Chcę Wam napisać, w jaki sposób udało mi się wygrać z tą przypadłością. Nie za pomocą konkretnego specyfiku, to żadna reklama

Opiszę wszystko, co robiłam, bo może którejś z Was się to przyda na własnym polu bitwy. Dobrze wiem jaki to ból mieć na twarzy krosty i ropne górki, których nie chce zamaskować żaden kosmetyk. A w tej chwili - odpukać - twarz mam jak niemowlę zadek. Nic nowego nie pojawia się od ok pół roku, nigdy wcześniej, przez całe życie, nie było tak dobrze...
Do rzeczy. Przez całe życie bywało źle, średnio i dobrze, zmiennie. Ale półtora roku temu nagle pogorszyło się straszliwie (a byłam tuż po 30-tce). Na twarzy dramat, prawdopodobnie wywołany przez próby z OCM (olejowanie twarzy, podpatrzone na forum wizaż). Zasyp totalny, głęboki, najgorzej na czole i brodzie, po bokach... Po prostu dramat, bo nowa praca, a człowiek wygląda tak, jak wygląda... Dermatolog (pierwsza, druga i trzecia) przepisywały rózne specyfiki, łącznie z antybiotykoterpią, którą stosowałam codziennie przez pół roku (ale nie isotekiem, na to nie zdecydowałam się z powodu skutków ubocznych). Poprawa żadna lub marna... Dermatolog, jak wróżka, wymyślała coraz to nowsze specyfiki, ja płaciłam za wizyty, za leki, za kosmetyki apteczne...
Wkurzyłam się w końcu i zaczęłam czytać fora osób z podobnymi problemami. I tą drogą:
1. wywaliłam podkłady (używałam revlon colorstay) oraz puder sypki (miałam dobry clinique), zaczęłam stosować codziennie podkład mineralny sypki (teraz Pixie z allegro)
2. zdecydowałam się na jedną markę kremów i maseczek, ja akurat weszłam w serię Bandi - mam krem nawilżający, krem na dzien z filtrem, krem odżywczy na noc, maskę i tonik (ale ostatniego prawie nie używam).
3. Na biochemii urody kupiłam i regularnie stosuję: serum migdałowe (z kwasami) - fajne, ładnie złuszcza, a przede wszystkim wysusza i goi zmiany, które się pojawiają; hydrolat, który stosuję jako tonik (działa antybakteryjnie), drobny peeling perłowy (świetny) i puder sypki (naturalny, stosuję w ciągu dnia do matowienia twarzy, na puder mineralny)
4. całkowicie odstawiłam czekoladę, cukier do słodzenia, ostre przyprawy, wszelkie chipsy, olej zamieniłam na oliwę do smażenia
5.Codziennie stosuję tabletki skrzypovita (na cerę, włosy i paznokcie)
Cera poprawiała się przez ok dwa miesiące, od kilku miesięcy jest już super. Jedyne, co mi jeszcze zostało, to zaskórniki niewielkie, będę się ich systematycznie pozbywać tym serum złuszczającym z kwasami. Czuję się jak nowonarodzona, wreszcie nie wstydzę się spotykać z ludźmi z świetle dziennym
Wiem oczywiście, że jeśli problemem są hormony, to moje sposoby pewnie nie pomogą, ale może nieco złagodzą objawy? Powodzenia dziewczyny. Mam nadzieję, że to diabelstwo już do mnie nie wróci...