Mój instruktor nauki jazdy wyjechał,a że mam za miesiąc egzamin polecił mi swojego kolegę. Gostek przyjechał dziś pod mój dom,jak wylazł z samochodu to wymiękłam. No po prostu chłop z moich marzeń-wysoki,ja też nieniska-176,ale on przerasta mnie co najmnej o półtorej głowy,pięknie zbudowany,tyłeczek-bajka. Brunet-psiakostka. No i pięęękny uśmiech. Fajnie ubrany,bez tych piep...okularów przeciwsłonecznych,łańcuszków,sruszków itp. w których lubują się (niektórzy) współcześni panowie. Wiek-po czterdziestce,uwielbiam mężczyzn starszych od siebie. Od razu przypomniałam sobie,że moje włosy od miesiąca błagają o fryzjera,przydałoby się też trochę makijażu,no i może manicure. Ale cóż,nie było czasu...Do tego facet okazał się bardzo kompetentny,cierpliwy,dowcipny i miły. Wspaniale mi się z nim jeździło,zaczynam chyba lubić jazdę samochodem

umówiłam się na następne jazdy i ,wstyd przyznać,czekam na nie z niecierpliwością. Przyznam się też po cichu,że jutro chcę się umówić do fryzjera i na manicure... Jak to jednak przystojny koleś potrafi zmotywować kobietę do działania...