nangaparbat3
11.07.13, 21:31
Ale przypomniało mi sie przy okazji watku o "cudzym" dziecku.
Bardzo dawno temu mieszkalam z pewnym panem, wykształconym, humanistą pełna gębą (serio, serio), i w ogóle bardzo porzadnym czlowiekiem, pisze bez ironii. Pan mnie po 3 latach zostawił dla innej, najpierw rozpaczalam, potem mi przeszlo, a potem spotkalam przyszlego męża i wpadlam po uszy. Z tym kulturalnym panem pracowalismy w tej samej firmie, on na wyzszym stanowisku, ale nie był moim przelozonym. Ktoregos dnia weszłam do jego pokoju, rozmawialiśmy, zeszło też na moje życie uczuciowe, i pan nagle zamknąl drzwi na klucz - tak. Nie krzyczalam, nie wzywalam pomocy, najsilniejszy byl wstyd, wydawalo mi sie, ze nie znioslabym, gdyby ktos sie dowiedzial. Od tamtego czasu minelo 27 lat i nigdy nikomu nie powiedzialam, ze wstydu wlaśnie.
w każdym razie czytajac tamten wątek pomyślalam: a co, gdybym wtedy zaszla w ciażę? Niepewna, z kim. Czy zwierzylabym sie ukochanemu? Nie sadzę, to byloby zbyt bolesne, za bardzo bym sie bala. Czy chcialabym oszukać, wrobić, wmanipulować? Na pewno nie - modlilabym się, żeby dziecko było jego. Zrobilabym potem badania DNA? w zyciu, schowalabym głowe w piasek, pewnie wyparlabym tamtą historię, wyjasniła sobie, że to niemożliwe, by dziecko było tamtego.
Dla niektorych: mojedyne dziecko urodziło sie 3 lata po opisanym incydencie i jest wypisz wymaluj - moja tesciowa. Żeby nie było.