Dodaj do ulubionych

Żadna nie była różową panienką? :)

    • lilly_about Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:02
      Byłam bardzo nieszczęśliwa, kiedy mama wbijała mnie w sztywne sukienki z kołnierzami. Do dziś czuje obrzydzenie do kołnierzy! Byłam długo, długo fanką niebieskiego koloru, co mi skutecznie przeszło na początku liceum. Miałam wielki dom dla barbie, szyłam lalkom tandetne stroje z cekinami, a marzyłam o levisach, które kupiłam w wieku lat 14 i nosiłam z pięć dobrych lat.
    • barefoot_duck Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:09
      A ja byłam różową panienką (może nie do końca w znaczeniu kolorystycznym, ale mentalnym) - i to w 2 fazach byłam. Najpierw w wieku przedszkolnym i tak w 1-2 klasie podstawówki - spódniczki, sukieneczki, falbaneczki, lakiereczki i all that jazz. Z kolorami bywało różnie - nie musiał być tylko róż, bo o ten było trudno. Do dzisiaj pamiętam przecudnej urody białą sukienkę z granatem, w stylu marynarskim, z obniżoną talią - do tego wielka biała kokarda i wyglądałam zupełnie jak moja babcia na zdjęciu z 1930 r. Druga połowa podstawówki to okres zafascynowania koszulami flanelowymi, glany, koszulki z Nirvaną etc.
      Przeszło mi w wakacje po 8 klasie i wróciła nowa, odrodzona różowa panienka. Stylistycznie "dziewczyna z kliki"/"mean girl" z amerykańskich filmów młodzieżowych. Różowe i liliowe bluzeczki i rozpinane sweterki, apaszki, krótkie spódniczki, szpilki/buty na obcasach (królowały wtedy takie szersze trochę obcasy), 3 psiapsiółki w tym samym stylu do kompletu i święte przekonanie o byciu królowymi świata i okolic. Stylistycznie, to nawet bez większej żenady patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, za to podejście do życia - do dzisiaj mnie otrząsa na wspomnienie, brrrr!
    • redheadfreaq Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:16
      Nie byłam. Matka ubierała mnie w "co się nawinie", nie chodziłam do przedszkola, nie oglądałam "głupot", byłam nieskażona paskudną popkulturą. Wszystko, co miałam, było do urzygu praktyczne i brzydkie. Kiedy babcia pojechała na wycieczkę do Chin, poprosiłam ją o taką "księżniczkową" sukienkę - pamiętam ją jak przez mgłę - była tiulowa, błyszcząca, wściekle różowa... i za mała. A matka się wściekła, że mi babcia takie kretynizmy kupuje...

      Swoim ewentualnym dzieciom "podejście praktyczne" daruję.
    • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:31
      Nie, nigdy nie miałam fazy na róż. Za moich czasów dziecięcych też nie znam to mody.
      Nie rozumiem tego szału, bo rzadko której dziewczynce jest w różu dobrze, zwłaszcza jak jest przebrana w róż. Rozumiem element różu. Jak i każdego innego koloru. Ale nie wszędzie do urzygu.

      Nie bawiłam się lalkami ani w dziewczyńskie zabawy. Bawiłam się we wspólne zabawy. I raczej nie były to zabawy w dom, lalkami, ale gra w piłę, w chowanego, tropienie, wojnę, wspinaczka po dachach i drzewach, zabawy w piwnicach.
      I potwierdzam, zasadniczo zabawy z chłopakami były lepsze. Choć z niektórymi dziewczynami można było konie kraść.
      Taka byłam. Mój brat zaś kąpał misie i laki i im szył ubranka. Taki był smile

      Co z tego wynika? Moim zdaniem- nic.
      • saszanasza Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:27
        nabakier napisała:

        > Nie, nigdy nie miałam fazy na róż. Za moich czasów dziecięcych też nie znam to
        > mody.
        > Nie rozumiem tego szału, bo rzadko której dziewczynce jest w różu dobrze, zwłas
        > zcza jak jest przebrana w róż. Rozumiem element różu. Jak i każdego innego kolo
        > ru. Ale nie wszędzie do urzygu.
        >
        > Nie bawiłam się lalkami ani w dziewczyńskie zabawy. Bawiłam się we wspólne zaba
        > wy. I raczej nie były to zabawy w dom, lalkami, ale gra w piłę, w chowanego, tr
        > opienie, wojnę, wspinaczka po dachach i drzewach, zabawy w piwnicach.
        > I potwierdzam, zasadniczo zabawy z chłopakami były lepsze. Choć z niektórymi dz
        > iewczynami można było konie kraść.

        ooo, dokładnie jak jasmile dodam jeszcze że nigdy nie marzyłam o różu, ani o żadnym innym konkretnym kolorze, nikt z nas nie marzył, bo nie było takiej mody: "szał na kolor".
        oczywiście podobały mi się niektóre ubrania, niektóre chciałam mieć, tak samo jak i zabawki.
        swego czasu nawet marzyłam o 3 kolorowej paściesmile ale to nie wynikało z faktu że moje koleżanki to wszystko miały a ja nie chciałam "odstawać".

        niestety aktualnie dzieci przede wszystkim się tym kierują. nie własnym gustem a gustem swoich koleżanek i faktem że nie chcą "odstawać", "być gorsze".

        uważam że w tych kwestiach istnieje wręcz swoista presja społeczna, a wszystkim tym którzy odstają zadaje się właśnie takie pytania jak autorka wątku: dlaczego róż zły, dlaczego barbie zła, albo posądza o działanie na szkodę dziecka, bo przecież unikając różu odbiera się dziecku prawa do "różowo-plastikowego" dzieciństwa.

        moim zdaniem to nie element dzieciństwa tylko przyporządkowanie do schematu, zaszufladkowanie i stereotypowość właściwa naszym czasom i aktualnym trendom....
        • morgen_stern Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:36
          Cytat> niestety aktualnie dzieci przede wszystkim się tym kierują. nie własnym gustem
          > a gustem swoich koleżanek i faktem że nie chcą "odstawać", "być gorsze".


          Niestety koleżanko, ale pierdzielicie. Myślisz, że w latach 80-tych nie było patrzenia na ciuchy, odstawania i kupowania ubrań, bo wszystkie koleżanki już to mają? Chyba masz krótką pamięć i idealizujesz swoje dzieciństwo.
          • triss_merigold6 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:49
            Oczywiście, że było.
            Był szał na jeansowe kurtki i prawdziwe jeansy, na owe żarówiaste komplety i sznurówki, na lakierki noszone do wszystkiego, bluzy z napisami, tureckie bluzki w kropki itd.
            • karola1008 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 16:12
              Właśnie. Uwielbiam to panujące wśród moich rówieśników przekonanie, że za czasów naszego dzieciństwa, to nie było: lansu, zazdroszczenia, patrzenia co kto ma, itp. Oczywiscie, że było. Inne były przedmioty pożądania, nawiasem mówiąc z lekka absurdalne i świadczące dobitnie o tym, czym była polska gospodarka w latach 80.-"smaczne" pasty do zębów, kakao rozpuszczalne, pachnace gumki do ścierania, dresy z myszką Miki, czekolady z zachodu, a nawet same papierki po czekoladach. Co to były za czasy pojebane, jak rany...
          • saszanasza Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:52
            morgen_stern napisała:

            > [quote]> niestety aktualnie dzieci przede wszystkim się tym kierują. nie wł
            > asnym gustem
            > > a gustem swoich koleżanek i faktem że nie chcą "odstawać", "być gorsze".[
            > /quote]
            >
            > Niestety koleżanko, ale pierdzielicie. Myślisz, że w latach 80-tych nie było pa
            > trzenia na ciuchy, odstawania i kupowania ubrań, bo wszystkie koleżanki już to
            > mają? Chyba masz krótką pamięć i idealizujesz swoje dzieciństwo.

            pamięć póki co mam całkiem dobrą, to że takie praktyki były wśród twoich przyjaciół, wśród moich lansu nie było.
            dzieciństwa idealnego nie miałam, powiedziałabym że było bardzo nieidealne ale to nie była wina ani ciuchów, ani zabawek (czy ich braku), ani moich koleżanek czy kolegów.
          • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:57
            Ja miałam zawsze "prawdziwe" dżinsy- kupowane od marynarzy, bo te z Pewexu gorsze były (choć też się nadały niektóre, np. Lewisy). Ale nie pamiętam szału na nie, może że trzy osoby z klasy tak miały. Mnie miłość do dżinsów została do dziś, choć oczywiście oferta rozszerzyła się niepomiernie. Ale wtedy to u nas nie była moda, ale indywidualne gusta.
    • karola1008 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:31
      Ja tam byłam różową panienką - też chciałam mieć Barbie, uwielbiałam chińskie sukieneczki, róże, falbanki, pantofelki, kokardki itp. Nie przeszkadzało mi to w kontaktach z chłopakami i w łażeniu po drzewach - to chyba każde dziecko lubi. Z różowości i falbanek wyrosłam gdzieś w okolicach czwartej klasy podstawówki.
      Uwielbiam facetów, za jednego nawet wyszłam za mąż, ale bez kobiet życia sobie nie wyobrażam smile. Mam mnóstwo koleżanek i przyjaciółek, często się spotykamy, spontanicznie i niespontanicznie. Szczerze mówiąc, zawsze zastanawiałam się jak to jest możliwe, żeby kobieta nie miała koleżanek, tylko samych kolegów. I też się dziwię, że to taki powód do dumy.
      • andaba Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:35
        Ja zawsze wolałam niebieski, ale uwielbiałam falbanki, koronki, tiule i kokardy. Dalej lubię, ale juz za stara jestem...


        Moja młodsza corka preferuje różowy i większośc ubrań ma w tym kolorze. Nieh chodzi jak lubi.
        • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:52
          Słabość do błękitu została mi do dziś smile Tiul zaś tylko w baletowej spódniczce.
    • triss_merigold6 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:52
      "Mam tak samo jak Tyyyy..."
      Rozumiem szał na róż, Barbie miałam, a pod koniec lat 80-tych także oczojebne bluzy z napisami, błyszczący dres, lakierki i spódnice z falbanami.
      Baba, która nie potrafi nawiązywać pozytywnych relacji z innymi kobietami i jeszcze się tym chwali jest tak samo dziwaczna jak facet, który nie ma kolegów.
      Mężczyzna otoczony wyłącznie przyjaciółkami i koleżankami - curiosum, lepiej tego nie tykać, bo na pewno jest dziwny.
      • an_ni Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:06
        nic tylko sie podpisac smile
        • triss_merigold6 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:13
          Aha, moja niespełna dwulatka ma ciuchy chyba w każdym możliwym kolorze, różowe butki cekinami, błyszczące rajstopki i inne stosowne dla tego wieku rzeczy. Kucyki trawię, nie toleruję estetyki Hello Kitty.
    • na_pustyni Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 11:52
      nie bylam, ale mialam zajebiste sukienki z RFN big_grin
      ale najchetniej nosilam koszulke z E.T., krotkie spodenki, adidasy i daszek na gumke (pamietacie to?)
      • morgen_stern Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:12
        Takie? wink
        https://img13.imageshack.us/img13/8414/daszekstandard1.png
        • na_pustyni Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 19:32
          nie, nieee - zadawalam szyku w niebieskiej pumie
          mysle, ze wroci na nie moda
    • girl.anachronism Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:22
      Mnie w róż nigdy nie ubierali, nie pamiętam żebym miała cokolwiek różowego - byłam na czerwono, zielono, czarno, granatowo... różowego nic sad

      Odbijam sobie teraz - co prawda z ciuchów różowych mam cały jeden sweter (taki bladomajtkowy róż, mniam), ale wszystkie akcesoria i inne dobra materialne nabywam w miarę możliwości w tym właśnie kolorze, bo go UWIELBIAM. I majtkowy, i landrynkę, i elegancki brudny róż. I zgadzam się z lipcową w tej jednej kwestii - że ludzie mają jakiś dziwny problem z tym kolorem. Panuje durna moda na obrzydzenie do różu.

      Oczywiście można czegoś nie lubić, ja nie lubię zielonego i nic zielonego mi się nigdy nie podobało. Podobno powinnam nosić bo mi dobrze, ale nie mam w szafie nic w tym kolorze. Jak ktoś nie lubi różowego albo mu źle, to niech nie nosi. Ale po co dorabiać ideologię do koloru? Czemu do różowego, a nie nie wiem, żółtego? Co wam ten róż zrobił?! big_grin
    • puza_666 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:45
      Alez ofkors ze bylam rozowa panienka, na tyle na ile bylo to mozliwe w latch 80tych. Na szkolne bale zawsze bylam przebrana za wrozki i bawilam sie Barbie, no ale to byl tylko etap dziecinstwa i z tego wyroslam szybko po prostu. Male dziewczynki to male dziewczynki, uwielbiaja, oczo@#@$y roz, tandetne lalki i plastikowe konie - prawo bycia mala dziewczynka i tyle smile U mnie jako u doroslej osoby pastelowe kuce powoduja odruch wymiotny ale jako dziecko pewnie bym za nimi szalala smile Nie ma sie co spina i lansowac na sile na chlopczyce wink
      • puza_666 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 12:48
        Ale dodam ze nie moge zrozumiec jak niektore dorosle kobiety lansuja sie na rozowe panienki. Cos w stylu Mariah Carey kiedy miala etap na Hello Kitty. Wyglada to po prostu zalosnie...
    • 18lipcowa3 oj morgen 25.04.13, 12:46
      Dziękuje morgen- w pewnych tematach nadajemy na tych samych falach.
      Kocham babski świat, uwielbiam jak jestem z córkami, mamą i babcią i sobie gadamy. Mam przyjaciólki, koleżanki z ktorymi sie dogaduję.

      Natomiast wiele kobiet to chyba na siłe chce być takie męskie, przyjaznic sie z facetami? Kompleks? Dla mnie męski świat WCALE nie jest lepszy od damskiego.
      Dla mnie to żałosne i żenujące szczycić się umiejętnościa przyjazni tylko z facetami, załosna jest dla mnie kobieta ktora nie znosi kobiet. Współczuć jej mogę, nie podziwiam, nie zazdroszczę.
      Oczywiscie KAZDA ematka kocha tylko chłopiece zabawy, tylko mezczyzn ma za przyjaciól, w dziecinstwo tylko skakała pod drzewach. Nie znosi kokardek, motylków oraz warkoczy. Nie wiesz?
      Świadczy to o wielkich kompleksach, ew słabym kontaktem z matką.
      Dziekuje za uwage.
      • lelija05 Re: oj morgen 25.04.13, 12:54
        No przecież jak widać po powyższych wypowiedziach - nie KAŻDA.
      • nabakier Re: oj morgen 25.04.13, 12:54
        Hehe, Lipcowa, ale tyrada big_grin
        Że też musisz sobie ciągle udowadniać coś.
        Zluzuj, ludzie są różni smile Dla mnie możesz być cała w kokardkach.
        • 18lipcowa3 Re: oj morgen 25.04.13, 12:57
          nabakier napisała:

          > Hehe, Lipcowa, ale tyrada big_grin
          > Że też musisz sobie ciągle udowadniać coś.
          > Zluzuj, ludzie są różni smile Dla mnie możesz być cała w kokardkach.


          Udowadniać?
          Przestan, po prostu wpisałam sie w wątek.
          Ciągle sie czepiasz mnie za te spodnie?
          Odpuść, tabsy zarzuć,terapie, twarz do słonca wystaw. Mnie ni ziębi, ni grzeje co piszesz do mnie czy koło mnie.
          • nabakier Re: oj morgen 25.04.13, 13:17
            Lipcowa, ja też na temat. Twoja tyrada po prostu mnie rozbawiła.
            • guderianka Re: oj morgen 25.04.13, 15:26
              Chyba powinnam się wpisać bo ja jestem tą, która woli świat mężczyzn, od dziecka bawiła się z chłopcami i którą denerwuje wiele kobiet.
              Wiec się odzywam
              I chcę napisać, że niepotrzebnie używa się slów "tylko", "nigdy" "zawsze"-dwa dni temu zarzucałam to pisaninie Magdy Środy a dzisiaj forumkom. NIE BYŁO na forum sytuacji, w której jakas forumka napisała, że przyjaźni się TYLKO z facetami. Po co więc nadinterpretować i rozdmuchiwać i tworzyć coś nowego co istnieje tylko na forum ?
              Mam kilka przyjaciółek i kilka koleżanek. Charakternych, z jajem-ale zarazem kobiecych, nie ciumkających i nie poprawiających szminki gdy się trochę zetrze, lubiących konkrety. To tak jak z dziewczynkami. Widze wiele dziewczynek "rożowych mentalnie" -one nie bawią się z moimi dziewczynami. Bo one nie mogą wejść na drzewo, położyć się w piasku, robić zamek w błocie, wchodzić na skałki itp. One mają falbanki, one się ubrudzą one będą miały piasek we włosach itp.Mentalna różowość, całowanie się i przytulanie. To samo z dorosłymi. Uwielbiam kobiety, które nie są mentalne różowo, które wiedzą co chcą, potrafią to wyrazić, ich fryzura i złamany paznokieć nie są końcem świata wink
              Możecie mi współczuć tego, że lubię facetów, tego że drażni mnie wiele bab, tego że noszę glany, trampki, chodze na siłownie (dla facetów tongue_out), i że mam odwagę to napisać.
              Mam to w pompce wink
              • kawka74 Re: oj morgen 25.04.13, 16:06
                Widze wiele dziewczynek "rożowyc
                > h mentalnie" -one nie bawią się z moimi dziewczynami. Bo one nie mogą wejść na
                > drzewo, położyć się w piasku, robić zamek w błocie, wchodzić na skałki itp. One
                > mają falbanki, one się ubrudzą one będą miały piasek we włosach itp

                Zdajesz sobie sprawę, że to skutek wychowania? ONE są takie, jakie są, bo ktoś uważa, że modelowa dziewczynka taka właśnie jest i ONE też takie mają być, a potem ONE wierzą w to, że takie mają być, i przyjmują model za swój.

                Mentalna r
                > óżowość, całowanie się i przytulanie.

                A tego to nie rozumiem. Co ma mentalna różowość do całowania i przytulania?
                • guderianka Re: oj morgen 25.04.13, 17:11
                  Kawko- ale nie mówimy o genezie i przyczynach powstawania takich modeli. Tylko o tym, że takowe istnieją. I mi się nie podobają. Bo z kobiecością nie mają nic wspólnego, wypaczają jej sens i sprawiają, że powstają właśnie takie wątki, w których nadużywa się skrajności w opisie rzeczywistości

                  Całowanie, przytulanie itp.- to zachowania dziewczynek z klasy mojej Młodszej. Zerówka-dziewczynki 7 letnie. Spineczki, falbaneczki-w porządku, wyglądają uroczo. Ale mają paskudne maniery mówienie-wystylizowane, przewracania oczami, chodzenia (!) i zachowania w postaci egzaltowanego ściskania się, całowania, rzucania się sobie nawzajem na szyję, biegania za chłopakami i krzyczenia że ich się kocha (!), próbach całowania (!)chłopców itd. Tego nie zdzierżę i to nazywam różową mentalnością.
                  • nanuk24 Re: oj morgen 25.04.13, 17:43
                    Moglabys sie zdecydowac, o kim piszesz?
                    Pisalas wczesniej o kobietach z "rozowa mentalnoacia"(hehehe), po czym podajesz przyklad siedmioletnich dziewczynek. Jak zyje, nie spotkalam doroslej kobiety, ktora; "Ale mają paskudne maniery mówienie-wystylizowane, przewracania oczami, chodzenia (!) i zachowania w postaci egzaltowanego ściskania się, całowania, rzucania się sobie nawzajem na szyję, biegania za chłopakami i krzyczenia że ich się kocha (!), próbach całowania (!)chłopców itd. Tego nie zdzierżę i to nazywam różową mentalnością."
                    • guderianka Re: oj morgen 25.04.13, 18:00
                      Tak, pisałam o kobietach z "różową mentalnością"
                      A teraz piszę o dziewczynkach " z różową mentalnością"

                      Niby dlaczego mam się decydować na opisywanie jednej z grup skoro w kontekst tego co piszę wpisuję się obie ? Poczytaj
                      • nanuk24 Re: oj morgen 26.04.13, 00:51
                        Przeczytalam, odszczekujewink
                        • nanuk24 Re: oj morgen 26.04.13, 00:52
                          Co nie zmienia faktu, ze dzieci sa tylko dziecmi i kazde jedno ma rozowa mentalnosc.
                          • guderianka Re: oj morgen 26.04.13, 09:34
                            Każde jedno dziecko ma różowa menatalność ?
                            Chyba nie zrozumiałaś o czym pisze wink
                  • kawka74 Re: oj morgen 25.04.13, 17:49
                    > Kawko- ale nie mówimy o genezie i przyczynach powstawania takich modeli.

                    A ja myślę, że trzeba mówić.

                    Ale mają paskudne maniery mówienie-wystylizowane, przewracania oczami, chod
                    > zenia (!) i zachowania w postaci egzaltowanego ściskania się, całowania, rzucan
                    > ia się sobie nawzajem na szyję, biegania za chłopakami i krzyczenia że ich się
                    > kocha (!), próbach całowania (!)chłopców itd. Tego nie zdzierżę i to nazywam ró
                    > żową mentalnością.

                    A chłopcy co robią, Kanta czytają?
                    Nie wiem, gdzie Twoja córka chodzi, ale jako żywo nie pamiętam, żebym coś takiego widziała przez dziesięć ostatnich lat, a już na pewno nie w masie. Wybacz, ale podejrzewam spore przerysowanie ;p
                    • guderianka Re: oj morgen 25.04.13, 18:02
                      Chciałabym przerysować, naprawdę bym chciała uncertain
                      Niestety opisuję to, co widzę codziennie uncertain

                      Chłopcy nie czytają Kanta-po co ta ironia ? Uciekają dziewczynom, ewentualnie stoją w swoich grupkach, czasem się poszturchają i pokopią, czasem udają , że są wojownikami.
                      • kawka74 Re: oj morgen 25.04.13, 18:28
                        s
                        > toją w swoich grupkach, czasem się poszturchają i pokopią, czasem udają , że są
                        > wojownikami.

                        I to jest lepsze?
                        • guderianka Re: oj morgen 25.04.13, 19:18
                          To jest normalne dziecięce zachowanie
                          Całowanie się , przytulanie się, latanie za chłopcami by ich całować i mówienie , że się ich kocha-normalnym nie jest
                          • nenia1 Re: oj morgen 25.04.13, 19:46
                            guderianka napisała:

                            > To jest normalne dziecięce zachowanie
                            > Całowanie się , przytulanie się, latanie za chłopcami by ich całować i mówienie
                            > , że się ich kocha-normalnym nie jest

                            No to ciekawe co piszesz - a słyszałaś kiedyś określenie końskie zaloty?
                            Tak się określa zachowanie chłopców wobec dziewczyn, które polega na raczej mało subtelnej formie zwracania na siebie uwagi.
                            Z podstawówki jeszcze dobrze pamiętam chłopaków nie tylko całujących, ale i łapiących za piersi, czy zadzierających nam spódniczki.
                            Raz mnie nawet przywiązali za warkocze do ogrodzenia smile Nie mówiąc o tym jak wyglądałam na dwa tygodnie przed i po śmigusem, albo ile razy wylądowałam w basenie popchnięta na kąpielisku. Ta, tak, to robili ci cudowni chłopcy.
                            • guderianka Re: oj morgen 26.04.13, 09:35
                              tak, słyszałam, tak doświadczyłam
                              ale nie w wieku 6-7 lat, nie w formie że to ja latam za chłopakami, nie w formie tak wyrazistej jak całowanie, obściskiwanie
                          • kawka74 Re: oj morgen 25.04.13, 19:57
                            Ależ jest.
                            Chłopcy nie latają za dziewczynami nie dlatego, że są na wyższym poziomie rozwoju, tylko dlatego, że nie są nimi jeszcze zainteresowani.
                            W drugiej klasie szkoły podstawowej dostałam liścik miłosny od kolegi - reszta kolegów, bo oczywiście amant nie potrafił trzymać języka za zębami, chichotała się, trącała łokciami, cmokała i zachowywała się generalnie kretyńsko, u niektórych - szczęśliwych posiadaczy starszego rodzeństwa - pojawiały się jakieś aluzje do kontaktów fizycznych wink Przypomina Ci to coś...?
                            Nic nowego pod słońcem, chłopcy przechodzą to samo piekło, tylko później i tak samo sprawiają wrażenie opętanych.
                            • guderianka Re: oj morgen 26.04.13, 09:38
                              Ty Kawko chyba naprawdę nie rozumiesz, nie chcesz rozumiesz, albo przekładasz swoje doświadczenia na to co ja pisze i przez to masz zafałszowany obraz
                              • kawka74 Re: oj morgen 26.04.13, 10:30
                                Rozumiem doskonale i uważam, że nie dostrzegasz albo nie chcesz dostrzegać tak zwanych oczywistych oczywistości i przez to masz zafałszowany obraz. Zarzucasz mi przekładanie własnych doświadczeń (i coś tam dalej), ale sama to robisz - Ty wolisz wspaniały męski świat, Twoja córka nie ugania się za chłopakami (albo nie wiesz, że się ugania) - ergo te, które nie są zajarane męskim światem lekceważąc własną płeć i po dziewczyńsku uganiają się za chłopakami, mają różową mentalność. Nie musisz tego lubić, nikt Ci nie każe, ale ochłoń w tej fascynacji męskością, bo nie pozwala Ci realnie ocenić sytuacji.
                                • guderianka Re: oj morgen 26.04.13, 15:31
                                  fascynacja-kawko, co Ty bredzisz ? chyba wiosenne słońce zadziałało bo Freud z Ciebie kiepski wink
                                  • kawka74 Re: oj morgen 26.04.13, 15:38
                                    Piszę o tym, co widzę, to wszystko.
                                    • guderianka Re: oj morgen 26.04.13, 18:16
                                      Ale co widzisz ?
                                      Bo z tego co napisałaś jawi się obraz kobiety nienawidzącej kobiet i fascynującej się światem mężczyzn. Gdzie wyczytałaś, że tak jest ? Z mojego opisu oceniającego zachowanie dziewczynek w klasie mojej córki jako "różowe" czyli durne ?
                                      • kawka74 Re: oj morgen 26.04.13, 18:34
                                        Gdzie wyczytałaś o nienawiści do świata kobiet? IMO raczej go lekceważysz mimo tego, że to, co jest, jak to nazywasz, różowe czyli durne, jest naturalnym etapem rozwoju płci żeńskiej.
                                        • aandzia43 Re: oj morgen 26.04.13, 18:39
                                          IMO raczej go lekceważysz mimo
                                          > tego, że to, co jest, jak to nazywasz, różowe czyli durne, jest naturaln
                                          > ym etapem rozwoju płci żeńskiej.

                                          Otóż to: naturalny etap. I nie ma się co zżymać.
                                          • guderianka Re: oj morgen 27.04.13, 21:21
                                            Jeśli naturalne dla rozwoju płci żeńskiej jest latanie w wieku 6-7 lat za chłopakami by ich całować, przytulać, ściskać to nie mam pytań uncertain
                                            I cieszę się że ja, i moje córki nie przeszłyśy tego NATURALNEGO etapu
                                            • szamanta Re: oj morgen 27.04.13, 22:21
                                              guderianka -mój synek w wieku 2-2.5 latek przechodzil taki etap big_grin tylko ze on za dziewczynkami latał smilePozniej juz zaczął sie wstydzic i przystopował do teraz ,mimo ze juz nastolatek :p
                                              • guderianka Re: oj morgen 28.04.13, 07:19
                                                Maluchy to inna bajka.
                                                Ja sama miałam wielbiciela -miał 3-4-5-6 lat i mnie kochał i mówił że się ze mną ożeni (ja miałam ok 15-19 lat wink-potem mu przeszło wink
                                        • guderianka Re: oj morgen 27.04.13, 21:20
                                          RÓŻOWE MENTALNIE W CUDZYSŁOWIU
                                          Ja pitolę kawka, zadziwiasz mnie nie rozumiejąc takiego sformułowania.
                                          Napisz , gdzie lekceważę w takim razie
    • sumire Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:06
      wydaje mi się, że zestawianie dziecięcych upodobań z dorosłymi zachowaniami nie ma zbytniego sensu.
      jako dziewczynka byłam odporna na róż. uwielbiałam i do tej pory uwielbiam niebieski, wszystko chciałam mieć niebieskie. ganiałam z chłopakami po podwórku, w szkole też się z nimi trzymałam (do momentu wczesnej nastoletniości). przykro mi, ale jako siedmiolatka uważałam, że dziewczyny są gupie, bo nie chcą bawić się w Indian wink Barbie po miesiącu poleciała w kąt na zawsze, nie przepadałam za bawieniem się lalkami. za to samochodziki - super. pierwszy komputer - rewelacja. i co? wyrosłam na zagorzałą miłośniczkę powiewnych sukienek i wysokich obcasów, przyjaciółki mam znakomite i nie zamieniłabym ich na żadne męskie odpowiedniki.
    • rhaenyra Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:07
      rozowa to nie tylko blekitna big_grin
      ale tych blekitnych to tez jakos malo mialam sad
      ale pamietam cudna blekitnorozowa sukienke
      ktora nie dosc ze sliczna to byla z super miekkiej i wygodnej bawelny wiec i cudna i praktyczna big_grin
      ale to juz czasy wczesnopodstawowkowe
      wczesniej mnie brali za chlopaka bo nie dosc ze mnie rodzice scinali na krociutko to jeszcze bylam najbrzydszym dzieckiem na swiecie suspicious
      pozniej jak zapuszczali mi wlosy to mnie czesali na cebulke wiec bylo jeszcze idiotyczniej suspicious

      barbie mialam nawet sporo ( ale teraz mam wiecej tongue_out)
      marzylam o domku dla lalek ale nie mialam ( teraz mam tongue_out)

      z dziewczynskich gadzetow uwielbialam biale koronkowe podkolanka i moj cudny kapelusz z zielona wstazka smile
      • morgen_stern Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:09
        Nie pierd..., ja byłam brzydsza tongue_out
        • rhaenyra Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:11
          nikt nie byl brzydszy tongue_out
      • rhaenyra Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:15
        a co do chlopakow to (z wyjatkiem kilku ) uwazalam ze to niedorozwiniete lazjy i blizej im do malpy niz do czlowieka czyli dziewczynki tongue_out

        w sumie wiele sie nie zmienilo tongue_out
    • maeve_binchy Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:09
      różową panienka nie byłam, ale chciałam mieć kilka ówczesnych "różowych" akcesoriów - sukienkę księżniczki (ale srebrzysta), lakierki, długie włosy (uparcie rodzice mi obcinali na krotko), lalkę Barbie. Niestety - mimo, ze rodzice mogli - to nigdy nie spełnili moich marzeń. Ze względów estetycznych, oczywiście. No dobrze, dostałam lalkę Fleur, miałam wtedy 12 lat (dla obecnych 12-lat to chyba obciach byłby?) i byłam przeszczęśliwa.
      Do tej pory uważałam, że brak w/w nie miał na mnie żadnego wpływu, wręcz przeciwnie, bo różowa mentalnie nie jestem i nie byłam. Ale niestety muszę sobie narzucać np. stroje czy zachowania mocno kobiece. Tzn. nie jestem babochłopem, wprost przeciwnie, różowe bluzki posiadam i lubię, ale raczej (mimo fajnej figury) założę jeansy niż spódnicę, balerinki niż wysokie obcasy. I paradoksalnie - u mnie - jest to skutek braku możliwości wypróbowania swojej kobiecości w dzieciństwie czy wieku nastoletnim. Nie nabrałam tej pewności siebie dotyczącej płci i jej podkreślania, bo nie mogłam tego zrobić nawet długimi włosami uncertain Oczywiście od późniejszej podstawówki, potem liceum, studia zaczęłam nadrabiać, ale to były takie zawsze niepewne eksperymenty i do tej pory w sukience i szpilkach czuje się przebrana a nie ubrana (mimo tego, że typ urody pasuje mi do takich ciuchów).
      Dlatego też, jak moja córka będzie chciała, pozwolę jej na [większość] takich zachcianek, mimo, że to stoi w sprzeczności z moim poczuciem estetyki.
      Na szczęście mała latem skończy dopiero 2 lata, jeszcze jest jej to obojętne i z racji posiadania starszego brata dużo bawi się samochodami, nosi chłopięce ciuchy i czas księżniczkowaty dopiero przed nami.
      Zgadzam się jednak z kikkimorra (?), że obecnie rodzice rekompensują sobie swoje dzieciństwo - w Skandynawii poprawne genderowo wychowanie a w Polsce szaro-burojakość PRL. Dlatego irytują mnie dziewczynki całe w różu - dziewczynki, którym jeszcze jest obojętne to, czy mają spodnie różowe, moro a może w samochody (bo te przedszkolaki landrynki z kucykami - to rozumiem i wiem, że też mnie to nie ominie). Widzę takie dziecko i widzę gust, estetykę matki (chciałam napisać rodzica, ale chyba jednak matki). Zawsze mnie to dziwiło: buty, spodnie, kurtka, czapka różowe. Wózek z elementami różu. Fotelik samochodowy - a jakże różowy. A dziecię ma kilka miesięcy i równie dobrze mogłoby mieć ten fotelik czarny. Ale od dzisiaj będę bardziej wyrozumiała, bo przypomni mi się ten artykuł norweski smile
    • lauren6 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:13
      Do jakiegoś 12-stego roku życia miałam gust, który można określić jako kwintesencję kiczu.
      A potem odkryłam Nirvane i grunge i mi się odwróciło o 180 stopni.
    • nangaparbat3 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:23
      A ja pisalam o tych rozowych rajtadałkach smile
      Pamietam też sukienkę w zielono-fioletową kratkę, szyta chyba z kola, z falbankami i haleczką, uwielbialam kręcic się w niej w koło bez końca.
      Jako siedmiolatka mialam letnią sukienkę w prążki kremowe, seledynowe i wlasnie różowe.
      A troche później - sukienkę w rożowo-bialą krateczkę.
      Jako studentka - o zgrozo! - nosilam tez letnią bladorożową sukienke.
      Wszystko z ciuchów, w sklepach chyba na lekarstwo nie było rożow.

      Ale to nieistotne - wstrząsnęlo mną to zdanie: Odwróćcie sobie teraz tę sytuację - dorosły facet, który mówi, że nie cierpi in
      > nych facetów i nie ma kumpli, tylko same przyjaciółki...


      strzal w dziesiątkę, stern, dobrze że jesteś
      • ganna_risatdinova Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:30
        > Jako studentka - o zgrozo! - nosilam tez letnią bladorożową sukienke.

        Czemu o zgrozo? Naprawdę uważacie dziewczyny, że dorosłe kobiety nie mogą nosić różu? Nawet biznesowo go przecież można wkomponować
        prettyone.pl/country/modules/mod_lv_enhanced_image_slider/images/bussines/pretty_one_kolekcja_3.jpg
        prettyone.pl/country/modules/mod_lv_enhanced_image_slider/images/solo/pretty_one_kolekcja_24.jpg
        • maeve_binchy Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:32
          bardzo fajne te ciuchy, kolory też!
          i na kimś uwielbiam, na sobie też w teorii/ w domu przed lustrem, bo w praktyce czuję się niekomfortowo w takich ubraniach. A szkoda...
        • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:40
          Oczywiście, że mogą. Ja lubię łososiowy róż- taki kolor miała moja ślubna sukienka. Mam też łososiową marynarkę i czółenka.
          Panie idą w jakiś absurd i skrajności.
        • nangaparbat3 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 18:27
          "O zgrozo" to byl zart.
          Poza tym niektore odcienie rożowego uwielbiam, i noszę. Uwazam, ze powinno sie wybierać te kolory, na które patrzymy z przyjemnością - zazwyczaj w tych samych nam do twarzy. Zawsze śmieszy mnie i zdumiewa kierowanie się modą w tej sprawie.
    • majenkir Re: 25.04.13, 13:29
      Moje dziecinstwo przypadalo na bure lata komuny. Nosilam gryzace bistorowe sukienki, ktore mi szyla babcia z "resztek". O rozu nawet nie marzylam.....
    • triss_merigold6 A ja współczuję kobietom 25.04.13, 13:33
      A ja współczuję kobietom, które do tego stopnia wypierają własną płeć i kobiecy potencjał seksualny, że odżegnują się stanowczo od tych kosmetyków, korzystania z fryzjera, kolorowych ciuchów, pantofli etc. Nie wątpię, że 17-latka może dziko atrakcyjnie i kobieco wyglądać potargana, w glanach, bojówkach i męskiej koszuli w kratę w rozmiarze XXL, ale niewiele trzydziestolatek nie będzie w takim image'u sprawiało wrażenia zapuszczonego babochłopa.
      Te deklaracje "nigdy u fryzjera! nigdy u kosmetyczki! buty tylko męskie trepy! żadnych spódnic czy szminek!" są po prostu smutne.
      • nabakier Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 13:38
        Kolejna z tyradą. A gdzie wynajdujesz takie okazy? Czy po prostu stwarzasz sobie wroga? Bo ja takich kobiet nie spotkałam.
        • morgen_stern Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 13:40
          Przecież co rusz na forum można się na takie okazy natknąć smile ale ty mam wrażenie w ogóle nie zrozumiałaś, o czym jest mowa w wątku.
          • nabakier Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 13:42
            Gdzie? Tu na forum? Kto jest takim babochłopem (pytam z ciekawości).
            No może.
            • gocha500 Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 14:00
              nigdy nie lubilam rozu i pokrewnych kolorow!chyba najbardzxiej czerwonego bo moja mam usilnie ubierala mnie w czerwony bo blada byla a ja marzylam o niebieskim granatowym fioletowym w poznijeszym czasie czarnym!
              wolalam towarzystwo chlopcow bo dziewczyny stroily sie za ksiezniczki a ja wolalam sie bawic moimi krokoldylami,smokiem i bylam zachwycona jak znalazlam autka gdzies na plytach betonowych porzuconych kolo lasu!
              jak bylam w wieku komunijnym marzylam o barbie i moja faza lalek na tym sie skonczyla!
              lala do tej pory jest w super stanie!
              wolalam chodzic z dziadkiem na ryby,babrac sie w robakach,wiazac przypony itp!
              im bylam starsza tym bardziej wolalam towarzystwo chlopcow ale tylko jako przyjaciol!

              moja mloda rowniez widze przejmuje moj spozob bycia czy to zle-wydaje mi sie ze nie bo jak widze te rozowe wypindrzone lale codzace o ulicach to jestem sobie za to wdzieczna ze pozostalam soba!
              • morgen_stern Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 14:04
                I do dziś bardzo lubisz używać wykrzykników! Masz jeszcze kilka, jakby ci zabrakło! smile
                !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • rhaenyra Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 14:06
                  czepiasz sie tongue_out
                  moze kropek nie ma po prostu
                • gocha500 Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:25
                  dzieki przydadza sie juz jeden wykorzystam big_grin!
      • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 15:41
        Nie mów "nigdy" jak Magda Środa suspicious
        Do fryzjera chadzam czasami
        Nie chodzę do kosmetyczki, nie chodzę do solarium (pierwszy raz poszłam tuż po 30 tce, byłam kilka razy), nie robię mein kampfu, nie jestem zwiewna i tiulowa i falbankowa i obcasowa. Mam glany, mam jeansy, mam trampki. Triss-i jestem fajna , naprawdę wink Chodze po drzewach, skałkach, uwielbiam pływać, na wakcjach śpię w namiocie, lubię szaleć i cieszyć się życiem wink
        • nenia1 Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 15:56
          guderianka napisała:

          >Triss-i jestem fajna , naprawdę wink
          > Chodze po drzewach, skałkach, uwielbiam pływać, na wakcjach śp
          > ię w namiocie, lubię szaleć i cieszyć się życiem wink-

          No w porządku, tylko po co ten podział na falbankowe i te w glanach?
          Po co pisanie "lubię facetów", "drażni mnie wiele kobiet".
          Żaden facet nigdy cię nie drażnił?

          Piszesz o mentalności, a podkreślasz sposób ubierania. Ja znam kobiety i sama do takich kobiet należę, które jak jadą pod namiot to falbanki zostawiają w szafie i wkładają sportowe ciuchy. I co wtedy, jak taką osobę sklasyfikować?

          • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:07
            Nawiązałam do tego co pisała Triss-i do tego się odniosłam

            Piszę, że lubię facetów ponieważ wśród męskiej płci mniej osobników mnie drażni, irytuje, wkurza itp.
            • nenia1 Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:16
              guderianka napisała:

              > Piszę, że lubię facetów ponieważ wśród męskiej płci mniej osobników mnie drażni
              > , irytuje, wkurza itp.

              No właśnie, pytanie brzmi - czy faktycznie są mniej irytujący, czy ty (podobnie jak pewna grupa kobiet) zachowania męskie uważasz za "te lepsze", więc również mniej irytujące.

              Bo ja osobiście sądzę jak morgen i ona właśnie o tym pisze, że niektóre kobiety "nobilitują się" przynależnością do świata męskiego i wyrażają się z przekąsem o bardziej "kobiecych kobietach". Zupełnie niepotrzebnie, jak sądzę, ponieważ uważam, że człowiek jest składanką różnych elementów, w tym i męskich i kobiecych, dorosłych i dziecięcych i warto jest w sobie wszystkie rozpoznać i zintegrować.
              • sofi75 ale to o napisalas to maslo maslane 25.04.13, 17:23
                nenia1 napisała:

                i chyba wlasnie przez to maslomaslane nie lubie gadac z kobietami

                > guderianka napisała:
                >
                > > Piszę, że lubię facetów ponieważ wśród męskiej płci mniej osobników mnie
                > drażni
                > > , irytuje, wkurza itp.
                >
                > No właśnie, pytanie brzmi - czy faktycznie są mniej irytujący, czy ty (podobnie
                > jak pewna grupa kobiet) zachowania męskie uważasz za "te lepsze", więc również
                > mniej irytujące.

                IRYTACJA to emocja negatywna- tak? A wiec taka, ktorej wolimy unikac. Skoro zatem, gdzies czuje sie lepiej (z powodu, ze nie doswiadczam emocji negatywnych), to chyba oczywiste jest ze to srodowisko uwazam za lepsze (subkietywnie i z mojego puntu widzenia; obietywnie moze byc zupelnie inne, ale mi to lotto).

                >
                > Bo ja osobiście sądzę jak morgen i ona właśnie o tym pisze, że niektóre kobiety
                > "nobilitują się" przynależnością do świata męskiego i wyrażają się z przekąsem
                > o bardziej "kobiecych kobietach".

                W zyciu nie przyzloby mi go glowy, ze ktos to odbiera jako nobilitacje. Niech sobie kobiety beda kobiece - do niektorych to pasuje i nawet mozna sie z przyjemnoscia przyjrzec. Do mnie nie pasuje i nie bede na sile starac sie byc kobieca.
                Generalnie - zyj i pozwol zyc innym.
                Nie widze potrzeby analizowania i generalizowania.

                • guderianka Re: ale to o napisalas to maslo maslane 25.04.13, 17:26
                  Mój odbiór tych facetów będzie inny niż np. Twój
                  I czyj będzie właściwy ?
                  Ano ani mój ani Twój-bo są to oceny subiektywne. Ja odbieram świat w ten sposób i nie bardzo podoba mi się, że z tego względu przypina mi się łatki i dokleja całe spektrum zachowan które pasują do schematu (nawet jeśli nie istnieją)
                • nenia1 Re: ale to o napisalas to maslo maslane 25.04.13, 19:31
                  To nie jest masło maślane tylko coś czego zupełnie nie zrozumiałaś.

                  > IRYTACJA to emocja negatywna- tak? A wiec taka, ktorej wolimy unikac. Skoro zat
                  > em, gdzies czuje sie lepiej (z powodu, ze nie doswiadczam emocji negatywnych),
                  > to chyba oczywiste jest ze to srodowisko uwazam za lepsze (subkietywnie i z moj
                  > ego puntu widzenia; obietywnie moze byc zupelnie inne, ale mi to lotto).

                  No odkrywcze to nie jest, dlatego o oczywistościach o których piszesz nie wspominam.
                  Tu nie chodzi o to czym jest irytacja tylko dlaczego ta irytacja powstaje, co jest jej przyczyną.
                  Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że irytować mogą zarówno kobiety jak i mężczyźni. Więc to nie obiekt jet przyczyną irytacji, ale coś we mnie decyduje, że irytuje mnie konkretna płeć. Bardzo często u podłoża leżą złe kontakty z matką, a nie to, że kobiety są irytujące, bo mężczyźni również są.
                  Sądzę, że u podłoża "wolę mężczyzn" leży też nutka seksualności, coś co sprawia, że rozmowy z drugą płcią mają zupełnie inny wymiar niż z aseksualną koleżanką.

                  > W zyciu nie przyzloby mi go glowy, ze ktos to odbiera jako nobilitacje. Niech s
                  > obie kobiety beda kobiece - do niektorych to pasuje i nawet mozna sie z przyjem
                  > noscia przyjrzec. Do mnie nie pasuje i nie bede na sile starac sie byc kobieca.

                  No tak, bo na świecie nie ma określeń dyskredytujących kobietę, nie zauważyłaś nigdy jak ocenia się kobiety a jak mężczyzn. Żeby określić kobietę jako twardą, odważną dodaje jej się jaja, czyli "baba z jajami", czy na określenie twardego mężczyzny dodaje się jajniki?
                  Nie, ale gdy mężczyznę chce się upokorzyć mówi się "zachowujesz się jaj baba", "nie płacz jak baba" itd. Po samym języku widać kto stoi wyżej w hierarchii. Więc na prawdę nie wiem na jakim świecie żyjesz, żeby tego nie widzisz.

                  > Nie widze potrzeby analizowania i generalizowania.

                  Że nie widzisz potrzeby analizowania to widać, ale generalizujesz dość mocno.
                  • sofi75 Re: ale to o napisalas to maslo maslane 26.04.13, 11:02
                    Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że irytować mogą zarówno kobiety jak i mężczyźni. Więc to nie obiekt jet przyczyną irytacji, ale coś we mnie decyduje, że irytuje mnie konkretna płeć. Bardzo często u podłoża leżą złe kontakty z matką,

                    - byc moze. W koncu kazdy z nas wynosi jakis bagaz dobrych i zlych doswiadczen z domu rodzinnego, a przez to jakis zestaw dobrych i zlych cech. Tyle ze mne moje podejscie do swiata damskiego i meskiego zupelnie w zyciu nie przeszkdza. Otoczeniu - raczej tez tego nie zauwazylam. Dlaczego zatem Ty albo Triss okreslacie to pejoratywnie i chcecie naprawiac?


                    Sądzę, że u podłoża "wolę mężczyzn" leży też nutka seksualności, coś co sprawia, że rozmowy z drugą płcią mają zupełnie inny wymiar niż z aseksualną koleżanką.

                    - eeeee tam. Prowadzilam bardziej lub mniej zaangazowane dysputy z wieloma osobnikami placi przeciwnej. Napprawde moze u 1-2 mialo to jakas nutke seksualnosci, jak to nazywasz.
          • ganna_risatdinova Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:11
            > Piszesz o mentalności, a podkreślasz sposób ubierania. Ja znam kobiety i sama d
            > o takich kobiet należę, które jak jadą pod namiot to falbanki zostawiają w szaf
            > ie i wkładają sportowe ciuchy. I co wtedy, jak taką osobę sklasyfikować?

            Właśnie, wieczne to antagonizowanie.
            Albo babochłop albo różowa mentalnie.
            Ja np. jestem taką typową 'citygirl', co to na co dzień pomyka w szpilkach i kostiumikach, bo tak lubię i pewnego dress codu zresztą się ode mnie wymaga.
            Ale np. nie mam żadnego problemu z zamianą szpilek na gumiaki w czasie wolnym - praktykowane za czasów mojego poprzedniego związku, gdzie facet pracował w hotelu, w którym trzymano dla dzieci zwierzęta. I to konkretne zwierzęta - typu osły, kozy, no i trochę drobizny - króliki, świnki i takie tam. No i wiadomo, że jak przyjeżdżałam do faceta, to zamieniałam szpilki na te gumiaki, karmiłam zwierzyniec i biegałam po błocie i wyprowadzałam te kozy na spacerwink.
            Był fun? Był.
            Można? Można.
            A guderianka uważa, że tylko ona ma monopol na fun i deprecjonuje inne kobiety.
            • nenia1 Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:47
              Ech, też mam gumiaki, a nawet wodery. Do tego spodnie moro, koszulki moro, polar moro, kurtka
              moro i nawet czapusia i plecak moro. Lubimy z moim facetem obserwować ptaki i jeździmy po świecie na przeloty. Więc wierz mi w niejednym bagnie już mi gumiak został smile

              A sukienusie w szafie też sobie wiszą i ładne włoski szpilki.
            • agaja5b Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:52
              ganna_risatdinova napisała:

              > > Piszesz o mentalności, a podkreślasz sposób ubierania. Ja znam kobiety i
              > sama d
              > > o takich kobiet należę, które jak jadą pod namiot to falbanki zostawiają
              > w szaf
              > > ie i wkładają sportowe ciuchy. I co wtedy, jak taką osobę sklasyfikować?
              >
              > Właśnie, wieczne to antagonizowanie.
              > Albo babochłop albo różowa mentalnie.
              Dokładnie, najśmieszniejsze są te wpadające w skrajności. Równie śmieszna jest przykładowa szpilkowa lalunia w drodze na Giewont w pełnym makijażu i z pazurami, oraz taka co to na wesele w glanach idzie. Zdrowy rozsądek większość jednak ma i potrafi wypośrodkować.

              Jeżeli chodzi o babochłopy, to osobiście znam dwie, są w wieku średnim,chodza po męsku, tylko w spodniach, obie orientacji homoseksualnej, więc raczej preferuja towarzystwo kobiet tylko mentalnie są facetami. Partnerki mają kobiece.
              • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 16:55
                ganna,agaja-pragnę zauważyć ze to co napisałam odnosiło się do slów triss, która napisała :
                A ja współczuję kobietom, które do tego stopnia wypierają własną płeć i kobiecy potencjał seksualny, że odżegnują się stanowczo od tych kosmetyków, korzystania z fryzjera, kolorowych ciuchów, pantofli etc. Nie wątpię, że 17-latka może dziko atrakcyjnie i kobieco wyglądać potargana, w glanach, bojówkach i męskiej koszuli w kratę w rozmiarze XXL, ale niewiele trzydziestolatek nie będzie w takim image'u sprawiało wrażenia zapuszczonego babochłopa.
                Te deklaracje "nigdy u fryzjera! nigdy u kosmetyczki! buty tylko męskie trepy! żadnych spódnic czy szminek!" są po prostu smutne"


                tak jakby bojówki i glany wykluczały fryzjera i szpilki- zero wypośrodkowania, tylko stygmatyzacja
                • agaja5b Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 17:21
                  Oczywiście że tamta wypowiedź Triss była niewypośrodkowana, ale z Twojej również mozna było wyczytać że albo... albo.
                  Dla jasności oczywiście, że glany nie wykluczają fryzjera, szpilek i tych spraw. Sama lubię niejednoznaczności.
                  • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 17:24
                    Bo moja odpowiedź była do triss w takim tonie jak jej własna
                    Ja szpilek nie za bardzo-koturny owszem, może ratuje mnie to , że uwielbiam wisiorki na szyję, rzemyki, bransolety ? suspicious
                    wink
                    • agaja5b Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 17:32
                      Wiesz co jest fajne? Że mamy dzisiaj tyle mozliwości, by wyrazić siebie, zakładasz glany i ok, zakładasz zwiewne tiule i też dobrze a razem jeszcze lepiej. Jak pomyślę sobie ile dzisiaj młodzi ludzie mają możliwości, by niedrogo a fajnie i oryginalnie wyglądać to zazdroszczę. Tylko wysilic się i chcieć.
                      • agaja5b Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 17:35
                        Dodam, ze zazdroszczę bo juz nie mam nastu lat, tamtego ciała i potencjałusmile
                      • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 17:58
                        Masz rację smile Teraz jest bajka, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia wink

                        Pamiętam, że gdy ja byłam nastolatką lumpeksy to były szmateksy, dosłownie. Jako że punkowałam znajdowałam dla siebie swetry, bluzy i spodnie w paski. Ale teraz....kupuję w lumpki i swetry i bluzki i spódnice i paski - do koloru do wyboru.
                    • szamanta Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 18:56
                      Bylas hippisem w przeszlosci ????smile
                      • guderianka Re: A ja współczuję kobietom 25.04.13, 19:19
                        punkowałam wink
        • sofi75 Guderianka mozemy sobie rece podac :) 25.04.13, 17:10

          - nie chodze do fryzjera (zwykle mam tak krotkie wlosy, ze i tak nikt by nic z nimi nie zrobil)
          - nie chodze do kosmetyczki
          - z ciuchow najbardziej uwielbiam te trekkingowe i turystyczne
          - uweilbiam jezdzic pod namiot i wloczyc sie z plecakiem na plecach
          - uwielbiam przeczolgac sie fizycznie po jakims szlaku, biegu
          - przez wiekszosc roku chodze w martenssach (nawet do garsonki i na oficjalne spotkania)
          - lubie czynnie spedzac czas i dlatego moze nie lubie go tracic na: pogaduszki przy kawie, fryzjerow, lazenie po sklepach (wiekszosc zakupow robie on-line) tc.

          Wlasciwie tak to analizujac, to rzeczwiscie w wiekszosci przypadkow duzo lepiej rozmawia mi sie z facetami, moze dlatego ze dyskusja stanowi jakies wyzwanie (a kobiety zwykle reaguja bardzoe emocjonalnie), moze dlatego ze rozmowa jest dosyc konkretna, a moze dlatego ze mam analityczny umysl i jestem z natury scislowcem.

          Ale ani nie robie tego celowo, ani sie z tym nie obnosze. Po prostu: TO LUBE I TAKIE MAM PREFERENCJE.
          I rzeczywiscie mam problem w nawiazywaniu pzytywnych relacji z wlasna placia, a raczej problemem bym tego nie nazwala, bo zwyczajnie tego nie potrzebuje.

          Tyle ze dopiero dzisiaj dowiedzialam sie, ze Triss ma z tym problem.

          Trudno sie mowi. Ja i tak nadal zamierzam robic to, co lubie smile


          • guderianka Re: Guderianka mozemy sobie rece podac :) 25.04.13, 17:16
            Sofi, dziękuję. Uff. Dobrze , że się odezwałaś, mam nadzieję, że jest nas więcej-bo wokół siebie mam takiego kobiety,wspaniałe babki, matki, żony, wyzwolone, czułe, szczere, konkretne i niealuzyjne wink
            Mam nadzieję, że naprawdę istniejesz big_grin
    • j_a_ch Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:53
      Bo ja wiem...u mnie to bardziej skomplikowane. Niby miałam barbie, różowy komplet z szalikiem i sznurówki, nadal lubię kobiecy styl i mam różowe rzeczy. A jednak na widok plagi małych, różowych od stóp do głów dziewczynek, mam ból zębów. Nie cierpię zjawiska.
      Nie wiem czemu, przecież w PRL też wszystkie dzieci nosiły to samo...Może po prostu różowy kolor ma to do siebie, ze w dużych dawkach staje się niestrawny? A te dziewuszki teraz jak jeden mąż mają różowe czapki, kurtki, spodenki, aż po buty. Co prawda wszystko w innym odcieniu, no ale za dużo tego. Może one się ścigają, która bardziej różowa będzie, a matki ulegają no bo 'niech się nacieszy' wink
      Co do relacji to dogaduję się lepiej z babkami, a jednocześnie wady typowo babskie doprowadzają mnie do szału i czasem mam dość na długo. W różnych testach wychodzi mi, że mam męski umysł. Także nie jest to jakieś czarno-białe.
      • morgen_stern Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 13:57
        Nikt nie pisze, że jest. Oba światy mogą się przenikać, nawet fajnie, kiedy tak się dzieje, bo to taki odświeżający oddech. Niemniej jednak twój męski umysł daje sobie rade z innymi kobietami, prawda? Nie uważasz, że są wredne i głupsze od mężczyzn, prawda? No własnie.
        • j_a_ch Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:06
          Powiem ci, że co do kategorii "bardziej wredne" to się zastanawiam...
          ale po różnych opowieściach męża, który pracuje w męskim środowisku doszłam do wniosku, że niekoniecznie wink
          • morgen_stern Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:18
            Różnych nieuzasadnionych przykrości i złośliwości w życiu doświadczyłam, ale jakoś dziwnie się składa, że w większości od mężczyzn i chłopców. Co oczywiście nie sprawia, że kobiety to anielice wink
      • ilonakrzeminska Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:45
        witam serdecznie,
        ciekawy wątek smile Z mojego doświadczenia moja starsza córka to wieku 4 lat ubierała różne rzeczy, co ciekawe do 2 lat były to raczej kolory inne niź różowy: błękit, zieleń, zółte. Niestety teraz ma 5 lat i kocha róż. I co ja mam zrobić, zabronic jej ubrac się na różówo? Oczywiscie mamy rzeczy nie tylko różowe, ale wszelkie różowe sukienki sa hitem (kurtkę na teraz ma czerwona sportową, buty udało mi sie przeforsować ciemno niebieskie). Ale dziecku przykrości nie będę robiła, jak woli ubrac sie na różowo, to proszę bardzo. Jak sama kupuje tez zdarza mi się kupić róż, bo wiem, że będzie zachwycona. Młodsza 3-latka uwielbia niebieski za to, co z kolei powodowało, że jeszcze rok temu była brana za chłopca, co tez nie było miłe...Zobaczymy, czy jej sie zmieni. Dla pocieszenia ....to mija. Potem będzie tylko czarny, a potem...normalność smile
    • joanekjoanek Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:44
      Ja mam pomysł na inne trochę źródło tego zjawiska niż patriarchalizm.

      Ja byłam w podstawówce dzieckiem nielubianym. A ponieważ podstawówka to był taki czas, że chłopcy mieli dziewczęta w nosie, to efekt był taki, że dokuczały mi oczywiście dziewczyny - a chłopcy nie, bo ich to po prostu nie obchodziło. I ja z tego doświadczenia wyniosłam uraz do dziewcząt, za to lgnęłam do chłopców. Tak mi zostało do dorosłości. To znaczy w liceum i na studiach już byłam bardzo popularna i miałam ulubione towarzystwo oraz przyjaciół płci obojga, natomiast nadal radośnie ćwierkotałam o "woleniu facetów". Dopiero w takim naprawdę dorosłym wieku doszłam do aktualnego przekonania, że kobiety są lepsze smile

      Podsumowując - oczywiście masz rację, Morgen, z diagnozą, ale to nie zawsze jest tak prosto uwarunkowane. Myślę, że ten mój przypadek nie jest odosobniony. Zresztą mamy dziewczynek podstawówkowych na tym forum potwierdzają tę tezę - dziewczynki we własnym gronie są dla siebie nawzajem często mocno okrutne, i tego im chyba nie robi patriarchat...
      • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 15:05
        A u mnie było tak, że dziewczynki generalnie były po prostu grzeczniejsze. Nie biły się, nie wagarowały. itd. A jak tak. I to prostsze było z chłopakami. Trudniej by ło o dziewczynę, która słucha dobrej muzyki czy grała na gitarze , a chłopcy z mojego kręgu grali (ja byłam w muzycznej na gitarze). nie Choć moja najnajnajlepsza towarzyszka to właśnie dziewczyna, ale ona łobuz była jeszcze większy od mnie wink.
        Tak przeszła podstawówka. A potem wylądowałam w mat-fizie, gdzie wiadomo. I też było mi tam zwyczajnie dobrze. Dziewczyny były nudniejsze i bardziej asekuranckie. Choć, nie wszystkie, jak już pisałam. Ale większość- tak.
        I co, mam zaprzeczyć.
        Potem, na studiach, też faceci byli u nas na roku ciekawsi. Więcej czytali, nie kuli, mieli szersze horyzonty. No i co mam z tym zrobić? Zaprzeczyć faktom?
    • nenia1 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 14:45
      Ech, ja bardzo lubię ten cały kobiecy świat, te falbanki, zwiewne sukienki, torebeczki, teraz choruję na miętową sukienkę letnią, ale blady róż też mógłby być. Ja zupełnie nie łapię dlaczego
      róż kojarzy się z tandetą, przecież to bardzo piękny, twarzowy, cukierkowy kolor, który pięknie komponuje się z np. szarym. Owszem w nadmiarze i w plastikowym wydaniu nie wygląda dobrze, tylko dlaczego potępiać go od razu w czambuł? Mnie się czasem wydaje, że ludzie lubią takie bezpieczne, stereotypowe założenia, utarło się, że róż jest be a barbi trąci tandetą to bezpieczniej jest się nie przyznawać do takich skłonności.
      A ja lubię tą małą dziewczynkę, która ciągle mieszka w środku mnie.
      A jak córka była mała i miała całą kolekcję barbi, to nareszcie mogłam się nacieszyć wspaniałymi lalkami, najbardziej lubiłam barbi syrenę i barbi królową śniegu. Tej pierwszej w wodzie zmieniał się kolor sukni, a tej drugiej jak się przyłożyło lodowe serduszko (miała specjalną foremkę na lód w kształcie serduszka, foremka była oczywiście różowa) ta na sukni pojawiały się serduszka - różowe oczywiście. Jakie to było piękne smile
      I jakoś nie przeszkadza mi to w interesowaniu się wyższą formą sztuki, w chodzeniu do teatru, czytaniu książek. Spokojnie integruję w sobie różne części mojej osobowości i jak pisałam lubię małą dziewczynkę która czasem piszczy i skacze na widok różu.
    • tully.makker Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 15:06
      Pamietam oczojebne, rozowe , turkusowe ciuchy z Hofflandu (takk, taka stara jestem). 83 / 84. Ojciec jechal stanac w kolejke o 4 rano, zeby mi kupic rozowe, szerokie pumpiaste spodnie.
      • kawka74 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 15:37
        oooo hoffland smile
        Pamiętam gigantyczną kolejkę po płócienną torbę z logo Hofflandu big_grin
        I te ciuchy - papuzie kolory, duży rozmach; jakoś mi się majaczą takie nibyżakiety czy kurtki z długimi połami - czy coś pomyliłam? Było coś takiego?
        • tully.makker Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 15:49
          Wiekszosc byla szaro bura lub czarna, co dopiero teraz doceniam, ale byl okres neonowych rozowosci i turkusow. Duzo bylo rzeczy powiewnych,, krolowal oversize. Szkoda, ze juz nie ma hofflandu.
          • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 17:42
            J mam do dziś spodnie z Hofflandu. Ale czarne, na szelkach, z wysokim stanem, takie żz pod cycki. Trochę ciasne już są wink
            • tosterowa Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 18:08
              To już wiadomo, skąd te 100 par spodni w twojej szafie. Ty po prostu niczego nie wyrzucasz, od 30 lat! tongue_out
              • nabakier Re: Żadna nie była różową panienką? :) 26.04.13, 07:13
                Część rzeczywiście mam zabytków smile Te z Hoff w dodatku prawie nienoszone. A jaki materiał! Sukno, dano już takiego nie widziałam.
    • szamanta Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 16:09
      Mialam cudowne dziecinstwo, zylam w dobrobycie, wychowalam sie w kochajcej rodzinie,ale nie ubierałam sie roz, nie wygladalam jak landynka ani cukiereczek bedac cala w rozu,poprostu nigdy tego koloru nie tolerowalam,moje dzieci tak samo po mnie to mają.Nie było i nie ma rozu w naszym domu, w naszych ubraniach,nic z tych rzeczy
      Bylam dzieckiem dziewczecym,ale i tez chlopięcym.Czasami nosilam sukienki,za dzieciaka czy tez jak bylam starsza, lecz nie czesto,ale moje dziewczyny tego nieznoszą i zamiast tego to spodnie,szorty zakladają
      Nie są z natury laleczkami strojnisiami czy panieneczkami z porcelany,tez taka nie bylam.
      Jako dorosla kobieta robie sobie na codzien makijaz, staram sie zachowac elegancje, ale rozu nie uzywam
    • bri Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 16:29
      Też mnie śmieszą kobiety, które dobrze bawią się tylko w towarzystwie mężczyzn - moim zdaniem to oczywisty wyraz znaczących deficytów (albo jakiś wyjątkowy pech jeśli chodzi o poznawane kobiety).

      Dzieciństwa akurat zbyt różowego nie miałam, jeśli chodzi o ubrania, ale bawilam się lalkami, grałam z dziewczynami w gumę i skakałam na skakance. Miałam ładne ubrania szyte przez mamę, sukienki, bluzki, fantastyczne swetry robione na drutach, nawet nauczycielki mi zazdrościły, ale niestety mojej mamie nie podobały się dekatyzowane kurteczki, tureckie swetry i fluorescencyjne czapki z kangurkiem i tego byłam pozbawiona, ale raz kupiłam mi przecudne trampki w różowe serduszka.

      Ale z chłopakami też się oczywiście bawiłam i te zabawy też były fajne. Dziewczynki bawią się bardziej statycznie i w gronie mieszanym zabawa w niewolnicę Izaurę była jednak znacznie bardziej ekscytująca.
    • anika772 Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 16:55
      Jasne że byłam. Moja babcia miała źródełko w USA, ciocia przysyłała cuda, które wzbudzały mój i koleżanek zachwyt. Pamiętam zielon0-różową sukienkę i balerinki z kokardką, na maleńkim obcasiku, różowe i BŁYSZCZĄCE. Czyste szaleństwosmile
      Moje osobiste córki też lubią różowe i błyszczące.
      Ja do tej pory lubię fuksję- jest energetyzującasmile
    • agaja5b Re: Żadna nie była różową panienką? :) 25.04.13, 17:14
      Nie pamiętam u siebie fazy na księżniczki, chciałam byc piosenkarką. O różowiastych, gnieciuchowych dresach i dżinsowych spódniczkach marzyłam na początku podstawówki, ale pewnie dlatego że to krzyk mody był. Zauważam natomiast, że o ile moja matka zawsze chciała mnie ubierać w falbanki i obcasiki to ja ich nienawidziłam i preferowałam wygodę, bo lubiłam dalekie wycieczki, nieskrępowane ruchy. Teraz moja córka ma odwrotnie, namawiam ją na wygodne rzeczy, bo lubi biegać i szaleć a ta by się przyodziewała tylko w tiule, cekiny, spódniczki i róże i w tym by latała po krzakach. Ale księżniczką zdecydowanie nie chce być, chociaż dalej jest w fazie różowej. Obecnie dalej nie lubię się malować na codzień, nigdy nie chodziłam ani na solarium ani nie malowałam włosów, nie robię paznokci i tego typu spraw i nie umiem o nich gadac z innymi kobietami, ale zdecydowanie nie jestem chłopczycą, lubię wyglądać ładnie, lubię ciuchy ale nie lubię przesady, krzykliwości, jednoznaczności. Koleżanki mam i lubię, dogaduje się z kobietami, podobnie jak z mężczyznami, nie cierpię za to fałszu, głupoty i tego unikam u obu płci. Zdecydowanie cenię niektóre uważane ze męskie cechy tj zdecydowanie czy jasne reguły, ale też nie czułabym się dobrze tylko w męskim gronie, chociaż czysto kobiecych gierek też nie trawię.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka