I znowu szlag jasny mnie trafił w Auchanie. To, co będzie poniżej, to żadna reklama, więc sobie ulżę na całego, a co!
Moje dziecię wypatrzyło w gazetce ofertowej coś, co bardzo by się jej obecnie przydało. Gazetki nie widziałam, ale potulnie z pierworodną do sklepu w okresie rzekomego obowiązywania promocji jeździłam, w nadziei, że trafię. Pudło. Jako, że okres obowiązywania promocji dobiegał końca, nie zdzierżyłam i grzecznie w sklepie poprosiłam o rzeczoną gazetkę, podejrzewając, że dziecku coś się pomerdało. Okazało się, że gazetki to towar reglamentowany. Niby są, ale nie ma. Na szczęście pani w punkcie obsługi klienta miała swoją i była grzeczna mi udostępnić. A tam, jak wół: towar jest. Znaczy - pierworodna, Bogu dzięki, zwid jeszcze nie miewa. Tyle, że towaru niet. Pytam się grzecznie, co u diabła??? Pani łaps za telefon i po chwili mnie informuje, że "menedżera działu już o tej porze nie ma i nikt nic nie wie!". Fajnie. A promocja obowiązuje. Nie gaszę nadziei i grzecznie dopytowywuję, czy w innych marketach tej sieci rzeczony produkt dostanę (bo generalnie w sklepie go nie było. Pal już diabli cenę promocyjną!). Pani na to z uśmiechem, że akurat ta gazetka i te promocje, to konkretnie dla ich sklepu są planowane.
Noszszszszsz..... Oczywiście popełniłam uprzejmy list do firmy z nagłówkiem "reklamacja", prosząc w nim m.in. żeby autor pisma, oddelegowany odgórnie do tej niewdzięcznej roli, oszczędził mi po raz kolejny formułek typu "dziękujemy za zwrócenie uwagi", "przepraszamy najmocniej", "dołożymy wszelkich starań" i "mamy nadzieję", tylko zaskoczył mnie łaskawie i umożliwił mi zakup wyżej wymienionego towaru. Amen (oczywiście, żeby nie było: na cud nie liczę).
Tak na marginesie, to w rzeczonym sklepie przerobiłam już: promocję, która zakończyła się przed czasem (zabrakło towaru promocyjnego, mimo że na półkach w normalnych cenach zalegał w ilościach hurtowych). Żeby nie było: promocja była od... do..., a nie do wyczerpania zapasów. Sprawdziłam.
O promocjach, które w rzeczywistości są nabijaniem kasy sklepowi (np. pampersy pod wielkim szyldem droższe niż w normalnej cenie u całej pozostałej konkurencji) już nawet nie wspominam...
Aaaaaaa! I na dodatek jakiś łoś mi ostatnio ukradł wózek załadowany towarem! Połasił się na złotówkę. Że też mu się chciało te wszystkie wody mineralne w ilościach hurtowych wypakowywać...

A pan z ochrony uprzejmie mnie poinformował, że to w tym sklepie normalka i mam wózka lepiej pilnować!