edelstein
05.06.12, 22:08
Pare dni temu pojechalam do firmy mego faceta dac mu dokumenty,a ze wczesniej zaliczylam bilans 3latka to mlody byl ze mna.Poniewaz klientow akurat nie bylo to usadzilismy mlodego przed kompem,by Boba poogladal,a my gadalismy o duperelach.Przyszedl klient spojrzal na syna,na mego chlopa,spojrzal znow,a potem wypalil“Alez syn do pana podobny,jakby skor zdjal“.Dla niewtajemniczonych nie sa spokrewnieni.No i zaczelam sie smiac,oj jak rechotalam,nie moglam sie powstrzymac,klienta speszylam.Zaczal tlumaczyc sie,ze no do mnie nie podobny itp.a ja dalej sie smialam.Mojemu odebralo mowe na chwile,w koncu przeszli do interesow,a ja sie zmylam,bo dalej sie smialam.Jak wrocilam klienta niet.No i nie wiem,czy go na zawsze nie sploszylam.
Watek lajt.