Dodaj do ulubionych

Wasze mamy...

19.03.11, 19:11
Z moja mama mialam zawsze super kontakt, potrafila wywazyc takie partnerstwo z byciem rodzicem. Bardzo ja kocham, mamy dobre stosunki (dzwonimy do siebie z 10 razy dziennie).

ALE bywa meczaca.
Cos jej sie - zwlaszcza ostatnio - porobilo, ze co bym nie powiedziala - spieszy z gotowym rozwiazaniem, rada, komentarzem choc nawet o nic nie pytam tylko np. informuje.
Pomalowalam sufit, dzwonie, rozmawiamy, rzucam w miedzy-slowach i slysze - powinnas pomalowac tak a tak lub taka czy nna farba...
Kupilam umywalke - nooo nie wiem, zobaczymy jak ja bedziesz utrzymywac w czystosci, ja to bym to czy tamto.
Rozmawiamy o 20-stej spokojnie (w tle slychac corke) wiec pytanie: czy dziecko juz wykapane? a dlaczego nie? przeciez juz pozno i jutro bedzie zmeczona...

I po czyms takim trace ochote do dalszej rozmowy - wszystko sprowadza sie do pouczania mnie w kazdej dziedzinie (no naprawde w kazdej) - choc zawsze kwituje: ale zrobisz jak bedziesz chciala przeciez, to twoja sprawa - nie wtracam sie.

Czy to wiek czy jakies przesilenie wiosenne czy menopauza - nie wiem. Mam nadzieje, ze Jej tak nie zostanie smile

Jak jest z Waszymi Mamami? Czym was draznia/ mecza?

Obserwuj wątek
    • sokhna Re: Wasze mamy... 19.03.11, 19:40
      Ciezko tak o swojej mamie krytycznym okiem wink ale faktem jest jak kazdy czlowiek i mama ma swoje wady smile
      Moja jest tez super, mam z nia super kontakt, rozmawiamy czesto, teraz nawet sie skomputeryzowala wiec plotkowanie na gg prawie konca nie ma wink Malo z tego ona wcale a wcale nie wtraca sie w moje/nasze zycie!! Jezeli wyraznie nie zapytam czy po prosze o rade nie ma komentarzy, uwag itp.
      Jednak ma taka wade... moim zdaniem jest zdecydowanie hipochondryczka... Ale taka "inna". Chodzi o to, ze naprawde ma kilka niemilych i przewleklych chorob (m.in. cukrzyce, dne moczanowa, wrzody, polineuropatie), bierze mnostwo lekarstw i jest mi z tego powodu bardzo przykro i bardzo zycze jej zdrowia. Rozumiem, ze zycie juz od wielu lat z tymi chorobami nie jest na pewno latwe i przyjemne, ale problem w tym, ze ona obciaza tym bardzo innych sad Podam moze kilk przykladow: jemy posilek, ktos ja poczestuje czyms co stoi na stole, a ona np. ze wzgledu na cukrzyce nie moze to nie powie "nie, dziekuje", albo "nie moge" i juz tylko zaraz jest: o.... wy to macie dobrze, mozecie jesc takie smakolyki.. a MI nie wolno.... albo: jak ja bym sobie zjadla, no ale niestety MI nie wolno...
      Jak robi sobie zastrzyk, to juz specjalnie 150 x pyta o godzine, bo to juz na pewno ta pora! Potem ostentacyjnie "wymachuje" strzykawka, aby czasem nikt nie przegapil ze ona bierze zastrzyk.
      Takich sytuacji moglabym tu przytoczyc tysiace.
      Dodam, ze jej zyciowa lektura obowiazkowa jest encyklopedia zdrowia. Bez niej nie rusza sie nigdzie. Co chila cos odkrywa co na pewno tez ma.
      Dzisiaj pobila rekord, a wlasciwie dwa: jest u nas teraz na miesiac (my mieszkamy poza granicami kraju) i sie przeziebila, wiec proponuje jej cos przeciwgoraczkowego i bolowego itp, a ona, ze mam jej wymyslic antybiotyk, bo ona zawsze jak jest przeziebiona to dostaje antybiotyk i bez tego sie nie obedzie!! a druga rzecz, ze kilka dni temu ogladala program w tv i mowili o jakijs chorobie i ona jak tak sluchala, to stwierdzila, ze na bank to ma i wszystkie te objawy...
      Normalnie rece opadaja sad
      Ja wiem, ze z jednej strony to ciezki temat bo chodzi o zdrowie, no ale bez przesady... Tym bardziej, ze sama jestem taka osoba, ze nawet jak mialam operacje kregoslupa, to zadzwonilam i powiedzialam po, bo wiedzialam co sie bedzie dzialo.

      Ehhhhh to sie wygadalam... przepraszam za wywody...
      • dama_2010 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 19:46
        sokhna napisała:
        (...)
        No co Ty smile Swietnie, ze napisalas. Mam nadzieje, ze Cie nie uraze ale tak to wszystko fajnie opisalas, ze nawet sie smialam (z calym najwiekszym szacunkiem dla zdrowia Twojej mamy) smile
        Patrz a komentowanie mojej mamy jakos mnie tak nie bawi... hmmm
        • dama_2010 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 19:47
          dama_2010 napisała:

          > sokhna napisała:
          > (...)
          > No co Ty smile Swietnie, ze napisalas. Mam nadzieje, ze Cie nie uraze ale tak to w
          > szystko fajnie opisalas, ze nawet sie smialam (z calym najwiekszym szacunkiem d
          > la zdrowia Twojej mamy) smile
          > Patrz a komentowanie mojej mamy jakos mnie tak nie bawi... hmmm

          komentowanie wszystkiego przez moja mame
          • llidkaa Re: Wasze mamy... 19.03.11, 19:57
            Moja też z jednej strony kochana, opiekuńcza, serce by oddała, a z drugiej jak coś palnie to ręce opadają. No, ale cóż, my może też takie będziemy.
    • miaowi Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:19
      Ja miałam a przynajmniej wydawało mi się, że miałam dobry kontakt do wieku dorosłego.
      Obawiam się, że jestem typową ofiarą nieodciętej pępowiny - wtedy obie dorosłe osoby nie potrafią od siebie odejść, ale razem być też nie.
      Obecnie kontakt z matką oceniam raczej negatywnie. Nie mam potrzeby rozmawiania z nią, nie lubię jej krytycznego tonu wobec mnie jako matki i wyraźnie wyczuwam brak zaufania do mnie jako do dorosłego człowieka. Widocznie myśli, że nawaliłam jako dorosła osoba i jestem do tyłka jako matka. To jak mnie, do diabła, wychowała, skoro tak mnie ceni?
    • zabulin Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:25
      Miałam taki etap, że strasznie mnie to "pouczanie" męczyło. Odbierałam to jako brak wiary we mnie, ze ja sama mogę coś dobrze rozwiązać.
      Teraz myśle o tym inaczej- mam trzyletnie dziecko i wiem, ze Jej rady były spowodowane troska o mnie, żeby było mi dobrze.

      Dużo bym teraz oddała, żeby mnie tak :"pomęczyła radami". Mama nie żyje 2,5 roku. Odeszła nagle, wyrwało ją z mojego życia w jednej chwili.
      Tak myśle, że Mama to jedyna osoba, która kochała mnie za to, ze byłam.
      Mąż pokochał bo byłam dla niego w jakiś sposób atrakcyjna, dobra, czy cośtam, przyjaciele tak samo, a Ona dlatego, ze byłam na świecie i już.

      Ufałam Jej jak nikomu, kocham totalnie cały czas, ale kłociłyśmy się czasem (zupełnie różne charaktery wink) Bardzo mi Jej brak i bardzo Ci zazdroszczę.
    • marzeka1 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:32
      Moja mama nie żyje 13 lat, duuuużo bym dała, aby mogła sobie pomarudzić do woli, że coś jej się nie podoba.
      • sanciasancia Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:55
        Nie, marzeko, nie dałabyś. Gdyby Twoja mama żyła wcale to narzekanie by Cię nie cieszyło.
        • marzeka1 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:58
          Cieszyłoby mnie, bo mieszkałyśmy na tyle daleko od siebie, że nie byłoby moją codziennością, a tak: naprawdę brakuj mi jej, mimo upływu tylu lat.
    • annakate Re: Wasze mamy... 19.03.11, 21:57
      tez mam tak, że kocham moją mamę, ale ostatnio jej nie lubię
      za to, że we wszystkim szuka dziury w całym, że czuje się w obowiązku udzielac rad, o które nikt jej nie prosi, że zawsze znajdzie coś, za co można mnie skrytykować, że wiecznie usiłuje wpędzić mnie w poczucie winy,że nie można z nia porozmawiać tak zwyczajnie o drobiazgach, tylko zawsze się z tego robi połajanka, albo wytykanie innym ich mankamentów różnego kalibru, albo co najmniej narzekanie ...
      • miaowi Re: Wasze mamy... 19.03.11, 22:02
        Jee, mam tak samo - czy to menopauza?
        • pulcino3 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 22:19
          Jeśli to nazywa się menopauza, to moja siostra ma to od urodzenia, taki defekt genetyczny. Po góra 10 min. rozmowy, włącza jej się gadka wszystko-lepiej-wiedzącej wiedźmy pleple.
          • martinkowa Re: Wasze mamy... 20.03.11, 17:55
            Jezu, mamy takie same siostry!
    • imogen0 Re: Wasze mamy... 19.03.11, 22:37
      Moja-jest super.
      Nigdy nie poucza,nie zrzędzi,szanuje moje decyzje,poradzi...
      Nie wtrąca się w moje małżeństwo ,wychowanie dzieci,zięciów traktuje jak synów. Bardzo pomaga,wiem ,że mogę zawsze na nią liczyć.
      Ale ma swoje życie,nie żyje problemami dzieci,potrafi odmówić,ma swoje pasje

      W moim otoczeniu jest niewiele kobiet mających tak dobre relacje z matka...
      • miaowi Re: Wasze mamy... 19.03.11, 22:47
        Właśnie dlatego, że ma swoje życie. Moja matka całe życie miała obsesyjną potrzebę bycia potrzebnym i niezastąpionym - koniecznie musiała się kimś zajmować, usługiwać i nikt nie mógł jej w tym wyręczyć. Znajdowała coraz to nowe wymowki, by nie znaleźć własnego hobby, nie spotykać się z przyjaciółmi, których dzisiaj już nie ma, bo zawsze coś było ważniejsze. To jest kobieta, dla której MUSZĘ zawsze liczyło się bardziej niż CHCĘ.
        Dlatego teraz, kiedy ja jestem matką, ona oczekuje, że będę robić tak samo. I jak wychodzę z domu nie popierając tego wiarygodnym argumentem typu "MUSZĘ", to ona uważa, że to fanaberie.
    • madzioreck Re: Wasze mamy... 19.03.11, 23:21
      Nie mam szczególnie dobrych kontaktów z moją mamą. Jak ja nie pojadę do niej, to ona się nie ruszy, jak ja nie zadzwonię - to tygodniami się nie odezwie, chyba, ze jest jakaś konkretna sprawa, ale żeby tak zadzwoniła, zapytać po prostu co słychać... echsad
    • gacusia1 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 02:36
      Ja nigdy nie mialam dobrego kontaktu z matka. Znaczy odkad pamietam kontakt byl do kitu. Ona zawsze postepowala ze mna tak,jak Twoja teraz. kazda moja zyciowa decyzja,obojetnie czy bylo to kupno majtek,dlugopisu, slub czy rozwod ,wszystko bylo nie po jej mysli. Jak doroslam i dostrzeglam,ze to chore relacje zaczelam sie izolowac. To tez bylo zle. Teraz mieszkam tysiace km od niej i tez jest zle. Ja moglabym napisac kilometrowy post o mojej matce. Co bylo w niej dobrego? Chyba to,ze dla niej nie ma rzeczy niemozliwych. Ona zalatwi wszystko. Czesto tym zachowaniem przynosila mi wstyd badz stawiala w niezrecznej sytuacji ale swoj cel osiagnela.
      Zazdroszcze szczerze tym,co moga powiedziec,ze kochaja swoja matke,ze jest cudowna kobieta.
      • asiara74 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 11:57
        Moja nie żyje już 15 lat i tak czasami zastanawiam się jaka byłaby babcia, teściową i mama mnie, juz dorosłej osoby. Biorąc pod uwagę, że w dzieciństwie i gdy byłam nastolatką nigdy nie była męcząca, nadopiekuńcza i miałam naprawdę duzo swobody to byłaby chyba taka sama teraz.

        A moja teściowa, no cóż przypadek troche nieodciętej pępowiny z własnym synkiem. Sama ostatnio powiedziała że cały ich świat to przecież my, ich dzieci i wnuczek. Jak jest ciepło maja jeszcze działkę a tak poza tym to zero spotkań ze znajomymi, wyjazdów, zainteresowań. Na szczęście nie próbuja się do niczego wtrącać bo wiedzą że trafili na synową, z którą nie przeszłoby to
    • lolinka2 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 12:00
      a moja mama, mogę to napisać uczciwie, podjęła trud pracy nad sobą i widząc jak nasza relacja najpierw zanikała, żeby ostatecznie rozwalić się w drobiazgi przy hucznej awanturze, zmieniła się b. mocno.
      Krytyka zdarza się jej rzadko, a jeśli już się ten tryb załączy, jest do wyłączenia, gdy np. powiem "to, co mówisz teraz, skutecznie podcina mi skrzydła" albo "wypowiadasz się, jakbyś była na miejscu, widziała sytuację plus przeżyła to tysiąc razy". Natomiast często a wręcz coraz częściej zdarza się jej mnie/ nas chwalić: za to, że fajnie razem żyjemy; że dobrze wychowujemy dzieci; że dbamy o relację między sobą; że pomimo trudności jakie napotkaliśmy, osiągnęliśmy b. dużo; że jestem rewelacyjnym specjalistą w tym, co robię; że mądrze podejmuję decyzje - i te drobne (fason butów czy fryzura) i grubsze (mąż, mieszkanie, kredyt, auto...); że niezmiennie świetnie wyglądam i potrafię ubrać się stosownie do okazji/ wieku/ pogody; że mój mąż gotuje najlepiej na świecie etc.

      Z przypominajek zostało jej jak mantra: módlcie się smile, przytulajcie dzieci smile, pamiętaj, że masz męża, który fizycznie nie zarabia, więc jak coś sobie kupujesz to i o nim nie zapominaj smile plus gdy w nocy skądś wracamy dajcie znać jak dojedziecie do domu smile
      • sokhna Re: Wasze mamy... 20.03.11, 14:06
        Lolinka moja tez to ma: daj znac jak dojedziecie... smile denerwuje mnie to jak nie wiem co, hihi ale w porownaniu z hipochondria to pikus smile

        A tak dla rozluznienia przytocze dzisiejsza sytuacje:
        M: kiedy bedzie obiad?
        Ja: o 15, a co jestes glodna, to moge trobic wczesniej
        M: nie... musze wiedziec kiedy zbadac cukier i zrobic zastrzyk...
        (tu leci po glukometr, mierzy... i dalej:
        M: no.... ale duzo! chyba nie powinnam jesc...
        Ja: to nie jedz teraz, odgrzeje Ci potem
        M: nie! przeciez musze cos zjesc... od rana prawie nic nie jadlam, a powinnam...

        No i tak w kolko... smile
        • lolinka2 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 17:52
          hipochondria mojej mamy została wycięta w pień w zw. z moimi odpowiedziami: "taaa? umierasz...? wiesz co? mogłabyś wreszcie dotrzymać słowa, a nie ciągle od 20 lat tylko same obietnice..." tudzież "jak jesteś chora, to się lecz, lekarza ci mogę pomóc zorganizować, a gadanie dla gadania to nie do mnie - znajdź sobie koleżankę do wysłuchiwania, ja nie jestem właściwym adresem".
          I kurcze okazało się, że jest z.d.r.o.w.a, owszem - czasem jej coś dolega, nieraz wspomnie, że to czy tamto i np wolałaby, żebym nie przyjeżdżała w tym terminie, bo się nienajlepiej czuje, ale bez tyrad 100godzinnych z opisem każdego puszczenia bąka...
    • lykaena Re: Wasze mamy... 20.03.11, 12:18
      Dzwonicie do siebie 10 razy dziennie ????

      No to proszę Cię nie dziw się, że mama jest męcząca...
      To trochę tak jakby z wami mieszkała skoro uczestniczy w każdej godzinie waszego życia, więc nic dziwnego, że uważa mieć prawo uczestniczyć w malowaniu sufitu czy kupnie umywalki.

      Dla mnie normalne to nie jest.
      • dama_2010 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 17:48
        lykaena napisała:

        > Dzwonicie do siebie 10 razy dziennie ????
        > No to proszę Cię nie dziw się, że mama jest męcząca...
        > Dla mnie normalne to nie jest.


        A Ty wiesz? W pierwszym odruchu jak przeczytalam Twoja odpowiedz tez zaczelam sie zastanawiac... Faktycznie jakby tak z boku spojrzec to dziwne.
        Z drugiej strony rozmawialysmy ZAWSZE i o wszystkim i nigdy nie bylo najmniejszych problemow - przeciwnie - wiele razy wnosila mase pozytywnych wibracji. Te jej uwagi sa od jakiegos czasu i rozmowy (do ktorych tak przywyklam) czasem sa meczace.
        Lubie z nia rozmawiac ale tak jak kiedys - o wszystkim i o niczym - bez pouczania.

        Teraz jak tak sie zastanawiam to ilosc wykonanych telefonow nie ma znaczenia. Czy zadzwonie raz na tydzien i 'poslucham' czy 5 razy dziennie z czego raz/dwa 'poslucham' - wychodzi na to samo smile
        Z mama lacza mnie jeszcze pewne tematy zawodowe - stad ilosc polaczen jest wieksza bo prawie co dzien musimy cos omowic (poza takimi prywatnymi sprawami).
    • emilly4 Starosc NIE Radosc... 20.03.11, 14:12
      ...moja mama ma tak samo.
    • sadosia75 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 14:17
      Moja Mama miala jedna wade .
      Nie krytykowala, nie pouczala.Miala ten wzrok i on mowil wszystko i niestety dla mnie ale zawsze miala racje . Bardzo rzadko to spojrzenie sie pojawialo ale jak juz sie pojawialo to ja wiedzialam, ze cos spartolilam i jak zwykle wyjdzie tak jak ona mowila.
      Ale nie bylo czegos takiego, ze wpadala z histeria, ze dzieci to czy dzieci tamto a w domu to i siamto.

      A takie reakcje byly bardziej wkurzajace niz slowa krytyki.
    • asia_i_p Re: Wasze mamy... 20.03.11, 18:33
      Nie wiem, czym mama by mnie drażniła/ męczyła. Niedługo mija 17 lat od jej śmierci.
      Umarła właśnie w czasie, kiedy coraz lepiej zaczynałyśmy łapać kontakt i zaprzyjaźniać się ze sobą.
      Całe życie wydawało mi się, że jej nie kocham. O nic nie miałam żalu, tylko brakowało emocji. A ostatnio siedziałam, pisałam o niej na innym forum - i nagle jakby się tama otworzyła. Żal czułam wcześniej - tęsknotę za nią, jej brak w sytuacjach życiowych, kiedy była mi potrzebna, nawet żal nad nią, kiedy otwierali sklep z ciuchami, jakie by jej się podobały czy z czekoladkami, jakie lubiła, że nie może się tym cieszyć - ale nigdy nie czułam takiej fali miłości jak te parę dni temu.

      Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
      że przylecą piraci bombowcem
      i bogatym zabiorą pieniądze,
      a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
    • sonia-3 Re: Wasze mamy... 20.03.11, 20:28
      Moja Mama też mnie często drażniła. Czasami wydawało mi się, że wtrąca sie w moje już dorosłe życie. Ale zawsze miałam poczucie, że kocha mnie nad życie i, że zawsze mogę na Nią liczyć. Była taka kochana. Bardzo ciężko chorowała na raka. Wtedy sobie uświadomiłam, jak bardzo ją kocham i jak bardzo Ją potrzebuję. Wtedy wyszłam za mąż, urodziłam córkę. Z jednej strony, to najszczęśliwszy okres mojego życia, ale i najsmutniejszy zarazem. Mama umarła jak córka miała 8 miesięcy. . To już 6 lat jak nie żyje, a mi nadal Jej tak bardzo brakuje, nawet z Jej wtrącaniem sięsmile. Czsami trzeba kogoś stracić, aby tego kogoś docenić .Mówię tak ogólnie, bo wiem, że wy tak na prawdę kochacie swoje Mamcie i nie wyobrażacie sobie świata bez Nich.
      • sokhna Re: Wasze mamy... 20.03.11, 23:20
        sonia-3 napisala:
        "Mówię
        > tak ogólnie, bo wiem, że wy tak na prawdę kochacie swoje Mamcie i nie wyobrażac
        > ie sobie świata bez Nich. "
        Jasne, ze tak jest! Do tego w mojej sytuacji to poczucie, ze czasami nie moge jej pomoc jesli chodzi o sprawy zdrowotne (te "prawdziwe" a nie wyszukane w encyklopedii zdrowia).
        Ale kolejna sytuacja z wieczora:

        M: ktora godzina?
        Ja: 21:30 (Tu mogloby sie skonczyc przekazywanieinformacji) ale nie... poszlo dalej:
        M: pytam, bo o 22 musze wziac lekarstwo (ten nieszczesny antybiotyk, o ktory wczoraj tak walczyla i wywalczyla)
        Ja: (milczenie)
        M: oj, gdyby nie ten antybiotyk to ja nie wiem...
        Ja: (milczenie)
        M: no dobra, to ja juz wsumie pojde do kuchni i przygotuje lekarstwo bo i tak zaraz musze je wziac
        Ja: (milczenie)
        M: wzielam w koncu ten antybiotyk kilka minut wczesniej, ale przeciez o kilka minut nie chodzi, jutro tez wezme kilka minut wczesniej i juz
        Ja: (milczenie)
        M: a wlasciwie ile dni mama go brac? caly tydzien (100x o to pytala wczesniej)
        Ja: Tak (a wewnatrz bylo: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)

        Normalnie sztuka teatralna moglaby z tego powstac big_grin




        • dama_2010 Re: Wasze mamy... 21.03.11, 23:28
          sokhna napisała:

          (...) Normalnie sztuka teatralna moglaby z tego powstac big_grin


          Boskie smile Ja wiem, ze Ciebie to nie bawi w danej chwili ale... smieszne.
          Kurcze - tak jest teraz z moja babcia... do niedawna mialam najbardziej wyluzowana babcie swiata (ktora spila mi kolezanke! kolezanka chorowala z tydzien a babcia nastepnego dnia jak skowroneczek) a teraz potrafi corki z pracy wyrwac bo 'dusznosci, bole, cisnienie' etc. Nawet do psychologa ja zaciegnely bo taka jest niemozliwa. Ciaga ich po szpitalach, pogotowiach, wymysla rozne dolegliwosci a badania ma z grubsza dobre. Az nie do wiary, ze tak sie zmienila.
          Jak sobie pomysle, ze mojej mamie tak sie porobi na strarosc to jej aktualne wyrazanie pogladow to bulka z maslem.

          Idac tym tropem to i ja pewnie zrobie sie upierdliwa... cholerka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka