Dziewczyny, może mi poradzicie w skomplikowanej sprawie biurowej.
Rzecz się dzieje w dość dużej firmie. Atmosfera ogólnie dość pozytywna, pracy dużo, ludzie raczej w porządku (z wyjątkami - jak wszędzie).
Rok temu zostałam wysłana do innego wydziału na zastępstwo koleżanki - nazwijmy ją Anią - która dostała się na wewnętrzny staż. Obydwie byłyśmy zadowolone, bo ona robiła to, co naprawdę chce robić w tej firmie, a ja mogłam spróbować czegoś nowego.
Po pół roku jej staż się skończył i mimo, że jej to obiecywali, nie mogła tam zostać i wróciła na swoje poprzednie stanowisko. Jest bardzo rozczarowana.
W tym samym czasie inna koleżanka odeszła na urlop macierzyński, a ja objęłam jej stanowisko, też na zastępstwo. I jestem zadowolona.
Teraz jesteśmy z Anią w tym samym wydziale, ale w innych jednostkach i dzielimy biuro.
Problem w tym, że Ania wydaje się w głębokiej depresji - albo płacze, albo jest na wszystkich zła. Spóźnia się i wychodzi na dwugodzinne obiady. Niby zostaje po pracy, ale kilkakrotnie widziałam jak wychodziła tuż po mnie, czyli tuż po zakończeniu oficjalnych godzin biurowych.
Koledzy nauczyli sie ją omijać, bo nie za bardzo da się z nią cokolwiek załatwić. Proszą za to mnie o radę, czy załatwienie drobnych procedur, bo przecież to umiem, bo przez pół roku to robiłam. Denerwuje mnie to niezmiernie i przeszkadza w mojej pracy.
Dodatkowo Ania potrzebuje podtrzymywania na duchu i chce, żeby z nią prowadzić długie poważne rozmowy o tym jak to koledzy są niemili, szef jej nie rozumie, a przystojny kolega z biura obok jej nie zauważa. oh my god... Mam dość.
Rozmawiałam z moim szefem nie na zasadzie "kablujemy na Anie", bo naprawde uważam, że ona ma poważne problemy psychologiczne, tylko na zasadzie - nie do końca radze sobie z sytuacja i prosze o rade. Szef zasugerował, że powinnam unikać rozmów i grzecznie odmawiać pomocy innym kolegom.
Od jakiegoś czasu próbuję, ale pomimo, że jestem miła, to i tak wychodzę na wrędną jędzę, bo nie pomagam i nie chcę rozmawiać, a ona potrzebuje wsparcia.
Mogłabym to znieść gdyby nie fakt, że naprawdę lubię Anię jako osobę. Jest bardzo inteligentna, ma doskonałe poczucie humoru i potrafi być "duszą imprezy". Czasami idziemy na drinka po pracy i jest sympatycznie.
Nie chcę stracić koleżanki i zupełnie zepsuć atmosfery w biurze, ale muszę normalnie pracować. Nie wiem, jak podejść do tej sytuacji. Poradźcie.
Post wyszedł podejrzanie długi, więc oszczędzę dalszych szczegółów