Dodaj do ulubionych

Profesor - to jednak fizyczna praca

31.01.12, 20:55
Primo - miałam dzis dwa egzaminy w piętrowej auli. Dwie godziny chodzenia po schodach w górę i w dół, aby złapać ludzi na ściaganiu. Niestety, tylko dwa trafienia... A chyba ze sto pięter - ja wykonczona, drugi pilnujacy padł.
Za mało za mało. Wobec tego
Secundo - sprawdzanie tego, co napisali studenci nie jest pracą umyslową. Nie wiem, do czego to zaliczyć, ale rąbanie drewna jest chyba najbliższe.
Obserwuj wątek
    • mancipi Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:01
      u nas do pilnowania byli zawsze wyznaczani doktoranci, może czas sięgnąć po posiłki?
      prof. siedział na dole (sale to były amfiteatry) i bacznie lustrował towarzystwo, jak kiedyś sprawdziłam, sporo widać z takiej perspektywy. a no i jeszcze w 2 salach był monitoring, ale niem wiem czy go używano
      a co spotkało ściągających?
      co do sprawdzania-sława mojego wydziały, o kryptonimie "krwawa" sprawdzała do pierwszego poważnego błędu, co zaoszczędzało jej sporo czasu i zapewniało tłumy wieloletnich wielbicieli. i jeszcze każdy miał indywidualny zestaw pytań
      • verdana Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:21
        Gdybym sprawdzała do pierwszego powaznego błędu, to na poprawkowym miałabym ten sam skład, co przybył dzisiajsmile
        • mancipi Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:35
          i tak właśnie było. na swoim terminie egzaminu spotkałam ludzi, którzy byli 2 lata wyżej. na studiach zaocznych już w ogóle był dramat. za to większość pracowników wydziały przyznawała, że p. prof. była jedyną, która jeszcze starała utrzymać poziom edukacji smile
          a jeszcze dodam, że egz nie był aż taki trudny, wystarczyło przyswoić podręcznik i kodeks.
          • verdana Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:37
            Hm, u mnie należałoby umieć dokladnie przeczytać pytania i spróbować jakiejkolwiek syntezy wiadomosci, a nie ich nieudolnego sprawozdania.
            Chyba za dużo wymagam.
            • gku25 Mancipi 01.02.12, 09:18
              Tak z ciekawości spytam, gdzie studiowałaś? Bo się zastanawiam czy myślę o tej samej psorcesmile
              • mancipi Re: Mancipi 01.02.12, 11:24
                gku25 napisała:
                > Tak z ciekawości spytam, gdzie studiowałaś? Bo się zastanawiam czy myślę o tej
                > samej psorcesmile

                we Wrocławiu
                ale p. prof. miała gościnne występy. do legendy przeszło jak ktoś, po kilku niedanych próbach przeniósł się do Poznania i w drzwiach sali wykładowej spotkał się ze swoim największym koszmarem smile
                druga legenda to zdziwienie pań w dziekanacie, jak na 3 rok przyjechał w ramach MOSTu jakiś student z UMCS, 3 razy się go pytały czy jest pewien decyzji big_grin
                • gku25 Re: Mancipi 01.02.12, 17:46
                  Niech zgadnę, wydz. prawa, prof. B. Adamiak i KPA, trafiłam??
                  • yenna_m Re: Mancipi 02.02.12, 17:31
                    zdawałam u niej egzamin ustnie smile
                    dość nerwowo było, na całą grupę tylko 4 osoby zdały
                    mi się udało
      • yenna_m Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 02.02.12, 17:30
        mancipi, czy nie mówisz aby o Barbarze? wink
    • anorektycznazdzira adiunkt też 31.01.12, 21:02
      mam za sobą urządzanie nowej pracowni, co oznacza kilkanaście wizyt w castoramie, targanie płyt, listew, pex, wsporników, i innego żelastwa a następnie instalowanie tego na miejscu. Pomagał kto mógł (oczywiście) włączając w to mojego męża, bynajmniej nie na etacie w mej szlachetnej jednostce. Pozdrawiam dyrektora administracyjnego i brygadę remontową tego cyrku.
    • andaba Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:04
      verdana napisała:

      > Secundo - sprawdzanie tego, co napisali studenci nie jest pracą umyslową. Nie w
      > iem, do czego to zaliczyć, ale rąbanie drewna jest chyba najbliższe.

      Chyba żartujesz. Rąbanie drewna może być przyjemne.

      Nie rozumiem, dlaczego sprawdzanie nie jest pracą umysłową - dlatego, że jest ciężkie, nudne i dobijające (nie jestem profesorem, ale mam dzieci, które czasem mi dają zadania do sprawdzenia, mam przedsmak tego czujesz)? Właśnie na tym polega praca umysłowa, przy fizycznej, choćby najcięższej, można umysł wyłączyć.


      Latanie po schodach to juz inna bajka.
      Poza tym - co ci zależało, niechby sciągali, może strawniejsze byłoby to co masz do sprawdzenia smile
      • verdana Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:39
        Po dwudziestej pracy, w ktorej czytam, ze społeczeństwo jest różne, a socjalizm był skutkiem oświecenia, naprawdę umysł mi się wyłącza. Definitywnie.
        Co do latania po schodach masz rację, trzeba było dac ściągać.
        • brak.polskich.liter Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:21
          O, jak to fajnie byc umyslem scisnietym wink
          W porownaniu z opisem sprawdzanie egzaminow (wieki temu, bedac mloda doktorantka pilnowalam na egzaminach i sprawdzalam pozniej to, co studenty wysmazyly), ktore wtedy wydawalo mi sie bolem w tylku, jawi sie jako frajda. Testy dzielilo sie na kupki, przykladalo sie szablonik i wio.
          Potem sie 2 osoby zamienialy kupkami (zeby sprawdzic, czy sie ta pierwsza nie pomylila).
          Ale to w sumie szybko szlo.

          Wiecej uwagi poswiecalo sie takim pracom, ktore dostaly bardzo malo punktow. Ciekawych rzeczy mogl sie czlowiek dowiedziec (egzamin z kwantow, drugi rok chemii), swoja droga. Po latach pamieta sie takie kwiatki, jak elektron, ktory ma ladunek dodatni i/lub spin calkowity. Albo ktos dodawal ulamki w ten sposob - licznik do licznika, mianownik do mianownika. Tez pieknie.
          • malila Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:34
            brak.polskich.liter napisała:
            > Wiecej uwagi poswiecalo sie takim pracom, ktore dostaly bardzo malo punktow. Ci
            > ekawych rzeczy mogl sie czlowiek dowiedziec (egzamin z kwantow, drugi rok chemi
            > i), swoja droga. Po latach pamieta sie takie kwiatki, jak elektron, ktory ma la
            > dunek dodatni i/lub spin calkowity. Albo ktos dodawal ulamki w ten sposob - lic
            > znik do licznika, mianownik do mianownika. Tez pieknie.

            ??? A z czego oni egzaminy wstępne na studia zdawali?
            • gku25 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 09:25
              Pewnie z niczego. Na niektóre kierunki (przykładowo chemia) w moim mieście przychodziło się z ulicy. I zawsze były dodatkowe nabory we wrześniu.
            • brak.polskich.liter Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 09:49
              Egzaminy wstepne? Buahahaha.

              Nie pamietam, kiedy zniesiono egzaminy wstepne na chemie, ale to bylo jeszcze, zanim ja poszlam na studia - czyli baaardzo dawno temu.
              Chemia i fizyka to byly glowne przechowalnie "spadow" (tj. tych, ktorzy sie nie dostali tam, gdzie chcieli, glownie na owczesna AM) i kolesi chowajacych sie przed wojskiem.
              Ech...
              • mancipi Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 11:27
                znam kilka osób, które po ukończeniu studiów (oczywiście humanistycznych) poszły na chemię aby przedłużyć okres posiadania zniżek studenckich, jak ich wyrzucili po pierwszej sesji to rok później znów się zapisali
    • inguszetia_2006 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:14
      verdana napisała:
      Primo - miałam dzis dwa egzaminy w piętrowej auli. Dwie godziny chodzenia po schodach w górę i w dół, aby złapać ludzi na ściaganiu.
      Witam,
      No, no... To nie była praca, tylko trening wytrzymałościowy;-D Mój ojciec mi opowiadał, że studenci kupowali mu gazety, żeby się "nie nudził";-P I on te gazety brał z czystej grzeczności i czytał podczas egzaminu, żeby studentom nie było przykrowink Taki szelma;-P
      Pzdr.
      Inguszetia
      • gku25 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 09:30
        Oj tak, ile to kasy poszło na gazety i kosze z kwiatami dla profesorektongue_out
    • sueellen Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:16
      eeee tam, marudzisz jak zwykle gdy tylek ruszyc trzeba
    • followthesun Pytanie 31.01.12, 21:37
      Kto prowadził wykłady, że taki niski poziom?
      • verdana Re: Pytanie 31.01.12, 21:39
        Cóż, znajomość wykladów nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć czytać.
        • followthesun Re: Pytanie 31.01.12, 21:41
          No tak. Zawsze winni są ci inni.
          • verdana Re: Pytanie 31.01.12, 21:45
            No tak, bo na uczelni - jak w szkole. Trzeba chodzić pilnie na lekcje i uważnie słuchać nauczyciela. Wystarczy, aby się nauczyć, po co komu jakies tam lektury...
            • followthesun odpowiedź 31.01.12, 21:46
              Oblej kretynów.tongue_out
          • rupiowa Re: Pytanie 31.01.12, 22:09
            a potem się człowiek dziwi że takie stada półmózgów mu do pracy przychodzą...
            • jjod Re: Pytanie 31.01.12, 22:11
              Pytanie, co to za kierunek studiów, że takie głąby chodzą.
              • followthesun Re: Pytanie 31.01.12, 22:13
                Też się zastanawiam.
                I czytać nie chcą nic. sad

                jjod napisał:

                > Pytanie, co to za kierunek studiów, że takie głąby chodzą.

                Ktoś ich przyjął.
                • nangaparbat3 Re: Pytanie 31.01.12, 22:28
                  Przyjmuje się na podstawie matury - wiec przyjął ich komputer.
                  A swoją drogą - mam doniesienia z kierunku, gdzie ponad 20 osób na miejsce. Chwilami przykro słuchać, wychodzi na to, że najgorsze są inteligentne głąby.
                  • followthesun Re: Pytanie 31.01.12, 22:32
                    A może należy im jednak dać szansę?
                    I pomóc?
                    Nauczyciel akademicki czy jakoś tak? Czyli nauczyć ma?
                    Bo to co wypisuje Verdana jest po prostu niesmaczne. Ale ja jestem stara i zupełnie inne pokolenie.
                    • asia_i_p Re: Pytanie 31.01.12, 22:38
                      Szanse się daje w podstawówce i ewentualnie w gimnazjum, już w liceum trzeba przyhamować i powoli zacząć przerzucać odpowiedzialność za naukę na głównego zainteresowanego. Uczenie studenta wbrew jego woli, wielokrotne pomaganie mu i dawanie szans jest śmieszne, a na niektórych kierunkach studiów potencjalnie niebezpieczne.
                      Ale co tu się dziwić - trafiłam kiedyś na forum na żale studenta, którego profesor "nie potrafił zainteresować wykładem". I na moją koleżankę skarżyły się studentki, że jej zajęcia są "zbyt logiczne".
                      • followthesun Re: Pytanie 01.02.12, 05:41
                        Bo są tacy wykładowcy, więc nie ma się czemu dziwić.
                        Zostaję przy swoim zdaniu.

                        asia_i_p napisała:Ale co tu się dziwić - trafiłam kiedyś na forum na żale studenta, którego profesor "nie potrafił zainteresować wykładem".
                        • asia_i_p Re: Pytanie 01.02.12, 13:24
                          Wykładowca nie ma zainteresować przedmiotem. Ja poszłam na studia, bo jestem nim zainteresowana, a on ma mi dostarczyć rzetelnych informacji, a nie kabaretu, żebym miło spędziła czas.
                          • followthesun Re: Pytanie 01.02.12, 13:28
                            Jasne, jasne. Wykładowca ma przynudzać, a student ma być szczęśliwy. O rany!

                            asia_i_p napisała:

                            > Wykładowca nie ma zainteresować przedmiotem.
                            • asia_i_p Re: Pytanie 01.02.12, 13:39
                              Wykładowca nie ma przynudzać. Ma mówić jasno i podawać rzetelne informacje - ale jeśli poszłam na anglistykę, to gramatyka opisowa czy różne teorie językoznawcze interesują mnie same z siebie i nie wymagają od wykładowcy przeplatania wykładu żartami ani tańczenia kankana.
                              • followthesun Re: Pytanie 01.02.12, 17:46
                                Asiu, wiem co ma robić wykładowca i dlatego wciąż piszę, że student, ów przykładowy, bo go Ty chyba przywołałaś, miał prawo napisać, że nie podobały mu się wykłady wykładowcy X, bo być może właśnie przynudzał.
                                Gramatyka opisowa może być nudna i naprawdę wcale nie trzeba jej kochać tylko dlatego, że studiuje się daną filologię.
                                A żarty naprawdę jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Co do kankana... No cóż, zależy kto by tańczył i jak.smile
                                • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 10:46
                                  Gramatyki opisowej nie trzeba kochać, ale trzeba zaakceptować i do świadomości przyjąć fakt, że może być nudna. Wykładowca powinien tej gramatyki uczyć rzetelnie, klarownie i konsekwentnie egzekwować wiedzę, ale ocenianie go pod kątem "jedwabistości" i "fajności" tudzież umiejętności wzbudzenia w studencie zachwytu i podniecenia jest niesłuszne.

                                  Oczywiście obecnie student nie musi nic - nie tylko nie musi się samodzielnie uczyć, nie tylko nie jest odpowiedzialny za swoje decyzje (vide słynne kwity na słonia wystawiane przez dziekanów), ale nie musi nawet wykrzesać z siebie cienia zainteresowania tym, co studiuje - za wszystko odpowiadają prowadzący, prawda? Dobrze jeszcze, że nie trzeba studentom wycierać nosków czy też może... no zamilczmy smile
                                  • followthesun Re: Pytanie 02.02.12, 10:50
                                    Tak wiele napisałaś, a w sumie nawet nie spróbowałaś zrozumieć mego wpisu.
                                    Bywa.
                                    • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 10:54
                                      A jest tam jakaś głębsza myśl, poza tą, że skoro student się nudzi, to pewnie wyłącznie dlatego (innych opcji nie ma), że profesor przynudza?

                                      Ok - mogłam nie doczytać, możesz mi to jaśniej podać?
                                      • followthesun Re: Pytanie 02.02.12, 10:59
                                        A skąd.

                                        hellulah napisała:

                                        > A jest tam jakaś głębsza myśl, poza tą, że skoro student się nudzi, to pewnie w
                                        > yłącznie dlatego (innych opcji nie ma), że profesor przynudza?

                                        To by było na tyle.
                      • brak.polskich.liter Re: Pytanie 01.02.12, 09:57
                        asia_i_p napisała:

                        > Ale co tu się dziwić - trafiłam kiedyś na forum na żale studenta, którego profe
                        > sor "nie potrafił zainteresować wykładem".

                        Chlip. Wzruszylam sie nad ciezka dola biednego misia-pysia do glebi jestestwa.
                        • hellulah Re: Pytanie 01.02.12, 10:11
                          Tia, ty się lepiej wzrusz losem tego profesora. Bo standardowym pytaniem w ankiecie studenckiej jest na wielu uszczelniach "czy prowadzący potrafił zainteresować przedmiotem?".
                          • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 10:18
                            hellulah napisała:

                            > Tia, ty się lepiej wzrusz losem tego profesora. Bo standardowym pytaniem w anki
                            > ecie studenckiej jest na wielu uszczelniach "czy prowadzący potrafił zai
                            > nteresować przedmiotem?".

                            A jak należałoby to pytanie sformułować - " Czy prowadzący sprawia wrażenie, że rozumie o czym mówi ? " ? smile

                            Ci co rozumieją, o czym mówią, zwykle nie mają problemu z zainteresowaniem studentów wykładem. No może wyjątkiem są wykładowcy matematyki, ale też nie każdego jej działu.
                            • malila Re: Pytanie 01.02.12, 10:56
                              Oj, miewająwink Sama spotkałam się z wykładowcą fizyki i wykładowcą probabilek, którym trudno było zainteresowac publiczność. Od probabil było dwóch wykładowców. Pamiętam, że kiedy można było wybierać, to niemal cały semestr zapisał się do gościa, który miał opinię łagodniejszego na egzaminie, do drugiego poszło kilka osób. Po semestrze sytuacja się odwróciła. Przy tym łagodniejszym została garstka, do bardziej wymagającego przeszła większość. Bo choć obaj byli mało komunikatywni, to ten bardziej wymagający jednak lepiej tłumaczył.
                              Były też legendy wydziału. Geniuszami przekazu byli np. prof. Nabiałek, prof. Żakowski. Oni zresztą byli nie tylko geniuszami przekazu, ale fantastycznymi ludźmi...
                              • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 11:20
                                malila napisała:

                                > Oj, miewająwink Sama spotkałam się z wykładowcą fizyki i wykładowcą probabilek, k
                                > tórym trudno było zainteresowac publiczność.

                                Ja sobie nie mogę tego wyobrazić - jak można rozumieć fizykę i nie umieć tłumaczyć jej ludzkim językiem ? Mam taką dość odważną tezę, że to jest niemożliwe.
                                • malila Re: Pytanie 01.02.12, 11:30
                                  To jest możliwe. Facet był naprawdę świetnym fizykiem, ale przekazywanie wiedzy nie szło mu najlepiej. To zresztą wcale nie jest dziwne. Im prościej i jaśniej trzeba coś wytłumaczyć, tym więcej wysiłku trzeba w to włożyć.
                                  • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 11:51
                                    malila napisała:

                                    > To jest możliwe. Facet był naprawdę świetnym fizykiem

                                    To znaczy ?

                                    > To zresztą wcale nie jest dziwne. Im prościej i jaśniej
                                    > trzeba coś wytłumaczyć, tym więcej wysiłku trzeba w to włożyć.

                                    Z moich doświadczeń wynika, że jeśli się coś rozumie, to nie trzeba wkładać prawie żadnego wysiłku w proste wytłumaczenie istoty rzeczy. I to się sprawdzało u wszystkich wykładowców, z którymi miałam do czynienia. Ci ze świecznika, doceniani na świecie, nie narzekali na brak zainteresowania swoimi wykładami. Wyjątkiem byli matematycy smile
                                    • malila Re: Pytanie 01.02.12, 12:18
                                      To znaczy, że był świetnym fizykiemwink Nie bardzo wiem, o co pytasz.

                                      Jeśli cos się rozumie, to nie znaczy, że jest to zrozumiałe dla innych. Mieliśmy wykładowcę od algebry - kolejny geniusz matematyczny, dowody przeprowadzał przez przyjrzeniewink No i zwyczajnie ludzie za nim czasem nie nadążali. Rzecz w tym, że kiedy ktoś jest na jakimś poziomie wiedzy i umiejętności, to mnóstwo rzeczy wydaje mu się oczywiste. Posługuje się więc terminami niekoniecznie zrozumiałymi i oczywistymi dla słuchaczy. Część tłumaczeń zupełnie pomija, nie zdając sobie sprawy z tego, czego słuchacze nie rozumieją. Bo on to po prostu widzi, tak jak ludzie widzą czerwone róże w ogródku, tak on widzi układające się liczby, macierze i funkcje. I tak jak komuś może być trudno wytłumaczyć komuś, kto róży nie widzi, na czym polega czerwona róża, tak komuś, kto widzi nie tylko zjawiska fizyczne, ale widzi też ich odwzorowania matematyczne. I nie użyliby słowa odwzorowanie, tylko funkcjonał np. Odwzorowanie matematycznie też zresztą nie jest precyzyjnym i adekwatnym określeniem.
                                      • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 12:33
                                        malila napisała:

                                        > Jeśli cos się rozumie, to nie znaczy, że jest to zrozumiałe dla innych. Mieliśm
                                        > y wykładowcę od algebry - kolejny geniusz matematyczny, dowody przeprowadzał pr
                                        > zez przyjrzeniewink

                                        Pisałam, że nie odnoszę się do wykładowców matematyki smile

                                        > No i zwyczajnie ludzie za nim czasem nie nadążali. Rzecz w ty
                                        > m, że kiedy ktoś jest na jakimś poziomie wiedzy i umiejętności, to mnóstwo rzec
                                        > zy wydaje mu się oczywiste. Posługuje się więc terminami niekoniecznie zrozumia
                                        > łymi i oczywistymi dla słuchaczy.

                                        IMHO tak funkcjonuje wykładowca, który niedokładnie rozumie, dlaczego opisuje zjawiska taką a nie inną matematyką.
                                        • malila Re: Pytanie 01.02.12, 12:47
                                          gaja78 napisała:
                                          > > No i zwyczajnie ludzie za nim czasem nie nadążali. Rzecz w ty
                                          > > m, że kiedy ktoś jest na jakimś poziomie wiedzy i umiejętności, to mnóstw
                                          > o rzec
                                          > > zy wydaje mu się oczywiste. Posługuje się więc terminami niekoniecznie zr
                                          > ozumia
                                          > > łymi i oczywistymi dla słuchaczy.
                                          >
                                          > IMHO tak funkcjonuje wykładowca, który niedokładnie rozumie, dlaczego opisuje z
                                          > jawiska taką a nie inną matematyką.

                                          On rozumie i zjawiska, i matematykę, i związek zachodzący pomiędzy nimi. On nie rozumie, czego nie rozumieją słuchacze.
                                          • mondovi Re: Pytanie 01.02.12, 13:04
                                            > On rozumie i zjawiska, i matematykę, i związek zachodzący pomiędzy nimi. On nie
                                            > rozumie, czego nie rozumieją słuchacze.
                                            ergo nie powinien uczyć. Miałam takiego własnie wykładowcę matematyki na studiach ekonomicznych, który w 2 minuty tłumaczył, a potem krzyczał - czego wy tu nie rozumiecie - dodawanie i odejmowanie było w szkole podstawowej, wszystko jest oczywiste. Czemu to służy? większej ilości oblanych? Przecież część wykładów poświęconą na wrzaski i poniżanie, mógł poświęcić na wyjaśnienia. Co wyniosłam z wykładów? Uczenie się schematów bez zrozumienia. Na szczęście mielismy fajnego doktora na ćwiczeniach, który zauważył - państwo nie myślą, tylko stosują szablony, wrócmy więc do początku, bo jeśli zrozumiecie podstawy, to będzie baza. I nie, nie chodziło o podstawy arytmetyki.
                                          • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 13:14
                                            malila napisała:

                                            > On rozumie i zjawiska, i matematykę, i związek zachodzący pomiędzy nimi. On nie
                                            > rozumie, czego nie rozumieją słuchacze.
                                            >

                                            Skąd wiesz, że rozumie ? Jak to oceniasz ? Poznajesz po tym, że mówi w sposób niezrozumiały ?
                                            • malila Re: Pytanie 01.02.12, 13:17
                                              gaja78 napisała:
                                              > Skąd wiesz, że rozumie ? Jak to oceniasz ? Poznajesz po tym, że mówi w sposób n
                                              > iezrozumiały ?

                                              Weź, Gajauncertain
                              • asia_i_p Re: Pytanie 01.02.12, 13:26
                                Co innego źle tłumaczyć, co innego "nie zainteresować". Ja się czepiam tego studenta o to, że on na studiach powinien być zainteresowany sam z siebie - natomiast żal, że profesor jest niezrozumiały uznałabym za żal słuszny (pod warunkiem, że niezrozumienie nie wynika z luk w wykształceniu studenta).
                                • hellulah Re: Pytanie 01.02.12, 14:03
                                  Nie podpinam się wyżej, podpinam się tu bo dobrze gadasz. Pytanie brzmi "zainteresować" a nie czy "klarownie i w sposób przystępny wyjaśnia" (takie też są, nawiasem mówiąc, więc nie ma potrzeby mylić pojęć).



                                  • malila Re: Pytanie 01.02.12, 14:13
                                    Teoretycznie macie rację. Praktycznie "klarownie wyjaśniać" i "zainteresować" na poziomie studiów to dla mnie już właściwie to samo. Kolega małżonek twierdzi, że dla niego też. Co wynika z tego, że ktoś, kto jest zainteresowany danymi studiami, interesuje się tematem sam z siebie i żadne wodotryski nie są mu do zainteresowania potrzebne.
                                    • hellulah Re: Pytanie 01.02.12, 14:20
                                      Nie wiem, co z kolegą małżonkiem studiowaliście, ale uwierz, są przedmioty i są przedmioty. Jednymi można zainteresowywać do woli, a drugie trzeba przekazać, jasno wyłożyć, zapodać zakres materiału, pokazać, jak można samodzielnie zdobywać dalsze info., i wyegzekwować wyniki - ale przedmiot jest tak drętwy, że nie może z definicji być "interesujący" - jest za to niezbędnie potrzebny jako baza.

                                      I na poziomie studiów to sorry, wypadałoby chyba posiąść umiejętność skupienia uwagi i wykazać samorodne zainteresowanie rozwojem na tyle, aby właśnie opanować nawet najbardziej suche tematy. No, chyba że do przedszkola wracamy... co pewnie zresztą mam miejsce... skoro tak przedszkola dla zerówkowiczów, tak studia są pozornie dla każdego.

                                      No i powtórzę, zwykle pytania są osobne - o zainteresowywanie i o dostępność przekazu.
                                      • malila Re: Pytanie 01.02.12, 14:31
                                        wink Studiowaliśmy z małżonkiem różne rzeczywink Drętwe również. Niemniej te drętwe w jakiś sposób wiążą się z tematem studiów. Co jest IMO wystarczające, by być zainteresowanym. Nie zachwyconym wykładem, nie natchnionym przez wykładowcę, tylko po prostu zainteresowanym przedmiotem. Być może to wynika z tego, że na moich studiach nie było przedmiotów, które nie wymagały samodzielnej nauki.
                                        • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 09:52
                                          > Niemniej te drętwe
                                          > w jakiś sposób wiążą się z tematem studiów. Co jest IMO wystarczające, by być
                                          > zainteresowanym.

                                          No i widzisz, IYO, a nie w opinii wszystkich studentów czy choćby większości studentów. Stąd trafiają się osobniki, które chciałyby mieć wyłącznie przedmioty-fajerwerki, i to fajerwerki w ich mniemaniu, a że są to często jednostki o dość ograniczonych horyzontach, trafiające na dany kierunek przypadkowo lub nawet z łapanki, to zasadniczo mało co jest dla nich ciekawe.

                                    • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 16:01
                                      malila napisała:

                                      > Teoretycznie macie rację. Praktycznie "klarownie wyjaśniać" i "zainteresować" n
                                      > a poziomie studiów to dla mnie już właściwie to samo.

                                      Dla mnie również.
                                      • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 09:53
                                        Hmm, chyba pora w takim razie zrewidować słowniki smile i zmienić ankiety studenckie.
                                        • gaja78 Re: Pytanie 02.02.12, 10:02
                                          hellulah napisała:

                                          > Hmm, chyba pora w takim razie zrewidować słowniki smile

                                          Swój słownik dotyczący studiów buduję na własnym doświadczeniu ,więc nie bardzo wiem jak miałabym go rewidować. Zależność widzę prostą: opowiadam o czymś, co dobrze rozumiem i "czuję" - studenci słuchają. Opowiadam o czymś, co muszę powiedzieć ale nie do końca czuję temat - studenci śpią. Ale może faktycznie niepotrzebnie uogólniam. Tak działa to ze studentami na moim wydziale.
                                          • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 10:35
                                            Co do słowników, to posługujesz się językiem polskim i piszesz na polskim forum, mogę więc oczekiwać, że użyjesz powszechnie rozumianych denotacji i konotacji, prawda? Prywatnie to możesz na jajko mówić "tralafunka", a na pomarańcze - "kikanna", ale chyba się wtedy nie dogadamy?

                                            >Zależność widzę prostą: opowiadam o czymś, co
                                            > dobrze rozumiem i "czuję" - studenci słuchają. Opowiadam o czymś, co muszę powi
                                            > edzieć ale nie do końca czuję temat - studenci śpią.

                                            Zależność prosta: opowiadasz o czymś, co dobrze rozumiesz i czujesz - studenci słuchają tyle o ile, żeby sklecić notatki do zaliczenia, bo generalnie temat im dynda, nie grzeje ich, nie bierze, wczoraj była impreza/zakuwali coś tam na inny przedmiot/jeść im się chce, a ty - ponieważ "czujesz" - wychodzisz na lekko podświrowaną, odjechaną babę z innej bajki, która ekscytuje się, bez sensu całkiem, czymś tak lamerskim i suchym, że aż zęby bolą.

                                            Też generalizacja? Jasne. Praktyka pokazuje, że prawa leży gdzieś pośrodku, to znaczy dobrze przeprowadzone zajęcia mogą wpłynąć na zainteresowanie czymś studentów (i np. ktoś zacznie pisać pracę dyplomową z danej dziedziny, poprosi o dodatkowe lektury, ukierunkowanie poza obszarem ściśle wymaganym na zaliczenie), ale zawsze znajdzie się - a to z racji obecnego systemu rekrutacji - spora grupa osobników, których nawet mentalny taniec na rurce nie zaciekawi (zaciekawi, zainteresuje - bo rozumieć temat to nawet mogą).
                                            • gaja78 Re: Pytanie 02.02.12, 10:58
                                              hellulah napisała:

                                              > Zależność prosta: opowiadasz o czymś, co dobrze rozumiesz i czujesz - studenci
                                              > słuchają tyle o ile, żeby sklecić notatki do zaliczenia, bo generalnie temat im
                                              > dynda, nie grzeje ich, nie bierze, wczoraj była impreza/zakuwali coś tam na in
                                              > ny przedmiot/jeść im się chce, a ty - ponieważ "czujesz" - wychodzisz na lekko
                                              > podświrowaną, odjechaną babę z innej bajki, która ekscytuje się, bez sensu całk
                                              > iem, czymś tak lamerskim i suchym, że aż zęby bolą.

                                              Jeśli w grupie są tacy studenci, to znaczy że rekrutacja na dany kierunek jest bardziej patologiczna, niż przewiduje średnia.

                                              > Też generalizacja? Jasne. Praktyka pokazuje, że prawa leży gdzieś pośrodku, to
                                              > znaczy dobrze przeprowadzone zajęcia mogą wpłynąć na zainteresowanie czymś stud
                                              > entów (i np. ktoś zacznie pisać pracę dyplomową z danej dziedziny, poprosi o do
                                              > datkowe lektury, ukierunkowanie poza obszarem ściśle wymaganym na zaliczenie),
                                              > ale zawsze znajdzie się - a to z racji obecnego systemu rekrutacji - spora grup
                                              > a osobników, których nawet mentalny taniec na rurce nie zaciekawi (zaciekawi, z
                                              > ainteresuje - bo rozumieć temat to nawet mogą).

                                              Zauważ proszę, że ja nie wypowiadam się na temat wpływu talentu wykładowcy na zainteresowanie studenta daną dziedziną wiedzy. Odniosłam się tylko do twojej wypowiedzi o pytaniu w ankiecie studenckiej, które dotyczy zainteresowania przedmiotem. Czyli tym konkretnym materiałem omawianym na wykładzie. Wiadomo, że samo zainteresowanie studenta jakimś wykładem nie musi się przekładać na jakieś większe zainteresowanie dziedziną wiedzy, z różnych względów, począwszy od braku czasu skończywszy na innej wizji rozwoju zawodowego.

                                              Za to natomiast, czy w grupie znajdą się ci od mentalnego tańca na rurce, odpowiada uczelnia.
                                              • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 17:40
                                                > Zauważ proszę, że ja nie wypowiadam się na temat wpływu talentu wykładowcy na z
                                                > ainteresowanie studenta daną dziedziną wiedzy. Odniosłam się tylko do twojej wy
                                                > powiedzi o pytaniu w ankiecie studenckiej, które dotyczy zainteresowania prz
                                                > edmiotem
                                                . Czyli tym konkretnym materiałem omawianym na wykładzie.

                                                Czy to jest według ciebie znacząca różnica? Poza tym ja na myśli miałam właśnie przedmiot jako to, o czym mówi się na zajęciach z nn z panem yy. Dalej twierdzę, że student nie musi interesować się tym, czego się uczy (powinien to umieć) i że z zainteresowaniem jak z miłością, wbrew woli nikogo nie zmusisz.

                                                Rekrutacja opiera się na wynikach matur. Zakazano, zabroniono, zniesiono egzaminy wstępne. Nie ma zasadniczo żadnej selekcji aplikujących. Oczywiście, bardziej prestiżowe kierunki/uczelnie mają studentów z lepiej zdanymi maturami, a te mniej popularne czy prowincjonalne biorą, co dają. Uczelnia wie, jak jest, a mimo to znam chyba ze cztery z ankietami w ten wzór (osobno pytanie o dostępność przekazu, osobno o to, czy był interesujący)
                      • ally Re: Pytanie 01.02.12, 12:14
                        > Ale co tu się dziwić - trafiłam kiedyś na forum na żale studenta, którego profe
                        > sor "nie potrafił zainteresować wykładem".

                        Nie każdy wykonujący pracę naukową jest dobrym dydaktykiem. Naprawdę uważasz, że zauważenie tego prostego faktu świadczy o bezczelności studenta i ogólnym upadku ludzkości?
                        • asia_i_p Re: Pytanie 01.02.12, 13:29
                          Uważam, że student wybierający studia powinien wymagać od wykładu, żeby był rzetelny i jasny. Interesujący jest przez sam fakt, że dotyczy wybranego kierunku i oczekiwanie tutaj od profesora manewrów w stylu nauczyciela podstawówki jest nie na miejscu.
                          • ally Re: Pytanie 02.02.12, 16:41
                            Co za demagogia. Kto tu mówi o "chwytach rodem z podstawówki"? Naprawdę nie widziałaś nigdy w akcji wykładowcy, który nieskładną gadaniną jest w stanie zabić najciekawszy temat i sprawić, że nawet najbardziej pracowici studenci po pięciu minutach śpią i nie są w stanie nic zanotować? Wg mnie dawanie komuś takiemu zajęć do prowadzenia jest dowodem na brak szacunku do studentów i ich czasu. I tak, to jest irytujące - przede wszystkim dla tych, którzy rzeczywiście chcą się czegoś nauczyć, a nie tylko spędzić na zajęciach czas.
                            Nie każdy nadaje się do każdej pracy. Niestety, w polskim szkolnictwie, także wyższym, nie działa żadna selekcja.
                            • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 17:32
                              Mylisz się - w odróżnieniu od szkolnictwa "niższego", w tym wyższym selekcja istnieje, jak najbardziej. Nie od dziś wiadomo, że na uczelni zarabia się znacznie mniej niż w podstawówce (porównaj mgr z jakimś tak stopniem awansu nauczycielskiego i np. mgr na etacie dydaktycznym z podobnym stażem na uczelni) oraz że z uczelni o wiele, wiele, wiele łatwiej wylecieć - zwłaszcza teraz, gdy nauczyciele nadaj mają kartę, a wykładowcy mają... umowy na krótkie okresy czasu.
                              • ally Re: Pytanie 02.02.12, 17:41
                                Niby tak, ale np. na moim wydziale bierze się pod uwagę wyniki w pracy naukowej, a nie dydaktycznej, bo to mało kogo obchodzi (mimo że teoretycznie istnieją jakieś tam ankiety).
                                Inna sprawa, że prowadzenie zajęć jest chyba obowiązkowe - a niektórzy beznadziejni dydaktycy świetnie sprawdzają się w pracy badawczej. Choć to raczej rzadkość wink
                                • hellulah Re: Pytanie 02.02.12, 17:43
                                  To jakim cudem PAKa tego nie kwestionuje? (brak ankiet albo ich margializowanie) Dziwne jakieś.
                    • lolinka2 Re: Pytanie 01.02.12, 07:36
                      Szansa w przypadku głąba na studiach, do których nie ma predyspozycji = usunięcie go z szeregu braci studenckiej i wskazanie najbliższej szkoły policealnej...
                      Mój dobry kolega mawiał: "krawców brakuje, fryzjerów brakuje, po co się marnować?"
                      • followthesun Re: Pytanie 01.02.12, 07:38
                        Nie znasz studentów Verdany, więc pisanie o nich, że są głąbami jest zdecydowaną przesadą.
              • myszmusia Re: Pytanie 01.02.12, 06:17
                Faktycznie ciekawe jaki kierunek i jaka oszalamiajca uczelnia ze reprezentuje taki poziom, ktos dla tych ludzi jest nauczycielem akademickim, mentorem, przewodnikiem duchowym itp... No zal mi sie zrobilo biednego wykladowcy co to egzaminy musi przeprowadzic, i jak tu uwalic jak najwiecej osob? Jak ich bedzie mniej na roku to mniej roboty bedziesmile najlepiej jakby nikogo nie bylo a pensja lecismile bo to przeciez takie tumany po co sie na studia pchali, a te matury co pozdawac musieli to jakas sciema przeciez.
                • gaja78 Re: Pytanie 01.02.12, 08:44
                  myszmusia napisała:

                  > No zal mi sie zrobilo biednego wykladowcy co to egzamin
                  > y musi przeprowadzic, i jak tu uwalic jak najwiecej osob? Jak ich bedzie mniej
                  > na roku to mniej roboty bedziesmile najlepiej jakby nikogo nie bylo a pensja leci:
                  > ) bo to przeciez takie tumany po co sie na studia pchali, a te matury co pozdaw
                  > ac musieli to jakas sciema przeciez.

                  A nie nie, nie można uwalić jak najwięcej osób. Studenci są uczelni potrzebni. Sytuacja jest patowa, po obu stronach jest patologia. Studenci się nie uczą albo nawet kierunki im się pomyliły, natomiast uczelnia nie może im hurtowo powiedzieć "do widzenia".
                  • mancipi Re: Pytanie 01.02.12, 11:38
                    gaja78 napisała:
                    > A nie nie, nie można uwalić jak najwięcej osób. Studenci są uczelni potrzebni.

                    a widzisz są tacy, co wymyślili jak to robić-mój wydział, jak sobie budował nowy budynek to wprowadził przepis, który mniej więcej stanowił, że student zaoczny przez pierwsze 2 lata nie musi zaliczać przedmiotów, tylko opłacać studnia (wówczas 1700/rok). co spowodowało, że był tłum chętnych (kierunek bardzo popularny), po czym na 3 roku przychodził czas rozliczeń, który odbywał się ze sławą wydziału (pisałam o niej wyżej) oraz innymi, niezaliczonymi dotychczas przedmiotami. budynek powstał w ekspresowym tempie 3 lat, potem proceder trochę ukrócono.
    • myelegans Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:49
      Taki trening tylko na zdrowie ci wyjdzie smile
      • verdana Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 21:51
        Ale tylko ten porannysmile
        • bi_scotti Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:06
          Ja tam dzis w czasie lunch'u zaliczylam sobie jogging z kolezanka dookola szkoly i jeszcze troche dalej tez smile Tymczasem kolezanki nauczycielki pilnowaly akurat towarzystwa z klas 3-6 taplajacych sie w tym, co nam pozostalo po wczorajszym pieknym sniegu (wczoraj wieczorem spadlo podobno 5 cm a dzis mamy +8C ponoc nawet w niektorych miejscach +10C, wiec latwo sobie wyobrazic szkolny trawiasty field smile ) - chyba bym jednak wolala ganiac po tej auli jak Ty niz po tym blocie za tryskajacymi energia nieletnimi wink
          Jak to tam bylo? Obys cudze dzieci uczyl big_grin Okazuje sie, ze wiek tych dzieci jest bez znaczenia.
    • yuka12 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:17
      Odnośnie punktu drugiego przypomniała mi się moja koleżanka, której zdarzało się w zastępstwie uczyć języka polskiego w podstawówce i czasem robić klasówki. Jak nam przytaczała niektóre zdania w wykonaniu np. siódmoklasistów (czas przed reformą), to nie wiedzieliśmy czy płakać, czy śmiać się. I nie chodziło wcale o błędy ortograficzne czy inne tp.
      • asia_i_p Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:37
        Wczoraj moi uczniowie pisali listy, pozwalam przy tym na słownik. Pomimo słownika, padły pytania "Jak jest po angielsku "żądać", bo nie ma w słowniku? "Rząd" jest, a "żądać" nie ma?"
        i "Jak jest po angielsku "zachowanie", bo nie ma w słowniku? Jest tylko "zahamowanie"".
    • alexa0000 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:17
      > Secundo - sprawdzanie tego, co napisali studenci nie jest pracą umyslową. Nie w
      > iem, do czego to zaliczyć, ale rąbanie drewna jest chyba najbliższe.

      Pamietam, jak ojciec przy sprawdzaniu kolejnej pracy egzaminacyjnej z medycyny sportu nagle spojrzał na moją matke i z niepokojem zapytał: słuchaj, przez jakie "h" pisze sie "chirurg"? Sam jest chirurgiem.
    • magata.d Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:21
      Verdana, wiem o czym piszesz wink Po co sprawdzać, czy ściągają? Zrób tak, żeby nie mogli ściągać, czyli daj odpowiednie pytania/zadania, zrób grupy, żeby osoby obok siebie miały inne testy, i dostosuj czas egzamimu do zawartości pytań i zadań. Rzadko biegam po auli, wystarczy stanąć w odpowiednim miejscu i widac każde podejrzane zachowanie wink
      • hankam Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 11:20
        A jak oni ściągają? Nie można wprowadzić zasady, że na salę nie wolno wnosić nic oprócz długopisu (zadna torebka, teczka, etc), a za wniesienie telefonu, notebooka, palmtopa wylatuje się z egzaminu natychmiast?
        • gulcia77 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 12:00
          No, a co, jeśli znają stary, niemodny sposób z papierową skrętką w długopisie? Nie wszyscy ściągają z tabletów, palmtopów, czy z innych nowości smile
        • sueellen Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 12:52
          a co maja zrobic z torebkami? Zostawic na korytarzu?
          • mondovi Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:05
            za moich czasów - 10 lat temu z małą górką - zostawiało się torby/torebki pod scianą obok katedry.
          • magata.d Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:28
            Torby moga zostawić w wyznaczonym miejscu np. pod ścianą. Miejsca zajmują tylko z długopisem i ewentualnie kartką (czasem piszą na kartce z testem, więc własna nie jest potrzebna. Wszystko da się zorganizowac wink
    • nangaparbat3 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:26
      Ale skoro było Was dwoje pilnujących - czemu nie podzieliliscie się piętrami zamiast tyle latac?
    • asia_i_p Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 22:33
      Politechnika Wrocławska się zlitowała nad swoimi profesorami i zainstalowała kamery.
      W związku z tym rozegrała się piękna scena - student ściągał, profesor namierzył go z kamery, przybliżył, wyostrzył i wyświetlił na ekranie rzutnika - student ściągał nadal. Pół sali oderwało się od pisania i śledziło rozwój akcji na ekranie nim facet się zorientował.
      Co do sprawdzania prac - ja sprawdzam maturalne. Nawet jeśli coś jest mieszanką angielskiego, polskiego i niemieckiego w proporcjach mniej więcej równych, to o ile wyławiam z tego kilka pojedynczych zdań, mam obowiązek to sprawdzić, zaznaczyć błędy (nie ciągłą krechą całe wypracowanie, tylko zastanowić się, jakby było dobrze i oznaczyć minimalną możliwą liczbę błędów), po czym to ocenić. Zdarza się po dziesięciu-piętnastu minutach dłubania i zastanawiania się, co autor miał na myśli, wyłuskać 1-2 punkty z 15, zastanawiając się przy tym, czy przypadkiem nie dało się właśnie matury analfabecie. Moja koleżanka z innej komisji brzydko, ale kusząco trafnie, nazywa sprawdzanie takich prac "rzeźbieniem w g-wnie".
      • zuzanna56 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 08:40
        asia_i_p napisała:

        > Nawet jeśli coś jest mieszanką
        > angielskiego, polskiego i niemieckiego w proporcjach mniej więcej równych, to
        > o ile wyławiam z tego kilka pojedynczych zdań, mam obowiązek to sprawdzić, zazn
        > aczyć błędy, po czym to ocenić. Zdar
        > za się po dziesięciu-piętnastu minutach dłubania i zastanawiania się, co autor
        > miał na myśli, wyłuskać 1-2 punkty z 15, zastanawiając się przy tym, czy przypa
        > dkiem nie dało się właśnie matury analfabecie.

        Skąd ja to znamwink
    • edelstein Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 31.01.12, 23:29
      Niech nie sciagaja,nie ma nic gorszego niz 20 prac i wiecej z tym samym bledem.Czlowiek zaczyna sie zastanawiac czy faktycznie to nie byl “Van Dog“ a nie “Van Gogh“ albo czy kosciol gotycki nie rozni sie od meczetu.Sprawdzanie takich prac wybitnie daje w kosc.
    • kropkaa Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 00:37
      Już się wystraszyłam, że Warszawa zapatrzyła się na Kraków i każe sprzątać w szkołach wyższych, niższych i średnich wink
      • nabakier Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 08:30
        big_grin wink
    • hawa.etc Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 00:39
      A nie mogłaś po prostu stanąć na górze i zainteresować się tylko tymi, którzy niespokojnie się kręcą, żeby zobaczyć, w którą stronę akurat spozierasz? Chociaż to wyeliminowałoby może ze 25%. wink
      Piętrowe aule są w ogóle kiepskie do egzaminów, może udałoby się wywalczyć inną salę następnym razem?

      A ścągaczy ścigać trzeba, choćby ze względu na szacunek do pracy uczciwych studentów.

      Pamiętam moje oburzenie, gdy pani na kolokwium złapała moją kolezankę na ściąganiu i kazała jej odnotować na swojej pracy "praca niesamodzielna". Przy sprawdzaniu jednak nie wzięła adnotacji pod uwagę i oszustka dostała 80 %, co plasowało ją na lepszej pozycji, niż większość tych, co nie ściągali.

      Z tym, że w drugą stronę przesadzać też nie wolno. Nie dalej jak wczoraj usłyszałam nieprzyjemną historię o tym, jak pani profesor zażądała położenia na biurku wszystkich telefonów komórkowych (chyba żeby zapobiec konsultacjom?). Jak nie będzie tyle komórek ile studentów, to nie rozdaje pytań. Ten, kto akurat zostawił komórkę w kurtce w szatni/w aucie/w domu, lub po prostu jej nie posiadał (wszak obowiązku nie ma) miał spory problem.
    • ola33333 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 07:41
      gdzies czytalam, ze chodzenie po schodach jest bardzo zdrowe, przedluza zycie smile
    • sanciasancia Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 07:42
      Znam doktoranta, który spotykał się ze swoim promotorem prawie wyłącznie z okazji przenoszenia sprzętu do labu. Mimo że ów doktorant był w miarę krzepki, bliski był zaproponowania promotorowi, żeby następnego doktoranta szukał na AWF-ie.
    • lolinka2 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 07:45
      Poczytałam sobie komentarze pod postem i skojarzył mi się fragment mojej ukochanej Szóstej Klepki:

      "- Pańska obojętność mnie przeraża! - powiedziała pani Pościkowa. - Kocham młodzież i nie mogę spokojnie patrzeć na te wszystkie historie.
      Dmuchawiec nagłym gestem przyłożył sobie dłoń do czoła, badając temperaturę. Pomilczał chwilę z zagadkowym wyrazem twarzy, gestem nakazując to samo pani Pościkowej. Wreszcie, względnie zadowolony z wyniku badań, oświadczył:
      - Piramidon. Cudotwórczy lek. Jadła pani kiedy piramidon? - spojrzał na gniewną minę koleżanki i dodał czym prędzej: - Co do młodzieży, to ja tam jej nie kocham - zerknął ze skruchą. - Szczerze mówiąc wielu z nich to nawet nie lubię, proszę pani. Ale w miarę sił - pospieszył z zapewnieniem - w miarę sił staram się być dla nich łagodny i wyrozumiały. Ostatecznie, każdy z nas musiał kiedyś przejść przez to piekło zwane młodością."

      Naprawdę nie trzeba kochać dzieciątek, by być dobrym nauczycielem smile
      • nabakier Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 08:31
        smile Oj nie. Ja to się nawet tych "kochających" jakby boję wink
      • sanciasancia Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:19
        Student od kochania ma mamusię, tatusia, dziadzia i babunię, a także psa/kota/chomika/świnkę morską. Nauczyciel akademicki ma wyłącznie zapoznać z tematem, a student nauczyć się już musi sam.
        • hellulah Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 14:25
          Marzycielka...
    • nabakier Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 08:36
      A ja się egoistycznie i nieempatycznie ucieszę, że nie mam żadnych kursowych przedmiotów ino same fakultety i tylko zaliczenia z oceną (lub i bez) smile I to jest pięęękne.
      Ale mąż już ma, i trzymam kciuki za Wasze zdrowie psychiczne (i kostno-ruchowe jak trzeba też!
    • panpaniscus Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 08:57
      Najpierw pomyślałam, że Verdano masz rację. Znam to - studenci to w większości osoby nie rpzyzwyczajone do myślenia, do pracy umysłowej, zwlaszcza samodzielnej. Braki w podstawowych sprawach z podstawówki jeszcze. I to nie twoja wina, tylko systemu. Pamiętam i z czasu moich studiów i z czasu, gdy ja wymagałam od studentów, zadziwiające usiłowania wyuczenia się na pamięć rzeczy, które można było szybko i bezboleśnie rozwiązać, jeśli się rozumiało podstawy i nieco (naprawdę malutko) pomyślało. Nie zapomnę studentki, która na ustnym zaliczeniu wyraźnie rozpaczliwie unikała pomyślenia i rzucała kolejnymi odpowiedziami na oślep.

      Ale z drugiej strony - studenci tacy są, takich ich produkuje system - i z tym materiałem ludzkim trzeba pracować. Może trzeba zrewidować założenia i program, sposób prowadzenia zajęć? Zamiast wykładu mniemanologia 2.0 zrobić mniemanologia 1.0 albo nawet 0.2, skupić się na podstawowych sprawach, ci co chcą i umieją czytać - zrobić dla nich osobne seminarium w mniejszym gronie itp. Jeśli problemem jest, że nie myślą i unikają wysiłku umysłowego - wdrożyć ich do tego? Bo oblewanie w kółko jest męczące dla obu stron. A na dłuższą metę studentom nie pomoże.
      • nabakier Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 10:29
        Panpaniscus, pełna racja. A odpowiedzialny za to jest system neoliberalnej edukacji, który się wyraża przez dwie bolączki: parametryzację i standaryzację. Co nieuchronnie uskutecznia spiralę w dół. Będzie jeszcze gorzej, niż jest.
        Np. w nowych syllabusach są opisane wymagania typu: czytanie ze zrozumieniem, wypowiedź kilkuzdaniowa itp. To jest dopiero kuriozum. (wszystko dostępne na e-stronie MNiSW -akty prawne- rozporządzenia ministra)
        I tego się będzie wymagać od studentów. Pięknie, co?
      • asia_i_p Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:34
        Nie chciałabym być operowana przez chirurga, któremu chirurgię 2.0 ograniczyli do chirurgii 0.5 w ramach wdrażania go do wysiłku umysłowego. Takoż nie chciałabym przechodzić przez most projektowany przez architekta, który materiałoznawstwo zaliczył po trzecim podejściu, dwukrotnym złagodzeniu wymagań i dzięki osobnemu seminarium w małym gronie.

        Trudno, nie każdy musi mieć dyplom - a poniżej pewnego poziomu wiedzy i umiejętności dyplomu dać nie wypada, a czasem po prostu nie wolno, ze względu na bezpieczeństwo innych ludzi.
        • lolinka2 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 18:16
          Dokładnie, naprawdę nie musimy górować nad resztą Europy odsetkiem obywateli z dyplomem ukończenia studiów.
        • panpaniscus Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 22:03
          Ale kto mówi, że do uzyskania prawa do wykonania konkretnego zawodu ma starczyć mniemanologia 0.2. Do tego niech będzie potzrebna mniemanologia5.0 nawet, ale bez wersji 0.2 ci studenci nie mają szansy jej uzyskać. Jeśli się przyjęło ich na studia, to jakiś system wsparcia dla nich wypadałoby stworzyć - tutorów? "Zajęcia wyrównawcze"? Bo tak to co -uczelnia bierzę kasę od państwa/studentów, a wartość dodana nauczania bliska zeru.
          Albo: jeśli 10% z nich się nadaje do studiowania - to przyjmować 10%.

    • mallard W kwestii formalnej jeśli można, - 01.02.12, 09:13
      belwederski, czy uczelniany?
      • magata.d Re: W kwestii formalnej jeśli można, - 01.02.12, 09:20
        A co to za różnica w tym wypadku wink ?
      • kropkaa Re: W kwestii formalnej jeśli można, - 01.02.12, 14:08
        Belwederski, pamiętam nominajcę.
    • alfa36 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 09:39
      Od czasow studenckich odwyklam, ale... Znam studenta, leserował od gimnazjum, z matury poprawka a teraz... z zaliczeń same piątki, jedna czworka. I ja rozumiem, ze studia mu się podobają, ale na Boga, chyba trzeba cos wiedziec (czegos sie nauczyc), żeby dostac z zaliczenia piątkę. Czyżby człowiek, który co najmniej 7 lat nie przykladał się do nauki (czasem, jak grozila jedynka), teraz stał się pilnym studentem? Nic nie rozumiem....
      • hawa.etc Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 10:58
        To jest akurat zupełnie zrozumiałe i normalne. Znam mnóstwo ludzi, którzy byli beznadziejnymi uczniami, ale dobrymi lub nawet wybitnymi studentami. Dla niektórych dobrowolność i zainteresowanie dziedziną są najlepszym motorem do działania.
        • alfa36 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 11:29
          Niby tak, ale jednak na pierwszym roku trzeba łyknąć teorii, a tej zwyczajnie trzeba sie nauczyć. Jakos mi się wydaje, że studia zwyczajnie niski poziom mają. Swoją drogą mam na mysli (wspomniany student studiuje) wychowanie przedszkolne.
    • mondovi Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 10:22
      Na piętrową aulę jeden z moich wykładowców miał sposób - stawał na górze za ostatnim rzędem - nikt go nie widział, ani nie wiedział, w którą strone patrzy, on za to miał oko na wszystkich z lotu ptaka- a głupio było się obracać, bo to jednoznacznie wskazywało na niecne zamiary.
    • katia.seitz Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 10:49
      Ja na podstawie doświadczeń z przeprowadzania egzaminów ustnych (którą to formę stanowczo polecam, mimo iż oczywiście jest o wiele bardziej uciążliwa dla prowadzącego), mogę powiedzieć, że wyraźnie obniża się poziom tzw. wiedzy ogólnej. Winny jest zapewne system edukacji szkolnej.

      I tak, studenci II roku kierunku społecznego mieli problem ze skojarzeniem, czym jest islam. Jeden pan nie potrafił mimo kilkukrotnego naprowadzania go skojarzyć, w jakiej religii czczony jest Allah. Druga pani była jeszcze lepsza, stwierdzając, że w państwach arabskich najczęściej wyznawaną religią jest judaizm. Tacy ludzie po prostu nie powinni zdać matury.
      O kwiatkach z dziedziny geografii, typu "gdzie leży Mongolia? No, na Bliskim Wschodzie..." już nie wspomnę.

      Ci studenci nie są - z małymi wyjątkami - tępi, w większości nauczyli się tego i owego na egzamin - ale co z tego, skoro przez brak wiedzy ogólnej nie układa im się to w żadną sensowną całość.
      • magata.d Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 10:59
        W zupełności zgadzam się z Tobą, studenci maja duże problemy z myśleniem, logicznym kojarzeniem faktów, rozumowaniem itp. i jest coraz gorzej, niestety wink
      • hawa.etc Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 11:07
        > I tak, studenci II roku kierunku społecznego mieli problem ze skojarzeniem, czy
        > m jest islam. Jeden pan nie potrafił mimo kilkukrotnego naprowadzania go skojar
        > zyć, w jakiej religii czczony jest Allah. Druga pani była jeszcze lepsza, stwie
        > rdzając, że w państwach arabskich najczęściej wyznawaną religią jest judaizm. T
        > acy ludzie po prostu nie powinni zdać matury.
        > O kwiatkach z dziedziny geografii, typu "gdzie leży Mongolia? No, na Bliskim Ws
        > chodzie..." już nie wspomnę.


        A nie jesteś pewna, że to było po prostu "zaćmienie dezorientacyjne"? Nauczyli się na egzamin z węższej dziedziny, Ty ich pytasz o jakiś banał, im włącza się tryb "szukanie haczyka" i mówią, że nie wiedzą, chociaż oczywiście wiedzą. Ja sobie zdaję sprawę, że studenci nie czytają gazet, czasem są rozkosznymi ignorantami i nie chcę nikogo bronić, ale czasem egzaminacyjny stres i kpiący ton egzaminatora mogą człowieka zbić z pantałyku.
        • malila Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 11:17
          Nie da się ukryć, że gdyby mnie ktoś na egzaminie na studiach zapytał o to, w jakiej religii czczony jest Allah, to bym zgłupiała dokumentnie i zaczęła się zastanawiać, o co chodzi. Miałam zresztą taką sytuację. Prowadzacy zadał mi jakieś pytanie o to, jak przebiega transmisja danych. Ja mu przedstawiłam skomplikowane wyjaśnienia, a jemu chodziło o parę drutówwink
        • hawa.etc coś mi się stylistycznie popsuło 01.02.12, 11:17
          Powinno być: "A jesteś pewna, że to nie było po prostu..."
        • katia.seitz Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 12:30
          Na Boga smile Ja nie pytałam ich wprost, w jakiej religii czczony jest Allah. I nie stosuję podczas egzaminowania kpiącego tonu.

          Pytanie dotyczyło lektury, w której była mowa o tym, że Żydzi i muzułmanie nie jedzą wieprzowiny. Gdy zapytałam (to najprostsze z możliwych pytań do tej lektury), kto tej wieprzowiny nie jada, odpowiedziano mi, że Żydzi. Pokiwałam głową i spytałam, kto jeszcze. Jako że student nie wiedział, podpowiedziałam, że Allah zabrania. Student nie wiedział nadal, co i jak.

          W drugim przypadku, starałam się naprowadzić studentkę, mówiąc, że wieprzowiny nie jedzą też "sąsiedzi" Żydów (w tym tekście tabu na wieprzowinę tłumaczone jest klimatem, tak więc dziewczyna powinna ten fakt skojarzyć, ale mniejsza już o to). Nadal nie wiedziała, spytałam więc, jakie kraje sąsiadują z Izraelem. Stwierdziła, że arabskie. Ucieszyłam się i ciągnęłam dalej: tak tak, ma pani rację, więc wyznawcy jakiej religii? Studentka na to: judaizm.

          Jak to mówią, <ściana>.

      • asia_i_p Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 13:47
        To nie do końca tak.
        Po prostu dużo więcej ludzi idzie na studia - tych dobrych jest dalej tyle samo, ale ci słabsi, którzy dawniej nie przebrnęli przez liceum albo przez maturę, teraz je kończą i idą na studia.

        W obecnym systemie nauczyciel tłumaczy się z każdej jedynki na semestr i ostatnio wyjaśnienie, że wszystkie sprawdziany napisał na ocenę niedostateczną przestało być wystarczające. Nie musi. Na dopuszczającą to on musi rozwiązać zadania przy pomocy nauczyciela.
        Bierze się do liceum coraz słabsze osoby, bo niż demograficzny, wymusza na nauczycielach tłumaczenie po dziesięc razy mnożenia (bo nauczyciel ma nauczyć, a uczeń ma prawo), wymusza stawianie dopuszczających (bo rodzice się pieklą i na mieście gadają), kosztem pracy ze zdolnymi uczniami wbija się tyle wiedzy, żeby maturę zdali na trzydzieści procent na poziomie podstawowym (bo szkoła ma miec zdawalność 100%) - a potem maturzysta idzie na studia. Dostaje się, bo niż, i zabawa zaczyna się od początku.

        To nie jest tak, że my w liceach uczymy coraz gorzej, tylko pracownicy uczelni wyższych stykają się z ludźmi, z którymi kiedyś stykali się wyłącznie w sklepach i w autobusach.
        Poprawi się, jak przyjdzie pierwsza fala następnego wyżu albo jak ktoś się stuknie i podniesie próg zaliczeniowy matury
        • paszczakowna1 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 15:10
          > To nie jest tak, że my w liceach uczymy coraz gorzej, tylko pracownicy uczelni
          > wyższych stykają się z ludźmi, z którymi kiedyś stykali się wyłącznie w sklepac
          > h i w autobusach.

          W duże mierze masz rację, ale uczycie też coraz gorzej. Nie z własnej winy, oczywiście. Ale np. obcięcie programu z matematyki (gdzie analiza przebiegu funkcji, gdzie logika matematyczna, gdzie rachunek prawdopodobieństwa, gdzie dowody przez indukcję zupełną?) ma swoje konsekwencje i dla tych lepszych studentów. Był czas, gdy na chemii na pierwszym roku na matematyce uczono przede wszystkim liczyć całki powierzchniowe i krzywoliniowe (całki z funkcji jednej zmiennej ci po mat-fiz mieli w liceum) i rozwiązywać równania różniczkowe. Teraz trzeba od zera uczyć analizować przebieg funkcji i liczyć pochodne. Konsekwencje? Na wyższych latach chemię fizyczną i teoretyczną trzeba spłycać do maksimum, bo na te równania różniczkowe (w tych dziedzinach przydatne) na matematyce na pierwszym roku nie było już czasu. A termodynamiki statystycznej (gdzie biegłe opanowanie liczenia całek jest nie tylko przydatne, ale konieczne) nie uczy się już w ogóle. Bo nie ma już kogo - studenci nie zapisują się, bo zwyczajnie nie są w stanie przez ten przedmiot przebrnąć. Brak aparatu.
          • asia_i_p Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 20:35
            Ale np. obcięcie programu z matematyki (gdzie analiza przebiegu funkcj
            > i, gdzie logika matematyczna, gdzie rachunek prawdopodobieństwa, gdzie dowody p
            > rzez indukcję zupełną?)
            Częściowo racja, ale z tych rzeczy oficjalnie obcięte są chyba tylko dowody przez indukcję (uczę angielskiego, ale byłam wychowawczynią mat-fizu i pilnowałam uzupełniania tematów oraz poprawiania zaległych sprawdzianów - jestem na mur beton pewna, że logika i rachunek prawdopodobieństwa były). Problem polega na tym, że jak przychodzą uczniowie mający problem z procentami, to wtedy taka np. analiza przebiegu funkcji w programie jest teoretycznie. Bo praktycznie tłucze się zadania tak długo, aż uczniowie opanują je mniej więcej na pamięć. Robi się absolutne minimum, bo miarą sukcesu stało się, żeby najsłabszy uczeń zaliczył na dopa, a nie dobry uczeń dowiedział się czegokolwiek nowego.
            • paszczakowna1 Re: Profesor - to jednak fizyczna praca 01.02.12, 22:11
              > Częściowo racja, ale z tych rzeczy oficjalnie obcięte są chyba tylko dowody prz
              > ez indukcję

              Jak nie obcięte całkiem, to jakoś mocno ograniczone. Pochodne są jako pojęcie, co komu po pojęciu? Tego trzeba używać. Z wykorzystaniem rachunku prawdopodobieństwa było dwa lata temu zadanie na olimpiadzie chemicznej (proste, trzeba było policzyć kombinacje). Skończyło się pogromem, zrobił jeden uczeń. A to był ostatni etap, tam pisali najlepsi.

              >uczę angielskiego

              Angielski, trzeba z drugiej strony przyznać, studenci średnio rzecz biorąc znają teraz niewiele gorzej od kadry akademickiej (a bywa że i znacznie lepiej).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka