gaja78
03.09.13, 23:50
Lubię jeździć na rowerze stacjonarnym późnym wieczorem, oglądając kolejny odcinek jakiegoś serialu. Dobrze mi to robi na wagę, a jak to przeplatam z bieganiem, to już w ogóle bajka.
Problem tylko w tym, że po kilku "seansach" zaczynają się problemy z kręgosłupem. W ogóle miewam jest (szczęśliwie rzadko) i bez jazdy na rowerze, ale na przykład samo bieganie nie jest katalizatorem tej dolegliwości. W odróżnieniu od roweru. Bóle pojawiają się nisko, w okolicy lędźwiowej. Jak już mnie porządnie "sieknie", to ledwie się ruszam i pomagają tylko dobre plastry rozgrzewające.
W pracy pilnuję się i siedzę tylko na starych, komunistycznych drewnianych krzesłach. Z autopsji wiem, że tylko te są jedyne słuszne i w ten sposób nie mam problemów związanych z długim siedzeniem w pracy. Stąd podejrzewam, że korelacja między jazdą na rowerku a bólem kręgosłupa wynika ze złej wysokości siodełka i tym samym ze złej mojej postawy na rowerze. Czy są jakieś uniwersalne zasady w tym temacie ? Na przykład - powinnam mieć siodełko raczej wyżej czy raczej niżej ? Do czego zmuszać swój kręgosłup podczas jazdy ?