Z moja mama mialam zawsze super kontakt, potrafila wywazyc takie partnerstwo z byciem rodzicem. Bardzo ja kocham, mamy dobre stosunki (dzwonimy do siebie z 10 razy dziennie).
ALE bywa meczaca.
Cos jej sie - zwlaszcza ostatnio - porobilo, ze co bym nie powiedziala - spieszy z gotowym rozwiazaniem, rada, komentarzem choc nawet o nic nie pytam tylko np. informuje.
Pomalowalam sufit, dzwonie, rozmawiamy, rzucam w miedzy-slowach i slysze - powinnas pomalowac tak a tak lub taka czy nna farba...
Kupilam umywalke - nooo nie wiem, zobaczymy jak ja bedziesz utrzymywac w czystosci, ja to bym to czy tamto.
Rozmawiamy o 20-stej spokojnie (w tle slychac corke) wiec pytanie: czy dziecko juz wykapane? a dlaczego nie? przeciez juz pozno i jutro bedzie zmeczona...
I po czyms takim trace ochote do dalszej rozmowy - wszystko sprowadza sie do pouczania mnie w kazdej dziedzinie (no naprawde w kazdej) - choc zawsze kwituje: ale zrobisz jak bedziesz chciala przeciez, to twoja sprawa - nie wtracam sie.
Czy to wiek czy jakies przesilenie wiosenne czy menopauza - nie wiem. Mam nadzieje, ze Jej tak nie zostanie
Jak jest z Waszymi Mamami? Czym was draznia/ mecza?