jedno.razowa
04.07.11, 21:42
Jak co roku, na swoje urodziny zafundowałam sobie pakiet badań profilaktycznych. W codziennym kołowrotku zatrzymywałam się coraz częściej, zadając sobie pytanie - co dalej? Trochę się rozproszyłam, plany kariery przysłoniły dzieci, dom, wspieranie kariery męża. Byłam zadowolona z dobrej pracy, od której jednak właściwie odcinałam już tylko kupony. Brakowało mi czasu. Na co dzień najważniejsze było organizowanie życia rodzinie, ortodonta dla dzieci, zajęcia dodatkowe, kolacja z okazji awansu męża, nowe rowery dla całej 4, karnet na basen, zdrowsze gotowanie, no i badania w miarę systematycznie, bo lata lecą.
W tym roku na 38. urodziny dostałam prezent: rak.
Mąż towarzyszył mi podczas operacji i pierwszych tygodni w szpitalu.
Potem ochłódł.
Teraz ja chodzę na rehabilitację, a on robi licencję pilota i kupił sobie sprzęt do golfa.
Banał, jakich wiele - ale ja wciąż nie mogę w to uwierzyć.
Wraca do domu, zajmuje się swoim hobby, poproszony robi zakupy, czasem robi dzieciom kolację. Planuje intensywny urlop. Niepewnie bąkam, że nie bardzo czuję się na siłach. "No cóż, skoro tak, rodzina straci wakacje".
Przez lata to ja organizowałam wypoczynek. Teraz mam się czuć winna. Bo histeryzuję.
Niby nic. Tylko obcy człowiek obok. Za całe wsparcie "może byś jeździła tramwajem", kiedy przytarłam drzwi wyjeżdżając z garażu, i czasem "herbaty ci zrobić?"
Próbowałam rozmawiać, ale dowiedziałam się, że się czepiam.
Co robić? Co ja mam TERAZ zrobić?