sueellen
18.09.12, 22:31
Poznałam Ranulpha Fiennes. Facet jest szorstki (delikatnie powiedziane), dowcipny, choć jego dowcip jest niekiedy dość mroczny (nie waha się żartować ze śmierci swoich współtowarzyszy, religii: "przez 3 lata byłem muzułmaninem"), z własnej żony (zmarła w 2004), odmrożeń ust i palców oraz zakazu odstrzału niedźwiedzi polarnych.
Jest największym wspołczesnym podróżnikiem odkrywcą, jako najstarszy (w wieku 65 lat) stanął na evereście. Biegł w 7 maratonach, zdobył oba bieguny za jednym zamachem używajac wyłącznie transportu lądowego, uczestniczył w ekspedycji wzdłuż Nilu.
Właśnie ogłosił, że wybiera się na zimową wędrówkę po Antarktyce.
Działa na rzecz organizacji charytatywnych, a na dodatek jest politykiem i pisarzem.
Podczas jednej z wypraw odmroził sobie ręce i stracił lewy kciuk (własciwie sam go sobie odciął bo nie mógł znieść bólu gnijących tkanek).
Kiedy w koncu nie wytrzymałam i zapytalam "po co to wszystko?" odpowiedział, że to jego sposób na ... płacenie rachunków za gaz.
Taak, to chyba najbarwniejsza osoba jaką mi się w życiu zdarzyło spotkać.