beataj1
02.01.13, 16:58
Mamy mieszkanie do wynajęcia. Nieduże ale całkiem sympatyczne (wiem bo sama tam mieszkałam 6 lat bardzo je lubiłam).
Dopiero co pozbyliśmy się jednych lokatorów którzy tak zasyfili to mieszkanie że musieliśmy zrobić po nich generalny remont. Lokator w mieszkaniu na środku kuch remontował swój motocykl. Zniszczył podłogę bo coś spawał!!!!! zawilgocili całe mieszkanie bo zdaje się nie umieli otwierać okien by wywyetrzyć mieszkanie. Generalnie dramat.
Mieszkanie wyremontowane, pomalowane, naprawione meble.
Szukamy nowych najemców.
Dziś byli kolejni zainteresowani. Mieszkanie jak pisałam małe dwa pokoiki w tym jeden przechodni. Powierzchnia - jakieś 50 metrów.
Zainteresowani - on i ona. Ona w ciąży za chwilę rodzi. To nie problem akurat.
Ale nagle dowiadujemy się że oni wprowadzą się do tego mieszkanka z siostrą, mężem siostry i dwojgiem nastoletnich dzieci. Razem 7 osób. Ale nie wiedzą na jak długo bo oni z siostrą się bardzo kłócą i może siostra się wyprowadzić (a może nie).
A na deser - mieszkanie ogrzewane jest piecem węglowym. Pan rzuca nagle - o to tu w kuchni obok pieca nasypie się parę worków węgla (luzem) i będziemy palić ( zadaszone miejsce na węgiel jest jakieś 5 metrów od drzwi wejściowych na podwórku i nie trzeba nigdzie daleko chodzić by go przynieść w wiaderku albo węglarce).
Czy ja mam szczęście do syfiarzy którzy żyją w komunach z klepiskiem na podłodze czy po prostu jak wynajmowane to to można zniszczyć nie szanować i olewać.
Mieszkania oczywiście im nie wynajmę - wole by stało puste zamiast by następna osoba zrobiła mi z mieszkania oborę.