Zainspirowana watkiem o wzorcu matki postanowilam napisac

Postaram sie krotko:
za czasow mojego dziecinstwa (jeszcze zalapalam sie na kawalek komuny) rodzice praktycznie nie zajmowali sie dziecmi.Oczywiscie,pomoc w lekcjach i ugotowany obiad byl-ale..sami chodzilismy i wracalismy do szkoly.Religia wtedy nie byla w szkole i sami chodzilismy na drugi koniec miasta do domu katechetycznego,gdzie religie prowadzila siostra zakonna.Nikt mnie i moich kolegow/kolezanek nie odwozil i nie przywozil ani ze szkoly,ani z tej religii.
Rodzice pracowali dluzej niz my mielismy lekcje,wiec sami spedzalismy w domu kilka godzin do ich powrotu.Czas na podworku-bez kontroli rodzicow itp itd.
A teraz? ja sama woze starszego syna tam i z powrotem do szkoly-tak jak reszta rodzicow,zadne dziecko samo nie chodzi.Zawsze ktos jest w domu i nie wyobrazam sobie,zeby syna samego zostawic (choc ma juz 8 lat) na kilka godzin.Tak samo moi znajomi ktorzy sa rodzicami.
I moje pytanie do Was: czy dzisiejszy model rodzicielstwa nie jest tez przegieciem w druga strone? czy dzieci nie sa za bardzo ograniczane ?