kubekwkropki
14.01.13, 19:04
Mam dylemat dotyczący wysokości alimentów i prośbę o pomysły/komentarza/opinie. Rozwód bez orzekania o winie ale po prawdzie wina bardziej moja niż byłego męża. Wyrok zapadł już 8 blisko 9 lat temu. Dziecko przy mnie, alimenty w wys 500zł (od rozwodu, taką kwotę zaproponował były mąż). Ja zawsze zarabiałam więcej, ta kwota nigdy nie była dla mnie istotna w sensie "być albo nie być". Od tego czasu wyszłam ponownie za mąż, mam jeszcze jedno dziecko. Były ożenił się, dzieci brak. Płaci sumiennie, zabiera dziecko co 2 tyg na weekend i raz w roku na wakacje, relacje mają b. dobre, my - poprawne. Moja sytuacja materialna jeszcze się bardzo poprawiła - jego jest (chyba) mniej więcej bez zmian (zarabia pewnie ok 3-4tys. zł na rękę, jego żona pewnie podobnie). Dziecko żyje na moim poziomie - który jest nieporównywalnie wyższy. Pytanie - jak wyliczyć koszty dziecka? Biorąc pod uwagę moje na dziecko wydatki - wydaję na nie więcej niż on zarabia (prywatna szkoła, sporty, zajęcia dodatkowe, wyjazdy językowe, dobre jakościowo ubrania i buty, wakacje zimowe, letnie i świąteczne, "udział" w kosztach utrzymania domu, paliwo na dojazdy, ekologiczne jedzenie itd.). Problem w tym, że widzę, ze tata się specjalnie nie stara - dziecko dostaje byle jakie prezenty (bo przecież mama kupi coś lepszego), wakacje nad Bałtykiem (a sam pokazuje potem dziecku zdjęcia z wyjazdów z żoną w tropiki), bo mama weźmie na "prawdziwe wakacje". Wielokrotnie obiecywał dziecku, że wyjadą czy zrobią coś szczególnego - zawsze kończył się na obietnicach i pokazywaniu zdjęć -chcę go trochę zmotywować. Przez 9 lat nie występowałam o podwyżkę, alimenty ustalił sobie sam. Teraz chcę wystąpić - ale o jaką kwotę - na oko?
Ps. Nick zmieniony ofkors - spraw finansowych pod "stałym" nie roztrząsam.