superslaw
28.12.10, 21:39
i mam humor beznadziejny..wyskoczyla jak to ją olewamy, że nie zadzwoniliśmy z życzeniami, że nie odbieralismy- do mnie nadmieniam nie dzwoniła, że przez nas płakała w świeta, ze u swojej mamy to byłam, byliśmy a u niej nie...i że jej sie szacunek należy...i żebym przyjechała po prezenty dla dzieci, bo jak nie to rozda je po wsi..najgorsze że nawet nic mi wtrącic nie dała..Ja owszem nie pojechałam. ale mojegomęża nie zatrzymywałam, mógł jechac sam..mógł jej tez zlożyć życzenia..onami na to ze ona nie bedzie o swoim synu dyskutowac..bo ja mogłam to zrobic za niego...wiecie co tak mni sie smutno zrobiło..na koniec rzuciła mi sluchawką..ja nie chciałam do niej jechać bo mnie meczy to poruszanietematow dotyczących choroby męża,długów.,ludzi..po prostu walkowanie tych tematów mnie boli..rodzeństwo mojego S to też niestety niezbyt mili, fałszywi ludzie...po prostu nie miałach ochoty siedziec i ogladac u nich tv..bo tak spędzają swieta..wolałam u siebie..jestem zmeczona, musze odpocząć...m nie zatrzymywalam, mógł jechać, zadzwonic..