Dodaj do ulubionych

Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę!

10.12.10, 09:00
Nie i koniec. Wynika to chyba z okresu przedświątecznego. W ciągu ostatnich 2 tyg dzień w dzień ktoś chodzi po prośbie, a to na biedne dzieci, a to na szpital, na pogorzelców. Ostatnio była młodzież zbierająca na pomoc dla domu małego dziecka u nas w okolicy. Wiecie co- serce miękło i dało się te 20 zł, ale oczywiście wydało się, że to są zwykli oszuści- trafili na księgową z tego domu i ta ich spaliła. Pieniądz rzecz nabyta, a ta 100, którą wydałam niby nic wielkiego, ale jak się poźniej okazało to byłi zwykli wyłudzacze. Nidgy już nie dam nikomu nieznanemu ani złotówki, rozliczę 1%, dam na WOŚP i zaprzyjaźniony dom dziecka- nigdy zbieraczom, mimo, że nadchodzą święta.
Obserwuj wątek
    • solaris31 Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:06
      ja także domokrążcom nie daję. wspieram na ile mnie stać fundacje, przekazuję 1 %, pomagam biedniejszym od siebie jeśli mogę. ale domokrążcom mówię nie.

      jedynie jedzenia nie jestem w stanie odmówić, ale poniewać o tym wiem, to nie otwieram. raz, że się boję, a dwa - że się boję naciągania .
    • ewelsia Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:07
      W moim obecnym miejscu zamieszkania nikt nie chodzi po prośbie, ale kiedyś się zdarzało. Ja z zasady nie daję takim ludziom, bo nie mam pewności, gdzie trafią pieniądze. Kiedyś kupiłam aniołka gipsowego - rękodzieło. Swój 1% od paru lat przekazuję na Warszawskie Hospicjum Dziecięce, kupuję świece Caritasu i wspomagam Wośp. To wszystko.
      • skanke Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:13
        kilka dni temu chodziła babcia i zbierała na operację onkologiczną dla wnuczki. Miała zdjęcia , jakies wypisy ze szpitala- dałam 50 zł- nie miałam w ogóle wątpliwości i co!! Sąsiad policjant przyniósł niusa, że aresztowali babcię chorą psychcznie, która poprostu jeździ po terenie i zbiera- gdzie pieniądze- nie wiem.
      • echtom Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:16
        Nas czasem nachodzi bezczelne babsko, które niby chce się zatrudnić do mycia okien, a po odmowie próbuje wyłudzić pieniądze na receptę "dla dziecka". Za pierwszym razem nawet coś jej dałam, a gdy za kolejnym nie chciałam jej wpuścić, zaczęły się jazdy. Wkładała nogę między drzwi, próbowała sforsować przejście do pokoju mamy, żeby od niej wyciągnąć kasę, podszywała się pod klientkę, która przyszła w sprawie tłumaczenia. Po którymś najściu zapowiedziałam, że jeśli jeszcze raz ją zobaczę, wzywam policję. Na razie, odpukać, spokój.
    • zuzankas Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:10
      Kiedyś, gdy jeszcze mieszkałam w Łodzi często dawałam "zbieraczom" na Piotrkowskiej (pracowałam w okolicy) z legitymacjami, tysiącem zezwoleń, papierów i pokornych min... najczęściej na chore dzieci. Pewnego dnia byli sprawdzeni. Okazało się, że z 15 "wolontariuszy" zbierających wzdłuż Piotrkowskiej .... 11 było oszustami! I jak tu pomagać??!!

      Zmieniłam plan. Zaadoptowałam dziecko z Ugandy (takie wspieranie finansowe). Przywiązałam się do rysunków tego chłopca, dostawałam zdjęcia, patrzyłam jak rośnie, dostawałam świadectwa (chłopak stał się częścią rodziny - gdzieś daleko) - w ubiegłym roku zlikwidowano ten rodzaj tzw. "adopcji". Też poczułam się w jakiś sposób pokrzywdzona crying

      I cóż. Teraz pozostaje 1% podatku na konkretny cel (kuzynka koleżanki urodziła bardzo niepełnosprawne dziecko) i co? Jak można jeszcze pomóc? Może macie pomysły?
      • carrymoon Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:32
        zuzankas napisała:

        >
        > Zmieniłam plan. Zaadoptowałam dziecko z Ugandy (takie wspieranie finansowe). Pr
        > zywiązałam się do rysunków tego chłopca, dostawałam zdjęcia, patrzyłam jak rośn
        > ie, dostawałam świadectwa (chłopak stał się częścią rodziny - gdzieś daleko) -
        > w ubiegłym roku zlikwidowano ten rodzaj tzw. "adopcji". Też poczułam się w jaki
        > ś sposób pokrzywdzona crying

        ja pomagam lokalnie. Nie jakieś odległe dziecko. Z poczuciem misji jak to biednemu murzynkowi pomagam.
        W Polsce też wiele dzieci potrzebuje pomocy. Ja np co miesiąc opłacam dodatkowo obiady w szkole. Nie na konkretne wskazanie ale dla któregokolwiek dziecka które potrzebuje.

        Ciuszki, z których wyrosła mloda, zabawki oddaje do domu samotnej matki. Nie sprzsedaje na allegro.

        Nie trzeba szukać daleo gdy się chce można znależć blisko nas potrzebujących.
        • meliissa Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 11:58
          carrymoon napisała:
          Z poczuciem misji jak to biednemu murzynkowi pomagam.

          Ale dlaczego deprecjonujesz czyjąś pomoc? Ty pomagasz lokalnie, a ktoś wybrał adopcję na odległość, każda z tych form zaangażowania jest potrzebna. Jesteś w stanie zrozumieć, że dzięki tym "adopcjom" dano wielu dzieciom szansę na w miarę normalne życie, na minimum wykształcenia, które u nas jest dostępne dla każdego, wręcz obowiązkowe.
          I tak na marginesie chłopiec zaadoptowany przez zuzankas to Ugandyjczyk, a nie "biedny murzynek"...
          • carrymoon Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 12:09
            może dlatego, że wielokrotnie spotkałam się właśnie z adopcją serca
            nawet u mojej młodej w szkole zbierają kasę na 2 dzieci z Afryki a w tej samej szkole są dzieci, które nie jedzą obiadów, nie jeżdzą na wycieczki itp bo rodzice nie mają pieniędzy

            łądnie wygląda zdjęcie "małego murzynka" wywieszone na ścianie, w widocznym miejscu na biurku czy w szkolnej gazetce. Jest na pewno dużo bardziej widoczne.
            Ale pod tym względem jestem gorącą zwolenniczką pomagania tym którzy są blisko.

            Dla medialnie opłacalnej pomocy, ładnie wyglądającej itp zawsze są chętni: wielcy tego świata, firmy, aktorzy VIPy a dla zwykłego szarego Kowalskiego Jasia często nie ma pomocy

            Dlatego mnie to razi.


            "Biedny murzynek" - no kurcze wiedziałam, że źle to brzmi. Próbuję wyjaśnić. Nie chodzi o rasę a o podejście ludzi. Takie podświadome dla mnie traktowanie dzieci w Afryce. Najbardziej własnie rzucające się w oczy i najpopularniejsze jest małe dziecko, ciemnoskóre, kojarzące się z biedą i głodem.
            • meliissa Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 13:47
              carrymoon napisała:
              łądnie wygląda zdjęcie "małego murzynka" wywieszone na ścianie, w widocznym miejscu na biurku czy w szkolnej gazetce.

              A dopuszczasz możliwość, że ktoś pomaga, nie po to żeby się potem chwalić i wieszać zdjęciawink
              Niektórzy może podejmują decyzję bo ktoś znajomy bierze udział w takiej akcji inni są wstrząśnięci artykułami na temat sytuacji w Ugandzie i chcą po prostu pomóc.
              "..Obecnie dzieci mają bardzo złe wyżywienie, jedząc codziennie przez okrągły rok posho (gotowaną mąkę kukurydzianą), fasolę i kapustę. Rzadko jedzą mięso (raz w miesiącu), niezmiernie rzadko chleb z margaryną (to było ich życzenie świąteczne), prawie nigdy słodyczy. Nie mają butów, ani więcej niż 3 zmiany odzieży. Nie mają rodziny i nikogo, kto by się zatroszczył o ich przyszłość..."
              www.uganda.info.pl/projekty/
              wyborcza.pl/dziennikarze/1,84009,3190317.html
              carrymoon napisała:
              "Biedny murzynek" - no kurcze wiedziałam, że źle to brzmi. Próbuję wyjaśnić. Nie chodzi o rasę a o podejście ludzi. Takie podświadome dla mnie traktowanie dzieci w Afryce. Najbardziej własnie rzucające się w oczy i najpopularniejsze jest małe dziecko, ciemnoskóre, kojarzące się z biedą i głodem

              Te zdjęcia chyba najlepiej obrazują dlaczego tak jest:
              patrz.pl/zdjecia/dziecko-umierajace-z-glodu
              fakty.interia.pl/galerie/swiat/glod-zabija-dzieci/zdjecie/duze,855857,1,268
              sad

              Ja nie krytykuję Twojej formy pomocy tego, że wolisz pomagać szarym Kowalskim Jasiom, ale chyba lepiej by było, gdybyś wstrzymała się z komentarzami oceniającymi postępowanie innych, dopisując własne, nie zawsze zgodne z prawdą uzasadnienie ich chęci niesienia pomocy.

              Ps.A co do murzynka, męża siostra wyszła za mąż za Jamajczyka. Co roku przyjeżdżają do nas ich dzieciaki. Teraz są starsze i takie sytuacje są sporadyczne, ale jeszcze kilka lat temu często wyjście z nimi na miasto kończyło się pokazywaniem ich palcem przez jakąś mamuśkę z komentarzem informacyjnym do własnego dziecka "zobacz murzynek"...
            • zuzankas Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 14:15
              Decyzję o adopcji serca podjęłam po spotkaniu z misjonarzem (znajomym męża). Dlaczego dziecko, które jest daleko? Bo wbrew temu, że "Najbardziej własnie rzucające się w oczy i najpopularniejsze jest
              > małe dziecko, ciemnoskóre, kojarzące się z biedą i głodem." (carrymoon) w placówce tego misjonarza, jak i wielu jego kolegów nie było zbyt wielu chętnych do pomocy; a rzeczywistość przez niego opisana była bardziej smutna niż ta pokazywana przez media
              Decydując się na tę adopcję nie wiedziałam czy zostanie mi przydzielony "biedny Murzynek", "urokliwy Azjata" czy może Jaś Kowalski. Trafiłam na Tamiru. Zdjęcie - owszem - stało na półce w domu - a czemu nie?! Dziecko było mi bliskie.

              Co do pomocy bezpośredniej. Pracowałam kiedyś w szkole, do której uczęszczały dzieci z rodzin niezamożnych - z różnych powodów. Był czas, kiedy przez kilka miesięcy robiłam chłopcu z mojej klasy kanapki na drugie śniadanie, innemu dziecku kupiłam zestaw podręczników, innych doposażałam w pomoce szkolne! Tylko szczerze mówiąc - nie wiem czy to jest wyjście (na to uwagę zwróciła mi pedagog szkolna) - bo rodzice tychże dzieci czuli się zwolnieni z obowiązku zapewnienia tym dzieciom tego, co dostawały ode mnie. Wielokrotnie widziałam tychże rodziców, przechodząc do pracy koło lokalnej knajpy... Na alkohol i przesiadywanie w niej od godziny 7 rano mieli pieniądze sad

              Carrymoon, uważam, że deprecjonowanie jakiejkolwiek pomocy jest co najmniej nie na miejscu!
              • carrymoon Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 14:20
                [b]zuzankas napisała:

                > Co do pomocy bezpośredniej. Pracowałam kiedyś w szkole, do której uczęszczały d
                > zieci z rodzin niezamożnych - z różnych powodów. Był czas, kiedy przez kilka mi
                > esięcy robiłam chłopcu z mojej klasy kanapki na drugie śniadanie, innemu dzieck
                > u kupiłam zestaw podręczników, innych doposażałam w pomoce szkolne! Tylko szcze
                > rze mówiąc - nie wiem czy to jest wyjście (na to uwagę zwróciła mi pedagog szko
                > lna) - bo rodzice tychże dzieci czuli się zwolnieni z obowiązku zapewnienia tym
                > dzieciom tego, co dostawały ode mnie. Wielokrotnie widziałam tychże rodziców,
                > przechodząc do pracy koło lokalnej knajpy... Na alkohol i przesiadywanie w niej
                > od godziny 7 rano mieli pieniądze sad

                trak tylko, że bezwzględu na to czy dałabyś dziecku kanapki czy nie Ci rodzice i tak mu nei dzadzą

                pomgając w ten sposób nie pomagasz rodzicom, tylko dziecku. Jak ktoś nei zapłaci za obiad to takich rodziców i tak sumienie nie ruszy. Tylko dziecko będzie głodne.
                Takie jest moje zdanie,
                Owszem taki rodzic co woli piwo niż obiad dla swojego dziecka pewnie pomyśli o mnie "frajerka" ale.......mam to w d...pie


                Po prostu naoglądałam się zdjęć dzieci z adopcji serca, nasłuchałam jak to człowiek pomaga itp. I zraziło mnie to bardzo.
      • gandzia4 Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 11:12
        My regularnie co miesiąc, oprócz 1% wpłacamy pieniądze na SOS Wioski Dziecięce. Jak mam nadprogramowy przypływ kasy to wpłacam też parę złotych na hospicjum dziecięce. Darowizny np na SOS Wioski Dziecięce i na Hospicjum można odliczyć później od podatku, zresztą nie tylko na te fundacje. Jest tyle różnych fundacji i potrzebujących, że naprawdę nie trudno znaleźć komu dać, trudniej zdecydować komu dać a komu nie. I naprawdę na wszelkie fundacje można wpłacać darowizny w dowolnych kwotach, a nie tylko 1% podatku.
      • vibe-b Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 11:42
        > w ubiegłym roku zlikwidowano ten rodzaj tzw. "adopcji". Też poczułam się w jaki
        > ś sposób pokrzywdzona crying


        Co masz na mysli mowiac, ze zlikwidowano ten rodzaj adopcji? Czy chodzi o posrednictwo jakiejs fundacji?
        Przeciez nie musisz przez posrednika. Mnostwo ludzi pomaga finansowo prywatnie. Napisz do mnie na priv, to podpowiem Ci jak to zrobic.
    • thegimel Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:12
      Zgadzam się. Daję jedynie gdy wiem na co te pieniądze naprawdę idą. Kupowałam kiedyś bilet, podeszła babka, prosząc o parę groszy na bułkę. Mówię, pieniędzy pani nie dam, ale kupię pani coś do jedzenia. Kupiłam, dałam, a tak się złożyło, że miałam jeszcze czas do pociągu, wyszłam więc przed dworzec po gazetę. I zobaczyłam bułki, które kupiłam w koszu. Podobnie było z żebrzącymi w blokach - jak dostawali jedzenie - nawet porządne - to zostawiali to jedzenie na dole w klatce.
      • skanke Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:16
        wiecie na ulicy to nie daję- boję się , że mi portfel zabierze. Chodzi mi o tych co chodzą po domach, oszukują, że na szczytny cel, a potem ...
        • solaris31 Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:19
          a ja czasem na ulicy dam - wiem, wiem, niemalże wstyd się przyznać. wink kiedyś jak odmówiłam, gośc w odwecie przejechał mi cały samochód gwoździem aż do szpachli confused nie muszę mówić, ile mnie kosztowało malowanie połowy auta confused zanim się w ogóle ruszyłam, facet zniknął, nawet nie było jak prosić kogoś o pomoc sad

          dam 20 groszy i mam spokój. i unikam takich miejsc do parkowania jak ognia. jak widzę takich pod marketami, od razu wołam ochronę.
      • echtom Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:20
        > Mówię, pieniędzy pani nie dam, ale kupię pani coś do jedzenia.

        Na taką ofertę nawet ci, którzy niby od 3 dni nic nie jedli, zwykle przestają być głodni wink
        • angazetka Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:26
          Chyba że są faktycznie głodni. Też się zdarza.
          • echtom Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:32
            W takim wypadku przyjmują ofertę wspólnych zakupów.
            • thegimel Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 11:27
              Ta pani była pewnie po prostu z tych, co to pytani "czy jadła pani już śniadanie?" odpowiadają: "nie, ani kropelki" wink
          • landora Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 14:02
            Kiedyś mnie facet w sklepie prosił o kupno chleba i obkładu - kupiłam. Oddałam też kanapki dziewczynie proszącej o jedzenie w pociągu. Pieniędzy nie daję, zwłaszcza razi mnie żebranie "na dzieci". Nie wpuszczam do domu "wolontariuszy" - po prostu im nie ufam. Daję na WOŚP, kupuję świece Caritasu.
            1% podatku pójdzie na schronisko dla psów.
          • gazeta_mi_placi Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 19:30
            No zdarza się i tak.
    • e_r_i_n Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:18
      skanke napisała:

      > Nidgy już nie dam nikomu nieznanemu ani złotówki, rozliczę 1%, dam na WOŚP i
      > zaprzyjaźniony dom dziecka - nigdy zbieraczom, mimo, że nadchodzą święta.

      Ja już dawno takie postawienie poczyniłam.
      Chętnie daję, ale na coś pewnego.
      • skanke najgorsze jest to, że człowiek uodparnia się 10.12.10, 09:26
        dzieci zawsze budzą współczucie. U nas jest problem, bo w klatce 2 babcie nie zgodziły się na domofon- więc wchodzi kto chce.
        • rybalon1 Re: najgorsze jest to, że człowiek uodparnia się 10.12.10, 09:38
          już się uodporniłam - nie daję , nie wspomagam domokrążców ani na nikogo z ulicy ....oddaje 1 % na niepełnosprawne dziecko znajomej - mają konto w jakiejś fundacji . Mlody jedzie za to na rehabilitację , dostał laptopa i coś tam jeszcze smile
        • hexella Re: najgorsze jest to, że człowiek uodparnia się 10.12.10, 09:51
          żeby tak domofon dawał gwarancję, że nikt obcy się nie będzie pałętał po klatce... wystarczy zadzwonić i powiedzieć "proszę otworzyć" i 95proc. ludzi otworzysmile
    • hexella Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:46
      nie otwieram drzwi domokrążcom zwłaszcza, jak nie ma w domu chłopa (czyli prawie cały dzieńwink) nie wspieram parkingowych naciągaczy, ani puszkowych spacerowiczów. Jest za to kilka konkretnych celów, w których mogę dać upust swojej potrzebie dzielenia się.
      To miłe wiedzieć, że pomada się komuś na prawdę.
    • lolinka2 Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 09:49
      Ja daję na WOŚP
      1% na wybraną działalność non-gov.: różnie w różnych latach, ostatnio na synka kumpeli
      a poza tym, to jak się bezdomny zgłosi w momencie, gdy mam przy sobie kanapkę, z której nie skorzystam już etc. to wtedy tak z marszu. Z założenia: żeby nie żałować i nie mieć wątpliwości, co i komu oraz po co dałam.
      ---
      Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
    • madzioreck Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 12:27
      Nie daję zadnych pieniędzy domokrążcom. Jeśli zbierają na dom dziecka czy operacje dla jakiegoś dzieciaka, proszę ewentualnie o dane instytuscji, którą reprezentują, jesli dostanę jakieś dane, sprawdzam czy to ma ręce i nogi i wtedy mogę coś wpłacic.
    • lykaena Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 12:35
      U mnie domokrążcy zbierają jedzenie - czasem daję jak w domu jest ktoś jeszcze ,bo jak jestem sama z dzieckiem to nie otwieram- boję się.
      Kiedyś powiedziałam, że zaraz poszukam i wstawię przed drzwi , proszę przyjść za 20 minut.

      Wystawiłam pudełko z ciastem, jogurt, butelkę wody - widziałam jak przyszedł i zabrał.

      Pomagam rzeczowo i finansowo schronisku dla zwierząt oraz współpracuję z jedną fundacją i robimy różne akcje dla dzieci - jest to dom chorego dziecka oraz hospicjum .

      Ostatnio robiliśmy dla nich ogródek -sadziliśmy drzewka, robiliśmy piaskownice, skopaliśmy ziemię pod trawę, naprawiliśmy ogrodzenie.
      Na taką pomoc mnie stać i miło się patrzy na efekty swojej pracy.

      Choć własny ogródek trochę zaniedbany i zawsze mi się nie chce to tam u dzieciaków jakoś mi się chce smile
    • gazeta_mi_placi Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 19:28
      Nie dajcie żadnych datków ludziom chodzących po mieszkaniach i udających, że mają chore dziecko, teściową albo że reprezentują jakąś fundację.
      To pospolici oszuści, nie zaszkodzi dyskretnie zadzwonić po policję albo SM uncertain
      • tokota Szlachetna paczka 10.12.10, 22:48
        Chciałam wziąć udział w tej Akcji pod warunkiem, ze będzie to rodzina z mojego miasta ( Wroclaw ). Okazuje sie, ze w samym W-wiu takich rodzin potrzebujący nie ma ( oczywiście dot. to konretnie tej akcji ). Wysłałam nawet emaila z zapytaniem o W-w ale zostałam
        Bez odpowiedzi. Najbliższy magazyn jest od Wrocław kilkadziesiąt km.
    • lena_madzia Re: Choćby umierali w drzwiach - nie pomogę! 10.12.10, 22:57
      kiedys na starym mieście w warszawie zaczepił mnie chłopczyk czy dam mu na bułke. Te zbolałe proszące oczęta, ta pełna żałości mina. Wyjełam dwa złote i dałam dziecięciu. Na to chłopię czy nie mam jeszcze. Ja na to że nie. Na to słodkie dziecie jak nie obrzuci mnie na środku starówki stekiem wyzwisk...od tamtej pory nigdy nic nie daję, choćby jak piszesz mieli skonać

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka