verdana
24.11.11, 20:08
Mój niespełna 17-latek chodzi na dodatkowe zajęcia z angielskiego. I dostaję pod koniec miesiąca informację o tym jak sobie radzi - część OK, częśc uwag typu "Nie uwaza na zajęciach, odrabia prace, ale trzeba, aby więcej przygotowywał się do testów". Moje dziecię, leniwe z natury, ale raczej prawdomowne, jest absolutnie zaskoczone, gdy czyta te informacje, lektor mu nie zwracał uwagi, jedną z ocen jest zaskoczeniem itd.
Pisze do firmy, żeby na litość boska, przekazywali te informacje także niemal dorosłemu czlowiekowi. Panienka z furmy dzwoni, że wszyscy rodzice są wdzięczni, ze ja jedyna zglaszam pretensje, ze rodzice musza wiedzieć co dziecko robi na zajęciach itd. Moja argumentacja, ze tak, chcę wiedzieć, ale najpierw poinformowany o własnych niedociągnięciach powinien być niemal dorosły uczeń, jako, ze to dotyczy przede wszystkim jego - trafia w próznię. No, bo przecież dzieci nie mowią rodzicom, że dostały złą ocenę, a rodzice muszą wiedzieć, zeby dziecko przypilnować i zmobilizować. Siedemnastoletnie dziecko, zaznaczam.
A lektor na pewno zwracał dziecku(!) uwagę. No, kurczę, i jak tu miec pretensję, ze mlodzi ludzie sa nieodpowiedzialnu, skoro wrecz wymusza się na nich nieodpowiedzialność?