Taki tytuł mi się nasuwa- spulanie (oddalanie, odpychanie,zrzucanie na kogoś) spraw szkolnych
Chociaż Ameryki raczej nie odkrywam
Od lat uczestniczę w życiu szkoły aktywnie (idiotka?!), Rada Szkoły, Rada Rodziców, Trójka Klasowa, Skarbnik, teraz z innymi rodzicami organizujemy BalSzóstoklasisty, w międzyczasie jakies inne role pieczenia ciast, przywiezienia papieru, kupienia prezentów. Whatever.
Co roku jest to samo-od lat.
Rodzice narzekają na dzieci, na społeczeństwo, na postawy, na wychowanie.
A zarazem w odwłoku mają życie szkolne, które dotyczy ich dziecka.
Nie przychodzą na zebrania-nagminne. Nie płacą klasowego. Nie płacą na Radę Rodziców-to już standard. Nie wspomagają w pracach na rzecz szkoły.
Ostatnie zebranie odnośnie balu- na 4 klasy i zgoszłonych kilkunastu rodziców-tylko kilku. Oczywiście prace rozłożone na tych kilka osób. Bo inni mają gdzieś. Samo się zrobi, samo przywiezie, samo się załatwi. Najlepiej przyjść na gotowe i jeszcze mieć pretensje, że miało się inne wizje.
Tak, wkurza mnie to. Wkurza,że tak chętnie my-rodzice narzekamy na wszystko wokół, a sami nie robimy nic by to zmienić. Przekazujemy takie postawy wdupiemania naszym dzieciom, którym też się nie chce podejmować jakiegokolwiek wysiłku. Eh, rozgoryczona jestem. I zmęczona. Za rok pewnie też się zgłoszę , zostanę wybrana (heh

), będę się angażowała by na koniec roku znowu czuć rozczarowanie.
Żeby nie było- za moich czasów też tak chyba było. Moi rodzice chodzili tylko na zebrania- nie robi nic POZA.
A szkoda..