zawsze musiała głosić swoje "prawdy". Kocham czy przepraszam nigdy nie usłyszałam. Dlatego długo byłam przekonana, że jestem z domu dziecka. Ktoś to już wcześniej napisał wink
              Ja pisałam o tym w pamiętniku, którego matka nie omieszkała przeczytać i skomentować go złośliwie. I wiecie, co zrobiła z tą informacją i całym żalem na nią, który tam wylałam?
              NIC.

          • kasia191273 Re: Szok 21.11.10, 13:22
            inne czasy nie usprawiedliwiają
            nie usprawiedliwiają też błędy poprzednich pokoleń
            człowiek powinien mieć zdolność do weryfikacji swoich zachowań, do autorefleksji- rodzice z tego wątku na ogół do dziś nie zauważają swoich błędów

            moja mama nadal uważa, że jest i była świetna
            i to MOJA WINA (bo jestem dziwna, głupia, nienormalna, nierodzinna), że nie mamy ze sobą kontaktu

            w pale mi się nie mieści, że dorosły przeciętnie inteligentny człowiek nie ma choć raz myśli, że może on coś spieprzył w pewnym okresie, co skutkuje teraz tym, że dziecko unika kontaktów


            znałam w dzieciństwie kilka innych domów, gdzie było wspaniale i dzieci dostały w pakiecie akceptację i miłość, mimo że były obiektywnie i brzydsze, i mniej zdolne, i mniej rozsądne ode mnie

            i dzięki temu żyją w szczęśliwych relacjach z rodzicami, TĘSKNIĄ za sobą, spotykają, dzwonią codziennie

            bo ich rodzice mieli dla nich czas, ba! mieli go czas również dla mnie- obcego dla nich dziecka- kiedy u nich bywałam, i często wiedzieli o mnie więcej niż moja własna matka

            no ale wg mojej mamy tamte domy były 'zaniedbane', a tamte matki 'niepoważne', bo zdarzało się, że nie było na czas obiadu, tylko kanapki i czasem było coś niedoprasowane, bo woleli pogadać czy poczytać zamiast stać przy garach czy desce do prasowania

            więc również w czasach, kiedy psychologia i terapia były pojeciami abstrakcyjnymi byli normalni rodzice
            • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 14:07
              kasia191273 napisała:

              > inne czasy nie usprawiedliwiają
              > nie usprawiedliwiają też błędy poprzednich pokoleń
              > człowiek powinien mieć zdolność do weryfikacji swoich zachowań, do autorefleksj
              > i- rodzice z tego wątku na ogół do dziś nie zauważają swoich błędów

              Oczywiscie, ze usprawiedliwiaja. Jestes zbyt surowa, pamietaj, ze Ty tez bedziesz w przyszlosci potrzebowala zrozumienia i usprawiedliwienia. Kazdy bez wyjatku tego potrzebuje.

              Co czlowiek powinien, to my wszyscy mniej wiecej wiemy, problem z tym, do jakiego stopnia czlowiek ma ( do wyboru) wyprany, uszkodzony, zaprogramowany mozg i w zwiazku z tym mozliwosci i umiejetnosci autorefleksji. Rodzice po psycholgach i terapiach raczej nie latali. Nie mieli nikogo, z kim mogli dzielic swoje traumy z dziecinstwa. Za te traumy jeszcze obrywali, bo jakgze to tak, zeby dzieciak z byle powodu sie jakal, sikal w majtki, albo nie mogl spokojnie usiedziec w szkolnej lawce. Pamietam bicie dzieci z powodu leworecznosci, w szkole i w domu.
              • ledzeppelin3 Re: Szok 29.11.10, 09:18

                To, że mamy dostep do psychologii, to jeszcze niewiele.
                Ktoś, kto jest przekonany, ze postępuje w słuszny sposób i nie dopuszcza myśli, że może się mylić- a takimi ludxmi są opisywani w tym wątku rodzice- NIGDY nie skorzysta z pomocy tych szarlatanów, Żydów i masonów psychologów, co to bzdury dla kasy wymyślają.
                Są ludzie niereformowalni, inaczej wszyscy dzidkowie, mający wszak już dostep do psychologii, byliby wspaniale wyedukowanymi luidxmi

                To jest pokłosie "metody wychowawczej" pt. Dzieci i ryby głosu nie mają
        • atowlasnieja Re: Szok 21.11.10, 13:14
          Nie jesteśmy pierwszym pokoleniem które ma w ręce "wymysły" psychologów.

          A co do błędów wychowawczych to moja mama jest pacyfistką z urodzenia i bardzo skutecznie wypleniła ze mnie wszelki ślady asertywności (rzadko podnosiła głos natomiast gdy darłyśmy koty z siostrą potrafiła przynajmniej we mnie wlać mnóstwo poczucia winy że się "tak" zachowuje; w związku z tym niezależnie od wyniku kłótni zawsze czułam, że przegrałam)
        • verdana Re: Szok 21.11.10, 14:14
          Alez zdecydowanie nie jest to pierwsze pokolenie matek, ktore korzystało z psychologii - takie pierwsze pokolnenie to poczatek XX wieku... Tylko zalecenia bywały inne. I nie jest tak, ze do dziś wszyscy ludzie byli pokierwszowani psychicznie przez rodziców, naprawdę. Dobrzy rodzice nie potrzebują psychologii, tylko zdrowego rozsadku, umiaru i szacunku do dziecka.
          I jestem jakoś dziwnie przekonana, że zasadnicza wiekszość toksycznych rodziców, z wyjątkiem może alkoholikow, twierdziła , ze sa rodzicami idealnymi, a w rodzinie działo sie bardzo dobrze. I to sadze, ze zależność bywa wprost proporcjonaklna - czym lepsze samopoczucie matki i jej wiara, ze jest po prostu doskonała, tym gorsze położenie dziecka w dom. Zresztą, to widac w wielu wypowiedziach.
          • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 14:28
            verdana napisała:

            > Alez zdecydowanie nie jest to pierwsze pokolenie matek, ktore korzystało z psyc
            > hologii - takie pierwsze pokolnenie to poczatek XX wieku

            Tak, i matki powojennego pokolenia, dlugie godziny spedzaly w gabinetach psychologow, leczac sie z traum dziecinstwa.

            I nie jest tak, ze do dziś wszyscy ludzie byli pokierwszowani psychi
            > cznie przez rodziców, naprawdę.

            Jakies 5% owszem, byc moze nie jest.

            Dobrzy rodzice nie potrzebują psychologii, tylk
            > o zdrowego rozsadku, umiaru i szacunku do dziecka.

            Najwiekszy banialuk.
            • verdana Re: Szok 21.11.10, 15:25
              Naprawdę uważasz, ze 95% wszystkich ludzi, az do dzisiaj mialo fatalne dziecinstwo, toskycznych rodziców i zmarnowaną przez to resztę życia??? Że dopiero teraz, po raz pierwszy w historii niektoere dzieci mają przyjemne dzieciństwo?
              Rozumiem, ze nikt bez wsparcia psychologa dziecka nie wychowa dobrze - to jest dopiero bzdura. Tym bardziej,z ę zalecenia psychologów zmieniają sie bardzo regularnie, a wiec ich porady za pare lat okażą się bez watpienia wstepem do koszmarnej traumy, ktorą trzeba leczyć latami.
              Rodzice, ktorzy mają zdrowy rozsadek, w niczym nie przesadzaja, uznają dziecko za człowieka, a nie za obiekt wychowania niewiele mają szans, by skrzywdzić je nieodwracalnie. Rodzice, ktorzy robia coś dlatego, ze psycholog zalecil, a nie dlatego,z e czują, ze powinni tak robić - raczej im sukcesów wychowawczych nie wróżę.
              • triss_merigold6 Spock pisał 21.11.10, 15:40
                Spock pisał, że najbardziej przewrażliwieni i niepewni siebie w roli rodzica są rodzice pedagodzy i bodajże psycholodzy. D
                Z pewnością nie wszyscy mieli koszmarne dzieciństwo ale biorąc pod uwagę polską specyfikę i odsetek alkoholików + przekazywane wzorce uzależnienia/współuzależnienia, to siłą rzeczy będzie to ogromna grupa.
              • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 15:59
                verdana napisała:

                > Naprawdę uważasz, ze 95% wszystkich ludzi, az do dzisiaj mialo fatalne dziecins
                > two, toskycznych rodziców i zmarnowaną przez to resztę życia???

                Uwazam, ze tylko niewielka garstaka ludzi, mowie o Polakach, powie, ze ich dziecinstwo obylo sie bez traumy. Dowodem jest ten watek.

                > Rodzice, ktorzy mają zdrowy rozsadek, w niczym nie przesadzaja, uznają dziecko
                > za człowieka, a nie za obiekt wychowania niewiele mają szans, by skrzywdzić je
                > nieodwracalnie.

                Ale maja wielkie szanse byc mimio to uznanym za krzywdzicieli.

                Napisalas, ze- "Dobrzy rodzice nie potrzebują psychologii, tylko zdrowego rozsadku, umiaru i szacunku do dziecka."

                Czasem, a ostatnio coraz czesciej, potrzebuja tez psychologii, bo niekoniecznie ich zdrowy rozsadek i szacunek udzwignie problem jaki przyjdzie im, w zwiazku z wychowaniem, udzwignac.
                • verdana Re: Szok 21.11.10, 16:15
                  Cóż, jako socjolog powiem Ci, ze na watku o zmarnowanym dzieciństwie wypowiadają sie Ci, ktorzy mieli zmarnowane dziecinstwo, a nie Ci ktorzy mieli szczęśliwe. To tak, jakby wchodzac do szpitala stwierdzić, ze jak widać, wszyscy ludzie na świecie sa chorzy.
                  Owszem, rodzice mają szanse, aby zostać uznani za krzywdzicieli, ale to raczej jest wina psychologów , a nie ich zasluga. Teoria, ze kazdy, nawet drobny bład rodziców musi potem spowodować, ze dorosly człowiek bedzie miał problemy jest fatalna dla wszystkich. Tak czasem bywa, fakt, ale zwykle jest to tylko dobra wymowka , aby wytumaczyć własne zachowanie. Nie pisze o dziewczynach w tym watku, bo zwykle winy ich rodziców nie były drobne i sporadyczne i rzeczywiście niszczace. Ale obwinianie rodziców stało sie modne, przez co rodzice sa cholernie niepewni siebie, a to też niedobrze. Pojedyncze błędy rodziców są nieuchronne, trudno.
                  Psychologia tu pomoże w wypadkach problemow, a nie codziennego wychowania.
                  • triss_merigold6 Re: Szok 21.11.10, 16:24
                    Czekaj, odnosimy się chyba do relacji z TEGO wątku. Notoryczne lekceważenie dziecka, chamska podejrzliwość typu "z kim się znów puszczałaś", bicie gdzie popadnie, ataki werbalne i fizyczne pijanych rodziców, sknerstwo, to nie są POJEDYNCZE błędy.

                    Pojedynczym błędem moich rodziców było - z nieświadomości skutków różnic społecznych - posłanie mnie do podstawówki na robotniczym Bródnie. Ja tego dziecku nie zrobie, co nie znaczy, że starym to wypominałam czy mam żal.
                    • verdana Re: Szok 21.11.10, 20:14
                      Nie, nie.
                      W tym watku mamy do czynienia z toksycznymi , wrednymi, niszczącymi rodzicami - i to wyraznie pisałam. Co do tego nie ma dwoch zdań. Większość z tych rodziców jednak zapewne uznaje się za idealnych matkę, nie popełniających błedów - co jest jednym z przejawów bycia toksycznym.
                      Problem tylko w tym, ze naprawdę, nie 95% rodziców jest toksycznych, a wszyscy popełniają błędy.
                  • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 16:44
                    verdana napisała:

                    > Cóż, jako socjolog powiem Ci, ze na watku o zmarnowanym dzieciństwie wypowiadaj
                    > ą sie Ci, ktorzy mieli zmarnowane dziecinstwo, a nie Ci ktorzy mieli szczęśliwe
                    > . To tak, jakby wchodzac do szpitala stwierdzić, ze jak widać, wszyscy ludzie n
                    > a świecie sa chorzy.

                    Wypowiedzialy sie tez osoby szczesliwe.

                    > Owszem, rodzice mają szanse, aby zostać uznani za krzywdzicieli, ale to raczej
                    > jest wina psychologów , a nie ich zasluga. Teoria, ze kazdy, nawet drobny bład
                    > rodziców musi potem spowodować, ze dorosly człowiek bedzie miał problemy jest f
                    > atalna dla wszystkich. Tak czasem bywa, fakt, ale zwykle jest to tylko dobra wy
                    > mowka , aby wytumaczyć własne zachowanie.

                    Z tym sie zgadzam.

                    Ale obwinianie rodziców stało sie modne, przez co rodzice sa cholernie ni
                    > epewni siebie, a to też niedobrze. Pojedyncze błędy rodziców są nieuchronne, tr
                    > udno.

                    Z tym tez sie zgadzam.

                    > Psychologia tu pomoże w wypadkach problemow, a nie codziennego wychowania.

                    Nie mowie o bezposrednich kontaktach z psychologiem, ale wiedza psychologiczna moze rodzicom pomoc uniknac problemow , tym bardziej, ze rodzice czesto tez sa obciazenia traumami z dziecinstwa.
                  • kkokos Re: Szok 21.11.10, 19:01
                    verdana napisała:

                    > Psychologia tu pomoże w wypadkach problemow, a nie codziennego wychowania.

                    eee tam, gadanie!

                    "przestań mu gadać nad uchem, bo go zniechęcisz", "w tym wieku to normalne, odpuść", "ty po powrocie z pracy też jesteś wykończona, więc pozwól swojemu dziecku odpocząć, zanim siądzie do lekcji" - często piszesz w tym stylu, dyktuje to właśnie wiedza psychologiczna (fakt, że często elementarna, ale nie każdy ją ma nawet na elementarnym poziomie), a dotyczy to dupereli typu burdel we własnym pokoju nastolatka lub rzucanie się na komputer od progu po powrocie ze szkoły - a więc nie problemów jakichś wielkich i patologii, tylko codziennego wychowania.
                    • verdana Re: Szok 21.11.10, 20:19
                      Mnie tam dyktuje to zdrowy rozsądek, a nie wiedza psychologicznasmile
                      A tak naprawdę, trochą OT, to ten zdrowy rozsadek bierze sie z doświadczenia "Doswiadczenie, ten dar nieba, masz go, gdy ci już nie trzeba". Z tego, że gadałam nad uchem, kazalam siadac po szkole do lekcji, usilowałam przerobic 6-latka na zrównowazonego doroslego - i wiem, ze to nie działasmile Może najbardziej brakuje nie psychologów, ale pewnej wiary w doświadczenie babć i dziadkow (w miarę nietosksycznych), a nie uznanie, ze "teraz są juz inne czasy". Bo czasy inne, dzieci takie same. Nie mowię, aby bezkrytycznie ladować metody babci, ale czasem posłuchac nie zawadzi.
                      • menodo Re: Szok 22.11.10, 09:36
                        verdana napisała:

                        > Mnie tam dyktuje to zdrowy rozsądek, a nie wiedza psychologicznasmile
                        > A tak naprawdę, trochą OT, to ten zdrowy rozsadek bierze sie z doświadczenia "D
                        > oswiadczenie, ten dar nieba, masz go, gdy ci już nie trzeba"

                        Zdrowe rozsadki i intuicje moga byc rozne, Verdana. Madrosci zyciowe wyniesione z powielania tych samych bledow - czesto przez pokolenia - rowniez.

                        Wiedza psychologiczna pozwala na konfrontacje wlasnych odziedziczonych schematow myslowych z doswiadczeniami innych, ich weryfikacje i odnajdywanie nowych rozwiazan dla wlasnych problemow.

                        Rozmawialam kiedys z facetem, ktory dopiero jako ojciec dzieci w wieku szkolnym dowiedzial sie, ze bicie dzieci za zle stopnie przynosi wiecej szkod niz korzysci. Jak to? Przeciez on byl bity, jego ojciec byl bity, nawet jeszcze niedawno od nauczyciela mozna bylo dostac po lapach!
                        Nie kochal swoich dzieci? Kochal i chcial, aby wyrosly na porzadnych ludzi, czyli takich jak on i jego przodkowie! Uwazal, ze "dzieci trzeba krotko", bo jesli im sie poluzuje to beda "rozpuszczone" i nic z nich nie bedzie...Skadinad bardzo spojny i nadal popularny w niektorych srodowiskach system przekonan - zrodlo wielu intuicji i zdrowych rozsadkow.
                • gaja78 Re: Szok 21.11.10, 18:38
                  gwiazdozbiory napisała:

                  > Uwazam, ze tylko niewielka garstaka ludzi, mowie o Polakach, powie, ze ich dzie
                  > cinstwo obylo sie bez traumy. Dowodem jest ten watek.

                  Ciekawi mnie jak z tego wątku wydobyłaś wiedzę na temat liczby Polaków, którzy nie mają żadnych traum z dzieciństwa.
              • kkokos Re: Szok 21.11.10, 19:14
                verdana napisała:

                > Naprawdę uważasz, ze 95% wszystkich ludzi, az do dzisiaj mialo fatalne dziecins
                > two, toskycznych rodziców i zmarnowaną przez to resztę życia??? Że dopiero tera
                > z, po raz pierwszy w historii niektoere dzieci mają przyjemne dzieciństwo?

                po raz pierwszy w historii tak a nie inaczej definiujemy przyjemne dzieciństwo. wciąż wiele osób mówi "mnie ojciec lał pasem i dzięki temu wyrosłem na porządnego człowieka" i wcale nie uważa, że to było złe dzieciństwo. a jednak u wielu innych lanie pasem, zwłaszcza na zimno, traumę spowodowało.
            • echtom Re: Szok 21.11.10, 17:17
              > Dobrzy rodzice nie potrzebują psychologii, tylko zdrowego rozsadku, umiaru i szacunku do dziecka.
              >
              > Najwiekszy banialuk.

              Nie banialuk, tylko prawda. W epoce wszechobecnego autorytetu psychologów wyrasta pokolenie przerażająco dysfunkcyjne, depresyjne i znerwicowane. Na ch... ci wszyscy terapeuci, skoro według badań z ostatnich kilkunastu lat 1/3 młodzieży w województwie pomorskim cierpi na depresję. Mam wrażenie, że wmawiają ludziom wszelkie możliwe zaburzenia i dysfunkcje, żeby uzasadnić swoją przydatność.
              • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 18:08
                echtom napisała:

                > > Dobrzy rodzice nie potrzebują psychologii,

                > > Najwiekszy banialuk.

                > Nie banialuk, tylko prawda.

                Jak zatem stac sie dobrym rodzicem, gdy dzwiga sie traumy rodzaju, jakie tutaj przedstawiono?
                • echtom Re: Szok 21.11.10, 19:28
                  Zapytaj mamę Anorektycznej smile
                  • gwiazdozbiory Re: Szok 21.11.10, 20:27
                    echtom napisała:

                    > Zapytaj mamę Anorektycznej smile

                    Ci , ktorzy zmagaja sie z problemami, ktorzy boja sie powielac bledy rodzicow, lub w ucieczce od tych bledow popelniac inne, powinni sami, w czterach scianch, zmagac sie ze swoimi problemami, a jedno co uratuje ich rodziny, to okazywanie szacunku i uzywanie zdrowego rozsadku? A co, jesli nie potrafia okazywac szacunku, bo nie zaznali szacunku od swoich rodzicow? A co, jesli nie maja zielonego pojecia jak wyglada, w wychowaniu dzieci, zdrowy rozsadek?
    • isia.s Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 13:32
      Nie wiem czy ktoś o tym pisał, bo nie przeczytałam wszystkich odp. Ale wielkim błędem mojej matki, oprócz innych, o których wspominano (typu czemu Kasia może mieć 5 a ty masz 4), było robienie awantur gdy zachorowałam albo zrobiłam sobie krzywdę. zawsze to była moja wina "(bo zdjęłam czapkę na przykład), moja głupota i było to wściekle wypominane. Efekty ocierały się o tragedię. Nie przyznawałam się do poważnych urazów, bo bałam się wrzasków. I tak gdy w wieku 5 lat złamałam rękę, moim głównym zmartwieniem było, aby sąsiad nie powiedział matce, że spadłam z karuzeli. I zamiast natychmiast iść do domu włóczyłam się kilka godzin z potwornie spuchniętą bolącą ręką. Do dziś mam paskudną bliznę na dłoni po wybiciu szyby, której nie pokazałam w domu, bo się bałam. Gdyby rana była zszyta to pewnie nie byłoby śladu. I najpoważniejsze - uraz kręgosłupa w wieku ok. 12 lat. Upadłam z trzepaka na beton, bo salto mi nie wyszło. Przez miesiąc mnie bolało tak, że nie mogłam się schylić i dopiero wtedy zażadałam lekarza. Po tym kilka lat się intensywnie rehabilitowałam, groziła mi operacja. I nikt ze mnie nie wydusił co się stało. Powiedziałam dopiero po ok. 15 latach. Więc na dziecko własne nie wrzeszczę jak skądś spadnie i nabije guza. Nie zapobiegnie to wcale powtórkom niestety, co wiem z doświadczenia, a może mieć naprawdę poważne konsekwencje.
      • echtom Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 13:56
        > Nie przyznawałam się do poważnych urazów, bo bałam się wrzasków.

        Ja do dziś do niczego się nie przyznaję z zupełnie przeciwnego powodu - histerii, jakie urządzała matka przy najmniejszych moich dolegliwościach. Podczas łagodnego zapalenia płuc przez dwa tygodnie umierałam ze strachu przed zakrzepem i zatorem krwi, bo w takich czarnych scenariuszach powikłań się lubowała. Miało mnie to zmobilizować do dbania o zdrowie i przestrzegania zaleceń lekarza, w efekcie w gabinecie lekarskim jestem rzadkim gościem.
        • isia.s Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 20:04
          A to swoją drogą. Przy byle czym była panika i nerwy. Teraz rolę panikarza przejął mój mąż wink
      • zoe7 Re: Ku przestrodze piszmy 01.12.10, 23:29
        a ja sie tak denerwuję, że nie jestem w stanie sobie tych wrzasków, rozładowania podarować sad
      • joanna35 Re: Ku przestrodze piszmy 02.12.10, 10:54
        Nigdy nie zrobiłam sobie jakiejś poważniejszej krzywdy więc nie pamiętam, ale możliwe, ze u mnie było podobnie, bo generalnie zawsze byłam winna wszystkiemu co w jakikolwiek sposób utrudniało mamusi życie. A na pewno taką rzeczą jest choroba dziecka. W ciągu swojego dorosłego życia zdarzało mi się czytać, że dzieci, zwłąszcza pracujących matek, lubią chorować, bo wtedy mama są w domu, mają dla nich czas, czytają im książki, rozmawiają z nimi i sprawiają różne przyjemności. Byłam dzieckiem dość chorowitym(anginy, ucho), ale nie pamiętam ani jednej sytuacji, żebym podczas mojego chorowania czuła się dobrze, żebym czuła się zaopiekowana, a moja matka nie pracowała w tamtym okresie zawodowo. Najczęściej byłam pozostawiona sama sobie. Owszem, otrzymywałam wszystkie leki, ale to była cała jej obecność. Trochę trwało zanim zmieniłam takie samo zachowanie podczas choroby dzieci, a mówię tu o zwykłym przeziębieniu.
    • cynamonowy_chochlik Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 13:43
      Moja największa trauma wynikała z tego, że mama nie pracowała, zajmowała się domem. Pracowała przed ślubem, po ślubie zrezygnowała (na prośbę ojca, który dużo zarabiał) i wróciła do pracy dopiero, jak miałam jakieś 15-16 lat.
      Odkąd pamiętam, to bałam się, co będzie, jeśli taty zabraknie. Rodzice nie byli idealnym małżeństwem - był i alkohol u ojca, i kłótnie. Ojciec pracował w dzień i w nocy. W sumie to w dzieciństwie w ogóle go nie miałam. Do dzisiaj jesteśmy sobie obcy. No a mama opiekowała się dziećmi... Była/jest bardzo dobrą matką, ale o wiele bardziej wolałabym mieć jej mniej, a więcej ojca. Gdyby pracowała, to może spałabym lepiej w nocy. Jak ojciec trafił do szpitala, to zamiast bać się o niego - bałam się o nas. O mamę, o dom, o rodzeństwo. Bałam się o to, że mama nie poradzi sobie w razie rozwodu (był taki okres, kiedy rozwód wisiał w powietrzu). Wszędzie słyszało się wtedy o wysokim bezrobociu..
      To ojciec w domu zarabiał, więc on decydował. Nie było między nimi żadnego partnerstwa. Nienawidziłam tego, że mama tylko siedzi w garach albo w praniu, a ojciec nawet ręką się do tego nie dotknie, tylko stawia żądania.
      Wstydziłam się w szkole, jak miałam podać miejsce pracy ojca, miejsce pracy mamy. Wszystkie inne mamy pracowały, tylko moja nie. I co z tego, że zawsze była obecna - ojciec nawet nie wiedział, w której jestem klasie!
      Jak mama poszła do pracy, to nagle stała się inną osobą. Byłam taka dumna, że mogę z nią iść do sklepu i ona sobie kupuje coś fajnego, bez proszenia o to ojca, bez wyjmowania potajemnych zaskórniaków. Bez jego tekstów, że coś jest za drogie i że w ogóle coś sobie kupuje, a przecież musimy w domu zrobić to i to. A na jego fajki i alkohol zawsze była kasa sad
      • asocial Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 16:57
        W porownaniu z historiami z tego watku, to wlasciwie nie mam o czym pisac... To jakis koszmar... Rodzice, ktorzy nie dorosli, zeby wychowywac dzieci, zakompleksione matki, ktore traktuja male dzieci jak swojego wroga, albo jak przedmiot...
        • miruka Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 18:37
          miałam się nie dopisywać, ale wątek jest bardzo dobry, do mojej sytuacji wiele by się dało z niego przepisać, z ważniejszych rzeczy - dzieci nie zobaczą mnie pijanej ani nawet wciętej, i nie dam im odczuć że chciałabym aby mieszkały ze mną nawet za cenę ich szczęścia
        • angazetka Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 19:25
          > W porownaniu z historiami z tego watku, to wlasciwie nie mam o czym pisac...

          Też doszłam do tego wniosku. Błędy wychowawcze mojej mamy to były błędunie maleńkie.
          Błędów wychowawczych ojca nie było, bo i ojca nie było :]
          Nie powiem, że miałam proste dzieciństwo. Ale miałam dzieciństwo szczęśliwe.
    • mondovi Re: Ku przestrodze piszmy 21.11.10, 20:16
      zdałam maturę z historii na 5 - komentarz mamy -"szóstek nie stawiali"? zawsze było coś nie tak - za krzywo, za brzydko, nie dość dokładnie..
    • hamerykanka Re: Ku przestrodze piszmy 22.11.10, 04:17
      Dedykuje kochanemu tatusiowi: tchorzowi, sadyscie, szantazyscie emocjonalnym.
      Nie bede: wmawiac swojej corce ze cokolwiek sie stanie, to jej wina. Ze jest nikim, egoista, pylem na butach i g...nem.
      Nie bede sciskac jej rak az do bolu, tak, z samej satysfakcji zadawania bolu. Ani udawac ze sie ja podpala zapalniczka, przez co mam uraz do ognia.
      Nie bede pokazywac ze jest na szarym koncu hierarchii waznosci, po psach i dzieciach sasiadow, ktore raczej byly brane na kolana i dostawaly zabawki, kiedy ja bylam odpychana.
      Nie bede wmawiac jej ze jest debilka, jak ja slyszalam od swojego "za co ci dali tytul magistra, chyba za tepote"; oraz "dupa bys na komputer zarobila"- bo za te pieniadze przeciez garaz by zrobil, dom wykonczyl i pewnie jeszcze samochod kupil..."zostaw bo popsujesz", "jak nie wiesz to sie nie dotykaj". I warunkowanie emocjonalne "bede cie kochal jesli....tu wstawic czego aktualnie mu sie chcialo"
      Nie bede obarczac dziecka absurdalnymi zachciankami :" przywiez mi przednie zawieszenie do trabanta, bo tam przeciez w miescie gdzie studiujesz jest sklep z czesciami". Nie znizyl sie do dania pieniedzy ani wyjasnienia jak wlasciwie mam przywiezc to busem. "zalatw mi szklarnie"; "wez no przywiez listwy do szafy z suwanymi drzwiami, 4 m dlugosci"; a odkad jestem w Stanach to "kup mi"
      Mamie-za obojetnosc i wycofanie "g..na lepiej nie ruszac". Bo lepiej sie potem corce nastolatce wyplakac w rekaw, aby corka robila za matke i zalatwiala za nia problemy w malzenstwie.
      Obojgu-za to ze nie wierze w siebie, jestem zalezna od ocen innych ludzi, boje sie podejmowac decyzje. Na terapie chodzilam przez rok bo probowalam popelnic samobojstwo. Nie zmienila tego, ze do ojca czuje goraca az oslepiajaca nienawisc.
      • biggetje Re: Ku przestrodze piszmy 22.11.10, 08:44

        nie ma w naszym spoleczenswtwie dobrych wzorcow wychowania, bo naszych dziadkow ksztaltowaly wojny, a naszych rodzicow nasi dziadkowie, blizsze i dalsze rodziny, domy dziecka( w wyniku braku rodzicow), dzieci sie oddawalo, sprzedawalo, gubilo w drodze, wysylalo do rodziny w ameryce,...i jak tacy ludzie maja byc potem normalnymi rodzicami? teraz pora przerwac to bledne kolo. wsparcie psycholog. jest niezbedne, a wsparcie takie, to nie tylko sesje u terapeuty, to chociazby artykul w gazecie.
        veranda, normalnie nie wierze, ze jestes socjologiem i wypisujesz takie rzeczy...

        dziekuje Wam za ten watek, wiem ile kosztuje takie wyznanie!!!

        PS Moze warto sie zaglebic chociaz 2 pokolenia w tyl i zastanowic, co sie dzialo i dlaczego jest, jak jest...to nie proba usprawieliwienia podlosci, ale zrodlo wiedzy...trzeba myslec racjonalnie i opanowac emocje...posilowac sie z nimi i zostawic...bo to nie jest budujace. bycie dobrym rodzicem chowajac w sercu taki zal...hmmm...mysle, ze dziecko i tak wyczuje...na prawde warto zrobic porzadek we wlasnej duszy...a nie przykrywac tego...bo i tak wyplynie wczesniej, czy pozniej! mowie z wlasnego doswiadczenia....
      • titta Re: Ku przestrodze piszmy 25.11.10, 17:16
        hamerykanka, pomysl, ze i w twoim ojcu ktos musial przez lata uczucia zabijac...
        • hamerykanka Re: Ku przestrodze piszmy 25.11.10, 19:33
          Moj ojciec zostal sierota w wieku-nastu lat. Wychowywal sie z pelnoletnim wowczas bratem, a w wieku 21 lat ozenil sie z moja mama.
          Zawsze myslalam ze zostanie sierota wzbudza przedsiebiorczosc bo jest sie za siebie odpowiedzialnym. Ale on raczej oczekuje od innych litosci i obslugi full serwis, z siebie nie dajac nic.
    • titta Drobne takie: 25.11.10, 15:52
      -"Dzieci sie ze mnie smieja"
      -"to dlatego, ze sie przejmujesz"
      I dlatego wtazliwy przdszkolak, ktory sie nie potrafil przejmowac, wyrastal w przekonaniu, ze to jej wina, ze sie smieja (bo nie umie sie nie przejmowac), a nie dlatego, ze dzieci sa glupie wink i marzac aby byc twardzielka nie poazujaca zadnych emocji (prawie sie udalo).

      Krytyka bezposrednia: "jestes leniwa", "jestes egoistka", "jeses jedza", "do niczego sie nie nadajesz", "nikt cie nie bedzie chcial", "ludzie tylko udaja, ze cie lubia"... (wchwili zlosci, za chwile oczywiscie wszystko w porzatku, tak przeciez noramalnie nie mysla).
      (Do dzisiaj sie zastanawiaja dlaczego ja i brat mamy takie niskie poczucie wartosci? Pewnie po cioci, z ktora tez nie halo...)

      Ty zawsze.. Ty nigdy...
      I wypominanie. (Tu sobie postanowilam, ze ja nie bede wypominac. Wytrzymalam przez wiele lat trudnego zwiazku. I sie zalamalam... bo jak kiedys wkoncu wygarnelam swoje zale, okazalo sie, ze on niczego takiego nie pamieta i pojecia nie mial. Moze wiec wypominanie (od czasu do czasu) nie jest takie zle? wink
      • titta Re: Drobne takie: 25.11.10, 16:02
        I jeszcze robienie awantury (z opznieniem, bo przy obcych nie wypada), pt. "jak ty sie zachowujesz". Bez wytlumaczenia o co wlasciwie chodzi, bez jasnego wytlumaczenia czego dziecko nie powinno robic i wyegzekwowania tego.
        A ja naprawde nie wiedzialam o co chodzi.
    • lejla81 Re: Ku przestrodze piszmy 25.11.10, 16:21
      Mam tylko o jedno żal do mojej mamy - że, kiedy byłam mała, niezbyt się mną interesowała. To znaczy oczywiście dbała o mnie, ale myślę, że nie wychowywała mnie świadomie. Nie patrzyła, co lubię robic, czy mam ku czemuś jakąś zdolnośc, którą można by rozwijac. Jak zapisywała mnie na jakieś zajęcia dodatkowe, to dlatego że koleżanki też zapisywały swoje dzieci. Nie przypominam sobie, żeby mi coś opowiadała, czytała, bawiła się ze mną. Od tego raczej były babcie. W rezultacie pod koniec liceum nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobic, nie miałam sprecyzowanych żadnych planów zawodowych, nie wiedziałam, co studiowac, co niestety odbija się w tej chwili trochę na mojej pracy. Nie jest to może jakiś wielki zarzut, ale swojemu synowi uważniej zamierzam się przypatrywac.
      • 3-mamuska Re: Ku przestrodze piszmy 25.11.10, 16:54
        Moja mama to history najgorsza rzecza jaka uslyszalam bylo ze:
        - szkoda ze mnie nie wyskrobala,
        -ze jestem ku...ą i ze się gdzie puszczalam, bo nie mogłam znaleesc jakiejś tam bluzki,
        -nigdy nie usłyszałam ze jeste super ok, tylko czeum 4 a nie 5.
        -ze inne dzieci znajomych to takie mądre a "ja" mam takie głupie dziecko,
        -ze musi się męczyć z moim ojcem, bo on nie chce mnie zostawić,
        -papiery rozwodowe które przyszły rozwodowe, dzień przed świętami nigdy jej tego nie wybacze,
        -wyzwiska,
        -jak szła gdzie do znajomych, a ja nie chciałam iść z nią to zabierała kabel od magnetofonu, wyciągają antenę z telewizora,
        - ze każde święta były stresem, bo nie robimy tak jak ona chce, jak juz byłam nastolatka to wyszła z domu przed wigilia bo wlaczylam kolędy ale nie kościelne tylko takie młodzieżowe,
        siedziała pod domem na ławce i czekała aż zjemy kolacje wigilijna a potem całe święta
        płakała ze ma takie dziecko i całej rodzinie rozpowiadala,
        Dużo tego było zreszta do dziś tak jest, dlatego mieszkam. w UK żebym nie musiała z nią się widywac, dzwonie raz na pól roku a tak nawet nie ma mojego adresu. Po tym jak urodziłam 3 dziecko i powiedziałam ze nie było planowane i go nie chciałam ,dostałam list z ulotką dotycząca rekolekcji dla kobiet po aborcji( wysłał na adres do mojej siostry)
        -ze każdy sekret wszyscy w rodzinie wiedza,a było i ch dużo w domu.
    • odzim22 Re: Ku przestrodze piszmy 25.11.10, 17:40
      Długo trzeba by wymieniać. Kilka najważniejszych:
      - zmuszanie do obrzędów religijnych "ogniem i mieczem" do jakiegoś 15 roku życia, wojna domowa w każdy niedzielny i świąteczny poranek: "Będziesz miała 18 lat to se będziesz decydować czy wierzyć czy nie". Oczywiście efekt był odwrotny do zamierzonego w kościółku mnie nie zobaczą prawdopodbnie do końca życia.
      - od małego regularne bicie i straszenie biciem narzędziami różnego kalibru - od ręki po kabel od żelazka. Efekt: zaniżone poczucie własnej wartości brak wiary we własne siły
      - bezrefleksyjne skupianie się na czerwonych paskach i maksymalnych notach w szkole, już nawet mój wychowawca bardziej był zainteresowany moim hobby niż matka. Efekt: notoryczne wagary, otarcie się o relegację ze szkoły i pogłebienie tego co w poprzednim punkcie. Po maturze studia wybierałam losowo, bo i tak zostało mi wmówione że jestem skazana na sprzątanie kibli. Szczęśliwie po maturze znalazłam stosunkowo niezłą pracę co trochę pozwoliło mi się dosyć szybko odbudować psychicznie i materialnie.
      - Motywowanie porównywaniem: starszej siostry co to z nią kłopotów nie było, syna Ździśka, córki Kryśki co to są w dobrych liceach, mają dobre stopnie zdają na sgh i jeszcze matce pomagają, a ty co. Poskutkowało to tym, że nawet mając ochotę jej w czymś pomóc "zmuszałam się" żeby tego nie robić, a ww osoby znienawidziłam.
      - Zerowa pomoc w rozwijaniu zdolności, zniechęcanie do próbowania nowych rzeczy, nazywanie każdego przejawu entuzjazmu na coś nowego "słomianym zapałem". Przez to, przez wiele lat bałam się nowych wyzwań, zrobienie głupiego prawa jazdy było dla mnie rzeczą niewyobrażalną.
      - w wieku dojrzewania, jako że bić już się nie dałam używanie przez matkę płaczu jako formy szantażu.

      Pomogło mi całkowite odcięcie pępowiny i usamodzielnienie się. W dowód wdzięczności rodziców odwiedzam raz na rok, zazwyczaj na święta i to tylko dlatego że mój mąż odwiedza swoich (pochodzimy z tego samego miasta). Inaczej ładowałabym akumulatory gdzieś w tropikach. Katharsis nie przewiduję i nawet mi nie zależy.
    • el_jot Re: Ku przestrodze piszmy 27.11.10, 20:08
      Mało o ojcach pisalyście, ja zacznę od niego:
      - ciągle w dzeiciństwie słyszałam, ze jestem gruba, że muszę schudnąć (miałam od jakichś 5 lat od kilkunastu), odchudzanie mnie wszelkimi dostępnymi wtedy sposoabami, tzn. tabletkami, o których wiedział jakie dają skutki uboczne, bo rozmawiał z lekarzem i lekarz nie zalecał ich tak małemu dziecku,chyba nie dał rady mi ch podać , bo babcia zrobiła awanturę i jemu i lekarzowi. Ciągle słyszałam że jakk będę miała 20 lat to po schodach nie wejdę na drugie piętro
      - wychodził ze mną niby na spacer a lądowałam z nim w knajpach, bo sobie piwko musi strzelić, oczywisćie na piwku się nie kończyło, potem szedł ze mną pijany, jak strasznei sięza niego wstydziłam
      - jak miałam 20 lat moi rodzice się rozwodzili, zabierał wszystkie możłiwe rzeczy z mieszkania, łącznie z moimi osobistymi
      - unikal płacenia alimentów, jak byłam na czwartym roku studiów złożył sprawę o zaprzestanie płacenia, bo ma dla mnie pracę, miałam być barmanką w jakiejś przykopalnianej spelunie, w miejscu oddalonym jakieś 70 km od miejscowości w której studiowałam. Naraził się na pośmiewisko pani sędzi.
      - teraz raz spróbował się doper.... do mojego wyglądu (mam 37 lat), uszłyszał co powinien już dawno, mam święty spokój.

      Matka:
      - bicie, wyzywanie, łącznie z ty k...o
      - brak jakichkolwiek rozmów, nawet nie powiedziała mi o miesiączce, tzn. jak dostałam okres i polamiłam majtki, to włożyłam te majtki do kosza na bieliznę, powiedziala mi tylko, zę mam uzywać podpasek i asolutnie nie wyrzucać ich do toalety
      - awantury, bicie z ojcem na moich oczach, wszelkie problemy małżeńskie (typu zdrady) rozwiązywane tak, zębym ja o wszystkim wiedziała
      - brak jakiegokolwiek wsparcia, wierzyła wszystkim naokoło, ale nie mnie , nie sluchała żadnych wyjaśnień, tylko lała gdzie popadło
      -nigdy nie usłyszałam od niej kocham cię
      • el_jot Re: Ku przestrodze piszmy 27.11.10, 20:40
        Ach, wakacje spędzałam na wsi u matki mojego ojca, tak samo toskycznej jak onsad
        • lilka69 a teraz pomyslcie, ze za 30 lat wasze corki 27.11.10, 21:10
          beda podobnie pisac o was samych. i zaloze sie , ze co najmniej polowa dzieci mimo waszego zdiagnozowania problemu we wlasnej rodzinie i starania sie o lepsze jutro bedzie realizowala czesc uczynkow waszych rodzicow.

          mysle, ze wasi rodzice nie przy necie ale na spotkaniach towarzyskich tez wyplakiwali zale na swoich rodzicow. i co z tego wyszlo -same widzidzie-nic.

          ja przy okazji- oceniam rodzicow dosc pozytywnie, zdazaly im sie wpadki wychowawcze ale bez traumy u mnie. chyba tego sie nie uniknie. ale ogolnie mam dobre doswiadczenia.

          nie da sie byc rodzicem idealnym. ale alkohol, wyzywanie, bicie, dreczenie psychiczne sa niedpouszczalne.
          • echtom Re: a teraz pomyslcie, ze za 30 lat wasze corki 27.11.10, 21:51
            W moim przypadku za 15-20 lat. Jestem autentycznie ciekawa, jak moje córki ocenią z perspektywy swoje dzieciństwo i mnie jako matkę. Ja realizuję model wychowania będący całkowitą odwrotnością modelu moich rodziców.
            • angela10086 Re: a teraz pomyslcie, ze za 30 lat wasze corki 28.11.10, 15:58
              -alkoholizm ojca,
              -alkoholizm i zachowania psychopatyczne ojcyma,
              -uciekanie w zimie w skarpetkach z domu,
              -rygrowanie szafa drzwi wejsciowych, przyjazdy policji,
              -ponizanie, brak rozmowy i wsparcia,ze do niczego sie nie nadaje.
              -bicie ( nie nas, ja dostalam raz w zyciu ale mi sie nalezało, chodzi o bicie matki przez ojczyma)
              -wmawianie ludziom jaka jestem zla i niedobra, brak pochwał, ze jestem narkkomanka i alkoholiczka,
              -ze jestem zazdrosna o jej faceta jak sie stawialam i buntowalam ( a on ja buntował ze ma sie nas pozbyc z domu)
              -moja matka zawsze stawala po stronie swojego"obecnego" faceta a nie po stronie dzieci, -uwazala ze wiek 18 lat to kup w dupe i dowidzenia radz sobie sama.
              -Do tej pory mam przed oczami jak ojczym dusi mojego brata -sni mi sie to nocach
              • angela10086 Re: a teraz pomyslcie, ze za 30 lat wasze corki 28.11.10, 16:00
                wyszlo nieskladnie-przeszpraszam- pisalam pod wplywem emocji. mam nadzieje ze wiekszosc z was domysli sie o co mi chodzi
    • techichi0704 Bylo tak...I jest tak...Dobry wątek! 28.11.10, 23:29
      Wiele z tego,co piszecie zgadza sie rowniez w moim zyciu.Moje relacje zwlaszcza z matka uwazam za chore.Matka sama dostala totalnie "zimne wychowanie" i takie same chciala zaserwowac nam,no moze minimalnie cieplej.Troszeczke.
      Krytytka,bicie,krzyki,ponizanie,brak zainteresowania czymkolwiek poza wiktem i opierunkiem.Czasem wydaje mi sie,ze nasi rodzice kiedys bardziej szli na ilosc niz na jakosc,wiec skoro sa trzy corki to jakos sie wychowaja,prawda?Niech sie soba na wzajem zajmuja bo mama ma przeciez wazne sprawy,a ojciec po pracy zmeczony.Mama tez potem pracuje,wiec dzieci w sumie same musza sie przypilnowac.Ojca,przedstawianego przez matke jako "lajdak" bo porzucil ja (czytaj:nas jej zdaniem), paradoksalnie wspominam lepiej,gdyz mimo pracy mial czas na lyzwy,narty,sanki,slowem poswiecal w jakis sposob swoj czas.Matka nie.Kurna,nie pamietam aby kiedykolwiek nam czytala! Shit,urodzila,nakarmila,wiec juz sie spelnila.Wiem,trojka dzieci to duza sprawa,czasu nie ma (choc dziadkowie pomagali bo pamietam ich non stop wokol siebie,byli cudowni!),ale czasem mam wrazenie,ze kiedys dzieci sie rodzily,bo tak trzeba,bo biologia,bo homo sapiens zobowiazuje.Wiecie,ze mimo iz pare razy uslyszalam od matki,ze mnie kocha,ja tak na prawde nigdy nie czulam,ze tak jest.
      To co mi nieraz powiedziala,a potrafila,jest biegla w ublizaniu,wierzcie nie nadaje sie do publikacji.Podam pare przykladow.Mam 16 lat.Boli mnie zoladek od jakiegos czasu,chudne w oczach,nie moge jesc,placze,mam dola (w tle rodzice sie rozwodza)i skarze sie matce,a ona mi mowi...ze ja to wymyslamsurprised. Mam swiadomosc,przygotowuje sie na studia medyczne,czytam wiele lit.fachowej,wiec wiem,ze cos jest nie tak.Mam objawy wrzodow!Zapisuje sie na gastroskopie,wychodzi silny niezyt,byc moze na tle nerwowym.Waze tylko 45 kg mam prawie 170 wzrostu.Matka na wiesc o tym,ze nie ubzduralam sobie nic,ze mam leki mowi mi,ze jestem hipochondryczka,ze chce na siebie zwrocic uwage.Nie bylo tak.Potrzebowalam pomocy.Nie dostalam jej.Rowniez wtedy,gdy postanowilam na rok przerwac studia w wieku 21 lat. Nie oczekiwalam,ze matka to pochwali,choc wlasciwie w 75% utrzymywalam sie sama.Nie. Nie oto chodzi.Wiecie co ona mi powiedziala wtedy?!A no to,ze jak ona teraz sie w biurze (swoim jedynym p-cie odniesienia) pokaze,ze to wstyd wziac dziekanke(sama nie ma pojecia o studiach,dziekankach,tylko matura);nawet nie interesowaly ja moje pobudki,ale to jak ona sie teraz pokaze w pracy,bo jak ktos sie dowie,ze jej corka wziela dziekanke,to beda ja palcami wytykac big_grin no szok i masakra,faktycznie.
      Malomiasteczkowosc,buractwo,zaklamanie mojej matki-tego nienawidze.Jest obludna,swietnie manipukluje i 100% skoncentrowana jest na sobie.Wszystko toczyc ma sie wokol jej;jesli cos sie stanie,cos nie pojdzie po jej mysli w rodzinie,to od razu odnosi to do siebie.Maksymalnie nie pptrafi za grosz empatii z siebie wydobyc.Zero!Ja jestem potworem bo jestem jak ojciec,znacie to.Oczywiscie zmuszanie do zaprzestania kontaktow z ojcem,znacie to rowniez prawda?Alkoholizm (wg.nas corek,bo wg.niej ona jest tylko konsumentka) i to,ze nigdy nie chciala brac sie za zycie,tylko przesypiala cale wieczory upojona przed tv,po to aby uciec przed zyciem,a ja sadze,ze majac dzieci ma obowiazek byc dzielna i podjac terapie.Nieraz sie o to podarlysmy.Nienawidzialam jej za to,ze wracalam ze studiow na weekendy 200km co dwa tyg.po to aby...nie pila non stop.Ona tak sprytnie pila,zeby w biurze nikt nie widzial.Oczywiscie pila tez przez nas,wiadomo dzieci sa winne.Pzrepijala w weekend tyle za co ja musialam wracac do miasta,w ktorym studiowalam i zyc caly tydzien.Ok. Swietnie.Ja biedowalam,czasem na jedzenie nie mialam,dobrze ze stypa naukowa byla i kredyt.Do ze swiadczenia alimentacyjne na uczace sie dzieci sa to nic,one dotycza tylko ojcow, ich sie sciga po sadach,matki moga chlac i jest ok.Niecierpie mojej matki za to,ze szybko wyszla za maz,bo 'ladny byl' i zeby jej zazdroscily,ze urodzila nas a potem srednio sie nami zajmowala.W sensie psychicznym,bo prala gotowala oczywsicie wink,za to ze wiecznie miala do nas o wszystko pretensje;nigdy nie wybacze jej dotyku kabla od magnetofonu na mojej chudej pupie,tego ze zamiast sama wziac sie w garsc,wysylala nas do rodziny,zeby wiecznie pozyczali nam kasy-wieczny obciach,bo nie oddawala.Za to,ze na nasze barki zrzucala problemy nie do udzwigniecia przez dziecko,ze nigdy nie brala naszej strony- w szkole zawsze my winne,bo pani jest bogiem!!!Mozna by mnozyc do polnocy te powody.Wpajala nam cale zycie,ze mamy byc jej wdzieczni,ze nas urodzila i taka orke wyknuje nas wychowujac.A wiecie co?Wcale nei czulam sie wychowywana.Ja ten proces inaczej pojmuje.
      Non stop nas ze soba sklocala.Teraz tez to robi.Jak jedna zawinila,wszystkie dostaly.Nie obchodzilo ja,kto jest winny!Mial byc spokoj,mamusia musi odpoczywacwink.Teraz manipuluje.Jednej siostrze na druga gada.Wrecz skarzy,dzwoni do jednego dziecka,jak sie z drugim pokloci-chooooore!Mam wrazenie,ze nigdy nie dorosla.Owszem,miala trudne dziecinstwo,ale zasadniczo roznimy sie tym,ze ona uwaza,ze jej zachowanie wobec dziecka to norma,a jak nie to wypier...Po klotni wkreca,ze to nasza wina,jej nadcisnienie,jej....sranie w banie.
      Przykre to,ale nie lubie swojej matki.Po prostu jej nie lubie.Znaczy dla mnie tyle co inny czlowiek.Postaram sie jej wybaczyc,ale nigdy nie zapomnne.Codzien tocze walke aby postepowac inaczej.Nie jest latwo.Pewne wzorce...pewne zdania,slowa,zachowania.
      Czym juz dzisiaj sie roznimy? Ja,chyba z uwagi na to jak ona mnie traktowala,mam ciagly lek czy jestem dobra matka.Czasem robie straszne glupoty,ale bardzo mi przykro z tego powodu. Przepraszam moje dziecko,5 letnie czesciej niz ono mnie. Drze o to, czy nie robie jej krzywdy, mowiac cos, robiac cos tak i tak. Jestem w ciaglym napieciu.chce byc taka inna niz ONA. Nie mysle o niej mama. Mysle rodzicielka. Mama sie nie jest ot tak. Mama sie staje.To dlugi proces.Milosc,szacunek,otwarcie na mlodego czlowieka i nie traktowanie go jak intruza-to podstawa.Tego nie mialam i codziennie staram sie dac mojemu dziecku.Moje Dziecko nie jest dodatkiem do mnie.Ja staram sie byc jego pzrewodnikiem po zyciu.Staram sie.Nie raz placze,gdy na nia nakrzycze,ale to moja wina,bo ja powinnam dyktowac poziom w domu,nie 5 latek.Chce by moje dziecko bylo szczesliwe.Mam mniej czasu niz moja matka,pracuje dwa razy wiecej,ale wiem,ze juz dzis jestem lepsza matka. Wiem,bo czuje,wiem bo cholernie mi zalezy.Nawet nie na tym aby byc lepsza od niej,ale na tym abym byla najlepsza jaka potrafie byc.Dalam pare klapsow,mam zal do siebie o to. Zarzekalam sie,ze tak nie bedzie,ale dalam. Tylko roznica jest taka,ze moje dziecie widzialo,ze szczerze zaluje, powiedzialam jej,ze dzieci nie wolno bic,ze mama bardzo przeprasza i ze zle zrobila,postara sie nigdy tak nie zrobic,ze KLAPS TO OD POCZATKU WINA RODZICA,NIE DZIECKA!Ja slyszalam zawsze,ze to moja wina,ze matka mnie musiala sprac,bo sama sobie winna jestem.
      Mam przed soba jeszcze wiele pracy,ale wiem,ze bedzie dobrze, bo DLA MNIE BYC RODZICEM TO ROLA, A NIE PRZYKRY OBOWIAZEK (nie raz to uslyszalam).
      Wiem,ze nigdy nie powiem mojej corce,ani synowi:"bo ciebie trzeba bylo napier..., za malo dostawalas, dlatego takim bekartem jestes!".
      Nienawidze jej tez za to,ze bagatelizowala cale zycie (moje doroslejsze zycie to,ze mam do niej zal, ze moze cokolwiek mi sie nie podobac). Teraz ona mnie nienawidzi,bo jestem wyrodna i z tym h...ojcem sie zadaje,a nie powinnam,bo on jej taka krzywde zrobil.
      Swietny watek. OCZYSZCZENIE!
      Wszystkim z Was polecam ksiazke "Toksyczi Rodzice" Susan Forward. Rewelacja! Pozdrawiam
      • ledzeppelin3 Re: Bylo tak...I jest tak...Dobry wątek! 29.11.10, 09:21
        Na tle tych wpisów nie dziwią wątki, coraz liczniejsze przed świętami Bożego Narodzenia, pt. Nienawidze świąt
        jak można lubić święta, przecież trzeba spotkać się z oprawcami z dzieciństwa przy jednym stole, ba, podzielić się opłatkiem, żeczyć wszystkiego najlepszego i grać szczęśliwą rodzinkę
        Nie dziwię się tym, co tym rzygają
        Dziwię się za to tym wszystkim o kurzęcej wyobraźni, którzy ufnie piszą "Jak można nie lubić swiat? No jak można?"
        • el_jot Re: Bylo tak...I jest tak...Dobry wątek! 01.12.10, 16:59
          Ja polubiłam święta od kiedy spędzam je tylko z moim mężem, córką i niekiedy siostrą mężawink a, z dwoma psami i kotami.
    • madziulaszuczek Re: Ku przestrodze piszmy 29.11.10, 14:51
      Nie mam takich traumatycznych przeżyć, jak większość tutaj, ale najbardziej doskwierał mi :
      - brak rozmów, właściwie brak umiejętności rozmawiania z dziećmi w ogóle, a już zero na temat dojrzewania, seksu itp.,
      - kłótnie rodziców,
      - jakieś chore przygotowania do Świąt BN,w amoku, krzykach, gorączce, które odzierały ich z czaru, atmosfery,
      - porównywanie do innych dzieci,
      - ojciec, (z którym do tej pory nie umiem rozmawiać ) potrafił tylko pytać:"jak w szkole" i nie czekając na odpowiedź wracał do swoich spraw, był zdania że dzieci wychowuje matka; pozatym był/jest niesamowicie uparty, wszystko musiało być po jego myśli, wkurzał się nawet, jak chleb był krzywo ukrojony, sam rozpieprzając swoje ciuchy po całym domu itp.
      - dzieci nie miały głosu.
      • moniowiec Re: Ku przestrodze piszmy 01.12.10, 13:54
        nie jestem DDA, moja mama to nauczycielka i miałą na studiach psychologię rozwojową dziecka, ogólna itd.... i to mnie zastanawia - dlaczego nie wzięła nic z tych zajęć? ja nie miałam a widziałąm że ze mną dzieje się coś nie tak w stosunku do swojego małęgo dziecka.

        prawda - uczymy sie od swoich rodziców. ona nie miała miodu, dałą co mogła. ja też daję co mogę. ale chyba można więcej...

        główne grzechy?
        - porównywanie, także z siostrą
        - ustępowanie innym, młodszym, głupszym, rodzinie, rodzicom
        (efekt: niska samoocena)
        - lanie za... no włąśnie czasem nie pamiętam, najczęściej za kłąmstwo
        - powodowanie uczucia strachu i łez jak z nią gadam, do dziś
        - wieczne monologi i moralizowanie
        - twierdzenie że wyrośnie ze mnie coś złego (bo się buntowałam), radość że na pierwszym roku studiów nie wpadłam, że zdałam maturę, że... itd.
        - powtarzanie że jestem brzydkim kaczątkiem jak byłam rosnącą co dopiero nastolatką, że mam krzywe nogi, że muszę je ukrywać, nie garbić się...
        - przeszukiwanie torby, czytanie listów i pamiętnika (efekt: totalna konspracja, pisanie fałszywego pamiętnika)
        - robienie pod dyktando "co ludzie powiedzą" (jako małe dziecko miałąm shizę że w ziemii jest system rur-peryskopów podglądających co robię i raportujących mamie wszystko)
        - straszenie własnym stanem zdrowia, ostentacyjne zażywanie leków przy mnie
        - życzenie "takich dzieci wam jakie dla mnie jesteście"
        - negowanie własnego, dorosłego zdania np. wyboru partnera życiowego (po kilku latach przeprosiła ale ból został)
        - straszenie że mnie odda, że mam się wynosić mieszkać u sąsiada, kiedyś chyba skutecznie wmówili mi że jestem z domu dziecka, trudno było odkręcić
        - najpierw lanie, gderanie, potem przeprosiny (bez sensu... nie lepiej porozmawiać zwyczajnie?)
        - siostra, przez moje bunty, miałą więcej rygoru co do imprez itd.(brak zaufania totalny) - odbiło się to na jej późniejszym życiu "spuszczeniem ze smyczy"

        ogólnie - jest lepiej chociaż teraz widzę coś nowego - uważanie mnie za kompetentniejszej niż ona matki, pytanie co ja zrobiłabym z dzieckiem (ws siostry pytanie) jakbym była na jej miejscu. to pomieszanie ról, wiem o tym, więc sie wystrzegam tego.

        nie chodzę na terapię, ale chodzę do szkoły dla rodziców, jest mi lepiej. mąz pomaga...
    • morgen_stern Re: Ku przestrodze piszmy 01.12.10, 14:32
      P.S. Jest artykuł na głównej na podstawie tego wątku:

      www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,8714599,Jestes_taka_podla_jak_ojciec___grzechy_naszych_rodzicow.html
      Przeczytałam przyznaję pobieżnie, ale mam mieszane uczucia - odnoszę wrażenie, jakby pani psycholog prześlizgiwała się po temacie i ogólnie to "rodzice chcieli dobrze".
    • soni-ya83 Uffff... 01.12.10, 15:11
      1. Wieczna kontrola, jeszcze na studiach. Gdzie idziesz, po co, dlaczego, masz zaraz wrócić.

      2. Kilka lat wcześniej, w liceum, dziadek upierał się, że będzie mnie odprowadzał do szkoły. Pod drzwi. Zdesperowana poprosiłam kumpla, żeby wymyślił jakis podstęp, by do dziadka dotarło że robi mi obciach. Podziałało, ale... dziadek i tak za mną łaził. Czułam, że mi nie ufa, jakbym była jakimś przestępcą śledzonym przez totalitarną policję. W połączeniu z totalną kontrolą wszystkiego, co robię, efekt był taki, że miałam narzucona trasę dom - szkoła / uczelnia - dom, ewentualnie punkt ksero, oczywiście po wcześniejszym zameldowaniu, że mam zamiar skserować strony 30 - 45 z podręcznika tego a tego, ponieważ sa mi niezbędne do czegoś tam. Do tej pory czuję irytację, bo niewiele brakowało do pisania podań o pozwolenie!

      3. Wmuszanie jedzenia - klasyka.

      4. Zmuszanie do noszenia tych ciuchów, które babcia wymysliła, przy całkowitym tłamszeniu prób wykształcenia własnego gustu. W efekcie musiałam nosić ohydne brązowe rajstopy do granatowej spódnicy o kroju zakonnym, plus jeszcze bardziej ohydne białe klapki a la salowa.

      5. Babcia potrafiła prowadzic mnie do fryzjera w wieku 19 lat i oświadczać fryzjerce, że cięcie ma byc do płatka ucha, bo jej się nie podobają długie włosy. Protesty fryzjerki, która chciała mnie spytać o zdanie były ignorowane, natomiast moja nieszczęśliwa mina była natychmiast komentowana: uśmiechnij się, teraz wyglądasz przyzwoicie, nie rób mi wstydu. (Dziś mam włosy do pasa, bo, kuźwa, lubię)

      6. Wybieranie lektur. Kiedy chciałam w LO przeczytać "Lolitę", musiałam opakować ją w papier, by nie było widać co czytam, niestety nie pomogło, więc awantura była gotowa.

      7. Wieczna kontrola szafki, w której trzymałam zeszyty, i ignorowanie protestów, kiedy babcia wyrzucała akurat to, co było mi potrzebne, ponieważ ona "wie lepiej".

      8. Czytanie pamiętnika. Kiedy zaczęłam pisać szyfrem natychmiast rozpętała się awantura: "jak to, nie ufasz mi? po co ten szyfr?! masz mi to przetłumaczyć!"

      9. Odrabianie za mnie lekcji, zwłaszcza pisanie wypracowań z polskiego, bo ja - zdaniem babci - i tak nic mądrego nie napiszę. W efekcie pisałam własne wypracowania w autobusie, a potem były awantury, że nie doceniłam babcinego kunsztu, mimo że jej wypracowania były regularnie oceniane na 3, moje na 5.

      10. Zakaz wstępu do kuchni, zakaz pomagania, zakaz w ogóle zrobienia sobie nawet herbaty, "bo babcia zrobi lepiej" (wiadomo), po czym pretensje, że nie pomagam i ze babcia jest wiecznie zmęczona.

      11. Wyśmiewanie mojego zdania i poglądów, które ośmieliłam się mieć.

      Czasem miałam wrażenie, że żyję w miniaturze roku 1984 Orwella. Z dziadkami nie rozmawiam od lat i szczerze mówiąc, nie mam ochoty.
      • soni-ya83 Re: Uffff... 01.12.10, 15:14
        A, przypomniało mi się:

        12. Nabity siniak był dowodem mojej narkomanii!

        13.Ciągłe porównywanie: dlaczego dostałaś gorszą ocenę niż Agatka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka