Mąż pracuje w międzynarodowej firmie na średnim szczeblu kierowniczym. Pracuje ciężko, stara się i jest chyba dobry w tym co robi, bo systematycznie awansuje. We wrześniu kolejna ocena i zmiany - mąż ma (a raczej miał

) nadzieje na kolejne przesunięcie o oczko w górę. W firmie organizowane sa rożne dodatkowe zajęcia dla pracownikow - działa liga piłki halowej, chodzą razem na basen i na sqash'a, czasem grają w kosza. Szef główny jest obcokrajowcom i zarządza firmą nie tylko na obszarze Polski ale tez całego regionu. Nie ma bezpośrednio zależności miedzy moim M. a głównym szefem (za wysokie progi) a znają sie osobiście z zajęć sportowych właśnie. Szef jest w Polsce bez rodziny (ma podobno dojechać), na weekendy lata przeważnie do domu ale jak jest coś pilnego to zostaje. No i właśnie tak było w zeszłym tygodniu. A mój M. wiedząc, że szef zostaje zaprosił go do nas na niedzielny obiad. No i to był błąd

. Szef przyszedł i dosłownie po 20 minutach wyciągnął papierosy i chce palić. Powiedziałam, ze u nas sie nie pali. Zapytał o balkon - ale tam tez sie nie pali! Nawet ostatnio narzekalam z sąsiadka na chamów co na Bałkanach popalają i smrodzą. Popełniczki tez nie mam. Powiedziałam (grzecznie), ze palić to musi iść przed budynek - no a to jest niestety 9 piętro. Nie poszedł od razu ale po zupie juz tak. Nic nie mówił, nie narzekał. Mąż poleciał za nim (miał mi pomoc ale juz trudno). Wrócili po dobrych 15 minutach, byłam zła, bo wszystko gotowe i styglo. No i z tej złości nie wytrzymalam i powiedziałam, że w Polsce to juz tylko margines pali i powinien przestać jak chce sie tu dobrze czuć. No i atmosfera siadła kompletnie

. Facet szybko zjadł i sie pożegnał, nawet deseru nie chciał. Mąż zrobił mi piekielną awanturę, krzyczał ze mu karierę łamie i jestem chamska i jeszcze milion obraźliwych rzeczy. To było w niedziele, ja sie obraziłam. Do dzisiaj jesteśmy pokłóceni. Mąż codziennie po pracy mówi, ze koledzy i pracownicy dziwnie patrzą na niego i szepczą mu za plecami. Ja uważam, że przesadza. Szefa od tego czasu nie widział ani nie miał z nim kontaktu. Ja juz powoli nie wiem kto miał racje a kto zachował sie jak cham.