Jest jakaś taka prawidłowość. Przeczytałam książkę-wywiad z M. Czubaszek i ona jest kolejną osobą, która lubi zwierzęta, a dzieci niekoniecznie. W rodzinie też mam taką parę - o kotkach, pieskach, papużkach mogą gadać godzinami, dzieci kategorycznie nie chcą mieć, nie wiedzieliby co z nimi zrobić
Znam też taki przykład, gdzie kobieta ma dziecko (pewnie z przypadku), nie potrafiła się nim zajmować, teraz chłopak jest prawie dorosły i matka go odtrąciła. Ale dla tabunów kotów, które ma w domu zawsze ma serce i czas, dla swojego dziecka nie ma serca.
Oczywiście to dobrze że kochają zwierzęta, ale można by się spodziewać że jak takie serca mają duże, to i dzieci tam zmieszczą. A tu okazuje się że nie. Dla mnie to dziwactwo.