Dodaj do ulubionych

w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe...

04.07.11, 21:42
Jak co roku, na swoje urodziny zafundowałam sobie pakiet badań profilaktycznych. W codziennym kołowrotku zatrzymywałam się coraz częściej, zadając sobie pytanie - co dalej? Trochę się rozproszyłam, plany kariery przysłoniły dzieci, dom, wspieranie kariery męża. Byłam zadowolona z dobrej pracy, od której jednak właściwie odcinałam już tylko kupony. Brakowało mi czasu. Na co dzień najważniejsze było organizowanie życia rodzinie, ortodonta dla dzieci, zajęcia dodatkowe, kolacja z okazji awansu męża, nowe rowery dla całej 4, karnet na basen, zdrowsze gotowanie, no i badania w miarę systematycznie, bo lata lecą.
W tym roku na 38. urodziny dostałam prezent: rak.
Mąż towarzyszył mi podczas operacji i pierwszych tygodni w szpitalu.
Potem ochłódł.
Teraz ja chodzę na rehabilitację, a on robi licencję pilota i kupił sobie sprzęt do golfa.
Banał, jakich wiele - ale ja wciąż nie mogę w to uwierzyć.
Wraca do domu, zajmuje się swoim hobby, poproszony robi zakupy, czasem robi dzieciom kolację. Planuje intensywny urlop. Niepewnie bąkam, że nie bardzo czuję się na siłach. "No cóż, skoro tak, rodzina straci wakacje".
Przez lata to ja organizowałam wypoczynek. Teraz mam się czuć winna. Bo histeryzuję.
Niby nic. Tylko obcy człowiek obok. Za całe wsparcie "może byś jeździła tramwajem", kiedy przytarłam drzwi wyjeżdżając z garażu, i czasem "herbaty ci zrobić?"
Próbowałam rozmawiać, ale dowiedziałam się, że się czepiam.
Co robić? Co ja mam TERAZ zrobić?
Obserwuj wątek
    • cherry.coke Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 04.07.11, 21:45
      Najpierw spokojnie wyzdrowiec i przejsc rehabilitacje (trzymam kciuki).
      A potem mocno i dlugo pomyslec. Chyba dla tego pana zostalas sprzetem sad
    • insomnia0 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 04.07.11, 21:53
      Wiesz.. tego zawsze się obawiam...
      W związku wszytsko ok.. ale czasem się zastanawiam.. czy bedąc w podobnej sytuacji nie dowiedziałabym się czegos takiego...
      Niestety nigdy nie mozna być pewnym..
      Myslimy, ze nasz ukochany.. to oczywiscie "tak nie zrobiłby" ..ale na 100% nie wiemy...

      Z drugiej strony moze to jego forma odreagowania tej sytuacji..?
      Moze dotkneło go to bardziej niż myslisz.. tylko nie wie jak ma postepować...
      Porozmawiaj z męzem o tym co czujesz - co czujecie.


    • bell82 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 04.07.11, 22:02
      Po pierwsze współczuje, dasz rade..po drugie - moze to jakis jego sposób ucieczki?? moze tak na swoj sposob ciezko to przezywa ze ucieka do zupelnie innego swiata..
    • i_love_my_babies Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 04.07.11, 22:08
      ja życzę Ci duuuuużo zdrowia i siły, a z mężem się ułoży, zobaczysz....

      to na pewno rodzaj odskoczni dla niego

      • kocianna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 04.07.11, 22:23
        Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. O swoich uczuciach, stosując komunikaty typu "ja" (żadnego "ty mnie nie chcesz zrozumieć!"). Wsłuchać się w swoje potrzeby, określić je i nazwać. Sprawdzić, które są zaspokajane, a które nie. Powiedzieć mu o tym (ale znów: nie, że ty mnie lekceważysz, a raczej "czuję się zlekceważona, a potrzebuję docenienia").
        Może pojechać na Spotkania Małżeńskie. Tam się w kółko rozmawia tylko we dwoje. Również o lękach i nadziejach.
        • ammazuko_powrot Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 08:39
          Współczuję ci...
          Ile mąż wie na temat twojej choroby?
          Wielu osobom się wydaje, że wraz z ostatnią chemią chory cudownie zdrowieje...
          Może poszukaj jakiś materiał o skutkach ubocznych choroby, leczenia itd...i daj mężowi do przeczytania...

          Na ogół jest tak, że wszyscy skupiają się na chorym i zapominają, że jego najbliżsi też potrzebują wsparcia i zainteresowania.
          Może twój mąż nie radzi sobie z tą sytuacją?

          Ja też przeszłam chemię, teraz mam remisję choroby ale często czuję się paskudnie i czasem muszę sprowadzać męża na ziemię przypominając mu, że złe samopoczucie to nie moja fanaberiawink
          Chociaż mój mąż starał się zawsze być blisko mnie i mnie wspierać, ale wiem, że jest tylko człowiekiem, ma swoje emocje, uczucia, które czasem zawodzą...

          Dużo sił ci życzę...
          • penelopa40 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 10:42
            nie zawsze małżonkowie, częściej mężowie, ale pewnie i żony też radzą sobie psychicznie, z chorobą drugiego... i wcale nie musi być tak, ze mąż olewa autorkę wątku, traktuje przedmiotowo czy nagle jej już nie kocha, ale nie radzi sobie z jej chorobą, nie umie, nie jest w stanie jej zaakceptować, może boi się ze żona umrze?! ... do tej pory żona wiele rzeczy robiła, organizowała, napędzała i nagle nie dość, że tego nie robi to jeszcze wymaga pomocy, opieki... mężczyznom trudno czasem to zaakceptować i trudno jakoś się odnaleźć w tej sytuacji...znałam taki przypadek, moja koleżanka ze szkoły, rak, przerzuty, jej odejście i mąż, który sobie ewidentnie z jej chorobą nie radził, nie był dla niej wsparciem... nie potrafił np zaakceptować jej w pełni po operacji piersi ... tak bywa...
            myślę, ze przydałoby się wsparcie psychologa, dla autorki wątku i dla męża... ewentualnie niech psycholog pokieruje nią jak rozmawiać z mężem... życzę wiele sił, zdrowia i wyprostowania sytuacji
            ja mam przewlekle i nieuleczalnie (jak na razie) chorego współmałżonka, opiekuję się nim, zapewniam o moich uczuciach, przejmuję obowiązki, zajmuję domem, dzieckiem, pracuję itp itd, ALE często jest to ponad moje siły, ALE psychoterapeuta pomaga mi gdyż trudno mi zaakceptować, że będąc mężatką jestem jak matka samotnie wychowująca dziecko, wszędzie sama , wszystko sama, wszystko na mojej głowie, i niemożliwym marzeniem jest pójść z mężem do kina czy na dłuższy spacer.... to jest bardzo trudne, i może niejedna kobieta by się z takim mężem np rozwiodła, nie wiem... w związku z tym nie oceniam a priori męża autorki wątku... łatwo kogoś skrzywdzić... pozdrawiam serdecznie
    • izabellaz1 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 10:51
      Brzydko dawać takie rady, ale skoro to Twój mąż i nie macie intercyzy, to 50% majątku jest Twoje. Jeśli będziesz się czuła naprawdę niekomfortowo w tym związku, to weź te 50% i zorganizuj sobie życie samodzielnie.
      Ale pierwsze i najważniejsze - wyzdrowiej.
      Nie wiem w jakiej jesteś kondycji, ale wychodzisz gdzieś czasem z domu ze znajomymi?
    • solejrolia Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 11:33
      Przykro mi ogromnie. Nie wyobrażam sobie nawet jak musi Ci być ciężko w tym wszystkim samej.
      obstawiam, że on tak postępuje, ponieważ nie radzi sobie.
      może nie wie nic o chorobie, i z tej niewiedzy, i lęku przed nieznanym ucieka w sensie dosłownym, spędzając czas poza domem, i w przenośni- uciekając w "nowe" (licencja pilota?! nagle zachciało mu się pobawić w Ikara?)
      a może odwrotnie, wie tyle o chorobie, wystraszył się, bo zdał sobie sprawę, że nigdy nie wiadomo, kiedy może i jego sięgnąć.... więc póki zdrowy musi korzystać z życia...
      Jejku, jak ja Ci współczuję.
      Nie wiem, co możesz teraz zrobić. zupełnie nie potrafię Ci doradzić. jeśli masz przyjaciółkę, albo mamę, której możesz się wygadać, to zrób to, wypłacz się w rękaw. może pomoże. albo psychoterapia? a może jednak spróbuj wyjechać z domu, odpocząć od domowego kieratu? jakieś zaciszne miejsce, leżak, książka i święty spokój.
      Życzę Ci dużo, dużo sił i szybkiego powrotu do zdrowia. Przytulam.
    • asia_i_p Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 11:53
      Jesteście razem kilkanaście lat. Powinnaś go znać. Spróbuj sobie odpowiedzieć, która wersja jest bardziej prawdopodobna: facet cię lekceważy, a w najtrudniejszych momentach towarzyszył ci wyłącznie z poczucia przyzwoitości - czy - facet cię kocha, ale sobie nie radzi z emocjami i kiedy główne niebezpieczeństwo minęło, wymusza powrót do "normalności". W tym drugim przypadku - gadać, nie za dużo, ale z sensem - może się przestraszył, że to już całe życie będzie tak wyglądało, że będziesz mu płakała w rękaw?; może ma zabobonne poczucie, że im mniej gadacie o raku tym jest lepiej?; może zobaczył, że życie jest kruche, a ten golf był marzeniem jego życia; czy jeszcze parę innych może. W tym pierwszym przypadku - ciężka sprawa, z rozwiązaniami krążącymi od terapii małżeńskiej, jeśli tego związku chcesz, do rozstania, jeśli jesteś bardziej bezkompromisowa.
      Pamiętaj, że nic nie musisz. Nie musisz strzelać focha, bo kobieta ma być dumna, nie musisz się dostosowywać, bo kobieta ma dbać o rodzinę - masz tak ułożyć, żeby ci pasowało, nawet jak wszyscy dookoła wytrzeszczą oczy ze zdumienia.
    • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 12:24
      Współczuję sytuacji, ale musisz pamiętać, że teraz Ty i Twoje zdrowie są najważniejsze. Jak nie dajesz sobie rady poproś kogoś o pomoc- mamę, siostrę, przyjaciółkę. Dla mnie zachowanie męża jest dziwaczne. Nie zgadzam się z opiniami, że to jego sposób na odreagowanie. Możliwe, ale są pewne sprawy i rzeczy, które on teraz musi zrobić. Musi ugotować obiad, zrobić zakupy. Skoro żona ma problem z jazdą samochodem to nie proponuje się jej tramwaju, a samemu ją wozi gdzie trzeba. Nie czujesz się na siłach jechać na urlop- nie jedź, albo niech małżonek zorganizuje wypoczynek gdzieś blisko, aby podróż Cię nie wymęczyła. Przede wszystkim myśl o sobie. Ja wiem jak to jest, bo sama musiałam się zająć swego czasu mężem po operacji, teściowie się wypięli, wszystko spadło na mnie. Poprosiłam swoją mamę o pomoc- przyjechała, pomogła mi bardzo. Co prawda raka nie przeszliśmy, ale ten strach pod salą operacyjną pamiętam. Twój mąż ten strach odczuwa do dziś, żyje w niepewności. Porozmawiajcie i poszukajcie kogoś do pomocy. Może mama- jedna albo druga mogłaby na jakiś czas przyjechać? W każdym razie życzę Ci jak najlepiej.
      • aqua48 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 12:54
        Byłam w sytuacji osoby towarzyszącej. I wiem, ze jest to sytuacja paradoksalnie trudniejsza psychicznie do zniesienia niż sytuacja osoby chorej na raka. Chory ma tylko dwa wyjścia - leczyć się albo zaniechać leczenia. Zwykle wybiera leczenie i wszyscy go w tym wspierają.
        Zdrowy towarzyszący ma mnóstwo nagłych obowiązków, dylematów i zupełnie nowych decyzji do podejmowania. Nie rozumie, że z rakiem i wyczerpującym leczeniem łączą się zły humor i ciągłe osłabienie osoby chorej, zawężenie zainteresowań, rozmowy o chorobie i że wszystko nagle wokół tej choroby zaczyna się kręcić. Nie ma urlopu od tej sytuacji, wolnego weekendu, chwili odpoczynku.
        Zrozum męża, i teraz jak już jest trochę lepiej Ty go wspieraj, nie potępiaj. Pamiętaj mu dobre chwile, mów mu że jesteś wdzięczna, że był przy Tobie podczas operacji, bo może o tym zwyczajnie nie wiedzieć. Porozmawiaj jak z człowiekiem, który do niczego nie jest zobowiązany przysięgą, tylko daje coś bo Cię kocha, mimo swoich obaw i lęku.
        Wyjedźcie razem na jakikolwiek wypoczynek od choroby, choćby najkrótszy. Myślę, że Wam obojgu dobrze zrobi, jeśli mąż zobaczy, że i w chorobie może być wreszcie w marę "normalnie". I uszy do góry, nie poddawaj się! Nad związkiem trzeba pracować. Zawsze.
        • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 13:34
          Nie wiem, może ja jestem głupia, ale skoro mój małżonek nagle potrzebuje wsparcia, jest wyczerpany i chory to automatycznie przejmuje na siebie wszystko, aby dalej funkcjonować jako rodzina, a nie uciekam przed problemem. Przez chorobę mojego męża rok czasu mam wyjęte z życia. Niby banał- kamień w nerce, ale ciągłe kolki nerkowe, pogotowie, szpitale, nieudane rozbijanie, potem operacja. Niby prosty zabieg, niby, ale jak z bloku wyleciał lekarz z krzykiem panie profesorze szybko to mało co nie zemdlałam. A potem wyleciał kolejny po zespół reanimacyjny. Więc jak już przewieźli mi męża na salę to usiadłam i się rozryczałam. Potem szereg badań, nerwy, w kamieniu wykryli metale ciężkie. Łażenie od lekarza do lekarza. Rekonwalescencja, obolały i bezsilny mąż w domu, przesypiał całe dnie, nie miał nawet siły sam się umyć. Znowu leki, kroplówki, bezdechy nocne, nastawiałam budzik co pół godziny i sprawdzałam czy wszystko dobrze. A funkcjonować musieliśmy. Sama wzięłam wszystko na siebie, zakupy, dom, opiekę nad mężem. W chorobie nigdy nie jest normalnie i nie będzie dopóki chora osoba nie poczuje się na tyle dobrze, że powróci do normalnego życia. My już wróciliśmy, ale nie mam nawet 1% żalu do męża. Uważam, że skoro jest moim mężem to mam obowiązek być przy nim i go wspierać. Nie użalałam się nad sobą, że on nie ma siły, że śpi, że nie może pojechać tu czy tam. Dla mnie decyzja jest prosta- nie jedziemy. Niby jak osoba chora, bez sił, aby wstać z łóżka ma pracować nad związkiem? Ona ma pracować nad swoją chorobą, nad tym, aby być zdrowa. W chorobie nie jest normalnie i trzeba to przyjąć do wiadomości. A już oczekiwanie, aby pokazać małżonkowi, że w chorobie też może być normalnie to dla mnie jakiś kosmos.
          • joanna35 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 13:54
            To prawda, że ludzie różnie reagują na chorobę, ale czasami bywa tak , że w praktyce, kiedy już dawno przebrzmiały weselne dzwony okazuje się, że jedno ślubowało z naciskiem na zło, a drugie na dobro i mocno sie tego trzyma, niestety. Przez długie lata myślałam, że tak właśnie jest w moim małżeństwie dopóki sama nie "wylądowałam " na stole operacyjnym i okazało się, że nie dosyć, że przez trzy tygodnie mojej nieobecności mój mąż doskonale godził obowiązki rodzinno - domowe z wizytami w szpitalu, że czekał pod drzwiami bloku operacyjnego na zakończenie zabiegu i " na gorąco" rozmawiał z lekarzem operującym, to po powrocie przez dwa tygodnie zapewnił mi taką opieke, że do dzisiaj jestem w szokusmile Niestety, gdybym odpuściła to sytuacja wróciłaby w raz utarte koleiny, a ponieważ nie zamierzam regularnie podcinać sobie żył, żeby mógł się znowu wykazać dojrzałością to nie odpuszczam. Zwłaszcza, że już teraz wiem, że jest zdolny do "wielkich" czynówwink
            • kali_pso Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 06.07.11, 15:09

              Miło to czytać, Joannosmile

              Cóż... tyle wiemy o sobie( i o innych) ile nas/ich sprawdzimy...cieszę sięsmile
          • ammazuko_powrot Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:00
            hrabina, walka z rakiem to nie kamień w nerce...
            Z rakiem nie walczy się rok a długie lata, przy kamieniu masz szanse na całkowite wyzdrowienie, przy raku- nie wiesz co przyniesie jutro....
            Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiała znaleźć się w takiej sytuacji, bo może się okazać, że szybciutko wymiękniesz psychicznie...
            • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:16
              A Ty myślisz, że ja tego nie wiem? Doskonale wiem jaka jest różnica. Wiem, ale jednak grono moich koleżanek miałoby gdzieś swoich małżonków. Ja nie miałam, tym bardziej, że nie obyło się bez komplikacji. Wiele moich znajomych stwierdziło, że po co ja jeżdżę codziennie do szpitala, im by się nie chciało. Mi się chciało, bo nie zniosłabym myśli, że mój mąż leży obolały i brudny, a mi się nie chce podnieść tyłka i go umyć. Chciało mi się nie iść na wesele przyjaciółki, bo nie mogłabym się bawić wiedząc, że mój mąż nie jest w stanie samodzielnie się napić wody. Nie idąc naraziłam się na śmieszność w towarzystwie, trudno- mam inne priorytety. Też wymiękłam psychicznie, dlatego poprosiłam o pomoc moją mamę. Teściowa olała na całej linii. Dlatego też uważam, że najważniejszy jest chory i bardzo często ten chory nie ma siły roztkliwiać się nad emocjami zdrowego współmałżonka.
              • ammazuko_powrot Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:20
                Niestety, prawda jest taka, że wiele małżeństw się rozpada w takich momentach.
                Twój mąż ma szczęście, ze ma ciebiewink
                • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:23
                  ammazuko_powrot napisała:

                  > Niestety, prawda jest taka, że wiele małżeństw się rozpada w takich momentach.
                  > Twój mąż ma szczęście, ze ma ciebiewink

                  Prawda, wiele małżeństw nie daje rady, on lub ona odchodzi. Tylko wtedy to człowiek sobie uzmysławia, że małżeństwo nigdy tak naprawdę nie istniało.
                  • aqua48 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 15:03
                    hrabina_murzyna napisała:

                    > ammazuko_powrot napisała:
                    >
                    > > Niestety, prawda jest taka, że wiele małżeństw się rozpada w takich momen
                    > tach.

                    Ale jedorazowa nie napisała, że mąż spakował walizki. Był z nią, siedział w szpitalu, zajmował się domem i dziećmi, jak mniemam. Tylko, że po dłuższym czasie nie daje już rady w sytuacji ciężkiej, przewlekłej choroby w domu. Też jest człowiekiem i zapewne niedoskonałym, jak większość z nas. Facetowi jest ciężej, bo nie poryczy sobie jak ma już dość, pewnie nie bardzo ma się nawet komu zwierzyć i wygadać. Ludzie ciągle jeszcze na wieść o chorobie nowotworowej zachowują się dziwnie. Nie wiemy gdzie on ma granice wytrzymałości. Dlatego uważam, że jemu również należy się wsparcie, docenienie jego dotychczasowych wysiłków i trochę normalności. No chyba, że autorce wątku nie zależy na małżeństwie.



                    • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 15:19
                      A co ona ma zrobić? Kto jest w gorszej sytuacji? Komu ona ma się wypłakać? Jak ma wstać rano zadowolona, jak zrobić dzieciom obiad skoro nie ma siły? Co ma zrobić kobieta, która musi walczyć z bardzo ciężką chorobą? Co ma zrobić chora matka patrząc na swoje dzieci? Gdzie są jej granice wytrzymałości? Uważam, że w tej chwili jej najbardziej powinno zależeć na własnym życiu i dzieciach. Małżeństwo jak ma przetrwać i tak przetrwa, a mąż niech sobie poszuka innej osoby i tam się wygada. Empatia to bardzo fajna rzecz, ale są takie sytuacje, że należy ją olać i zamienić na egoizm.
                    • ammazuko_powrot aqua48 05.07.11, 17:26
                      Ależ zauważ, że ja te słowa napisałam pod tym co napisała hrabina i nie dotyczyło to autorki wątkuwink
              • lelija05 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 06.07.11, 12:59
                Hrabino, mam ochotę kopnąć Twojego męża w cztery litery. Z tego co piszesz,to on powinien Cię po piętach całować, a nie balować i zostawiać Cię samą w domu.
          • aqua48 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:06
            hrabina_murzyna napisała:


            W chorobie nie jest nor malnie i trzeba to przyjąć do wiadomości. A już oczekiwanie, aby pokazać małżonkowi, że w chorobie też może być normalnie to dla mnie jakiś kosmos.

            A dla mnie nie, życie toczy się nadal. I należy się starać aby mimo choroby było jak najbardziej normalne. Żeby nie zwariować. Żeby sobie pozwolić na odpoczynek, oderwanie się od choroby, szpitala i wyników, jeśli to tylko możliwe. Bo wytrzymałość ludzka jest różna i trudno tu mierzyć swoją miarą. Kuzynka, która również opiekowała się śmiertelnie chorą mamą, ale pod koniec jej życia oddała ją do hospicjum, w rozmowie ze mną próbowała usprawiedliwić tę decyzję. Powiedziałam jej, że jestem OSTATNIĄ osobą na ziemi, która by ją za to potępiła, bo wiem jak taka opieka wygląda i jak jest niszcząca dla psychiki i sił fizycznych opiekuna.
            • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:20
              aqua48 napisała:

              > A dla mnie nie, życie toczy się nadal. I należy się starać aby mimo choroby był
              > o jak najbardziej normalne. Żeby nie zwariować. Żeby sobie pozwolić na odpoczy
              > nek, oderwanie się od choroby, szpitala i wyników, jeśli to tylko możliwe. Bo w
              > ytrzymałość ludzka jest różna i trudno tu mierzyć swoją miarą.

              Tak zgadzam się, ale przy tym trzeba choremu zapewnić jakąś sensowną opiekę. I skoro samemu się nie daje już rady to się prosi o pomoc rodzinę, przyjaciół. Nie zamknęłabym drzwi za sobą, bo ja muszę odpocząć, a ty radź sobie sam. W chorobie życie układa się na nowo i priorytetem dla męża autorki powinno być jej zdrowie, a nie to, że w tym roku nie pojadą na wakacje, bo żona raczy nie mieć siły.
    • joanna35 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 13:58
      Dużo zdrowia Ci życzę i wytrwałości. Tak jak piszą dziewczyny - myśl teraz o sobie i zaspokajaniu własnych potrzeb. Osobiście nie wierzę w siłę małżeńskich rozmów, ale pewnie radzące panie mają bardziej pozytywne doświadczenia w tym zakresie, więc z pewnością warto spróbować. Może męża sytuacja przerosła, może faktycznie nie rozumie, może zabrakło empatii - warto mu to uprzytomnić. Pozdrawiam i mocno ściskam kciuki za Ciebie i ...za Was.
      • hrabina_murzyna Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:07
        Zgadzam się, też nie wierzę w siłę tych wszystkich rozmów. Różnie bywa, jak to wcześniej napisała Joanna jedni ślubowali z naciskiem na dobre, inni z naciskiem na dobre i złe. Myśl o sobie, o dzieciach. Mężowi zwyczajnie powiedz, że nie masz siły, walczysz z chorobą i oczekujesz wsparcia i zrozumienia. Dopóki nie poczujesz się dobrze, nie pokonasz choroby nie oczekuj od siebie za wiele, nie rób ułudy normalności, bo nie dasz rady. Nie rozdrabniaj się teraz nad mężem, nad jego hobby, nad wakacjami. Olej to. Jak idzie na golfa to mu powiedz, nie nie dzisiaj, ja nie mam siły, a trzeba zrobić to czy tamto. Jak musisz gdzieś jechać, a nie dajesz rady prowadzić to nie roztkliwiaj się nad tym jego tramwajem, a powiedz, że musi Cię zawieźć. Walcz teraz o siebie, a nie o małżeństwo. Małżeństwo i tak przetrwa jak ma przetrwać, jak się rozleci to znaczy, że nigdy nie było prawdziwe.
    • kotbehemot6 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 14:31
      Gdy czytałam twój wątek w tle leciała ta
      www.youtube.com/watch?vshockSRyu_NsjGE
      piosenka ze słowami " kuplismy wszystko a nie mamy nic". Jakos tak dziwnie pasuje. To smutne co piszesz. Ty musisz stawic czoła chorobie, twój mąż pewnie stchórzył, nie dorósł, wystarszył sie. Może, tak naprawde tej bliskości nigdy miedzy wami nie było? Moze było wspólne dążenie do stabilizacji materialnej-ale to mało. przede wszytskim teraz ty jestes na pierwszym miejscu. Co by nie było ważna jesteś ty i twoje dzieci-masz dla kogo żyć. Może twój mąz dorośnie i zda egzamiz z życia. Moze okaże sie zwykłym egoistycznym gó...arzem. Życzę ci jak najlpej . Zwłaszcza zebyś wyszła zwycięsko z tej walki.
    • tully.makker Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 15:45
      Pisalam juz ze byl kiedys na roznych forach trol o nicku anastazja .potocka. Kiedys napisala, ze jej babcia miala zwyczaj mowic: maz to zawsze obcy i wrog w domu.

      Nie zachecam do przyjmowania tak ekstremalnych pogladow, ale do zrozumienia, ze wspolmalzonek to ktos, kto jest przy nas na mocy pewnej spolecznej umowy, ktora zawsze mozna zerwac, czesto naprawde niewielkim kosztem.
      Dlatego jest sprawa zasadnicza, by oprocz inwestycji w malzonka, inwestowac przede wszystkim w sibie - swoja niezaleznosc materialna, zawodowa, w grupe wsparcia - przyjaciol i rodzine, na ktorych zawsze bedzie mozna liczyc, rozwoj osobisty, ktory pozwoli przepracowac trudnosci i problemy, jakie nieuchronnie pojawiaja sie w zyciu.

      A wobec meza - coz nie oczekiwac wiecej, niz jest w stanie dac - najwyzej bedziesz miala przyjemna niespodzianke.

      Troszcz sie o siebie i trzymaj sie!
      • kropkacom Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 15:54
        tully, bez urazy, ale nie ma tylko złych facetów i tylko nieudanych związków.

        Do autorki. Znasz swojego męża zakładam dobrze. Zawsze był skoncentrowany na sobie? Jest możliwość, że kiedyś zachowania męża co po prostu nie przeszkadzało?
        • tully.makker Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 19:38

          > tully, bez urazy, ale nie ma tylko złych facetów i tylko nieudanych związków.

          Alez ozywiscie. Sama jestem w zwiazku ktory oceniam na calkiem niezly, nawet bedziemy miec 2 dziecko.

          Plotkarskie spotkania, nocne polek rozmowy i fora internetowe pelne sa opowiesci o dobrych zwiazkach, ktore pie...ely z dnia na dzien ku zdumieniu jednej ze stron. Rozsadek nakazuje liczyc sie z faktem, ze nawet najfajniejszy partner moze okazac sie dupkiem, a najlepszy zwiazek okazac rozczarowaniem. Przy czym kobiety ktorekieruja swoim zyciem takj, by ich to nie zaskoczylo, znacznie rzadziej musza sie zmagac z dupkarstwem faceta, bo on wie, ze moze sobie na to pozwolic.
          • kropkacom Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 06.07.11, 08:53
            A ja się pytam czy mąż autorki był taki zawsze? Jeśli nagle się zmienił jest możliwość, że przechodzi kryzys. Oczywiscie rozumiem autorkę, że czuje to co czuje. Przy chorobie mojej matki nie potrafiłam jej zdaniem być dla niej wsparciem. I tu dochodzi kolejna sprawa: z jednej strony ona chciała aby wszystko toczyło się po staremu, z drugiej pragnęła popłakiwania po katach razem z nią.

            > Plotkarskie spotkania, nocne polek rozmowy i fora internetowe pelne sa opowiesc
            > i o dobrych zwiazkach, ktore pie...ely z dnia na dzien ku zdumieniu jednej ze s
            > tron.

            Ja z kolei wychodzę z załozenia, że często wiemy z kim się wiążemy. Nie jestem tylko pewna czy to kwestia tego, że liczymy na "wychowanie" partnera, czy raczej w danym momencie nas wady partnera wręcz pociągają. Wątpię aby na raz wszystkie panie po przejściach były żonami socjopatów, którzy latami je urabiali.
    • princy-mincy Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 16:24
      wspolczuje ogromnie, zycze by udalo sie zwalczyc chorobe

      nie wiem, co robic
      ja ciezko zachorowalam po ciazy, zostawiajac w domu malenkie dziecko
      podejrzewano tez nowotwor lub powazne choroby z autoagresji wymagajace bardzo inwazyjnego leczenia
      moj niemaz stanal na wysokosci zadania
      byl i jest przy mnie caly czas
      nie brzydzi sie moich blizn po operacji, wrecz przeciwnie, mowi, ze kocha je, bo one sa czescia mnie
      gdy dochodzilam do siebie po chorobie moglam zawsze liczyc na jego wsparcie i pomoc

      mysle, ze musisz z nim rozmawiac caly czas
      i nawet jesli uslyszysz- histeryzujesz- powiedz, ze moze faktycznie, bo przeciez jestes chora! i masz prawo sie bac o siebie i rodzine
      • purpurowa_komnata Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 20:07
        Wiem,że to brzmi tragicznie -ale bardzo Ci zazdroszczę princy-mincy- i oczywiście życzę zdrowia.
        • princy-mincy Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 22:19
          czemu tragicznie? ot, zycie po prostu smile

          dziekuje, ze zdrowiem juz wszystko w porzadku
          nikt obecnie nie poznalby po mnie, co przeszlam rok temu, wrecz wszyscy mi mowia, ze kwitne smile
    • kamelia04.08.2007 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 18:12
      współczuje ci, bo chyba sie wam drogi rozchodzą, w ogóle cos jest nie tak i każdy sobie rzepke skrobie, ty walczysz z rakiem, a pan mąż sobie puka kijkiem w piłke golfową.
      Nie tak miało wyglądac wsparcie w chorobie


      troche wnerwiaja mnie teksty, że pan mąż musi sie oswoic, odreagowac, przyzwyczaic itd.
      Dlaczego kobieta ma byc od razu zwarta i gotowa, a oni sie musza oswajac, trzeba im dawac czas, rozmawiac milion razy, jeszcze sie nie przyzwyczaili... Tyczy sie to nie tylko choroby, ale i np. narodzin dziecka
      • ammazuko_powrot Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 20:53
        Czytając wasze rady zastanawiam się jakby one brzmiały, gdyby to zrozpaczony mąż pisał, że choruje a żona go nie wspiera...

        My akurat mieliśmy ten luksus, że mogliśmy liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół ale nie każdy tak ma...
        Nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż przez kilka miesięcy siedział w domu i patrzył na mój ból, na moje cierpienie.
        On też jakoś musiał odreagowywać swoje emocje...
      • aqua48 Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 05.07.11, 21:06
        kamelia04.08.2007 napisała:

        > troche wnerwiaja mnie teksty, że pan mąż musi sie oswoic, odreagowac, przyzwycz
        > aic itd.
        > Dlaczego kobieta ma byc od razu zwarta i gotowa, a oni sie musza oswajac

        A dlaczego tylko kobieta, każdy w podobnej sytuacji ma podobnie. Pisałam, że byłam w podobnej sytuacji i (tylko) ośmiomiesięczną opiekę nad osobą chorą na raka odreagowywałam własną ciężką chorobą, dwoma latami koszmarów sennych i potwornym zmęczeniem. Też słyszałam komentarze, że przecież zmienianie pampersów i opieka nad takim chorym nie różni się od opieki nad niemowlęciem, wobec tego doświadczona matka (niby ja) powinna sobie dać radę śpiewająco. Otóż różni się i jest to coś zupełnie innego niewyobrażalnie ciężkiego. Chory patrzy na sytuację z zupełnie innej perspektywy - on jest zaopiekowany przez lekarzy, przyjaciół, dalszą rodzinę, współczucie, słowa wsparcia, otuchy. Ale osoba opiekująca się po prostu ma ciężej. Ja nawet mając grypę z temperaturą nie mogłam sobie pozwolić na położenie się na parę godzin w pokoju obok, bo od razu narażona byłam na zarzuty, że się nie interesuję, jestem oschła i nieczuła, nie podaję picia i nie poprawiam poduszki i nie zagaduję. To nic, że spokojnie można było poprosić jednego lub wnuka o to samo. Ja nie podeszłam i już było źle i ja byłam zła. Dlatego pisałam o tym, żeby autorka wątku doceniła swojego męża i zamiast wysuwać w stosunku do niego pretensje zastanowiła się spokojnie jak on znosi całą tę sytuację.
        • ammazuko_powrot aqua48 05.07.11, 21:31
          Bardzo mądrze piszeszwink
          Ale może to zrozumieć tylko ktoś kto był lub jest po jednej lub po drugiej stroniecrying
          • joanna35 Re: aqua48 06.07.11, 00:06
            Ja byłam i nie miałam do pomocy rodziny i tabunów przyjaciół - byłam sama. Bardzo łatwo o łaskawość i wyrozumiałość wobec współmałżonka jak znajdzie się ktoś inny kto chorego potrzyma za rękę i odciązy w codziennych zmaganiach , znacznie gorzej gdy chętnych brak.
            • ammazuko_powrot Re: aqua48 06.07.11, 08:58
              Chyba nie do końca dobrze zrozumiałaś moją wypowiedź, ale nie szkodziwink
              Przy mnie nikt nie siedział na okrągło i nie trzymał mnie za rączkę.
              Owszem mieliśmy wsparcie rodziny i przyjaciół ale często też staraliśmy się radzić sobie sami.
              Bywało, że zostawałam w domu sama, choć samopoczucie było nie fajne....
              Wiele też zależy od tego jak podchodzimy do swojej choroby i czego wymagamy od innych.
              Ale o tym pisał już ktoś wyżej więc nie będę się powtarzaławink
              • princy-mincy Re: aqua48 06.07.11, 09:43
                ja co prawda na nowotwor nie chorowalam, ale tez czesto oslabiona zostawalam sama w domu badz nie odwiedzano mnie codziennie w szpitalu (tzn i tak nie chcialam odwiedzin dalszych znajomych, pozwolenie na odwiedziny mialy 4 osoby)

                moj niemaz nie przyjezdzal do szpitala codziennie, bo mial na glowie zakupy, dziecko, sprzatanie itp, wiec wymienial sie z moja mama (ktora pracuje niedaleko szpitala)
                rozumialam to i nie mialam zalu, w koncu mamy tez telefony komorkowe
                • joanna35 Re: aqua48 06.07.11, 13:28
                  No to Ty tak miałaś, ale dlaczego odmawiasz Autorce prawa do innych reakcji niż Twoje? Nie ma prawa do swoich oczekiwań wobec, bądź co bądź, najbliższego człowieka? Nie uważasz, że w tej chwili to ona powinna być dla niego priorytetm a nie golf czy co tam robi, żeby nie musieć robić czegokolwiek dla niej?
                  • princy-mincy Re: aqua48 06.07.11, 13:49
                    czy ja komus czegos odmawiam? czytaj dokladnie co?

                    ma prawo oczekiwac pomocy i wsparcia, ale kazdy potrzebuje odskoczni czasami
                    nie twierdze, ze musi to byc od razu oddzielny urlop, ale od czasu do czasu trzeba wyjsc gdzies, chocby po to, by zregenerowac sily
                    i uwazam, ze powinni na wakacje jechac razem, tak by ona wypoczela i on tez mial wakacje
                    • joanna35 Re: aqua48 06.07.11, 14:06
                      Wszystko zależy od tego od jak dawna trwa choroba i w jakim chora jest stanie tudziez jak często wymaga "pełnej gotowości bojowej" współmałżonka. Człowiek potrafi dużo znieść/wytrzymać, niestety ten człowiekjest przeważnie kobietą. I zanim zaczniesz ze mną dyskusję mam dwójkę chorych dzieci, w tym jedno bardzo, mąż w ubiegłym roku miał zdiagnozowanego raka, kilka miesięcy później zdiagnozowano raka u mnie(po zabiegu okazało się, że to choroba autoimmunologiczna) i zaręczam Ci, że nikt się nade mną nie rozczula, nie proponuje wyjazdów dla "podratowania psychiki". Życie to nie bajka i im szybciej się to zrozumie tym lepiej.
                      • purpurowa_komnata Re: aqua48 06.07.11, 14:26
                        Joasiu-cieszę się,że u Ciebie lepiej...Trzymaj się wink
                        • joanna35 Re: aqua48 06.07.11, 14:28
                          A ja się martwię, bo nie wiem co u Ciebiesad
                          • purpurowa_komnata Re: aqua48 06.07.11, 14:53
                            Bywało lepiej...Ale nie istotne.
                    • kali_pso Re: aqua48 06.07.11, 14:41
                      ale od czasu do czasu trz
                      > eba wyjsc gdzies, chocby po to, by zregenerowac sily
                      > i uwazam, ze powinni na wakacje jechac razem, tak by ona wypoczela i on tez mia
                      > l wakacje

                      No nie wiem, mnie się jakoś nie wydaje, aby tam chodziło o regenerację sił, no ale to tylko takie odczucie...
                      Wiesz, a dla mnie czymś zupełnie normalnym byłyby wakacje oddzielnie w takiej sytuacji, albo jednak ustawione pod kątem małżonki...planowanie wyczerpującycvh manewrów lub ciagniecie na siłę, jest takie trochę niskie...tydzień razem i tydzień oddzielnie z atrakacjami dla pana- to chyba nie jest niemozliwe?
              • joanna35 Re: aqua48 06.07.11, 12:39
                Ja, moja droga, pisałam o sytuacji kiedy wsparcia i pomocy nie ma wcale, wiec chyba trudno cokolwiek porównać, prawda?
                > Wiele też zależy od tego jak podchodzimy do swojej choroby i czego wymagamy od
                > innych.
                Owszem, chociaż moim zdaniem najwięcej zależy od poziomu lęku i umiejętności radzenia sobie w tak trudnych sytuacjach. Niewielu potrafi usłyszeć taką diagnozę , otrzepać się i iść dalej do codziennych obowiązków, większość chce spotkać się z empatią najbliższych i doprawdy trudno się temu dziwić.
    • dulcymea11 Mozliwe mechanizmy... 05.07.11, 21:57
      Po pierwsze czy nowotwor jest zlosliwy?
      Jesli nie jest - sadze, ze maz przeszedl nad tym do porzadku dziennego - jak nad grypa. Oczywiscie, ze tak nie powinno byc ale moze...

      Jesli jest to nowotwor zlosliwy - byc moze Twoj maz nie udzwignal tego. Po prostu zadzialal mechanizm wyparcia. To tez nie jest w porzadku ale tak jest najprosciej.

      Jeste jeszcze opcja - panika, do ktorej Ci sie nie przyzna. Lęk to znakomity przyczynek do 'agresji' a agresja w tym wypadku to przykre komentarze i oschlosc. Tu takze mogl dojsc do wniosku, ze nie ma sie co nad Toba rozczulac, ze zycie jak dotychczas pozwoli TOBIE nie myslec o chorobie.

      Ostatnia opcja > ucieczka. Tak latwo sie wycofac, oderwac, zajac czyms mysli a tak trudno trwac i byc cierpliwym.

      Na koniec - nie znam Twojego stanu zdrowia, nie znam prognoz i nie odczytaj prosze zle lub lekcewazaco tego co napisze - czasem jest tak, ze chcemy sie troche nad soba porozczulac. Wlasnie w rodzinie mamy przypadek nowotworu - w IDEALNYM malzenstwie (choroba dotknela jego). Ona zachowywala sie przykladnie ale wciaz bylo malo: malo troski, wspolczucia, empatii. Ona chciala by zycie toczylo sie dalej a choroba, zeby byla tylko przeszkoda, ktora wspolnie musza pokonac. ON byl bardzo rozgoryczony, umeczony, w poczuciu beznadziei no i juz nie 'mezczyzna' tylko stary, wychudzony, lysy, robiacy pod siebie... To odbiera godnosc i znow mechanizm > lęk > agresja.

      Może powinniscie skorzystac z jakiejs grupy wsparcia - przybliza Wam ten problem. Tobie rozjasni sie co on moze czuc a jemu rozjasni sie co Ty przezywasz a wierz mi - ktos kto tego nie doswiadczyl, zeby nie wiem jak sie staral - nie pojmie...
      Ta choroba ma etapy - dowiecie sie co Was czeka (min. jednym z etapow jest 'akceptacja').

      Nie wiem czy pomoglo - staralam sie.
      Trzymaj sie - wiele przed Toba - musisz to poukladac.
    • kali_pso Re: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe... 06.07.11, 14:56

      Wiesz ja nie mam doświadczenia w takich sprawach, niemniej mam w również przykrych dotyczących życia małżeńskiego- napiszę z perspektywy twojego męża bo to ja jestem tą gorszą stronąwink
      Twój mąż ma widocznie osobowość zadaniową- jest problem, to rach ciach, operacja, szpital i do domu. Dobrze radzi sobie w nagłym stresie, przewlekły go dobija- nie wiem, czy tak jest u niego, u mnie na pewno. Kiedy ten czynnik stresogenny traci na intensywności, gorzej sobie radzę i czego chcę? Tego, aby przestać o tym gadać, spróbować żyć dalej, "wziąć się" w garsć, bo przeciez najgorsze za nami...i nie dlatego, że brakuje wrazliwości, serca, uczucia dla drugiej osoby- taka jestem i nie umiem zatrzymac się w miejscu..

      Mój mąż był w sytuacji takiej jak TY- świat zawalił mu się na głowę, walczył ale potrzebował CZASU, którego ja nie chciałam mu dać...buntowałam się przeciwko 150 razowi rozdrapywania starych ran, tego, że nie mógł ruszyć z miejsca, nie rozumiałam go i MIAŁAM MU ZA ZŁE( chociaz to ja zawiniłam, wiem- groteskawink, że robi to bo mu się nie chce, bo chce mnie biczować, bo sam lubi jak mu jest źle i chce na mnie wymusić coś...

      Podejrzewam, że u Twojego męża działa ten sam mechanizm- był przy Tobie w najgorszym momencie i teraz oczekuje, że ruszycie do przodu...że Ty pójdziesz za nim, a nie dociera , że to on powienien zrównac krok z Tobą, bo coby nie mówić- Ty jesteś chora, Ty otarłaś sie o śmierć itp.

      Byc może, znowu pisze tutaj pod swoim kontem, takie szybkie parcie na porót do rzeczywistości, wynika też z poczucia winy, że się zawiodło, że sie nie daje rady dalej mierzyć z bólem i cierpieniem drugiej, bliskiej przecież, osoby.

      Tym samym - idz swoim rytmem, coby nie mówić, to mąż powienien dostosowac się do Ciebie. Twoje potrzeby sa najważniejsze- wypoczynek może być mniej intensywny, albo dzielony- on chce atrakcji, prosze bardzo, niech zabiera dzieci i jedzie- niech sam je sobie zapewni. Nie czuj się winna. Twoja choroab narzuca pewne zaminy w Waszym życiu, wszyscy musza sie z tym pogodzić, chocby było im trudno...

      A po wakacjach zaplanuj czas na romowę, POWAŻNĄ i pamiętaj- TO ON POWINIEN CIĘ ZROZUMIEĆ.

      Powodzeniasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka