Dodaj do ulubionych

Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i inne

10.07.11, 22:25
Wracam sobie z weekendu. Droga długa, zatrzymujemy się na stacji, stacja połączona z restauracją, pomiędzy budynkami toaleta. Kolejka do toalety wiadomo, epicka. W pewnym momencie wchodzi do damskiego matka z synkiem na ręku (na oko ze 2 lata), stawia na umywalce, ściąga mu gacie i zaczyna myć tyłek. Po skończonej ablucji znowu bierze małego na ręce i w lewej ręce ściskając pieluchę, a prawą opasując malucha z gołym tyłkiem wkracza do restauracji. Co było dalej, nie wiem, czy założyła mu tę pieluchę w restauracji, ale raczej tam, bo nie sądzę, żeby robiła to w sklepie albo na parkingu (drzwi, przez które wyszła, prowadziły zresztą tylko do sali jadalnej). Potem dziecię w koszulce i pieluszce zasuwało między stolikami, bo familia udała się na jedzenie, więc chyba wszystko się tam odbyło. Może dobrze, że jeszcze stałam w kolejce i nie siedziałam przy stoliku. Natomiast nie zostały mi oszczędzone widoki, jak matki z dziećmi wychodziły z knajpy na parking i asystowały przy oddawaniu moczu tudzież kupy na trawę. Ściany były szklane. Tak, wiem, mogłam odwrócić wzrok.

Z jednej strony wkurw, bo skoro restauracja reklamowała się jako family friendly, były specjalne menu dla dzieci itd., to czemu zabrakło komuś fantazji na pomieszczenie dla matki z dzieckiem? Dlaczego zabrakło miejsca na kącik zabaw dla dzieci, żeby trzylatki nie biegały pod nogami kelnerce niosącej gorące dania? A z drugiej strony, czy brak takich miejsc usprawiedliwia absolutnie wszystko? Przewijanie na oczach wszystkich, sikanie na oczach wszystkich, zakładanie pieluchy w restauracji, puszczanie małych dzieci samopas, żeby urządzały sprint między stolikami z opętańczym rykiem? Okej, jestem wstrętnym bezdzietnym babskiem i może nie rozumiem, jak to jest. Z drugiej strony, mam znajomych z dziećmi i jakoś potrafią sobie poradzić, co więcej, ich dzieci nie drą się z byle powodu jak zarzynane.

Jaką macie tolerancję na takie akcje? Machniecie ręką, bo długa podróż, bo trudne warunki, bo
to, bo tamto?
Obserwuj wątek
    • diablica_diabla Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:32
      wiesz, ja moj partner nazywa takie podjscie jak Twoje? Nieterroryzowaniem swoim dzieckiem otoczenia. Sami mamy malutkiego synka i w glowie mi sie nie miesci, zeby sie tak zachowac jak ta kobieta. Ostatnio synek mial potworna biegunke a musialam z nim jechac do lekarza - wysiadalam z autobusu 4 razy, zanim dojechalam, bo zrobil wiadomo co wink i zaczynalo mega capic. Kobieta w autobusie powiedziala, zebym sie nie krepowala i dziecko przewinela a ona mi miejsce zrobi (!!!) w tlumie ludzi????? to jakis hardcore.
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:34
        Wiesz, jedna koleżanka z pracy urodziła i będąc jeszcze na macierzyńskim przyjechała do pracy z synkiem, synek zrobił wiadomo co i przewinęła go na biurku, przy aplauzie koleżanek.
        Mnie się nie mieści w głowie, tym bardziej, że przecież są łazienki, ale widocznie część społeczeństwa to uważa za całkowicie naturalne i nie chodzi mi o jakichś totalnych abnegatów. Zaczęłam pomału dochodzić do wniosku, że to ja mam fobię społeczną, skoro mi takie rzeczy nie grają.
        • wioskowy_glupek Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:37
          Zgadzam się ja mam niestety małą tolerancję na takie zachowania...
        • diablica_diabla Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:41
          klawiatura_zablokowana napisała:

          > Wiesz, jedna koleżanka z pracy urodziła i będąc jeszcze na macierzyńskim przyje
          > chała do pracy z synkiem, synek zrobił wiadomo co i przewinęła go na biurku, pr
          > zy aplauzie koleżanek.

          o matkooooo, to jakis koszmar

          > Mnie się nie mieści w głowie, tym bardziej, że przecież są łazienki, ale widocz
          > nie część społeczeństwa to uważa za całkowicie naturalne i nie chodzi mi o jaki
          > chś totalnych abnegatów. Zaczęłam pomału dochodzić do wniosku, że to ja mam fob
          > ię społeczną, skoro mi takie rzeczy nie grają.
          >

          to jestesmy juz dwie, bo ja widac tez ja mam wink ja nawet bedac u rodzicow ide do innego pokoju (w lazience nie ma miejsca) i tam przewijam, niezaleznie od tego czy jest kupa czy nie....aaaa jeszcze mi sie cos przypomnialo, moja sasiadka kiedys byla bardzo zdziwiona, ze przewinelam u niej dziecko a zuzyta pieluszke wlozylam do torebki plastikowej i od razu wynioslam do zsypu - przeciez moglam do niej do kubla - jasne, ze moglam, ale pieluszki raczej fiolkami nie pachna i czulabym sie nieswojo gdybym kolezance taki "prezet" zostawila. smile
          • lafiorka2 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:53
            Hm?Że dzieci biegają między kelnerkami to nie bardzo wierze.Że rodzic nie uważa na dziecko....Co do przewijania w miejscach publicznych.Jeżeli po "kaka"(z hiszp) umyła ten tyłek dziecku w umywalce to O FUCK! Jeżeli nie,no to jakoś tam bym to przeżyła.winkŻe z gołym tyłkiem małego poszła do części jadalnej,też by mnie obleciało.
            Sama mam dwójkę małych dzieci,choc swoje w takim przypadku przewinęła bym w aucie,jak już.No i z gołym tyłkiem do baru by nie poszedł.
            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:03
              > Hm?Że dzieci biegają między kelnerkami to nie bardzo wierze

              A niby dlaczego to takie niewiarygodne? Rodzice jedzą albo gadają (fakt, że obsługiwano dosyć wolno, ewidentnie za mało pracowników jak na weekendowy ruch), dzieci się nudzą, biegają po sali. Jedne z zabawkami, inne bez. Jedno opierało się o szklane drzwi, jak ktoś nie patrzył pod nogi, to mógł otwierając nieźle walnąć biednego malucha (wzrost taki przykolanowy). Kelnerka z tacą tym bardziej mogła małego dziecka nie zauważyć. Jeden z tatusiów co jakiś czas się nawet reflektował i wołał "Robercik, chodź tutaj", oczywiście brak reakcji, a tatuś w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku dopilnowania potomka wracał do przeglądania gazety.

              To jest obrazek wcale częsty, nie sądzę, żeby ta restauracja skupiała jakieś ewenementy w skali kraju.

              Jeżeli po "kaka"(z his
              > zp) umyła ten tyłek dziecku w umywalce to O FUCK! Jeżeli nie,no to jakoś tam by
              > m to przeżyła.winkŻe z gołym tyłkiem małego poszła do części jadalnej,też by mnie
              > obleciało.

              Przyznam, że nie podeszłam bliżej, żeby obejrzeć i obwąchać, po czym nastąpiło mycie tyłka. Sam fakt jest dla mnie wystarczająco kuriozalny...

              > Sama mam dwójkę małych dzieci,choc swoje w takim przypadku przewinęła bym w auc
              > ie,jak już.No i z gołym tyłkiem do baru by nie poszedł.

              Uff, bo już nie wiedziałam, czy to ja domagam się nadludzkich wysiłków w postaci nieepatowania fizjologią potomka na oczach całej restauracji, czy to jednak jest logistycznie możliwe. Ostatecznie, po coś są te zdobycze cywilizacji w postaci chusteczek do podmywania i całej masy innych akcesoriów? W sensie, nie widuje się tego non stop, więc reszta matek sobie jakoś radzi bez teleportowania się do domowej łazienki?

              Nie chodzi o to, że jestem jakoś mega zgorszona widokiem gołej pupy i dyndającego dziecięcego pyrdka, ale mimo wszystko mam jakiś niesmak...
            • babcia.stefa Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:52
              > Hm?Że dzieci biegają między kelnerkami to nie bardzo wierze.Że rodzic nie uważa na dziecko....

              To jest całkowicie powszechne zachowanie rodziców w knajpach. "Wyrwałem(-am) się raz na pół roku z kieratu, więc będę gadać z koleżanką i delektować się moim makaronem plus kieliszek stołowego wina, na które oszczędzałem(-am) 3 miesiące, a dziecko niech se lata, w końcu jest obsługa i inni ludzie, a wszystkie dzieci są nasze."
              • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:10
                Cytat
                To jest całkowicie powszechne zachowanie rodziców w knajpach. "Wyrwałem(-am) się raz na pół roku z kieratu, więc będę gadać z koleżanką i delektować się moim makaronem plus kieliszek stołowego wina, na które oszczędzałem(-am) 3 miesiące, a dziecko niech se lata, w końcu jest obsługa i inni ludzie, a wszystkie dzieci są nasze."


                Cholera. Kolejne fascynujące masowe zjawisko, którego mi nie było dane zobaczyć. Te latające po knajpie bachory, absorbujące wszystkich gości i obsługę. Nie przeczę, zdarzało mi się raz czy dwa zobaczyć, ale jak czytam ten wątek, to mam wrażenie że to występuje nagminnie, masowo, wszędzie. Tak jak ten flashmob z synchronicznym sraniem pod oknami.
        • cherry.coke Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:06
          klawiatura_zablokowana napisała:

          > Wiesz, jedna koleżanka z pracy urodziła i będąc jeszcze na macierzyńskim przyje
          > chała do pracy z synkiem, synek zrobił wiadomo co i przewinęła go na biurku, pr
          > zy aplauzie koleżanek.
          > Mnie się nie mieści w głowie, tym bardziej, że przecież są łazienki, ale widocz
          > nie część społeczeństwa to uważa za całkowicie naturalne i nie chodzi mi o jaki
          > chś totalnych abnegatów. Zaczęłam pomału dochodzić do wniosku, że to ja mam fob
          > ię społeczną, skoro mi takie rzeczy nie grają.

          To mi przypomina, jak kiedys studentka bedac mialam letni staz w pewnej firmie i bylam swiadkiem, jak calkiem mloda i zadbana pani zadarla na biurko noge, ktora obtarl jej letni sandal czy cos, i biurowymi nozyczkami przeklula sobie wielki cieknacy pecherz, komentujac to jeszcze jakos. To przy paru osobach pracujacych w tym pokoju, kompletnie bez krepacji. Dookola masowy opad szczek.

          Jestem raczej przekonana, ze tego typu osoba z dzieckiem poszlaby jeszcze dalej, "bo to przeciez dziecko" smile
        • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:06
          Ta i lazienki w zakladzie pracy sa przystosowane zeby przewinac niemowlaka. Ty bys polozyla pewni dziecko na klapie od sedesu?
          • dziennik-niecodziennik Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:49
            tez mozna, czemu nie? chyba ze dziecko juz spore i sie nie miesci... smile
          • shellerka o ku! 11.07.11, 11:06
            tak, przewijałam dziecko na klapie od sedesu w restauracji sushi 77 w poznaniu, ponieważ nie mają przewijaka, a ja chciałam zjeść sushi właśnie tam.
            położyłam na kiblu taki przewijak przenośny - kawałek ceratki - z torby do wózka i polożyłam na nim córkę. żyje. ma się świetnie. miałam to zrobić na podłodze, czy stoliku?
            • franczii Re: o ku! 11.07.11, 13:09
              A co sie tak wkurzasz. Przewijaj gdzie chcesz, ja na klapie bym nie przewinela. Kiedy nie bylo warunkow w toalecie to prosilam obsluge tonem nie znoszacym sprzeciwu o udostepnienie jakiegos pomieszczenia gdzie moge spokojnie przewinac dodajac, ze nie chcialabym tego robic w sali gdzie ludzie jedza.
              • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 13:25
                ale knajpa nie ma obowiązku udostępniania pomieszczenia, bo twoje dziecko się akurat raczyło zes...ać.
                jest tysiące knajp itp. odpowiednio przystosowanych do wizyt rodzin z dziećmi, a są tysiące nastawione na innego klienta.

                jeśli przyszłam do tego drugiego z wymienionych przeze mnie lokali, to sama tak wybrałam, wiedząc na co się decyduję. gdzie mnie mieli wpuścić? do kuchni???

                dżizys... to mnie właśnie wku...ia. takie osoby, które myślą "mam dziecko i nie zawaham się go użyć"
                • franczii Re: o ku! 11.07.11, 13:32
                  > dżizys... to mnie właśnie wku...ia. takie osoby, które myślą "mam dziecko i nie
                  > zawaham się go użyć"

                  Jesli w swoim przybytku chca mnie podjac razem z moim przychowkiem to owszem, musza sie liczyc z moimi i mojego przychowku potrzebami. Dla mnie to proste, nikt nigdy mi nie robil problemow z tego powodu, ze nie musi mi udostepnic jakies pomieszczenie sluzbowe zebym mogkla przewinac dziecko. Dlaczego mam pokornie godzic sie na lekcewazenie moich potrzeb i jeszcze za to placic?
                  • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 13:56
                    ale może oni nie chcą Ciebie z przychówkiem, bo nastawiają się na innego rodzaju klientów. mają prawo? mają.
                    chcieliby rodziny z dziećmi, to by to ogłosili chociażby montując przewijaki.
                    chcesz pójść w miejsce nie gustujące w rodzinach z dziećmi, to zrób to, ale tylko jeśli po pierwsze twoje dziecko nie drze się i nie jest upierdliwe dla otoczenia, po drugie, nie obciążaj nikogo problemem, który twoje dziecko stwarza. bo to jest w tym momencie twój problem.
                    • kropkacom Re: o ku! 11.07.11, 14:09
                      > ale może oni nie chcą Ciebie z przychówkiem, bo nastawiają się na innego rodzaj
                      > u klientów. mają prawo? mają.

                      To nie Tobie na solarce panie dzieci pilnują?
                      • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 14:17
                        tak. mi pilnują. ale w tym salonie jest specjalny stoliczek dla dzieci, kredki, zabawki - taki kącik, jest też tv z bajkami.
                        nie poszłabym z dzieckiem do salonu, gdzie nie byłoby jasnego przekazu, że mogę to zrobić.

                        tak samo jak nie poprosiłabym w przychodni pielęgniarek o zaopiekowanie się moim dzieckiem na czas mojej wizyty. jak jestem z dzieckiem, to wchodzę do gabinetu z dzieckiem i to ja pilnuję, czy się odpowiednio zachowuje. mój problem.
                        • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 14:20
                          i zaraz mi się tu pewnie pojawi argument o tym, że udaję na siłę taką dzielną - taki się pojawił przy dyskusji o wysokich krawężnikach kiedyś big_grin
                          nie. ja po prostu uważam, że są plusy i minusy posiadania dziecka.
                          do plusów należy zaliczyć pierwszeństwo przy odprawie, a do minusów fakt, że czasami mamy pewne utrudnienia w postaci braku przewijaka i że nie należy tymi utrudnieniami obarczać reszty świata, bo reszta świata nie ma pierwszeństwa do odprawy big_grin
                        • kropkacom Re: o ku! 11.07.11, 14:22
                          Nadal nie rozumiem czemu się tak rzucasz? Jak rozumiem cieszysz się z każdego miejsca gdzie możesz iść z dziećmi a takie teksty sadzisz... Ciesz się się, że cie chcą w tym solarium.
                          • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 14:29
                            ależ ja się cieszę! ale nadal uważam, ze to nie ich obowiązek, a uprzejmość.
                            obowiązki wobec matek z dziećmi i osób niepełnosprawnych to mają i mieć powinny instytucje i przybytki państwowe.

                            i irytację odczuwam, kiedy ktoś pisze, że zażądał udostępnienia pomieszczenia, bo mu się dziecko ze..rało.

                            i nie wiem, czy tak się cieszę z każdego miejsca dla rodzin z dziećmi, bo jako bezdzietna nie przepadałam za dzieciakami i przypuszczam, że jak swoje odchowam, to też na kolację czy obiad będę się chciała udać w miejsce pozbawione towarzystwa osób poniżej 10 roku życia.
                            co ja gadam! już teraz, jak wychodzę gdzieś sama z mężem to nie po to żeby i tak być skazaną na widok pupki, kupki, kaszki itp.
                            • kropkacom Re: o ku! 11.07.11, 14:38
                              Mieszkasz w dużym mieście i masz to szczęście, że masz gdzie z dziećmi wyjść i pewnie miejsce do zmiany pieluchy się też znajdzie w wielu przybytkach. Doceń to, że możesz iść na solarium big_grin Ja wiem, że jako matka przy dzieciach już nogami przebierasz na myśl, że się usamodzielnią a ty będziesz biegać na kolacyjki. Jeszcze musisz się pomęczyć. Naprawdę.
                    • franczii Re: o ku! 11.07.11, 15:05
                      Wiesz co, jesli przyjmuja rezerwacje dla rodziny z 2 malych dzieci to musza sie liczyc z tym, ze prawdopodobnie dzieci trzeba bedzie przebrac, wymyc. Rzadko trafialam do lokali kompletnie nieprzystosowanych ale w tych w ktorych bylam nikt nigdy nie osmielil sie dac mi do zrozumienia ze moje dzieci stwarzaja problem bo trzeba im pieluche zmienic, nikt nigdy nie dal mi odczuc ze moje dzieci sa upierdliwe nawet w chwilach kiedy rzeczywiscie wedlug mnie byly upierdliwe. Wrecz przeciwnie, zdarzalo mi sie bywac w miejscach nieprzystosowanych ddla rodzicow z malymi dziecmi (glownie na zaproszenie bo z dziecmi w wytwornych lokalach nie bywamy) w ktorych juz na wejsciu mi proponowano pomoc kiedy beda chciala dziecko nakarmic lub przewinac. Wyglada na to ze moja rodzina jest bardzo pozadanym gosciembig_grin
                      • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 15:19
                        ale mi też nikt nigdy problemu nie robił. tylko, że może dlatego nasze rodziny są mile widzianymi gośćmi / klientami, że nie ŻĄDAMY?smile

                        z dzieckiem, czy bez należy wg mnie dostosować się do panujących warunków i klimatu miejsca, a nie zmieniać na siłę wedle swoich własnych upodobań. należy liczyć na uprzejmość, ale nie WYMAGAĆ, ŻĄDAĆ, NAKAZYWAĆ itp. tłumacząc, że JA MUSZĘ, BO JA MAM DZIECKO
                        • franczii Re: o ku! 11.07.11, 16:02
                          Tylko ze ty przewijasz na klapie sedesowej a ja nietongue_out
                          Ja niczego nie zadam i nie pisalam, ze zadam, ja pytam o miejsce do przewiniecia dziecka uprzejmie ale takim samym tonem jakbym pytala o normalna lazienke. Czyli o rzecz oczywista. Kiedy jestes w resstauracji to z gory zakladasz ze jest tam toaleta i nigdy do glowy by ci nie przyszlo ze odpowiedza ci przykro nam ale w naszym lokalu nie ma. Tak samo ja zakladam ze skoro ide do restauracji z dziecmi to wszyscy sobie zdaja sprawe, ze gdzies to dziecko trzeba bedzie przebrac w razie potrzeby.
                          • shellerka Re: o ku! 11.07.11, 16:25
                            cytuję: "prosilam obsluge tonem nie znoszacym sprzeciwu o udostepnienie jakiegos pomieszczenia gdzie moge spokojnie przewinac"

                            dla mnie ton nie znoszący sprzeciwu oznacza, że zażądałaś.
                            dodatkowo stosując szantaż w postaci "jak mnie nie wpuścicie do ustronnego miejsca, to przewinę dzieciaka na sali i odstraszę klientów" niezbyt to ładne.

                            cytat nr 2: "Tak samo ja zakladam ze skoro ide do restauracji z
                            > dziecmi to wszyscy sobie zdaja sprawe, ze gdzies to dziecko trzeba bedzie prze
                            > brac w razie potrzeby"

                            otóż nie do każdej restauracji dzwoni się rezerwując miejsce. do niektórych można wpaść ot tak bez rezerwacji i niekoniecznie obsługa może być przygotowana, ze franczi dzisiaj przybędzie z potomstwem.

                            cytat 3 "iedy jestes w resstauracji to z gory zakladasz ze je
                            > st tam toaleta i nigdy do glowy by ci nie przyszlo ze odpowiedza ci przykro nam
                            > ale w naszym lokalu nie ma"
                            HA! a my z mężem lubimy wpadać na kebaba na placu cyryla ratajskiego. to takie bistro dość spore jak na kebabownię. i tam toalety nie mają. i kilka razy ubolewałam nad tym, ale mam wybór - iść gdzieś gdzie jest kebab, jaki lubię, albo iść tam gdzie mają kibel.
                            trudno, żebym za każdym razem, kiedy tam jestem strzelała focha na brak toalety i wymagała udostępnienia jakiegoś ustronnego pomieszczenia, bo mi sie kupę zachciało tongue_out
                            • franczii Re: o ku! 11.07.11, 23:16
                              To zle w takim razie zrozumialas. Juz doprecyzowalam co ten moj ton nie znoszacy sprzeciwu oznaczal. Nie zadalam ale pytalam jak o rzecz oczywista nie omieszkajac zwrocic uwagi ze w wc nie ma warunkow do przewiniecia i nie szantazowalam a wyjasnialam ze nie chce tego robic przy stoliku w sasiedztwie konsumujacych posilek ludzi.
                              Czasem po drodze rzeczywiscie wpadamy do pierwszej lepszej restauracji ale tez nigdy sie nie spotkalam z problemami.

                              > HA! a my z mężem lubimy wpadać na kebaba na placu cyryla ratajskiego. to takie
                              > bistro dość spore jak na kebabownię. i tam toalety nie mają.

                              Nigdy sie z takim nie spotkalam. Nawet najgorsza dziura w jakiej bylam miala kibel, straszylo tam ale byl. Nie korzystalam z niego ani ja ani dzieci.

                              Poza tym przeoczylysmy pewnien szczegol w opowiesci autorki, otoz restauracja sie reklamowala jako przyjazna dzieciom. W takim razie moze ktos opowie jak wygladaja te nieprzyjazne?big_grin
                              • madzioreck Re: o ku! 11.07.11, 23:18
                                i nie szantazowalam
                                > a wyjasnialam ze nie chce tego robic przy stoliku w sasiedztwie konsumujacych p
                                > osilek ludzi.

                                Rozwaliłaś mnie na łopatki, słowo daję.
                                Widzę napad na bank i pana w kominiarce: ja nie szantażuję, ja wyjaśniam, że nie chciałbym pani łba odstrzelić... no tego jeszcze nie grali.
                                • franczii Re: o ku! 11.07.11, 23:33
                                  No i co z tego? do niektorych nie dociera i wywalaja na ciebie galy kiedy pytasz gdzie tu mozna dziecko przewinac i wtedy trzeba im obrazowo zeby sie "empatia" uruchomila, potrafia sie zmobilizowac i zorganizowac. A na koniec wszyscy sa zadowolenia nie wylaczajac estetek siedzacyh przy stolikach. Moze tez gdyby kazdy rodzic pytal a nie przewijal z pokora na klapie od sedesu to i kat stosowny na stale by sie udalo wydzielic.
                                  • madzioreck Re: o ku! 13.07.11, 23:49
                                    > No i co z tego? do niektorych nie dociera i wywalaja na ciebie galy kiedy pyta
                                    > sz gdzie tu mozna dziecko przewinac i wtedy trzeba im obrazowo zeby sie "empati
                                    > a" uruchomila, potrafia sie zmobilizowac i zorganizowac.

                                    Nic, tylko nie pisz, że to nie był szantaż. a takim hasłem wystawiłaś świadectwo tylko sobie, nikomu innemu.
      • leeloo2002 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:20
        następnym razem jak dziecko ma biegunkę zamiast katować go jazdę autobusem i 4 krotnym wysiadaniem szarpnij się na taxi, albo poproś znajomego o podwiezienie.
        No ale dulszczyzna zwycięzyła, bo "co ludzie sobie pomyślą"
        • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:07
          no mnie tez to zdumiało. i jeszcze byc z tego dumnym.
    • babcia.stefa Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 22:46
      W im większym stopniu miejsce służy przyjemności, a nie po prostu zaspokojeniu potrzeb, tym mniejsza moja tolerancja na takie akcje. To znaczy w jakichś prymitywnych warunkach bojowych, gdzie nie ma jak, nie ma gdzie, to mówi się "trudno", ale jak wydaję ciężko zarobione pieniądze, żeby gdzieś przyjemnie spędzić czas - zero tolerancji. Wzywam obsługę i proszę, żeby zwróciła uwagę państwu, których kompletnie nie obchodzi, co robi ich dziecko, panu drącemu się do komórki jak potępieniec etc.
      • papalaya Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:05
        jaaasne, bar przy stacji benzynowej miejscem wydawania ciężko zarobionych pieniędzy i "przyjemnego" spędzania czasu

        ja wolę dobrą nastrojową knajpkę wieczorem

        ale rozumiem, że o gustach się nie dyskutuje i każdy lubi to co uznaje za luksus
        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:17
          To tylko w luksusowych knajpach nie uchodzi przewijanie dziecka? Rozumiem, że plebs jedzący w knajpie przy krajowej drodze szybkiego ruchu ma siedzieć cicho i konsumować, choćby im taka Matka Polka zasikaną pieluchę pod nosem położyła, bo to nie żaden Wersal, tak?
          • babcia.stefa Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:43
            Nie, absolutnie nie. Nie wiem, skąd taki wniosek.
            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:53
              Z postu papalayi - nie wiem, czemu miał służyć argument, że to restauracja przy drodze, a nie nastrojowa knajpka. Nawet jeśli, to co z tego? Ludzie jedzący hamburgera nie mają prawa do zjedzenia go w spokoju i bez kibelkowych widoków, zapachów tudzież odgłosów?
        • babcia.stefa Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:40
          Odnoszę wrażenie, że jedno z nas (i nie jestem to ja) nie umie czytać ze zrozumieniem, bo jako żywo nic nie napisałam o barach przy stacji benzynowej.
    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:08
      czy ja dobrze zrozumialam?
      przydrozna stacyjka a przy niej szybka jadlodajnia, pomiedzy tym publiczny kibelek bez przewijaka, do ktorego matka poszla umyc dziecko?
      to gdzie go miala umyc?

      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:14
        Dziecko nie było uwalane gównem aż do kostek, więc może wystarczyło wytrzeć chusteczkami dla niemowląt w samochodzie albo w kabinie i tam zmienić pieluchę? Dziecko samo chodziło, nie był to niemowlak w wózku, którego trzeba położyć.

        No i nie wiem, czy wejście smoka z półgołym dzieckiem i pieluchą do pomieszczenia, gdzie jedzą ludzie, jest dla ciebie absolutnie w porządku?
        • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:19
          upal byl przypuszczam skoro to bylo dzis, moje tez polgole do domu wracaly chociaz dawno odpieluchowane
          a weszla do restauracji juz z umytym dzieckiem
          gdzie miala je umyc jesli nie w umywalce?
          w kabinie raczej umywalki nie bylo,
          czepiasz sie i tyle
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:42
            Rozumiem, że upał tłumaczy, dlaczego pielucha została założona tam, gdzie ludzie jedzą, a nie w WC? Tylko można wiedzieć, jaki jest związek między jednym a drugim?

            > gdzie miala je umyc jesli nie w umywalce?

            Pytanie, czy naprawdę była potrzeba wsadzania dziecka niemal w całości do umywalki, jak pisałam, nie było usrane po pachy.

            > czepiasz sie i tyle

            No przecież pisałam. Mam fobię społeczną, szczególnie, kiedy jem i jestem raczona widokami pieluch, dup i oddawania moczu na trawę. Takie moje dziwactwo, bo jak widać reszta społeczeństwa, poza paroma dziwolągami wpisującymi się w tym wątku, lubuje się w takich widokach. A już w barze przy drodze wszystko ujdzie, wszak uczuciami osób jedzących tam nie trzeba się przejmować. Co innego, gdyby to lelegancka restauracja była, tam przejmować się należy.
            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:44
              no ja nie znajduje bardziej stosownego miejsca do umycia dziecka niz toaleta
              nie wiem, gdzie miala isc kobita z dzieckiem usranym i zmeczonym podrozą
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:50
                A gdyby tej stacji nie było i postój miałby miejsce na poboczu albo polu biwakowym, bez bieżącej wody, to co by taka matka zrobiła? Z czystej ciekawości pytam.

                Nie będę komentować usrania, trzy razy napisałam, że nie była to w żadnym wypadku sytuacja awaryjna, z bliska się nie przyglądałam, ale nie było w żadnym wypadku usrane po pachy.
                • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:53
                  nie wiem, co by zrobila, wode czysta znalazla, to myla
                  ja kiedys przewijalam dzieco w przydroznym mcdonaldzie na pralce, gdzie mi zyczliwie obsluga sluzbowy uniform rozlozyla
                  tez przewijakow nie mieli
                  • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:56
                    > nie wiem, co by zrobila, wode czysta znalazla, to myla

                    A obok była restauracja, w restauracji stoły, to po myciu wzięła małego, postawiła na krześle tudzież stole i zainstalowała pieluchę.
                    Inne matki zobaczyły trawnik, to również skorzystały, zabierając nań swoje dzieci, by ulżyły swojej fizjologii.
                    Nie było specjalnego pomieszczenia dla matki z dzieckiem, więc jest to całkowicie zrozumiałe i normalne, a to, że jakimś tam tirowcom się ten przydrożny barowy pieróg cofnął, to już tylko o ich braku świadomości i ciemnocie świadczy.
                    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:59
                      widocznie w takim stanie toaleta byla, ze wolaly z dzieckiem na trawe
                      jakby tak stado kundli walilo to pewnie nikt by nawet uwagi nie zwrocil uncertain
                      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:05
                        > widocznie w takim stanie toaleta byla, ze wolaly z dzieckiem na trawe

                        Bez przesady, nie była to dziura w ziemi. Może nie lśniło czystością, bo trochę ludzi się przewaliło, ale warunki akceptowalne. A zresztą nawet gdyby było brudno, to nie usprawiedliwia robienie publicznego kibla z trawnika przed restauracją, tym bardziej, gdy wszystko widać przez szklane ściany.

                        Swoją drogą zabawne, według ciebie było tak brudno, że te matki się brzydziły, aby ich dzidzia tam nasikała, ale mycie dzidzię w umywalce w tych straszliwych warunkach było całkowicie normalne? Coraz fajniejszych rzeczy dowiaduję się od ciebie o tej stacji benzynowej, na której nawet nie byłaś.

                        > jakby tak stado kundli walilo to pewnie nikt by nawet uwagi nie zwrocil uncertain

                        Rozumiem, że małe dziecko to jak pies: nie umie skorzystać z WC, to należy je na trawnik wyprowadzić?

                        Argument równie udany jak np. taki: gdyby któryś z tych tirowców zaczął na tym trawniku albo na środku knajpy walić konia, te mamusie z dzieckiem by go pewnie zlinczowały.
                        • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:08
                          no walenie konia przez tirowca na trawniku ma inny nieco ciezar gatunkowy niz sisiak wielkosci gasienicy, co ci mignal w trakcie zmiany pieluchy
                          ale widze ze wujaszek freud mialby z toba do pogadania big_grinbig_grin
                          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:11
                            I widzisz, nie rozumiesz kompletnie. Mnie ten siusiak nie gorszył seksualnie. Ale oczywiście najlepiej dorobić komuś gębę zboczeńca seksualnego, jak nie pieje z zachwytu na widok przewijania tuż obok swojego talerza.

                            Tak, oczywiście, w przewijaniu chodzi o widok cipki/siusiaka dwuletniego szkraba, a nie o pieluchy i towarzyszące im "okoliczności". Tak sobie możesz to tłumaczyć, skoro ci to pozwala wytłumaczyć sobie świat po swojemu.
                            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:14
                              no nie rozumiem, bo jak twierdzisz kuspka tez nie widzialas
                              a jedynie mycie i czysta pieluche do wymiany
                              czyli o zasade sie czepiasz tak naprawde
                              jak ona smiala umyc dziecko w umywalce big_grin
                              no smiala kurde
                              jakbys napisala ze ci jej dziecko w locie do szejka ulało zważonym mlekiem
                              no to bym ci powspolczula big_grin
                              • madzioreck Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:34
                                > a jedynie mycie i czysta pieluche do wymiany
                                > czyli o zasade sie czepiasz tak naprawde

                                I nie można było tego zrobić w toalecie, trzeba było na sali, gdzie ludzie jedzą, tak? Fajnie. Może zacznijmy sobie czyste tampony zmieniać po odświeżeniu się w toalecie, bo przecież to czyste. Dżizas.
                                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:27
                                  Tak, o zasadę właśnie chodzi a nie o to, czy tam była kupa czy nie. Założyłabyś sobie czystą podpaskę na środku knajpy?
                                  • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:31
                                    klawiatura_zablokowana napisała:

                                    > Tak, o zasadę właśnie chodzi a nie o to, czy tam była kupa czy nie. Założyłabyś
                                    > sobie czystą podpaskę na środku knajpy?
                                    >
                                    a ona zakladala?
                                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:06
                                      Zakładała dziecku pieluchę. To ten sam ciężar gatunkowy?
                                      No chyba, że podpaska jest megaobrzydliwa, a pielucha super estetyczna i cacy.
                                      • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:09
                                        naprawde zaczynam ci wspolczuc dramatycznego weekendu
                                        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:39
                                          Cieszę się, że zaczyna do ciebie docierać, że nie było to zbyt przyjemne.
                                  • madzioreck Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:16
                                    Hm, to była ironia, i jakbyś nie zauważyła, to się z Tobą zgadzam wink
                            • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:16
                              Ty dzieci to nie masz, nie? To nie wiesz, ze dziecko przewija sie w CZYSTĄ pieluchę? Taką z której mogłabyś sobie spokojnie zjeśc tego hamburgera.
                              • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:20
                                niosla zeby ja rozlozyc na stole kupa do gory big_grin
                        • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:25
                          sama pisalas ze do wc byla dluga kolejka, ile twoim zdanie dziecko wytrzyma?
                        • landora Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:23
                          Sytuacja ze stacji przy autostradzie Katowice-Wrocław:
                          Babcia z kilkulatkiem wyprowadzająca go na siusianie na pobocze drogi. W pobliżu bezpłatne toalety MOPu, toalety w Makdonaldzie, i trochę dalje toalety na stacji benzynowej. Niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego???
                  • dziennik-niecodziennik Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:53
                    ja przewinęłam raz w McDonaldsie na blacie miedzy umywalkami smile tylko fakt, odczekałam az było pusto....
                    • lafiorka2 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:13
                      Też zdarzyło mi się przewijac w McDonaldzie.Ale wjechałam wózkiem i małego na wózku przewinęłam.
                      • dziennik-niecodziennik Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:32
                        nie mieliśmy wózka, jechaliśmy w dłuższą trasę, mieliśmy tylko fotelik samochodowy smile
                        najpierw patrzyłam czy jej nei przewinąć własnie w kabinie na klapie sedesu (mam to opanowane), ale pomyslałam że skoro łazienka pusta i nikogo epatować pieluchami nei będę to cóż. no i się udało bez świadków sprawę załatwić smile
                        oczywiscie posprzątałam po sobie, przetarłam blat zmoczonym papierem i chusteczką nawilżoną (chociaz nie było potrzeby bo "materiał biologiczny" kontaktu z blatem nie miał).
                • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:10
                  Gdyby tej stacji nie bylo to by sie zatrzymala na nastepnej, 20 km dalej. A bo to stacji malo? Po to sie m.in czlowiek zatrzymuje na stacji w czasie podrozy zeby z wc skorzystac. A tak sie sklada, ze dzieci tez swoje potrzeby maja.
                • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:13
                  no ale przecież jakby było, to byś chyba zemdlala. a potem założyła histeryczny wątek na forum.
            • mruwa9 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:18
              klawiatura_zablokowana napisała:

              . Mam fobię społeczną, szczególnie, kiedy jem Takie moje dziwactwo,


              No to jest to twoj problem, nie calego spoleczenstwa. Fobie mozna leczyc, serio, a umywalka w toalecie na stacji benzynowej wydaje mi sie naturalnym i oczywistym miejscem do umycia dziecka, jesli nie ma osobnej lazienki dla podroznych z dziecmi.
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:28
                Nie było osobnej łazienki dla podróżujących z dziećmi, ale na trony Valarów, była kabina prysznicowa, a do niej kolejki nie było!
            • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:12
              > Pytanie, czy naprawdę była potrzeba wsadzania dziecka niemal w całości do umywa
              > lki, jak pisałam, nie było usrane po pachy.


              no ale to tym bardziej - co takiego się stało?
          • shellerka nie, moofka 11.07.11, 11:09
            nie moofka, ona się nie czepia, to niektóre matki mają mózgi przeżarte kaszką i wydaje im się, że dzieciom wolno i wypada wszystko.
            otóż nie.
            kultura, kultura, kultura!
            • moofka Re: nie, shelerka 11.07.11, 11:16
              ja sie odnioslam do mycia dziecka w umywalce
              dzieci masowo robiace kupe na trawniku pojawily sie pozniej dla wzmocnienia efektu jako fikcja literacka
              szczerze chcialabym to zobaczyc, bo pewnie tez by mnie wrylo w ziemie big_grinbig_grin
              • mama_kotula Re: nie, shelerka 11.07.11, 11:43
                moofka napisała:
                > dzieci masowo robiace kupe na trawniku pojawily sie pozniej dla wzmocnienia efe
                > ktu jako fikcja literacka
                szczerze chcialabym to zobaczyc, bo pewnie tez by mnie wrylo w ziemie big_grinbig_grin

                Cholera, ja się zawsze zastanawiam, dlaczego te wszystkie rzeczy przytrafiają się innym, a mnie nie.
                Dlaczego wszyscy widzą te dzieci hurtem robiące kupę na trawnik, te setki matek wywalające publicznie obrzydliwe cyce, tę okropną młodzież co się co chwilę nawzajem po kroczu maca i język sobie wpycha w gardło, te niezliczone ilości matek przewijające na stolikach w restauracji - a ja cholera tego nie widzę. Uważam, że to jest jak najbardziej NIE FAIR i od dzisiaj postanawiam codziennie chodzić na długie wyprawy celem polowania na takie atrakcje.
                • klawiatura_zablokowana Re: nie, shelerka 11.07.11, 11:47
                  > Cholera, ja się zawsze zastanawiam, dlaczego te wszystkie rzeczy przytrafiają s
                  > ię innym, a mnie nie.

                  Zamień się, pliiiiiz big_grin
              • klawiatura_zablokowana Re: nie, shelerka 11.07.11, 11:46
                > dzieci masowo robiace kupe na trawniku pojawily sie pozniej dla wzmocnienia efe
                > ktu jako fikcja literacka

                No to udowodnij, że to fikcja literacka, śmiało.
                Możesz przy okazji dowieść, że kibel był zbyt brudny, by sadzać na nim dziecko i absolutnie należało wyprowadzić je na trawę, jak brzęczysz w co drugim poście.

                > szczerze chcialabym to zobaczyc, bo pewnie tez by mnie wrylo w ziemie big_grinbig_grin

                Mnie właśnie wryło w ziemię, no ale TY przecież wiesz lepiej, co JA widziałam, a czego nie widziałam big_grin
        • dorotab30 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:27
          Wiesz, nie widziałam sytuacji, nie oceniam. Ale do 36 roku życia byłam bezdzietnym babskiem zakładającym podobne wątkismile Aż tu nagle zostałam matką i szok... to co wcześniej wydawało się nie do pomyślenia, stało się naprawdę. Jako przeciwniczka karmienia publicznego nakarmiłam syna w centrum handlowym. Jako przeciwniczka publicznego przewijania, przewinęłam syna w umywalce na stacji benzynowej, bo mimo że już chodził, to jego kupa wyleciała na mnie, na niego, na fotelik samochodowy. I nie pomogły chusteczki. I puściłam go w pieluszce do restauracji do taty, bo sama miałam obsraną bluzkę i musiałam się ogarnąć. I takich sytuacji mogłabym ci opowiedzieć dziesiąt, bo mam już dwoje dzieci. Podsumowując... nie oceniaj, nie masz pojęcia o tym co w danej chwili się dzieje. Życzliwie piszę.
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:45
            Rozwala mnie tłumaczenie "będziesz matką, zrozumiesz". Czy zostanie matką automatycznie wyczyszcza część mózgu odpowiedzialną za rozumienie faktu, że innym ludziom niekoniecznie wszystko jawi się naturalnym? Rozumiem, że jak się zostaje matką, to to wszystko przestaje obrzydzać i dziwić. Ale na chińskiego boga, są jeszcze na tym planecie inni ludzie.
            Jasne, pewnie kiedyś zostanę matką, ale obawiam się, że wtedy już na świecie urodzą się następne osoby, które może nie będą sobie życzyły przewijania na środku knajpy. Co gorsza, nadal będą po świecie chodziły osoby jeszcze starsze ode mnie, które dzieci nie mają, nie lubią albo mają, a jednak wciąż uważają podobne akcje za przesadę. I chyba nic poza regularnym odstrzałem tej sytuacji nie zmieni.
            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:51
              ach nie, no na tym wysokim poziomie swiadomosci na pewno nie zamienisz sie w pieluszkowego potwora
              z zasranym dzieckiem dojedziesz suwalk do zielonej gory zeby tirowcow na przydroznej stacji widokami nie straszyc
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:54
                Nie chodziło mi w żadnym wypadku o to, żeby nie przewijać. Chodziło o to, że była tam restauracja i nie każdy musi sobie życzyć tudzież uważać za naturalny widok gołego tyłka, pieluch i oddawania moczu tudzież kału na pełnym widoku podczas jedzenia. Nawet, jeśli jest to TYLKO tirowiec czy inny plebs.
                • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 10.07.11, 23:57
                  teraz juz mieszasz
                  pisalas o toalecie pomiedzy i o kolejce i o umywalce
                  nie gdzie myc, jak nie w umywalce
                  semantyka - umywalka, czyli cos, w czym sie umywa
                  ty rece, ona dupę dziecinie
                  bardzo praktyczne, prysznica pewnie nie bylo, więc siłą rzeczy musiało byc tam
                  • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:00
                    I teraz cię zmartwię, bo prysznic był :]

                    Jak rozumiem, do paradowania po knajpie z gołą dziecięcą pupą i pieluchą tudzież wydalania na trawniku przed knajpą uparcie się nie odniesiesz, bo to ja muszę wyjść na tę nietolerancyjną, co się biednych matek w potrzebie czepia suspicious
                    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:05
                      szczerze nie, dla mnie to bzdura
                      okres przewijania i karmienia, publicznego rowniez mam za soba i wspominam z sentymentem jako lajtowy i bezproblemowy
                      bo teraz przechodze przez spektakularne i donosne histerie i wscieki, ktory widzi nie tylko czujna i bystrooka bezdzietna
                      ale kazdy w promieniu stu metrow czy chce czy nie chce
                      do tego kazdy radzi i wie lepiej
                      to dopiero wyzwanie
                      a jakbys to mnie z bachorstwem dzisiaj spotkala, dopiero bys wątka wysmażyła big_grinbig_grin
                    • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:21
                      Cos takiego, prysznic byl!
                      A jak ty sobie madralo wyobrazasz wymycie 2latka dziecka pod prysznicem na stacji benzynowej?
                      Nie znasz kobito realii, pewnie nigdy sie dziecka na rekach nie mialas nie mowiac o zajmowaniu sie a ci sie wydaje ze wszystkie rozumy pozjadalas. Popracuj troche nad wyobraznia.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:30
                        To znaczy pod prysznicem, w zamkniętej, osobnej kabinie jest znacznie trudniej niż w umywalce w zapchanej po brzegi ludźmi wspólnej łazience?
                        Faktycznie nie ogarniam...
                        • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:46
                          klawiatura_zablokowana napisała:

                          > To znaczy pod prysznicem, w zamkniętej, osobnej kabinie jest znacznie trudniej
                          > niż w umywalce w zapchanej po brzegi ludźmi wspólnej łazience?
                          > Faktycznie nie ogarniam...

                          No, nie ogarniasz.

                          Kwestie techniczne:
                          Jakiego typu był tam prysznic? Taki standardowy, co ma na stałe zamontowane dyszę do wody na wysokości ok. 180cm? Czy ze słuchawką?
                          Hint: jak dysza jest na górze, moczy się wszystko. Hint2: Jak jest słuchawka, masz o 1 rękę za mało (jedną trzymasz dziecko, drugą myjesz dziecko, trzecią trzymasz słuchawkę). Hint3: w umywalce woda z kranu leci sama i kranu nie musisz trzymać.
                          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:10
                            Jakiego typu był prysznic nie wiem, bo nie miałam potrzeby korzystania z niego.
                            Zresztą, JAK JUŻ PISAŁAM, w całej historii nie chodziło tylko o tę umywalkę, umywalka wobec kupy pod oknami i przewijania w knajpie była naprawdę lajtowa.
                          • a.nancy Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:34
                            > Hint2: Jak jest słuchawka, m
                            > asz o 1 rękę za mało (jedną trzymasz dziecko, drugą myjesz dziecko, trzecią trz
                            > ymasz słuchawkę).

                            nie bronię idei mycia dziecka pod prysznicem "publicznym", bo do tego trzeba rozebrać siebie i dziecko, a podejrzewam, że w opisywanej sytuacji chodziło raczej o podmycie niż kąpiel smile
                            jednak chciałabym zaznaczyć, że kąpię dziecko pod prysznicem (ze słuchawką), odkąd potrafi samo stać, z tego banalnego powodu, że (jako patologia wink)) nie posiadam w domu wanny. i rąk mi wystarcza.
                            • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:37
                              Cytat
                              jednak chciałabym zaznaczyć, że kąpię dziecko pod prysznicem (ze słuchawką), odkąd potrafi samo stać, z tego banalnego powodu, że (jako patologia wink)) nie posiadam w domu wanny. i rąk mi wystarcza.


                              Tak, ale wtedy kąpiesz dziecko "w całości". Czyli moczysz je całe, a nie tylko mu myjesz tyłek.

                              Tu wszystko rozbija się o kwestię logistyki - ok, wykąpię dziecko pod prysznicem na stacji benzynowej, bo walnęło kupę - pojawia się problem, w co je potem wytrę? o ile mokry tyłek mogę wytrzeć papierowym ręcznikiem, o tyle całego dwulatka niekoniecznie. Czyli pojawia się kwestia znalezienia czegoś do wytarcia dziecka. I tak dalej.
                              • kura17 OT 11.07.11, 11:43
                                > Tu wszystko rozbija się o kwestię logistyki - ok, wykąpię dziecko pod prysznice
                                > m na stacji benzynowej, bo walnęło kupę - pojawia się problem, w co je potem wy
                                > trę? o ile mokry tyłek mogę wytrzeć papierowym ręcznikiem, o tyle całego dwulatka
                                > niekoniecznie.

                                hehe... u mnie w pracy sa prysznice... (recznikow nie ma, trzeba sobie przyniesc). mialam znajomego, ktory czesto bral tam prysznic, ale nie przynosil swojego recznika (po co???), tylko wycieral sie papierowymi wlasnie tongue_out a poniewaz akurat te "nasze" papierowe w pracy sa zielone, wiec od razu wiedzielismy, kiedy kolega korzystal z firmowego prysznica smile
                            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:39
                              samo stac
                              slowo klucz
                              w obcym prysznicu na publicznej stacji nie postawie bosego dziecka, zeby mi jakiegos syfu nie zlapalo
                              to tak trudno zrozumiec?
                              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:49
                                Ale przewiniesz dziecko w restauracji, gdzie ludzie jedzą, żeby to oni syf od dupy twojego dziecka złapali, tak?
                                Bo skoro to z higieny wynikało (i RZEKOMEGO syfu pod prysznicem, którego jak na razie nie widział nikt poza moofką, której zresztą tam nie było i ma gó... nie pojęcie, jak ta stacja benzynowa wyglądała tudzież gdzie się znajduje), to sranie na trawę i przewijanie w knajpie odpada.
                                • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:50
                                  jestes agresywna
                                  • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:55
                                    Natomiast twoje uwagi o wyimaginowanych brudnych tirowcach, których można przewijać dziecko koło talerza, bo są bardziej obrzydliwi od kupy dwulatka, były na wysokim poziomie i absolutnie nikogo nie obrażały.
                                • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:24
                                  Ale się zacietrzewiłaś. Wszystko co piszesz jest agresywne i absurdalne. Jaki syf od umytej dupy dziecka? Brudną dupą im w talerze siadało? taka jest teraz wersja? big_grinD


                                • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:38
                                  Ty tez tego prysznica nie widzialas i nie wiesz czy matka nie widziala i nie stwierdzila, ze nie ma tam warunkow zeby podmyc 2latka.
                                • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:43
                                  A czemu mieli syf od pupy dziecka zlapac? Wycierali sobie buzie w jego brudna pieluche?suspicious
                                  Nawet wachac nie musieli bo dziecko juz podmyte w umywalce bylobig_grin A nawet gdyby musieli wachac to i tak mniejszy problem niz gdyby dziecko zlapalo jakiegos syfa badz posliznelo sie pod nieprzystosowanym dla malych dzieci prysznicem.
                            • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:27
                              Oczywiscie ze dziecko moze sie kapac pod prysznicem , moje tez kochaja stac pod przysznicem odkad zaczely same chodzic ale to w domowych warunkach a nie sadze, zeby prysznic na stacji beznzynowej byl przystosowany do bezpiecznego kapania sie tam 2latka.
                        • chusteczka4 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:15
                          A wanny kurde nie było...?
                        • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:21
                          tak, kurna, jest trudniej! mam prysznic w domu i w nim nie myje dziecka, BO SIĘ NIE DA. na tym etapie. dociera?
                        • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:24
                          Piszemy o malym dziecku, 2letnim nie o doroslym ani nawet 5 latku.
                  • spicy_orange Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 00:30
                    > semantyka - umywalka, czyli cos, w czym sie umywa
                    > ty rece, ona dupę dziecinie

                    abstrahując nieco, akceptujesz też sikanie do umywalki?
                    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:23
                      spicy_orange napisała:

                      > > semantyka - umywalka, czyli cos, w czym sie umywa
                      > > ty rece, ona dupę dziecinie
                      >
                      > abstrahując nieco, akceptujesz też sikanie do umywalki?

                      nieco abstrahując big_grinbig_grin
                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:10
                      Dlaczego tylko sikanie, kupę walnąć też można, do tego wszak służy suspicious
                      • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:27
                        klawiatura_zablokowana napisała:

                        > Dlaczego tylko sikanie, kupę walnąć też można, do tego wszak służy suspicious

                        Och, lubimy popadać w skrajności i dążyć do absurdu, lubimy, prawda? ;P
                        I ty i ja wiesz, że umywalka do tego NIE służy. Służy do MYCIA. Pytanie o sikanie i walenie kupy do umywalki jest robieniem z oponenta idioty, ośmieszaniem go. I o tym też obie wiemy.
                        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:41
                          Wiemy także, że w tym wątku tylko ja popadam w skrajności, a argumentacja na zasadzie "pewnie w tej knajpie było pełno obleśnych tirowców z brzuchami i włosami pod pachą" nie jest sprowadzaniem kwestii do absurdu.
                          • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:43
                            to kwestii estetyki i proporcji golizny posrod upału
                            do ciebie zawsze trzeba tak doslownie?
                            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:51
                              Tak, już zrozumiałam, że dla ciebie kupa jest bardziej estetyczna od faceta bez koszulki. Nie musisz tego wyrażać jeszcze dosłowniej. Rozumiem i współczuję.
                              • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:52
                                Cytattak, już zrozumiałam, że dla ciebie kupa jest bardziej estetyczna od faceta bez koszulki.

                                Eno, chwila - kupa nie występowała w restauracji, w restauracji występowało gołe dziecko.
                                Chodzi ci o tę kupę masowo hurtowo rżniętą za oknem? suspicious
                                • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:02
                                  > Eno, chwila - kupa nie występowała w restauracji, w restauracji występowało goł
                                  > e dziecko.
                                  > Chodzi ci o tę kupę masowo hurtowo rżniętą za oknem? suspicious

                                  to był flash mob
                                  musieli sie na fejsbuku skrzyknac big_grin
                                  • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:25
                                    zapewne big_grinDD
                                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:46
                                  Tak, to przy tym obrazku pojawił się komentarz "a w środku zapewne siedziała cała masa brzuchatych tirowców z włosami pod pachą", co - jeśli dobrze rozumiem - ma rżnięcie kupy usprawiedliwiać, jako że otoczenie było równie obrzydliwe. Znaczy - musiał być to czynnik istotny, skoro został wytoczony w obronie rżnięcia kupy, nieprawdaż.
                                • spicy_orange Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 22:47
                                  > Eno, chwila - kupa nie występowała w restauracji, w restauracji występowało goł
                                  > e dziecko.
                                  > Chodzi ci o tę kupę masowo hurtowo rżniętą za oknem? suspicious


                                  chodzi o tą kupę wymywaną w łazienkowej umywalce spomiędzy gołych dziecięcych pośladków. Wszak umywalka służy do umywania, prawda? a czy się umywa ręce czy resztki kupy z fałdów to już bez znaczenia.. W sumie jakby jeszcze dzieciak sobie siknął to też żadna różnica - woda leciała, by się spłukało, a przecież klienci nie macają umywalki to nie powinno im przeszkadzać?
                                  • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 23:21
                                    Podobno tylek nie byl obsrany, wlasnie dlatego autorka probowala przekonac ze jego mycie bylo rzecza zbedna. Wychodzi wiec na to ze gdyby byl wysmarowany kupa to matka bylaby usprawiedliwiona.
            • wuika Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:00
              Tylko, że czym innym jest oburzenie na to, że dzieci załatwiają się na trawniku - no tutaj nie ma usprawiedliwienia, a czym innym haniebny fakt umycia dziecka w umywalce. Widocznie nie było ogólnodostępnego, ale zamykanego prysznica dla rodzica z dzieckiem, żeby tam dziecko doprowadzić do porządku, więc wrzuciła dziecko do umywalki i umyła. Normalna sprawa w normalnej toalecie - one do tego są. I bycie matką nic nie ma do zrozumienia faktu, że od mycia dzieci jest toaleta.
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:33
                Problem w tym, że był zamykany prysznic, co prawda nie był specjalnie oznakowany jako dla matki z dzieckiem, ale ta toaleta z umywalką również nie.
                Ja bym po prostu poszła do kabiny prysznicowej, swobodniej, więcej miejsca, bez kolejki, a na dodatek nie robię tego na oczach dziesiątek obcych ludzi.
                Ale jak wynika z tego wątku, jestem popie...ną bezdzietną i się czepiam.
                • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:36
                  ty bys weszla ryzykujac zalanie calego ubrania
                  albo postawilabys bosego dwulatka w brudnej kabinie
                  a ja bym nie postawila
                  i ona wolala w umywalce
                  mnie tez wygodniej w umywalce
                  czy to jest w ogole temat, ktory ciebie powinien zajmowac kto jak swoje dzieci myje?
                  • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:39
                    Moofka, napiszże to wreszcie jasno i wyraźnie: skąd ty dziewczyno wiesz, jaki był stan sanitarny tej toalety? Bo piszesz czwarty raz o tych brudnych łazienkach i toaletach, a nawet tam nie byłaś.
                    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:47
                      bo jesli to bylo w polsce to z duzym prawdopodobienstwem moge zalozyc
                      ostatnio na autostradzie za wroclawiem a przed legnica przystanelismy w jednym takim miejscu gdzie byl kibel i jadlodajnia i bylo tak rzygliwie ze z calego autobusu nikt nie zaryzykowal
                      pojechalismy dalej, jakbym miala ze soba dwulatka wysikalabym go pod krzaczkiem, chociaz nie twierdze ze to dobre wyjscie
                      w danej sytuacji byloby najlepsze

                    • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:28
                      ale jak ty sobie wyobrazasz umycie pod prysznicem tylko pupy malego dziecka? nie wiem, czy wiesz, ale dzieci w tym wieku są nadzwyczaj ruchliwe. wszystko by było mokre - jego i matki ubranie, nie tylko tylek.
                      Ty z dziecmi to nigdy do czynienia nie mialas nie?
                    • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:30
                      Poza tym na złapanie grzybicy w publicznych prysznicach/basenach ma sią szanse jakies 50% - naraziłabyś na takie ryzyko własne dziecko? Żeby nie gorszyć jakims dziumdź? Ja nie.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:28
                        Znacznie bardziej higieniczne jest przewijanie dziecięcia w sali, gdzie znajduje się jedzenie. Ale nie, stój, to tylko dziumdzie mogą się czymś zarazić od twojego dziecka, spoko, czyli nie ma problemu.
                        • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 21:23
                          bredzisz. czym miałyby sie zarazic od dziecka na odległość? co to - dziecko kibel jest, że niby ma byc nosicielem tylu zarazków? prędzej dorosły jest zagrożeniem dla dziecka niż na odwrót.
                    • jowita771 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 15:32
                      > Moofka, napiszże to wreszcie jasno i wyraźnie: skąd ty dziewczyno wiesz, jaki b
                      > ył stan sanitarny tej toalety? Bo piszesz czwarty raz o tych brudnych łazienkac
                      > h i toaletach, a nawet tam nie byłaś.

                      Załóżmy optymistycznie, że gołym okiem nie było widać brudu. Wchodzisz boso do takiego brodzika? Ja bym nie weszła, dziecka również bym nie postawiła.
                      • spicy_orange Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 22:52
                        > Załóżmy optymistycznie, że gołym okiem nie było widać brudu. Wchodzisz boso do
                        > takiego brodzika? Ja bym nie weszła, dziecka również bym nie postawiła.

                        ale już nie masz oporów, żeby założyć optymistycznie że umywalka była czysta? i śmiało byś dziecko tam bose postawiła?
                        • jowita771 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 10:18
                          W umywalce bym umiała umyć tyłek dziecku bez stawiania go, zdarzało mi się to robić. Pod prysznicem się nie da, chyba, że się umoczysz prawie cała Ty i dziecko. Dziewczyny to dość obrazowo opisały, brakuje jednej ręki po prostu.
                  • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:44
                    Moofka powiedz że żartujesz. Zakładasz z góry, że nieużywana w danym momencie kabina jest brudna i nie postawiłabyś w niej bosego dwulatka. A umywalka, w której non stop myją brudne ręce ludzie jest tak sterylna, że bez problemu wsadziłabyś do niej dwulatka? W to, że utrzymasz w jednej ręce tak duże dziecko, żeby nie dotykało nóżkami czy pupą umywalki, podczas gdy drugą ręką bedziesz go podmywać, po prostu nie wierzę. Tak przy okazji, o ile prysznic ma zdejmowaną "słuchawkę" nie widzę większego ryzyka zalania ubrania niż przy podmywaniu w umywalce.
                    • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:31
                      Estelka, o grzybicy stóp słyszałaś? Raczej trudno ją złapać przez używanie wspólnej umywalki, bajecznie łatwo przez używanie wspólnego prysznica.
                      • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 16:26
                        A jak się wsadza półgołego dwulatka (bosego i z gołą dupką) do publicznej umywalki, gdzie z racji całkiem słusznych w tym wieku gabarytów na 100% dotknie gołą częścią ciała owego sprzętu sanitarnego. Ale tylko grzybica stóp jest groźna, reszta to mały pikuś.
                        • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 21:25
                          wiesz dlaczego? bo małe dziecko rzadko jest nosicielem groźnych grzybów czy bakterii. a dorosły jest.
                          ja myję tyłek mojej małej w umywalce w domu i jakoś nie staliśmy sie ogniskiem zakażenia.
                          • spicy_orange Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 23:00
                            > wiesz dlaczego? bo małe dziecko rzadko jest nosicielem groźnych grzybów czy bak
                            > terii. a dorosły jest.
                            > ja myję tyłek mojej małej w umywalce w domu i jakoś nie staliśmy sie ogniskiem
                            > zakażenia.


                            ale w takiej knajpianej umywalce może być wszystko: charki, smarki, mocz i kał, wymiociny i inne cuda na kiju. Ludzie spłukują cały syf jaki mają na łapach a nie wiesz co kto robił przed chwilą wink Jakoś mi się nie chce wierzyć że obsługa nie myje brodzika a szoruje umywalkę - wszak jej się zwyczajowo nie dotyka, to i myta jest zapewne tyle, byle wyglądała jako tako. A ty tam z hurra optymizmem wstawiasz dwulatka. No fajnie. To już bym wolała w brodziku jakąś reklamówkę jednorazową położyć i na niej postawić dzieciaka, hm, o ile by się dał wink
                          • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 13:37
                            Za to dorośli użytkownicy umywalki, jak również mniejsze i większe dzieci na łapach mają wszelaki syf, a do tego w umywalce mogą znaleźć się inne atrakcje, jak ktoś poniżej zauważył. W życiu nie włożyłabym dziecka do publicznej umywalki i zawsze robię wszystko żeby samej również jej nie dotykać. Nawiasem mówiąc faktycznie dzieciak rzadko choruje na grzybicę stóp, za to w jego kale mogą być pasożyty, czy bakterie. I to chyba częściej niż u przeciętnego dorosłego. Więc nie zarzekaj się z taką pewnością, że dziecko jest sterylne, higieniczne itd. Bo nie jest.
                • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:43
                  Cytat
                  Ja bym po prostu poszła do kabiny prysznicowej, swobodniej, więcej miejsca, bez kolejki, a na dodatek nie robię tego na oczach dziesiątek obcych ludzi.


                  Znaczy, całe dziecko pod prysznic wpakować, samemu się rozebrać razem z nim? Czy jak, bo nie bałdzo ogarniam??
                  Taki hint: wygodniej jest dziecku umyć tyłek w umywalce, niż pod prysznicem. Rly.
                  • spicy_orange Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 23:06
                    żeby umyć włosy pod prysznicem też się pakujesz tam cała? dla mnie to technicznie bardziej skomplikowane niż wsadzić samą głowę i ręce.

                    Tak sobie teraz wyobraziłam taką scenkę: dzieciak stoi w brodziku w rozkroku, przodem do wyjścia z kabiny, zgięty wpół. Matka na zewnątrz jak najbliżej się da, przodem do kabiny z głową dzieciaka trzymaną między nogami, też zgięta wpół z głową i rękami akurat w miejscu strategicznym nad tyłkiem dziecka. Nic tylko szorować - pupa wypięta, łatwy dostęp, dzieciak unieruchomiony więc nie ma biegania po syfiastym brodziku. Ehh i tak bym to widziała big_grin
                    • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 23:18
                      Ja tam nie potrafie dziecka wymyc pod prysznicem sama sie nie moczac nie mowiac o niezmoczeniu calego dziecka.
                      • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 07:24
                        franczii napisała:

                        > Ja tam nie potrafie dziecka wymyc pod prysznicem sama sie nie moczac nie mowiac
                        > o niezmoczeniu calego dziecka.

                        No przecież Spicy_orange podała wyżej przepis. Ten z wsadzaniem głowy dziecka między nogi, no ja cię proszę, przecież to proste, wygodne, i dla matki i dla dziecka, a ludzi się nie straszy ;>
                        • shellerka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 07:42
                          bo franczi to z tych, co to nie umieją przewinąć bez przewijaka, nie umieją umyć bez wanny, tudzież umywalki, nie umieja dyskretnie nakarmić, nie umieją dziecka uciszyć.

                          a nie... im się po prostu nie chce. po co? mają dziecko, mają prawo. reszta niech milczy, bo nie wiedzą co to znaczy mieć dziecko!

                          walnąć takim po portrecie matki boskiej karmiącej i nad kominek, niech się napawają swoją boskością.
                          grrrrr
                          • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 07:53
                            Cytat
                            bo franczi to z tych, co to nie umieją przewinąć bez przewijaka, nie umieją umyć bez wanny, tudzież umywalki, nie umieja dyskretnie nakarmić, nie umieją dziecka uciszyć.


                            Eee, ironia to cię w dupę kopnęła a ty nie zauważyłaś.
                            Naprawdę uważasz, że matka powinna uprawiać ekwilibrystykę stosowaną, jaką zaproponowała Spicy_orange? Mwahahaha. O ile jestem przeciwko przewijaniu na stole, sraniu na trawniku, narzucaniu się z dzieckiem wszystkim i wdupiemaniu innych itp., to ten przepis na akrobatyczne mycie dziecka w brodziku z jego głową wepchniętą między nogi rozbawił mnie do łez. Ja jestem naprawdę skłonna robić innym dobrze, ale w granicach rozsądku.
                            • shellerka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 08:09
                              a weź, jaką ekwilibrystykę?
                              w życiu bym dzieciaka nie wsadziła do brodzika na stacji benzynowej, tak samo jak do zlewu na tejże, ale z przyczyn takich, że by mi się brzydziło.

                              ironiczna jak dla mnie to była porada spicy właśnie

                              natomiast powala mnie, że ktoś nie potrafi dzieciaka umyć pod prysznicem. mam wannę i prysznic. w domu dzieciaki wolą wannę. fakt. jest łatwiej.
                              ale byłam teraz na wakacjach i przez tydzień myły się pod prysznicem - 1,5 roczniaka tak myłam.
                              i wyobraź sobie, że nie musiałam jej głowy między moje nogi wsadzać. pewnie z noworodkiem, czy wogóle takim do roku byłby problem, wolałabym umyć na leżąco ściereczkami - nie chusteczkami, ale gąbką na przewijaku.
                              rozumiem, że jak prysznic jest na wakacjach, to franczi albo żąda udostępnienia wanny, albo codziennie włazi z dzieciakiem pod prysznic i razem się kąpią.
                              o ile ma to uzasadnienie przy takim półroczniaku, to jakoś nie widzę potrzeby przy dwulatku.

                              przewijak - przewijaków kiedyś nie było! małe dziecko można przewinąć w wózku, jeśli bez wózka, to na kolanach, na blacie od umywalki - naprawdę ale to naprawdę nie trzeba mieć osobnego do tego pomieszczenia.

                              duże dziecko można przwinąć na stojąco. serio. duże dziecko na przewijak to bym się nawet bała położyć. duże dziecko się wierzga. młoda jest grzeczna, ale starszemu w tym wieku musiałam kupować takie specjalne pieluchy huggisy w formie wciąganych gatek, bo zapiąć pieluchy nie mogłam na nim. ale też - poszłam kupiłam stosowne pieluchy, a nie wołałam obcych ludzi i sugerowałam, że jak mi dzieciaka nie pomogą przytrzymać, to cała knajpa zobaczy !

                              i naprawdę nie chodzi o bycie dzielną ponad wszystko ale o odrobinę samodzielności, pomyślunku i zaradności.
                          • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 09:38
                            No krolewna ze mnie, umywalki mi sie zachciewa, takie fanaberie glupiebig_grin
                            A pod prysznicem moje dzieci sie kapia tyle tylko ze jak je myje to jestem mokra ja i pol lazienki taka ze mnie lamaga, nikt doskonaly nie jest. Oprocz ciebie oczywiscietongue_out
                            Przewijaka ja nie potrzebuje, przewijalam i na lozku i na lawce ale gdzies to dziecko musze polozyc i na pewno to nie bedzie publiczny sracz, pewnie bym potrafila ale nie chce probowac i nie musze bo mam jezyk w buzi i potrafie sie z ludzmi porozumiec. Zas nawet bezdzietna mlodziez kelnerujaca po knajpach wykazuje sie wiekszym zrozumieniem i klopa do przewijania nie proponuje. Takie rozwiazanie to moize tylko ematka zaproponowacbig_grin
                            • hanalui Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 11:42
                              franczii napisała:
                              Zas nawet bezdzietna mlodziez kelnerujaca po knajpach wyk
                              > azuje sie wiekszym zrozumieniem i klopa do przewijania nie proponuje.

                              Serio? surprised A ja glupia nawet wlasne dziecie, we wlasnej chalupie w klopie przewijalam zeby sobie smrodow na pokoje nie nosic i ze wzgledu na dostep do wody i chemii wink
                              No i ilez to ciekawych pomieszczen moze miec knajpa, zeby ci je tak ot siup zaproponowac to raz, dwa - no dodatek wraz z umywalka gdzie mozna podmywac osrane dzieciaki? Schowek na miotly i wiadra do sprzatania, pewnie bez umywalki wiec odpada? Spizarke, chlodnie - odpada bo umywalki tez jak mniemam brak, kuchnie miedzy smazacym sie olejem a zmywakiem - raczej BHP i sandpid moglby sie przyczepic, wiec tez odpada? Juz widze jak personel w podskokach prowadzi kazda matke, ktorej sie zamarzy do miejsca gdzie sam trzyma wlasne prywatne rzeczy, torebki, wierzchnie okrycia, to raz, dwa - tez bez umywalki coby obmyc obsranca wiec tez odpada. A moze gabinety szefa knajpy, jakis pokoj ksiegowej (choc to byba teraz outsourcing raczej z oszczednosci na pomieszczeniach wlasnie), ktorego zestrachasz ze albo jemu osrane niemowle bedziesz na stole przewijac, albo jak nie to na widoku publicznym miedzy zupa na jednym stoliku a winem na drugim to zrobisz?
                    • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 07:22
                      spicy_orange napisała:
                      > Tak sobie teraz wyobraziłam taką scenkę: dzieciak stoi w brodziku w rozkroku, p
                      > rzodem do wyjścia z kabiny, zgięty wpół. Matka na zewnątrz jak najbliżej się da
                      > , przodem do kabiny z głową dzieciaka trzymaną między nogami, też zgięta wpół z
                      > głową i rękami akurat w miejscu strategicznym nad tyłkiem dziecka. Nic tylko s
                      > zorować - pupa wypięta, łatwy dostęp, dzieciak unieruchomiony więc nie ma biega
                      > nia po syfiastym brodziku. Ehh i tak bym to widziała big_grin

                      Masz bujną wyobraźnię.
            • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:19
              Czy zostanie matką autom
              > atycznie wyczyszcza część mózgu odpowiedzialną za rozumienie faktu, że innym lu
              > dziom niekoniecznie wszystko jawi się naturalnym?

              nie, przeciwnie, rozszerza horyzonty tłukom.
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:00
                Aha, znaczy te matki miały po prostu szeroki horyzont?
    • kiniox Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 02:25
      Opiekę nad małym dzieckiem w podróży świetnie obrazuje moim zdaniem żartobliwy przykład, że jak chcesz wiedzieć, jak to jest zajmować się małym dzieckiem, to spróbuj włożyć jedną ręką żywą ośmiornicę do siatki z oczkami.
      W tym sensie jako osoba bezdzietna nie masz o tym pojęcia, bo niby skąd. Nie ma się o co obrażać. Są po prostu rzeczy, których sobie nie wyobrazisz, dopóki ich nie zaznasz na własnej skórze. Oczywiście najłatwiej interpretować każde zachowanie rodziców jako złą organizację, złą wolę lub chamstwo. Np. ja osobiście jako osoba bezdzietna wyobrażałam sobie opiekę nad dzieckiem jako coś w rodzaju opieki nad szklaną miską. Rozumiałam, że trzeba oczywiście uważać, żeby jej nie zbić, ale byłam przekonana, że ogólnie wszystko jest kwestią dobrej organizacji. A potem urodził się mój syn i proszę - zonk. Rusza się, wydaje dźwięki, ma własne wizje na to, co teraz będzie robił, nie chce stać tam, gdzie go na chwilę odstawię, nie bierze pod uwagę, że mnie głowa boli, ani tego, że wzięłam dla niego na drogę trzy zapasowe ubranka, a nie cztery. Kurczę, chyba wybrakowany jakiś, w końcu miał czekać spokojnie, jak ta szklana miska, a tu proszę, ciągle mi funduje jakieś nieprzewidziane okoliczności, na które muszę reagować w ułamku sekundy. Np. zupełnie nie chce leżeć bez ruchu na przewijaku i tak się rzuca, że cokolwiek przy nim robię, muszę to robić jedną ręką, bo druga jest bezustannie zajęta trzymaniem go tak, żeby z tego przewijaka nie zleciał na łeb na szyję. I kurczę, co za zaskoczenie, jedną ręką wszystko robi się trudniej i wolniej.
      Zupełnie szczerze, jako osoba bezdzietna, czyli teoretyczka, miałam same rewelacyjne pomysły, jak sobie w takich sytuacjach powinni poradzić rodzice, żeby nikomu przy okazji broń noże na odcisk nie nadepnąć. Jako matka małego dziecka po prostu wiem lepiej.
      Stąd ja oczywiście doskonale rozumiem, że ludziom nie wszystko musi się podobać, ale czasem, co tu dużo kryć, nie jest to dla mnie priorytet.
      • go-jab Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 04:27
        dokladnie smile
      • claudel6 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:34
        nic dodać, nic ująć smile a jak jeszcze dzieciak zaczyna chodzić - to dwóch rąk nie starcza do trzymania. już widzę jak moja córka daje się umyć spokojnie pod prysznicem big_grin
    • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:04
      A gdzie te dzieci mialy sie zalatwiac jesli kolejka do toalety jak napisalas epicka?
      Czy matk miala gdzie przewinac dziecko i umyc mu pupe ? Jesli nie to pretensj do wlascicieli lokalu ze lokal nie przystosowany.
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:39
        Czy to, że nie było sali do przewijania usprawiedliwia przewijanie w restauracji, gdzie inni ludzie jedzą?
        • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:23
          Napisz gdzie ty bys wymyla dziecko ktoremu w upal grozi odparzenie tylka w zasikanej pielusze w dodatku w kilkugodzinnej podrozy w foteliku. Nie pisz o prysznicu, sprobuj ty wsadzic dziecko 2 letnie pod prysznic na stacji bezn.
          Nie musi byc osobna sala do przewijania, wystarczy ze w ogolnej toalecie bedzie wydzielone miejsce na przewiniecie i wymycie dziecka, wystarczy odrobina cywilizacji i szacunku wlascicieli dla potrzeb gosci, wszystkich gosci i tych malych i tych duzych. To ze ty bylas swiadkiem sceny takiej a nie innej to tylko i wylacznie wina organizatorow tego zajazdu, gdyby sie liczyli z potrzebami gosci w tym z twoimi potrzebami to stworzyliby warunki odpowiednie dla rodzinz malymi dziecmi.
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:33
            Nie wiem, nie mam dziecka. Jak będę miała, to będę kombinować i zabezpieczać się na takie wypadki, szczególnie wyjeżdżając w długą podróż samochodem.
            • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:41
              > Nie wiem, nie mam dziecka. Jak będę miała, to będę kombinować i zabezpieczać się na takie
              > wypadki, szczególnie wyjeżdżając w długą podróż samochodem.

              i wlasnie probujemy Ci wytlumaczyc, ze ZDARZAJA sie sytuacje, na ktore w zasadzie przygotowac sie NIE DA... i nawet nie jako matki, ale osoby, ktore maja na codzien do czynienia z malymi dziecmi. mysle, ze pracownicy przedszkola mieliby duzo wiecej "ciekawych" opowiesci, w ktorych mozna byc zupelnie bezradnym, chocby nie wiem jak sie czlowiek przygotowywal (a w przedszkolach jest na ogol bardzo dobrze przygotowany personel).

              ja osobiscie zaczelam troche lepiej rozumiec problemy ludzi na wozkach inwalidzkich, odkad jestem matka i musialam poruszac sie wozkiem z dzieckiem (przez krotki czas, na szczescie!). osoby niepelnosprawne maja z pewnoscia wiecej problemow, niz ja, ale i tak na zawsze bede z nimi sympatyzowac, bo choc odrobine wiem, przez co przechodza. wlasnie dzieki wlasnemu doswiadczeniu.
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:51
                > i wlasnie probujemy Ci wytlumaczyc, ze ZDARZAJA sie sytuacje, na ktore w zasadz
                > ie przygotowac sie NIE DA...

                I właśnie próbuję wam wytłumaczyć, że OWSZEM rozumiem, ALE pomimo awaryjności pewnych sytuacji, można podjąć chociaż MINIMUM starań, żeby jak najmniej przeszkadzać innym. O tym, żeby własnemu dziecku zapewnić minimum intymności i spokoju, nawet nie będę wspominać, bo to widocznie czynnik kompletnie bez znaczenia dla co poniektórych.
                • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 14:02
                  zapewniam Cie, ze wiekszosc rodzicow to minimum staran podejmuje.
                  mialas albo wyjatkowego pecha, albo sporo osob tutaj zycie w jakims rownoleglym wszechswiecie, bo ani sie nie spotyka z takimi sytuacjami, ani ich samemu nie uskutecznia.

                  pomijam mycie w umywalce, bo tutaj widac, ze sporo osob uznaje takie zachowanie za calkiem normalne (w przeciwienstwie do Ciebie) i nie widzi potrzeby, aby go zmieniac.
            • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:45
              No wlasnie nie wiesz. A skoro nie wiesz to moze przestan sie wymadrzac, co?
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:53
                WIEM, że są ludzie, którzy nawet w polowych warunkach sobie radzą tak, żeby nie uprzykrzać innym.
                Ale co ja tam wiem, pewnie zmyślam. Za to wy wszystkie lepiej wiecie, jakie były warunki pod prysznicem i w toalecie.
                • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:55
                  Ja nie wiem jakie tam byly warunki, ty tez sama przyznalas ze nie wiesz.
                  Nie wiesz czy prysznic byl czystya nawet jesli zalozymy ze byl czysty to bardzo malo prawdopodobne, zeby byl przystosowany pod wzgledem bezpieczenstwa dla bardzo malego dziecka. 2latek nie jest jeszcze w pelni sprawnym ruchowo czlowiekiem.
          • hanalui Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 22:36
            franczii napisała:

            > Napisz gdzie ty bys wymyla dziecko ktoremu w upal grozi odparzenie tylka w zas
            > ikanej pielusze w dodatku w kilkugodzinnej podrozy w foteliku.

            W ekstremalnych warunkach zdarzalo mi sie przewijac dziecko w samochodzie, myc mu zas...na dupe tez....zapewniam cie ze da sie i nie trzeba tego robic w asyscie ludzi myjacych rece...sorry do glowy by mi nie przyszlo wsadzanie 2 latka do umywalki...no moze miesieczniaka, polroczniaka i to nie wsadzanie co oplukanie na rece, bez kontatku z umywalka ale 2 latka...i to jeszcze w jakiejsc publicznej gdzie cholera wie jaki syf do tej umywalki pani sprzatajaca po umyciu podlog wlewa

            > Nie musi byc osobna sala do przewijania, wystarczy ze w ogolnej toalecie bedzie
            > wydzielone miejsce na przewiniecie i wymycie dziecka, wystarczy odrobina cywil
            > izacji i szacunku wlascicieli dla potrzeb gosci, wszystkich gosci i tych malych
            > i tych duzych.

            Jako zyje, troche jezdzilam po swiecie nie widzialam w zadnej publicznej toalecie, nawet tej przystosowanej dla matek z dziecmi aby bylo cos wiecej niz przewijak (najczesciej taki ze raczej 2 latka by w nim nie polozyl), do tego najzwyczajniejsza umywalka, czesto gesto ta miniaturowa tylko na umycie rak. Jeszcze nie widzialam miejsca specjalnego do podmywania dzieci...moze ja glupia ale zawsze sobie jakos radzilam z chusteczkami, papierem toaletowym i papierowymi recznikami, a moze dziecie mialam zwyczajnie sr..ace, a nie po calym sobie bryzgajace stad nie zetknelam sie z tym problemem

            To ze ty bylas swiadkiem sceny takiej a nie innej to tylko i wy
            > lacznie wina organizatorow tego zajazdu, gdyby sie liczyli z potrzebami gosci
            > w tym z twoimi potrzebami to stworzyliby warunki odpowiednie dla rodzinz malymi
            > dziecmi.

            Chyba nieco bredzisz....nawet jesli warunki niesprzyjajace, nawet jesli juz tego osr...nego 2 latka wyszorowalo sie w umywalce to da sie rowniez tego 2 latka zapieluchowac na stojaka, na kolanie matki w tej nieszczesnej toalecie, ba...mozna sie na czas wyjazdu zaopatrzyc w specjalne pieluchy ktore sie wciaga jak gatki...serio wiele da sie zrobic by nie puszczac dzieciaka golcem i pieluchowac w miejscu gdzie ludzie jedza ...tylko do tego trzeba miec nieco oglady i kultury
            • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 23:03
              A to ona go wsadzila do umywalki? Ja zawsze bralam dziecko na jednym ramieniu plecy oparte o mnie i przedramie pod kolanami i nad umywalke druga reka podmywalam, bez wsadzania do srodka i da sie nawet nad mala umywalka chociaz z mikroskopijnymi nie mialam do czynienia.
              Ja tez troche zyje i jezdzilam z dwojka dzieci w tej chwili juz odpieluchoane i wszedzie jesli byl kat do przewijania to z przewijakiem w standardowych wymuarach lub przynajmniej konkretnej wielkosci blatem i umywalka, w ktorej ja dziecko mylam w sposob opisany powyzej. Chusteczki uzywam tylko do rak, tylek jednak mylam woda ale moje bardzo wrazliwe.
    • leeloo2002 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:17
      No a tak z praktycznego punktu widzenia:
      - gdzie matka miała umyć pupę dziecku jak nie w toalecie?
      Butelką wody mineralnej na trawniku? Inne pomysły?
      Toaleta to chyba odpowiednie miejsce?
    • lilly_about Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:41
      A ty jesteś bezdzietna? Widać
    • zebra12 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 07:52
      No to ja się wyłamię. Mnie przewijanie dziecka czy mycie tyłka w umywalce nie przeszkadza. Mając małe dzieci przewijałam je niepostrzeżenie w różnych miejscach: place zabaw, autobusy, pociagi, a nawet kościół i muzeum. Co innego gonienie dziecka między stolikami. To może przeszkadzać.
    • atowlasnieja Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:19
      Gdy miałam dziecko w pieluchach to specjalnie rozglądałam się w mieście za miejscami do przewijania dzieci (takimi wyznaczonymi) i szczerze mówiąc to nie spotkałam przewijaka nawet w toalecie przychodni dziecięcej (był tam kosz na zużyte pampersy ale przewijak stał w poczekali, tak przy ludziach).

      Toaletę dla matek z dziećmi to ja widziałam jedynie w megasklepie i multikinie.

      A o przyzwoitym podjazdach dla wózków to ja nawet nie będę wspominała.
    • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:26
      Nie masz dzieci więc masz pełne prawo nie rozumieć problemu. Czemu jednak zakładasz, że mamuśki chcą ci konkretnie zrobić kuku? Jak rany, zabrać buty takim kobietom posiadającym małego stwora to i się z domu nie ruszą, i spokój będzie.
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:37
        Nie piszę, że chcą mi zrobić kuku. Pisałam o tym, że brak przewijalni NIE usprawiedliwia przewijania w miejscu, gdzie inni (dzietni czy bezdzietni) JEDZĄ.
        W całej tej opowieści nie chodzi nawet o to mycie dupy w umywalce (chociaż powtórzę po raz mniej więcej czternasty: TAK, BYŁA TAM WOLNA KABINA PRYSZNICOWA!!!), chodzi mi o przenoszenie czynności toaletowych do sali jadalnej.
        Teraz dociera czy nadal nie?
    • sturbow Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 08:56
      Myślę, że każda taka osoba, jak ty (bezdzietna i oburzona) powinna obowiązkowo przeczytac wszystkie posty lipcowej, od momentu jej pojawienia się na forum, do dzisiaj. Ja wiem, że to przykład ekstremalny i zwrot o 180 stopni, ale wystarczy przetłumaczyć, ze u większości zachodzi chociaż stopni 90.
      • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:06
        Lipcowa to jednak jakieś ekstremum. big_grin Myślę, że u większości to działa tak: jak jest potrzeba to jesteśmy w stanie zrobić coś co wcześniej całkowicie odrzucałyśmy. Z boku pańcia widzi tylko matkę z rozpuszczonym bachorem nastawioną na szokowanie gawiedzi siusiakiem swojego przychówku. Z boku...
    • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:06
      Jak dla mnie nie przesadzasz. No może tylko w kwestii umycia tego dziecka w umywalce, wszak ona do tego służy. Nie akceptuję wysadzania dzieci gdzie popadnie, bo "to tylko dziecko", nie akceptuję przewijania dzieci w publicznych miejscach, poza naprawdę ekstremalnymi sytuacjami gdy nie ma innego wyjścia np. podróż autobusem dalekobieżnym. I niech mi nikt nie wmawia, że dziecko uda się przewinąć dyskretnie. Mocz, a zwłaszcza kupa nie są dyskretne w swoim zapachu, a malinkami niestety nie pachną. Nie lubię gdy dziecko lata z gołym tyłkiem w miejscach pełnych ludzi, nawet na plaży, bo małe dziecko niestety nie kontroluje często czynności fizjologicznych i bywa że załatwia się gdzie popadnie. Sama też nie gustuję w sikaniu po krzakach i tak wychowywałam i wychowuję moją córkę. Tak wiem, ona jest już duża, ale jak była mała, poglądy miałam dokładnie takie same i przestrzegałam ich. Oczywiście zdarzało się, że młoda zapragnęła się załatwić w połowie spaceru, ale nigdy nie wysadzałam jej na żadnych trawnikach, chodnikach i innych takich. Jak już trzeba było iść w krzaczki, to w takie gdzie nikt nas nie widział i nikt nie musiał idąc drogą podziwiać śladów naszej obecności
    • attiya Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:10
      syn ma prawie trzy lata, nigdy do tej pory nie zdarzyło mi się przewinąć publicznie dziecka, uważam, że można, nie jestem ja ani dziecko pępkiem świata, trzeba myśleć też i o innych
      żenada jeśli chodzi o tę panią, co tak dziecku tyłek podmywała na oczach innych uncertain
      • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:31
        Ja osobiście też nie pamiętam takich sytuacji (może pamięć wybiórcza big_grin ). Jednak wydaje mi się, że jak jest konieczność rodzic, a rodzic kombinuje głównie by tu kogoś estetyki nie naruszyć zamiast pomóc dziecku, chyba coś jest z nim nie tak. Dziwne, że takich obiekcji nie mają najczęściej właściciele psów na przykład. Psy mają (wiem, na forum wszyscy spiętrzają i pilnują tongue_out ) przyzwolenie na sranie na chodnik, bieganie miedzy gawiedzią bez kagańca czy uporczywe szczekanie.
        • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:46
          A pomóc dziecku w miarę możliwości nie naruszając estetyki innych ludzi się nie da? Bo ja jednak widzę różnicę w sytuacjach np. wspomnianego wysadzenia dziecka na trawnik przed knajpką, co chcąc nie chcąc widzą jedzący klienci i gdzie jest jednak możliwość skorzystania z toalety, a przewinięciem niemowlaka w przedziale pełnym ludzi, co odbywa się po grzecznym przeproszeniu pasażerów przez rodziców malucha za dyskomfort.
          • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:53
            > A pomóc dziecku w miarę możliwości nie naruszając estetyki innych ludzi się nie
            > da?

            Czasami się da. Czasami się nie da. Czasami cokolwiek byś nie zrobiła będzie "be". Akurat w Polsce może się nie dać. Jakby nie było to infrastruktura (każda) kuleje.

            Ja bronie tylko tego, ze matki z dziećmi to nie jakieś wariatki, które za punkt honoru obrały sobie obrzydzanie komuś czegoś. Byle by. Chociaż z boku to wygląda różnie.
            • estelka1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:07
              Ja tam też nie uważam matek za wariatki i złośliwe babska, które lubują się w uprzykrzaniu innym życia. Raczej powiedziałabym o swoistym zaślepieniu własnym dzieckiem powodującym bezmyślne i egoistyczne zachowania smile I pewnie każda z nas w mniejszym czy większym stopniu daje się temu ponieść. Nie mniej warto jednak popatrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa i zafajdana pupa naszego dziecka, bo za jakiś czas to się odwróci przeciwko nam
              • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:11
                Ja egoistką nie jestem. A dzieci swoje kocham. Jak mam wybór to wybieram.
          • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:59
            Akurat w przypadku opisanym przez autorke wyraznie zaznaczyla ona ze kolejka byla do wc bardzo dluga.
            To wystarczy, zeby wysadzenie dziecka gdziekolwiek stalo sie wazniejsze niz estetyka.
            Sama w ten sposob dziecku musialam pozwalioc sie zalatwic, na skwerku w centrum, na jedynym, skrawku zieleni. Inaczej byloby na podloge w kilometrowej kolejce do toalety w knajpie lub na chodnik.
            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:44
              > To wystarczy, zeby wysadzenie dziecka gdziekolwiek stalo sie wazniejsze niz est
              > etyka.

              Mimo wszystko, wystarczyła odrobina pomyślunku i wysadzenie dziecka np. z tyłu stacji, gdzie tylu ludzi nie chodzi, samochody nie jeżdżą i pewnie też stres dla tego dziecka i skrępowanie dla matki mniejsze. A brzydliwość ludzi, którzy siedzą przy szklanym oknie i jedzą obiad, uszanowana. To naprawdę aż tyle wysiłku by nie wymagało, nie?

              Widać jednak, po zachowaniach i po tym wątku, że wymaganie takiego chwilowego zastanowienia jest fanaberią popieprzonej bezdzietnej.
              • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:57
                > Mimo wszystko, wystarczyła odrobina pomyślunku i wysadzenie dziecka np. z tyłu
                > stacji, gdzie tylu ludzi nie chodzi, samochody nie jeżdżą i pewnie też stres dl
                > a tego dziecka i skrępowanie dla matki mniejsze.

                tu masz absolutna racje.
                jesli sie da dyskretnie, to tak sie wlasnie powinno robic.
                mysle, ze takie nie-myslenie ludzi wynika w duzej mierze wlasnie z bezmyslnosci, albo zmeczenia materialu, a nie z checia "dowalenia" innym (tak zakladam z wlasnego doswiadczenia wink)
                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:44
                  > mysle, ze takie nie-myslenie ludzi wynika w duzej mierze wlasnie z bezmyslnosci
                  > , albo zmeczenia materialu, a nie z checia "dowalenia" innym (tak zakladam z wl
                  > asnego doswiadczenia wink)

                  Nigdzie nie napisałam, że te matki były złośliwe. Były po prostu bezmyślne, zgadzam się. Po to zresztą wątek jest, żeby się takie matki na drugi raz zastanowiły. To, że nikt się nie odezwie i nie zrobi im awantury nie oznacza, że absolutnie nikomu to nie przeszkadza.
                  • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:52
                    Ty zalozylas watek, zeby pokazac, jak bezmyslne sa matki
                    niektorzy probuja Ci pokazac, ze nie tylko matki sa bezmysle
                    albo moze nawet wcale nie sa bezmyslne, tylko zmuszone do jakiegos tam zachowania
                    albo ze niektore zachowania innym wydaja sie jak najbardziej ok (chocby to mycie dziecka w umywalce)

                    tak sie wlasnie rozwija dyskusja smile
                    oczywiscie trzeba ludziom mowic, ze ich zachowania nie zawsze sa dobrze odbierane przez otoczenie, ale trzeba tez byc przygotowanym an to, ze inni ludzie beda mieli inne zdanie.
                    ja to akurat bardzo lubie w dyskusjach, im wiecej punktow widzenia, tym fajniej wink nawet jesli nie po drodze im z moim, heh
                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:59
                      > niektorzy probuja Ci pokazac, ze nie tylko matki sa bezmysle

                      Tak, a kto jeszcze?

                      > albo moze nawet wcale nie sa bezmyslne, tylko zmuszone do jakiegos tam zachowan
                      > ia

                      Czy możesz mi wytłumaczyć, co je zmuszało do wyprowadzania dzieci na trawnik przed przeszkloną restauracją do załatwienia się (zamiast w jakiejś bardziej ustronne miejsce), względnie co je zmuszało do nieinteresowania się swoją pociechą biegającą pod nogami kelnerce niosącej talerz z gorącym daniem?

                      Chodzi cały czas o to, że pewne konieczności rozumiem, ale nawet w warunkach konieczności można zachować minimum kultury i np. wyprowadzić dziecko na siku tam, gdzie nikt nie widzi.

                      > albo ze niektore zachowania innym wydaja sie jak najbardziej ok (chocby to myci
                      > e dziecka w umywalce)

                      Jakbyś czytała ze zrozumieniem, tobyś zauważyła, że mycia w umywalce czepiam się najmniej. Zasadniczo chodziło mi o to, że po tym podmyciu niekoniecznie należało kończyć przewijanie w części jadalnej.
                      Ale oczywiście wszystkie jadą po mnie, jaka to ze mnie suka, że mi przeszkadza podmywanie w umywalce, starannie omijając kwestię kupy pod oknami, bo im do wizji klawiatury-przebrzydłej bezdzietnej suki nie pasuje.
                      • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:14
                        > > niektorzy probuja Ci pokazac, ze nie tylko matki sa bezmysle
                        >
                        > Tak, a kto jeszcze?

                        na przyklad ludzie wyprowadzajacy psy, tuz pod czyims nosem, czasem tez przed oknami restauracji
                        na przyklad (z mojej historyjki) ekspedientka na poczcie, ktora chciala mnie namowic do wypelnienia przy niej ankiety, kiedy bylam w towarzystwie marudzacego 3-latka i wyjacego niemowlaka
                        na przyklad pani kasjerka, ktora pozwalala dzieciakowi skanowac produkty, gdy czekala spora kolejka
                        na przyklad panowie z owlosionymi klatkami, jedzacy w restauracji, przed ktora dzieci i psy robia kupy na trawnikach


                        > > albo moze nawet wcale nie sa bezmyslne, tylko zmuszone do jakiegos tam zachowania
                        >
                        > Czy możesz mi wytłumaczyć, co je zmuszało do wyprowadzania dzieci na trawnik przed
                        > przeszkloną restauracją do załatwienia się (zamiast w jakiejś bardziej ustronne miejsce)

                        mnie zmusilaby albo biegunka (zdarza sie), albo fakt, ze dziecko nie dalo rady powiedziec wystarczajaco wczesnie i w zasadzie juz zaczyna kupe robic.
                        generalnie uwazam jednak, ze takie zachowania sa nieakceptowane i zgadzam sie z Toba i rozumiem zlosc (co juz kilka razy w tym watku napisalam)

                        przyklad o kupie uwazam za ekstremalny, chyba nikt nie uwaza, ze to jest zachowanie ok.
                        w Twoim poscie bylo SPORO zarzutow, ludzie odnosza sie do nich wszystkich

                        > względnie co je zmuszało do nieinteresowania się swoją pociechą biegającą pod nogami
                        > kelnerce niosącej talerz z gorącym daniem?

                        zmeczenie podroza z malym dzieckiem, ktore MUSI sie rozruszac po paru godzinach przypiecia w aucie, a nie ma gdzie, bo nie ma kacika dla dzieci... osobiscie staram sie nie dopuszczac do takich sytuacji, ale wiem, ze nie zawsze sie da i nie moge potepiac takich zmeczonych rodzicow (co innego, jak zwyczajnie olewaja sprawe).

                        > Chodzi cały czas o to, że pewne konieczności rozumiem, ale nawet w warunkach ko
                        > nieczności można zachować minimum kultury i np. wyprowadzić dziecko na siku tam,
                        > gdzie nikt nie widzi.

                        no i z tym chyba kazdy sie zgodzi.
                        ale w Twoim poscie zalozycielskim bylo duzo wiecej zarzutow i - jak pewnie zauwazylas - glownie wokol nich toczy sie dyskusja, nie wokol robienia kupy/siku na widoku. tutaj masz chyba poparcie wszytkich (wiekszosci?) smile


                        > Jakbyś czytała ze zrozumieniem, tobyś zauważyła, że mycia w umywalce czepiam si
                        > ę najmniej.

                        ale czepiasz sie, mimo iz czepiasz sie "najmniej".
                        jesli juz cos piszesz, to ludzie beda sie odnosic do tego, co napisalas, niekoniecznie tak, jak Ty sobie to wyobrazasz. dla Ciebie najwazniejsza byla kupa przed knajpa, inni zauwazyli inne aspekty Twojej wypowiedzi i do nich sie odnosza. tez maja prawo, hm?

                        > Zasadniczo chodziło mi o to, że po tym podmyciu niekoniecznie należało kończyć przewijanie
                        > w części jadalnej.

                        to o to, czy o kupy przed knajpa?

                        > Ale oczywiście wszystkie jadą po mnie, jaka to ze mnie suka, że mi przeszkadza
                        > podmywanie w umywalce, starannie omijając kwestię kupy pod oknami, bo im do wiz
                        > ji klawiatury-przebrzydłej bezdzietnej suki nie pasuje.

                        ale gdzie ludzie "jada" po Tobie???
                        ludzie z Toba DYSKUTUJA, nie wszyscy sie z Toba zgadzaja, niektorzy zgadzaja sie z czescia Twoich uwag (np ja), a z czescia nie. gdzie tutaj uwazanie, ze jestes suka??? teraz to Ty probujesz obrazic swoich dyskutantow sad nie zauwazylam jakiegos straszliwego braku kultury w tym watku, nikt Cie suka nie nazwal, zwyczajnie ludzie sie z Toba NIE zgadzaja (w niektorych kwestiach) i o tym dyskutuja.
                        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:28
                          > na przyklad ludzie wyprowadzajacy psy, tuz pod czyims nosem, czasem tez przed o
                          > knami restauracji

                          Aha, o takiej globalnej bezmyślności mówimy smile No to fakt, lista jest długa. Tyle, że to niewiele wnosi do samego tematu przewijania w miejscach publicznych smile

                          > mnie zmusilaby albo biegunka (zdarza sie), albo fakt, ze dziecko nie dalo rady
                          > powiedziec wystarczajaco wczesnie i w zasadzie juz zaczyna kupe robic.

                          Żadnej takiej awaryjnej sytuacji nie zauważyłam.

                          > zmeczenie podroza z malym dzieckiem, ktore MUSI sie rozruszac po paru godzinach
                          > przypiecia w aucie, a nie ma gdzie, bo nie ma kacika dla dzieci... osobiscie s
                          > taram sie nie dopuszczac do takich sytuacji, ale wiem, ze nie zawsze sie da i n
                          > ie moge potepiac takich zmeczonych rodzicow (co innego, jak zwyczajnie olewaja
                          > sprawe).

                          Ja bym się zwyczajnie bała, że to dziecko w końcu zrobi sobie krzywdę, zrzuci na głowę talerz stojący na stole czy wejdzie pod nogi tej kelnerce, wreszcie zwyczajnie poślizgnie się na plamie od sosu czy czymś podobnym na podłodze. Albo, że ktoś je uderzy drzwiami wchodząc, gdy dziecko się o nie opiera całym ciałem. Moim zdaniem żadne zmęczenie nie usprawiedliwia olewania, kiedy po prostu może się zdarzyć jakiś wypadek. Restauracja to miejsce pełne szkła, ciężkich przedmiotów i gorących substancji. Swawolna i niekontrolowana przez rodzica zabawa nie jest w nim bezpieczna.
                          Dla mnie oni zwyczajnie olewali sprawę i tyle. To już nawet nie chodzi o to, czy dziecko wyleje mi barszcz za 7,60 zł, tylko czy wyleje ten gorący barszcz na siebie, a o to nietrudno w knajpie pełnej ludzi i przy niepilnowanych maluchach.

                          > to o to, czy o kupy przed knajpa?

                          O jedno i o drugie. W łazience jeszcze można różne ablucje wytrzymać, ale w restauracji? Kupa przed knajpą to już było ukoronowanie wszystkiego, co nie zmienia faktu, że przewijanie dziecka przy stoliku jest również nie na miejscu.

                          To jest pewna gradacja. Umywalka jest na dole listy, a robienie z trawnika WC na topie, ale wszystko tak czy owak jest niesmaczne. Rozumiesz już? Nie będę przyklaskiwać myciu dziecięcej pupy w umywalce tylko dlatego, że inna matka wyprowadza dziecko na siku przed restaurację. Jedno i drugie zdarzyć się nie powinno, tyle tylko, że to mycie w umywalce można jeszcze jakoś zrozumieć.

                          > ale gdzie ludzie "jada" po Tobie???

                          Poczytaj posty moofki - dowiedziałam się m.in., że jestem zboczona, bo mi dyndający siusiak przy jedzeniu przeszkadza.
                          • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:58
                            > Aha, o takiej globalnej bezmyślności mówimy smile No to fakt, lista jest długa. Ty
                            > le, że to niewiele wnosi do samego tematu przewijania w miejscach publicznych smile

                            wnosi tyle do tematu, ze nie trzeba byc oglupiala matka, zeby sie glupio i aspolecznie zachowywac. Twoje posty sprawiaja wrazenie, ze wiekszosc matek cierpi na jakas tajemnicza chorobe, ktora sprawia, ze zachowuja sie wyjatkowo obrzydliwie i w ogole nie da sie z nimi ani zyc, ani dogadac... chce Ci pokazac, ze to NIE wynika z faktu bycia matka (na ogol, bo oczywiscie i takie rzeczy sie trafiaja), tylko z tego, jakim sie jest czlowiekiem ZANIM stanie sie matka


                            > Żadnej takiej awaryjnej sytuacji nie zauważyłam.

                            juz napisalam wiele razy - bez sytuacji awaryjnej (wedlug mnie) nic nie tlumaczy takiego zachowania


                            > Ja bym się zwyczajnie bała, że to dziecko w końcu zrobi sobie krzywdę, zrzuci n
                            > a głowę talerz stojący na stole czy wejdzie pod nogi tej kelnerce, wreszcie zwy
                            > czajnie poślizgnie się na plamie od sosu czy czymś podobnym na podłodze.

                            i tutaj prosze - uwierz matce na slowo wink po paru godzinach z wyjacymi i jeczacymi dziecmi w aucie, zupelnie zwyczajnie moze Cie NIE OBCHODZIC, czy cos im sie stanie wink chcesz po prostu przez 15 minut ich nie slyszec... nasze dzieci straszliwie zachowywaly sie w podrozy straszliwie, wlasnie dlatego ograniczalismy dluzsze wyjazdy, zeby siebie, ich i wspolpasazerow nie meczyc. ale czasem musi sie gdzies pojechac, nie ma wyjscia... a czasem i fajne i spokojne dzieci dostaja malpiego rozumu, zwlaszcza po wielogodzinnym uwiezieniu w aucie. zareczam, ze maly kacik do zabawy rozwiazalby problem.



                            > To jest pewna gradacja. Umywalka jest na dole listy, a robienie z trawnika WC n
                            > a topie, ale wszystko tak czy owak jest niesmaczne. Rozumiesz już? Nie będę prz
                            > yklaskiwać myciu dziecięcej pupy w umywalce tylko dlatego, że inna matka wyprow
                            > adza dziecko na siku przed restaurację. Jedno i drugie zdarzyć się nie powinno,
                            > tyle tylko, że to mycie w umywalce można jeszcze jakoś zrozumieć.

                            skoro wszystkie te sytuacje uwazasz za naganne, to chyba nie powinno Cie dziwic, ze ludzie rozmawiaja o WSZYSTKICH, prawda? z kupa na trawniku wiekszosc przyznala Ci racje, bo i o czym tu gadac, inne wypowiedzi wydaja im sie kontrowersyjne, wiec o nich dyskutuja. nic dziwnego chyba? najgoretsze dyskusje sa wtedy, gdy osoby sie ze soba nie zgadzaja, prawda? inaczej to towarzystwo wzajemnej adoracji, a nie forum dyskusyjne wink


                            > Poczytaj posty moofki - dowiedziałam się m.in., że jestem zboczona, bo mi dyndający siusiak
                            > przy jedzeniu przeszkadza.

                            nie napisala, ze jestes zboczona, tylko zazartowala o freudzie i skojarzeniach.
                            moze niezbyt milo, ale na pewno nie obrazliwie.
                            Ty specjalnie mila tez nie jestes, wiec remis.

                            mnie tez troche smieszy Twoje oburzenie kilkuletnia gola doopka w knajpce. no nic milego moze (choc mnie akurat tylko malutkich dzieci rozczulaja, nie tylko moich), ale tez zadna katastrofa. zakladam, ze pupa byla gola tylko przez chwile, gdy matka wkladala pieluche - pewnie zwyczajnie wygodniej jej bylo zalozyc pampersa w restauracji, niz w zapchanej toalecie. masz prawo do swojego zdania i oburzenia, tak samo jak my mamy prawo do zlekcewazenia tej czesci opowiesci jakos smiesznje i niezbyt "karygodnej" wink

                            poza tym nie uwazam, ze jedna wypowiedz Moofki kwalifikuje sie do stwierdzenia, ze "ludzie w watku po Tobie jada". ludzie w watku z Toba dyskutuja.
                            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:17
                              > wnosi tyle do tematu, ze nie trzeba byc oglupiala matka, zeby sie glupio i aspo
                              > lecznie zachowywac.

                              Nikt tak nie twierdzi. Zauważyłaś?

                              Twoje posty sprawiaja wrazenie, ze wiekszosc matek cierpi n
                              > a jakas tajemnicza chorobe, ktora sprawia, ze zachowuja sie wyjatkowo obrzydliw
                              > ie i w ogole nie da sie z nimi ani zyc, ani dogadac...

                              Widocznie nie czytasz dyskusji od początku. W pierwszych postach zostałam pouczona, że powyżej opisane sytuacje są dla mnie dziwne i szokujące, bo nie jestem matką. Uznając wyższość doświadczenia innych forumowiczek, wyciągnęłam wniosek, że zostanie matką powoduje atrofię wstydliwości i zanik odruchu ukrywania czynności fizjologicznych, szczególnie, gdy inni wokół akurat konsumują. Zaznaczam jeszcze raz: to nie ja tak twierdzę, tylko same matki, pisząc, że w ich sytuacji to jest normalne. Nie zamierzam się z nimi kłócić.

                              chce Ci pokazac, ze to N
                              > IE wynika z faktu bycia matka (na ogol, bo oczywiscie i takie rzeczy sie trafia
                              > ja), tylko z tego, jakim sie jest czlowiekiem ZANIM stanie sie matka
                              >

                              No więc ja też tak uważałam, bo JAK PISAŁAM W PIERWSZYM POŚCIE, znam ludzi z dziećmi, którzy nie robią takich numerów (na tym weekendzie byliśmy z dwoma dzietnymi parami i wierzcie mi, że ich maluchy były przesłodkie, bezproblemowe i ciche, a brudną robotę wokół nich załatwiano w odosobnieniu, by nie przeszkadzała reszcie ekipy - a warunki były polowe). Zostałam jednak uświadomiona, że akceptacja takich zachowań wynika z bycia matką. Pojawił się nawet pewien protekcjonalny ton "no tak, widać, że bezdzietna...", którego komentować nie będę.

                              > i tutaj prosze - uwierz matce na slowo wink po paru godzinach z wyjacymi i jeczac
                              > ymi dziecmi w aucie, zupelnie zwyczajnie moze Cie NIE OBCHODZIC, czy cos im sie
                              > stanie wink

                              Możliwe. Ja się wychowałam w domu, gdzie matka cztery razy upewniła się, że przejście jest bezpieczne, zanim przedefilowała przez mieszkanie z gorącym garem albo miską wrzątku. Wychowałam się w rodzinie, gdzie matka zrezygnowała z wczasów, bo nie było ludzkich warunków, żeby umyć dwójkę dzieci w wieku 4 i 2. A także w domu, gdzie latanie z gołym tyłkiem po plaży było niedopuszczalne z powodów higienicznych.
                              Rozumiem jednak, że takie domy są raczej wyjątkiem niż regułą. Mama jest pielęgniarką, widziała setki dzieci poparzonych wskutek domowych wypadków typu mama niosąca coś gorącego+brykający maluch pod jej nogami. Niektóre ślady zostają do wieku dorosłego, co też widziałam u rówieśników - "mama niosła gorący czajnik".
                              Rozumiem. Mimo wszystko - nie przyklaskuję.

                              zareczam, ze
                              > maly kacik do zabawy rozwiazalby problem.

                              Jestem w 100% za, mimo wszystko - na swoje dzieci trzeba uważać choćby minimalnie. Jeśli już nie dla komfortu tych innych zmęczonych pasażerów, to choćby dla bezpieczeństwa tego dziecka.

                              > skoro wszystkie te sytuacje uwazasz za naganne, to chyba nie powinno Cie dziwic
                              > , ze ludzie rozmawiaja o WSZYSTKICH, prawda?

                              Ale dziwi mnie, że robi się ze mnie nienormalną, bo mi przeszkadza mycie pupy w umywalce, za to te same osoby starannie omijają temat kupy na trawniku i pieluchy w restauracji. To jest manipulacja faktami. Ot i wszystko.

                              > nie napisala, ze jestes zboczona, tylko zazartowala o freudzie i skojarzeniach.
                              > moze niezbyt milo, ale na pewno nie obrazliwie.
                              > Ty specjalnie mila tez nie jestes, wiec remis.

                              Za to uwagi o tym, jak to tirowcy są bardziej obrzydliwi od kupy i pieluchy, były na najwyższym poziomie.

                              > Ty specjalnie mila tez nie jestes, wiec remis.

                              Raz czy dwa mi nerwy puściły. To chyba równie ludzkie jak przewijanie dwulatka? wink))

                              > mnie tez troche smieszy Twoje oburzenie kilkuletnia gola doopka w knajpce. no n
                              > ic milego moze (choc mnie akurat tylko malutkich dzieci rozczulaja, nie tylko m
                              > oich), ale tez zadna katastrofa. zakladam, ze pupa byla gola tylko przez chwile

                              Nikt nie napisał, że to jakaś katastrofa. Ech, zresztą nudna jestem, po co ja to powtarzam... Mimo wszystko chodzi bardziej o MIEJSCE (restauracja. ludzie jedzą. przypominam dla porządku) niż o samą pupę.

                              > , gdy matka wkladala pieluche - pewnie zwyczajnie wygodniej jej bylo zalozyc pa
                              > mpersa w restauracji, niz w zapchanej toalecie.

                              I to ją zwalnia z olewania odczuć innych ludzi?

                              > poza tym nie uwazam, ze jedna wypowiedz Moofki kwalifikuje sie do stwierdzenia,
                              > ze "ludzie w watku po Tobie jada". ludzie w watku z Toba dyskutuja.

                              Moofka komentuje każdy niemal mój post w tym wątku, więc nie jest to jedna wypowiedź big_grin Freud miałby zapewne i na ten temat coś do powiedzenia tongue_out Niemniej zgadzam się, opinie są podzielone.
                              • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 14:28
                                > > wnosi tyle do tematu, ze nie trzeba byc oglupiala matka, zeby sie glupio i aspo

                                > Zostałam jednak uświadomiona, że akceptacja takich zachowań wynika z bycia matką.

                                nie, zostalas uswiadomiona, ze NIE WIESZ, jak Ty bys sie zachowala w sytuacji kryzysowej.
                                czesto matki wcale nie akceptuja takich zachowan, tylko sa ZMUSZONE wybierac najmniejsze zlo. a jesli chodzi o umycie dziecka w toalecie, to zostalo Ci po prostu pokazane, ze to moglo byc najlepsze (dla matki i dziecka) wyjscie w tej konkretnej sytuacji, a poniewaz nie bylo szczegolnie uciazliwe dla otoczenia, wiec nie ma o co kopi kruszyc...


                                > Możliwe. Ja się wychowałam w domu, gdzie matka cztery razy upewniła się, że prz
                                > ejście jest bezpieczne, zanim przedefilowała przez mieszkanie z gorącym garem a
                                > lbo miską wrzątku.

                                i Ty pisalas cos o protekcjonalnym tonie innych w stosunku do Ciebie?...
                                heh

                                naprawde trudno sie rozmawia w takim tonie - starasz sie dokopac rozmowcy, a nie dyskutowac (tak, tak, zrozumialam, ze jestem wyrodna matka, ktora nie dba o zdrowie i zycie dziecka, ktora pewnie juz kilka razy poparzyla dziecko zupa, ktora nie stwarza mu normalnego domu, ktorej dziecko wciaz ma infekcje - od braku higieny i brudu i ze - nie bedac pielegniarka - nie jestem w stanie porzadnie zajac sie swoimi dziecmi). naprawde - staram sie rozmawiac cierpliwie i merytorycznie, ale nie lubie byc obrazana, w dodatk w tak slabo zawoalowany sposob sad


                                > Rozumiem. Mimo wszystko - nie przyklaskuję.

                                a kto PRZYKLASKUJE????
                                usilujemy Ci powiedziec, ze ZDARZA sie i trudno, nie mozna od razu klasc sie i umierac.



                                > Ale dziwi mnie, że robi się ze mnie nienormalną, bo mi przeszkadza mycie pupy w
                                > umywalce, za to te same osoby starannie omijają temat kupy na trawniku i pielu
                                > chy w restauracji. To jest manipulacja faktami. Ot i wszystko.

                                nie, ludzie zwyczajnie rozmawiaja o tym, o czym maja ochote. wiekszosc napisala Ci - uwazam sranie na trawniku za karygodne, ale nie przeszkadza mi mycie pupy w toalecie, czy ubranie pieluchy na CZYSTA pupe w knajpie.

                                nikt nie robi z Ciebie nienormalnej - ja mam wrazenie, ze Ty robisz Z NAS nienormalne...


                                > > Ty specjalnie mila tez nie jestes, wiec remis.
                                >
                                > Raz czy dwa mi nerwy puściły. To chyba równie ludzkie jak przewijanie dwulatka?
                                > wink))

                                przeciez napisalam - remis.
                                nie potepiam Cie, bo ROZUMIEM, ze moze sie zdarzyc.
                                chcialabym, zebys Ty tez postarala sie zrozumiec, ze INNE rzeczy TEZ moga sie zdarzyc wink


                                > Nikt nie napisał, że to jakaś katastrofa. Ech, zresztą nudna jestem, po co ja t
                                > o powtarzam... Mimo wszystko chodzi bardziej o MIEJSCE (restauracja. ludzie jed
                                > zą. przypominam dla porządku) niż o samą pupę.

                                no zrozumialam, co napisalas, ale nadal nie potrafie poczuc Twojego "oburzenia".
                                JA bym tak pewnie dziecka do knajpy nie wziela, chocby na chwile (chyba, zeby sie nie-wiem-co stalo), ale tez nie przeszkadzaloby mi, gdyby przy mnie sie takie dziecko pojawilo., czysta dziecieca nagosc zupelnie mnie nie rusza, bez wzgledu na miejsce. rozumiem, ze Cie i innych moze, wiec tego nie robie i juz. ale nie potrafie sie wczuc.


                                > I to ją zwalnia z olewania odczuć innych ludzi?

                                to jej pozwala poczynic pewnien kompromis - zakaladam, ze ta pupa byla widoczna przez maks. minute, bo tyle moze trwac wlozenie pieluszki, nie wiecej. taka sytuacje jestem w stanie zaakceptowac, zwlaszcza ze pupa jest czysta i nie smierdzi nic. sama pielucha tez jest czysta.
                                i mialam tak, zanim zostalam matka - to znaczy nie przeszkadzalo mi to - jestem z natury osoba wyrozumiala. moja mama (czyli matka) oraz siostra (bezdzietna) maja inaczej - im to tez przeszkadza, ale mysle, ze ta konkretna sytuacje by strawily.

                                nie pisze tutaj o przewijaniu dziecka w restauracji, to tez uwazam za naganne.
                                pisze o CHWILCE potrzebnej na zalozenie pieluchy na czysta pupe (a o tym pisalas w pierwszym poscie).


                                > Moofka komentuje każdy niemal mój post w tym wątku, więc nie jest to jedna wypo
                                > wiedź big_grin

                                nieprawda
                                Moofka napisala pare postow, to prawda, ale daleko jej do komentowania kazdej Twojej wypowiedzi. to tylko tak gwoli scislosci, bo nie sadze, aby Moofka adwokata potrzebowala. zwyczajnie pokazuje niescislosci i przerysowania w Twoich wypowiedziach.
              • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:53
                Jesli bylo jjakies ustronne miejsce na tej stacji benzynowej to moge ci przyznac racje. Nie wiem jak wygladala ta stacja benzynowa bo nie bylam. Na tych na ktorych ja bywam jest jakis kawalek trawniczka a poza tym sam beton. Tak samo w miejscu gdzie ja dziecko musialam wysikac, nie bez skrepowania dodam bo sama nie lubie takich sytuacji na widoku ale jak mus to mus. Moje sie wysikalo na jedynym skrawku zieleni w zasiegu mojego wzroku, na oczach mnostwa ludzi a nawet policjanta kierujacego ruchem, ale doszlam do wniosku ze lepiej w trawe niz gdyby mialo obsikac jakis murek na uboczu, ktory potem bedzie tygodniami smierdzial.
      • franczii Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:43
        A byly tam warunki zeby umyc i przewinac dziecko nie na oczach innych?suspicious
        Jesli takie warunki sa to co innego ale jesli nie ma to trudno, dyskomfort innych jest ostatnia troska zwlaszcza jesli w gre wchodzi grozba odparzonego tylka.
        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:44
          Tak, były. Kabina prysznicowa, a do niej brak kolejki.
    • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:41
      przypominam dyskusje na temat podobny i polecam lekturze artykul
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,120086083,120086083.html?v=2&f=567&w=120086083&a=120086083&wv.x=0
      warto zobaczyc jak to wyglada od tej drugiej obkupanej strony
    • e-dziunia Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 09:47
      klawiatura_zablokowana napisała:


      > Okej, jestem wstrętnym bezdzietnym babskiem i
      > może nie rozumiem

      I wszystko w tym temacie.
      • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:04
        niestety, w temacie defekacyjno-dzieciowym, to nasz kraj na poziomie Borata - był, jest i pewnie będzie
        żadnych refleksji dot osranych tyłków i pieluch nie ma
        akurat w tym przypadku rozumiem umycie dziecka w umywalce, wtoalecie- to dość odpowiednie miejsce, ale "wysadzanie" dzieciaków na trawniku jest po prostu obleśne i diablo prowincjonalne, w złym tego słowa znaczeniu
        chyba gorszy od tego jest fakt, że jest spora grupa naturalistek, które osrane trawniki nie przeszkadzają
        wypisz-wymaluj "a my w Kazachstanie to zostawiamy TO na pamiątkę; gdzie polożyć woreczek z goownem?"
        i żeby nie bylo- po psie, dziecku, pijusie- jeden smierdzący syf


        une crepe with tzatziki, svp
    • koza_w_rajtuzach Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:01
      Rzeczywiście niefajna sytuacja. Ostatnio byłam nad morzem, w miejscu, gdzie przyjeżdża mnóstwo ludzi, mój 2,5 roczny syn kupę robi średnio 5 razy dziennie, od zawsze ma szybką przemianę materii, jeszcze nieodpieluchowany jest, no i rzadko kiedy to wypróżnianie się miało miejsce w hotelu.. przeważnie poza, w różnych miejscach.. Nie wyobrażam sobie tego, żeby zmienić mu tą pieluchę przy ludziach, nawet w toalecie... Zawsze chowam się gdzieś za jakieś drzewa, w krzaki, zasłaniam go wózkiem, ale najbardziej wkurzające jest to, że on często przy takich akcjach płacze, a ludzie próbują dojrzeć, co ja tam z nim wyrabiam. Mimo wszystko jak to tylko możliwe zawsze staram się uchronić go przed gapiami w takich sytuacjach, po pierwsze ze względu na to, że dla innych ludzi jest to obrzydliwe, a po drugie też z szacunku do tego małego człowieka, żeby nie musiał publicznie pokazywać swoich genitaliów i odchodów.
      • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:07
        koza, rzadko sie zdarza, tym bardziej cenię
        wiekszosc matek zachwyconych odchodami potomka nie pomieszcza w mózgu, że ich szczery entuzjazm nie jest zjawiskiem ogólnoświatowym
        i zazwyczaj uswiadomienie konczy się spektakularnym fochem
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:40
          > wiekszosc matek zachwyconych odchodami potomka nie pomieszcza w mózgu, że ich szczery
          > entuzjazm nie jest zjawiskiem ogólnoświatowym

          szczerze mowiac jeszcze sie z takim czyms nie spotkalam
          owszem, widuje jakies niepozadane zjawiska, ale zadnych zachwytow nad odchodami
          serio serio

          takie rozmowy raczej sie nie udaja - jedna strona przesadza, chocby piszac rzeczy podobne do powyzszych (wyssane z palca), a druga strona zaczyna czuc syndrom oblezonej twierdzy i bronic sie na sile, nawet jesli sytuacja tego nie wymaga... trudno w takich warunkach rozsadnie podyskutowac...
          • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:49
            wiesz, ja osobiście nie spotkałąm się też z dendrofilią, tylko o niej czytałam
            ale istnieje, naprawdę
            INNI słyszeli
            • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:59
              nie bardzo wiem, co chcesz powiedziec?
              oczywistym jest, ze takie zjawiska ISTNIEJA, istnieja tez inne, duzo mniej prawdopodobne.

              ale nie wierze, ze za POWSZECHNE, a takie wrazenie sprawila Twoja wypowiedz - ze wszystkie (wiekszosc) matki nagle nabieraja uwielbienia do odchodow swojego potomstwa. bzdura i tyle smile
      • izabellaz1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:53
        koza_w_rajtuzach napisała:

        > z szacunku do tego małego człowieka, żeby nie musiał publiczn
        > ie pokazywać swoich genitaliów i odchodów.

        Dokładnie tak zawsze myślałam i tak robiłam z córką. Nie poniżać Jej i nie zmuszać do ekshibicjonizmu.
    • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:14
      Rozgraniczmy: wysadzanie dzieci na trawnik jest dość, owszem, kontrowersyjne.

      Niemniej umycie dziecku dupska w umywalce - bez jaj proszę. Umywalka służy do MYCIA. Jak się komuś ręce niechcący upieprzą przy podcieraniu szanownego tyłka w toalecie to olaboga też je myje w tej samej umywalce. Skażenie, panie dzieju, skażenie biologiczne. Zaorać ;P

      Oraz, tu się wrednie przyczepię - co to znaczy "epicka" kolejka? Jak się używa kalki angielskiego słowa, to może warto sprawdzić, co to angielskie słowo znaczy, ile ma znaczeń i w jakim znaczeniu zostało użyte.
      • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:32
        > Rozgraniczmy: wysadzanie dzieci na trawnik jest dość, owszem, kontrowersyjne.


        kontrowersyjne?
        • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:40
          konwalka napisała:

          > > Rozgraniczmy: wysadzanie dzieci na trawnik jest dość, owszem, kontrowersy
          > jne.

          > kontrowersyjne?

          Uściślę: wychodzę z założenia, że generalnie jest to obrzydliwe, ale czasem z przyczyn logistycznych trzeba, przy czym przy dziecku te przyczyny logistyczne ciężej ominąć niż przy dorosłym. I jestem w stanie w jakimś stopniu zrozumieć kogoś, kto awaryjnie wysadzi dziecko na trawnik, bo nie ma innego wyjścia w danej chwili (czytaj: naokoło jest beton, a dziecko jest zielone już na twarzy i ma potworny ból brzucha), co nie zmienia faktu, że nadal uważam, że sranie na trawnik jest obrzydliwe. Zrozumiała?

          PS. Zaraz mnie zapytasz, czy awaryjne sranie dorosłego na trawnik też zrozumiem, prawda? tongue_outtongue_outtongue_out
          • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:47
            awaryjnie to na trawniku można i porodówkę urządzić, i masaż serca zrobić
            chadza tylko o to, żeby nie traktować trawnika jako normalnego wc
            a jak już się zdarzy grubsza sprawa dziecku (rozumiem nagle wypadki) to po prostu dyskretnie to zalatwić i potem posprzątać
            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:50
              konwalka napisała:

              > awaryjnie to na trawniku można i porodówkę urządzić, i masaż serca zrobić
              > chadza tylko o to, żeby nie traktować trawnika jako normalnego wc

              oprocz wlascicieli czworonogow nikt normalnie trawnika tak nie traktuje


              > a jak już się zdarzy grubsza sprawa dziecku (rozumiem nagle wypadki) to po pros
              > tu dyskretnie to zalatwić i potem posprzątać
            • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:54
              Cytat
              awaryjnie to na trawniku można i porodówkę urządzić, i masaż serca zrobić
              chadza tylko o to, żeby nie traktować trawnika jako normalnego wc


              Zatem to napisałam. Ogólnie jest to obrzydliwe, awaryjnie czasem trzeba. Nie przestaje być obrzydliwe, ale jestem w stanie zrozumieć wyższą konieczność. Załatwić, posprzątać. Tyle.
              • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:05
                > Zatem to napisałam. Ogólnie jest to obrzydliwe, awaryjnie czasem trzeba. Nie pr
                > zestaje być obrzydliwe, ale jestem w stanie zrozumieć wyższą konieczność. Załat
                > wić, posprzątać. Tyle.

                raz mi sie zdarzylo i myslalam, ze mlodego zabije... oczywiscie miejsce, gdzie NIE ma zadnej toalety publicznej, a on musi kupe juz-i-teraz, zielony na twarzy, do domu daleko... poszlam w jakies krzaki, ale to byla zima, zero lisci, pewnie ktos zobaczyl sad choc staralam sie ukryc... podlozylam mu pampersa (mialam zapasowego dla mlodszego dziecka, jego wozek troche oslanial cala czynnosc), potem zawinelam razem z zawartoscia i wyrzucilam. wolalabym tego nie powtarzac - czulam sie strasznie... naprawde, uwierzcie, matki nie robia tego z przyjemnoscia, dla nas to tez traumatyczne przezycie na ogol wink
                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:13
                  Rozumiem, że za budynkiem, gdzie nikt nie widzi, byłoby bardziej traumatycznie niż pod oknami ludzi spożywających obiad?
                  Jakby mnie się taka sytuacja zdarzyła, tobym szukała miejsca maksymalnie odosobnionego.
                  Widzę jednak, że tylko ja tak mam.
                  • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:19
                    A jakbyś nie znalazła dość odosobnionego miejsca? Cobyś zrobiła?
                  • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:20
                    Cytat
                    Jakby mnie się taka sytuacja zdarzyła, tobym szukała miejsca maksymalnie odosobnionego.
                    Widzę jednak, że tylko ja tak mam.


                    Nie, nie tylko ty tak masz.
                    Problem pojawia się, kiedy masz bardzo ograniczony czas na szukanie tego "maksymalnie odosobnionego" miejsca.
                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:22
                      Żadna z tych matek nie biegła na ten trawnik z obłędem w oczach. Jakby któraś doleciała w panice i zdążyła ściągnąć gacie dosłownie w ostatniej chwili, to trudno, zdarza się. Podobnie zdarza się, jak czasem dorosły czy dziecko ma chorobę lokomocyjną i czasu starcza tylko na zatrzymanie się i otworzenie drzwi na pobocze.

                      Problem w tym, że tam był pełen spokój, mamusie przychodziły spacerkiem, na luzaku ściągały dziecku gacie i jeszcze prosiły, żeby zrobił, bo za chwilę muszą jechać w dalszą drogę.
                      • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:30
                        jesku, iles tych matek widziala??? smile
                        musialas miec jakiegos strasznego pecha, ja chyba sie z taka sytuacja (zalatwianie sie na oczach ludzi jedzacych w knajpie) nigdy nie spotkalam. nie zazdroszcze...
                        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:40
                          Zaraz ci policzę. W łazience z maluchem była jedna, na trawniku ze dwie albo trzy, plus około 4-5 sztuk dzieci hasających radośnie po sali.
                          Też mnie z deka zatkało, bo generalnie nie widuję takich rzeczy na co dzień, dlatego piszę o tym jako o pewnym kuriozum, bo jednak spora część społeczeństwa oszczędza takich widoków (ciekawe czemu?). Chociaż jak czytam niektóre odpowiedzi w tym wątku, to też różnie bywa. Mimo wszystko jest to nadal wyjątek, a nie reguła i dlatego szokuje.
                          • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:04
                            > Zaraz ci policzę. W łazience z maluchem była jedna, na trawniku ze dwie albo tr
                            > zy, plus około 4-5 sztuk dzieci hasających radośnie po sali.

                            pytalam o matki zalatwiajace dzieci na widoku.
                            czyli 2-3... naprawde, sama takich widokow prawie nie widuje, w ciagu 6 lat zdarzyla mi sie jedna kupa z dzieckiem "na trawke", ale krylam sie jak moglam...
                            musialas miec pecha, naprawde, nie uwierze, ze to sa sytuacje typowe.
                            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:06


                              > > Zaraz ci policzę. W łazience z maluchem była jedna, na trawniku ze dwie a
                              > lbo tr
                              > > zy, plus około 4-5 sztuk dzieci hasających radośnie po sali.
                              >
                              w kupie dodaj hasajacych dla lepszego obrazu
                              big_grin
                              serio jak na swiecie z dwojka dzieci zyje tak NIGDY nie bylo potrezby wysadzac ich na trwaniku
                              i nigdy czegos takiego nie widzialam w wykonaniu innych dzieci
                            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:35
                              No też ja nie twierdzę, że są to sytuacje typowe. Wcześniej taką akcję widziałam raz, w parku. Stąd moje zdziwienie oraz zamęt grubymi nićmi szyty wink
                  • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:21
                    przeciez napisalam juz ze 2 razy, ze nie ma wytlumaczenia dla robienia tego na widoku, jesli mozna uniknac takiej sytuacji!
                    wiec nie, nie tylko Ty tak masz, inni (w tym matki) tez

                    ja NIE MOGLAM sie wtedy calkowicie ukryc, bo krzaki nie mialy lisci (a innej oslony nie bylo), ale staralam sie znalezc jak najbardziej odosobnione miejsce (w bezlistnych krzakach) i na pewno nie na bezposrednim widoku.
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:50
        Ale załapałaś już, że w całej historii nie chodzi o tę umywalkę, tylko o przenoszenie defekacji i przewijania do części restauracyjnej?

        Ludzie, ja rozumiem, że czasem jest mega awaryjnie, ale naprawdę wystarczy ODROBINA zastanowienia, żeby zorganizować to przewijanie i defekację możliwie daleko od tłumu, szczególnie jeśli ten tłum konsumuje akurat obiad. Nic bym nie powiedziała, gdyby te matki wzięły dzieci za stację, gdzie nie ma okien, nikt nie widzi, nikt nie jeździ, nikt nie chodzi i ogólnie jest spokojnie. Czy to aż takie trudne? Czy to aż takie trudne przewinąć dziecko gdziekolwiek indziej, tylko NIE w knajpie? O to mi chodzi, a nie o sam fakt przewijania. Po prostu te matki w ogóle nie myślały o czymkolwiek innym poza odchodami swojego dziecka. I uznały, że skoro one mają taką znieczulicę, że pielucha może leżeć koło talerza, to reszta świata też powinna.
        • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:54
          oj tam oj tam
          nie dramatyzuj
          dziecko zabrala juz umyte, pewnie po umyciu nie miala go gdzie posadzic w tym brudnym kiblu
          a jedna reka pieluchy nie wlozysz

          jesli to byl upal pewnie siedzialo tam kupe brzuchatych oblechow bez koszulek i z wlochami pod pacha
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:15
            > jesli to byl upal pewnie siedzialo tam kupe brzuchatych oblechow bez koszulek i
            > z wlochami pod pacha

            Nikogo takiego tam nie widziałam, a nawet jeśli, to co z tego? Jak ktoś jest brzuchaty i ma włosy pod pachą, to można mu nasr... koło talerza?
            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:17
              big_grin
              ale ona nie nasrala
              tylko przyniosla umyte dziecko, pewnie po to zeby je postawic na krzesle i szybko ubrac
              cala operacja zapewne trwalaby 1 minute
              • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:23
                Nie zrozumiałaś pytania. Jak czyjś wygląd ci się nie podoba, to masz prawo nie szanować prawa tej osoby do nieoglądania czynności, które powinny się odbywać w toalecie?

                Gdyby była kolejka, zmieniłabyś podpaskę przy "obleśnym i brzuchatym" tirowcu? W końcu to też trwa mniej niż minutę.
                • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:36
                  Klawiaturo, chodzilo chyba o to, ze w roznych miejscach trafiaja sie ROZNE niezbyt estetyczne rzeczy (np nagie owlosione klaty - wedlug kogos w tym watku), nie tylko dzieciece gole pupy. i pytanie bylo, czy wzbudzaja takie samo oburzenie, jak te pupy. tak przynajmniej ja zrozumialam ta wlasnie odnoge dyskusji.
                  • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:32
                    OK. W takim razie wytłumacz mi, dlaczego w cywilizowanych krajach są osobne pomieszczenia dla przewijania, a nie ma osobnych pomieszczeń dla spoconych, owłosionych tirowców?
                    Czyżby dlatego, że jest jednak PEWNA SUBTELNA ROŻNICA między widokiem tirowca a widokiem przewijania dziecka?

                    Poza tym o co innego chodzi. Nawet, jeśli twoją twarz, brzuch, nos czy kolor włosów taka moofka czy inna matka uzna za obrzydliwe, to nie oznacza to jeszcze, że ma prawo przewijać koło ciebie malca, kiedy ty jesz. A tak wynikało z postów moofki.
                    • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:09
                      nic Ci nie wytlumacze, bo ja tylko podalam interpretacje powyzszej wypowiedzi, a nie bylam jej autorka.

                      akurat ja OSOBISCIE, mam bardzo wysoko prob "obrzydliwosci" estetycznej i malo co mnie brzydzi, wiec nie przeszkadzaja mi ani nagie klaty, ani przewijanie dziecka (przeszkadza mi zapach kupy, to fakt, ale to z estetyka ma malo wspolnego wink). kupy dzieci piersiowych oraz siki sa na tyle malo wonne, ze nie zwrocilabym uwagi na przewijanie takiej pieluchy. nie przeszkadzaja mi tez matki karmiace, nawet jak wywalaja piersi, ani gole dzieciece tylki.
                      ale rozumiem tez, ze innym moga przeszkadzac, wiec ich na to nie narazam ze swojej strony (o ile mam inne rozwiazanie na podoredziu). natomiast nie widze tez powodu, aby robic z tego od razu wielkie halo... mozna sie poskarzyc, owszem, ale nie widze potrzeby, aby urzadzac dramatyczne sceny (NIE pisze tutaj o kupie przez oknem wink)
                      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:30
                        A kto urządzał dramatyczne sceny i na czym te dramatyczne sceny polegały?
                        Rany, kolejna, co tam była i widziała wszystko lepiej ode mnie smile))))))))))))
                    • ceide.fields Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:34
                      Jakich cywilizowanych? Wiekszośc naszych przyfrożnych toalet w porównaniu z niemieckimi czy austriackimi lśni czystoscią i jest o wiele większych.

                      O krajach południowych nie wspominam.

                      Jesteś kolejną z tych kompleksiar reprezentujących pogląd że u nas to syf i be, a mitycznych "cywilizowanych krajach" wszystko pachnie i błyszczy?
                    • falka32 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 15:15
                      Nawet, jeśli twoją twarz, brzuch, nos czy kolor wł
                      > osów taka moofka czy inna matka uzna za obrzydliwe, to nie oznacza to jeszcze,
                      > że ma prawo przewijać koło ciebie malca, kiedy ty jesz.

                      I zgodnie z tą logiką, to, że ktoś przewijanie dziecka koło talerza uznaje za obrzydliwe, nie usprawiedliwia w żadnym wypadku jego spoconej i owłosionej obecności koło talerza moofki. Są prysznice (na stacji był!), są maszynki go golenia, można się ubrać, odświeżyć i dopiero siadać koło innych ludzi, którym może ten widok przeszkadzać po prostu. tongue_out
    • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:30
      ja sie generalnie zgadzam, ze nie sa to zachowania pozadne (moze oprocz umycia dziecka w toalecie), ale... wlasnie, "ale" - sama napisalas, ze byla to knajpka przy drodze, czyli zakladam, ze wszyscy ci ludzie tam byli w podrozy, czesto dlugiej, a z dziecmi - w zasadzie zawsze meczacej wink

      nasze dzieci sa kiepskimi podroznikami, bardzo meczacymi, wiec jestem w stanie zrozumiec rodzicow, ktorzy "nie zachowuja sie dobrze", bo juz zwyczajnie sily nie maja...

      my w podrozy bardzo staramy sie, zeby nie byc uciazliwi dla innych, wybieramy specjalnie miejsca postoju tak, zeby byl jakis "malpi gaj" dla dzieci (zeby nie petaly sie miedzy stolikami), zeby jak najmniej przeszkadzaly innym, zeby byla dobrze zaopatrzona toaleta... ale nie zawsze sie da... mieszkam w niemczech, przy autostradach jest bardzo dobra infrastruktura, ale juz polska czesc podrozy to inna sprawa - od razu widac roznice... akurat szczesliwie (i w sumie przez przypadek) znalezlismy fajne miejsce na przerwe, ale sporo naszukalismy sie (generalnie zero kacikow dla dzieci) i na innej trasie moglibysmy nie miec takiego szczescia...

      wczuj sie w sytuacje dzieci... jedziesz przez wiele godzin autem, ciasno przypieta do krzeselka, rodzice zajeci prowadzeniem auta, dbaja o jakies rozrywki dla Ciebie, ale jestes "uwieziona" i jedyne czego chcesz, to RUSZAC sie...
      ... a w czasie przerwy trzeba cos zjesc i... siedziec cicho i spokojnie przy stoliku - bo nie ma miejsca, zeby sie rozruszac i pobawic... no oszalec mozna wink nie pochwalam, ale ROZUMIEM, i dzieci i rodzicow, czasami naprawde trudno wybrnac z sytuacji tak, aby wszyscy byli zadowoleni... w niemczech w zasadzie na kazdym parkingu ze stacja benzynowa jest jakis kacik dla dzieci, to rozwiazuje duuuuuzo problemow, rzadko widuje sie te petajace sie pod nogami...
      ... w polsce naszukalismy sie jak glupi i dopiero wielkie centrum handlowe z ikea ukolilo nasze nerwy... dzieci do basenu z pilkami, a my na kawe wink

      najlepiej byloby, gdyby rodzice dbali, aby nie przeszkadzac innym (o ile mozna), "inni" starali sie zrozumiec rodzicow (ze to nie na zlosc, ale przez okolicznosci), a wszyscy starali sie apelowac o lepsza infrastrukture (bo mozna - patrz niemcy).
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:05
        Ja staram się zrozumieć każdego, ale to już było za dużo wszystkiego. Wyobraź sobie, że też byłam po długiej podróży, wchodzę do WC: kobieta dziecku pupę myje. Obok pusta kabina prysznicowa, ale OK. Potem matka z tym dzieckiem bierze pieluchę i do restauracji. Obrzydliwe, ale nie pomyślała, OK. Siadam w tej restauracji, potworny ryk i biegająca dzieciarnia, rodzice olewają. Są znudzone, wszyscy zmęczeni, OK. Przynoszą zupę, zaczynam jeść, a tu za oknem walenie kupy w pełnej krasie.

        Rozumiem, jak jedna matka czasem nie pomyśli, ale jak wszystkie wokół mają w dupie cały świat poza pupą swojego skarba, to już zaczyna się robić deczko irytujące. Infrastruktura jest taka jest, napisałam zresztą w pierwszym poście, że zauważam jej braki i też mnie to wkurza. Ale brak toalety dla matki z dzieckiem nie usprawiedliwia robienia kupy na pełnym widoku jedzących ludzi, bo można przejść 5 metrów i zrobić nieco dalej, poza zasięgiem okien, prawda? Czy to jest dla matek zbyt trudne do pojęcia?
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:18
          bardzo mym chciala wierzyc, ze ta kupa (ktora byla kropla przelewajaca czare wink), to byla "sytuacja bez wyjscia", czyli jakas biegunka, albo cus... ale pewnie nie byla sad wiem, ze moglo Ci sie cofnac w czasie jedzenia, obrzydliwosc... ludze czesto nie mysla, to fakt, ale nie dotyczy to jakos specjalnie matek z dziecmi, ale wszystkich... taka karma...

          jestem pewna, ze sama bym sie wsciekla w takiej sytuacji, bedac zmordowana podroza, ale potem emocje by ostygly i bylabym bardziej wyrozumiala - mnie sie rozne sytuacje w zyciu trafily i wiem, ze czasem po prostu ma sie wszystko w d... i juz. oczywiscie nie usprawiedliwia to roznych wybrykow, ale pozwala zaakceptowac fakt, ze sie zdarzaja i ze ludzie czesto nie popelniaja jakis idiotycznych czynow specjlanie, ze zlej woli, zeby innym dokopac... ot, zdarza sie... ja czesto PO FAKCIE mam bardzo filozoficzne podejscie do roznych sytuacji, choc w trakcie az mnie trzesie...

          ode mnie jedna z sytuacji, ktorej przypomnienie do dzis mna strzesie wink musialam zrobic jakies szybkie zakupy, z dwojka dzieci - marudzacy 3-latek i wyjacy w wozku niemowlak (taki byl, w wozku na ogol wyl, neistety). chce wyjsc ze sklepu jak najpredzej, do kasy kolejka, bardzo powoli idzie... jak przyszla moja kolej, to zobaczylam dlaczego - do kasjerki przyszla znajoma, z dzieciakiem (jakies 3 lata) i... to dziecko SKANOWALO produkty - zeby mialo zajecie, gdy kasjerka i jego mama gadala big_grin wiadomo, jak 3-latkowi szlo skanowanie... myslalam, ze mnie tam szlag na miejscu trafi, hehe...

          w podobnej sytuacji, na poczcie, pani sprzedawczyni chciala, zebym wypelnila dla niej jakas ankiete, o zadowoleniu klienta z ich uslug, haha...

          do dzis mnie trzesie, ale wiem tez, ze nikt nie robil tego zlosliwie, po prostu ludzie (dowolni) czasem NIE mysla (albo mysla jakos pokretnie) i tyle...
    • izabellaz1 hehe 11.07.11, 10:49
      tak z wczorajszych obserwacji: Galeria Mokotów (czyli wiadomo pokój dla rodzica z dzieckiem JEST). Naprzeciwko cukierni pani zmienia pieluchę stojącej na ławce dziewczynce na oko 2,5letniej. Nie tylko zasiusianej, bo mokrych chustek w ruchu co niemiara. Smaczneeeeegooooo!
    • wueska Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 10:58
      Zawsze staram się zrobić tak, aby nie trafić z taką sytuacją w miejscu, które nie ma osobnego pomieszczenia tudzież nie gwarantuje minimum komfortu zarówno mi jak i innym. W większości lokali da się takie miejsce znaleźć. Dla mnie moje dziecko może i jest najważniejsze, ale nie dla innych - iw restauracji/sklepie/galerii/u lekarza/gdziekolwiek nie chcę innym dostarczać niekoniecznie przyjemnych wrażeń (bądźmy szczerzy, kupa dziecka nie pachnie wcale lepiej;P) Natomiast w parku nie mam problemów z tym, żeby przewinąć dziecko na kocu.
    • shellerka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:02
      mnie czasami poraża poziom ekshibicjonizmu matek. zarówno jeśli chodzi o pokazywanie przyrodzenia ich dzieci publicznie - właśnie w trakcie siurania, czy s...ania na trawniczku - tak jakby, kur...a nie mogły jedna z drugą wleźć za jakiś krzak, tylko centralnie na trawniku, jak psy,
      jak i przy karmieniu cyckiem.

      posiadam dwójkę dzieci i nigdy nikomu nie kazałam oglądać gołej dupy, któregokolwiek z nich.
      moim zdaniem jest to w jakiś sposób upokarzające również dla dziecka - co z tego, że dwuletniego?! ja bym nie chciała komuś pokazywać się w trakcie sikania, więc wychodzę z założenia, że moje dzieci też tego nie pragną.
      • izabellaz1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:13
        shellerka napisała:

        > mnie czasami poraża poziom ekshibicjonizmu matek

        Uhm. Ja to nawet rozciągam na plażowanie, bo jak moja córka widzi nagą 3latkę na plaży, to pyta dlaczego jest goła??? Odkąd moje dziecię było bardziej siebie świadome zawsze chciała mieć kostium. Czuła się skrępowana na myśl o tym, że będzie przy obcych paradować z gołym tyłkiem.
        • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:20
          Poza tym to chyba mało higieniczne, takie latanie z gołym tyłkiem? Piasek się dostaje, gdzie nie trzeba i odparzenia gotowe.

          A z tym ekshibicjonizmem coś jest na rzeczy. Ja rozumiem, że to dziecko małe i się nie wstydzi, ale mimo wszystko jest coś upokarzającego w pokazywaniu wszystkim naokoło detali anatomicznych i czynności fizjologicznych własnego dziecka. Odwrócę sytuację: jeśli leży już stary i schorowany człowiek rodziny w szpitalu, to krewni zajmując się nim też starają się zapewnić mu maksimum intymności przy myciu i przebieraniu, nawet jeśli jest to już stan taki, że mało kontaktuje. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że chcemy szanować intymność członków swojej rodziny. Rodzina potrafi zrobić nawet awanturę, jeśli pielęgniarka przy opiece epatuje golizną pacjenta. Chociaż stosując logikę pań wpisujących się w tym wątku, to przecież wszystko fizjologiczne i naturalne!
          • izabellaz1 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:24
            Nie tylko odparzenia ale i przecież różne infekcje - zwłaszcza u dziewczynek.

            Uważam, że dziecko od małego zasługuje na poszanowanie własnej intymności, a nagość może i jest naturalna ale nie w tłumie ludzi - ubranych ludzi.
          • masafiu Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:11
            Ano dlatego, że chcemy szanować intymność członków sw
            > ojej rodziny.

            Ano wlasnie o to mi chodzi (co opisalam ponizej). O szacunek do wlasnego dziecka.
            O szacunek do jego intymnosci. O UCZENIE go szacunku do swojej intymnosci.

            Matki czesto traktuja dzieci jak male zwierzatka, ma siuraka/dziurke 'Nooooo maaa i co z tego? On nie rozumie jeszcze.' Nie rozumie to niemowle, ale malec,ktory 1,5-2 lata juz rozumie a przynajmniej zaczyna.
      • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:26
        > mnie czasami poraża poziom ekshibicjonizmu matek. zarówno jeśli chodzi o pokazy
        > wanie przyrodzenia ich dzieci publicznie - właśnie w trakcie siurania, czy s...
        > ania na trawniczku - tak jakby, kur...a nie mogły jedna z drugą wleźć za jakiś
        > krzak, tylko centralnie na trawniku, jak psy,

        Nie no, jak miałam małe dzieci to wręcz się nakręcałam jak mogłam na samym środku deptaka przebrać bliźniaki wink Litości...

        Dlaczego nie można założyć, że są to sytuacje podbramkowe?
    • poppy_pi Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:12
      W weekend byłam nad morzem i po raz kolejny zniesmaczył mnie widok matek 'wysadzających' dzieci na plaży uncertain Kawałek dalej toalety (płatne i darmowe) ale kto by tam się fatygował z dzieckiem do toalety? Przecież dziecku się wybaczy wszystko. Przy zejściu na plażę smród moczu nie do wytrzymania, wszędzie po bokach namoczony piasek, nawet dwa metry od toalety. Zresztą dorośli wieczorami też sobie lubią siknąć pod wydmą uncertain
      • konwalka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:23
        o tym [pisalam
        dla matek odchody, odsiki i co tam jeszcze od potomstwa są najnormalniejszą rzeczą w swiecie
        i ok, mnie to zwisa, kto i co
        uważam jednakowoż egoistycznie, że wolność powinna działać w obydwie strony
        znam sytuacje, gdy trzylatek w trakcie "trningu czystości" (okropne określenie) nagle staje przed wyborem- zskane majtki albo trawnik
        szybko szukaliśmy miejsca, nie na srodku areny, jak cielęta, ja go osloniłam "przed ciekawskich wzrokiem" i po zawodach

        takie sytuacje każdy normalny człek chyba pojmuje
        latanie z osraną pieluchą po całej knajpie, z aureolą migoczącą motto "człwoiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce" jest najzwyczajniej w swiecie prostackie
        no jest i już
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:33
          Konwalka, ale ja zrozumialam, ze ta pielucha w knajpie byla CZYSTA, ze matka ja zaraz dziecku zalozyla!

          no nie wierze, ze WYCHODZAC z toalety, gdzie matka myla dziecko, zabrala ze soba brudna pieluche, zamiast wrzucic ja do odpowiedniego kubla???

          Klawiaturo, doprecyzujesz ta pieluche? wink
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:09
            Matka niosła pieluchę. Nie wiem, czy brudną czy czystą, bo w nią nie zaglądałam. Reszty przewijania miałam szczęście nie oglądać, bo dalej stałam w kolejce do WC.

            A nawet jeśli była czysta, to nadal - czy robienie tego w restauracji jest w porządku? Założyłybyście sobie czystą podpaskę na środku klubu?
            • moofka Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:15
              matka niosla pieluche big_grinbig_grinbig_grin
        • poppy_pi Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 12.07.11, 11:47
          Oczywiście, że rozumiem różne sytuacje: jedziesz w korku i dziecko nagle włoa siku, no nie zostaje nic innego jak pobocze. Jesteś w parku, nie ma toalet, dziecko w krzaki-ok. Ale matka wysadzająca dziecko metr od toalety? Dla mnie przęgięcie uncertain Szczególnie, że to plaża-ludzie tam chodzą boso.
      • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:28
        Poppy, ja sie zawsze fatyguje, jesli tylko kibelki sa smile
        nawet jak nie ma, to nie przyszloby mi do glowy, zeby pozwalac dziecku sikac na plazy!!!
        jak dzieci byly mniejsze (juz odpieluchowane, ale jeszcze nie potrafily zawsze na czas oznajmic, ze musza do toalety), to nosilam ze soba pampersa, ktorego dostawaly (do sikania do srodka wink) w sytuacjach awaryjnych (jakas plaza wlasnie).

        ostatnio chodzilam z dwojka 3 razy do centrum handlowego kolo placu zabaw (gdzie sie dzieci bawily), bo mlodszemu sie wydawalo, ze kupe musi... po 3 wizycie (bez efektow, ze tak napisze) wrocilam do domu, bo stwierdzilam, ze to nie na moje nerwy, hehe...
      • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:29
        > W weekend byłam nad morzem i po raz kolejny zniesmaczył mnie widok matek 'wysad
        > zających' dzieci na plaży uncertain Kawałek dalej toalety (płatne i darmowe) ale kto b
        > y tam się fatygował z dzieckiem do toalety?

        I to jest zgadzam się naganne. Sęk w Tym, że zdarzają się sytuacje gdzie toalety NIE MA.
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:39
          Kropka, ale nawet jak toalety nie ma, nie mozna sikac bezposrednio na plazy sad
          jak zadnego lasku, czy krzaczkow nie ma gdzies dalej, mozna zawsze wziac pampersa, zeby dziecko do niego sikalo, nie? albo nawet pusta butelke dla chlopca tongue_out znam rodzicow, ktorzy nosili nocniki na plaze, czy plac zabaw (chyba nawet obecna tu Kotula, o ile pamietam...)
          • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:42
            A gdzie ja napisałam, że można sikać na plaży?
            • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:47
              no doslownie nie napisalas, ale mialam wrazenie, ze jakos usprawiedliwialas to sikanie w sytuacjach, gdy toalety nie ma. jesli zle zinterpretowalam Twoja wypowiedz, to wybacz smile
              • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:56
                Tak samo ja mogę napisać, że w zacytowanej wypowiedzi wszystko rozwiązują te płatne i darmowe toalety big_grin A jak ich nie ma to kicha? big_grin Obie wiemy, że są pieluchy. W razie czego można spróbować pójść gdzieś poza plażę. Coś pominęłam?
          • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 11:50
            Cytat
            znam rodzicow, ktorzy nosili nocniki na plaze, czy plac zabaw (chyba nawet obecna tu Kotula, o ile pamietam...)


            No, nosiłam. Wtedy, kiedy moje dzieci były na etapie "już sygnalizuję, ale utrzymać to ja potrafię parę sekund, więc zdążę dolecieć tylko do matki a potem już do kibelka niet". Plus, córka nie potrafiła się odlać na trawie, miała blokadę ;P, nadal ma blokadę przed laniem np. w lesie, ale teraz na zasadzie "zasłoń mnie z pięćdziesięciu stron, bo mnie wiewiórki i dziki zobaczą" tongue_out
            • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:02
              > nadal ma blokadę przed laniem np. w lesie, ale teraz na zasadzie "zasłoń m
              > nie z pięćdziesięciu stron, bo mnie wiewiórki i dziki zobaczą" tongue_out

              No, moja nawet jak ja zasłonić nie zrobi w ten sposób. I żeby nie było, wolałabym aby jednak czasami mogła. Nie dlatego, że nie chce mi się szukać toalety ale takie wstrzymywanie w nieskończoność jest niezdrowe.
    • masafiu Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:02
      Umywalka jest do mycia. Jesli dziec bylby totalnie usrany, to pewnie bym najpierw go wymyla chusteczkami a potem obmyla w umywalce. Ale jesli siku lub male usranie, to nawet postawilabym w wozku i przewinela. Wiele razy juz tak robilam i mozna tak to zrobic, aby inni nie mieli pelnego wgladu 'w sprawe'.

      Kompletnie nie kumam wnoszenia polnagiego dziecka do restauracji. Zgadzam sie co do niesmaku sytuacji, jakbym jadla to nie chcialabym aby mi ktos obok malca przewijal. Ale najbardziej mnie tu uderza cos innego. Jakby uczenie dziecka, ze to normalka z gola doopa latac wsrod obcych ludzi. Ni ejestem pruderyjna, zboczona itd. Ale chodzi mi o zwykly, naturalny wstyd, jaki kazdy ma jakby go przeniesiono do polowy golego po restauracji.

      A sikanie i kupa (!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) na trawie - masakra. Jakby mi dziecko przebieralo nogami,chcialo siku, kolejka dluga, to bym poszla za budynek, na pewno gdzies dalej. Ale jakby chcialo cos wiekszego, to bym poszla do WC i przeprosila pierwsza kobiete w kolejce, spytala czy mozna, bo dziecko zaraz mi sie tu posr...
      • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:12
        Dzięki za zrozumienie smile
        Pewnie gdyby nie natłoczenie wszystkich wrażeń naraz, tobym na każdą rzecz z osobna nie zwróciła szczególnej uwagi, ale w masie już mnie wszystko dobiło i zaczęłam podejrzewać, że tylko ja widzę w tym wszystkim coś niestosownego.
        Zresztą niektóre odpowiedzi na forum są właśnie w tym tonie - wszystko jest naturalne i OK, a jak ty masz z tym problem, to spylaj na Marsa.
        • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:30
          > Zresztą niektóre odpowiedzi na forum są właśnie w tym tonie - wszystko jest nat
          > uralne i OK, a jak ty masz z tym problem, to spylaj na Marsa.

          Nie. Ty nie rozumiesz, że ta matka pewnie miała też problem. Co prawda inny niż Twój. Założyłaś, że jest z gatunku kupka dzieciaka jest fajna.
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:36
            Mimo problemu jednak można radzić sobie tak, żeby robić jak najmniejszy problem innym, co już w wątku było wielokrotnie poruszane. Inne matki opisywały przewijanie w sytuacjach awaryjnych, wszyscy się też zgodzili, że wypróżnianie można było uskuteczniać tak, żeby chociaż nie pod oknami klientów restauracji.
            • kropkacom Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:44
              Słuchaj, zrobiłaś założenie i się tego bardzo trzymasz. Chyba ta dyskusja nie sensu.
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:32
          > Zresztą niektóre odpowiedzi na forum są właśnie w tym tonie - wszystko jest naturalne i OK,
          > a jak ty masz z tym problem, to spylaj na Marsa.

          a Twoje wypowiedzi sa generalnie w tonie "wiekszosc matek to glupie i bezmyslne kwoki, zadufane w sobie, celebrujace fizjologie swoich dzieci, zachowujace sie bez zadnego wzgledu na innych"
          i o ile wiele opisanych przez Ciebie rzeczy mozna uznac za obrzydliwe/nieakcpetowanlne/niefajne, to nie mozna sie zgodzic z TONEM Twoich wypowiedzi i ich ogolnym przeslaniem, bo zwyczajnie nie jest prawdziwe.
          • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:53
            Nigdzie nie napisałam, że wszystkie. Pisałam tylko o tych, które widziałam. TE matki, które eksponowały fizjologię swoich pociech przy jedzących ludziach (którzy również mają prawo być zmęczeni podróżą, głodni i chcieć trochę wypoczynku na postoju) wykazały się bezmyślnością. Nigdzie nie napisałam, że były złośliwe czy robiły to ze złej woli, tylko po prostu nie zwracały uwagi na odczucia innych. To jest akurat fakt, bo jakby się tym przejmowały, to nawet w sytuacji awaryjnej, przy ciężkiej sraczce i załatwianiu jej na trawniku (bo tylko tam się udało dobiec) starałyby się jakoś zasłonić malucha przed wzrokiem jedzących, zapewnić minimum intymności etc. Niczego takiego nie zauważyłam, był totalny luz blues. I to mnie lekko zszokowało, bo dla mnie to jest taka sytuacja, w której człowiek w naturalny sposób dąży, żeby mieć jak najmniej widzów. Z uwagi na tych widzów i to dziecko oraz własną wstydliwość również. Brak takiego odruchu wg mnie nie jest do końca normalny. Chciałam się skonfrontować z tym, co inni sądzą na ten temat.

            Skonfrontowałam się, dowiedziałam się, że prysznic był brudny, za to umywalka sterylnie czysta, a wszystkie dzieci miały sraczkę, nad którą się absolutnie nie dało zapanować i dobiec chociaż parę metrów dalej, żeby nie miały całej knajpy widzów. Natomiast w tej knajpie siedział tłum obleśnych tirowców, których widok był tak obrzydliwy, że walenie przy tym kupy na trawnik to w sumie Wersal.

            Dowiedziałam się także, że jestem zboczona i zmyślam, bo absolutnie nic takiego nie widziałam.

            Nie wiem, jakie z tego wyciągniesz wnioski na temat przesłania, nie chcę ci nic narzucać.
            • falka32 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 15:53
              Nigdzie nie napisałam, że były złośliwe
              > czy robiły to ze złej woli, tylko po prostu nie zwracały uwagi na odczucia inn
              > ych. (...) Brak takiego odruchu wg m
              > nie nie jest do końca normalny. Chciałam się skonfrontować z tym, co inni sądzą
              > na ten temat.

              Mnie za każdym razem, jak czytam takie wypowiedzi, to jest niedobrze znacznie bardziej, niż na widok najbardziej rozmazanej kupy. Jak świat zacznie mniej zwracać uwagę na czubek własnego nosa, a bardziej na odczucia INNYCH czyli również matek, które muszą funkcjonować w świecie, kompletnie niedostosowanym do ich potrzeb, to ja zacznę bardziej zwracać uwagę na odczucia estetyczne świata. Matki z dziećmi i tak mają ciężej, niż przeciętny obywatel, mają znacznie mniej dostępnych udogodnień i jeszcze wszyscy się czepiają, że ich dzieci zachowują się jak dzieci a one nie są gotowe poświęcić całej pozostałej energii na podnoszenie komfortu życia obcych osób. Małe dziecko w przestrzeni publicznej nie jest "wyłącznym problemem matki", tak samo jak starszy człowiek, inwalida czy samotna kobieta bez męskiego towarzystwa nie jest wyłącznie swoim problemem, ma prawo czuć się w miejscach publicznych jak u siebie a nie jak w gościach u tej "normalnej" części społeczeństwa, czyli takiej, która nie posiada problemów zdrowotnych, jest dorosła, określonego wzrostu i jest silniejsza od reszty. Jeżeli przestrzeń publiczna jest zorganizowana tak, że nie uwzględnia potrzeb naprawdę dużej i istotnej części społeczeństwa, to nie ma nic dziwnego w tym, że ta grupa wykazuje się lekceważeniem przyjętych norm, jeżeli ile uzna, że przestrzeganie kosztuje ich to zbyt wiele wyrzeczeń, które nie są uzasadnione niczym oprócz uprzedzeń i wyśrubowanych wymagań estetycznych przypadkowych osób. Jeżeli na każdej stacji będzie pokoik do przewijania, osobna toaleta i kącik dla dzieci, to dzieci będą przewijane i wysikiwane z całą pewnością tam właśnie. I jest to dużo bardziej właściwe rozwiązanie problemu, niż oczekiwanie od rodziców, że staną na głowie i jakoś sobie poradzą w warunkach, które są do nich kompletnie nie dostosowane, bo inaczej zarzuci się im bezmyślność i złą wolę.
              • falka32 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 18:19
                Jeżeli przestr
                > zeń publiczna jest zorganizowana tak, że nie uwzględnia potrzeb naprawdę dużej
                > i istotnej części społeczeństwa, to nie ma nic dziwnego w tym, że ta grupa wyka
                > zuje się lekceważeniem przyjętych norm, jeżeli ile uzna, że przestrzeganie kosz
                > tuje ich to zbyt wiele wyrzeczeń, które nie są uzasadnione niczym oprócz uprzed
                > zeń i wyśrubowanych wymagań estetycznych przypadkowych osób

                Tak, wiem, że to zdanie jest niezrozumiałe, rozpaczliwie usiłowałam się skupić, trącana ciągle w łokieć smile
      • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:35
        Niedawno była świadkiem dwóch podobnych sytuacji.
        Siedziałam sobie z córką w piaskownicy, niedaleko, przy chodniku zatrzymała się mama z na oko 6 letnią córką. I co zrobiły? Mama córę myk na ręce, gacie w dół i na oczach innych mam oraz dzieci córunię "odsikała". Gdy skończyła, stała tak sobie na widoku z gołym tyłkiem, a mamunia szukała chusteczki by córunia mogła się podetrzeć. Byłam ciekawa co zrobi z tą chusteczką,rzuci na ziemię? Nie, wyrzuciła do kosza.
        Ręce mi opadły.
        Na drugi dzień podobna mamunia postąpiła podobnie przy wejściu na plac targowy, dziecko było frontem do wchodzących ludzi,w sumie mieliśmy szczęście, że dziewczynka lała zwartym siurem i nie trafiło na przechodzących.
        No trzeba mieć coś z deklem, inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.
        Moje dziecko ma trzy lata, o pieluchach już dawno zapomniałyśmy, więc problem nas nie dotyczy, ale zdarzyło mi się pójść z małą w krzaczki jakieś raptem trzy razy, ale były to miejsca w których nie było jej widać. Ale najczęściej korzystamy z toalet, ostatnio zaliczyłyśmy Urząd Miejski i Muzeum smile
        Odniosę się jeszcze do prysznica na stacji benzynowej.
        Nie umyłabym tam dziecka - brzydzę się. Na umywalkę położyłabym chusteczki, bądź ręcznik papierowy, ale nie wsadziłabym dziecka do kabiny na stacji benzynowej.
        A dzikie biegi dzieci w restauracji, to niestety wyraz swobody obecnych czasów, przecież to tylko dzieci, bo moje dziecko, bo dzieciom się należy i tak dalej
        "Bezstresowe" wychowanie.
        A sytuacja na trawniku to buractwo, o którym pisałam wyżej. Ci sami ludzie pewnie nie mają oporów by śmiecić gdzie popadnie, hałasować w nocy i ogólnie zachowywać się aspołecznie.
        • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:46
          > A sytuacja na trawniku to buractwo, o którym pisałam wyżej. Ci sami ludzie pewn
          > ie nie mają oporów by śmiecić gdzie popadnie, hałasować w nocy i ogólnie zachow
          > ywać się aspołecznie.

          i to jest pewnie trafna uwaga - te matki zachowywaly sie tak dlatego, ze albo sa bezmyslne, albo buraczane, a nie dlatego ze sa MATKAMI opetanymi zachwytem nad odchodami wlasnego dziecka...
          • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 12:58
            Bo wg niektórych MATKI to odrębny gatunek człowieka, coś jakby trzecia płeć, albo rodzaj cyborgów. Zostajesz matką (problem zawsze dotyczy matek, ojcowie są przeważnie pomijani w dyskusjach), przechodzisz metamorfozę i zanika mózg.
            Uwaga! Zdradzę sekret! Burakiem można być będąc osobą bezdzietną.
            • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:20
              Też to zauważyłam, że matki to osoby rodzaj człowieka. "Zostaniesz matką, zrozumiesz...", "Przeszkadza ci to, bo nie jesteś matką", "No tak, widać, że bezdzietna jesteś...".

              Napiszę tylko, że kiedy moja mama była w ciąży, miała bardzo wyczulony węch i generalnie była maksymalnie brzydliwa, do tego stopnia, że ojciec musiał przewijać starszą siostrę, bo jej się cofało od samego widoku. Ale moja matka jest zapewne wybrakowana wink)))
              • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:28
                Nie obraź się, ale masz bardzo ograniczone myślenie, spróbuj się bardziej otworzyć na ludzi i przede wszystkim trochę empatii Ci życzę.
                Ja jestem matką, ale nie uważam się za inny rodzaj człowieka, czy gorszy sort, po prostu mam dziecko, którym się zajmuję, priorytety się nieco zmieniły, ale to nie znaczy, że pozbyłam się mózgu.
                Na niewychowanych chamów można trafić wszędzie, Ty miałaś okazję akurat podczas obiadu, ja niedawno słyszałam krzyki sąsiadów na jakiegoś młokosa lejącego pod blokiem.
                Nie był matką, ojcem na pewno też nie.

                A twoja matka miała wyczulony węch za sprawą hormonów, w ciąży ciało reaguje inaczej, nie ma tym nic dziwnego.
                Ja przez alergię prawie węchu nie mam, ale to nie znaczy, że jestem jakimś mutantem.
                A może jestem?
                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:39
                  > Na niewychowanych chamów można trafić wszędzie, Ty miałaś okazję akurat podczas
                  > obiadu, ja niedawno słyszałam krzyki sąsiadów na jakiegoś młokosa lejącego pod
                  > blokiem.

                  To prawda! Natomiast to NIE JA twierdzę, że warunkiem tolerowania i uznania za normalne takich sytuacji jest urodzenie dziecka, a kto jeszcze nie rodził, ten nie dostąpił wtajemniczenia i w swojej ograniczoności się czepia zupełnie normalnych rzeczy.

                  > A twoja matka miała wyczulony węch za sprawą hormonów, w ciąży ciało reaguje in
                  > aczej, nie ma tym nic dziwnego.

                  Ciekawe, co by było, gdyby taka nadwrażliwa ciężarna zwróciła zjedzoną właśnie zupę kalafiorową na widok innej matki przewijającej dziecię obok jej stolika albo wysadzającej szkraba za szybą.
                  Czy też forumowe matki by uznały, że przesadza?
                  • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:56
                    > To prawda! Natomiast to NIE JA twierdzę, że warunkiem tolerowania i uznania za
                    > normalne takich sytuacji jest urodzenie dziecka, a kto jeszcze nie rodził, ten
                    > nie dostąpił wtajemniczenia i w swojej ograniczoności się czepia zupełnie norma
                    > lnych rzeczy.

                    nie chodzi o zadne wtajemniczenie. chodzi o to, ze DOSWIADCZENIA sie zmieniaja, gdy sie ma dzieci - zwyczajnie trafiaja Ci sie sytuacje, o ktorych nawet nie snilas, gdy dzieci nie bylo. tak samo jak nie wiesz, jak to jest funkcjonowac w spoleczenstwie, gdy sie jest niepelnosprawnym (jesli nie jestes niepelnosprawna), ani nie wiesz, co to sa problemy z nieplodnoscia, bezsennoscia, nietrzymaniem moczu, itp itd, jesli sama tego nie przejdziesz. oczywiscie mozna sie w tych tematach wypowiadac, nawet jesli sie nie jest w grupie doswiadczonej, ale zwyczajnie sa to dywagacje teoretyczne - praktyka moze nas bardzo zaskoczyc. mnie maciezynstwo nauczylo pokory - NIE DA sie wszystkiego zaplanowac i zapiac na ostatni guzik, beda zdarzaly sie sytuacje awaryjne i bede musiala sobie z nimi radzic (na przyklad gdy moje dziecko przestalo oddychac i stracilo przytomnosc...), choc "na trzezwo" nawet o nich nie mysle.


                    > Ciekawe, co by było, gdyby taka nadwrażliwa ciężarna zwróciła zjedzoną właśnie
                    > zupę kalafiorową na widok innej matki przewijającej dziecię obok jej stolika al
                    > bo wysadzającej szkraba za szybą.
                    > Czy też forumowe matki by uznały, że przesadza?

                    nie wiem, co by zrobily forumowe matki, ale ja bym tej kobiecie pomogla posprzatac, pomogla ogarnac siebie (oczyscic ubranie) i pomogla wyjsc na powietrze, bo to na ogol pomaga. gdybys byla w ciazy, to bys wiedziala (hehe), ze taka wlasnie reakcje (czyli publiczne wymioty) moze wywolac dokladnie KAZDY zapach lub widok, nie potrzebne jest przewijane dziecko wink i ciezarnej nikt sie nie dziwi, ludzie raczej wspolczuja. nawet jesli sami maja odruch wymiotny na jej wymioty. ot zycie, kazdemu sie sytuacja awaryjna zdarzyc moze.
                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 14:08
                      > nie chodzi o zadne wtajemniczenie. chodzi o to, ze DOSWIADCZENIA sie zmieniaja,
                      > gdy sie ma dzieci - zwyczajnie trafiaja Ci sie sytuacje, o ktorych nawet nie s
                      > nilas, gdy dzieci nie bylo.

                      Rozumiem. Czy jednak od tego takie akcje są mniej obrzydliwe dla otoczenia? Chodzi mi o to, że będąc matką pamiętasz cały czas, jak to było, gdy nią nie byłaś i rozumiesz, że jednak należy zminimalizować udział otoczenia w fizjologii potomka? Także dla komfortu psychicznego tegoż potomka? No nie wiem, dla mnie to jest oczywiste. I zostanie matką tym bardziej powinno poszerzać wyobraźnię i wymuszać zdrowy rozsądek, bo to matka musi myśleć, jak sobie poradzić.

                      >i ciezarnej nikt sie nie dziwi, l
                      > udzie raczej wspolczuja.

                      O to mi właśnie chodzi. A bezdzietna to po prostu jakaś histeryczka, co jej dzieci przeszkadzają.

                      Ja też bym chciała być impregnowana na obrzydliwe zapachy, widoki i odgłosy. Też się o to nie prosiłam, żeby mi się cofało na widok dziecięcej kupy. Tyle tylko, że jakbym zaszła w ciążę, toby mi ludzie współczuli.
                      • kura17 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 14:39
                        > Rozumiem. Czy jednak od tego takie akcje są mniej obrzydliwe dla otoczenia?

                        niektore z tych sytuacji sa, a niektore nie sa obrzydliwe dla otoczenia.
                        cala otoczka "wydalania" jest obrzydliwa i dla otoczenia i dla matek "wydalaczy", ale matki po prostu musza sobie z tym poradzic. i naprawde, na ogol staraja sie sobie radzic tak, aby nie uprzykrzac zycia innym

                        > Chodzi mi o to, że będąc matką pamiętasz cały czas, jak to było, gdy nią nie byłaś
                        > i rozumiesz, że jednak należy zminimalizować udział otoczenia w fizjologii potomka?

                        oczywiscie, ze pamietam, tak jak wiekszosc matek.
                        jeszcze raz podkreslam - nikt nie kwestionuje oburzenia o zalatwianie sie na widoku, dyskusja rozgorzala o co innego - glownie (jak sama podkreslilas) o mycie w umywalce. i tutaj matki i nie-matki maja inne perspektywy.


                        > O to mi właśnie chodzi. A bezdzietna to po prostu jakaś histeryczka, co jej dzieci
                        > przeszkadzają.

                        NIKT tego nie napisal!
                        znowu jakies nieprawdziwe posadzenia.
                        nikt nie zaprzecza, ze widok kogos robiacego kupe przed knajpa, gdy Ty jesz (czy chocby siedzisz) jest OBRZYDLIWY i niekt za cos takiego nie nazywa Cie histeryczka. histeryczny ton Twoim wypowiedziom nadaja takie wlasnie wypowiedzi, jak ta powyzsza...

                        > Ja też bym chciała być impregnowana na obrzydliwe zapachy, widoki i odgłosy. Te
                        > ż się o to nie prosiłam, żeby mi się cofało na widok dziecięcej kupy. Tyle tylk
                        > o, że jakbym zaszła w ciążę, toby mi ludzie współczuli.

                        alez ja Ci wspolczuje i teraz.
                        gdybym Cie spotkala w momencie, gdy wymiotujesz, bo ktos robi Ci kupe przed nosem, to oczywiscie tez bym Ci pomogla i wyrazila swoje wspolczucie. to chyba normalny ludzki odruch?

                        ale - powtorze KOLEJNY RAZ - nikt nie kwestionuje obrzydliwosci tych kup, ludzie maja inne zdanie o INNYCH aspektach Twojego postu, ktore juz sa (rowniez wedlug mnie) bardziej dyskusyjne.

                        jesli przyjmiemy, ze Twoim najwiekszym zarzutem byly owe kupy, to w zasadzie wszyscy sie z Toba zgadzaja (albo nie dyskutuja, bo jest oczywistym, ze to buractwo).
              • mama_kotula Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:38
                Cytat
                Napiszę tylko, że kiedy moja mama była w ciąży, miała bardzo wyczulony węch i generalnie była maksymalnie brzydliwa, do tego stopnia, że ojciec musiał przewijać starszą siostrę, bo jej się cofało od samego widoku. Ale moja matka jest zapewne wybrakowana wink)))


                Zupełnie nie rozumiem, jaki to ma związek z tym, co pisałaś wcześniej tongue_out

                Chciałaś pokazać, że twoja matka jest "wybrakowana" (w znaczeniu, ofkors, "wyjątkowa", "zajebista", "nie odwaliło jej na musk"), bo jej kupa śmierdziała? O bogowie. Zdradzę ci sekret: każdej matce kupa jej dziecka śmierdzi, wypchnięcie noworodka nie powoduje upośledzenia zmysłu węchu.
                Z tym, że w ciąży zdarza się, że wszystko cuchnie wywołując cofkę, i z tego też powodu śniadanie i kolację przez ostatnie 3 miesiące robił moim dzieciom mój facet, bo ja do kuchni wejść nie mogłam. Robił też pranie, bo ja miałam odruch wymiotny na brudne rzeczy oraz na proszek do prania, mył podłogi (jak wyżej). Co nie zmienia faktu, że - uwaga!! - przed ciążą kupa mi tak samo śmierdziała, tyle że od jej zapachu nie wydalałam połowy zawartości przewodu pokarmowego. I pod tym względem twoja matka absolutnie nie jest wyjątkowa tongue_out
                • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:42
                  > Zupełnie nie rozumiem, jaki to ma związek z tym, co pisałaś wcześniej tongue_out

                  Taki, że zostanie matką wcale nie oznacza automatycznej akceptacji dla takich widoków i radosnego pałaszowania kotlecika w otoczeniu pieluch i kup za oknem. A coś podobnego powyżej sugerowano, pouczając mnie, że kiedy zostanę matką, zrozumiem.

                  >Zdradzę ci sekret: każdej matce kupa jej dziecka śmierdzi, wypchnięcie
                  > noworodka nie powoduje upośledzenia zmysłu węchu.

                  To już nie kumam. Dlaczego zatem ta matka idzie przewijać do restauracji, skoro sama nie jest wielką fanką takich atrakcji?

                  Wyżej mi napisano, że to wynika z faktu, że matkom nie przeszkadza ("zostaniesz matką, to ci się zmieni perspektywa"). A teraz to już nie wiem?
                  • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:49
                    Oczywiście, że przeszkadza. Perspektywa się zmienia, ale chodzi o kwestię organizacji i ogólnego podejścia do życia w społeczeństwie.
                    No zrozum to, to nie chodzi o fakt bycia matką, jeśli ktoś jest z natury egoistą, chamem i ma postawę roszczeniową, to nieważne, czy posiada się te dzieci, czy nie, taki człowiek będzie burakiem i tyle.
                    • klawiatura_zablokowana Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:57
                      No właśnie uświadomiono mnie, że nie. Te matki zachowywały się normalnie, ale ja tego nie rozumiem, bo nie jestem matką.
                      Teraz zaczynasz mnie chociaż trochę rozumieć?

                      >Perspektywa się zmienia, ale chodzi o kwestię organ
                      > izacji i ogólnego podejścia do życia w społeczeństwie.

                      A to można różnie rozumieć. Jedni organizują się tak, żeby zaspokoić potrzeby dziecka i zachować przy tym pewne społeczne normy. Inni rozumują, że z faktu zostania matką organizacja życia się zmienia - to społeczeństwo ma dopasować się do nich. I obie postawy wynikają z bycia matką.
                      • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 14:10
                        Ja Ciebie rozumiem, tylko staram się Ci wytłumaczyć, że to nie jest domena tylko li i wyłącznie MATEK. Ty opisałaś taki typ ludzi KTÓRYM SIĘ NALEŻY. To tacy, którzy pójdą na plażę i wezmą ze sobą radio i puszczą na cały regulator, to ten typ co grilluje na balkonie mając w nosie sąsiadów, to ten typ, co wyrzuca śmieci do lasu, ten co kosi trawę w niedzielę po południu, bo to najlepsza pora, ten typ co nie ustąpi miejsca w autobusie osobie starszej, niedołężnej, kobiecie w ciąży, para na zorganizowanej wycieczce, której się nic nie podoba i pójdzie sobie w cholerę, a potem trzeba na nich czekać i zaplanowane atrakcje idą się paść przez dwoje niezadowolonych matołów.Mogłabym wymieniać jeszcze bardzo długo,
                        I te baby też do takich należą, co tam inni, jest trawnik, można siurać.
                • lelija05 Re: Przewijanie dzieci w miejscach publicznych i 11.07.11, 13:45
                  Tak a propos tej nieszczęsnej kupy, mój mąż w czasie mojej ciąży powiedział mi, że matce kupa dziecka nie śmierdzi. Dowiedział się kiedyś od jakiejś koleżanki. Podeszłam do tego sceptycznie.
                  Gdy dziecko pojawiło się na świecie, podsunęłam mu dowód rzeczowy pod nos i teoria jego koleżanki poszła do kosza.
                  Kupa śmierdzi. Bardzo. Jak jasna cholera. A przypominam, że ja mam słaby węch.
    • madzioreck Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:21
      Wiedziałam, że tak będzie wink My, głupie bezdzietne, nie rozumiemy i nie wiemy. Trzeba matczynego oświecenia, aby zrozumieć, że uzasadnione może być i przewinięcie dziecka na stole (ktoś już opisywał dwa takie przypadki, na forum sv była, zdaje się, awantura, i też znaleźli się obrońcy rodziców, którzy przewijali na stole, gdy obok ludzie jedli, oraz coś mi się obiło o oczy przewijanie na stole na weselu...), a my się czepiamy, bo tylko z boku tak "wygląda"big_grin
      Na szczęście sporo jest normalnych matek smile
      • kropkacom Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:29
        Ja nie przewijałam na stole. Rozumiem, że są jednak różne sytuacje i z boku może to wyglądać tak sobie. Jestem normalna?

        > Wiedziałam, że tak będzie wink My, głupie bezdzietne

        Dlaczego głupie? Po prostu nigdy nie miałaś problemu z dzieckiem z kupa w pielusze i brakiem miejsca na przebranie takiego absztyfikanta.
        • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:36
          > Ja nie przewijałam na stole. Rozumiem, że są jednak różne sytuacje i z boku moż
          > e to wyglądać tak sobie. Jestem normalna?

          Nie wiem smile Wiem, że w miejscu, gdzie nie ma przewijaka, jest tysiąc miejsc równie bezsensownych, gdzie można przewinać dziecko, a nie na stole obok jędzących gości weselnych. I naprawdę nikt mnie nie przekona, że to jest normalne.

          > Dlaczego głupie? Po prostu nigdy nie miałaś problemu z dzieckiem z kupa w pielu
          > sze i brakiem miejsca na przebranie takiego absztyfikanta.

          Jasne, jasne. Bo jak kto bezdzietny, to zapewne w ogóle dzieciaka z kupą na oczy nie widział.
          Rok codziennej opieki nad maluchem w wieku 1-2, latania z nim po lekarzach, na zakupy i w pincet innych miejsc to pikuś. No ale nie jestem matką i to nie to samo.
          • kropkacom Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:42
            > Nie wiem smile

            Ja też nie wiem czy jesteś normalna big_grin

            > Wiem, że w miejscu, gdzie nie ma przewijaka, jest tysiąc miejsc rów
            > nie bezsensownych, gdzie można przewinać dziecko, a nie na stole obok jędzących
            > gości weselnych. I naprawdę nikt mnie nie przekona, że to jest normalne.

            A zaprowadziłaś ta nienormalną mamę do takiego miejsca?

            > Jasne, jasne. Bo jak kto bezdzietny, to zapewne w ogóle dzieciaka z kupą na ocz
            > y nie widział.

            Widział, widział... Nawet najczęściej to bezdzietni właśnie WIDZĄ big_grin
            • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:50
              > A zaprowadziłaś ta nienormalną mamę do takiego miejsca?

              Nie byłam przy tej mamie, cvhyba napisałam jasno, że chodziło o awanturę na innym forum.
              Ale znów jest tak, jak myślałam, na pewno da się jakos uzasadnic przewijanie na stole przy żarciu.
            • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:52
              > A zaprowadziłaś ta nienormalną mamę do takiego miejsca?

              nie no, Kropka, nie przesadzaj... matka moze poprosic o pomoc w znalezieniu takiego miejsca, ale nie ma prawa zaczac przewijac NA STOLE posrod ludzi (jesli nie jest to kolejna urban legend). jesli nie potrafi znalezc miejsca, to bierze krzeslo i przewija gdzies w najodleglejszym koncie, a ojciec/babcia/ktokolwiek zaslania cala akcje. to juz jest wielkie przegiecie i NIE obserwatorzy maja reagowac szukaniem miejsca do przewiniecia dziecka! (o ile nie sa poproszeni o pomoc, co tutaj nie ma zdaje sie miejsca)
              • mama_kotula Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:58
                Cytat
                matka moze poprosic o pomoc w znalezieniu takiego miejsca, ale nie ma prawa zaczac przewijac NA STOLE posrod ludzi (jesli nie jest to kolejna urban legend)


                Nie wierzę w kogokolwiek, kto by przewijał dziecko na stole z jedzeniem (zakładam przy tym, że przewijający rodzic nie był pijany w trupa). Niezależnie od stopnia głupoty, choć wiem, że ta może przekraczać wszelkie granice. Zatem tak, jestem skłonna założyć się, że to urban legend, wymyślona na potrzeby prowokacji do flejmu na forum.
                • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:03
                  Nawet, jeśli to była prowokacja, to jak widzisz, obrońca wyrozumiały zawsze się znajdzie. I w tamtym wątku, o którym mówię, też się wielu znalazło.
                  • kropkacom Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:06
                    Że niby ja broniłam? O ludzie... Ja spytałam myśląc, że opisujesz realne wydarzenie czemu nie zareagowałaś? Moja pomyłka.
                    • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:10
                      > Że niby ja broniłam? O ludzie... Ja spytałam myśląc, że opisujesz realne wydarz
                      > enie czemu nie zareagowałaś?

                      Załóżmy, że sytuacja nie jest teoretyczna. Czy moja reakcja lub jej brak jest tu kluczowa, czy może jednak fakt, że komuś w ogóle może przyjść do głowy taki pomysł? A nawet jesli bym zareagowała, to ciekawe, jaka byłaby reakcja rodzica - jasne, przepraszam, już uciekam, a wcale nie "pani się czepia" wink
                      • kropkacom Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:19
                        Wiesz, w tej chwili trudno nam będzie dyskutować na temat jakieś wymyślonej historii. O tym co kluczowe, co nie, tym bardziej. Nie napisałam, że wyimaginowana pani dobrze zrobiła przewijając dziecko na stole weselnym. Bo bez dwóch zdań pojechała po bandzie. Przynajmniej w wyobraźni tego kto to sobie wymyślił.
                        • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:20
                          No i o to chodzi.
                  • mama_kotula Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:10
                    Cytat
                    Nawet, jeśli to była prowokacja, to jak widzisz, obrońca wyrozumiały zawsze się znajdzie. I w tamtym wątku, o którym mówię, też się wielu znalazło.


                    Madzioreck, bo chodzi o to, że najczęściej w takich wątkach występuje samonakręcająca się spirala. I jeśli jedna strona napisze, że przewijanie na stole to syf i buractwo, ale nie widzi nic złego w awaryjnym przewinięciu na krześle, to druga strona zaraz podłapie temat i już pominie przewijanie na stole, wieszając psy na tych, co przewijają na krzesłach. Zaraz potem się okazuje, że owszem, można na krześle, ale z dala od ludzi, potem się okazuje, że można na krześle i z dala od ludzi, ale w innym pomieszczeniu, a potem ktoś wypala z hasłem "bo można dzieciaka zabrać do domu albo w ogóle nie przyprowadzać" - a do tego dokłada jak najbardziej ekstremalny przykład, aby dobitnie potwierdzić swoje racje (przykład ekstremalny: matka przewijająca dziecko na stole i wyrzucająca osranego pampersa do talerza, który wynosi kelner).

                    I na odwrót działa to dokładnie tak samo.

                    Ja się tylko zastanawiam, po co bić pianę, po co się oburzać na forum.. ziew.
                    • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:11
                      Masz rację smile

                      > Ja się tylko zastanawiam, po co bić pianę, po co się oburzać na forum.. ziew.

                      A no bo zawsze paluchy świerzbią wink
                      • mama_kotula Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:17
                        madzioreck napisała:

                        > Masz rację smile
                        >
                        > > Ja się tylko zastanawiam, po co bić pianę, po co się oburzać na forum.. z
                        > iew.
                        >
                        > A no bo zawsze paluchy świerzbią wink

                        Mnie by się nie chciało. Takie wątki zawsze wyglądają tak samo. A mnie i tak od jakiegoś czasu włączył się tryb olewczy na wszystko wink. No, prawie wszystko. Patrz wypowiedź w tym wątku o dziecince, która radośnie rozpieprzała pracę urzędniczki w US. Ale, wiadomo, taka urzędniczka w US musi być wyrozumiała, nieprawdaż, klient nasz pan, a przy akompaniamencie ryku, krzyku, głośnych śmiechów jak najbardziej można przecież się skupić i nie pomylić wink
                        • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:19
                          Wrrr, byłam taką "urzędniczką", nie w US, a w banku wink Tylko że tam to wiesz, geba na kłódkę, klient nasz pan, i módl się człowieku, żeby dziecko się nie spituliło z krzesła, na które właśnie włazi, amama kawał dalej, przy kasiewink
              • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:00
                Dziekuję, Kuro, za zrozumienie. O to właśnie chodziło mi w ostatnim poście smile
                Zdarzyło mi się, nawiasem mówiąc, przewijać siostrzeńca na kolanie, dosłownie. Bo nie było miejsca, a czytając niektóre posty wychodzi na to, że powinnam olać innych ludzi i przewinac tam, gdzie byłoby mi najwygodniej.
                • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:10
                  jako matka dwojki przewijalam w roznych dziwnych miejscach smile ale zawsze jak najdyskretniej, bo rozumiem niesmak na widok odchodow, jakichkolwiek. mnie akurat malo co brzydzi, kilka razy zdarzalo mi sie czyscic obce dzieci z kup (koledzy i kolezanki synow z wizyta bez rodzicow, heh) i choc malo to przyjemne, to nie mam zadnych odruchow wymiotnych, czy cos takiego. natomiast WIEM, ze moze to byc dla innych na maksa niemile, wiec oszczedzam ludziom takich atrakcji, jak tylko moge. zwykla empatia i sympatia do ludzi mna kieruje smile i mysle, ze wiekszoscia rodzicow tez. jakies obrzydliwe historie zdarzaja sie naprawde rzadko i - oczywiscie - powinny byc pietnowane.

                  wiekszosc rodzicow (uwierzcie wink) jest naprawde normalna.
                  ja do dzis pamietam opowiesc Kotuli, jak to - sama walczac z torsjami - scierala gdzies w publicznym miejscu wymiociny wlasnych dzieci...
                  • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:17
                    Ja wiem, że większość rodziców jest normalnych smile Nie zgodzę się natomiast, że obrzydliwe historie zdarzają się naprawdę rzadko wink Zależy komu - wystarczy mieć taką luzacką siostre, jak mój mąż, i już różne hardkory się zdarzają, jakbym opisała, to byc nie uwierzyła wink Brzmia jak urban-legend wink
                    • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:32
                      e tam, nie uwierze - dawaj, przetestuj mnie smile

                      mnie tam obrzydliwe historie malo ruszaja, stram sie unikac, ale nie panikuje, jesli nie moge.
                      natomiast mam wrecz fobie, ze moje dzieci beda innym przeszkadzac w miejscach publicznych, jak knajpka, czy urzad, czy cos takiego... nawet sklep... staram sie unikac takich sytuacji jak moge, ale czasem NIE moge i czasem (niestety) dostaja malpiego rozumu (zwlaszcza, kiedy sa razem, niestety) i ja wtedy pale sie ze wstydu sad na przyklad nie moge isc z oboma na raz do kosciola, bo zachowuja sie, jakby sie szaleju najedli, zwlaszcza starszy, ktory - gdy jestem z nim sama - jest bardzo spokojny, slucha, uwaza, wczuwa sie... bylismy ostatnio na komuni synka znajomej i musielismy w polowie wyjsc, myslalam ze lobuzom lby ukrece sad a chodze z nimi sama, bo maz jest niemcem i preotestantem, a my chodzimy do polskiego katolickiego kosciola... na tej komuni maz nawet byl z nami, ale dzieciaki musialy stac ze mna.

                      i takich wlasnie sytuacji staram sie unikac, jak tylko moge. dla mnie to duzo gorsze, nawet niz "kupa na trawniku", bo naprawde moze ludziom przeszkadzac, czy w pracy, czy w przyjemnosciach.
                      • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:38
                        > e tam, nie uwierze - dawaj, przetestuj mnie smile

                        Opisałam poniżej, chociaz to jeszcze nie był najlepszy numer ;P

              • kropkacom Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:03
                > nie no, Kropka, nie przesadzaj... matka moze poprosic o pomoc w znalezieniu tak
                > iego miejsca, ale nie ma prawa zaczac przewijac NA STOLE posrod ludzi

                Dobra kura, to było jakieś wydarzenie z jakiegoś przekazu na jakimś forum. Nadal nie obczajam czemu ludzie, którym coś przeszkadza, nie zwrócą uwagi ale patrzą jak sroka w gnat i potem to opisują.
                • shellerka Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:30
                  hłe hłesmile a ja pamiętam tu jedną, co założyła wątek, ze była w kafejce i karmiła dziecko piersią i jej jedna pani przy stoliku obok, powiedziała, ze nie życzy sobie oglądać tego niesmacznego widoku.
                  forumka wpadła w depresję i się tutaj użalała, jak można być tak podłym, żeby zwracać JEJ ! MATCE KARMIĄCEJ uwagętongue_out
          • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:43
            > Wiem, że w miejscu, gdzie nie ma przewijaka, jest tysiąc miejsc rów
            > nie bezsensownych, gdzie można przewinać dziecko, a nie na stole obok jędzących
            > gości weselnych. I naprawdę nikt mnie nie przekona, że to jest normalne.

            Madzioreck, czy ja mam jakies zacmienie, czy tutaj KTOKOLWIEK wspominal, ze taka sytuacja jest normalna??? czy w ogole rozmawialismy o weselu i przewijaniu na stole wsrod jedzacych gosci??? jesli takie cos mialo miejsce, to rodzice zwyczajnie byli niekulturalni, ale to pewnie ich cecha "wrodzona", a nie wynikajaca z faktu, ze sa rodzicami...
            • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:49
              Kuro, bo ja mam wrażenie, że w tym wątku każdy czyta w wypowiedzi to, co najmniej istotne. Nie, nikt nie pisał. Ja podałam przykład, że jak się zostanie matką, to ponoć i przewijanie na weselnym stole staje się zrozumiałe.
              I tak, widac równie wielu buraków obszczymurów bez dzieci, ale teraz rozmawiamy o zachowaniu rodziców.
              • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:56
                Madzioreck, podalas przyklad, ze ktos moze uwazac przewijanie na stole za normalne (choc nie rozumiem, jak to mozliwe...). nie ma w tym przykladzie niczego, co by wskazywalo, ze ta sytuacja wynika z tego, ze jest sie rodzicem. dla mnie wynikac z normalnego buractwa i tyle. gdyby Ci ludzie nie byli rodzicami, to by znalezli inne ujscie dla swojego buractwa. nie sadze, aby akurat rodzicielstwo na nich wplynelo (moge sie mylic, oczywiscie, ale mam nadzieje, ze rodzicielstwo na NORMALNYCH ludzi tak NIE wplywa. na mnie nie plynelo, heh).
                • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:02
                  Kuro ja się zgadzam, że to ten sam sort, co oblewa murki i dzietność nie ma na to wpływu. Ale dyskusja poszła w tą, a nie inną stronę, bo wiele osób pisze w stylu "nie jesteś matką, nie rozumiesz". Tylko tyle.
      • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:48
        no Madzioreck, wez sie nie wyglupiaj smile
        haslo "my matki" zostalo przywolane do czegos zupelnie innego.
        i nawet ja sama nadmienialam, ze doswiadczenie bierze sie nie z samego BYCIA matka, ale z obcowania z dziecmi. z reka na sercu moge powiedziec, ze doswiadczona opiekunka dziecieca (czy to przywatna, czy w przedszkolu) ma 100 razy wiecej doswiadczenia, niz ja! nie chodzi o BYCIE, a o DOSWIADCZENIE (dowolnie zdobyte). co nie przeczy faktowi, ze czesciej to rodzice maja doswiadczenie z dziecmi, niz nie-rodzice (STATYSTYCZNIE rzecz biorac).

        wlasnie w obliczu takich przerysowan, jak w Twoim poscie, trudno jest rzeczowo rozmawiac. ja naprawde staram sie spokojnie wyjasniac swoje stanowisko, nie uwazam, ze nalezy mi sie takie podsumowanie. zwlaszcza, ze nie widze tej dyskusji jako walki matki-kontra-bezdzietne
        • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 14:54
          > wlasnie w obliczu takich przerysowan, jak w Twoim poscie, trudno jest rzeczowo
          > rozmawiac. ja naprawde staram sie spokojnie wyjasniac swoje stanowisko, nie uwa
          > zam, ze nalezy mi sie takie podsumowanie. zwlaszcza, ze nie widze tej dyskusji
          > jako walki matki-kontra-bezdzietne

          Kuro, że Ty potrafisz dyskutować rzeczowo i spokojnie, to wiem. Natomiast poczytaj cały ten wątek, zobacz, ile innych przerysowań "dla przykładu" podano, ile razy w momencie kluczowego pytania zmieniany jest temat. Kropka jest właśnie bliska stwierdzenia, ze nawet to przytoczone jako przykład przewijanie na stole przy jedzeniu też można zrozumieć, bo nie ma przewijaka. Dosłownie oczywiście nie napisze, żeby można było później stwierdzić, że niczego takiego się nie napisało.I wszem, często takie wątki zmieniają się w walkę dzietne-bezdzietne, proszę, nie zaprzeczaj tylko dlatego, że nie Ty jesteś sprawcą.
          • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:01
            co do wypowiedzi Kropki to sie zgadzam z Toba, sama zaprotestowalam.

            ale w tym watku widze probe podejmowania dyskusji i widze tez nieprzyjemne reakcje autorki, niestety. obie strony maja "troche na sumieniu", ale podgrzewanie atmosfery przez polaryzowanie rozmowy na dzietne-bezdzietne NIE pomoze, prawda?

            ja w takich sytuacjach staram sie ignorowac po prostu osoby/wypowiedzi malo wnoszace do dyskusji, a prowokujace zwade, za to odpowiadac na rzeczowe posty. wtedy "burzyciele" nie maja z kim gadac wink sama staram sie za wszelka cene nie wichrzyc, choc nie zawsze mi sie udaje. tutaj zaczyna sie robic nieprzyjemnie (z obu stron), a w sumie szkoda.
            • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:06
              > co do wypowiedzi Kropki to sie zgadzam z Toba, sama zaprotestowalam.

              Widziałam, podziekować smile

              > ale w tym watku widze probe podejmowania dyskusji i widze tez nieprzyjemne reak
              > cje autorki, niestety. obie strony maja "troche na sumieniu", ale podgrzewanie
              > atmosfery przez polaryzowanie rozmowy na dzietne-bezdzietne NIE pomoze, prawda?
              >

              Nie pomoże, ale jednak ktoś to robi i jest to święty argument przytaczany zawsze, kiedy bezdzietnemu coś nie pasuje. Mnie to podnosi ciśnienie i być moe też za bardzo paluchy na klawiaturze rozpuszczam.
              • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:25
                > Nie pomoże, ale jednak ktoś to robi i jest to święty argument przytaczany zawsz
                > e, kiedy bezdzietnemu coś nie pasuje. Mnie to podnosi ciśnienie i być moe też z
                > a bardzo paluchy na klawiaturze rozpuszczam.

                Madzioreck, ale akurat tutaj (w tej dyskusji) argument dzietnosci byl przytoczony po to, zeby pokazac, ze przy dzieciach zwyczajnie zdarzaja sie sytuacje, o ktorych czlowiek nawet nie mysli, gdy dzieci ma i ze maciezynstwo po prostu dodaje DOSWIADCZENIA. moze zle zrozumialam, ale tak mi sie jawi "bedziesz matka, to zrozumiesz" w TYM watku: bedziesz matka, to zrozumiesz, ze czasem MUSISZ umyc dziecku tylek w umywalce w publicznej toalecie, albo musisz mu zalozyc pieluszke (czysta) na pupe (czysta) w przydroznej knajpce, albo przez 5 minut pozwalasz dziecku latac po knajpce, bo wszyscy jestescie wymeczeni droga... nie chodzi o to, ze maciezynstwo takie rzeczy kaze akceptowac, ale prosi, zeby ZROZUMIEC wink
                • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:33
                  nie chodzi o
                  > to, ze maciezynstwo takie rzeczy kaze akceptowac, ale prosi, zeby ZROZUMIEC wink

                  Kuro, czasem tak, a czasem ma to całkiem inny wydźwięk. U Ciebie nie, u mamy_kotuli też nie. Ale często z taka uwaga, rzuconą dość protekcjonalnym tonem, spotykam się ze strony własnej siostry cz szwagierki. Bo postawiłam oczy w słup, że można nie przewinac zakupkanej córki ponad godzinę, bo się nie ma akurat nawilżonych chusteczek. W domu rodziców, nie w lesie. I w zwiazku z tym ściąga się mnie z miasta (szwagierka), z randki z mężem w czekoladziarni, bo nie można dzieciaka umyć w wannie. Wiec ciocia Madzia pędem do Rossmana, chusteczki cap, w auto, i na przedmieścia, kończąc randkę w trybie przyspieszonym, bo dyskusja ze szwagierką skończyłaby się wielka obrazą. Wchodzimy do domu, smród oczywiscie, bo dziecko biega z tą kupą dłuższy czas. Cztery dorosłe osoby w domu, nikt sobie z kupą bez chusteczek nie poradził... zaobiad podziekowałam wink
                  No więc ja oczy w słup, a to nie można było normalnie dziecka umyc... no i właśnie to święte: "a co Ty wiesz, dzieci nie masz"...
                  • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:49
                    ok, w przypadku TAKIEJ historii kapituluje wink
                    nie wyobrazam sobie takiej akcji, no nie wyobrazam... my przy pierwszym dziecku nie mielismy husteczek nawilzanych WCALE...
                    ... wyobrazasz sobie, co mlody w piluszce nosil??? big_grin

                    moze w zyciu tak jest (mnie omija, na szczescie), ale akurat w tej konkretnej rozmowie raczej takich tonow nie bylo. a przynajmniej ja tak tych stwierdzen o byciu matka nie odebralam.
                    ale widze tez, ze wypowiedzi autorki TEZ sa roznie odbierane, wiec pewnie rozne interpretacje roznych wypowiedzi sa mozliwe.
                    • kura17 Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:51
                      chusteczka, oczywiscie, zjadlo mi "c"!
                    • madzioreck Re: Klawiaturo ;) 11.07.11, 15:54
                      > ok, w przypadku TAKIEJ historii kapituluje wink
                      > nie wyobrazam sobie takiej akcji, no nie wyobrazam...

                      Ano właśnie wink Ktos by powiedział: urban legend, wymyślone dla szumu na forum, a to niestety najprawdziwsza prawda. zastanawiałam się tylko, czy gdybym kazała szwagierce spadać i wrócilibyśmy wieczorem, to czy dzieciak by chodził obsrany do tegoż wieczora wink Dzieciak ponad 3-letni, tak na marginesie, nie żadna tam niemowlęco-piersiowa lajtowa kupka wink
                      No i szwagierka wiedziała, do kogo zadzwonic - mój mąż, a jej brat, zabiłby ją śmiechem i ona dobrze o tym wie ;P

                      > moze w zyciu tak jest (mnie omija, na szczescie), ale akurat w tej konkretnej r
                      > ozmowie raczej takich tonow nie bylo.

                      Moofka...
        • atena12345 szczęka opada 11.07.11, 15:05
          bo nie przyszło mi do głowy, że myjąc dziecko w przydrożnej toalecie mogłabym urazić czyjeś uczucia ...
          I tak szczerze, to nigdy nie widziałam dziecka srającego na trawnik na oczach widzów.
          Nie widziałam matek przewijających na stołach. No ale moze to dlatego, że się nie rozglądam?
          tak, mam dużą tolerancję dla wrzeszczących, bigających dzieci, które zwyczajnie nie mają co ze soba zrobić. A wystarczy czasem stoliczek i krzesełko i kilka klocków.
          Moje ostatnio się darło w US. Kolejka była na ponad pół godziny stania, Młody się znudził szybko (po 30sekundach mniej więcej) potem biegał, śmiał się i zaczepiał ludzi.
          Petentom to nie przeszkadzało, mieli rozrywkę, ale pani w okienku zapytała głośno:
          CZYJE TO DZIECKO?!
          Moje - odpowiedziałam
          TO PROSZĘ COS Z NIM ZROBIĆ

          Zapytałam tylko czy mają tu jakiś kojec z drutu kolczastego, to bym go tam zamkła.
          • mama_kotula Re: szczęka opada 11.07.11, 15:14
            Cytat
            Petentom to nie przeszkadzało, mieli rozrywkę, ale pani w okienku zapytała głośno:
            CZYJE TO DZIECKO?!
            Moje - odpowiedziałam
            TO PROSZĘ COS Z NIM ZROBIĆ


            Pomyślałaś o tym, że głośne krzyki i śmiechy twojego dziecka mogły tę kobietę rozpraszać i przeszkadzać jej w pracy? Nie, nie pomyślałaś, prawda smile
            • atena12345 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:21
              mama_kotula napisała:

              > Cytat
              > Petentom to nie przeszkadzało, mieli rozrywkę, ale pani w okienku zapytała głoś
              > no:
              > CZYJE TO DZIECKO?!
              > Moje - odpowiedziałam
              > TO PROSZĘ COS Z NIM ZROBIĆ
              >

              >
              > Pomyślałaś o tym, że głośne krzyki i śmiechy twojego dziecka mogły tę kobietę r
              > ozpraszać i przeszkadzać jej w pracy? Nie, nie pomyślałaś, prawda smile
              >

              Pomyslałam, sama prcuję z klientem, gdzie często gęsto ludzie przychodzą z dziećmi. Mamy taki kubeł z zabawkami pozbieranymi po różnych znajomych - zwykle to wystarcza.
              Oczywiście mogłam jeszcze zakneblować dziecko, bo uwagi jakoś do niego nie przemawiały.
              Pozdrawiam.
              • mama_kotula Re: szczęka opada 11.07.11, 15:33
                atena12345 napisała:


                > Pomyslałam, sama prcuję z klientem, gdzie często gęsto ludzie przychodzą z dzie
                > ćmi. Mamy taki kubeł z zabawkami pozbieranymi po różnych znajomych - zwykle to
                > wystarcza.

                Aha, czyli rozumiem, że pani urzędniczka sama sobie winna, że jej dziecko przeszkadzało, bo nie pomyślała o kubełku z zabawkami. How cute tongue_out

                > Oczywiście mogłam jeszcze zakneblować dziecko, bo uwagi jakoś do niego nie prze
                > mawiały.

                Taaa, jasne. Mogłaś np. zająć sobie kolejkę i wyjść z dzieckiem na zewnątrz, poprosić osobę stojącą za tobą aby wyszła po ciebie, kiedy będzie twoja kolej.

                To TWOJE DZIECKO i do CIEBIE należy dokonanie wszelkich wysiłków, aby dziecko innym nie przeszkadzało. Trzeba przewidzieć ewentualne braki kubełków z zabawkami itp. - no ale to trzeba pomyśleć, nieprawdaż.
                • lelija05 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:37
                  U nas sprawdza się książka, oraz notes i długopis, nie zajmują dużo miejsca, a gwarantują spokój. No ale ja się przejmuję.
                • atena12345 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:42
                  oki, przyjęłam do wiadomości.
                  Spodziewalam sie nagonki wszak to forum emama.
                  Zapraszam do mojego miasta w celu ogladnięcia sobie co jest przed US - ulica.
                  Tak wiem, mogłam pójśc na najbliższy plac zabaw, osobie stojacej za mną podać swój numer telefonu i poprosić by po mnie zadzwoniła.
                  • mama_kotula Re: szczęka opada 11.07.11, 15:45
                    Cytat
                    Zapraszam do mojego miasta w celu ogladnięcia sobie co jest przed US - ulica.


                    Taak, zapewne autostrada bez chodnika . Litości, dziewczyno, nie pogrążaj się. Trzeba było połazić choćby po korytarzach US (za to nikt nie zabija, rly), po chodniku, gdziekolwiek. Jak się chce, szuka się sposobów, jak się nie chce, szuka sie wymówek.
          • lelija05 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:15
            Ja bym się ze wstydu spaliła, jak by mi córka tak się zachowała, że zwrócono by mi uwagę. Nie pomyślałaś, że twoje dziecko mogło przeszkadzać kobiecie w pracy? Fajnie, że zapewniło rozrywkę znudzonej gawiedzi, ale urzędniczce mogła ta rozrywka po prostu przeszkadzać.
            • atena12345 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:25
              lelija05 napisała:

              > Ja bym się ze wstydu spaliła, jak by mi córka tak się zachowała, że zwrócono by
              > mi uwagę.

              Ja na szczęście nie ma takich problemów big_grin

              Aha, nie jestem matką-zwolenniczką pozwalania na wszystko dzieciom. Mówię, tłumaczę, przytrzymuję itp. Moje dziecię ma niecałe 2,5 roku a ja musiałam załatwić sprawy.
              • lelija05 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:33
                No i właśnie o takich matkach jak ty pisze autorka. Które nie mają problemu z tym, że ich słodkie dzieciątko może komuś przeszkadzać.
                Ja też nie mam tego problemu, bo moja problemowa trzylatka jest grzeczna w miejscach publicznych.
                I skoro twoje dziecko nie potrafi się zachować, to zostaw je z jakimkolwiek opiekunem, a nie wymagaj od innych by tolerowali wybryki małego łobuza.
                • atena12345 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:38
                  lelija05 napisała:

                  > I skoro twoje dziecko nie potrafi się zachować, to zostaw je z jakimkolwiek opi
                  > ekunem, a nie wymagaj od innych by tolerowali wybryki małego łobuza.

                  Moje dziecko nie jest łobuzem, niczego nie niszczył, nie demolował. Biegał sobie i się cieszył z kontaktów z innymi.
                  • mama_kotula Re: szczęka opada 11.07.11, 15:41
                    Cytat
                    Moje dziecko nie jest łobuzem, niczego nie niszczył, nie demolował. Biegał sobie i się cieszył z kontaktów z innymi.


                    Dobrze, to ja łopatologicznie pani wyłożę.
                    Byłam taką urzędniczką w urzędzie skarbowym. O ile petenci przy innych okienkach nie przeszkadzają, bo jest to tzw. szum zawodowy, o tyle biegające i "cieszące się" dziecko wydające dźwięki w wysokich rejestrach rozprasza jak cholera, człowiek się myli, a precyzja jednak w tej pracy jest wskazana.

                    Oraz "nie niszczył i nie demolował" nie znaczy, że nie przeszkadzał. Taki pijany żulik, co z sercem na dłoni do wszystkich podchodzi i nawija, też niczego nie demoluje i nie niszczy, prawda?
                  • lelija05 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:53
                    To, że on się cieszył, to nie znaczy, że reszta osób tam przebywających/pracujących też się cieszyła.
          • shellerka Re: szczęka opada 11.07.11, 15:22
            O bosz... a czy przyszło Ci do głowy, ze ta pani była w pracy? że wykonywała swoje obowiązki służbowe i niekoniecznie mogła się skupić, kiedy Twoje dziecko dostarczało rozrywki petentom?

            mogłaś je wziąć na ręce, pogadać, zagadać, ja swojemu daję wtedy torebkę do potrzymania, klucze, cokolwiek.
            • atena12345 Re: szczęka opada 11.07.11, 15:29
              shellerka napisała:

              > O bosz... a czy przyszło Ci do głowy, ze ta pani była w pracy? że wykonywała sw
              > oje obowiązki służbowe i niekoniecznie mogła się skupić, kiedy Twoje dziecko do
              > starczało rozrywki petentom?
              >

              w sali było 5 okienek, ludzi kilkadziesiąt: rozmawiających, śmiejących się itp. Przy niektórych okienkach ktoś głośniej o coś sie wykłócał. Ale w skupieniu przeszkadzało oczywiście tylko moje dziecię.

              > mogłaś je wziąć na ręce, pogadać, zagadać, ja swojemu daję wtedy torebkę do pot
              > rzymania, klucze, cokolwiek.
              >

              Dzięki za rady: nie wpadłabym na to wink
              • falka32 Re: szczęka opada 11.07.11, 18:45
                > > O bosz... a czy przyszło Ci do głowy, ze ta pani była w pracy? że wykonyw
                > ała sw
                > > oje obowiązki służbowe i niekoniecznie mogła się skupić, kiedy Twoje dzie
                > cko do
                > > starczało rozrywki petentom?

                A czemu to ma przychodzić do głowy petentowi? To w ogólnie nie powinien być jego problem. To powinno przede wszystkim przyjść do głowy przełożonemu tej pani, który powinien przewidzieć, że pani ma pracę wymagającą skupienia w warunkach rozpraszających i to on powinien jej zapewnić warunki do pracy: czyli np. kącik zabaw dla małych dzieci. Matka z dzieckiem jest petentem takim, jak każdy inny, sprawy załatwić musi, urząd to nie kopalnia, żeby dziecku coś tam groziło, to i urzędy powinny zapewnić matkom możliwość załatwiania spraw, ponieważ nie każda matka ma możliwość zostawienia dziecka z kimś w godzinach urzędowania a skoro urząd skarbowy jest dla wszystkich, to musi wszystkich móc obsłużyć. Wszystkich, czyli również matkę dwulatka, która się tym dwulatkiem opiekuje. A dwulatek powinien bywać w urzędach, żeby uczyć się, jak ludzie się zachowują w takich miejscach.
                • madzioreck Re: szczęka opada 11.07.11, 18:48
                  Oczywiście. Oprócz matki wszyscy wszystko powinni. A jak się dzieciaczkowi kącik nie spodoba, i dalej będzie biegał i wrzeszczał, to pan/pani naczelnik powinien w te pędy do sklepu i dalej, nowe zabawki dostarczać. A jeszcze lepiej dziecko zabawiać. No super smile
                  • shellerka Re: szczęka opada 11.07.11, 18:58
                    big_grin
                • atena12345 falka32 11.07.11, 18:53
                  żebyś Ty wiedziała jak wdzięczna ci jestem za zrozumienie: o to mi chodziło, o zrozumienie, że matka z dzieckiem to też petent jak każdy inny. Bo w innym wypadku trzeba wypraszać tez osoby, którym z ust brzydko czuć wink
                  Nie no... już sobie żartuje big_grin
                • mama_kotula Re: szczęka opada 11.07.11, 19:07
                  Cytat
                  A czemu to ma przychodzić do głowy petentowi?


                  Dlatemu, że wymaga tego kultura. Na przykład. Poszanowanie czyjejś pracy. Ja nie mówię, że matka z dzieckiem ma wypieprzać w podskokach jak tylko dziecko się odezwie, ale wrzeszczące wniebogłosy dziecko zwyczajnie PRZESZKADZA. Tak samo jak przeszkadza śpiewający radośnie podpity dziadek, który ogólnie nie robi nic złego (nie niszczy itp.), zapewnia petentom rozrywkę, ale jednak nikt nie widzi nic niestosownego w wyproszeniu takiego delikwenta - mimo, że nigdzie nie ma przepisu, że nietrzeźwych nie obsługujemy, dziadek nikomu krzywdy nie robi, nie jest agresywny, jest tylko głośny.


                  Cytat
                  urząd skarbowy jest dla wszystkich, to musi wszystkich móc obsłużyć


                  Falka, ale urząd obsługuje matkę z dzieckiem, prawda? Nie wywala jej za drzwi, każąc przyjść bez dziecka (no tego by jeszcze brakowało tongue_outtongue_out).

                  Dobra wola powinna być z obu stron. Z jednej strony urząd niech zapewni dzieciom rozrywkę, z drugiej strony podejście "przychodzę z dzieckiem, dziecko mi drze japę, jest wesolutko i milutko, młody nie demoluje, nie robi nic złego, biega i wrzeszczy, a pani sama sobie winna, że ma głupiego przełożonego, niech teraz cierpi, bo mnie się należy obsługa" - nie jest fajne. No, należy się, oczywiście, że się należy. Tylko, jak pisałam, dobra wola z obu stron.

                  No i, co w przypadku, kiedy dziecko ma ten słynny już stolik czy kubełek z zabawkami zapewniony przez urząd, a nadal drze buzię i przeszkadza? Urząd powinien zatrudnić specjalną opiekunkę do dzieci przychodzących z matkami? Jak to widzisz? (hint: urzędowi się nie opłaca; poza tym podniosłoby się larum na forach, że US pieniądze podatników wydaje na jakieś fanaberie tongue_out).

                  Ja w pełni rozumiem, że dziecko podrzeć japę czasem musi, bo jest dzieckiem, ale prezentowanie postawy "moje dziecko drze japę i ty MUSISZ to znieść, głupi urzędniku, bo TAK, cha cha cha, a ja mogę mieć to w dupie" (co prezentuje Atena) jakoś mi nie leży. No nie leży i już.
                  • falka32 Re: szczęka opada 11.07.11, 21:02
                    > Dlatemu, że wymaga tego kultura. Na przykład. Poszanowanie czyjejś pracy.

                    Są rodzaje pracy, które wiążą się z obsługą dużej liczby różnych ludzi i jeżeli ktoś źle znosi hałas i nie może się skupić, to znaczy, że się nie nadaje może do takiej pracy? Gdyby panie na lotnisku w czekinie miały pretensje do pasażerów, że ich dzieci są za głośno i one się nie mogą skupić na czekowaniu, to wiesz, jak długo by pracowały?

                    > Falka, ale urząd obsługuje matkę z dzieckiem, prawda? Nie wywala jej za drzwi,
                    > każąc przyjść bez dziecka (no tego by jeszcze brakowało tongue_outtongue_out).

                    Urząd, a właściwie z jego ramienia urzędniczka, daje do zrozumienia, tak? Wprost, zwraca dorosłej kobiecie uwagę, zawstydza, jakby była jej przełożoną, że ma COŚ zrobić (w domyśle "g... mnie obchodzi co, najlepiej wyjdź"), co chyba jest czytelne dla większości ludzi (nie zaczynaj, Kotula, rozbierać słów urzędniczki na części pierwsze, bo wyjdę!)

                    > Dobra wola powinna być z obu stron. Z jednej strony urząd niech zapewni dziecio
                    > m rozrywkę, z drugiej strony podejście "przychodzę z dzieckiem, dziecko mi drze
                    > japę, jest wesolutko i milutko, młody nie demoluje, nie robi nic złego, biega
                    > i wrzeszczy, a pani sama sobie winna, że ma głupiego przełożonego, niech teraz
                    > cierpi, bo mnie się należy obsługa" - nie jest fajne. No, należy się, oczywiści
                    > e, że się należy. Tylko, jak pisałam, dobra wola z obu stron.

                    Ja nie zauważyłam tutaj cienia dobrej woli ze strony urzędu - ani w sensie procedur, ani w sensie zachowania urzędniczki.
                    A matka dziecka, przyjmijmy, robi to, co może zrobić. Ruchliwego i serdecznego dwulatka przytrzymać się w miejscu nie da. Tzn owszem, są takie, które się da, ale pozostałych się nie da a matka każdego z nich ma prawo przyjść do urzędu z dzieckiem, dopóki nie ma na drzwiach wywieszki "NO KIDS!". Dziecko się zachowuje tak, jak jest w stanie w tym wieku - a matka robi to, co może w tej sytuacji zrobić, ale nie powinna przepraszać, że żyje i że naraziła szanowne cywilizowane i kulturalne otoczenie w US na widok i dźwięk takiego niezrozumiałego wybryku natury, jak dwuletnie dziecko.

                    > No i, co w przypadku, kiedy dziecko ma ten słynny już stolik czy kubełek z zaba
                    > wkami zapewniony przez urząd, a nadal drze buzię i przeszkadza?

                    Są kraje, w których po prostu ludzie jakoś sobie radzą w tej sytuacji, mówię o otoczeniu. Np. ktoś do dziecka zagada, ktoś zabawi, ktoś się uśmiechnie, ktoś poda matce współczująco kawę z automatu. Są ŻYCZLIWI i rozumieją, że to matka i dziecko a nie atak terrorystów.

                    "moje dziecko drze japę i ty MUSISZ to znieść, głupi ur
                    > zędniku, bo TAK, cha cha cha, a ja mogę mieć to w dupie" (co prezentuje Atena)
                    > jakoś mi nie leży. No nie leży i już.

                    To nie Atena prezentuje. To ja prezentuję big_grin, w momencie, kiedy urzędnik (opłacany, jak słusznie przypomniałaś, z moich podatków) prezentuje postawę "proszę COŚ zrobić, bo tu jest świątynia pracy i szacunek się należy, albo won z tym bachorem".
          • atena12345 ps 11.07.11, 15:35
            żeby nie było: wiem, że moje dziecko zachowywało sie niegrzecznie, przeszkadzało paniom itp.
            TAk sie składa, ze jestem posiadaczką wyjątkowo energicznych egzemplarzy potomków, na szczęście starszy już wyrósł wink
            Jeszcze jakieś rady?
            • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 15:43
              Cytat
              żeby nie było: wiem, że moje dziecko zachowywało sie niegrzecznie, przeszkadzał
              > o paniom itp.


              To dlaczego nie przeprosiłaś pani, skoro WIESZ, że dziecko przeszkadzało, tylko odpyskowałaś jej o kojcu z drutu kolczastego?
              • shellerka Re: ps 11.07.11, 15:49
                jak to szło? niedaleko pada jabłko i jaka matka, taka córka big_grin
                ot kwintesencja i idealne podsumowanie dyskusji i tego, czyje dzieci muszą absolutnie być przewijane tam, gdzie niekoniecznie być przewijane powinny, a jakie matki nie widza problemu w pójściu za krzaczek, czy najlepiej po prostu do domu - do toalety.
                • lelija05 Re: ps 11.07.11, 15:51
                  Jednym słowem wypowiedziała się matka opisywana przez klawiaturę - moje dziecko jest najważniejsze, pal licho resztę.
                  • atena12345 Re: ps 11.07.11, 18:56
                    lelija05 napisała:

                    > Jednym słowem wypowiedziała się matka opisywana przez klawiaturę - moje dziecko
                    > jest najważniejsze, pal licho resztę.

                    Oczywiście.
                    • ania_dentystka Re: ps 11.07.11, 19:53
                      A jak ja dojdę do wniosku, że moje dziecko jest najwazniejsze to co- będzie wojna? dojdzie do rekoczynów? Bo, że napyskujesz to nie mam watpliwości.
                      • shellerka Re: ps 11.07.11, 19:57
                        tak. ona napyskuje na ciebie, odpowie chamsko urzędniczce, opieprzy inne dziecko w piaskownicy, bo zabiera jej dziecku foremkę, a przecież jej dziecko jest najważniejsze.
                        zrobi to wszystko przy tymże dziecku przekazując mu jakże wspaniałe wartości i dając cudowny przykład jak rozwiązywać problemy i jak radzić sobie w życiu. pieniactwem i chamstwem.
                        • ania_dentystka Re: ps 11.07.11, 20:03
                          No to mamy to co mamy i nawet trudno się temu dziwić.
                      • atena12345 Re: ps 12.07.11, 08:18
                        ania_dentystka napisała:

                        > A jak ja dojdę do wniosku, że moje dziecko jest najwazniejsze to co- będzie woj
                        > na? dojdzie do rekoczynów? Bo, że napyskujesz to nie mam watpliwości.

                        Rozumiesz słowo IRONIA??? nie? no widzisz. To po co zaczynasz pyskówki.
                        Napisałam, że mam dużą tolerancję dla rozbrykanych dzieci, więc nie zwróciłabym Ci uwagi.
                        Ale oczywiście mozna przyjść, przeczytać kawałek watku i wyciagnąc wnioski.
                        Moje dzieci już zostały nazwane łobuzami, teraz ty sugerujesz, że jestem zdolna do rekoczynów. Nie mam na to kondycji wiesz?
                        Choć była raz sytuacja, gdy zwróciłam Paniusi, że nie wchodzi się na pocztę z pieskiem. Paniusia zapytała CZY CHCĘ W DZIÓB.
                        Pełna poczta i nikt sie nie odezwał. A wiesz dlaczego?
                        Bo to taki kraj, gdzie psy są dobrem narodowym i tolerancja dla nich wszchoobecna być musi.
                        Co innego dzieci...

                        ,
                        • shellerka Re: ps 12.07.11, 08:34
                          a ten pies to jakoś specjalnie ci przeszkadzał?
                          bo wiesz, to może tak jest, że pani z pieskiem potem na forum cie opisala, ze jej uwage zwrocilas, a przeciez ona nie ma co zrobic z psem, a poczta powinna obsluzyc kazdego..? wink
                • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 16:02
                  Cytat
                  a jakie matki nie widza problemu w pójściu za krzaczek, czy najlepiej po prostu do domu - do toalety.


                  Ooo, i to jest to, o czym pisałam wyżej do Madzioreck. Ta nakręcająca się spirala - na początku wystarczyło nie sr... na widoku, teraz już nie wystarczy się schować za krzaczkiem - trzeba jednakoż do domu dymać ;D
                  • shellerka Re: ps 11.07.11, 16:16
                    jaka tam spirala. chyba oczywiste, że jak mam pięć kroków do domu, to idę do domu, a nie wysadzam dziecko na trawie, gdzie potem biegają inne dzieciaki.
                    jak mam daleko, to się chowamy za krzaczek, tak żeby nikt nie oglądał gołego dupska dziecka. na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy w ciągu pięcioletniego żywota mojego starszego dziecka, bo młodsze nadal w pieluchach, sikał na dworze w warunkach polowych. najczęściej działo się to gdzieś w lesie, podczas nagłego postoju w trasie. NIGDY na placu zabaw.
                    • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 16:27
                      Cytat
                      chyba oczywiste, że jak mam pięć kroków do domu, to idę do domu, a nie wysadzam dziecko na trawie, gdzie potem biegają inne dzieciaki.


                      5 kroków do domu to pojęcie względne, szczególnie jeśli w grę wchodzi zbierania z podwórka majdanu i dwójki dzieci, bo młodszemu się lać zachciało (a starszy nie bardzo chce przerywać zabawę) wink
                      Ale generalnie się zgadzam co do meritum.
                      • kura17 Re: ps 11.07.11, 16:35
                        no wlasnie, Kotula, z dwojka zawsze trudniej wink
                        ja tak ostatnio 3 razy (!!!) szlam z placu zabaw do kibelka w CH, bo mlodszy MYSLAL, ze MUSI kupe... a kupy w krzakach nie pozwole zrobic... na szczescie majdan moglam zostawic ze znajoma mama, a starszy nie bardzo protestowal (bo zawsze jest szansa, ze w CH uda mu sie mnie naciagnac na jakis zakup wink). po 3 razie (gdy dziecko w toalecie jednak stwierdzilo, ze nie musi) wrozilismy do domu, bo inaczej - przy 4 probie - udusilabym golymi rekami...
                • atena12345 Re: ps 11.07.11, 16:24
                  shellerka napisała:

                  > jak to szło? niedaleko pada jabłko i jaka matka, taka córka big_grin
                  > ot kwintesencja i idealne podsumowanie dyskusji i tego, czyje dzieci muszą abso
                  > lutnie być przewijane tam, gdzie niekoniecznie być przewijane powinny, a jakie
                  > matki nie widza problemu w pójściu za krzaczek, czy najlepiej po prostu do domu
                  > - do toalety.

                  Kwintesencja dyskusji na emamie: co ma sranie do zachowania dzieci w kolejkach urzedowych.
                  Już zebrało sie towarzystwo wzajemnego wsparcia. Poklepcie sie po tyłeczkach i poklaszczcie w rączki.
                  • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 16:28
                    Cytat
                    Kwintesencja dyskusji na emamie: co ma sranie do zachowania dzieci w kolejkach urzedowych.


                    Na pierwszy rzut oka nie ma nic, ale jak się człowiek wgłębi, to ma wspólne ze sobą jedno - myślenie również o innych, nie tylko o sobie i o własnym dziecku.
                    • shellerka Re: ps 11.07.11, 16:31
                      patrz: niejaka atena
                    • atena12345 Re: ps 11.07.11, 19:31
                      mama_kotula napisała:

                      > Na pierwszy rzut oka nie ma nic, ale jak się człowiek wgłębi, to ma wspólne ze
                      > sobą jedno - myślenie również o innych, nie tylko o sobie i o własnym dziecku.
                      >

                      dotyczy to obu stron
              • atena12345 Re: ps 11.07.11, 16:12
                mama_kotula napisała:

                > Cytat
                > żeby nie było: wiem, że moje dziecko zachowywało sie niegrzecznie, przeszkadzał
                > > o paniom itp.
                >

                >
                > To dlaczego nie przeprosiłaś pani, skoro WIESZ, że dziecko przeszkadzało, tylko
                > odpyskowałaś jej o kojcu z drutu kolczastego?
                >
                >

                Ponieważ Pani była niemiła i i zwróciła uwagę demonstracyjnym i opryskliwym tonem.
                Tak wiem, była zmęczona, bo była w pracy, bo, bo...
                Ja tez jestem w takich chwilach zmeczona, gdy musze ganiać godzinami z dziećmi po różnych urzędach.
                I trzeba nie mieć za grosz zrozumienia by powiedzieć: prosze COŚ z nim zrobić.
                • lelija05 Re: ps 11.07.11, 16:15
                  Napisz, że żartujesz, bo czytam i nie wierzę.
                • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 16:31
                  Cytat
                  trzeba nie mieć za grosz zrozumienia by powiedzieć: prosze COŚ z nim zrobić.


                  No taak, bo powinna przecież ci udzielić dobrych rad, jak sobie poradzić z wrzeszczącym dzieciakiem.
                  Zrozum, kobieto, że to nie jest jej sprawa, CO ty zrobisz z dzieckiem. Naprawdę. I uważam, że powiedzenie "proszę coś z nim zrobić" jest jak najbardziej na miejscu. Nie wyzwała cię, nie wyzwała dziecka, poprosiła o zrobienie CZEGOŚ, by dziecko jej nie przeszkadzało i miała do tego pełne prawo.
                  O jakim zrozumieniu my tu mówimy?
                • madzioreck Zrozumienie... 11.07.11, 16:37
                  > I trzeba nie mieć za grosz zrozumienia by powiedzieć: prosze COŚ z nim zrobić.

                  Ciekawe, ile Ty byś okazała zrozumienia, gdyby ta pani się pomyliła w Twojej sprawie, skutkiem czego miałabyś więcej biegania i wyjaśniania. Na pewno byłabyś do rany przyłóż.
                • hanalui Re: ps 12.07.11, 00:18
                  atena12345 napisała:
                  > I trzeba nie mieć za grosz zrozumienia by powiedzieć: prosze COŚ z nim zrobić.

                  Gdyby pani urzedniczka widziala ze ty owo "cos" robisz...to moze i by zrozumienie miala, a owa urzedniczka nawet nie wiedziala co to za mundra mamunia puscila dziecie radosnie brykac, wiec zadne "cos" nie robilas...ot buracko prostackie myslenie: niech sobie lata, mnie moje dziecie nie przeszkadza to i innym nie powinno, mam caly swiat w 4 literach
              • ania_dentystka Re: ps 11.07.11, 19:51
                Bo dla wielu ludzi słowo "przepraszam" jest czyms strasznym! Przez usta nie przechodzi. czują się jakby im ktos podeptał godność! Po co przepraszać skoro lepiej nakrzyczeć i pokazać przy okazji twarz chama?
                • atena12345 Re: ps 12.07.11, 15:59
                  ania_dentystka napisała:

                  > Bo dla wielu ludzi słowo "przepraszam" jest czyms strasznym! Przez usta nie prz
                  > echodzi. czują się jakby im ktos podeptał godność! Po co przepraszać skoro lepi
                  > ej nakrzyczeć i pokazać przy okazji twarz chama?

                  twarz chama pokazala pani urzedniczka.
                  Przepraszam gdy dziecko zrzuci np. cos z wieszaka, gdy obsypie inne dziecko piaskiem itp.
                  Wtedy przepraszm i pouczam Młodzieńca.

                  Nie przepraszam za to, ze posiadam dziecko i że ono się rusza i wydaje dźwięki.
                  Sorrki, ale jest to już śmieszne co tu wypisujecie.
            • kura17 Re: ps 11.07.11, 15:58
              Atena, nie przeginaj.
              ja tez mam dwoch energicznych synow, w dodatku towarzyskich i chetnych do rozmow (glosnych) ze wszystkimi dookola. w sytuacjach podobnych do opisanej przez Ciebie bardzo uwazam, zeby moje dzieci innym nie przeszkadzaly, w najgorszym razie po prostu wychodze, niestety.

              owszem, pozwalam im gadac i zagadywac ludzi, ale pilnie OBSERWUJE, czy nikomu to nie przeszkadza! jak widze oznaki niezadowolenia, to od razu reaguje. i zawsze staram sie tlumaczyc, dlaczego takie zachowanie jest nieakceptowalne. gdyby mi urzedniczka zwrocila uwage, to - po spaleniu sie ze wstydu - bardzo bym przeprosila i dopilnowala, zeby dzieci jej wiecej nie przeszkadzaly. owszem, moze zdarzyc sie wpadka (czasem trudno sobie wyobrazic, co moze innym przeszkadzac, choc ja staram sie miec rozwinieta wyobraznie pod tym katem), ale to wlasnie jest WPADKA, za ktora trzeba przeprosic i dopilnowac, zeby sie nie powtorzyla.
              • atena12345 Re: ps 11.07.11, 16:04
                musiałabym upaśc na głowe by wciąż i wszędzie rozgladać sie i zastanawiac czy komus nie przeszkadza to czy tamto.
                Masz chyba jakieś kompleksy, że wyraz niezadowolenia na twarzy innych wystarczy by Cie speszyć?
                WYCHOWUJE swoje dzieci, tłumaczę i czasem też wychodzę. Z tego między innymi powodu moja ośmiolatka umie sie zachować, choć nie przeczę, czasem pod wpływem Młodszego dostaje małpiego rozumu)
                W tym wypadku gdybym wyszła na drugi dzieć wszystko powtórzyłoby sie od nowa.
                • kura17 Re: ps 11.07.11, 16:25
                  nie zastanawiam sie "zawsze i wszedzie" - jak jestem na placu zabaw, na ulicy, czy nawet w autobusie/tramwaju, to nie patrze tylko na to, zeby dzieci innym nie przeszkadzaly.
                  ale sa tez miejsca, ktore sa miejscami PRACY innych i tam - owszem - zwracam baczna uwage, czy dzieci nie przeszkadzaja. chcialabys, zeby do Ciebie do pracy przyszedl ktos i przeszkadzal? nie? no wlasnie...

                  zreszta nawet na tym placu zabaw, czy na ulicy - patrze, czy dzieci zachowuja sie odpowiednio do sytuacji. nie karce ich za krzyki, glosne zabawy, czy nawet szalenstwa, ale nie pozwalam innych krzywdzic, zaczepiac, itp itd. owszem - moja wolnosc, ale tak daleko, gdy nie godzi w wolnosc innych.

                  nie sadze, aby byla to sprawa moich domniemanych kompleksow. jestem osoba empatyczna i latwo mi wczuc sie w innych, rowniez w swoje dzieci. STARAM sie wybrac optymalne wyjscia w trudnych sytuacjach, co nie znaczy, ze zawzze mi sie udaje wink
                  ... jak rowniez nie znaczy, ze ZAWSZE sie staram, czasem zmeczenie materialu powoduje, ze olewam w zasadzie wszystko. ale wtedy mowie wyraznie, jaki jest powod, a nie zaslaniam sie wymyslonymi powodami...
                  • shellerka Re: ps 11.07.11, 16:28
                    daj spokój kurasmile jak grochem o ściane. ona wychowuje dziecko wink, ona wszystko wie, ale ona wdupiema innych, bo najważniesze jest żeby sobie dziecko pobiegało. to takie słodziutkie przecież. i aleosochozi ? wink
                  • atena12345 Re: ps 11.07.11, 19:15
                    kura17 napisała:

                    > nie zastanawiam sie "zawsze i wszedzie" - jak jestem na placu zabaw, na ulicy,
                    > czy nawet w autobusie/tramwaju,

                    a jak w autobusie czy tramwaju Pani/Pan czytają sobie, a dziecię Twoje za głosno gaworzy?

                    to nie patrze tylko na to, zeby dzieci innym ni
                    > e przeszkadzaly.
                    > ale sa tez miejsca, ktore sa miejscami PRACY innych

                    A kierowca autobusu czy tramwaju? on tez jest w pracy i skupić sie musi. A może nie lubi dzieci? Przeciez nie musi lubieć.

                    > chcialabys, zeby do Ciebie do pracy p
                    > rzyszedl ktos i przeszkadzal? nie? no wlasnie...
                    >

                    Nie wiem czemu za mnie odpowiadasz. To nie ma znaczenia co ja chce a czego nie chcę. Praca to nie jest mój prywatny folwark, gdzie moge sobie wybierać kto i o jakim stopniu ukulturalnienia może przychodzić. Przychodza klienci mili i nie, czasem nieprzyjemni, śmierdzący, z dziećmi, z rowrzeszczanymi bahorami, ściągającymi mi z biurka wszystko co w zasięgu ręki.
                    W życiu nie przyszłoby mi do głowy, by zwrócić uwagę matce by zrobiła "coś" z dzieciakiem.

                    > zreszta nawet na tym placu zabaw, czy na ulicy - patrze, czy dzieci zachowuja s
                    > ie odpowiednio do sytuacji. nie karce ich za krzyki, glosne zabawy, czy nawet s
                    > zalenstwa, ale nie pozwalam innych krzywdzic, zaczepiac, itp itd. owszem - moja
                    > wolnosc, ale tak daleko, gdy nie godzi w wolnosc innych.


                    Matulu!!!!! czy ja gdzies napisałam że moje dzieci mogą bezkarnie krzywdzić innych????

                    > nie sadze, aby byla to sprawa moich domniemanych kompleksow.

                    a ja sądzę, że tak. Mi nie przychodzi do głowy, by zachowanie swoich dzieci oceniac przez pryzmat niezadowolonej czyjejś miny.

                    jestem osoba empat
                    > yczna i latwo mi wczuc sie w innych, rowniez w swoje dzieci. STARAM sie wybrac
                    > optymalne wyjscia w trudnych sytuacjach, co nie znaczy, ze zawzze mi sie udaje
                    > wink

                    czy to ogloszenie matrymonialne? Nie jestem zainteresowana.

                    > ... jak rowniez nie znaczy, ze ZAWSZE sie staram, czasem zmeczenie materialu po
                    > woduje, ze olewam w zasadzie wszystko. ale wtedy mowie wyraznie, jaki jest powo
                    > d, a nie zaslaniam sie wymyslonymi powodami...
                    >


                    Następnym razem oswiadczę:
                    szanowna Pani w okienku, ja wiem, że moje dziecko troszke głośne jest. Niestety moje próby uspokojenia go nie działają. To jest nasz trzeci urzad dziś i chyba Dziecię sie zmeczyło. Zresztą ja też. Z tego powodu pomimo Pani niezadowolenia oświadczam, że mam to w dupie i nie zamierzam zareagować.
                    • kura17 Re: ps 12.07.11, 09:51
                      > a jak w autobusie czy tramwaju Pani/Pan czytają sobie, a dziecię Twoje za głosno gaworzy?

                      w przestrzeni publicznej chyba zawsze trzeba isc na jakis kompromis. pewnie kazdy jakos tam sam ustala granice tego kompromisu. o ile gaworzenie dla wiekszosci (?) jest akcpetowalne, to gdyby moje dzieci byly bardzo glosne, albo zaczepialy innych w miejscu piblicznym, to bym OBSERWOWALA, czy innym to nie przeszkadza. prawa mam ja, prawa maja moje dzieci, prawa maja tez inni. trzeba starac sie to jakos rozsadnie wywazyc.


                      > A kierowca autobusu czy tramwaju? on tez jest w pracy i skupić sie musi. A może
                      > nie lubi dzieci? Przeciez nie musi lubieć.

                      miedzy lubieniem, a przeszkadzaniem jest spora roznica. gdyby moje dzieci zaczepialy kierowce (probowaly z nim gadac?), gdyby wyly gdzies blisko niego - oczywiscie, ze staralabym sie, aby przestaly.


                      > Nie wiem czemu za mnie odpowiadasz. To nie ma znaczenia co ja chce a czego nie
                      > chcę. Praca to nie jest mój prywatny folwark, gdzie moge sobie wybierać kto i o
                      > jakim stopniu ukulturalnienia może przychodzić. Przychodza klienci mili i nie,
                      > czasem nieprzyjemni, śmierdzący, z dziećmi, z rowrzeszczanymi bahorami, ściąga
                      > jącymi mi z biurka wszystko co w zasięgu ręki.
                      > W życiu nie przyszłoby mi do głowy, by zwrócić uwagę matce by zrobiła "coś" z d
                      > zieciakiem.

                      ja najprawdopodobniej tez bym nie zwrocila uwagi. ale halas przeszkadzalby mi to w pracy (o ile zachowanie dziecka by rzeczywiscie przeszkadzalo, nie mam pojecia, jak zachowywal sie Twoj syn, pisze ogolnie, nie o nim konkretnie). ja staram sie pracowac jak najwydajniej, a inni mogliby starac sie nie przeszkadzac - znow kompromis...

                      > Matulu!!!!! czy ja gdzies napisałam że moje dzieci mogą bezkarnie krzywdzić innych????

                      ??? !!! a czy ja GDZIEKOLWIEK zasugerowalam, ze cos takiego ma miejsce?
                      WYDAWALO mi sie, ze dyskutujemy, wiec chcialam przyblizyc moj punkt widzenia, moje zasady, gdy chodzi o przestrzen spoleczna, moje dzieci, innych ludzi. nawet mi do glowy nie przyszlo, ze wezmiesz to do siebie, bo zupelnie nie takie byly moje intencje.


                      > a ja sądzę, że tak. Mi nie przychodzi do głowy, by zachowanie swoich dzieci oceniac przez
                      > pryzmat niezadowolonej czyjejś miny.

                      gdzies tam w inych postach skarzysz sie, od jakis zostalas "zwyzywana". widze, ze sama nie pozostajesz dluzna, przeczytalas pare moich wypowiedzi i juz wydajesz opinie??? i jeszcze jakis sarkazm "matrymonialny"? tylko dlatego, ze probuje wytlumaczyc swoje stanowisko? jakos krowa kalego mi tutaj pachnie...



                      > Następnym razem oswiadczę:

                      zle mnie zorzumialas. chodzi mi o przyznanie sie przed sama soba, ze pozwalam im na jakies wybryki, bo zwyczajnie nie mam sily tego ukrocic, a nie dlatego, ze je akceptuje i bede bronic ich zachowania do upadlego...
                • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 16:35
                  Cytat
                  > musiałabym upaśc na głowe by wciąż i wszędzie rozgladać sie i zastanawiac czy k
                  > omus nie przeszkadza to czy tamto.


                  Pomiędzy "wciąż i wszędzie" a "mieć wszystkich w dupie" jest jeszcze parę odcieni szarości.

                  Cytat
                  Masz chyba jakieś kompleksy, że wyraz niezadowolenia na twarzy innych wystarczy by Cie speszyć?


                  Niezadowolenie innych na twarzy zlewam - kiedy jest wg mnie nieuzasadnione. Czytaj: kiedy ktoś mi zwraca uwagę za to, że moje dziecko krzyczy na placu zabaw, skacze na chodniku, wchodzi do kałuży, mówi wierszyk (po cichu) stojąc w kolejce itp..

                  Uwaga pani w US była uzasadniona. Twoje dziecko uniemożliwiało jej pracę. To mniej więcej tak, jakby uwiesiło się robotnikowi na młocie pneumatycznym. Ty jesteś w stanie to zrozumieć, czy nie bałdzo?
                  • atena12345 Re: ps 11.07.11, 19:28
                    mama_kotula napisała:

                    > Ty jest
                    > eś w stanie to zrozumieć, czy nie bałdzo?
                    >

                    Nie bałdzo. Rozumiem, że masz syndrom byłego urzednika, ale matka z dzieckiem ma takie samo prawo załatwienia sprawy jak wszyscy inni. Nie musze sie tłumaczyć czy mam z kim dziecko zostawić i czy ono ma adhd czy zwyczajnie zmęczone. MAM prawo.
                    Wiem, że przeszkadzał. Dlatego nie miałam zamiaru siedzieć tam z nim dopóki Pani nie skończy pracy. Chciałam załatwić i wyjść.

                    To Wy chyba czegos nie rozumiecie, że już zostałam matką, której dziecko sra gdzie popadnie. Rozumiem, że to powód braku rozsądnych argumentów.
                    • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 19:31
                      Cytat
                      Nie bałdzo. Rozumiem, że masz syndrom byłego urzednika, ale matka z dzieckiem ma takie samo prawo załatwienia sprawy jak wszyscy inni


                      Nie mam żadnego syndromu.
                      Czy ktoś ci w tym urzędzie odmówił prawa załatwienia sprawy, bo byłaś z dzieckiem?
                      • atena12345 Re: ps 11.07.11, 19:33
                        mama_kotula napisała:
                        >
                        > Nie mam żadnego syndromu.
                        > Czy ktoś ci w tym urzędzie odmówił prawa załatwienia sprawy, bo byłaś z dziecki
                        > em?
                        >

                        To tu pojawiły się sugestie o wyjściu z dzieckiem na zewnatrz tudzież zrezygnowania z misji.
                        • mama_kotula Re: ps 11.07.11, 19:37
                          Cytat
                          To tu pojawiły się sugestie o wyjściu z dzieckiem na zewnatrz


                          Hint: wyjście z dzieckiem na zewnątrz nie jest tożsame z "odmowa załatwienia sprawy". Ponawiam pytanie: czy ktoś w urzędzie odmówił ci obsługi, bo byłaś z dzieckiem?
                    • ania_dentystka Re: ps 11.07.11, 20:05
                      A czy inni ludzie tez MAJĄ PRAWO? do czegokolwiek? do spokojnego załatwiania spraw, do spokojnej pracy, w końcu tez moga byc chorzy, zmęczeni, zdenerwowani, moga zostawić w domu starszych rodziców, .......
                      • falka32 Re: ps 11.07.11, 21:12
                        > A czy inni ludzie tez MAJĄ PRAWO? do czegokolwiek? do spokojnego załatwiania sp
                        > raw, do spokojnej pracy

                        Co wy z tym spokojem? Od kiedy to mamy PRAWO DO SPOKOJU? Prawo do spokoju, to ma Bruce Willis w swojej willi na odgrodzonej części hawajskiej czy innej rajskiej wyspy, albo Książe William w swoim apartamencie w Ritzu, i to słono za to prawo muszą zapłacić. Reszta żyje między ludźmi a to oznacza z definicji brak spokoju - a jak się nie podoba, to na pustyni jest dużo spokoju.
                        • madzioreck Re: ps 11.07.11, 21:40
                          > Co wy z tym spokojem? Od kiedy to mamy PRAWO DO SPOKOJU? Prawo do spokoju, to m
                          > a Bruce Willis w swojej willi na odgrodzonej części hawajskiej czy innej rajski
                          > ej wyspy, albo Książe William w swoim apartamencie w Ritzu, i to słono za to pr
                          > awo muszą zapłacić. Reszta żyje między ludźmi a to oznacza z definicji brak spo
                          > koju - a jak się nie podoba, to na pustyni jest dużo spokoju.

                          Taaak. Mam nadzieję, że ludziom tego pokroju przypomni o tym sąsiad wyprawiający huczną imprezę uncertain
                        • atena12345 Re: ps 12.07.11, 08:33
                          falka, dyskusja jest ciekawym zjawiskiem, że jakoś w realnym świecie jednak sporadycznie spotyka sie ludzi strofujących matki ruchliwych dzieci, przynajmniej wprost.
                          Tu na emamie można dokopać przy każdej okazji.
                          Zauważ jak zaostrza się atak na mnie big_grin Im bardziej staram sie wyszczególowić sytuacjie tym ostrzejsze posty.
                          Zwyczajnie polski sarmatyzm wink
                          Nie mam argumentów, ale stanąłem juz po jakiejś stronie więc mogę ostatecznie obrazić kobietę i wyzwać jej dzieci.
                          Już napisano tu, że moje dziecko jest łobuzem, że sa pempkiem świata, a jam mam w dupie innych. No nie mam empatii dla urzędników pracujących na sali pełnej ludzi, którym akurat niskie tony ludzkiego szczenięcia przeszkadzają.
                          Aaaa.... jeszcze jakieś posty o krzywdzeniu innych były.
                          To interesujące, na prawdę.
                          • falka32 Re: ps 12.07.11, 10:21
                            Atena, ja widzę. Mnie się włos jeży na głowie, że to matki matkom gotują najchętniej taki los i najgoręcej optują za tym, że matka z dzieckiem jest w przestrzeni publicznej persona non grata, o ile nie umie udawać, że jest właściwie to bez dziecka. To jest jakiś koszmar z punktu widzenia ewolucji i niedługo się musi skończyć smile
                            • mama_kotula Re: ps 12.07.11, 10:35
                              falka32 napisała:

                              > Atena, ja widzę. Mnie się włos jeży na głowie, że to matki matkom gotują najchę
                              > tniej taki los i najgoręcej optują za tym, że matka z dzieckiem jest w przestrz
                              > eni publicznej persona non grata, o ile nie umie udawać, że jest właściwie to b
                              > ez dziecka. To jest jakiś koszmar z punktu widzenia ewolucji i niedługo się mus
                              > i skończyć smile

                              Falka, ale ty wiesz, że nie chodzi o to, że matka jest persona non grata, nie?

                              Dlaczego popadasz w skrajności?

                              Mi dzieci i matki w przestrzeni publicznej zwisają i powiewają, podobnie jak mi zwisają stare babcie, które muszą mi opowiedzieć kolejny odcinek Mody na Sukces, tak jak mi zwisają dziadki, które muszą mi opowiedzieć, jak to na wojnie bywało. Nie lubię natomiast tego, co pisałam - jak matka radośnie puszcza dzieciątko w tłum licząc na to, że tłum się dzieciątkiem zajmie. Bo owszem, w tłumie przeważnie znajdzie się parę osób, które mają w tej chwili ochotę zająć się dzieckiem. Nawet tej okropnej Kotuli się to zdarza, wyobraź sobie, bo wiem, jak to jest załatwiać sprawy w towarzystwie dzieci.

                              Nie lubię po prostu kiedy daje się komuś do zrozumienia, że nie ma się ochoty na jego towarzystwo (nieważne, czy chodzi o dziecko, czy o dorosłego) - bo się nie ma, po prostu, nie ma to nic wspólnego z prześladowaniem matek, dzieci, Murzynów, starców, homoseksualistów, nie ma to nic wspólnego z prześladowaniem - a ten ktoś ma w rzyci to, co do niego mówię.

                              Popadamy w skrajności? Ok, więc popadnijmy: stoję w kolejce, jest gorąco, jestem w ciąży, jest mi niedobrze, niedobrze jak cholera, boli mnie głowa, próbuję się skupić na tym, żeby nie rzygnąć, podchodzi do mnie 2-letni bajtel i zaczyna do mnie gadać, piszczeć głośno, machać mi rękami - jak to dwuletni bajtel. Uśmiecham się do bajtla ale nie nawiązuję kontaktu, bo, uwaga, źle się czuję. Mogę? No mogę. Mówię do mamusi, że nie będę chyba dobrym kompanem do rozmowy dla dziecka, bo się źle czuję. A mamusia mi krzyczy o tym, że dzieci są prześladowane, matki są prześladowane i trochę życzliwości dla innych, bo ona ma prawo. Tak wygląda mniej więcej ten wątek.

                              Na litość, ja naprawdę jestem skłonna do pomocy, ale nie na zasadzie "ty mi MUSISZ pomóc, bo MI SIE NALEŻY".
                              • atena12345 Re: ps 12.07.11, 15:47
                                cholerka, mamo kotulu.
                                Ty równiez popadasz w skrajności i wyciagsz wnioski niekoniecznie trafne.
                                Nikt sie moim dzieckiem nie zajmował jakoś specjalnie, pilnowałam go ja. Chodziłam za nim, albo przynajmniej wodziłam za nim wzrokiem. Owszem, zagadywał czasem, ale Chłop niewiele mówi, więc było to mniej więcej: "ce!" i dalej sobie tup, tup. Jeśli ktoś go pogłaskał czy zrobił minę, to piszczał i wiał - uznając to za zabawę.
                                Jeślibym chciała go unieruchomić, to serio potrzebowalabym kojca, bo egzemplarz na rękach nie znosi i nawet jak pada na pysk, to siedzi w wózku tylko, gdy ten intensywnie sie porusza lub w łapie ma lizaka.
                                Dzieć w wózku - nie na nogach, w dodatku z lizakiem w paszczy, tez nie budzi entuzjazmu na tym forum.
                                Pani zwracając mi uwage była nieprzyjemna i w tonie i w wyrazie twarzy, i może to moja wada genetyczna, ale działa to na mnie jak przysłowiowa wada genetyczna.
                                Tak, nadal uważam, że miałam rację chcąc załatwić sprawę, w której zresztą byłam wezwana.
                                Tak, nadal uważam, że urzedniczka popełniła nietakt zwracając mi uwagę w dodatku w taki sposób.
                                Nie, nie było z dzieciakiem gdzie wyjść: przed urzędem jest ulica i parking tylko, do tego jedna kolejka do 5-ciu okienek.
                                Nie jestem matką wysadzającą dziecko "na kupę" przed restauracją (zresztą w życiu czegos takiego nie widziałm), nie pozwalm dzieciom na "wszystko", nie uważam że wszyscy maja je podziwiać i kochać, chociaż są dla mnie NAJWAŻNIEJSZE.
                                Córka już wie, że nie każdy ją lubi, nie każdego ona musi lubieć, nie każdy lubi dzieci tak jak nie każdy lubi psy wink
                                Nie awanturuję się przy każdej okazji i nie wszczynam bijatyk, ale potrafię się odciąc jak mnie ktoś wnerwi, tak jak potrafię być niesłychanie miła i uczynna wink
                                • atena12345 Re: ps 12.07.11, 15:50
                                  atena12345 napisała:

                                  > to moja wada genetyczna, ale działa to na mnie jak przysłowiowa wada genetyczna> .

                                  Jak przysłowiowa plachta na byka - miało być
                                • mama_kotula Re: ps 12.07.11, 16:02
                                  Cytat
                                  cholerka, mamo kotulu.
                                  Ty równiez popadasz w skrajności i wyciagsz wnioski niekoniecznie trafne.
                                  (...) Owszem, zagadywał czasem, ale Chłop niewiele mówi, więc było to mniej więcej: "ce!" i dalej sobie tup, tup.


                                  Atena, ale w pierwszym poście napisałaś, że twoje dziecko darło się w Urzędzie Skarbowym.
                                  Bo jeśli dziecko faktycznie nie było głośne, tylko sobie tupało i co jakiś czas powiedziało coś do kogoś, to uwaga pani urzędniczki z dupy wzięta. Niemniej jak wół stało "moje dziecko darło się".

                                  Nie musisz się tłumaczyć, naprawdę. Poza tym ja o popadaniu w skrajności pisałam do Falki, bo to ona popada, a nie ty wink
                                  • falka32 Re: ps 12.07.11, 18:33
                                    > Nie musisz się tłumaczyć, naprawdę. Poza tym ja o popadaniu w skrajności pisała
                                    > m do Falki, bo to ona popada, a nie ty wink

                                    Kotula, a ty czaisz, że ja się wypowiadam ogólnie a nie na temat "co Kotula uważa jako czołowy przedstawiciel gatunku matek"? I że komentuję pewną postawę czy przyzwolenie społeczne na pewne zachowania WOBEC matek, które są widzialne i na mieście, i tutaj na forum (i nie tylko w tym wątku lub w tym temacie, i nie od dzisiaj, tylko od wielu lat) a nie twoją osobistą postawę? Bo na wszystko, co ja piszę, ty się odzywasz "a to nieprawda, bo ja to cośtam, przesadzasz....", no a ja naprawdę nie o tobie tylko piszę tongue_out
                            • kura17 Re: ps 12.07.11, 10:37
                              Falka, nie przesadzaj. ja sama napisalam, ze potrzebny jest kompromis. jestem matka i rozumiem OBIE strony i czasem wystarczy troche dobrej woli, zeby znalezc wyjscie z sytuacji. a tej dobrej woli brakuje OBU stronom (czesto) - i bezdzietnym, zeby zrozumiec rodzicow, i rodzicom - zeby pomyslec czasem i o bezdzietnych.

                              jesli moje dziecko zachowuje sie w miare normalnie i widac, ze raczej nikomu nie wadzi, to nie bede nic robic. jesli widze czyjes niezadowolenie, to sie zastanawiam, czy jest ono rzeczywiste, czy mocno naciagane i ile mnie kosztuje "zlikwidowanie" tego niezadowolenia. nie drze przed kazdy, bo mam dzieci i one moga komus przeszkadzac, ale tez rozumiem, ze dzieci naprawde MOGA przeszkadzac (mnie czasem tez...) i staram sie znalezc kompromis w przestrzeni publicznej.

                              polaryzowanie (na sile) dyskusji nie przyczyni sie do niczego dobrego (takie sa moje obserwacje z roznych forow)...
                              • falka32 Re: ps 12.07.11, 18:45
                                Kura, dyskusja się i tak spolaryzowała dawno temu, ja do niej weszłam jak miała ponad 300 wpisów smile. To zachowanie (swoje), które ty opisujesz, to jest to, co w mojej opinii dokładnie robiła Atena i została za to obrugana przez urzędniczkę a tutaj dodatkowo dorobiono jej gębę na podstawie opisu odczytanego bez wspomnianej dobrej woli. Kompromis jest cudowną rzeczą, pod warunkiem, ze dotyczy właśnie obu stron. Ja komentuję zachowanie jednej strony (urzędniczki i pozostałych osób, które głoszą pogląd "twoje dziecko - twój problem, ja mam go nie widzieć i nie słyszeć") właśnie jako brak chęci spojrzenia na potrzeby i sytuację drugiej strony, brak chęci kompromisu (no chyba, że kompromisem jest z ich strony w ogóle przyzwolenie na pojawienie się matki z dzieckiem poza domem, pod pewnymi warunkami, rzecz jasna...). I powtórzę, ja też jestem skłonna do kompromisów, ale jakby mi ktoś zwrócił uwagę tak, jak urzędniczka Atenie, to bym była znacznie mniej grzeczna, niż była Atena. I nie umiem zrozumieć, jak inne kobiety, matki, mogą uważać za pozytywną normę społeczną zachowanie urzędniczki, a Atenę uznać za winną przekroczenia norm.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka