Dodaj do ulubionych

Mama-matwić się, czy odpuścić?

09.10.11, 19:09
Zaczynam się trochę martwić. Ponieważ wiele z Was ma rodziców w wieku emerytalnym, w "tym" wieku, może podrzucicie jakieś rady.

Nie chodzi mi o relacje między nami, chodzi mi o nią samą.

Mama nigdy nie była przesadnie religijna. Ot, co niedzielna msza, święta, kilka razy w roku spowiedź. Zdarzalo się, że w niedzielę nie poszla do kościoła. Nie zawracala sobie głowy z roratami, piątkami i tego typu okresami w kościele, z dekalogiem na bakier.
My ochrzczeni, wychowani niby w wierze katolickiej ale mama ręki do tego nie przyłożyła poza zakupem katechizmu i wysłaniem do komunii. Żadnych rozmów, dyskusji, wspolnych modlitw.

To m.in. spowodowało, że obecnie nie chodzę do kościoła. To i parę innych rzeczy. Ale nie o tym.
Mama nigdy nie robiła z tego powodu problemu tym bardziej, że mój brat od wielu lat do kościoła nie chodzi. Zawsze uważała, że to sprawa każdego z nas.

W czym problem?

Ano kilka lat temu mama przeszła na emeryturę. Przeniosła się również do innej miejscowości, konkretnie na zabitą dechami wieś. I zaczęła się zmieniać.
Żadnych zainteresowań, hobby, odwiedzin koleżanek. Tylko kościół, cmentarz i pogrzeby. Możecie powiedzieć: co cię to obchodzi co robi w wolnym czasie. Zaczęło się od mszy niedzielnej i piątkowej, potem codziennie, teraz dwa razy dziennie, przy czym pierwsza msza jest o 6 rano, nawet przy niesprzyjającej pogodzie. Potem pogrzeby, wszystkich, czy zna, czy na oczy nie widziała. Ostatnio pojechała na pogrzeb (kilkadziesiąt kilometrów) osoby, której na oczy nie widziała. Był to mąz koleżanki ze szkolnych czasów, z którą to widziały się w ciągu 40 lat może kilka razy. Ok, czuje potrzebę, niech jedzie.
Potem zaczęło się: "bezbożnicy, ja się za was (czyli nas) modlę, żebyście na właściwą drogę wrócili". Coraz częściej i coraz mniej da się te słowa obrócić w żart. Gdy do niej przyjeżdżamy (z reguły w niedzielę, choć ostatnio jeździmy w soboty) zawsze zaczyna temat mszy, że nic nam się nie stanie jeśli pójdziemy. Względem dzieci już taka miła nie jest. Gdy grzecznie odmawiamy, zaczyna się denerwować i podnosić głos. Gdy definitywnie mówimy "nie", bywa, że sie potem na nas dąsa, nie chce się pożegnać.
I wczorajsza wizyta: zaczepiła nas znajoma mówiąc, że z mamą coś się dzieje, o czym nie miałam pojęcia. Ona ponoć tylko w kościele przesiaduje, każdemu bez okazji mówi, że codziennie odmawia za nas różańce, żebyśmy się nawrócili, żebyśmy stali się porządnymi ludźmi. Fakt, że przy niemal każdej okazji mama kończyła rozmowę słowami "pomodlę się za was" a ja kwitowałam "skoro potrzebujesz...".
Poza tym dowiedziałam się wczoraj, ze mama bardzo często zamawia za nas msze (płacac za każdą), w naszej intencji, w intencji dzieci. O tyle mnie to zaskakuje, że takich rzeczy nie robiła nawet po śmierci swojego ojca, gdzie zwyczajowo zamawia sie mszę w rok po smierci.
W domu na każdym kroku gazetki koscielne typu "Gość niedzielny", na ścianach kalendarze kościelne, obrazki. W naszym domu rodzinnym nawet krzyża na ścianie nie było.

I teraz powiedzcie mi, czy powinnam się niepokoić, czy tez podejść do tego spokojnie i zignorować. Tylko nie piszcie, że troluję. Poważnie, sama nie wiem jak to ugryźć. Ta wczorajsza rozmowa mnie trochę wybiła z rytmu. Niby zauważyłam, że ostatnio każda rozmowa schodzi na: "gdybyś chodziła do kościoła..." byłabys zdrowa, frank by tyle nie kosztował, ominęłyby was plagi egipskie, syn byłby zdrowy.... Chodzi mi o to, że ona się zmienia i to bardzo szybko. Praktycznie nie wychodzi z domu, zawsze była domatorem ale teraz to już poza mszą i pogrzebem nie da się jej nigdzie wyciągnąć. Poza tym mama robi coś, co kiedyś sama bardzo krytykowała, od czego się odżegnywała a teraz nie widzi, że sama robi to samo.

To dla mnie trudny temat. Trudny i dość drażliwy. Dlatego liczę trochę na Wasze opnie i pomoc, martwić się, reagować, nie odzywać się.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:16
      Odpowiem jako wierząca: martwiłabym się; nie zwiększeniem religijnych praktyk, bo to osobista sprawa, ale już te pogrzeby, a szczególnie to "nawracanie" was; bo czym innym jest powiedzenie nawet, że byłoby jej lżej, lepiej czułaby się, gdybyście i wy wierzyli i praktykowali; tyle że sposób matka wybrała taki, że skutek będzie dokładnie odwrotny.
      Dla mnie takie zachowanie zaczyna zalatywać dewocją, bigoterią, a to z prawdziwą religijnością nie ma NIC wspólnego.
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:31
        Tak, jak napisałaś: kwestia wiary to jej sprawa, tak jak nasza. Trudno w kilkunastu zdaniach pokazać, jak te zmiany wyglądają. Może tak: środek tygodnia, wczesny poranek, mama dzwoni z pretensjami, że "ona już w kościele była a ja dopiero wstałam"; środek tygodnia, my robimy jakieś małe remonty w domu i mama podniesionym głosem że święto jest a my wiercimy. Myślę, jakiego świętego dziś mamy i nic mi do głowy nie przychodzi na co mama, że codziennie jest dzień jakiegoś patrona i powinnam to wiedzieć!!
        Poza tym mama zaczyna dzielić ludzi na tych, którzy do kościoła chodzą i tych pozostałych, z którymi nie warto zdania zamieniać.
        Nie przeszkadza jej, że brat na kocią łapę z dziewczyna mieszka, że mam w rodzinie kilka konkubinatów, ale nas by najchętniej zamordowała za te niedzielne msze.

        Tylko, ze ja pamietam, że jako wczesna nastolatka byłam dość blisko związana z kościołem. Chodziłam na kółko maryjne, brałam udział w weekendowych spotkaniach, mam po tym do dziś pamiątki. W domu były z tego powodu takie awantury, że dla świętego spokoju zrezygnowałam. Tak wyglądał nasz dom i dlatego tak trudno mi zaakceptować i przejść do porządku dziennego nad tym co się teraz dzieje.
    • kozica111 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:20
      Ja to bym się zwyczajnie mamy zapytała co jest powodem tej zmiany, może to naświetli problem.
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:46
        Kozico, pytałam. Zawsze mówi, że nie ma nic innego do robienia. I jestem w stanie uwierzyć, że tak jest. Niestety, mama nic z tym nie robi. Wyprowadziła się z miejsca, w którym mieszkała 35 lat do miejsca, z którego wyprowadziła się, gdy poszła do szkoły średniej. Wyprowadziła się, bo tak sama zdecydowała, do miejsca, z którym poza mglistymi wspomnieniami z dzieciństwa, nic ją nie łączy. Jak mam jej pomóc? Dzwonię, zapraszam do siebie, zaglądam do niej ale te spotkania robią się coraz trudniejsze.
    • estelka1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:25
      Z tego co obserwuję, to wielu ludzi w wieku emerytalnym "nawraca się", jak Twoja mama. Myślę, że świadomość, iż śmierć jest coraz bliżej i obawa, że po niej nie ma już nic powoduje, że starsi ludzie próbują uporządkować swoje duchowe życie. Religia jakby nie patrzeć, daje nadzieję, że po śmierci jest życie wieczne. Wierzącym osobom chyba łatwiej jest pogodzić się z tym, co nieuchronne, czyli ze śmiercią.
      A druga, bardziej prozaiczna strona medalu, to po prostu kościół to swoiste centrum życia towarzyskiego. Myślę, że mama po prostu czuje się samotna i wyjścia do kościoła, na cmentarz, to dla niej okazja pobycia między ludźmi.
      O ile jednak ta wzmożona religijność nie jest jakaś przesadzona, nie martwiłabym się. Ale u Twojej mamy niestety wydaje się, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Obawiam się, że za wiele nie wskórasz. Fajnie, gdyby mama znalazła jakieś towarzystwo. Jeśli możesz jej w tym pomóc, to pomóż. Jeśli nie, to chyba Tobie zostanie modlitwa, o powrót mamy na normalne tryby. I choć to ostatnie zdanie brzmi dość ironicznie, nie mówię tego złośliwie. Po prostu nie mam mądrego pomysłu...
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:53
        Ja właśnie nie wiem, jak jej pomóc. Czuje się samotna ale jest jeszcze coś. Moja mama całe swoje nadzieje pokładała w drugim dziecku, kilkanaście lat ode mnie młodszym. Mój brat od kilku lat otrzymuje kontakty...jakby tu powiedzieć, w sposob baaardzo ograniczony. I mama chyba z tym sobie nie radzi.
        Straciła nad nim kontrolę i teraz odbija sobie na nas. Tylko, że ja na brata nie mam wpływu, dorosłego człowieka nie zmienię. Zmienił się bardzo do tego stopnia, że ostatnio mama przyjechała do niego (nam nawet nie mówiła, że jest w W-wie) i niemal klamkę pocałowała, choć brat wiedzial, że mama przyjedzie do niego. On traktuje ją w taki sposób, że przykro patrzeć.
        • estelka1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:13
          Czy to jakaś smutna reguła, że faworyzowane dzieci wypinają się na rodziców, a te mniej kochane poczuwają się do opieki nad nimi? Masz rację, mama sobie nie radzi z tym, że ukochany syn ją odrzuca. Tyle tylko, że prawdopodobnie jego relacje z mamą nigdy nie były zdrowe, ale on jako oczko w głowie, zawsze mógł sobie pozwolić na więcej, nawet na to żeby być wobec mamy nielojalnym, bo zwyczajnie wie, że ona mu wszystko wybaczy. A Ty chyba zawsze musiałaś, mniej czy bardziej świadomie, zabiegać o uczucia matki. I teraz pewnie tak samo. I wiesz co Ci jeszcze powiem. Mam wrażenie, że mama wystawia Cię na takie ciężkie próby, wręcz wyładowuje na Tobie wszystkie swoje niepowodzenia, bo wie że jej nie zostawisz. A bratu wchodzi w d..e, bo boi się go stracić, Pewnie, mogłabym Ci powiedzieć, żebyś olała matkę, bo nie zasługuje na to, żebyś skakała naokoło niej, bo jest toksyczna itd. Ale sama bym tego nie zrobiła i podejrzewam że Ty również. Jedyne co możesz, to spróbować spokojnie i szczerze porozmawiać z mamą o Waszych relacjach, o tym że się o nią martwisz, że naprawdę może na Ciebie liczyć i o tym, że masz prawo do własnych decyzji, błędów itd. A jeśli taka rozmowa nie ma szans się odbyć, to mogę Ci tylko życzyć dużo siły i konsekwencji w zaciskaniu zębów i nie brania sobie do serca tego, co mama Ci mówi.
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:21
            Wiesz co, ja trzy lata pracowałam nad sobą, zeby sobie z tymi relacjami poradzić. Wtedy byłam mądra a mama młodsza. A teraz staram się jakoś te relacje unormować i nad nimi zapanować. Trzy lata a mam wrażenie, że znów jestem w punkcie wyjścia. Nikt nie nauczył mnie, jak sobie radzić, gdy mama zostanie niemal sama. A została sama, niemal sama. Każde z jej rodzeństwa ma fajne życie, małżonków, dzieci blisko lub daleko ale relacje normalne. A ona ze mną relacji poprawić nie chce wciąż licząc wyłącznie na brata. Nie przyjmuje do wiadomości, że brat odciął się od nas wszystkich, od niej takżesad Żyje jakimiś złudzeniami, snuje plany jak to obok niego zamieszka, jak jego przyszlymi dziećmi się zajmie... Mnie w tych planach nigdy nie ma.
            Ona sobie z tym nie radzi a ja z jej charakteremsad
            • estelka1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:29
              Ech, nie wiem, co powiedzieć. Smutne to i tyle. Mogę Ci tylko życzyć mnóstwa siły, cierpliwości i oczywiście jakiegoś przełomu w Waszych relacjach.
              • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:47
                Smutne. Taki ciężki mam dzień. Z jednej strony staram się nie pamiętać o przeszłości, ciężko jest nia żyć. Z drugiej strony wystarczy kilka dni z mama, żeby tę przeszłość miała przed oczami aż za bardzo.
                Mama żyje tylko bratem. Ja wiem, że on tez lekko nie miał ale odciął się zupełnie. A ona tylko o nim mowi, jakbysmy my nie istnielisad
    • freakwave Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:27
      z postu wyziera wizja osoby bardzo samotej, wszyscy wokol maja wlasne sprawy maja ja gleboko w doopie poza niedzielnymi wizytami odhaczanymi co tydzien. Piszesz ze niepokoi cie zachowanie mamy, ja pytam co dajesz jej od siebie aby czula sie potrzebna? moze te modlitwy za was nawracanie i tak dalej to taki substytut zajmowania sie waszymi problemami i uczestnictwa chociaz troche w waszym zyciu.
      czemu starsze kobiety tak chodza do kosciola - odpowiedz jest prosta bo nigdzie indziej nie moga znalezc sobie miejsca, nie ma dla nich zajec dzieki ktorym czulyby sie potrzebne i kochane, to gwarantuje im wlasnie kosciol. ja od siebie bym proponowal blizej przyjrzec sie problemom mamy sprobowac zaangazowac ja w swoje zycie codzienne (wiadomo ze sa osoby ktore na emeryturze rozkwitaja zwiedzaja swiat autostopem odkrywaja nowe lady etc. ale niektorzy wola zwyczajnie zajac sie wnukami) rozmawiac z nia, bywac u niej czesciej, sprawic aby poczula sie potrzebna nie tylko w kosciele i jako placzka na pogrzebach
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:42
        Masz rację z tym, że mama czuje się samotna. Problem jednak w tym, że od początku miałyśmy beznadziejne relacje. Moja mama nigdy mnie nie lubiła i nawet tego nie ukrywała. W domu rodzinnym miałam takie piekiełko, że niektorej wlosy na głowie by stanęły.
        Trudna osoba i trudne relacje i...młodszy ode mnie o kilkanaście lat brat, oczko w głowie, ideał w każdym calu, który od kilka lat niemal nie utrzymuje z nią kontaktu.
        Tak więc zostałam ja, osoba, w której widzi złe wybory życiowe, którą wini za całe swoje życie, której najchętniej by nie oglądała. Ale to ja zaglądam, ja pomagam, ja co drugi dzien dzwonię, ja zapraszam w okresie świątecznym, ja kupuję leki...
        Tak więc nie oceniaj z góry, że mam ją w d. Martwię się o nią tak, jak potrafię.
        • zuzanna56 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:48
          Ile lat ma mama?
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:53
            62
            • zuzanna56 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:01
              Kurcze, a z opisu jakby miała 75 co najmniej...
              Nie wiem, co poradzić, moja ma trzy lata więcej, mój tata siedem lat więcej, a zachowują się jakby mieli 45...no czasem pomarudzą, ale rzadko. Tata był poważnie chory, mama jak to osoba w tym wieku jakieś dolegliwości ma, ale w ogóle o tym nie mówią, oni się jeszcze niedawno (kilka miesięcy temu) sami opiekowali chorą starszą osobą z naszej rodziny, starszą w sensie po osiemdziesiątce. Kupowali leki, gotowali, odwiedzali, jeździli do tej osoby, bo nie mieszkałą blisko. Nie wiem, co poradzić...moja teściowa ma niecałe 70 lat, ale mentalnie jest bliższa twojej mamie, no lekko, bo tak źle z nią nie jest. Trzymaj się.
              • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:11
                Babcia ma prawie 90 lat i lepiej się trzymasmile
        • freakwave Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:18
          to jest wszystko trudna sprawa, ale na moje oko wyglada to na osamotnienie, pisze co widze z boku, moze tobie jako tej osobie ktora doznala wiele krzywd od mamy ciezko sie przelamac do okazywania wiekszej ilosci uczuc ponad to co "ustawa przweiduje" w sensie ogolnej opieki nad osoba starsza, to zrozumiale, jednak jest brat - oczko w glowie, co on na to wszystko? ma pewnie dokumentnie wywalone, jakiz to typowy scenariusz, ze na stare lata wieksze poczucie obowiazku wzgledem rodzicow maja "niekochane dzieci" ...
          polecam krola lira szekspirowskiego sobie przypomniec, zagryzc zeby i sprobowac matke wciagnac w inne niz koscielne zakresy dzialalnosci polegajacej na wspoldzialaniu w grupie, jakas terapia zajeciowa i tym podobne sprawy.
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:45
            Co brat na to? Udaje, że nie widzi, telefonów nie odbiera, do siebie nie zaprasza. Gdy dzwonię mówiąc, że z mamą jest problem, z reguły nie ma czasu na rozmowę. gdy nie daje się zbyć, podnosi głos i mówi, żebym dała mu swięty spokój. Ot, tyle. Aha, w domu nauczony, że w razie czego od tego sa baby.
      • zuzanna56 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:45
        Martwiłabym się. Jestem wierząca, ale to o czym piszesz, co robi mama, to nie jest wiara lecz jakieś szaleństwo. Akurat wśród znajomych moich rodziców, ludzi w wieku 60-70 lat, będących od wielu, nawet ponad 10 lat na emeryturze, nie znam nikogo takiego. Oni gdzieś się spotykają, wędrują po okolicach, jeżdżą na wycieczki po Polsce i za granicę, chodzą do kina czy kawiarni, na długie spacery czy uniwersytet trzeciego wiekusmile
        • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:05
          Problem z moją mamą jest taki, że w poprzednim miejscu zamieszkania zbyt wielu znajomych nie miała. A teraz jest tylko gorzej. Znajome z lat dziecięcych mieszkają gdzie indziej, zostało kilka dawnych znajomych, z ktorymi mama ma coraz rzadszy kontakt.
          Wiele razy rozmawiałam z nią na temat przeprowadzki, że to zle miejsce, że nie ma tam nikogo poza swoją mamą. Ale nie, pewnego dnia zadzwoniła, ze odeszla od ojca i przeprowadziła się w inne miejsce.
      • sonia-3 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 19:46
        Z moją Babcią było podobnie, rano do kościoła, wieczorem do kościoła.Na pogrzeby również często chodziła. Datki na kościół dawała pokaźne, a św. obrazów w mieszkaniu było po kilka na każdej ścianie.Niestety u Babci był to początek demencji, która postępowała z wiekiem. Do tego doszło zbieractwo ( zbierała wszystko co się dało- od ludzi, ze śmietników). Potem doszły urojenia i omamy. Już nie żyje, ale jak czytam o Twojej Mamie , to jak bym Babcię widziała. Ale i tak była kochaną i bardzo dobrą kobietą.
        • lolinka2 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:03
          no więc tym tropem i moje myśli poszły: zab. psychogeriatryczne jakieś... na ten wiek początek ich przypada...
          • estelka1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:17
            No właśnie i mnie teraz to przyszło do głowy. Takie radykalne posunięcia , jak odejście od ojca i wyprowadzka w miejsce, z którym łączy ją wyłącznie sentyment i wspomnienia. I ta przeprowadzka w sumie chyba znienacka, prawda? Do tego postępująca bigoteria. Może warto pójść tym tropem?
        • zuzanna56 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:04
          Gdyby mama poznała jakąś młodszą koleżankę, albo i ze dwie, ale jakąś nowoczesną, a może jakiegoś pana, pewnie by pomogło.
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:10
            Z panem gorzej, złe doświadczenia życiowe i wciąż niedokończona sprawa z ojcem.
            Co do koleżanek, to trudny temat. Mama ma taką jedną fajną, ruchliwą i żywotną koleżankę, z którą zna sie co najmniej 20 lat. Zawsze ta osoba była dla niej jakims wzorcem, że taka wesoła, ambitna, ruchliwa, ciekawa świata. Ale od jakiegoś czasu mama tylko ją krytykuje, jej zachowanie, wyjazdy do dzieci (w kraju i za granicą), opiekę nad wnukami (u nas tylko ja mam dzieci i to częściowo dorosłe, mama nie miala okazji się nimi zajmować ze względu na pracę).
            • zuzanna56 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:21
              Moja mama ma taką koleżankę, teraz ma około 74 lata. Strasznie krytykowałą inne koleżanki, że opiekują się wnukami, że dzieci je wykorzystują, no bo babcia nie jest od tego, nawet jeśli opiekuje się raz na tydzień przez 5 godzin. Jej dzieci bardzo późno wyszły za mąż i późno miały dzieci - wtedy gdy krytykowała, nie miały dzieci. Potem okazało się, że jej brakowało kontaktu z dziećmi, że sama chciała mieć już te wnuki, tylko tak głupio gadała. Za kilka lat córka wyjechałą za granicę, wyszła za mąż i urodziłąadziecko a Pani u niej mieszkała i 10 godzin dziennie była z wnuczką.
              Może mama tak bardzo tęskni za wami, może chciałaby zająć się wnukami...tylko nie umie tego powiedzieć i gada głupoty...nie wiem, tak sobie pomyślałąm, że to z samotności...
    • niezwykladziewczyna Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 20:54


      Pita, na twoim miejscu bym kłamała- Tak mamo chodzę do kościoła.
      Chodzę zawsze w niedzielę
      • frog1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 22:20
        Ja też bym kłamała, że chodzę do kościoła, w tej sytuacji raczej nie ma miejsca na dyskusje światopoglądowe, a ważne jest zapewnienie mamie komfortu psychicznego.
        Chyba trzeba starać się znaleźć jej jakieś zajęcie, odciągać uwagę...

        Ja mam w rodzinie przypadek, że osoba za młodu umiarkowanie religijna w średnim wieku popadła nagle w dewocję. Zaczęło się od słuchania na okrągło Radia Maryja, wspomniane "gazetki kościelne", pielgrzymki do Medjugorie itp. Później nabawiła się obsesji na tle lękowym - ciągle mówiła o jakimś spisku przeciwko katolikom, prześladowaniu Kościoła, mafii żydowsko-masońskiej, która rządzi światem i dąży do wyeliminowania chrześcijan. Żadne rzeczowe argumenty, że to nieprawda, nie trafiały (argumentujący stawał się podejrzanym). Zaczęła wierzyć, że ktoś ją śledzi i chce zabić za to, że jest wyjątkowo pobożna, strasznie cierpiała, płakała bez przerwy... Diagnoza - schizofrenia. (Osobiście uważam, że katolickie media kreujące taką chorą, lękową atmosferę mają wiele takich osób na sumieniu).
        • hellulah Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 22:24
          Poczytaj o tej chorobie - lękową atmosferą u zdrowej osoby jej nie wywołasz. Możesz sobie "osobiście uważać", ale nie ma to przełożenia na fakty medyczne.
          • frog1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 22:32
            No właśnie czytałam, że może tak być - u osoby mającej predyspozycje do tej choroby.
            • hellulah Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 11:03
              Przeczytaj, co sama napisałaś: "u osoby mającej predyspozycje do tej choroby", czyli gdy choroba jest ukryta/uśpiona. Człowieka zdrowego to nie ruszy.
              • frog1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 15:23
                No i może być "ukryta/uśpiona" do końca życia, o ile człowiek nie wpadnie w takie chore środowisko i nie da sobie napchać głowy bzdetami.
      • aqua48 Odpuścić 09.10.11, 22:25
        A ja bym odpuściła, mamy nie zmienisz, najwyraźniej taki sposób życia jej odpowiada, znalazła sobie metodę na życie i już. Nie musi on Tobie akurat odpowiadać. Nie wtrącaj się, nie krytykuj, odwiedzaj, kontaktuj się, ale stawiaj granice wtrącania się w Twoje życie. Każdy ma prawo do swoich wyborów. Nie ma ochoty skakać na banjee, tańczyć w zespole ludowym, albo brać udział w zebraniach koła gospodyń. Woli siedzieć w kruchcie i narzekać? Trudno, komu to szkodzi? Puszczaj pouczenia mimo uszu, podziękuj za modlitwę, pomagaj ile możesz i ciesz się własnym życiem.
    • dorry Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 23:19
      To co wyprawia twoja mama to nie są normalne zachowania.
      Wygląda na jakieś zaburzenie psychiczne.
    • morekac Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 09.10.11, 23:57
      Depresja?
      • melancho_lia Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 07:51
        O tym samym pomyślałam... Depresja, poczucie bycia niepotrzebnym- obróciła się ku religii w patologiczny sposób.
        Ja o swoją mamę też się martwię. Ma wiele symptomów depresji, ale do lekarza nie pójdzie- "bo do psychiatry chodzą tylko wariaci a psycholog to najgorsze zło tego świata"...
        • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 08:46
          Moja ma takie samo podejściesad Byloby mi łatwiej, gdyby sięgnęła po pomoc zamiast po raz kolejny iść na jakiś pogrzeb.
    • zabulin Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 08:02
      Hmm.
      To, ze ktoś staje sie nagle głęboko wierzący, praktykujacy, to jego sprawa. To,że jeździ na pogrzeby osob ktore nie były z nią blisko... Cóż. W moich stronach tez się to praktykuje.
      I nie jako forme rozrywki, wyobraź sobie. na pogrzeb taty koleżanki z pracy posżlo cale biuro. Zeby byc z Magda wtedy. Trudno to jakos wyjasnić rzeczowo, ale dla mnie jeszcze nie tragedia.

      Natomiast ewidentnie cos nie jest tak, jesli prawie obcym ludziom mowi, ze się za was modli, żebyście byli lepsi. To podchodzi pod jakieś goraczkowe molestowanie innych swoim/waszym życiem. Bo kogo to obchodzi. I o tym chyba powinnaś porozmawiać, jeśli ci to przeszkadza oczywiście.
    • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 08:45
      Ja wiem, że mama ma depresję połączoną z nerwicą, a raczej podejrzewam, lekarzem nie jestem. Po latach domowej gehenny nie ma się czemu dziwić.
      Dlatego Was prosiłam o zdanie i radę, osoby, które przez podobne sytuacje często przeszły.
      Sprawy wiary sa jej prywatnymi sprawami, tak jak moje powinny być moimi. Jestem w stanie uwierzyc, że mama chciałaby nas widzieć w kościele ale prawda jest taka, że ona sama do niedawna z tym kościołem miała tyle wspólnego co msza raz w tygodniu.

      Ja po prostu nie wiem, na ile ona jest w stanie się zmienić i co będzie za kilka czy kilkanaście lat. Nie mam doświadczenia w tym temacie.

      Poza tym pozostają kiepskie relacje między nami. Mama wszystkie rzeczy ustala z bratem, ja jestem gdzieś z boku, takie "przynieś, wynieś, pozamiataj". A brat, jak już wspomniałam, ma wszystko w nosie.
      Mama jest w trudnej sytuacji życiowej i to dodatkowo pogłębia jej stan. Niedokończona sprawa z ojcem, brak własnego mieszkania, ciągnący się podział majątku, brak zgody ojca...
      Wiem, bo sama mi powiedziała, że docelowo chce mieszkać obok brata, nie obok nas. Tego nie zmienię, choć ona sama nie zdaje sobie sprawy jak to może wyglądać. Ale jej życie i jej sprawa.
      Chodzi o to, że ja juz więcej chyba nie jestem w stanie dać ani zmienić. Pomagam jak mogę, mam z nią kontakt częsty. Brat sie odciął a mimo tego mama ciągle tylko o nim i tylko do niego. Nawet, gdy ja ją zapraszam to przyjeżdża tylko wtedy, gdy bratu tez pasujesad
      Jej stan mnie martwi i najgorsze, że nie wiem co dalej będzie.
      Nie mam doświadczenia z chorobami wieku późnego. Jedna babcia żyje i ma się dobrze. Druga zginęła w dość młodym wieku.

      Jeśli będzie jedynie pogłębiała wiarę, jej prawi i wola. Ale jeśli będzie zwiększała nacisk na mnie, w sumie jedyną osobę, z którą ma częsty kontakt, będzie robiła wyłącznie ze szkoda dla siebie.
      • aqua48 Nie mama ma problem, Ty masz problemy. 10.10.11, 10:01
        pitahaya1 napisał:
        > Poza tym pozostają kiepskie relacje między nami. Mama wszystkie rzeczy ustala z
        > bratem, ja jestem gdzieś z boku, takie "przynieś, wynieś, pozamiataj". A brat,
        > jak już wspomniałam, ma wszystko w nosie.

        > Wiem, bo sama mi powiedziała, że docelowo chce mieszkać obok brata, nie obok nas. Tego nie zmienię, choć ona sama nie zdaje sobie sprawy jak to może wyglądać.


        > Chodzi o to, że ja juz więcej chyba nie jestem w stanie dać ani zmienić.

        A dlaczego chcesz coś w jej życiu zmieniać? Ludzie uczą się na błędach, a nie zmieniają swego zachowania pod wpływem "gadania". Zwłaszcza starsi. Z tego co piszesz wynika, że mama jest dość zadowolona ze sposobu w jaki spędza czas, to Ty chcesz ją zmieniać na siłę. To Ci się nie uda. Niepotrzebnie czujesz się za nią odpowiedzialna, bo ona od dawna jest dorosła i odpowiada za własne decyzje. Piszesz, że masz z nią kiepskie relacje, trudno, nie Ty jedna tak masz. Żeby to zmienić potrzebna jest wola i chęci obu stron, a nie tylko Twoje.
        Mamie daj spokój. Pomagaj tyle ile możesz, ale stawiaj granice wtrącania się w Twoje życie. Niech sobie ustala wszystko z bratem, niech zamieszka obok niego, ma do tego prawo, może wtedy brat pomartwi sie o mamę, bo teraz nie musi. Ty odwalasz robotę za niego. Zajmij się wreszcie swoim życiem i własnymi dziećmi.
        • pitahaya1 Re: Nie mama ma problem, Ty masz problemy. 10.10.11, 10:11
          Ale póki co ona nie ma gdzie mieszkać i to mnie diabelnie martwi. Zaniedbała sprawę z ojcem, wszystkie odłożone pieniądze poszły na mieszkanie dla brata a mama została na lodzie. Podział z ojcem nie idzie do przodu, ojciec nie zgadza się na sprzedać domu.
          Dlaczego się martwię? Co będzie za kilkanaście lat? Gdzie będzie mieszkała? Tak, martwię się, jak wiele innych osób na tym forum martwi się o przyszłość swoich rodziców, gdy ci sami jakoś o nią nie zadbali.
          • zuzanna56 Re: Nie mama ma problem, Ty masz problemy. 10.10.11, 11:12
            Trudno się nie martwić, to jednak matka. Trzymaj sięsmile
          • hellulah Re: Nie mama ma problem, Ty masz problemy. 10.10.11, 11:22
            Smutne to wszystko. Wcale ci się nie dziwię, że się martwisz o mamę, ale uważaj, żebyś z tym nie przesadziła. Mama jest dorosła, być może w jakiś sposób zaburzona i wymagająca terapii czy leczenia, ale dorosła i samodzielna. Żebyś ty nie oszalała, musisz moim zdaniem postawić sobie jasno granicę - gdzie i jak mogę ingerować, bo to ma sens, a gdzie i tak nie dasz rady, nie ma to sensu, a tylko ciebie pogrąży psychicznie. Wcale nie namawiam do odcięcia się od mamy czy jej ignorowania. Nie, nie. Tylko do (na spokojnie) wytyczenia jej i sobie granic.

            A co z bratem? przepraszam, jeśli umknęło mi coś w wątku, ale czy ty wprost rozmawiałaś z nim? jasno postawiałaś sprawę? Nawet jeśli to nic nie da, to żeby nie było, że nie próbowałaś. A jak spróbujesz, a on dalej będzie słodkim wyrodnym benjaminkiem (przepraszam za sformułowanie) - to już jego odpowiedzialność (za jego powiedzmy "udział w opiece nad matką"), nie twoja.

            Smutno mi z twojego powodu, chociaż ciebie nie znam. Dziękuję za twoją historię, m. in. po to bywam na forum, żeby sobie samej dawać w łeb na ocknięcie, żeby mi się zawsze zawsze chciało pilnować przed popełnianiem durnych wychowawczych błędów.

            No ale ad rem, radziłabym np. spróbuj odkładać na potrzeby mamy jakieś sumy, nawet niewielkie, taki fundusz na czarną godzinę (mamy nie informuj), jeśli oczywiście budżet da radę. Może się przydać.

            Spróbuj porozmawiać z bratem i uświadomić go, że jest dzieckiem matki i też ma wobec niej obowiązki, nie wyłącznie ty.

            Mamie daj spokój, niech się bawi, jak lubi, nie zmienisz jej. Oznacza to, że będziesz musiała się od niej nieco odsunąć, bo z taką osobą nie da się żyć, ale _to_nie_jest_twoja_wina_ i jest to całkowicie zrozumiałe.

            Z mamą chyba trzeba gadać jak katarynka, "tak, mamo, dziękujemy, ale uważamy inaczej", przecież nie będziesz kłamać ani naginać swoich poglądów.

            Co do ewentualnej choroby, całkiem to możliwe, ale odpuść sobie poczucie odpowiedzialności. Zasadniczo byłoby tobie trudno doprowadzić mamę do lekarza, jeśli nie stwarza zagrożenia dla otoczenia (dziwne ale tak to funkcjonuje).

            Chyba trochę chaotycznie napisałam. Chodzi mi o takie rozgraniczenie możliwego od "poza-twoim-zasięgiem". Rób, co możesz, ale jak czegoś nie możesz, pracuj nad własnym komfortem i odpuść sobie.

            Ja już nie mam mamy, ale podobne-niepodobne problemy znam niestety z pierwszej ręki, w różnych wariantach.

            Trzymaj się.



            • pitahaya1 Re: Nie mama ma problem, Ty masz problemy. 10.10.11, 17:12
              Jeśli chodzi o brata, tak, przegadałam z nim dziesiatki godzin. Bezskutecznie. Kiedyś jeszcze miał hamulce, teraz, gdy w zasadzie zaczyna sie okres, kiedy to rodzicom trzeba pomóc, przestał odbierać telefony, odwiedza raz lub dwa razy w roku. Jestem świadoma, że polubownie niczego od niego nie uzyskam a i on nie pozostawia złudzeń.

              Z mamą daję sobie radę niemal zawsze. Problem pojawia się, gdy ja mam za dużo na głowie i spada moja odporność na problemy wszystkich wokół. A tak jest teraz. Wtedy staram się wyprostować ich sytuację i byc lekiem na całe zło.
              Myślę, że mamę dobiła sytuacja z ojcem plus zachowanie brata. Ja wiem, że sytuacja domowa i jego przytłaczała ale prawda jest taka, ze on odciął się od wszystkich, nie tylko od nas. Żyje w swoim świecie, bez przeszłości, zobowiązań. Ale to osobny temat.

              Próbowałam mamę zachęcić do większej aktywności. Wydaje mi się, że to wiele spraw by załatwiło. Mialaby jakąś odskocznię od swoich problemów, jakieś zainteresowania, siłą rzeczy krąg znajomych. Ale to takie uderzanie głową o ścianę. Ona sama się nie ruszy a ja chodzić za nią nie będę. I kólko się zamyka. Poza tym my wiecznie do czegoś ją namawiamy i zachęcamy a ona sama z siebie wolałaby nic nie robić.
              • aqua48 Ty masz problemy. 10.10.11, 18:06
                pitahaya1 napisał:

                > Z mamą daję sobie radę niemal zawsze. Problem pojawia się, gdy ja mam za dużo n
                > a głowie i spada moja odporność na problemy wszystkich wokół. A tak jest teraz.
                > Wtedy staram się wyprostować ich sytuację i byc lekiem na całe zło.

                Ale taka postawa nie jest normalna, ani zdrowa. Dla Ciebie. Najlepiej by było gdybyś odpuściła. Nie jesteś odpowiedzialna za innych i nie dasz rady być lekiem na całe zło.


                > Myślę, że mamę dobiła sytuacja z ojcem plus zachowanie brata. Ja wiem, że sytua
                > cja domowa i jego przytłaczała ale prawda jest taka, ze on odciął się od wszyst
                > kich,

                Wiesz jakoś mu się nie dziwię.

                > Próbowałam mamę zachęcić do większej aktywności. Wydaje mi się, że to wiele spr
                > aw by załatwiło. Mialaby jakąś odskocznię od swoich problemów, jakieś zainteres
                > owania, siłą rzeczy krąg znajomych. Ale to takie uderzanie głową o ścianę.

                No to po co to robisz dziewczyno. Tylko sobie czółko poobijasz. Nie urządzisz komuś życia. Każdy odpowiada za swoje.

                Poza tym my wiecznie do czegoś ją namawiamy i zachęcamy a ona sama z siebie wolałaby nic nie robić.

                A dajcie jej wreszcie spokój!
                • pitahaya1 Re: Ty masz problemy. 10.10.11, 20:23
                  aqua48 napisała:


                  > Poza tym my wiecznie do czegoś ją namawiamy i zachęcamy a ona sama z siebie wol
                  > ałaby nic nie robić.
                  >
                  > A dajcie jej wreszcie spokój!

                  Od kilku lat niezmiennie wysłuchuję: nudno mi, smutno, nie mam co robić, coś bym porobiła, chętnie bym się ruszyła, chętnie bym...i tak dalejsmile) Tylko z tego wynika moja i innych chęć zaktywizowania. Tylko z tego powodu. Sama z siebie ludziom życia nie zmieniamsmile)
                  Próbowali inni, nie udało się. Próbuję ja, z tym samym skutkiem. Minie miesiąc i znów będzie to samo, znów będzie "nudzi mi się, chętnie bym...". I na tym się skończy.
          • aqua48 Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 15:19
            pitahaya1 napisał:

            > Ale póki co ona nie ma gdzie mieszkać i to mnie diabelnie martwi. Zaniedbała sp
            > rawę z ojcem, wszystkie odłożone pieniądze poszły na mieszkanie dla brata a mam
            > a została na lodzie. Podział z ojcem nie idzie do przodu, ojciec nie zgadza się
            > na sprzedać domu.

            A masz jakiś wpływ na sprawę podziału/sprzedaży domu? To są sprawy między rodzicami.

            > Dlaczego się martwię? Co będzie za kilkanaście lat? Gdzie będzie mieszkała?

            No to zdecyduj się czy martwisz sie z powodu tego, że mama zrobiła się nagle religijna, czy z powodu tego, że nie wiesz co będzie za klikanaście lat.
            Na pierwsze nie możesz jak sądzę nic poradzić, jeśli chodzi o drugi problem, to po pierwsze nikt nie wie co się zdarzy w przyszłości, a po drugie, jeśli chodzi o problem mieszkaniowy mamy, to prawdopodobnie będziecie musieli go rozwiązać wspólnie (ojciec, brat i Ty).
            Tu opcji jest wiele. Mama wynajmuje sobie coś, wraz z ojcem dogadują się, sprzedają dom i dzielą się po połowie, ewentualnie ojciec zatrzymuje dom i spłaca mamę, wtedy być może będzie ją stać na kupno małego mieszkanka. Ewentualnie jeśli nie będzie w stanie mieszkać sama ze względu na stan zdrowia, to któreś z was będzie musiało zapewnić jej opiekę(wziąć do siebie), lub znaleźć dom pogodnej starosci. A brata musisz spokojnie, ale stanowczo uświadomić, że jeśli bierze teraz pieniądze od mamy, to będzie jej potem musiał zapewnić lokum. I że ewentualną opiekę nad nią będziecie dzielić po połowie. Jego chęć lub niechęć nie mają tu nic do rzeczy, bo prawnie będzie można wystąpić o alimenty jeśli mama znajdzie się w sytuacji, która będzie tego wymagać.
            A dewocja mamy ma się nijak do tych problemów. Kościół jej mieszkania nie znajdzie, no chyba, że jako księżej gospodyni - pracę z mieszkaniem.
            • pitahaya1 Re: Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 16:43
              Obydwa te problemy można zignorować i powiedzieć, że mnie osobiście nie dotyczą. Ale w jakis sposób dotyczą.
              Mama zamiast zadbać o siebie, własny kąt, ucieka w swój świat, dla niej bezpieczny. Gdyby tylko na ucieczce się kończyło, byłby mniejszy problem. Ale tak nie jest. Sprawa domu to odrębna sprawa. Tu faktycznie nie mam bezpośrednio wpływu ale sprawa prędzej czy później może mnie dotyczyć, jak sama napisałaś.
              A brat, setki rozmów za nami i stanowisko "mam to w de, skoro widzisz problem, sama się tym zajmij".
              • aqua48 Re: Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 17:09
                pitahaya1 napisał:

                > Mama zamiast zadbać o siebie, własny kąt, ucieka w swój świat, dla niej bezpieczny. Gdyby tylko na ucieczce się kończyło, byłby mniejszy problem. Ale tak nie
                > jest.

                A jak jest? Chodzi Ci o to, że i Ciebie próbuje zaciągnąć do kościoła? No to jesteś dużą dziewczynką i nie podlegasz już mamie. Powiedz nie, dziękuję, to nie dla mnie. Niech mama modli się sama lub z koleżankami z kółka różańcowego, jej sprawa. A to że chodzi na pogrzeby w jakikolwiek sposób Ci przeszkadza, albo komuś innemu?

                Sprawa domu to odrębna sprawa. Tu faktycznie nie mam bezpośrednio wpływu
                > ale sprawa prędzej czy później może mnie dotyczyć, jak sama napisałaś.

                To wtedy się nią zajmiesz. Gdybanie i zamartwianie się w tej chwili co będzie za kilkanaście lat nie ma żadnego sensu.

                > A brat, setki rozmów za nami i stanowisko "mam to w de, skoro widzisz problem,
                > sama się tym zajmij".

                A może skoro brat nie widzi problemu, to problem powstał jedynie w Twojej głowie? Jak rozumiem mama ma gdzie mieszkać w tej chwili, pracuje, i jest zadowolona ze swojego sposobu spędzania wolnego czasu. Chodzenie na pogrzeby obcych osób może się wydawać ekscentryczną rozrywką, ale nikomu tym nie szkodzi. Jest poza tym jak rozumiem sprawna i nie jest ubezwłasnowolniona.
                Natomiast jeśli mamie będą potrzebne pieniądze i /lub opieka, to brat nie będzie mógł wtedy powiedzieć, że ma to w de, tylko będzie musiał się dołączyć.
                Zastanów się trochę, czy nie jesteś na razie trochę nadopiekuńcza. Bo z tego co piszesz wynika, że Ty chcesz, żeby żyła wg Twojego pomysłu i dostosowała się do Ciebie.
                • pitahaya1 Re: Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 17:45
                  aqua48 napisała:

                  Jak rozumiem mama ma gdzie mieszkać w tej chwili, pracuje, i jest zadowolona
                  > ze swojego sposobu spędzania wolnego czasu.

                  Mama jest na emeryturze. Nie ma gdzie mieszkać i dlatego wiecznie się przeprowadza. Rozwiodła się z ojcem i póki co nie przeprowadziła podziału majątku. Minęło około 7 lat i już straciła na tym tyle, że miałaby mieszkanie dla siebie. Dlaczego się martwię? Ponieważ za 2-3 lata nie będą mieli czego dzielić. Tak, w jakiś sposób mnie to niepokoi, bo w jakiś sposób mnie to dotyczy. I nie tylko mnie to niepokoi. Zmianę jej zachowania nie tylko ja dostrzegam i wierz mi, że nie chodzi tu o niedzielną mszę.
                  • aqua48 Re: Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 18:14
                    pitahaya1 napisał:
                    > Tak, w jakiś sposób mnie to niepokoi, bo w jakiś sposób mnie to dotyczy. I nie tylko mnie to niepokoi. Zmianę jej zachowania nie tylko ja dostrzegam i wierz mi, że nie chodzi tu o niedzielną mszę.

                    Ależ wierzę, ale jeśli masz do wyboru zamartwiać się, nie mogąc nic na to poradzić, bo wszelkie Twoje wysiłki są przez mamę, której jest tak dobrze, stanowczo odrzucane albo odpuścić i pozwolić jej żyć jak chce, a samej zająć się własnymi dziećmi, to moim zdaniem nie ma się co zastanawiać..
                    A jak pisałam wcześniej mama nikomu przesiadywaniem godzinami w kościele krzywdy nie robi. Możesz jej jeszcze podpowiedzieć, żeby założyła jakieś przykościelne kółko w którym będzie działać z innymi kobietami i robić coś dla parafii, ale do niczego jej nie zmusisz.
                    • pitahaya1 Re: Zdecyduj się z czym masz problem. 10.10.11, 20:15
                      Kurczę, po raz kolejny zbieram się do tego, żeby machnąć na cały ten bajzel ręką. I po raz kolejny daję się w ten bajzel wciągnąć. Trochę w nadziei, że może tym razem będzie inaczej.

                      Dzięki za kopniakasmile
    • esr-esr Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 14:28
      hmm, moja teściowa miała taki nawrót wiary po przejściu na emeryturę, myślę że nie potrafiła sobie wypełnić czasu inaczej. potem (po roku, dwóch) jej przeszło. może Twojej mamie też przejdzie?
      ja chciałam napisać dwie rzeczy - po pierwsze Twoja mama jest jeszcze młoda (wyczytałam, że ma 62 lata) i ja bym tego nie wiązała z wiekiem. a po drugie to piszesz, że mama woli brata a on ją olewa - a nie jest przypadkiem tak, że mama go "dusi" swoją miłością i chłopak w końcu dojrzał do tego, żeby się od takiej toksycznej relacji odciąć?
      co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? pewnie bym poszukała jakiegoś autorytetu (bo Ty ewidentnie autorytetem w sprawach wiary dla swojej mamy nie jesteś), kogoś kto by z nią porozmawiał na temat prawdziwej wiary, a nie dewocji. może jakiś ksiądz, zakonnik? poszukaj może w okolicy jakiejś placówki pomocowej prowadzonej przez osoby duchowne - może mama da się w ciągnąć w pracę/pomoc osobom potrzebującym? myslę, że jakakolwiek aktywizacja życia pomoże mamie, a skoro wiara i kościół są dla niej teraz takie ważne to niech połączy jedno z drugim - nie wiem, caritas może, albo jakas akcja typu szlachetna paczka (czy jak to się nazywa)?
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 16:51
        Z tą aktywizacją to jak z waleniem głową o ścianę. Próbowałam z kółkami pomocy dzieciom, bezpłatnymi korepetycjami, stronami internetowymi, stroną o okolicach, w których mieszka. Gdzie tam, nawet nie słucha. Nie da się, nie ma sensu, szkoda czasu, nikt się tym nie interesuje.
        Z księdzem nie próbowałam z prostego powodu: mama co jakiś czas się przeprowadza. Łatwiej jest, gdy znasz osobę, masz z nią dobre relacje, łatwiej pójść i porozmawiać o problemie. A tak to idąc z ulicy mogą cię za wariatkę wziąć. Zakonnik byłby dobrym rozwiązaniem tylko, że mamie z tym chodzeniem do kościoła jest dobrze.
        • aqua48 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 17:13
          pitahaya1 napisał:

          > Z tą aktywizacją to jak z waleniem głową o ścianę. Próbowałam z kółkami pomocy
          > dzieciom, bezpłatnymi korepetycjami, stronami internetowymi, stroną o okolicach
          > , w których mieszka. Gdzie tam, nawet nie słucha.
          Zakonnik byłby dobrym rozwiązaniem tylko, że mamie z tym chodzeniem do kościoła jest dobrze.

          No właśnie mamie jest z tym dobrze, a Ty koniecznie usiłujesz jej i nam wmówić, że jest źle. Mama jako osoba dorosła ma prawo do wyboru sposobu spędzania czasu. Pogódź się z tym wreszcie i pomyśl jakbyś sama potraktowała osobę, która by Ci mówiła co masz robić, a czego nie..
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 17:35
            Chyba każda z nas o czym innym mówi. Ja nie wyznaczam mamie, kiedy ma chodzić do kościoła. Zaczynam się martwić tym, że nie robi nic poza tym, że przestaje utrzymywać kontakty z ludźmi, zaczyna wywierać presję na nas, staje się krytyczna względem bliskich, przez co ludzie po prostu sami się odsuwają. Martwię się tym, że żyje od mszy do mszy, od pogrzebu do pogrzebu. Może to normalne ale jakoś mnie to niepokoi.
            • aqua48 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 17:59
              pitahaya1 napisał:

              Ja nie wyznaczam mamie, kiedy ma chodzić do kościoła. Zaczynam się martwić tym, że nie robi nic poza tym, że przestaje utrzymywać kontakty z ludźmi, zaczyna wywierać presję na nas, staje się krytyczna względem bliskich, przez co ludzie po prostu sami się odsuwają.

              Przede wszystkim nie zgadzaj się na wywieranie presji. Musisz posatwić wyraźne weto i powiedzieć mamie, że nie może dyktować Ci co masz robić. Ale to działa też w drugą stronę, jeśli mamie jest dobrze z taką postawą i spędzaniem czasu w kościele, a nie ma ochoty na inne rozrywki. które jak pisałaś próbowałaś jej podsunąć to nie bardzo masz co zrobić. Martwienie się nic tu nie da.

              Martwię się tym, że żyje od mszy do mszy, od pogrzebu do pogrzebu. Może to normalne ale jakoś mnie to niepokoi.

              Może Cię to niepokoić, zwłaszcza jeśli nie jest to Twój styl życia, ale skoro postanowiła sobie w ten sposób zapełnić jakąś pustkę w życiu i znajduje w tym pociechę, to co, chcesz jej i to odebrać?
              Jedyne co jeszcze możesz w takiej sytuacji zrobić, to zmobilizowac rodzinę do odwiedzin u niej, albo starać się wyciągać ją z domu, ale jeśli nie zechce, to nic nie zrobisz. Dlatego radzę, zamiast się martwić, pogódź się z tym.
        • esr-esr Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 11.10.11, 09:56
          hmm, ciężko tak doradzać bazując na kilku wpisach na forum. skoro próbowałaś i nie przyniosło to rezultatu to chyba pozostaje albo odpuścić i ograniczyć kontakty albo jeździć dalej ale nie słuchać tekstów religijnych.
          tak jak pisałam - moja teściowa też miała taki nawrót po przejściu na emeryturę ale jej przeszło jakoś po roku, czy dwóch. może nie był to aż taki hardcore żeby jeździć na pogrzeby obcych ludzi ale i tak była to drastyczna zmiana w podejściu do kościoła. potem był etap wszelakich kursów i wyjazdów, teraz mamy etap chodzenia po lekarzach specjalistach smile
          generalnie uważam, że Twoja mama jest jeszcze młoda i na pewno uda jej się jeszcze ułożyć spokojne życie. ważne jest żeby to nie zepsuło Twojego życia i życia Twojej rodziny. jeśli trzeba to ogranicz spotkania.
    • kol.3 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 10.10.11, 17:58
      Twoja mama przeszła wcześnie na emeryturę i nie mając planu co będzie robić dalej, stworzyła sobie życie zastępcze poprzez bieganie do kościoła, na pogrzeby itd. Zdziwaczała i popadła w dewocję. Wiele osób biega do kościoła nie z pobożności, tylko dlatego, że tworzą sobie alternatywę życia wewnętrznego, przesiadują po kościołach, bo w domu nikt nie czeka, lub w domu stosunki nieciekawe - po prostu uciekają z domu. Osobiście znam parę takich osób znaczenie młodszych, które zachowują się podobnie i terroryzują otoczenie swoją pseudopobożnością, mszami, czuwaniami nocnymi itd.
      • morekac Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 11.10.11, 10:17
        Młodsi siedzą w internecie, a starsi w kościele...
        • aqua48 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 11.10.11, 12:41
          morekac napisała:

          > Młodsi siedzą w internecie, a starsi w kościele...

          Celne!
        • kol.3 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 11.10.11, 18:53
          Zdziwiłabyś się ile jest młodych dewotek, które komputera nie potrafią obsługiwać.
    • wieczorynka26 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 12.10.11, 08:45
      A myśleliście o jakiś zajęciach dla mamy gdzie spędzałaby czas z osobami podobnymi wiekowo?
      Jakiś Uniwersytet III Wieku??
      Moja babcia ma 76 lat i właśnie chodzi na takie zajęcia: mają gimnastykę, wykłady na tematy dotyczące osób starszych, wycieczki, wypady na koncerty i sztuki teatralne. Po za tym babcia poznała mnóstwo nowych osób: wymieniaja się przepisami, pieka dla siebie ciasta itp..
      Może coś takiego by Twojej mamie podpasowało??

      62 lata to w pełni sprawna fizycznie kobitka..Może dorywczo zajęłaby sie jakimś dzieciaczkiem??Odmłodniałaby i czuła by sie potrzebna..
      • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 12.10.11, 09:26
        Wieś, w której między remizą, kościołem, plebanią i ledwie zipiąca szkołą, dwoma sklepami, hula wiatr...raczej nie ma uniwersytetu III wieku, filharmonii czy teatrusmile Mieszkańców około 100, pewnie i tak przesadziłam, z czego średnio co drugi ma powyżej 70 lat.
        Moja mama przeniosła się tam po przejściu na emeryturęsmile
        • wieczorynka26 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 12.10.11, 10:00
          ale halo halo..mama ma 62 lata a nie 90..i autobus na pewno dojeżdża do jakiejś większej miejscowości

          a o Uniwersytecie III Wieku pomyślałam, gdy napisałaś, że mama sama do Warszawy do Twojego brata pojechała..

          Po za tym może na tej samej zasadzie spotykać się z sąsiadkami: na wspólne szycie, haftowanie, gotowanie i pieczenie..
          Tylko musi się mamie chcieć smile
          • pitahaya1 Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 12.10.11, 10:16
            Tak, większość jest kwestią chęci. Nie tylko ale chęci mają tu duże znaczenie.
            Trudno ruszyć osobę, której się ruszyć nie chce.
            Poza tym mama jest osoba niesamowicie zamkniętą w sobie, stąd unikanie kontaktów z obcymi, szukania okazji do wyjścia. Pieczenie i szydełkowanie nie przejdzie, nie ten typsmile Ale z pewnościa znalazłoby się wiele innych rzeczy do robienia, nawet na tej zabitej wsi. Trzeba tylko wyjść z domu, niekoniecznie do kościoła. Trzeba chcieć.
            • bi_scotti Re: Mama-matwić się, czy odpuścić? 12.10.11, 19:12
              A co sie dzieje jak jedziesz na urlop? Czy po 2-3 tygodniach separacji mama jest sensowniejsza w kontaktach z Toba? Bo moze Ty ZA DUZO i ZA CZESTO probujesz jej cos z siebie dac. Skoro ona jest samotnik i introvert, i zadowala sie kontaktami z sama soba tudziez panem bogiem, to Twoje odwiedziny, telefony sa chyba glownie wyrazem Twojego poczucia odpowiedzialnosci a nie jej potrzeby. Moze odpusc troche - Tobie ulzy, mama MOZE doceni Twoje wysilki ... Zamiast raz na tydzien, zadzwon raz na dwa, zamiast wizyty co niedziele/sobote, sprobuj raz na miesiac. Oczywiscie, z zalozeniem, ze gdyby mamie dziala sie krzywda (zdrowie czy cokolwiek innego), to wrocisz do obecnej rutyny tydzien-w-tydzien.
              Skoro ona MUSI sie modlic i to jej zajmuje 3/4 czasu, to naprawde niewiele mozesz zrobic PROCZ troski o wlasne zdrowie psychiczne i wlasne poczucie szczescia smile
              Sprobuj zminimalizowac spotkania do swiat, do Nowego Roku a w styczniu 2012 przeanalizujesz czy to cos dalo. Tobie? Mamie? Twojej rodzinie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka