agunia.8
05.05.11, 10:27
wiem, ze mnie zaraz zjedziecie, ze powinnam byc niezalezna i kierowac swoim zyciem, ale jakos chyba przegapilam swoja szanse. kiedys postawilam na jedna karte i chyba popelnilam straszny zyciowy blad. wydawalo mi sie, ze jak bede wspierac meza we wszystkim to bedzie to wymarzone zycie. skonczylam studia (beznadziejne zreszta wg mojego meza, bo humanistyczne) troche pracowalam, ale pozniej zrezygnowalam z pracy, bo dzieci, kariera meza itp i naiwna myslalam, ze zawsze tak bedzie pieknie. dzieci male, maz kochajacy. a tu zonk, bo dzieci dorastaja. maz ma jakis zyciorys zawodowy, a ja sie powoli budze z reka w nocniku, ze przegapilam swoje zycie. i co teraz? nie piszcie, ze sam jestem sobie winny, bo to wiem. teraz sie boje, ze tak naprawde jestem uzalezniona od meza, a on nagle po latach wlasnie patrzy na mnie jak na kule u nogi, na ktora musi zarabiac. zle mi z tym i zaluje, ze jakos inaczej nie pokierowalam swoim zyciem.