edelstein Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 18.04.12, 21:56 Jesli Cie to pocieszy moj ojciec taki jest,ja taka jestem i moj chlop tez.Z tym,ze w tej chwili zawor jest kontrolowany i spuszczanie powietrza nastepuje stopniowo czyt.w weekend,w sytuacjach jeszcze bardziej przyspieszonego tempa zdarza sie,ze trzeba odkrecic zawor juz w srode.Jedyna rada jaka moge dac to polubic siebie i swoje podwojne zycie mam male dziecko,wiec troche zdjelam noge z gazu,ale w momencie gdy wlasnie poszedl do przedszkola znowu wszystko musi byc tip top i nadrabiam zaleglosci,te 8h gdy dziecia nie ma mija jak z bicza strzelil,dlatego obawiam sie,ze po pojsciu do pracy znow bede leciec na wspomaganiu,by wyrobic 200normy,po czym to wspomaganie zlasuje mi mozg i bede miec hangover. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: 18.04.12, 22:09 Nie wiem, czy mnie to pociesza. Wygląda na to, że jak dotąd najbardziej skuteczną metodą na pozbycie się perfekcjonizmu jest posiadanie małego dziecka. U mnie też działało. Odpowiedz Link Zgłoś
edelstein Re: 18.04.12, 22:14 Strzel sobie drugie,najlepiej blizniaki,tez sie nad tym zastanawiam juz nawet mysli o adopcji kraza,bo 9miesiecy plus porod to byla droga przez meke. Ewentualnie stan sie rodzina zastepcza. Odpowiedz Link Zgłoś
malila Re: re: kum: kum: 19.04.12, 14:22 Owszem, male dziecko wymusza na ludziach rzeczy, których by dla siebie nie zrobili. Lecz może nie być to metoda skuteczna. Z tego, co piszesz, wnioskuję, iż sama perfekcja nie jest czymś, co Ci przeszkadza. Nie tylko Ci nie przeszkadza, ale sprawia przyjemność, daje radość, poczucie spełnienia, sprawia, że czujesz się na swoim miejscu. Na swoim miejscu czyli na szczycie, na podium, itp - jak tam komu pasuje. Z reguły masz bardzo wysokie poczucie własnej wartości. Ale... Jest takie powiedzenie, że jeśli spadać, to z wysokiego konia. Ale im wyżej się wejdzie, tym upadek bardziej boli, i tym większy jest przed tym upadkiem lęk. Dlatego brak perfekcji wiąże się z silnym lękiem przed upadkiem. Ten lęk każe Ci się trzymać szczytu bez względu na konsekwencje. Dopóki taki będziesz miał obraz - dopóty perfekcjonizm będzie Cię trzymał w ryzach. Dodatkowo ciągłe utrzymywanie napięcia jest niefizjologiczne. To napięcie musi kiedyś puścić, puszczasz je więc rzucając się w wir: hulanek, picia, przygodnego seksu. Im silniejsze napięcie, im mniej masz czasu na odreagowanie, tym silniejsze muszą być środki użyte do odreagowania napięcia. To proste, prawda? Dlatego pierwsze, co warto zrobić, to zmienić obraz na taki, który da Ci komfort i nie będzie Cię zmuszał do dopieszczania i wygładzania każdej fałdki. To jedna z metod zmniejszania napięcia. Zastanowić się nad przyjaciółmi: co oznacza dla Ciebie słowo "przyjaciel"? Czy ludzie, których tak nazywasz, spełniają kryteria przyjaźni? Znaleźć ludzi, którzy będą sprzyjać Twojemu dobru, pożegnać tych, którzy wspierają Cię w tym, co Ci szkodzi - Tobie i Twojemu synowi. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: re: kum: kum: 19.04.12, 20:50 > Z tego, co piszesz, wnioskuję, iż sama perfekcja nie jest czymś, co Ci przeszka > dza. Nie tylko Ci nie przeszkadza, ale sprawia przyjemność, daje radość, poczuc > ie spełnienia, sprawia, że czujesz się na swoim miejscu. Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Perfekcja mi się podoba. Ale wiem już, że dążenie do niej jest chore - i to dążenie mi się nie podoba. > Z reguły masz bardzo wysoki > e poczucie własnej wartości. Ale... Jest takie powiedzenie, że jeśli spadać, to > z wysokiego konia. Ale im wyżej się wejdzie, tym upadek bardziej boli, i tym w > iększy jest przed tym upadkiem lęk. Dlatego brak perfekcji wiąże się z silnym l > ękiem przed upadkiem. Wszystko prawda. Niby ze względu na wyrobioną już pozycję zawodową mógłbym spuścić z tonu, ale jednocześnie nie potrafię, bo skoro mam już nazwisko, to tym bardziej nie mogę zawieść. I mam wrażenie, że zawsze będzie kolejne "tym bardziej". > Dlatego pierwsze, co warto zrobić, to zmienić obraz na taki, który da Ci komfor > t i nie będzie Cię zmuszał do dopieszczania i wygładzania każdej fałdki. To jed > na z metod zmniejszania napięcia. Moja terapeutka (boże, jak to brzmi, chyba nigdy nie wypowiem tych słów na głos) powiedziała kiedyś coś podobnego, co zapadło mi w pamięć: "Pan chce zmienić siebie, nic nie zmieniając". I zwróciła uwagę, że skoro chcę odpuścić perfekcjonizm, to muszę opuścić standardy - nie mogę zachować jednego i drugiego. To niby oczywiste, ale dla mnie nie było. > Zastanowić się nad przyjaciółmi: co oznacza dla Ciebie słowo "przyjaciel"? Czy > ludzie, których tak nazywasz, spełniają kryteria przyjaźni? Słowa "przyjaciel" używam bardzo świadomie i ostrożnie. Przyjaciele, o których pisałem, nie są idealni (kto jest?), ale znam ich ponad 20 lat, są lojalni i dwa razy właściwie uratowali mi życie. Uśmiecham się, już kiedy o nich piszę. Na marginesie - też bardzo lubię piosenkę z Twojej sygnaturki. Wbija się w głowę. Teledysk też jest świetny. Aż dziwne, że to właściwie jedyny hit zespołu. Odpowiedz Link Zgłoś
malila Re: re: kum: kum: 19.04.12, 22:47 borys314 napisał: > Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Perfekcja mi się podoba. Ale wiem już, że dążeni > e do niej jest chore - i to dążenie mi się nie podoba. Raczej nie używam słów typu "chore". One niekoniecznie są korzystne. Powiedziałabym, że ta strategia przynosi więcej szkody niż korzyści. I nie dążenie do perfekcji jest szkodliwe, tylko dążenie do niej za wszelką cenę. Samo dążenie do doskonałości spokojnie można sobie zostawić. Istotne jest to, aby nauczyć się pewnej uważności, widzenia tego, że w każdej chwili możesz dokonać wyboru. Czyli warto jak najczęściej zadawać sobie pytanie: co teraz robię? czy w tej chwili właśnie to jest najważniejsze? Warto w tym celu ustalić sobie i zapisać hierarchię ważności. Zrobić sobie listę rzeczy do zrobienia, ustawiając je odpowiednio, aby w razie wątpliwości móc na nią zerknąć. > Wszystko prawda. Niby ze względu na wyrobioną już pozycję zawodową mógłbym spuś > cić z tonu, ale jednocześnie nie potrafię, bo skoro mam już nazwisko, to tym ba > rdziej nie mogę zawieść. I mam wrażenie, że zawsze będzie kolejne "tym bardziej > ". Tak, właśnie o tym obrazie mówię. Widzisz siebie na wysokiej pozycji. Uważasz, że jest tylko jedna skuteczna metoda na utrzymanie tej pozycji: perfekcjonizm - taki, jak go rozumiesz - tak naprawdę to Ty nadajesz mu definicję. A utrata tej pozycji oznacza dno: albo jest się idealnym, albo jest się nikim. Wyjściem z tej sytuacji jest zmiana obrazu. Ty powinieneś ten obraz stworzyć, bo wtedy będzie on stabilny, dopasowany do Ciebie, szyty na miarę - wtedy go nie odrzucisz. Ja Ci mogę tylko podać przykład. Możesz zwiększyć (poszerzyć) sobie postument w taki sposób, abyś poczuł się na nim bezpiecznie, abyś czuł, że masz spore pole manewru. Możesz go obniżyć, zbliżyć do ziemi i innych ludzi. Ten pierwszy obraz będzie metaforą tego, że w życiu dasz sobie więcej możliwości działania i niedziałania i nie będzie to wpływać na Twoją pozycję, a tym samym na poczucie wartości i wyjątkowości. Ten drugi będzie odzwierciedlać sytuację, w której zmienia się również Twoja pozycja względem innych ludzi. Czyli taką, gdzie nie będziesz jedyną wyjątkową osobą, albo też gdzie nie będziesz aż tak wyjątkową. Sytuację, w której będziesz niemal równie ważny jak inni ludzie i podobnie jak oni wyjątkowy. To sa takie przykłady. Ty możesz stworzyć taki obraz, który będzie uwzględniał Twoje konkretne potrzeby, będziesz się w nim dobrze czuł i który będzie działa dla Ciebie korzystnie i będzie zgodny z Tobą. Jesteś kreatywny, więc spokojnie sobie poradzisz. Ten metaforyczny obraz przełóż na rzeczywistość i powracaj do niego za każdym razem, gdy potrzebujesz. > > Zastanowić się nad przyjaciółmi: co oznacza dla Ciebie słowo "przyjaciel" > ? Czy > > ludzie, których tak nazywasz, spełniają kryteria przyjaźni? > > Słowa "przyjaciel" używam bardzo świadomie i ostrożnie. Przyjaciele, o których > pisałem, nie są idealni (kto jest?), ale znam ich ponad 20 lat, są lojalni i dw > a razy właściwie uratowali mi życie. Uśmiecham się, już kiedy o nich piszę. Czy będą wspierać Cię na nowej drodze życia? Co powinni robić, żeby wspierać Twoje wysiłki? > Na marginesie - też bardzo lubię piosenkę z Twojej sygnaturki. Wbija się w głow > ę. Teledysk też jest świetny. Aż dziwne, że to właściwie jedyny hit zespołu. Dla mnie nie dziwne, choć żałuję, że jedyny. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: re: kum: kum: 20.04.12, 17:26 > Raczej nie używam słów typu "chore". One niekoniecznie są korzystne. Czy jesteś terapeutką? Dokładnie tak byłem instruowany na terapii. > Istotne jest to, aby nauczyć się pe > wnej uważności, widzenia tego, że w każdej chwili możesz dokonać wyboru. Czyli > warto jak najczęściej zadawać sobie pytanie: co teraz robię? czy w tej chwili w > łaśnie to jest najważniejsze? Bardzo słuszne! Choć sądzę, że często zauważam, że coś w tym momencie wcale nie jest najważniejsze, ale nie mogę się zmusić, żeby przestać... Kilkakrotnie przeczytałem 2. akapit i chyba rozumiem, o co chodzi. Będę próbował się przeformułować. > Czy będą wspierać Cię na nowej drodze życia? Co powinni robić, żeby wspierać Tw > oje wysiłki? Myślę, że jeśli zaznaczę, że to naprawdę dla mnie ważne, będą wspierać. > Dla mnie nie dziwne, choć żałuję, że jedyny. Dla mnie dziwne, bo piosenka jest b. mocna, więc chyba mają duży potencjał. To nie jest typowy jednorazowy przebój. Odpowiedz Link Zgłoś
fanny Re: 20.04.12, 19:49 Borys, jesli przemawia do Ciebie to, co pisze Malila (a madrze pisze), to w ksiazce, ktora Ci polecilam wlasnie w tym kierunku idzie myslenie. Dla mnie to bylo wow i przekulo balonik mojego perfekcjonizmu i ciaglego scigania sie z sama soba. f. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: 20.04.12, 22:31 > Borys, jesli przemawia do Ciebie to, co pisze Malila (a madrze pisze) Bardzo mądrze pisze! Właśnie próbowałem sobie wizualizować ten postument i przemeblować to i owo w mojej głowie - i coraz bardziej sobie zdaję sprawę, że jestem w niej zamknięty jak w klatce. Potrzeba dużo pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
malila Re: re: kum: kum: 21.04.12, 21:29 borys314 napisał: > Dokładnie tak byłem instruowany na terapii. To wynika z tego, iż to, co człowiek robi, nie jest czymś wziętym z sufitu. Człowiek, kiedy dorasta, uczy się funkcjonowania w określonym świecie. Do tego świata dostosowuje swoją strategię. I dla tego czasu ta strategia jest korzystna. Jeśli świat się zmienia (a często po wyjściu z domu się zmienia), to stara strategia może przestać spełniać swoją przydatną funkcję, może też zamiast korzyści przynosić straty. Wtedy warto ją zmienić, choć - jak sam zauważyłeś - zmiana wystroju wnętrza własnego umysłu może być pracochłonna Pewnie dlatego, iż stara zabudowa jest zazwyczaj stosunkowo solidna (w końcu latami się nad nią pracowało). Nie musi to być jednak regułą. Może też być i tak, że na początku idzie jak po grudzie, a później nagle wszystko zaczyna się układać. Tym bardziej, że odczarowanie jednego lęku sprawia, że inne zmniejszają swój wymiar. > Bardzo słuszne! Choć sądzę, że często zauważam, że coś w tym momencie wcale nie > jest najważniejsze, ale nie mogę się zmusić, żeby przestać... Jeśli chcesz coś zrobić albo chcesz zaprzestać robienia czegoś, ale nie pozwalasz sobie na to czyli Twój protest przeciwko zrobieniu czegoś jest silniejszy od Twojej chęci, to znaczy, że protest mimo wszystko ma w danej chwili dla Ciebie większe znaczenie. Sprawdź wtedy w obronie czego protestujesz. Tego, co się okaże, nie zbywaj stwierdzeniem, że to głupie, chore lub bez sensu - bo to nie zadziała; nie sprawi, że przestaniesz protestować. To, czego bronisz swoim protestem, jest z jakiegoś powodu dla Ciebie ważne. Przyjrzyj się temu i zobacz, z jakiego powodu to jest ważne, bo może się okazać, że nie jest już ważne, a Ty uznajesz, że jest - siłą rozpędu. Jeśli wciąż jest ważne, możesz to zmienić, jeśli zechcesz, zmianą obrazu. Kiedy już to zrobisz, przywołuj ten obraz, tę myśl - antidotum, która uświadamia Ci, że to, co uznałeś za ważne, możesz już spokojnie odrzucić - za każdym razem, gdy potrzebujesz. Mam nadzieję, że wystarczajaco jasno się wyraziłam. Łatwiej jest to tłumaczyć na konkretach. Takie torpedowanie własnej woli jest często wyrazem silnej potrzeby przejęcia kontroli nad sobą (to ja decyduję, co będę robił, nikt i nic nie zmusi mnie do tego, żebym robił inaczej niż chcę), ale równocześnie wyuczonym przymusem dostosowania się do oczekiwań otoczenia. Wydaje się to być paradoksem, ale tak nie jest. Kiedy człowiek (zazwyczaj mały człowiek) zostaje przymuszany do jakichś działań, to wykonuje te działania, ponieważ nie widzi innego wyjścia, wyrabiając w sobie w ten sposób nawyk spełniania tych konkretnych oczekiwań. Jednocześnie rośnie w nim wewnętrzny bunt przeciwko zewnętrznej kontroli i przymusowi, który jeśli tylko to możliwe uzewnętrznia się w postaci reakcji czy działań, nad którymi trudno zapanować. Obie te motywacje mogą się spotkać w jednej czynności, w jednym zachowaniu. Jeśli będziesz miał taką chęć, możesz sprawdzić, czy te skrypty działają również w Twoim przypadku. > Myślę, że jeśli zaznaczę, że to naprawdę dla mnie ważne, będą wspierać. To dobrze rokuje > Dla mnie dziwne, bo piosenka jest b. mocna, więc chyba mają duży potencjał. To > nie jest typowy jednorazowy przebój. To prawda. Ale może oni już nie dostrajają się do większości > Bardzo mądrze pisze! Nie warto się przywiązywać do określenia "mądrze". To znacznie ułatwia rewidowanie poglądów Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Malila 23.04.12, 18:40 Dziękuję. Dużo myślałem o tym, co tutaj napisałaś. I muszę się pochwalić, że widzę pewną poprawę w schematach zachowań, ale wymaga to ode mnie rzeczywiście dużej samokontroli i stałego "przechwytywania" myśli, które odwiodłyby mnie od zmiany zachowania. > Jeśli chcesz coś zrobić albo chcesz zaprzestać robienia czegoś, ale nie pozwala > sz sobie na to czyli Twój protest przeciwko zrobieniu czegoś jest silniejszy od > Twojej chęci, to znaczy, że protest mimo wszystko ma w danej chwili dla Ciebie > większe znaczenie. (...) Nie wiem, czy dobrze rozumiem, jeśli chodzi o ten protest. Bo kiedy analizuję te sytuacje, to z reguły protestuję, bo 1) chcę mieć więcej czasu wolnego, czyli nie chcę robić tego, co robię, tylko coś innego; 2) obawiam się podejmowania zadania, bo wiem, że będę bez końca, aż do umęczenia poprawiał; 3) obawiam się, że będę się czuł niekomfortowo, że będę sądził, że czegoś nie dopracowałem itd. Wszystko to wydaje mi się bardzo uzasadnionymi protestami, co nie zmienia faktu, że rzeczy, od których uciekam, których nie robię - i tak muszę prędzej czy później zrobić, więc to po prostu strzał w kolano. > Jednocześnie r > ośnie w nim wewnętrzny bunt przeciwko zewnętrznej kontroli i przymusowi, który > jeśli tylko to możliwe uzewnętrznia się w postaci reakcji czy działań, nad któr > ymi trudno zapanować. Od dziecka nienawidziłem, kiedy ktoś mi coś narzucał, ale buntowałem się tylko w relacjach koleżeńskich, a w relacjach z autorytetem (rodzice, szkoła) właściwie nigdy. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 podsumowanie (Kazik Staszewski mnie demoralizuje) 19.04.12, 21:34 Dziękuję wszystkim dyskutantom. Pod wpływem tego wątku zastanowiłem się, jak patrzyłbym na perfekcjonizm, gdybym nie miał tego problemu. I pewnie dokładnie tak jak większość niedowierzających osób: przesada, przechwałki, rozczulanie się nad sobą. Po prostu odpuść, człowieku. Jak to nie potrafisz odpuścić? Po prostu odpuść. - Mogę tylko im zazdrościć, że nie potrafią sobie tego wyobrazić. Natomiast perfekcjoniści rozumieją się w pół słowa. Wszyscy znamy te schematy i pojedynki z sobą samym. Rady wziąłem do serca, choć jeszcze trawię. Zamówiłem 2 książki. I myślę o tym, żeby zacząć uprawiać inną dyscyplinę sportu. Nawet byłbym ciekaw tej jogi, ale chyba nie przełamię się, żeby stać jak drzewo. Więc może sporty walki. Miło jest czasem komuś przywalić. I walczy się z kimś innym niż ze sobą - jak na basenie (licz długości), przy bieganiu (mierz czas) czy na siłowni (licz powtórzenia). No właśnie, od dwóch dni przegryzam ten wątek - rozmyślam, dokonuję na sobie wiwisekcji, buduję swoje morale, a tu dzisiaj w drodze do pracy usłyszałem w radio piosenkę, którą kiedyś dobrze znałem, a której nie słyszałem od dawna - "Gdy nie ma dzieci". (Kult jest jak choroby wieku dziecięcego - każdy musi przez to przejść. Ale później z reguły jest już odporny). No i to przecież piosenka kropka w kropkę o mnie! Jak mogłem o niej zapomnieć?! Znacie? Refren: Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni Gdy nie ma dzieci w domu - to jesteśmy niegrzeczni Ale ta część, ta część... Chyba sam mu ją podyktowałem: Jeszcze kilka dni i nocy, i wszystko wróci do normy Będziemy zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni Jednak jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze Pozwól, nocy kochana, życiu nosa utrzeć Odpowiedz Link Zgłoś
malila Re: podsumowanie (Kazik Staszewski mnie demoraliz 19.04.12, 22:50 borys314 napisał: > Jeszcze kilka dni i nocy, i wszystko wróci do normy > Będziemy zorganizowani i poważni, uczesani i przezorni > Jednak jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze > Pozwól, nocy kochana, życiu nosa utrzeć Może warto sie zastanowić, jak pogodzić zabawę z pracą. Tak, żebyś nie do końca był poważny i zorganizowany i mimo to - miał świetne wyniki. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: podsumowanie (Kazik Staszewski mnie demoraliz 20.04.12, 17:28 Sorry, ale Kazik śpiewał tę piosnkę o mnie Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: 20.04.12, 17:38 Uzurpatorka! Gdyby nie to, że piosenka została napisana na rok przed urodzeniem mojego syna, pomyślałbym, że spotkałem KS w jakiejś knajpie na Krakowskim i stworzyliśmy to razem. Ale wiesz, dopiero wczoraj zauważyłem, że w piosence jest wyraźna aluzja do brania kokainy. Panowie artyści to sobie poczynają, ogłaszając tak wszem i wobec. Odpowiedz Link Zgłoś
guderianka Re: 24.04.12, 15:51 to sztuka a ta ma to do siebie, że każdy i interpetuje po swojemu ja np. zaśpiewałam dzisiaj refren po szaleństwie z M w ciągu dnia-gdy dzieci były w placówkach oświatowych I pasowało do sytuacji Odpowiedz Link Zgłoś
franczii Re: podsumowanie (Kazik Staszewski mnie demoraliz 22.04.12, 08:00 Sport nie musi byc walka przeciez. Znajdz sobie cos co bedzie czysta przyjemnoscia. Ja polecam taniec na pewno znajdziesz jakas forme ktora ci przypadnie do gustu. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: 23.04.12, 18:09 W pełni się zgadzam - też lubię taniec, ale uczyłem się tańca towarzyskiego, więc na regularny sport to się nie nadaje, bo musiałbym zgrywać grafik z partnerką itd. Myślę, że naprawdę trudno znaleźć sport, w którym nie byłoby elementu walki - z przeciwnikiem/przeciwnikami lub sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
a.va Re: 24.04.12, 01:08 > Myślę, że naprawdę trudno znaleźć sport, w którym nie byłoby elementu walki - z > przeciwnikiem/przeciwnikami lub sobą. Owszem. Tai chi. Choć ma w korzeniach sztukę walki, jest absolutną kwintesencją harmonii ze sobą i światem. Przy okazji dziękuję osobom, które dały tu Borysowi sporo mądrych rad, pozwolę sobie kilka przywłaszczyć (Borys, podzielisz się? ponoć jak się człowiek dzieli, to mu się mnoży czy jakoś tak ). Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 Re: 24.04.12, 21:46 > Przy okazji dziękuję osobom, które dały tu Borysowi sporo mądrych rad, pozwolę > sobie kilka przywłaszczyć (Borys, podzielisz się? ponoć jak się człowiek dzieli > , to mu się mnoży czy jakoś tak ). Czerp pełnymi garściami, A.va! Nawet gdyby miało mi ubyć. My, perfekcjoniści, musimy trzymać się razem. I pamiętaj - gdybyś odkryła ten cudowny sposób na pozbycie się perfekcjonizmu w jeden dzień, koniecznie daj znać! Odpowiedz Link Zgłoś
franczii Re: 24.04.12, 17:21 A czemu musisz z partnerka? Jak zyje nie mialam stalego partnera do tancow. Cwicze taniec (zaczelam od towarzyskiego, potem latynoamerykanskie, potem tango , teraz znow towarzyski) raz w tygodniu i nigdy nie mialam stalego partnera. Dziwi mnie to co piszesz o sporcie. Nigdy nie postrzegalam tego jak walki. Nie na tym poziomie na ktorym ja a podejrzewam ze i ty jestesmy. A dlaczego sport uprawiasz? Czemu akurat plywanie czy bieganie? Satysfakcje ci daje tylko i wylacznie poprawianie wynikow? Przez jakis czas zahaczylam o silownie tzn. sale silowni w klubie gdzie mam abonament i tam tez liczylam. Liczylam czas na biezni, na orbitreku, powtorzenia, serie, czas w strefie 3 czas w strefie 4, kalorie, brzuszki, piosenki lecace w tv, zeby tylko juz skonczyc, odrobic panszczyzne i miec czyste sumienie, ze cialo dostalo to mu sie nalezalo. Wyniki byly ale nuda straszna az trzeba bylo liczyc. A juz plywanie, narty, taniec, jazda na rowerze, zajecia cardio z choreo mnie tej walki nie kosztuja chociaz czesto czuje je potem w miesniach. Odpowiedz Link Zgłoś
borys314 taniec 24.04.12, 22:00 > A czemu musisz z partnerka? > Jak zyje nie mialam stalego partnera do tancow. Cwicze taniec (zaczelam od towa > rzyskiego, potem latynoamerykanskie, potem tango , teraz znow towarzyski) raz w > tygodniu i nigdy nie mialam stalego partnera. Naprawdę?! Kiedy ja się uczyłem (i tam, gdzie ja się uczyłem), na towarzyski można było chodzić tylko w stałych parach, bo inaczej byłby problem z dobieraniem partnerów (zawsze za mało mężczyzn itd.). W trakcie zajęć oczywiście wymienialiśmy się partnerami, ale para "podstawowa" musiała być. Ale od wielu lat nie chodziłem na tego typu zajęcia i wiele pewnie też zależy od konkretnej szkoły tańca. > Dziwi mnie to co piszesz o sporcie. Nigdy nie postrzegalam tego jak walki. Nie > na tym poziomie na ktorym ja a podejrzewam ze i ty jestesmy. A dlaczego sport u > prawiasz? Czemu akurat plywanie czy bieganie? Satysfakcje ci daje tylko i wylac > znie poprawianie wynikow? Ćwiczę rekreacyjnie, ale lubię się mocno zmęczyć. Poprawianie wyników nie tyle daje mi satysfakcję, co wyznacza jakiś cel, do którego mogę dążyć. Nie potrafiłbym wejść do basenu i tak sobie po prostu pływać, nie wiedziałbym, kiedy przestać. I potem czułbym, jakby ten trening był nieskończony. Szukam sportów, które będę mógł uprawiać niezależnie od jakiegoś grafiku i kiedy akurat będę miał ochotę. Bieganie i pływanie idealnie temu odpowiadają. Za siłownią też nie przepadam - też mnie to nudzi, ale zimą nie lubię biegać, a basenu wolę unikać ze względu na przeziębienia itd. > zajecia cardio z choreo Co to jest...? Odpowiedz Link Zgłoś
maniamore Re: Jak zwalczyć perfekcjonizm? (Dr Jekyll & Mr H 24.04.12, 15:11 ..a ja jestem taką nieperfekcyjną panią domu i tyle zaległości... i w dresie sobie siedzę...Tylko żyję na bieżąco, bo inaczej się nie da Odpowiedz Link Zgłoś