nici.ariadny
16.05.12, 16:45
Mamy w rodzinie bardzo przykrą historię związaną z AZW. Moja siostra, po latach leczenia niepłodności, zdecydowała się z mężem na adopcję dziecka. Ponieważ w OA trwa to bardzo długo, zdecydowali się spróbować adopcji ze wskazaniem, znaleźli (przez internet ) dziewczynę, która chciała oddać dziecko do adopcji (to też trwało bardzo długo, ale nie będę się na ten temat rozpisywać). Zabrali dziewczynkę do domu zaraz po porodzie. Urządzili jej pokoik, kupili ubranka, zabawki, książeczki… wszyscy pokochaliśmy tę małą księżniczkę. I nagle, po 5 tygodniach zjawiła się jej matka biologiczna i powiedziała, że się rozmyśliła, że chce zabrać dziecko… do tej pory nie możemy się z tego otrząsnąć, a minęły już cztery miesiące. Ilekroć widzę pokoik i ciuszki naszej małej kochanej kruszynki zbiera mi się na płacz, siostra skończyła u psychologa. Powiedzcie, jak można być tak bezdusznym? Jak matka może najpierw oddać swoje dziecko obcym ludziom, a potem, gdy go pokochają, tak po prostu odebrać? Czy ona kiedyś spojrzy temu dziecku w oczy i powie, że oddała je do adopcji? A może zdecydowała się oddać dziewczynkę innej rodzinie, bogatszej, lepiej sytuowanej? W głowie mi się to nie mieści…