asia_i_p
26.11.13, 13:04
A propos wątku dziewczyny, która pisze, że przy dwojgu pracujących ludzi nie ma na święta - mało kto jej wierzy - a to nie jest wyjątkowe zjawisko.
W mojej dosyć bliskiej wżenionej rodzinie była sytuacja, kiedy ludzie wzięli kredyt na mieszkanie, pożyczkę na wykończenie go i raty tak ich zżerały, że z trudem starczało na jedzenie. Była też sytuacja, że kuzynka dzieliła się kanapkami w pracy z kolegą, mającym ładne mieszkanie, dobre ubrania, pracującą żonę, ale tak dociśniętym kredytami, że pod koniec miesiąca starczało na pieluchy i jedzenie dla dziecka, a oni z żoną autentycznie głodowali - chyba jeden posiłek dziennie.
Mam wrażenie, że powstaje nowy typ biedy - ludzie mający dobrą pracę, która wymusza pewien poziom życia (ubrania, mieszkanie, jeśli ma się utrzymać jakiekolwiek życie towarzyskie), ale nie zapewnia dość pieniędzy na podtrzymanie tego poziomu życia.
On nawet w sumie nie jest nowy, istniał w 19-tym wieku wśród zubożałej szlachty na siłę podtrzymującej pozory, ale teraz się znowu pojawił. Jak myślicie - nieuniknione problemy młodości (coś jak tzw. "Mandżuria", czyli chleb z dżemem na studiach) czy też nowy problem społeczny?