25.12.12, 13:47
Witam. Powiedzcie mi czy "idealny" związek k-m istnieje? Bo zastanawiam sie juz po raz enty czy małżenstwo w którym jestem ma sens. Jak to jest u Was? Moze ja mam wyolbrzymione wyobrazenie bycia z drugim człowiekiem? Brak mi: wspólnych rozmów, wieczorów, zainteresowan, wspólnych rytuałow, zrozumienia ( nie chodzi o użalanie sie nade mną, ale empatii ), wspólnych celów takich normalnych np. zrobimy cos w domu aby było przyjemnie ładnie, brakuje pomocy w codziennych obowiązkach, takiej bez proszenia sie, wolności, ze moge wyjsc bez ogladania niezadowolonej miny drugiego czlowieka, wspólnych chwil z dziećmi, takich jakościowych. Duzo mi brakuje...
A mam: wieczory co dzienne - on przy grach komputerowych, rozmowy tylko o dzieciach, braku checi do zmiany otoczenia ( np w domu, ma dom a gospodarz z niego żaden ), niezrozumienie ze moge byc zmeczona praca obowiazkami wstawaniem do dziecko( 1,5 roku ) kilka razy w nocy na kp. On sie wyniósł z sypialni, bo sie zle w ciagu dnia czuje niewyspany itp, itd. Tak myślę, że chyba łaczą nas dzieci i kredyt...
Teraz wiem ze za wczesnie wyszłam za mąż ( w wieku 23 lata ). Ale z rodziny alkoholowej chciało się uciec, i nawet było dobrze, inaczej niz w domu.
Odejsc nie odejde dokad z 2jka dzieci i pensja 2000. Jeszcze porozmawiam, po raz kolejny. Sama sie zmienię, bede bardziej czula bo nie jestem, ale to wszytsko sie skunulowało i siedzi we mnie, widze te jego minusy.
Czy takie małżeństwo ma sens? Czy tak wygląda codzienność po 10 latach związku? Jak Wy spędzacie dni ze swoją najbliższą osobą? Czy naprawdę za dużo wymagam?Wypowiedzcie sie prosze?
Obserwuj wątek
    • mamaemmy Re: kryzys... 25.12.12, 14:05
      Są osoby które nie sa zdolne do małżeństwa,są niedojrzałe i jest nim m.in Twój mąż oraz mój pierwszy mąż.
      Ja miałam dośc takiego zycia-podobnego o jakim piszesz,widzę,że typ identyczny sad
      Rozwiodłam się i miesiąc po odebraniu papierów rozwodowych spotkalam cudownego czlowieka-z którym własnie mam to RAZEM,któro tak zawsze zazdrościlam u innych ,bo w moim 1 malżenstwie tego nie zaznałam.
      Jestesmy dwa i pół roku razem -po ślubie 5 miesięcy.
      Warto sobie dać druga szanse.
      Poniewaz życie masz tylko jedno,nie przezyjesz go po raz drugi..
    • mruwa9 Re: kryzys... 25.12.12, 14:18
      ja wiem?
      Moj zwiazek w duzym stopniu moge uznac za idealny. Moze dlatego, ze nie mam nie wiadomo, jakich oczekiwan, rodem z harlequina, nie uwazam, ze musimy cale zycie trzymac sie za raczki, patrzec w oczy i spijac miod z dziobkow, ze w dojrzalym zwiazku jest miejsce i na bycie razem, wspolne spedzanie czasu i na wlasna , prywatna sfere kazdego z czlonkow rodziny, w tym na samotne posiedzenie przy komuterze czy nicnierobienie. To, co nas laczy, to wzajemny szacunek, poczucie wspolnego celu w zyciu (dzieci), oraz poczucie wspolodpowiedzialnosci za funkcjonowanie domu i rodziny. Mysle, ze to sie sprawdza, bo wlasnie stuknela nam wspolna osiemnastka. Po prostu jest nam ze soba dobrze.
      • przystanek_tramwajowy Re: kryzys... 25.12.12, 16:06
        Zgadzam się z mruwą. Taka damska wersja Piotrusia Pana, która przez całe życie oczekuje fajerwerków jak na 2 randce, róż w zębach i serenad pod balkonem. A jak tego nie ma, to się rozwodzi i szuka następnego pana. Pozornie z początku wszystko gra - są róże, serenady itd. Tyle, że kilku miesiącach pan przestaje śpiewać i wszystko zaczyna się od początku. Moje Panie. mniej tanich romansideł i forów internetowych, bo to niezdrowe.
        • mamaemmy przystanek 25.12.12, 16:28
          przystanek_tramwajowy napisał:

          > Zgadzam się z mruwą. Taka damska wersja Piotrusia Pana, która przez całe życie
          > oczekuje fajerwerków jak na 2 randce, róż w zębach i serenad pod balkonem. A ja
          > k tego nie ma, to się rozwodzi i szuka następnego pana. Pozornie z początku wsz
          > ystko gra - są róże, serenady itd. Tyle, że kilku miesiącach pan przestaje śpie
          > wać i wszystko zaczyna się od początku. Moje Panie. mniej tanich romansideł i f
          > orów internetowych, bo to niezdrowe.

          Ale chrzanisz.
          Porównaj co napisala Mruwa-o SWOIM malzenstwie i porównaj to,co autorka.
          Naprawdę nie widzisz roznicy?
          Miałam męza (pierwszego)ktory NIC ze mną nie robił,o nic sie nie starał, ,cale dnie spedzal na grach komputerowych(był od nich uzależniony),kompletnie NIC nas nie lączylo wspolnego,z wyjatkiem dziecka ktore plakało widząc nasze awantury sad Mnie nawet ksiądz w kurii powiedział"miala pani prawo od niego odejść"..jak uslyszał jak wygladalo nasze życie(ale opowiadalam dwie godziny- z przykladami)
          Teraz mam drugiego męza i związek super-wiele rzeczy robimy RAZEM,jezdzimy razem do sklepu,robimy RAZEM zakupy,a także plan -co kupimy,co ugotujemy-choć w wiekszosci gotuje mąż,bo to uwielbia,wspolnie ogladamy filmy,jezdzimy na narty,w gory..a także potrafimy spedzac wieczory każde przy swoim laptopie,oboje na swoich fotelach-popijając wino,a także milczec razem i po prostu nic nie robić.
          Ja widze roznice i bynajmniej nie jestem damskim piutrusiem panem,po prostu za pierwszym razem trafiłam na osobe totalnie niezdolna do życia w małżenstwie.
          Nie znasz takich facetów?To masz szczęscie.
          • przeciwcialo Re: przystanek 25.12.12, 18:49
            Nie zniosłabym faceta ktory spedza czas na grach komputerowych.
            • guderianka przeciwciało 25.12.12, 20:13
              A skąd wiesz ? Masz takie doświadczenia ? wink

              pytam , bo poznałam mojego Męża i wzięłam go z pakietem-czyli jego zainteresowaniem grami. w ten sposób spędza swój czas wolny (między innymi), w ten sposób sie relaksuje. Nie pije, nie pali, nie chodzi na dziwki wink-jak sam mówi, jego hobby nie przeszkadza w życiu domowym i zawodowym-no, może tylko czasami sie nie wysypia wink
              • kropkacom Re: przeciwciało 25.12.12, 20:49
                Ja się czasami zastanawiam w czym te gry są gorsze od siedzenia na forum. Skupiłabym sie raczej na tym:

                "Brak mi: wspólnych rozmów, wieczorów, zainteresowan, wspólnych rytuałow, zrozumienia ( nie chodzi o użalanie sie nade mną, ale empatii ), wspólnych celów takich normalnych np. zrobimy cos w domu aby było przyjemnie ładnie, brakuje pomocy w codziennych obowiązkach, takiej bez proszenia sie, wolności, ze moge wyjsc bez ogladania niezadowolonej miny drugiego czlowieka, wspólnych chwil z dziećmi, takich jakościowych. Duzo mi brakuje..."
              • przeciwcialo Re: przeciwciało 26.12.12, 13:17
                Mój mąż na szczęście nie jest miłośnikiem gier wink
                Poza tym tu nie chodzi o granie jako takie ale o zlewanie obowiązków domowych na rzezc gier.
                • guderianka Re: przeciwciało 26.12.12, 14:15
                  Zlewania obowiązków domowych nie zdziezyłabym nawet na rzecz :kariery, działalności charytatywnej itp. Najpierw obowiązki, potem przyjemnosć wink
            • zuzanna56 Re: przystanek 26.12.12, 08:35
              przeciwcialo napisała:

              > Nie zniosłabym faceta ktory spedza czas na grach komputerowych.


              Ja też nie ale mam wrażenie, że jesteśmy z innego pokoleniawink
              Teraz to chyba normalne: facet 28-30 lat sobie gra, żona gotuje, dziecko ryczy...
              • guderianka Re: przystanek 26.12.12, 08:43
                wink a skąd takie spojrzenie, że jeśli facet gra to żona w garach a dziecko zapłakane wink
                może jak zona na forum to dzieci ryczą a Mąż odkurza ? wink

                nie wiem jak jest u innych-u nas komputer /forum/gry/ to relaks w CZASIE WOLNYM-wyraźnie o tym napisałamwink
                • zuzanna56 Re: przystanek 26.12.12, 09:19
                  Ja nie piszę że tak jest u ciebie. Wyczytałam to w jakimś poście innej osoby.
                  • guderianka Re: przystanek 26.12.12, 10:01
                    wyżej jednoznacznie oceniasz mężów grających na kompie i kobiety, które w tym czasie tyrają-
              • noname2002 Re: przystanek 26.12.12, 10:34

                > > Nie zniosłabym faceta ktory spedza czas na grach komputerowych.
                >
                >
                > Ja też nie ale mam wrażenie, że jesteśmy z innego pokoleniawink
                > Teraz to chyba normalne: facet 28-30 lat sobie gra, żona gotuje, dziecko ryczy.

                Wersja z poprzedniego pokolenia: facet gapi sie w telewizor, zona gotuje, dziecko ryczy.
                Wersja jeszcze wczesniejsza: facet w knajpie, zona gotuje, dzieci rycza.
              • mruwa9 Re: przystanek 26.12.12, 10:45
                zuzanna56 napisała:

                > p
                > Ja też nie ale mam wrażenie, że jesteśmy z innego pokoleniawink
                > Teraz to chyba normalne: facet 28-30 lat sobie gra, żona gotuje, dziecko ryczy.
                > ..


                nie ma jak uproszczenia..
                • zuzanna56 Re: przystanek 26.12.12, 12:59
                  raczej za dużo czytania e-mamy

                  ( nie chodzi o użalanie sie nade mną, ale empatii ), wspólnych celów takich normalnych np. zrobimy cos w domu aby było przyjemnie ładnie, brakuje pomocy w codziennych obowiązkach, takiej bez proszenia sie, wolności, ze moge wyjsc bez ogladania niezadowolonej miny drugiego czlowieka, wspólnych chwil z dziećmi, takich jakościowych. Duzo mi brakuje...
                  A mam: wieczory co dzienne - on przy grach komputerowych, rozmowy tylko o dzieciach, braku checi do zmiany otoczenia ( np w domu, ma dom a gospodarz z niego żaden ), niezrozumienie ze moge byc zmeczona praca obowiazkami wstawaniem do dziecko( 1,5 roku ) kilka razy w nocy na kp. On sie wyniósł z sypialni, bo sie zle w ciagu dnia czuje niewyspany itp, itd. Tak myślę, że chyba łaczą nas dzieci i kredyt...
                  Teraz wiem ze za wczesnie wyszłam za mąż ( w wieku 23 lata ). Ale z rodziny alkoholowej chciało się uciec, i nawet było dobrze, inaczej niz w domu.
    • karolina17w Re: kryzys... 25.12.12, 16:55
      Miałam tak samo, 9 lat razem, 3 lata narzeczeństwa i 3-letni synek. Od ponad roku było źle, oddalaliśmy się, mimo że ja się starałam... Z początkiem października odszedł, wyprowadził się. Było ciężko, teraz jest lepiej. Po 2 tygodniach od wyprowadzki powiedział, że już z kimś się spotyka. Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że kręcił z nią wcześniej.

      Czy żałuję? Trochę, bywają dni gdy samotność doskwiera, gdy bycie mamą i tatą jednocześnie wkurza mnie, gdzie uczę się wielu "męskich" czynności i robię wiele takich, co to facet powinien robić typu wnoszenie węglą czy drewna do piwnicy...

      Generalnie nie żałuję, coraz częściej zaczynam cieszyć się z takiego stanu rzeczy, poznałam kilku mężczyzn - czas pokaże co z tego wyjdzie smile
      • mamaemmy Karolina 25.12.12, 17:21
        Kochana-jak odeszlam od męza to te dwa lata mieszkania tylko z samą Emka były najbardziej super w moim zyciu chyba smile
        Poczytaj sobie blog Matki Sanepid,od razu spojrzysz na zycie z nowej perspektywy-od niej tez odszedl mąż i zostawil ja z dwiema corkami..ale radzi sobie smilePoczytaj!
        • karolina17w Re: Karolina 25.12.12, 18:36
          mamaemmy napisała:

          > Poczytaj sobie blog Matki Sanepid,od razu spojrzysz na zycie z nowej perspekty
          > wy-od niej tez odszedl mąż i zostawil ja z dwiema corkami..ale radzi sobie smilePo
          > czytaj!

          Czytam namiętnie już jakiś czas big_grin I polecam autorce wątku!
          Czasem samodzielne wychowywanie dziecka/dzieci jest ciężkie ale lepsze to, niż żyć w takim związku i tak naprawdę każdego dnia męczyć się.
    • marzeka1 Re: kryzys... 25.12.12, 17:30
      Opisałaś jeden problem: bardzo niedojrzałego do małżeństwa i posiadania rodziny faceta. Z takim trudno w sumie żyć na co dzień, bo i tak żyjesz jak samotna matka z 2 dzieci.Tyle że kroki musisz sama podjąć, bo łatwo z pozycji fotela napisać "rzuć go"- gdy piszesz o kredycie i 2 dzieci- wtedy to przestają być łatwe decyzje.
      W sumie opisałaś tak dużo minusów bycia z mężem, że narastaniu niechęci nie dziwię się.
      I nie, nie wymagasz dużo, wg mnie oczekujesz oczywistości.
      Jestem mężatka od 23 lat i tak jak opisałaś wcale nie musi wyglądać związek. Nie ma też związków idealnych, ale sama uważam,że miałam duuuużo szczęścia , że spotkałam kiedyś mojego męża- moja mama już takie szczęścia nie miała, mój ojciec na męża średnio się nadawał , chociaż ojcem był dobrym.
      • ledzeppelin3 Re: kryzys... 25.12.12, 18:13
        Nie, nie wymagasz za dużo, wspólnota i bliskość to są cele małżeństwa, i ktos pierdzielił o serenadach, nie, to nie jest proszenie się o serenady- to jest żal z powodu braku intymności, która jest naturalnym etapem zdrowego zwiazku. Intymność, wspólnota, empatia - tego ma się prawo wymagać od związku, to trzeba dawać i to powinno się otrzymywać. Gdy tego nie ma, rodzi się żal a potem następuje oddalanie się. Nie sadzę, aby autorka wymagała codziennych róż i dwugodzinnej minety tongue_out Nie dziwię sie, ze czujesz gorycz. Nie wiem, co ci poradzić- jeśli ty dajesz, a nie otrzymujesz, to po prostu pogadaj z nim nie z pozycji oskarżyciela, tylko powiedz, jak sie czujesz, że nie czujesz sie kochana, jak on oleje, to dalsze kroki, z terapią ew. rozstaniem w tle.
    • mamalgosia Re: kryzys... 25.12.12, 18:41
      Pytasz, czy jest idealny związek. A ja zapytam: a Ty jesteś idealna?
      Bo ja nie. Mój mąż też nie. Związki też nie są idealne.
    • guderianka Re: kryzys... 25.12.12, 20:09
      Dużo goryczy w Tobie. To o czym piszesz, że jest idealnym związkiem to naprawdę cechy związku normalnego, zdrowego, ze wspólnie ustalonymi priorytetami, z miłością-bez której żaden związek nie będzie dobry, z zaufaniem. Pytasz jak wyglądają nasze dni-no cóż, co rusz to inaczej wink Inaczej w roku szkolnym, inaczej w wakacje, inaczej w każdym roku życia dzieci, inaczej pod względem tego co dzieje się dookoła nas. To co najważniejsze to fakt, że mamy wspólne cele, wspólne pomysły i sposoby ich realizowania i zrozumienie dla potrzeb partnera. Mamy jasno ustalone/ wypracowane zasady, które ułatwiają komunikację i pomagają przetrwać trudne chwile, rozumiemy się nieraz bez słów a nieraz posługujemy swoim kodem, mamy wspólne zainteresowania, wspólnych znajomych ale też własne kawałki podłogi.
      Piszesz, że nie śpicie razem. Ale tak naprawdę wspólne spanie nie jest potrzebne dorosłym ludziom do utrzymania więźi. Ja nie spałam z Mężem prawie pół roku. Nie wpłynęło to ani na jakośc pożycia seksualnego, ani na nasze wzajemne relacje.
      W tym zdaniu napisałaś coś bardzo ważnego, coś co jest odpowiedzią na Twoje rozterki :
      Brak mi: wspólnych r
      > ozmów, wieczorów, zainteresowan, wspólnych rytuałow, zrozumienia ( nie chodzi o
      > użalanie sie nade mną, ale empatii ), wspólnych celów takich normalnych np. zr
      > obimy cos w domu aby było przyjemnie ładnie, brakuje pomocy w codziennych obowi
      > ązkach, takiej bez proszenia sie, wolności, ze moge wyjsc bez ogladania niezado
      > wolonej miny drugiego czlowieka, wspólnych chwil z dziećmi, takich jakościowych



      wspólne, wspólne,wspólne-nie tworzycie duetu i w tym tkwi problem-w naszym domu gdy ja zajmuje się maluchem, mąż ogarnia starszaki, gdy ja mam dosyć malucha,mąż bierze sie za niego, gdy chciałam mieć chwilę luzu w ciązy, mąz zabierał starszaki na rowery/kino/basen , a gdy chcielismy oboje mieć chwile luzu wychodzilismy do kina/restauracji, kiedyś zdarzylo nam sie wyjechać na spływ kajakowy. Jesteśmy ze sobą w różnych sytuacjach-w codzienności w domu, nieraz w pracy (gdy wpada do mnie bo coś potrzebuje), poza domem u znajomych, na wyjeździe, na basenie, w lesie na spacerze, na grzybobraniu, w górach , w wyprawach do biblioteki, na ognisku jednej z córek itd - w wielu akcjach towarzyszą nam dzieci, które nie przeszkadzają -wręcz przeciwnie. No, może był problem gdy bylismy we wrzesniu na spotkaniu autorskim z pewna pisarka. Najmłodszy że tak powiem wydalił resztki pokarmowe brudząc wszystko, dziewczyny sie nudziły-więc Mąż zajął sie hałastra a ja pisarką wink
      Jeśłi Wy nie macie wspólnych chwil, chwil które sprawiają Wam przyjemność, wzbogacają Wasze życie w nowe doznania, doświadczenia, emocje-nie macie rodziny. A brak rodziny to brak szczęścia.
      Bardzo Ci współczuję, obawiam się że rozmowa nic nie pomoże, jemu trzeba wstrząsu, by poczuł że nie jest fajnie, że wiele traci a Wy razem z nim. Trzymam kciuki!
    • saguaro70 Re: kryzys... 25.12.12, 20:56
      Moje 7 letnie małżeństwo uważam może nie za idealne, ale za udane. Bo ja i żona to ogień i woda. Nic nas nie łączy. Mamy zupełnie inne zainteresowania. Żona czyta powieści poważne, ja- tanie horrory, jakieś romanse, od czasu do czasu kryminał.
      Żona umie naprawić auto i zrobić remont- ja nie.
      Żona nie lubi gotować, ja uwielbiam.
      Żona ogląda ambitne filmy, ja- w ogóle nie znoszę telewizji. Jak coś oglądam to durne seriale np. Kiepskich, albo Ukryta prawda, Dlaczego ja.
      Wczoraj żona pojechała na Pasterkę, ja nie. Mam awersję do Kościoła, księży.
      U nas nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ja sprzątam- żona siedzi w necie. Wieczór- zona kapie dziecko, ja- gram na kompie. Żona ma ochotę iść do matki- idzie, ja nie lubię teściowej to zostaję w domu. Nawet na obiady świąteczne chodzę na 20 minut. Zjem i śmigam do domu.
      Cieszę się tym co mam. A mam dach nad głową, stare auto.. I fantastyczną córę. Nie choruje już tak często.
      Żona patrzy realnie na świat, ja- z głową w chmurach, wieczny chłopiec, że jakoś to będzie.
      Jak patrzę na to wszystko to mnie i małżonkę łączy właśnie dziecko, kredyty i wspólne zakupy. A jesteśmy ze sobą szczęśliwi.
      Kobieca psychika jest inna. Kobiety marzą czasem o księciu na białym rumaku z różą w zębach smilesmile A jak go nie ma- rozczarowanie, narzekania. Bo to, bo owo.. Bo nie pomaga, bo coś tam. Ale kobiety często biorą na siebie za dużo. By udowodnić- jestem lepsza od mężczyzny. Chłop coś zrobi nie Tak- krytyka. A potem lament- nie robi o co proszę. No, jak ma zrobić skoro robi wiecznie źle.
      Dom... Moja żona też narzeka, że się nie interesuję domem, remontem, że kran cieknie. A po co, skoro się na tym nie znam, nie lubię tego.. Ślubna się przyzwyczaiła, dzwoni gdzie trzeba i mamy zrobione smile
      Facet też człowiek. Ma prawo być zmęczony, nic nie robić.
      Nie narzekaj, ciesz się każdym drobiazgiem, każdą chwilą.
      Wiesz, że za wcześnie wyszłaś za mąż. Bzdura. Jak ma się udać to uda się i w wieku 18 lat. Jak ma być źle- będzie źle i wieku 30 lat.
      Pomoc bez proszenia się.. Hm... No wiesz, mężczyźni nie umieją czytać w myślach kobiet. Mężczyźni są mało domyślni, trzeba im powiedzieć jasno o co chodzi. Bo skąd on ma wiedzieć, że pragniesz czegoś.. Nawet ja, człek niegłupi nie zawsze umiem czytać żonie w głowie.
      • justa_m1 Re: kryzys... 25.12.12, 21:17
        Bardzo dziękuje za Wasze opinie. Idealna nie jestem, nikt nie jest. Nie wymagam tego od nikogo, a zapytanie o idealnym związku było jeśli db pamiętam w cudzysłowie ( idealne). Jeszcze raz dam nam szansę. Zmienię się ja może i on się zmieni, spróbuję ja wychodzić z inicjatywami, bardziej. Organizować wspólne chwile z dziećmi, wspólne wyjścia.Nie oczekuje księcia z bajki. Po tym co pisze saguaro 70 można być szczesliwym bedac zupełnymi przeciwieństwami. Podoba mi się u saguaro 70 taka wolność wyboru, przyzwolenie na wiele rzeczy, nie zmuszanie.No właśnie i chyba tu sobie zaprzeczam w tym momencie. Związek opisany przez saguaro kojarzy mi się ze związkiem dojrzałym, akceptującym drugiego człowieka takim jaki jest. Pewnie coś ze mną jest nie tak. Saguaro robicie coś wspólnie z żoną, mimo tych przeciwieństw?
        Ja nie przeczę całkowicie że mój M nie ma pozytywnych stron. Ale własnie w tak wielu rzeczach sie nie zgadzamy że czasami nie wiem czy taki zwiazek ma prawo bytu. M zajmie się dziećmi jak mu powiem, choć nie tak jak ja bym to zrobiła ( i pewnie to moj problem, bo granie siedzenie przed tv to wg mnie bezwartościowe spedzanie czasu z dziecmi ), sprzatnie jak mu powiem,a i czasem kwiatka przyniesie bez okazji. Eh wychodzi na to ze nie jest taki zły. Faktycznie duzo czasu spedza przy grach bo lubi, a czasem bez proszenia mogłyby zajać się dziecmi np jak ja gotuj sprzatam itp. No ale u niego w domu tak było, matka robiła wszystko a ojciec zarabiał pieniądze i spedzał czas po pracy na kanapie.
        No nic zastanowie sie nad soba i tym wszyskim. Dziekuje za opinie.pozdrawiam ciepło.
    • nangaparbat3 Re: kryzys... 25.12.12, 21:10
      Przeczytałam dzisiaj takie słowa:
      - Nie można tworzyć małżeństwa w trójkę: ty, twój małżonek i twoje marzenia. Jeśli poważnie traktujesz swoje małżeństwo, musisz oddalić twoje marzenia o nim.
      - Jeśli nie możesz zbudować zamku, to przecież możesz zbudować przynajmniej chatę; nie będziesz mógł być szczęśliwy w swojej chacie, póki będziesz marzyć o pałacu.
      • zuzanna56 Re: kryzys... 26.12.12, 08:37
        Chyba miałam dużo szczęścia...
        Młodo wyszłam za mąż. Po 21 latach jest dobrze, mam kochanego męża. To ja jestem ta zławink
    • aniaurszula Re: kryzys... 26.12.12, 09:23
      niestety ale sporo takich zwiazkow jest, ja tez mam podobna sytuacje i jak narazie nie zamierzam zmieniac bo nikt mi nie da gwarancji ze bezie lepiej
    • grave_digger Re: kryzys... 26.12.12, 09:46
      takie było moje pierwsze małżeństwo - beznadziejne. odeszłam z dwójką dzieci (wtedy 2 i 4 lata) a raczej ex wyprowadził się z mojego mieszkania. zarabiałam 1500 plus dostawałam alimenty na dzieci co m-c. wtedy odżyłam. mogłam wszystko. odzyskałam równowagę psychiczną. zaczęłam być szczęśliwa. po dwóch latach wyszłam z domu i spotkałam mojego drugiego męża - spotkałam miłość mego zycia i teraz tworzę związek idealny. mam w nim wszystko.
      • grave_digger Re: kryzys... 26.12.12, 09:47
        dodam, że przez równo 3 lata po odejściu spłacałam długi byłego męża - 300 zł miesięcznie... no comment... ale ten spokój, święty spokój wynagradzał mi to wszystko.
        • czar_bajry Re: kryzys... 26.12.12, 19:26
          Też mam kryzys- kolejny- i coraz bardziej dość mojego nie męża...
      • allatatevi1 Re: kryzys... 27.12.12, 12:47
        To super, że ci się udało, ale byłaś w komfortowej sytuacji, bo z tego co piszesz to ktoś ci darował mieszkanie.
        Moja koleżanka z podstawówki jest w b. podobnej sytuacji jak ty, też zarabia jakieś śmieszne grosięta typu 2.000 na rękę. I niestety męczy się dalej z mężem i go nie wywali.
        Przecież sam wynajem jakiejś najgorszej nory to wydatek minimum 1.500 zł.

        Bardzo to jest smutne bo wychodzi na to, że w takim kraju jak Polska to jak wygląda nasze życie zależy nie od nas a od tego ile dostaniemy od rodziców.
        Jak ktoś dostanie od rodziców/dziadków mieszkanie to nawet jak ma jakoś nędzną pracę z żenującym wynagrodzeniem 1.500-2.000 na rękę, to i tak jakoś sobie da radę.
        Jak ktoś nie miał tyle szczęścia to albo znajdzie sobie porządną pracę za 5-7.000 na rękę albo jest zdany w życiu na los (i np. męczy się z beznadziejnym mężem).

        A z tego co wiem, to wcale nie jest tak łatwo mieć w Polsce 5-7.000 na rękę.
        Ja akurat tyle miałam w Warszawie 4 lata temu, ale to dzięki temu że znam 4 języki, ale próbowałam wciągnąć do firmy moje koleżanki, podrzucałam ich CV do kadr i niestety g... z tego wyszło.
        Moje koleżanki w Warszawie wegetują za 3.500 na rękę, z czego 2.000 im idzie na kawalerkę, czynsz, rachunki. Smutne to, bo jak kiedyś będą miały męża i dziecko to jak im się coś spieprzy w małżeństwie to z tym 3.500 netto i dziećmi na utrzymaniu raczej nigdzie nie odejdą od męża... chyba że pod most.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka