Dodaj do ulubionych

No i nie wzięłam weków na urlop.

21.08.13, 11:52
Z lenistwa czystego, bo kwestie "wypada/nie wypada" kompletnie mnie nie interesują. Nie wzięłam, bo mi się zwyczajnie nie chciało ich robic, w sumie mam pieniądze na to, żeby przez dwa tygodnie zjeść w restauracjach, po cholerę to ze sobą wlec, a jak się zepsuje, a spróbować miejscowego jedzenia itepede.
No i klęłam się w żywe kamienie. Fakt, byłam w Szklarskiej Porębie, pretendującej już do miana kurortu, więc miejsc w których można zjeść było mnóstwo. Tylko co z tego, skoro w każdym praktycznie zestaw dań taki sam, na dodatek niestety kuchnia tamtejsza dla mnie zbyt ciężka - królują smażone ziemniaki i mięso. Dwa razy zrobiłam obiad w domu, ale nie mając żadnych półproduktów było to jednak dla mnie za dużo roboty, zwłaszcza po sześciu godzinach łażenia po górkach. Gdybym miała - tak jak w biedniejszych czasach - weki z np. gotowym gulaszem, to dogotowanie do tego kaszy i obranie pomidora zajęło by mi pięć minut. A tak byłam zdana na restauracje, w których było nawet smacznie, ale cóż, wątroba wysiadła mi koncertowo, a mały przyzwyczajony do domowego jedzenia jadł tyle, żeby nie paśc z głodu (to akurat mnie nie przerażało).
W sumie na osiem obiadów wydaliśmy ponad tysiąc złotych i nikt nie był zachwycony.
Za rok biorę weki. Na pewno.
Obserwuj wątek
    • jamesonwhiskey Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:03
      wydziwiasz
      patrze na gastronautow i kaprys ma calkiem pozytywne opinie co do menu
      mule , sola, filet z dorsza przepiorki cos tam jednak chyba mozna bylo znalezc
      • gryzelda71 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:09
        Polecasz przepiórki?
        • jamesonwhiskey Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:15
          w jakim sensie polecam, jak lubisz to zjedz
          jak ci moge polecic swinke morska na patyku
          • gryzelda71 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:17
            Czyli jak zwykle pierdaczysz
            • jamesonwhiskey [...] 21.08.13, 12:20
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • lauren6 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:15
      Do dzisiaj nie zapomnę pysznej grillowanej piersi kurczaka podawanej z ziemniaczkami z wody, posypanymi ziołami oraz pysznych domowych pierogów, którymi raczyłam się w czasie wyjazdu do Szklarskiej kilka lat temu.
      Wydziwiasz. Następnym razem poczytaj gastronautów przed wyjazdem gdzies.
      • joe_stru Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:24
        Piersią z kurczaka z ziemniakami się "raczyłaś" powiadasz?
        • misterni Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 22.08.13, 13:10
          Jak dobrze zrobione, to można i samymi ziemniakami się raczyć.
    • heet_joe Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:15
      Nie mam nic do weków, ale nie rozumiem jednego. Jak jesteście w hotelu czy pensjonacie, to gdzie te weki się odgrzewa?
      • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:25
        W pensjonacie mieszkałam w połączonych dwóch pokojach, jeden miał aneks kuchenny. Była mikrofala, mała lodówka i płyta elektryczna z dwoma "palnikami". Spokojnie da się w takim miejscu podgrzać mięso i dogotować kaszę czy makaron.
      • chipsi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:52
        Właściwie to nie spotkałam pensjonatu bez aneksu kuchennego czy dostępu do kuchni. Nie wiem jak podła musiała by być kwatera by nie było możliwości odgrzania posiłku.
        • gazeta_mi_placi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:58
          W hotelach z wyższej półki aneksów nie uświadczysz, taka ich podła jakość tongue_out
          • chipsi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 14:16
            O pensjonatach pisałam...
          • misterni Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 22.08.13, 13:15
            Co Ty powiesz? W wielu hotelach byłam, i jak najbardziej w apartamentach są aneksy kuchenne, gdzie masz lodówkę, zlew, czajnik elektryczny - raz czy dwa razy trafiła mi się mini kuchenka indukcyjna wbudowana w blat smile
    • araceli Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:17
      nisar napisała:
      > co z tego, skoro w każdym praktycznie zestaw dań taki sam, na dodatek niestety
      > kuchnia tamtejsza dla mnie zbyt ciężka - królują smażone ziemniaki i mięso
      (...)
      > Gdy bym miała - tak jak w biedniejszych czasach
      > - weki z np. gotowym gulaszem, to dogotowanie do tego kaszy
      > i obranie pomidora zajęło by mi pięć minut.

      No tak - gulasz to nie mięso i wcale nie ciężkie danie big_grin
      • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:19
        W moim wydaniu nie ciężkie - chude mięso, wyłącznie duszone, z dużą ilością warzyw, nie ma nic wspólnego ze smażonym kotletem, uwierz smile
    • lusitania2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:20
      nisar napisała:

      > Dwa
      > razy zrobiłam obiad w domu, ale nie mając żadnych półproduktów było to jednak
      > dla mnie za dużo roboty, zwłaszcza po sześciu godzinach łażenia po górkach.


      skoro piszesz o gulaszu, to jesteście mięsożercami.
      Zdarza mi się z takimi pomieszkiwać, więc stąd wiem smile, że przygotowanie do takiej kaszy np. piersi kurczaka (+cebula + papryka) zajmuje cicrca 20 minut (dla 5 osób). Tyle, ile się kasza gotuje.
      My, jako wegetarianie zamiast kurczaka wzięlibyśmy np. cukinię.

      Zgadzam się z opinią wyżej - wydziwiasz.
      • tolcia2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:27
        nisar, ja tez w szklarskiej byłam, a jednak znaleźliśmy sporo miejsc ze zróżnicowanym i smacznym jedzeniem. Jedliśmy codziennie gdzie indziej i prawie zawsze było super!
        • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:29
          My też jedliśmy codziennie gdzie indziej. W sumie biorąc pod uwagę, że żadne z nas nawet przez chwilę nie miało problemów żołądkowych, to pewnie nie powinnam narzekac. Ale moja bezworeczkowa wątroba jednak mi wysiadła.
          Hm. W sumie wysiadła mi zaraz po przyjeździe do domu, a ostatnie trzy dni spędziliśmy w Pradze, to na pewno czeskie jedzenie mi zaszkodziło wink
          • rosapulchra-0 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:58
            nisar napisała:

            > My też jedliśmy codziennie gdzie indziej. W sumie biorąc pod uwagę, że żadne z
            > nas nawet przez chwilę nie miało problemów żołądkowych, to pewnie nie powinnam
            > narzekac. Ale moja bezworeczkowa wątroba jednak mi wysiadła.

            A ile alko w tym czasie wypiłaś? Oraz różnego rodzaju kaw, oranżad, coli i innego badziewia, które zdecydowanie bardziej szkodzi wątrobie niż gotowane jedzenie.
            • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:01
              Alkoholu zero.
              Kawy - mniej niż w domu, maksymalnie dwie dziennie.
              Oranżad zero.
              Za to coli istotnie sporo - powiedzmy średnio szklankę dziennie. W domu nie piję prawie w ogóle.
              • adwarp Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:33
                "Alkoholu zero."

                a to błąd, bo po każdym obiedzie należało przyjąć coś na trawieniewink

          • agni71 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:53
            nisar napisała:

            Ale moja bezworeczkowa wątroba jednak mi wysiadła.
            > Hm. W sumie wysiadła mi zaraz po przyjeździe do domu, a ostatnie trzy dni spędz
            > iliśmy w Pradze, to na pewno czeskie jedzenie mi zaszkodziło wink

            jesli zywiliscie sie w Pradze tradycyjną kuchnią czeska, to całkiem możliwe, ze to ona właśnie cie wykończyła. Obfite obsypanie każdego mięsa kminkiem nie sprawi, że będzie ono lekkostrawne, dodaj do tego brak surówek, i juz masz katastrofę wink Tak niesmacznej i monotonnej kuchni jak tradycyjna czeska (w wydaniu knajpianym, moze domowa jest lepsza)jeszcze nie spotkalam.
            • gazeta_mi_placi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 14:03
              Ja również, odnośnie stołowania nie jestem wybredna, ale kuchnia czeska to dramat. Pierwsze miejsce pod względem niesmaczności. Drugie miejsce - kuchnia niemiecka.
              • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 16:53
                Słowacka jest nader podobna do czeskiej. Jeśli surówki - to z octu.
        • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:28
          Kilka lat temu byłam w Szklarskiej - i to była kulinarna porażka.
      • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:27
        No pewnie wydziwiam, bo otworzyć słoik by mi się chciało, a przygotowywać piersi kurczaka, a przedtem jej kupować już nie smile
        • triss_merigold6 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:40
          OMG to bierzesz pobyt z wyżywieniem i masz spokój.
          • sonniva Bez obrazy 21.08.13, 12:43
            ale ja nie rozumiem co to za urlop na którym trzeba gotować?
            Po to ide na urlop, żeby właśnie tego nie robić. I wybieram taką ofertę i w takim miejscu, żeby nie było z tym problemu.
            • nisar Sonniva. 21.08.13, 12:46
              I z takiego właśnie założenia wyszłam. I to założenie wyszło mi bokiem. Konkretnie lewym, tam gdzie wątroba wink
              • sashka75 Re: Sonniva. 21.08.13, 12:50
                Z tego co wiem, to watroba jest po prawej stronie wink
                • franczii Re: Sonniva. 21.08.13, 13:42
                  A po lewej co jest? bo mnie tez wlasnie po lewej pobolewa po urlopie
                  • chipsi Re: Sonniva. 21.08.13, 14:20
                    Ja mam zapięcie od spódnicy tongue_out
              • rosapulchra-0 Lewym?? 21.08.13, 13:00
                Jesteś pewna, że masz wątrobę po lewej stronie?? shock
                • nisar Re: Lewym?? 21.08.13, 13:03
                  Ojtam, ojtam. sprawdzam tylko Waszą czujnośc smile
                  no dobra, mam po prawej.
                  A po lewej bolało mnie też, ale już nie wiem co, pewnie jakiś bolicoś.
                  • an_ni Re: Lewym?? 21.08.13, 13:45
                    trzustka
            • marzeka1 Re: Bez obrazy 21.08.13, 12:47
              U mnie podstawą wyjazdu na urlop jest zawsze: nie gotuję przez cały ten czas- byłam co prawda w Kazimierzu Dolnym (+Lublin, Nałęczów, Kozłówka, Puławy itp.)- ale jedliśmy naprawdę smaczne rzeczy- a domowe pierogi ze szpinakiem w Kazimierzu i ich boski smak pamiętam do dzisiaj big_grin
            • chipsi Re: Bez obrazy 21.08.13, 12:50
              > ale ja nie rozumiem co to za urlop na którym trzeba gotować?

              A co to za urlop gdzie muszę się dopasowywać do czasu podawania posiłków w hotelu? A jeśli jadam na mieście to muszę szukać knajpy, czekać na obsługę potem na podanie.... zajmuje więcej czasu niż ugotowanie makaronu jednak. Kto co lubi.
              • sonniva Re: Bez obrazy 21.08.13, 12:56
                "zajmuje więcej czasu niż ugotowanie makaronu jednak. Kto co lubi. "
                Makaron? Przez 2 tygodnie?
                Nie ja jednak dziękuję wink
                • chipsi Re: Bez obrazy 21.08.13, 13:01
                  Rozumiesz pojęcie słowa "przykład" ?tongue_out Nie zawsze muszę jeść 5-daniowy obiad po prostu.
                  Żeby było jasne, sama weków nie zabieram i często na wakacjach jadamy na mieście. Nie demonizowałabym jednak gotowania na wakacjach bo czytając wasze przerażające opisy można wywnioskować że gotowanie obiadu to zawsze kilka godzin mordęgi. Poza tym na wakacjach nikt nie wraca zajechany z pracy więc wspólnymi siłami przygotujemy posiłek w kilkanaście minut. Nie muszę chyba dodawać że kwestia kosztów też jest istotna.
                  • sonniva Re: Bez obrazy 21.08.13, 13:17
                    Oczywiście wiem, ze to przykład. Zamiast makaronu może być ryż, kasza itd
                    A teraz wyobraź sobie, że przez 2 tygodnie codziennie musisz wymyślać co by tu na szybko zrobić, mało tego codziennie musisz pójść do sklepu po produkty, na targ po świeże warzywa, rybę, no chyba, ze dzieciom podajesz jakieś półprodukty ze słoika bo na szybko i wygodnie. (wiem, ze przez 2 tygodnie od tego wąsy im nie urosną, ale i tak dzieciakom szkoda zdrowe nawyki żywnościowe przestawiać). Do tego "makaronu" musisz zrobić sos, jakieś mięsko od czasu do czasu a obowiązkowo warzywa i owoce. A teraz policz czas: na myślenie co, na zakupy i na końcu gotowanie i nie wmawiaj mi że to wszystko razem w 20 min załatwisz. Bo ja "supermenka" wink jestem i zrobię obiad w 20 min, ale tylko pod warunkiem, ze wiem z góry co, a w lodówce czekają produkty i świeże warzya.
                    Nie szkoda Ci urlopu na taką "logistykę"?
                    • chipsi Re: Bez obrazy 21.08.13, 13:30
                      Jakbyś musiała z moimi wybrać się do knajpy to byś wróciła do domu big_grin "ta nie, ta za daleko, tu za drogo, tu niema parkingu, to niedobre, tu za długo...".
                      Zakupy robię "po drodze". Usmażyć cycek z warzywami to tez nie filozofia. Mimo wszystko też wolę się stołować w knajpie ale bywa że czasowo i finansowo bardziej kalkuluje się coś upichcić. Wszystko zależy od tego gdzie jesteśmy i na ile.
                      • morekac Re: Bez obrazy 21.08.13, 13:38
                        Nie mówiąc o tym, że w niektórych miejscowościach wbicie się w sezonie do knajpy jest wyczynem. A o 19-tej zostają tam wyłącznie kotlety twarde jak kamień. A po sezonie - nic już nie ma i trzeba jechać kilka ładnych kilometrów na jakiś jadalny obiad. Bo byle jakie jedzenie to mogę sobie coś zalać wodą i też będę chwilowo żyła.
                • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:02
                  Czekanie aż woda pod maron się zagotuje - 5-10 minut, gotowanie makaronu - 15 minut. Daje to około 25 minut na samo ugotowanie makaronu, a gdzie sos czy inne dodatki?
                  • franczii Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:03
                    Sos sie robi w czasie kiedy sie woda i makaron gotuja.
                    • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:04
                      Chyba taki z torebki.
                      • lusitania2 Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:08
                        gazeta_mi_płaci napisała:

                        >Chyba taki z torebki.

                        co ty, gazeta, wiesz o gotowaniu?
                        • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:19
                          Tyle, że albo byle jaki posiłek w miarę błyskawicznie albo zdrowszy, lepszy, ale kosztujący określoną ilość czasu.
                          • chipsi Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:22
                            Nie ma niczego lepszego od makaronu z pesto! tongue_out
                            A jak chcesz zdrowo to gotujesz warzywa z cyckiem lub bez.
                          • lusitania2 Re: Bez obrazy 21.08.13, 14:34
                            gazeta_mi_placi napisała:

                            > Tyle, że albo byle jaki posiłek w miarę błyskawicznie

                            gazeta, a nie obiło ci się aby o uszy, że najzdrowsze są dania jak najmniej przetworzone?
                            To doucz się o tym teraz.
                            Nie ma zdrowszych_i_jednocześnie szybszych posiłków niż kasze/pełnoziarnisty makaron z krótko obrobionymi termicznie warzywami.
                            Musisz dorzucić do tego kawał mięsa - trudno, dorzuć, ale to też wcale nie musi być godzinami obrabiany gulasz czy golonka. Drobiowe piersi, ryby, czy nawet schabowy - wymagają kilku(nasto)minutowej obróbki termicznej, nie godzinnej.



                            albo zdrowszy, lepszy, al
                            > e kosztujący określoną ilość czasu.
                            • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 22.08.13, 08:44
                              I to razem daje minimum pół godziny stania nad garami, sprzątanie po już pomijam.
                              • franczii Re: Bez obrazy 22.08.13, 09:35
                                A w restauracji zwlaszcza w sezonie tez trzeba swoje odczekac. I w dodatku znosic sensacje zoladkowo-jelitowe po codziennej restauracyjnej kuchni.
                                • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 22.08.13, 16:16
                                  Nigdy nie strułam się daniem restauracyjnym, za wyjątkiem owoców morza, ale generalnie nienawidzę owoców morza, a byłam w sytuacji gdzie nie można było odmówić a restauracja gdzie nie było dużego wyboru dla osoby nie lubiącej owoców morza. Kwestia organizmu bo nikt inny nie chorował.
                                  • franczii Re: Bez obrazy 23.08.13, 05:16
                                    Ja tez nigdy nie mialam typowego zatrucia i wcale nie zatrucie mialam na mysli tylko to, ze po paru dniach restauracyjnego jedzenia moj przedwod pokarmowy i nie tylko moj bo mojego meza tez zaczyna protestowac: pobolewa w boku, coz wzdyma, cos burczy, jest uczucie ciezkosci, trudnosci kibelkowe itp. Pewnie to kwestia indywidualnych predyspozycji oraz tego, ze jestesmy przyzwyczajeni do zdrowej kuchni opartej na starannym doborze skladnikow. W kazdym razie w restauracjach mozemy jesc jak jedziemy na weekend a nie na 2 tygodnie.
                              • misterni Re: Bez obrazy 22.08.13, 13:22
                                I to tak dużo znowu? Biorąc pod uwagę, że idąc do knajpy też musisz odczekać swoje?
                                • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 22.08.13, 16:18
                                  W tym czasie możesz spokojnie raczyć się napojem mniej lub bardziej wyskokowym, nie stresujesz się.
                                  • morekac Re: Bez obrazy 22.08.13, 21:42
                                    Poza kierowcą - jeśli więc lokal jest w odległości wymagającej dojazdu, kierowca jest pokrzywdzony... Chyba że jest abstynentem.
                                    • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 23.08.13, 08:00
                                      Miałam na myśli za granicę, tam raczej nie masz samochodu.
                                      • morekac Re: Bez obrazy 23.08.13, 08:14
                                        A wątek zaczął się od Szklarskiej Poręby - taka zagranica to to znowu nie jest.
                                        A jeśli samochodu nie ma, to i chyba weków się nie bierze? I jeśli już- to gotuje się z miejscowych produktów...
                                        Jest zresztą mnóstwo zagranic, do których można pojechać z samochodem. Niech sobie też blaszak trochę świata zobaczy.
                                        • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 23.08.13, 08:21
                                          Na ogół ci których nie stać na komfortowy przelot samolotem tłuką się samochodami z wekami.
                                          Weki (na ogół) równa się własny dojazd samochodem (najczęściej minimum 5 letnim na gaz).
                                          Ci którzy lecą samolotem najczęściej nie biorą weków.
                                          • franczii Re: Bez obrazy 23.08.13, 08:35
                                            Teraz samolot to juz wcale nie jakis luksus. Bardzo czesto lot kosztuje mniej niz podroz samochodem.
                                          • morekac Re: Bez obrazy 23.08.13, 09:14
                                            Osobiście nie czuję potrzeby latania samolotem do Czech, na Słowację czy do Szklarskiej Poręby. Jest to jednak bardziej skomplikowane niż pojechanie samochodem.
                  • antychreza Re: Bez obrazy 22.08.13, 13:29
                    Makaron al dente gotuje się od 7 do 10 minut. Chyba że używasz jakiegoś wynalzku typu najtańszy produkt albo lubisz rozgotowany. Sos serowy na śmietanie albo na bazie passaty robi się 15 minut. W międzyczasie. No, chyba że masz jednopalnikowy prymus to nie poszalejesz.
                    W tym roku co do zasady obiady jadłam na mieście. Raz szarpnełam sie na grillowanie - w Chorwacji jagnięcina jest tańsza niż u nas a zawsze chciałam spróbować tylko było szkoda kasy. Po mnie z grilla korzystał inny Polak, który grillował kiełbasę toruńską i popijał tyskim ;p W życiu nie targałabym jedzenia na wakacje. Po to jadę daleko od domu żeby jeść inaczej niż w domu, ale co kto lubi.
                    • gazeta_mi_placi Re: Bez obrazy 22.08.13, 16:17
                      Grubsze makarony np. rurki dłużej niż 10 minut, nie każdy lubi al dente. Ja nie lubię i parę innych osób, które kiedyś poczęstowałam al dente (na swoje nieszczęście wtedy wierzyłam w to co napisane na opakowaniu tj. owe 7 minut).
          • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:45
            Nie biorę, bo nie cierpię musiec zjeść tego, co akurat dają, na dodatek o konkretnej godzinie. Jak szliśmy w góry, to raz wracaliśmy o 15, a raz o 18, żaden obiad w żadnym "wyżywieniu" nie będzie tak elastyczny.
            • marzeka1 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:52
              Z gotowym wyżywieniem też bym nie wzięła,bo trzeba się pilnować, a my lubimy jeździć po okolicy i nie przejmować się czasem.
            • triss_merigold6 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:55
              W pensjonatach można się dogadać, w większych ośrodkach często posiłki są wydawane w godzinach od-do. Można też zgłosić rano, że w danym dniu rezygnuje się z obiadu/kolacji.
              Tworzysz problemy IMO. Od lat jeżdżę z dzieckiem, teraz z dwójką, w różne miejsca od gór do Bałtyku i nigdy nie miałam problemów ze zorganizowaniem regularnego karmienia podawanego pod nos.
            • tezee Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:59
              Problem własnie w tym że coraz trudniej jest znalesc przyzwoite jedzenie w normalnej cenie. Byłam własnie na obiedzie w gruzińskiej knajpie, jakosc mięsa poniżej krytyki,zwiędła surówka,nie powiedziałalabym ze nie umieją gotować czy że mam cos do samej kuchni, zwyczajnie oszczedzaja na składnikach potraw bo farsz w tych ich tradycyjnych pierogach to jakas kpina , skubłam tylko chaczapuri bo wydawało mi sie w miarę świeże i nie opier....one.Wróciłam głodnasad
    • default Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:52
      nisar napisała:

      > Gdybym miała - tak jak w biedniejszych czasach - weki z np. gotowym gulaszem, to d
      > ogotowanie do tego kaszy i obranie pomidora zajęło by mi pięć minut.

      Kasza gotuje się dłużej niż 5 minut smile
      No, ale OK - faktycznie odgrzanie zawartości weka i ugotowanie kaszy/makaronu to niby żadna robota. Ale jednak - robota. Zamiast zasiąść do stołu, zostać obsłużonym, zjeść i wyjść - trzeba samemu stanąć przy kuchni, odgrzać, ugotować, pomieszać, pokroić, ponakładać, sprzątnąć, pozmywać. I robi się normalna rutyna, jak na co dzień.
      Dla mnie akurat jednym z najważniejszych plusów urlopowego wyjazdu jest to, że kuchni i garów nie oglądam nawet z daleka smile
      • chipsi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:57
        Jak to dobrze że na urlop nie jeżdżę sama i też sama nie muszę opisywanych czynności wykonywać, nawet jak decydujemy się czasem gotować sami. Uff.
        • default Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 15:07
          No ja też nie jeżdżę sama, ale gdyby trzeba było gotować, to na mnie by to spadło, bo męża mam niedorozwiniętego w tym względzie.
          Ale pomijając już nawet kwestię "narobię się/nie narobię się", to także posiłki inne niż standardowe domowe jedzenie są dla mnie dużą atrakcją urlopową. W ciągu roku rzadko wybieramy się do restauracji, więc "zwiedzanie" różnych knajp w różnych miejscach to też element programu wypoczynkowego smile
          • chipsi Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 22.08.13, 10:45
            Luzik, mój też upośledzony kulinarnie. Zaganiam go np. do obierania ziemniaków i mycia garów smile
      • abid-iasz Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 15:22
        Wcale nie gotuje się dłużej, ja podprażam kaszę na patelni, potem do gara, zalewam gorącą wodą, odrobina soli, masła, daję gałązkę koperku, bo lubimy, pyrkocze na maleńkim gazie pięć minut, potem z gazu, od razu w ręcznik, torbę foliową i pod kołdrę. Upraży się sama i jest ciepła przez kilka godzin.
    • adellante12 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:56
      A my zabraliśmy... Mało tego jeszcze przywieźliśmy weki z wakacji. W ten sposób mam w domu:
      - miód z Grecji z drzew pomarańczowych
      - ajvar kupiony na macedońskiej wsi
      - kompoty z bałkańskich sliwek
      - figi w zalewie
      - macedoński kompot z wiśni
      - litr czarnogórskiej sliwowicy
      • adellante12 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 12:58
        A i jeszcze jeden słoik z czymś czego nikt nie potrafi zidentyfikować a jest tak diabelnie słodkie że nie idzie tego samego jeść.. Kojarzy się jak grusze w jakiejś zalewie miodowej - kupione na wiejskim bazarze w Macedonii.. Mam pomysła może zrobie zdjęcie i Jematki pomogą to zidentyfikować?
    • biala_ladecka Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:09
      Ja Cię rozumiem, zaliczyłam w tym roku Karpacz i panierowane kotlety nosem mi wychodziły. Lubię mięso i jadam często ale bez przesady. Praktycznie wszystkie dania na bazie mięcha smażonego. Z dań bezmięsnych pierogi znaczy się kluchy - nic lepiej uncertain

      Może to taka regionalna przypadłość? wink
      • tezee Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:16
        Bo odsmażone nawet nieświeże sprzedasz, kombinują w tych knajpach i to niestety czuć. Jadłam w te wakacje w wielu miejscach w Polsce, z czystym sumieniem byłam zadowolona z jedzenie w tylko w dwóch restauracjach, jedna w czterogwiazdkowym hotelu, druga to chłopskie jadło na Zakopiance gdzie żur na bogato a farsz w pierogach świeży i przyzwoity. Niestety.
    • ewcia1980 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:31
      A ja cię rozumiem bo też nie przepadam za "restauracyjnym" jedzeniem.
      A już w miejscowościach turystycznych to jest po prostu DRAMAT.
      Nad morzem królują odmrażane, smażone ryby + fryty + surówka z białej kapuchy
      uncertain

      W tym roku byłam nad morzem w ośrodku gdzie wyżywienie było 3x dziennie.
      I muszę przyznać, że było dobre.
      Duży wybór, wszystko świeże - generalnie byłam zadowolona bo nie miałam problemu z nakarmieniem dzieci (które w ubiegłym roku na urlopie przez 2 tygodnie były na frytkach i coca coli)

      Też planując urlop zawsze rozważam opcję - wyzywienie we własnym zakresie.
      Ale że jestem leniwa i w wakacje chce odpocząć od robienia zakupów, planowania posiłków i gotowania - więc zawsze rezygnuję.
    • franczii Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:40
      Ja tez nie woze ale na miejscu kupuje i gotuje. Nie potrafie sie zywic w knajpach dzien w dzien przez pare tygodni. Wysiada mi zoladek lub cos innego, nie znam sie w kazdym razie cos tam w brzuchu daje popalic. Bylam teraz w gorach i sila rzeczy knajpiane lub schroniskowe na obiad. Moj przewod pokarmowy koniec wakacji powital z ulga.
      • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:43
        Wysiada mi zoladek lub cos innego, nie znam sie w kazdym razie cos tam w brzuchu daje popalic
        Często dają sodę do gotowania warzyw czy ziemniaków - może to.
        Idealny jest ewentualnie pensjonat z przyzwoitą kuchnią - ale o ile obiad o 18-tej sprawdza się w przypadku plażowania czy jazdy na nartach, to w przypadku całodziennego łażenia po górach można na niego nie zdążyć.
        • franczii Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:45
          ale o ile obiad o 18-
          > tej sprawdza się w przypadku plażowania czy jazdy na nartach, to w przypadku ca
          > łodziennego łażenia po górach można na niego nie zdążyć.

          Ano wlasnie. A kolo 13-14 jednak cos trzeba zjesc jak sie lazi po gorach.

          • lusitania2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:53
            jak się rzeczywiście łazi po górach to o 13-14 je się suchy prowiant.
            Chyba, że się w schronisko czasowo wyceluje - wtedy się je, co w schronisku serwują. Albo suchy prowiant, jak schroniskowe nie podpasuje.

            Ale, franczii, jak w wątku o wegetarianiźmie, w tym pewnie też wiesz lepiej - to podziel się z nami namiarami na górskie szlaki z wyborem knajp na nich. Chętnie skorzystamy.
            • franczii Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 14:01
              No to tak sie sklada ze my wcelowalismy w schroniska.
              W ostatnich latach chodzilam po Dolomitach albo alpach zachodnich. Jest schronisk od metra nie musielismy sie starac zeby wycelowac.
              • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 17:04
                No, ale nie w każdych górach tak jest. Nawet przez Czerwone Wierchy leci się przez cały dzień o suchym pysku, knajpę zaś znajduje się na końcu. Przy czym te, co są w Kirach, w październiku serwują już byle co. Już nie wspomnę o górach, w których punkty noclegowo-aprowizacyjne oddalone są od siebie o dzień marszu.
                • franczii Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 17:50
                  Wiem, wiem pamietam wedrowki po Tatrach. Moj ojciec nosil ogromny wojskowy plecak a w nim malutka kuchenke i odgrzewal nam gulasz lub fasolke po bretonsku na szlakutongue_out
    • nenia1 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 13:41
      Ja tam zawsze miejscowych wypytuję gdzie można dobrze zjeść, ewentualnie rozglądam się przed którą knajpą parkują auta z miejscową rejestracją.
      Właśnie wróciłam ze Słowackiego Raju i miejscowa pani poleciała nam taką restaurację, że haluszki lizać, mniam smile
      • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 15:14
        Dochodzę do wniosku, że dla mnie idealnie byłoby, jadąc na dwa tygodnie, wziąć półprodukty na sześc obiadów. Dwa dni to dni podróży, je się zazwyczaj po drodze, a w pozostałe dni co drugi dzień obiad domowy, co drugi knajpa. Szkoda że nie wpadłam na to przed tegorocznym urlopem sad
        • abid-iasz Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 15:39
          Ja tam nie rozumiem, w czym rzecz. Byliśmy miesiąc na Mazurach, pensjonat z aneksem kuchennym. Wstawałam rano (zawsze tak wstaję, uwielbiam poranki, kiedy jeszcze rodzina śpi) nastawiałam garnek pożywnej zupy, smaczyłam mięso albo przygotowywałam kotlety. Raz ugotowałam garnek gołąbków, wystarczyło na dwa dni. Pierś z kurczaka - moment przyrządzić, z warzywami. Zupy pożywne, z wkładką mięsną i dużą ilością warzyw wystarczą za samodzielny posiłek. Zajmowało mi to dosłownie ze dwadzieścia minut - po powrocie z wojaży wystarczało obrać pomidora/ogórka, szybko obrać ziemniaki lub wyjąć kaszę i już obiad był. Nigdy w życiu nie wydałabym tysiąca złotych na podejrzane żarło z knajp. Zwłaszcza, że lubię "Kuchenne rewolucje" i widzę, czym się karmi ludzi za ich ciężko zapracowane pieniądze.
          • agni71 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 16:35
            abid-iasz napisała:

            > Ja tam nie rozumiem, w czym rzecz. Byliśmy miesiąc na Mazurach, pensjonat z ane
            > ksem kuchennym. Wstawałam rano (zawsze tak wstaję, uwielbiam poranki, kiedy jes
            > zcze rodzina śpi) nastawiałam garnek pożywnej zupy, smaczyłam mięso albo przygo
            > towywałam kotlety. Raz ugotowałam garnek gołąbków, wystarczyło na dwa dni. Pier
            > ś z kurczaka - moment przyrządzić, z warzywami. Zupy pożywne, z wkładką mięsną
            > i dużą ilością warzyw wystarczą za samodzielny posiłek. Zajmowało mi to dosłown
            > ie ze dwadzieścia minut

            smile

            A ja uwielbiam poranki, kiedy wstaje na śniadanko przygotowane przez męża. Uwielbiam też byc obsługiwana w restauracji smile
            • lusitania2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 16:41
              agni71 napisała:

              >
              > A ja uwielbiam poranki, kiedy wstaje na śniadanko przygotowane przez męża. Uwie
              > lbiam też byc obsługiwana w restauracji smile

              ja, ja, ja, ja

              a nisar jak widać narzeka na knajpy i brakowało jej weków.
            • bei :):) 21.08.13, 16:45

              Urlop kojarzę z odpoczynkiem , tym od gotowania również.
              NAWET, jak nie wyjeżdżamy na caly urlop, to główny posilek zjadamy poza domem.
              Jest to czas edukacji kulinarnej, latwiej jest upichcić nową potrawę, gdy już gdzieś ją probowaliśmy.
              -
              olaromanska.blox.pl/html

              www.dlaleszka.cba.pl/
              • verdana Re: :):) 21.08.13, 16:49
                Teraz może mogłabym gotować. Przy małych dzieciach - nigdy. Miałam dosyć gotowania, mąż zmywania przez cały rok. Nie mówiąc już o tym, ze nie codziennie trzeba iść do knajpy - można kupić zapiekankę na wynos, albo placki, albo zjeść zamiast obiadu duże lodysmile Gotowanie to dla mnie przede wszystkim konieczność pamiętania "co trzeba kupić", siedzenia w domu, gdy obiad się gotuje, nie.
                Weki odpadają , bo a. nie mam samochodu, b. nie szczególnie lubię smak weków, c. na wakacjach zazwyczaj nie jem mięsa, bo za gorąco.
                • tezee Re: :):) 21.08.13, 17:47
                  Nie wyobrazam sobie bym miała na wakacjach trzepac kotlety, o litości.A weki owszem mogłabym wziąć ale przygotowane przez tesciową haha
                  Jestem za opcją pobyt + wyzywienie w danym hotelu/pensjonacie/ ośrodku, prawdopodbieństwo ze jedzenie bedzie przyzwoite jest większe a i zazwyczaj wychodzi taniej niz w knajpach.
                  • verdana Re: :):) 21.08.13, 17:57
                    Ale w górach taka opcja jest, niestety, nie do przyjęcia. Nie dąży sie nie tylko na obiad, ale nawet na obiadokolację - może nie codziennie, ale często. W Tatrach nawet ne jedliśmy śniadań, bo wychodziliśmy wcześniej, żeby uniknąć tłumów.
                    • morekac Re: :):) 21.08.13, 19:57
                      No, niestety. A znalezienie czegoś jadalnego w knajpie w środku sezonu (a zwłaszcza jakiegoś długiego weekendu) może graniczyć z cudem. Albo wejście do knajpy z jadalnymi daniami.
                      • verdana Re: :):) 21.08.13, 20:09
                        E, nie do końca. Pod warunkiem, ze knajpa nie jest na Krupówkach. Można sobie w Zakopanem na przykład zjeść bardzo fajne dania kuchni szwajcarskiej. Albo (to już na Krupówkach) mojego ulubionego pieczonego kartoflasmile
                        • morekac Re: :):) 21.08.13, 20:29
                          Zakopane i okolice i tak są jeszcze ok - knajp i różnego typu jadłodajni jest na tyle dużo, że coś się znajdzie. Cokolwiek. Po sezonie jednak warto mieć ze sobą samochód - kilka lat temu w październiku w Kirach po 19-tej nie było już totalnie nic, Kościelisko też wymarłe - jeździliśmy do Zakopanego.
                          Za to wiele lat temu w Szczawnicy w trakcie długiego weekendu majowego
                          1. nie można było znaleźć knajpy, w której było miejsce
                          2.godzinami czekało się na barszcz czerwony błyskawiczny (miałam nierozpuszczony proszek - w sumie mogłam sobie gorący kubek na kwaterze zrobić, byłoby taniej i krócej ), na resztę się nie doczekaliśmy
                          zaś w Szklarskiej Porębie (też na majówkę) - po 19-tej albo było do jedzenia nic albo było to zupełnie niejadalne.
                          • verdana Re: :):) 21.08.13, 20:34
                            Szczawnicę też wspominam jako miejsce, gdzie niewiele dało sie zjeśćsmile
                            • morekac Re: :):) 21.08.13, 20:46
                              Dziecko ma podobne wspomnienia z zielonej szkoły - kulinarna klęska po prostu. Za to bardzo miło pod względem kulinarnym wspominam Gorce i okolice Babiej.
          • beverly1985 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 19:28
            >Raz ugotowałam garnek gołąbków, wystarczyło na dwa dni.(...)
            >. Zajmowało mi to dosłown
            > ie ze dwadzieścia minut

            No no, poproszę przeis na gołabki w 20 minut. Razem z ugotowaniem kaszy/obraniem i ugotowaniem ziemniaków czy z czym tam je rekomendujesz. I zmywaniem naczyń.
          • nanuk24 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:32
            Raz ugotowałam garnek gołąbków, wystarczyło na dwa dni. Pier
            > ś z kurczaka - moment przyrządzić, z warzywami. Zajmowało mi to dosłown
            > ie ze dwadzieścia minut

            Wow! Miszczyni!
    • beverly1985 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 19:25
      Rozumiem, ze ludzie biorą weki gdy nie maja kasy, ale jednak mówienie, ze z wekami "szybciej" czy "wygodniej" albo "smaczniej" to jakies nieporozumienie.

      Najpierw musisz te produkty zawekowac w domu (przemyslec, kupic produkty, przynieśc, ugotować, zawekować, pozmywać).

      Potem na miejscu musisz miec jakis aparatment z kuchnią. Tam znów- idziesz do sklepu po ten ryż i pomidor, czekasz w kolejce, kupujesz, przynosisz, gotujesz wodę, potem makaron, w miedzyczasie odgrzewasz sos, jesz, ZMYWASZ!!

      No i co do tego "smacznie"- naprawdę odradzam wekowania np. gulaszu, nieumiejętne wekowanie mięsa może doprowadzic do zatrucia jadem kielbasianym. Bezpiecznie jest wekowac warzywa- sosy do makaronu, leczo itp.

    • emwu55 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 19:39
      a ja i moja bezworeczkowa wątroba wybieramy taką opcję wypoczynku, abym absolutnie na wczasach nie dotykała garnków. Od paru lat korzystam z zakupów grupowych z opcją śniadania i obiadokolacji w dowolnie wybranych przeze nie godzinach. Ba w większości obiektów serwują śniadania w formie szwedzkiego stołu nawet do 11 więc można dłużej pospać.
      • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 20:00
        Jeśli chodzi się po górach, to taka opcja jest niezbyt dobra. Bo w góry wychodzi się często bardzo rano (jeszcze zanim rozsądni ludzie wpadną na to, żeby gościom dawać śniadanie) - po to, aby uniknąć tłumów/upału/schodzenia po ciemku.
        • verdana Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 20:11
          No własnie. Śniadania były o 8. Dobre, jak się idzie do Morskiego Oka. Albo do Murowańca. Alle jak sie zaczyna wycieczkę z Morskiego i Murowańca, to o 9 nie ma co wychodzić z domu.
          Opcji "Śniadanie o 6.30" raczej się nie przewiduje. Nawet o 7 dostać śniadania nie sposób.
          • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 20:55
            a od kiedy to w Morskim i w Murowańcu jest szwedzki stół?
            • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 20:56
              Odkąd Szwedzi spali na stołach... smile
            • verdana Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 20:57
              Yyy... Wiesz, najpierw dochodzi się do Murowańca czy do Morskiego, traktując to jako dojście do "startu" prawdziwej wycieczki.
              • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:06
                a po kiego? jakoś całe Tatry schodziłam i to wielogodzinnymi szlakami po grani bez problemu startując z Zakopca, nie raz i po 9-tej wychodząc z racji porannego śpiochowania a schrony z tłumami mijając.
                • verdana Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:09
                  Bo są tacy, co nie lubią tłumów, kolejek na Świnicę itd. Albo tacy, co przechodzą przez Polski Grzebień i nijak przed zmrokiem nie dojdą, jeśli wystartują o 9 (to akurat nie ja).
                  • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:15
                    są też tacy, którzy za cholerę nie będą się zrywać o 5 rano by cały dzień chodzić niewyspanym aby "zdążyć" przed innymi wyjść tongue_out Tylko się wyśpią, śniadanie spokojnie zjedzą, tłum zostawią przy schronach i góry obejdą wracając przed zmrokiem. a przede wszystkim - w miesiące wakacyjne jadą na Słowację a nie w oblepione "stonką" polskie Tatry. tongue_out
                    • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:18
                      Jednak nie robiłaś naprawdę długich tras...
                      • verdana Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:22
                        Ani nieco krótszych ze stosunkowo małymi dziećmi.
                      • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:27
                        aha, naprawdę długie robiłaś tylko ty tongue_out
                        • ciociacesia ja nie robilam bardzo długich 21.08.13, 21:50
                          ale do kazdych 3 godzin na mapie dodawałam jeszcze godzine - bo ja sie lazeniem po górach lubie delektowac (a raczej moja zadyszka)
                        • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:59
                          No, nie tylko ja... tongue_out Ale zdarzało mi się wyłazić o świcie (albo i przed), a kończyć o zmroku (albo i po). I w dodatku byłam wtedy młoda i z bardzo dobrą kondycją. A teraz jestem pani w wieku nieco bardziej średnim, z kondycją nieco gorszą, to i muszę wcześniej wstawać, żeby górki przed zmrokiem obskoczyć. Nie wiem dlaczego, ale chodzenie przy latarce przestało mnie jakoś bawić. smile
                          • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:59
                            Tyle pocieszające, że z wiekiem potrzeba snu maleje. Podobno.
                          • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 22:09
                            ja chodzę stosunkowo szybko (samo się tak idzie) ale nie lubie wczesnie rano wstawać. cały dzień potem jestem przydżumiona.
                • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:12
                  A może niektórzy idą wcześniej, żeby zrobić podejście przed upałem? Już nie mówiąc o tym, że jeśli jedziesz w góry jesienią - to dzień jest po prostu krótszy i żeby nie tłuc się potem z latarką po grani, trzeba wyjść o świcie.
              • spinacz-biurowy Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:11
                Nigdy nie brałam weków na urlop. Ba, nigdy wcześniej bym na to nawet nie wpadła.
                Lubię mieć przygotowane, podane, posprzątane. Leniwa jestem. smile
                • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:16
                  Ja brałam - dawno temu na wyjazd letni, w czasach niedoborów rynkowych. Niemniej weki zrobiła mamusia. Sama zabieram awaryjne konserwy i jakieś 'gorące kubki', jeśli jest kuchnia na kwaterze, a knajpy - daleko - to czasem decydujemy się na gotowanie.
                  • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:26
                    my zamiast weków zabieramy kolegę który kocha przygotowywać żarełko. "P
                    w te wakacje "weki" przydały się w 1 dzień, gdy późno wieczorem wróciliśmy i nikt nie miał siły pichcić, kanapek nie chcieli a knajpy już pozamykali.
                    poza tym był 2 x grill, dwa razy kolega się wykazał, a reszta całkiem dobre jedzenie w 4 przetestowanych knajpach.
                    konserwy tak, schodzą na śniadania, ale gorących kubków się nie tknę.
                    • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:31
                      No i taki kolega to też jest bardzo dobre rozwiązanie. smile Gorące kubki się jednak przydają, jak przychodzisz jakieś 5 minut po zamknięciu jedynej żarłodajni w okolicy ( w związku z tym doznajesz załamania psychicznego w stylu 'tyle wysiłku na nic' wink ), a nawet kolega-kuchcik jest już tak zmęczony, że niemal nieżywy.
                      • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:39
                        moja znajoma radośnie zorganizowała dawno temu wyjazd w góry, z noclegiem na zapadłej wsi. poprowadziła towarzystwo mało świadome co ich czeka (był tam np kolega lubiący dobrze zjeść i z lękiem wysokości -a łańcuchy do przejścia), nie wzięli ze sobą prowiantu, a jak dotarli na nocleg to okazało się, że akurat jest awaria pieca i woda tylko zimna, zaś jedyny sklep na wsi już zamknięty i nie mają gdzie jedzenia kupićtongue_out było tylko piwo w melinie. ubłagali jakieś resztki od gospodarzy, ale kolega do tej pory na koleżankę ma alergię. tongue_out
                        • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:49
                          W zeszłym roku zaliczyłam knajpę nieczynną z powodu czwartku (akurat był czwartek), nocleg był w miejscu bezknajpowym (tzn. pewnie była jakaś w promieniu 4 km, ale na pieszo to za daleko), zaś następnego dnia dotarliśmy do schroniska jakieś 5 minut po tym, jak zakończyli wydawanie posiłków (niestety, zemściło się to, że wyszliśmy o 8-mej, a nie o 7-mej)... Ale na takich wyjazdach zawsze mamy ze sobą jakiś prowiant, więc tragedii nie było.
                          • sandrad2 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 21:59
                            w młodości na cały dzień wycieczki brałam tabliczkę czekolady i butelkę pepsi. wtedy wydawało się to super, teraz w nagrodę pozostała codzienna pigułka dla podratowania zdrowia big_grinbig_grinbig_grin
                            • verdana Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 22:48
                              Ja teraz też tak biorę, bo w drodze nie mogę jeść. No, może nie pepsi.
                              Pamiętam jednak, jak kiedyś szliśmy na Sylwestra na Wiktorówki, strasznie długo. Po drodze zaszliśmy do znajomego, który żarcia miał niewiele (rozumiem) i zaofiarował nam po kanapce. Bylibyśmy wdzięczni dozgonnie, gdyby nie to, zę on na stół postawił co miał, sam jadł, a nam dał po kanapce.
                              Dowlekliśmy się na te Wiktorówki, gdzie oczywiście nic do jedzenia nie było. Od tego czasu sylwestra spędzam w cywilizacji, nie dziczysmile
                              • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 23:07
                                Dodatkowe picie i dodatkową tabliczkę czekolady to noszę w apteczce na zupełnie czarną godzinę. Ale ja z kolei muszę coś tam przeżuwać po drodze, bo jeśli nie jem i nie piję, i jeszcze jestem zmęczona, to można mnie zeskrobywać potem z podłogi.
                                • spinacz-biurowy Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 23:38
                                  A ja mam pytanie do tych "uznających" weki: jak elegancko wyjasnić osobie, która w perspektywie wspólnego wyjazdu zaczyna namawiac na weki i 2-dniową podróż autem? smile Były plany by wspólnie wyjechac. Plan był taki, że my mieliśmy leciec samolotem, oni zaś mieli dojechac autem. Jednak na miejscu miał byc pensjonat z wzywieniem. I
                                  teraz im się odmieniło, bo oni uznali, ze jednak nalezy gotować i brac weki (i inne rzeczy z Polski), a ja nie bardzo mam na to ochotę. Na moje grzeczne uwagi, że była inna umowa, słysze, ze będzie zdrowsze itp.
                                  Chyba trzeba będzie zrezygnowac ze wspólnego wyjazdu....
                                  • nisar Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 22.08.13, 11:02
                                    Wiesz, dla mnie największym błędem jaki można popełnić przy wyjeździe razem ze znajomymi, to założenie że wszystko robi się razem i tak samo. W takiej sytuacji nie ma możliwości, żeby nie doszło do scysji.
                                    W Twojej sytuacji nie widzę problemu - znajomi jadą autem i biorą weki, Wy lecicie samolotem i chodzicie na posiłki. Poza posiłkami zostaje takie mnóstwo czasu, który można spędzać razem, że naprawdę inne podejście do posiłków nie powinno dużo zmieniac.
    • rhysmeyers22 Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 21.08.13, 23:32
      ja bylam z mezem w karpaczu jakis czas temu ,i dla mnie osobiscie tam nie ma wyboru wielkiego jesli chodzi o restauracje ,niby duzo ale w sumie lipa.mielismy jedna ulubiona gdzie powiedzmy bylo smacznie ale reszta no coments.zadnych wekow ani niczego nie biore,nie lubie sie babrac w garach a juz zwlaszcza jak odpoczywam ,mala cyckiem sie naje i tyle.

    • drosetka Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 23.08.13, 08:43
      what????tysiak za osiem obiadów, a piszesz ze wszędzie kotlety i smażone ziemniaki?
      • morekac Re: No i nie wzięłam weków na urlop. 23.08.13, 09:21
        Pewnie nie dla jednej osoby...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka