klawiatura_zablokowana
10.07.11, 22:25
Wracam sobie z weekendu. Droga długa, zatrzymujemy się na stacji, stacja połączona z restauracją, pomiędzy budynkami toaleta. Kolejka do toalety wiadomo, epicka. W pewnym momencie wchodzi do damskiego matka z synkiem na ręku (na oko ze 2 lata), stawia na umywalce, ściąga mu gacie i zaczyna myć tyłek. Po skończonej ablucji znowu bierze małego na ręce i w lewej ręce ściskając pieluchę, a prawą opasując malucha z gołym tyłkiem wkracza do restauracji. Co było dalej, nie wiem, czy założyła mu tę pieluchę w restauracji, ale raczej tam, bo nie sądzę, żeby robiła to w sklepie albo na parkingu (drzwi, przez które wyszła, prowadziły zresztą tylko do sali jadalnej). Potem dziecię w koszulce i pieluszce zasuwało między stolikami, bo familia udała się na jedzenie, więc chyba wszystko się tam odbyło. Może dobrze, że jeszcze stałam w kolejce i nie siedziałam przy stoliku. Natomiast nie zostały mi oszczędzone widoki, jak matki z dziećmi wychodziły z knajpy na parking i asystowały przy oddawaniu moczu tudzież kupy na trawę. Ściany były szklane. Tak, wiem, mogłam odwrócić wzrok.
Z jednej strony wkurw, bo skoro restauracja reklamowała się jako family friendly, były specjalne menu dla dzieci itd., to czemu zabrakło komuś fantazji na pomieszczenie dla matki z dzieckiem? Dlaczego zabrakło miejsca na kącik zabaw dla dzieci, żeby trzylatki nie biegały pod nogami kelnerce niosącej gorące dania? A z drugiej strony, czy brak takich miejsc usprawiedliwia absolutnie wszystko? Przewijanie na oczach wszystkich, sikanie na oczach wszystkich, zakładanie pieluchy w restauracji, puszczanie małych dzieci samopas, żeby urządzały sprint między stolikami z opętańczym rykiem? Okej, jestem wstrętnym bezdzietnym babskiem i może nie rozumiem, jak to jest. Z drugiej strony, mam znajomych z dziećmi i jakoś potrafią sobie poradzić, co więcej, ich dzieci nie drą się z byle powodu jak zarzynane.
Jaką macie tolerancję na takie akcje? Machniecie ręką, bo długa podróż, bo trudne warunki, bo
to, bo tamto?