jesienna_burza
19.01.12, 10:20
Sasiadka ma od ponad roku suczke, ktora (jak twierdzi) przyjela na chwile na przechowanie od kolezanki ale kolezanka pieska juz nie chciala i ta suczka zostala u sasiadki.
Sasiadce to nie pasuje (pytala, czy nie chcemy psa) - pieska do domu nie wpuszcza, nie wiem czy go karmi bo pies biega gdzie chce i gdzieniegdzie widac jakies torby smieciowe rozszarpane.
Calymi dniami wloczy sie po okolicy z innymi psami (nie wiem czyimi).
Aktualnie suczka ma ruje i okoliczne psy co chwile na nia wskakuja. Podobnie bylo juz wczesniej a wiec nie wiem czy sasiadka usuwa ciaze czy... no nie wiem.
Pewnego dnia latem widzialam jak pies sie zataczal, potem lezal w krzakach. Myslalam, ze potracil go samochod (sasiadka mieszka przy b.malo uczeszczanej ulicy) ale pozniej okazalo sie, ze mial kleszcze bo sasiadka sie chwalila jak to psa do weta wiozla na zastrzyki bo by nie przezyl.
Nie mam zadnego bliskiego kontaktu z sasiadka - za wyjatkiem 'czesc'. Nie lubie jej i dziala mi na nerwy. Sama ma sie za niewiadomokogo, bo jej bezposredni sasiad (przez plot) od lat z nia wojuje w temacie jej zachowania i min. tego jak traktuje tego psa (pan slyszy wtedy: spierd... - nie twoja sprawa).
Nie wiem co sasiadka wyprawia - po co jej ten pies skoro w sumie go nie chce i nie dba o niego. Gdyby jakas moja znajoma potawilaby mnie w takiej sytuacji to albo zdecydowalabym sie odpowiedzialnie przygarnac psa albo bym go oddala komus kto pragnie psa, lub do schroniska.
Ciekawe co by powiedziala, gdyby znalazl sie ktos chetny. Na poczatku chciala go oddac a teraz mowi: moj pies. Kobieta jest strasznie zadziorna i przekorna, z tych co to wyzej sr..ja niz doope maja.
Czy mozna cos zrobic?