anaconda12
19.01.13, 18:54
Studiuję zaocznie, mam trudną sytuację bo w zeszłym roku urodziłam dziecko. Z tego powodu dopiero teraz "zbieram podpisy" w kartach i indeksach, żeby zaliczyć letni semestr. Brakowało mi tylko jednego podpisu którego potrzebowałam aby złożyć indeks i rozliczyć semestr. Specjalnie po ten wpis jechałam dzisiaj na uczelnię (2 godziny pociągiem, zimno jak nie wiem), wiedząc, że profesor ma dziś wykłady. Nawet dziś rano upewniłam się w dziekanacie - tak, jest od rana, proszę go łapać. Po wykładzie bardzo grzecznie poprosiłam o wpis, że mi tylko od niego brakuje, a potrzebuję na cito bo dziekanat zamkną, pociąg mi ucieknie... Zamiast zrobić mi ten wpis co nie zajęło by ani jednej minuty, powiedział, żebym przyszła do niego do gabinetu, ale dopiero za - uwaga - GODZINĘ (!!!) bo teraz idzie na obiad (!!!) bo przyjechali do niego goście z innej uczelni itp.!!! Nie chciałam dać za wygraną, skoro za pół godziny zamykali dziekanat, znalazłam go na stołówce, rzeczywiście siedział z jakimiś gośćmi, prosiłam, błagałam wręcz o ten wpis, wtedy mi powiedział, że się rozmyślił, że w ogóle nie dostanę dzisiaj wpisu, żebym przyjechała w tygodniu na dyżur... Nosz q..., jak można być tak nieludzkim? Wracałam do domu z płaczem, indeks zostawiłam w dziekanacie, panie obiecały zająć się tym wpisem...
Przepraszam, ale chciałam się tylko wyżalić. Profesor - a słoma z butów....