Dodaj do ulubionych

Praca na uczelni

08.12.13, 19:49
Dostałam taką propozycję, do rozważenia.
Kilka godzin zajęć dydaktycznych.
Owszem, pracuję z młodymi ludźmi, ale nigdy ich nie uczyłam...
Drogie panie naukowczynie - jak się wam pracuje?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Praca na uczelni 08.12.13, 20:01
      Bardzo dobrze. Młodzież jest bardzo sympatyczna, grzeczna, większość się stara, a jak sie nie stara to sama wie, ze zawaliła. Pewnie, że bywają osobniki średnio "grzeczne", ale nie więcej, niz wśród znajomych dorosłych profesorów. Zdarza sie, że student wyobraża sobie, iż będę sprawdzać pracę w święta, bo jemu termin mija, ale wystarczy średnio uprzejmy mail i student przepraszasmile
      Podstawą jest przyjęcie założenia, ze student mając lat 20 nie wie tyle co prowadzący, mający lat dwa czy trzy razy tyle - i ze wykładowca w wieku studenta też pewnie wydawał sie swoim wykładowcom durniem i ignorantemsmile
    • zolla78 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 20:03
      Bierz, nie wiem jaki wydział itp. ale z tego co widzę, a mam bliski kontakt z osobami pracującymi na różnych wydziałach, jeżeli to kierunek czysto teoretyczny (prawo, ekonomia czy socjologia) to lepszej fuchy trudno znaleźć. Masa przywilejów, urlopów, finansowane konferencje czyli wyjazdy integracyjne i dobre miejsce do łapania ciekawych kontaktów zawodowych.
      • kosc_ksiezyca Re: Praca na uczelni 10.12.13, 01:04
        Takie rzeczy to między bajki już niestety. Etatów brakuje dla ludzi ze stopniami naukowymi, bo nie ma studentów (niż), nie ma kasy (niż + braki w budżecie), więc z tymi "przywilejami" to echa lat minionych, chociaż wcale nie takich dawnych smile
    • maja.london888 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 20:19
      Ja wychodzę z takiego założenia - uczę tak, jak sama bym chciała być uczona. Jeśli masz pewność, że jesteś w stanie prowadzić sensowne zajęcia, to nie przejmuj się opiniami o współczesnej młodzieży, bo jest ona bardzo różna. Ja bym na twoim miejscu się zgodziła, bo jest to praca bardzo fajna i dająca dużą satysfakcję.
    • helufpi Re: Praca na uczelni 08.12.13, 20:29
      Ale o co ty pytasz? O podyplomówki na wyższej szkole tego i owego, na których ludzie zdobywają potrzebny papier? To wtedy nie będą młodzi ludzie. Satysfakcja finansowa duża, każdy inny rodzaj satysfakcji - zerowy.
      A może o studia dzienne na renomowanej uczelni - satysfakcja z dydaktyki - duża, reszta - bagno. I to się zresztą pokrywa we wszelkich badaniach dotyczących uczelni wyższych - dydaktycznie jest świetnie, pod innymi względami niestety porażka. Już tam na szczęście nie pracuję, nie stać mnie na tak drogie, czasochłonne i upierdliwe organizacyjnie hobby, jak praca naukowa.
      • johanka79 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:30
        to zależy czy te kilka godzin to po prostu umowa o dzieło i w zasadzie odfajkujesz te zajęcia i skasujesz pieniądze - łatwo, szybko i przyjemnie. Młodzież w zdecydowanej większości jest ok,
        jeśli masz na myśli etat na uczelni wyższej z całym bagażem obowiązków to inna bajka
        • mindtriper Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:39
          Nie, nie etat. Umowa na poprowadzenie konkretnych zajęć. W dodatku nie tych programowych, ale fakultatywnych. Czyli dla chętnych. Tak sobie mówię, że na zajęcia przyjdą zainteresowani ich treścią, a nie zaliczeniem.
          Odpowiedź mam dać do końca roku, a zajęcia zacząć od nowego semestru.
          Trochę mnie to kusi, ale klimaty tytułomaniaków nie dla mnie...
          Choć to jednak mój stary wydział i znajome klimaty.
          • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:42
            To pytaj za ile i kiedy zapłacą.
            • verdana Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:44
              Tak, bo często za takie zajęcia uczelnia płaci nie co miesiąc, tylko pod koniec roku - w czerwcu albo we wrześniu.
              • mindtriper Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:47
                To akurat nie problem, przyzwyczaiłam się do płacenia raz a dobrze(?).
                • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:52
                  Jednak się dowiedz zanim podpiszesz umowę.
          • riki_i Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:48
            Jaki klimaty tytułomaniaków? Przychodzisz, odbębniasz swoje i wychodzisz. Sprawdź tylko kiedy wypłata, bo jeśli to nie jest na państwowym, to może być różnie (co miesiąc, co dwa miesiące, co semestr, albo zbiorczo za cały rok akademicki - po jego upływie).
          • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 08:16
            > Trochę mnie to kusi, ale klimaty tytułomaniaków nie dla mnie...

            Na uczelni nie ma klimatow tytulomaniakow, wyjatkiem jest chyba medycyna
      • riki_i Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:46
        helufpi napisał(a):

        > Już tam na szczęście nie pracuję, nie stać mnie na tak drogie, czasochłonne i upierdliwe
        > organizacyjnie hobby, jak praca naukowa.

        Popieram ręcamy i nogamy.
    • inguszetia_2006 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:34
      Witam
      Mnie się pracowało źle, bo mam duże ambicje, mało cierpliwości i ciągłe zaciskanie pasa mnie wkurzało. Jak mam zrobić coś na sprzęcie, który ledwo zipie? I dlaczego łaskawie dopisze się mnie do publikacji, skoro jestem jest twórcą jedynym?;-P
      Pzdr.
      Ing
      • verdana Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:43
        No popatrz, to kolejny raz, gdy się ktoś na to skarży, a ja się nigdy z tym nie spotkałam w życiu zawodowym. Przeciwnie, grzecznie pyta się doktorantów, czy łaskawie pozwolą zacytować (z podaniem źródła) niewydaną jeszcze pracę...
        • inguszetia_2006 Re: Praca na uczelni 08.12.13, 21:53
          Witam
          Verdana, chodzi o pieniądze, jak zawsze. Tam gdzie praca naukowa przekłada się na innowacje, patenty etc. każdy walczy o to, by zaistnieć. Nie ma sprawiedliwości, jest szantaż w białych rękawiczkach. Nie zostawia śladów. Tylko w sercu i głowie poszkodowanych/okradzionych.
          Pzdr.
          Ing
          • verdana Re: Praca na uczelni 08.12.13, 22:06
            No tak,. zaczynam się cieszyć, że moja praca naukowa się nie przekłada na pieniądzesmile Swoją drogą, jaką trzeba byc swołoczą, aby potem swobodnie wydawać takie pieniądze i swobodnie czuć sie z tytułami naukowymi.
            • papalaya Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:15
              postympowo, elytarnie, szerokie horyzonty, najlepiej jeśli jakaś mniemanologia stosowana typu średniowiecznej poezji nordyckiej itd etc....

              pieniądze gooowniane, prestiż w realu goowniany, no ale jak to nobilituje na forum ematka, kiedy można napisać: "kiedyś w czasie wykładu powiedziałam moim studentom..." big_grin
              • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:18
                Faktem jest, że mówienie do studentów fantastycznie zaspokaja potrzebę posiadania audytorium (które przynajmniej udaje, że słucha). Potem człowiek już nie musi wyżywać się na zebraniach w szkole. Miło wspominam. smile
              • riki_i Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:21
                Owszem, jest to niezłe alibi przed mężem i rodziną - na zasadzie "jak to, ja nic nie robię? Ja pracuję na wyższej uczelni!" i nawet przez lata się ten schemacik doskonale sprawdzał, ale obecnie pieniądze w PL z tego są tak gooowniane, że już nie starcza nawet na waciki. Zrobiło się z tego kosztowne hobby, a imho większość mężów na takie coś to jednak łożyć nie zamierza.
                • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:23
                  Chyba odwrotnie... teraz to fantastyczne alibi dla niektórych panów, doktorat piszą albo habilitację robią i szacun się należy zamiast dziamgania, żeby pieniądze zarobił.
                  • riki_i Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:36
                    szacun? no, nie wiem. kiedyś mógł wciskać , że po habilitacji zarobi jakieś sensowne pieniądze, a teraz? przez najbliższe 10 lat największy sukces jaki będzie mógł osiągnąć to to, że go nie zwolnią tongue_out tajfun demograficzny szaleje WSZĘDZIE, płace SPADAJĄ (dr w W-wie miał parę lat temu trzy netto, teraz standard to dwa czterysta), a "prestyż" jest zerowy. Na miejscu żony pogoniłbym takiego Pana solidnym kopniakiem
                    • daisy Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 23:41
                      Już tak nie przesadzaj, akurat prestyż to jest i jeszcze trochę pobędzie, on umiera ostatni. smile
                      Co do kasy - zgoda. Obciążenia pracowego - to już jak kto chce. Jeden na tej samej posadzie będzie ciężko pracował i zrobi karierę, inny - odfajkuje, opędzi się, jakoś tam przysztukuje, trzy tysiące w kasie pobierze i git.
                      • riki_i Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 00:08
                        Czy umiera ostatni?

                        W USA chyba już umarł, bo to, że na prowincjonalnym uniwersytecie stanowym profesor jest finansowym zerem, wiedzą wszyscy.

                        U nas już jest bardzo źle, a wkrótce będzie jak na Wall Street w końcu października 1929 roku. Spójrz na prognozę liczby studentów w latach 2022-24
                        • aurita Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 08:19
                          Na ale my nie jestesmy w USA i u nas prestizu nie mierzy sie finansami....

                          Chociaz jak mi sasiadka powiedziala, ze wspolczuciem w glosie, ze "zagranica to bym lepiej zarabiala" to mialam ochote ja trzepnac.... smile
                          • riki_i Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 13:09
                            aurita napisała:

                            > Na ale my nie jestesmy w USA i u nas prestizu nie mierzy sie finansami....

                            Czyżby? Etos inteligenta to był w XIX wieku...
                            • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 13:11
                              I tylko dlatego, że trzeba było dorobić ideolo do bycia pozbawionym majątku postszlachcicem gołodupcem.
                              • riki_i Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 13:15
                                a tak, szlachta zagrodowa big_grin
                                • aurita Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 09.12.13, 13:58
                                  No oczywiscie, taki Pudzian np duzo zarabia i ma duzy prestiz wobec tego smile (chociaz ja akurat Pudziana cenie)

                                  Co kto lubi, ja wole pracowac na UW smile hobby mowicie? cos w tym jest, ze swoja prace nadal lubie smile
                • mindtriper Re: Praca na uczelni - marzenie ematek 08.12.13, 22:27
                  Eeee, tam.
                  Ja i tak gadam całymi dniami do ludzi.
                  A ta praca to jakieś 2-3 godziny w tygodniu, nawet jej nie zauważę w grafiku.
                  Akurat tym ego sobie nie podbiję smile
                • kamea_chateau p..... lisz głupoty moja droga 09.12.13, 19:23
                  nie mam pojęcia gdzie wykładasz, ale wg mnie na uczelni się poprawiło.
                  Może już długo nie uczysz i nie znasz realiów?
                  Za godziny nadliczbowe płacą, za wakacje płacą itd. Przywiliejów jest dużo.
                  A może magistrowi nie mającemu czasu zrobić doktoratu jest poprostu za mało kasy? To do roboty...
                  • riki_i Re: p..... lisz głupoty moja droga 10.12.13, 00:18
                    kamea_chateau napisała:

                    > wg mnie na uczelni się poprawiło./.../
                    > Za godziny nadliczbowe płacą,

                    U mnie na UW poza ścisłym kierownictwem nikt nie miał nadliczbowych, bo liczba studentów spadła drastycznie.

                    > za wakacje płacą

                    Ale dorobić w zawodzie nie bardzo jest jak.

                    > Przywiliejów jest dużo.

                    Polemizowałbym. Na państwowym masz jeszcze "gruszę" i bony na święta. Wszystko.
                    • aurita Re: p..... lisz głupoty moja droga 10.12.13, 08:16
                      Jakies bajki opowiadasz?
                      Profesorowie mieli nadgodziny? wykladow wiecej zrobili? magistranta wzieli?

                      Btw. Ja w zeszlym roku zrobilam 80 godzin nadpensum a nie jestem "kierownictwem"
                      • riki_i Re: p..... lisz głupoty moja droga 10.12.13, 11:25
                        u mnie osoby ustawione na stołkach zawsze wpisywały sobie gigantyczne ilości nadgodzin, które częściowo były fikcją (łączenie grup), a częściowo odwalał je kto inny np. doktoranci za darmo.

        • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 08:40
          doktoranci aby sie obronic to maja obowiazek wydac swoja prace...

          • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:56
            Nie, nie mają. Wydanie pracy jest potrzebne dopiero do habilitacji.
            • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 12:41
              Dziwi mnie, ze nie znasz najnowszej ustawy, ktora juz pare lat obowiazuje.....
              • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 12:53
                To Ty nie znasz. Do otwarcia przewodu doktorskiego potrzebne sa publikacje w punktowanym czasopiśmie, albo udział w konferencjach międzynarodowych i tekst w wydaniu pokonferencyjnym, a nie opublikowanie pracy doktorskiej.
                • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:44
                  mea culpa , zle sie wyrazilammi o to mi chodzilo

                  O publikacji pracy habilitacyjnej jednak w nowym trybie tez nie slyszalam?
                  • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:48
                    Zamiast pracy mogą być artykuły, nie ma już obowiązku wydania monografii, ale jest obowiązek przedstawienia publikacji (wydanych), które są podstawą do otrzymania habilitacji.
                    • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:53
                      Juz mnie przestraszylas, ze znowu cos zmienili. Na pisanie monografii nie mam ochoty (i kto to bedzie czytal wink
                      • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:57
                        W ogóle dla mnie to jakieś totalne nieporozumienie. W wielu dziedzinach pisanie monografii jest nikomu do niczego nieprzydatne. A z drugiej strony sa dyscypliny, gdzie jak się nie umie napisać książki, to trzeba zmienić zawód. Dlaczego koniecznie musza być identyczne przepisy dla fizyki, technologii drewna i historii?
    • irmaaa Re: Praca na uczelni 08.12.13, 22:31
      Jeżeli dobrze się czujesz w tematach, z których będziesz mieć zajęcia, masz je ugruntowane zarówno pod względem teorii jak i praktyki- polecam.
      Praca bardzo przyjemna, lekka i satysfakcjonująca.

      • bergamotka77 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 00:27
        moj maz o pracy naukowca marzyl od zawsze, probowal w 3 krajach i szczesliwie od 3 lat wylacznie dobre firmy IT ma za pracodawcow a nie uczelnie i jest ok. Trzeba miec sponsora, bogatych rodzicow/malzonka, dochodowa dziedzine by z tego utrzymac siebie i rodzine ale dodatkowa praca ok.
    • mayaalex Re: Praca na uczelni 09.12.13, 00:26
      Uwielbialam zajecia ze studentami - bo oni naprawde doceniaja gdy widza, ze ktos jest przygotowany, stara sie, wyszukuje dla nich to, co moze ich szczegolnie zaciekawic. No i studenci traktowani z szacunkiem i zyczliwoscia odplacaja tym samym wiec praca powinna byc naprawde przyjemna smile
    • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 08:22
      Nie ma sie co zastanawiac, jezeli to tylko kilka godzin smile
      Moze to byc ciekawe doswiadczenie, studenci sa bardzo rozni i ich podejscie do wiedzy tez jest bardzo rozne... ciezko prorokowac czy beda zainteresowani, ale to na 100 % nie gimnazjum, zawsze mozesz zwrocic uwage lub wyprosic.


    • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 08:48
      Skoro nie etat, to dostaniesz grosze. Coś w rodzaj 1500 zł za jedne zajęcia (1.5 ha) za semestr (nasz uniwerek tyle płaci). Wyłącznie hobbystycznie i do wpisania w cv.
      • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 10:22
        Autorka ma miec placone za godziny: za adiunkta to jest ok 48zl/netto/godzine aktualnie na UW
        • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 10:25
          chyab sie pomylilam 35 zl netto raczej smile
          • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:00
            Najpodlejszy warszawski "fachowiec" typu elektryka, hydraulika, ślusarstwo itp. bierze za godzinę stówę. Proszę zadzwonić na dowolny anons. Stawka 35 zł netto/h dla doktora na UW uwłacza godności człowieka. O jakim prestiżu my mówimy przy takim poziomie wynagrodzeń? Nie ma prestiżu bez pieniędzy, no chyba że mówimy o świętych w Kościele, ale to jakby nieco inna półka tongue_out
            • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:28
              zapomnialam, ze ematki bez 10000 tysiecy netto na reke nie wstaja nawet smile
              • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:44
                Pliz, między 10 tysięcy na rękę, a kwotą rzędu 1500 zł jest spore pole manewru.
                Hobbystycznie autorka może wziąć tych parę godzin jeśli dydaktyka sprawia jej przyjemność.
                • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:49
                  To jest za KILKA godzin a nie praca pelnoetatowa, sama to zreszta napisalas

                  triss_merigold6 napisała:

                  > Pliz, między 10 tysięcy na rękę, a kwotą rzędu 1500 zł jest spore pole manewru.
                  >
                  > Hobbystycznie autorka może wziąć tych parę godzin jeśli dydaktyka sprawia jej p
                  > rzyjemność
              • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 12:52
                aurita napisała:

                > zapomnialam, ze ematki bez 10000 tysiecy netto na reke nie wstaja nawet

                pomiędzy tysionc pińcet a dziesięć tysięcy to chyba jest jeszcze coś pomiędzy, nie sądzisz?

                za 1500 zł w W-wie to jest śmierć głodowa, chyba, że się mieszka kątem u mamusi co pierze, sprząta i podsuwa ciepły obiadek
                • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 12:55
                  przepraszam, nie doczytałem... co z tego, że to parę godzin? czas to pieniądz! czas jest cenny a imho praca intelektualna za 35 zł netto na godzinę to jest frajerstwo
            • helufpi Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:32
              Nie ma prestiżu bez pieniędzy, no chyba że mówimy
              > o świętych w Kościele, ale to jakby nieco inna półka tongue_out
              Mówimy o prestiżu wynikającym z pracy społecznej.
              Moja koleżanka ma na przykład nieźle prosperującą kancelarię plus etat adiunkta, na którym pracuje praktycznie pro bono. No ale nie ma dzieci i już raczej mieć nie będzie.
              • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:38
                Czyli stać ją na działania charytatywne.
              • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 12:56
                ale co Ty mi tu wyjeżdżasz z prawnikami ! to są tłuste trutnie upasione w kancelariach, które się bawią w uczelnię. kompletnie niemiarodajny przykład
            • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:42
              Bo za mniej nie opłaca się pakować narzędzi i dojeżdżać. Przy większych dziełach może być mniej niż stówa za godzinę, ale przy drobiazgach nie.
              W weekendowej GW był wywiad z gościem, który pisze habilitację i zajmuje się ruchem narodowym w Polsce, pan zeznał, że zarabia 1500 zł, bo musiał inne fuchy odpuścić. O jakim prestiżu mówimy za 1500 zł?
              • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:06
                no właśnie! zresztą, problem sam się rozwiązuje, bo nie da się żyć powietrzem. jak jeszcze pracowałem na uczelni pamiętam stada "młodych wilczków" przyjmowanych na dzienne studia doktoranckie, co to chcieli ruszać bryłę z posad świata. I co? i c.h.u.j ! wszyscy wymiękli, bo jednak ciężko pracować (galery organizacyjne plus pisanie pracy) za tysiąc dwieście się nie da. jeden tylko był taki ciężki idiota, do tego nagrzany (przypominał mi zetempowca z lat 50-tych), po doktoracie najął się na pół etatu na referenta w ministerstwie, harował, w końcu złapał roczne stypendium w prestiżowym kraju i uczelni. napisał tam habilitację , no i wrócił. i teraz tadam tara dara dam - wielka nagroda za całe lata schrzanionego życia w biedzie, czyli etat dr hab na UW. Uwaga, uwaga - całe 3.650 netto, nie wiadomo czy się śmiać czy płakać sad
                • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:13
                  Lol, to nawet ja w tej fabryce budżetowej mam więcej + święty spokój (bezcenne).
                  • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:21
                    Dlatego powtarzam wszystkim jak mantrę, że praca na uczelni w Polsce jest hiper pomyłką. I to nie są żadne żarty, mówię na sto procent poważnie. A będzie jeszcze gorzej, bo z racji demolującego niżu demograficznego idą wielkie zwolnienia grupowe. Wraz z nimi obniżka wynagrodzeń dla tych, co jeszcze pozostali na tonącym okręcie. Do tego wszystkiego trzeba dodać, że najzdolniejsi młodzi ludzie wybierają dziś studia zagranicą i uciekają z PL. Na pewnym niewielkim osiedlu zamkniętym w W-wie (kilkadziesiąt domów), które dobrze poznałem, żadna latorośl nie studiuje w Polsce - szok !
        • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:31
          No o tym piszę. 30 ha semestralnie (jedne zajęcia) x (circa 50 zł) to jest 1500 zł. Za semestr, nie- za miesiąc. Ergo: hobby lub do cv.
          • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:34
            Acha- brutto. 1500 brutto za cały semestr.
      • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:39
        aha , przy okazji wspomnienia o etacie warto dodać, że na UW wprowadzili zakaz pracy dodatkowej poza etatem (oczywiście w zawodzie, na kasie w biedrze pracować można).

        więc masz człowieku pracować za grosze, publikować na liście filadelfijskiej (płatne na własny koszt), jeździć na prestiżowe konferencje (tak samo za własną kasę) i żywić się PRESTYŻEM
        • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:41
          Nie dodatkowej, ale drugiego etatu, o ile wiem. Można pracować w zawodzie, ale na umowę-zlecenie. Co zresztą niewiele zmienia.
          • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:47
            Verdano, w teorii masz rację, ale dziś nikt nie zatrudnia dodatkowo na umowę zlecenie. Całą dydaktykę obrabiają ludzie będący w minimum kadrowym, czyli na etacie.

            Wyjątkiem są specjaliści z rynku, tacy jak autorka wątku, których się bierze z musu na godziny (o ile się zgodzą - zazwyczaj dla PRESTYŻU właśnie). Ale to jest kwiatek do kożucha - jakieś 30h wciśnięte w monografy.
            • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:49
              E, nie. Mój własny, osobisty syn pracuje na umowę zlecenie - i połowa kadry w tejże prywatnej uczelni takoż. Ale oczywiście, to się będzie kończyć.
              • triss_merigold6 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:50
                Bo jest na doktoranckich, a nie na etacie?
                • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:55
                  Nie, nie jest na doktoranckich - teraz jest już tylko na umowie-zlecenie, a doktorat pisze swoją drogą.
              • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:54
                Znam dobrze trzy prywatne uczelnie w Warszawie i jedną w województwie mazowieckim. Zatrudnianie ludzi na umowach zlecenie skończyło się wszędzie kilka lat temu. Rektorzy wydali nawet ukazy zabraniające takiego procederu. Jest minimum kadrowe na każdym kierunku, zgodnie z wytycznymi ministerstwa i ci ludzie -zatrudnieni na obowiązkowych etatach- mają obrobić całą dydaktykę. Ponieważ studentów jest mało, godzinowo się to spina i nie ma potrzeby (tak jak dawniej) zatrudniać dodatkowych osób z doskoku na umowę zlecenie.

                Uczelnia Twego syna, jak widać ma się jeszcze nieźle , jeśli chodzi o liczbę studentów. Ale mogę się założyć, że długo to nie potrwa.
                • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 13:58
                  Jak sie skończyło, skoro sie nie skończyło i ludzie na znanej mi uczelni pracują na umowę? Nie da sie obrobić dydaktyki minimum, to jakiś absurd, bo oznaczałoby to, że kilkanaście osób (na licencjackich chyba 3 samodzielnych i 5 czy 6 doktorów) ma prowadzić wszystkie przedmioty! To może działać do pierwszej kontroli i ani dnia dłużej. W dodatku w miniumum musza być zatrudnieni ludzie z tej konkretnej dyscypliny, a w obowiązkowym programie są przedmioty z zupełnie innych dziedzin.
                  • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:04
                    No popatrz, a w tych moich szkółkach gotowania na gazie jakoś doskonale działa. A kontrole ministerstwa już były! Zresztą osobiście znam Rektora, który nie wpuścił PAKI za próg i gie mu zrobili.
                    • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:04
                      Ale studentów nie ma... I to nie jest chyba jednak przypadek.
                      • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:06
                        Studentów nie ma też na SWPS-ie i w Colegium Civitas i co na to powiesz?
                        • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:12
                          Na SWPS-ie kłębią się tłumy - tzn studentów jest mniej, niż było, ale nadal bardzo dużo. Do tego stopnia, ze na pierwszym roku nie starczyło prowadzących i część studentów ma plan pierwszego semestru, a cześć drugiego - a w przyszłym będzie odwrotnie. Przy 14 tys. studentów trudno powiedzieć, że ich "nie ma".
                          • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:16
                            To dlaczego ta uczelnia jest na wiecznym minusie i gdyby nie producent mebli już by dawno zbankrutowała?
                • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:25
                  riki_i napisał:

                  Jest minimum kad
                  > rowe na każdym kierunku, zgodnie z wytycznymi ministerstwa i ci ludzie -zatrudn
                  > ieni na obowiązkowych etatach- mają obrobić całą dydaktykę.

                  Nie. To jest fizycznie niemożliwe, żeby wykładowcy zapewniający minimum kadrowe obrobili całą dydaktykę, bo im wyżej stoją, tym mniej godzin dydaktycznych mają w etacie. Nawet jeśli uczelnia łata jak u nas - dwa dochtory za jednego profesora, dwa magistry za jednego dochtora... wink - i nawet jeśli studentów jest mało.

                  Ad rem - jestem zwyczajnym magistrem na samiutkim dole w hierarchii, mam obowiązki wyłącznie dydaktyczne (plus administracyjne, ale to inna para kaloszy), nie pracuję naukowo. I nie narzekam - w etacie mam 16 godzin dydaktycznych w tygodniu, dwa tygodnie wolnego na święta, dwa tygodnie wolnego w ferie zimowe, trzy miesiące latem (minus pojedyncze dni przesiedziane na egzaminach, jeśli kogoś obleję). Zarabiam więcej niż nauczyciel mianowany w szkole (nie wiem, jak dyplomowany, nie chce mi się sprawdzać), dostaję fajny socjal na święta i wakacje, nie mam problemu z zostaniem w domu z chorującymi dziećmi - albo biorę zwolnienie, albo umawiam się ze studentami na odrobienie zajęć. Dlaczego miałabym narzekać? Bo nie zarabiam 10 tys? No nie zarabiam, ale mogę sobie dorobić, mam zajęcia przez cztery dni w tygodniu od ósmej do jedenastej... A do tego jeszcze uwielbiam to, co robię. Żyć nie umierać wink
                  • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:36
                    Jak masz u prywaciarza na każdym roku jedną grupę na dziennych i jedną na zaocznych oraz nadwyżki pracowników etatowych z wydziałów, gdzie jest jednak więcej studentów , to da się obrobić wszystkie zajęcia ludźmi z minimów. Oczywiście, naginając prawo (człowiek z psychologii naucza tych z zarządzania etc.), ale jest to możliwe. Wykładów nie muszą robić profesory, więc to , że oni mają niższe pensum nic nie szkodzi (zresztą sam zauważyłeś, że bierze się dwóch doktorów zamiast jednego samodzielnego). Jeśli dajesz sobie radę, to ok, ale imho jest to wegetacja pod względem materialnym. Co na to żona???
                    • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:48
                      riki_i napisał:

                      > Co na to żona???

                      Czyja żona??? Moja? Póki co, prawo w Polsce nie dopuszcza małżeństw jednopłciowych... big_grin A mój mąż nie narzeka, tylko zazdrości big_grin I nie pracuję u prywaciarza, a na państwowej posadce.

                      • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:54
                        Aha, czyli mąż Cię utrzymuje, a Ty hobbystycznie robisz w nauce i się realizujesz. No cóż, spotkałem multum takich postaci na swej drodze... komentować nie będę , bo to nic nie zmieni. Ważne, że jesteś szczęśliwa.
                        • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:58
                          riki_i napisał:

                          > Aha, czyli mąż Cię utrzymuje, a Ty hobbystycznie robisz w nauce i się realizuje
                          > sz.

                          Ale Ty śmieszny jesteś big_grin

                          Żeby Ci jeszcze bardziej żyłka wyszła, to dołożę, że mam jeszcze alimenty na starsze dzieci od eksa big_grin
                          • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:01
                            To typowa postawa osób, które odeszły z uczelni, bo na czas nie napisały pracysmile To się "kwaśne winogrona" nazywa.
                            • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:04
                              Dopiero byłbym sfrustrowany gdybym stracił pięć lat na nikomu niepotrzebne dzieło i został zredukowany z powodu niżu.
                              • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:10
                                Wolę być sfrustrowany tak samo jak Triss i inne myślące osoby, które w porę odeszły z bagna.
                            • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:43
                              ups, tez mi sie jakos tak skojarzylo.....

                              > To typowa postawa osób, które odeszły z uczelni, bo na czas nie napisały pracy:
                              > ) To się "kwaśne winogrona" nazywa.
                          • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:06
                            Mnie żadna żyłka nie wychodzi, niestety - musze to powiedzieć- takie Panie jak Ty zachwaszczają uczelnie, bo pracują pod mężową kroplówką finansową i sprawiają, że niemożliwe jest niemożliwe (czyli praca za głodową stawkę). Cieszę się, że masz alimenty na starszaka, ale co to niby ma do rzeczy? Utrzymuje Cię ojciec kolejnego przychówku, jak mniemam.
                            • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:08
                              errata , miało być "niemożliwe jest możliwe"
                            • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:09
                              Zarabiam dwukrotnie więcej od męża, a on nie jest bezrobotnysmile
                            • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:46
                              znam kilka osob, pracujacych na UW, ktorzy zyja niezasilani zadna kroplowka, poza swoja praca: pensja, granty, umowy o dzielo itp.
                              Oczywiscie, zgadzam sie, ze pensje sa niskie, ale wiele mozna scierpiec jak sie robi co sie lubi smile
                            • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:58

                              riki_i napisał:

                              > Mnie żadna żyłka nie wychodzi, niestety - musze to powiedzieć- takie Panie jak
                              > Ty zachwaszczają uczelnie, bo pracują pod mężową kroplówką finansową i sprawiaj
                              > ą, że niemożliwe jest niemożliwe (czyli praca za głodową stawkę). Cieszę się, ż
                              > e masz alimenty na starszaka, ale co to niby ma do rzeczy? Utrzymuje Cię ojciec
                              > kolejnego przychówku, jak mniemam. Riki, strzelasz ślepakami big_grin

                              Drugiego męża mam od niedawna (relatywnie), wcześniej samotnie wychowywałam dwoje dzieci i dawałam spokojnie radę. Nie na gołym etacie, zawsze dorabiałam, bywało lepiej, bywało gorzej, ale żadnej kroplówki nie stwierdzono. Mój mąż zaś dopiero niedawno przegonił mnie z zarobkami - zawsze to ja zarabiałam więcej. I zaręczam Ci, że nie pracuję za głodową stawkę - pensje u nas mieszczą się w górnej części "widełek" ministerialnych, jak na nasze miasto (nie wszyscy mieszkają w Warszawie, you know) to są to naprawdę przyzwoite zarobki, zwłaszcza że - przypominam po raz kolejny - jestem zwykłym dydaktykiem, nie naukowcem, więc mam niewiele pracy dodatkowo, poza zwyczajnym przygotowaniem zajęć czy egzaminów itp., i mogę spokojnie dorobić drugie tyle, albo i lepiej, i wciąż będę pracować poniżej ośmiu godzin dziennie. Kiedyś liczyłam, jaki mi wychodzi przelicznik za godzinę pracy dydaktycznej (jeśli w pensję wliczyć te wszystkie trzynastki, wczasy pod gruszą, choinkowe itp) - wyszła mi ponad stówa za 45 minut. Źle?

                              No ale w sumie istotnie, jakbym była na tyle głupia, żeby nabrać kredytów na 5 tys. miesięcznie, to też mogłabym mówić o głodowaniu przy takich stawkach, więc specjalnie Ci się nie dziwię. Ja wolę wydawać pensję na co innego niż odsetki od kredytów.

                              • riki_i Re: Praca na uczelni 10.12.13, 00:15
                                Masz szczęście, że się ulokowałaś w niszy czysto dydaktycznej i masz spokój jak w grudniu popołudniu big_grin Naukowo-dydaktyczni mają sto razy gorzej.
                  • helufpi Re: Praca na uczelni 09.12.13, 21:29
                    Kai - to ty jesteś w zupełnie innej sytuacji. Po prostu jesteś nauczycielką akademicką, ani trochę nie usiłujesz być naukowczynią. Dzięki takim jak ty ktoś jeszcze tych studentów czegoś uczy, a nie głównie czyta na głos swoje książki. Wszystkie znane mi osoby piastujące etaty wykładowcy/starszego wykładowcy są zadowolone. No i oczywiście profesorowie są zadowoleni, bo oni już swoje odtyrali, a teraz na nich pracują ci z dolnej części piramidy.
                    Jeśli chodzi o reformę uniwerku - mam następujące zdanie. Profesorowie powinni pisać, występować na konferencjach, nawiązywać merytoryczne kontakty międzynarodowe, firmować starania o granty, prowadzić indywidualny tutoring na zasadzie mistrz-uczeń, prowadzić seminaria w małych grupach. Ale nie powinni prowadzić wykładów. Jest to absolutnie zbędne w dobie e-booków i rozwiniętych technik audiowizualnych. Na uczelni powinny się odbywać wyłącznie zajęcia praktyczne (dyskusje, seminaria, ćwiczenia, warsztaty, laborki, lektoraty, zaliczenia, egzaminy, itd. itp.)
                    Oszczędności byłyby gigantyczne - nie chodzi o pieniądze za odbycie wykładów (bo przecież trzeba by płacić za prawa do tych e-booków i filmów), ale o marnowany czas ludzi i przede wszystkim miejsce. Drugi efekt - wyszło by, kto naprawdę pracuje.
                    Jak tak patrzę na te nowe kolosalne, superwyposażone sale wykładowe to często sobie myślę, ilu ludzi można by za to porządnie czegoś nauczyć. Nie będę tu już poruszać roli funduszy UE w budowie tej pomnikowej infrastruktury, bo już mi się i tak ulał elaboratwink
                    • riki_i Re: Praca na uczelni 10.12.13, 00:22
                      helufpi napisał(a):

                      > Wszystkie znane mi osoby piastujące etaty wykładowcy/starszego wykładowcy są zadowolone.

                      Tak jest , to prawda. Ale od dawna nie przyjmuje się już starszych wykładowców, bo 360h pensum pożera za dużo cennych godzin, na które to jest wielu chętnych. Piszę o wydziale na UW, gdzie pracowałem.
                      • aurita Re: Praca na uczelni 10.12.13, 08:20
                        I znowu pudlo, w zeszlym roku przeniesli u nas dwoch adiunktow na starszych wykladowcow....
                        • riki_i Re: Praca na uczelni 10.12.13, 11:29
                          świat się nie kręci wokół Ciebie, a stosunki w miejscu pracy nie są takie same w każdej jednostce naukowej. wbij to sobie złociutka do głowy. jak są przerosty zatrudnienia, ludzie nie mają podstawowego pensum i walczą ze sobą o każdą godzinę zajęć jak wygłodniałe psy o obgryzioną kość (bo kto nie ma pensum ten się nadaje do zwolnienia), to nikt nie będzie zatrudniał starszego wykładowcy, który "pożre" aż 360h
                          • aurita Re: Praca na uczelni 10.12.13, 12:11
                            oczywiscie, swiat wszakze sie kreci wokol Ciebie wink

                            Najpierw generalizujesz a potem sie rzucasz, ze nie w kazdej jednostce jest tak samo? Ja to wiem, dlatego zwracam Ci uwage, ze moze byc inaczej smile

                            Jak widac, niz, nizem na moim wydziale nadal jest masa studentowsmile

                            I jeszcze nie slyszalam aby kogokolwiek zwolnili z powodu nie wyrobienia pensum: przyczyna musiala byc inna drogi riki.
                    • kai_30 Re: Praca na uczelni 10.12.13, 07:49
                      Helupfi - zgadzam się w stu procentach.
                    • aurita Re: Praca na uczelni 10.12.13, 08:19
                      > istrz-uczeń, prowadzić seminaria w małych grupach. Ale nie powinni prowadzić wy
                      > kładów. Jest to absolutnie zbędne w dobie e-booków i rozwiniętych technik audio
                      > wizualnych.

                      Bzdura, skad student mialby wiedziec jaka wiedze powinien posiadac? W Wikipedii by przeczytal?
                      • helufpi Re: Praca na uczelni 10.12.13, 12:04
                        Nie, po prostu profesor nagrałby film/napisał skrypt elektroniczny (oczywiście pobierając wynagrodzenie!) i nie manowałby czasu studentów na dojazd na określoną godzinę, swojego czasu i miejsca w sali wykładowej. Przypomnę, że chodzi w wykłady (zajęcia z definicji nieinteraktywne). Saminaria, tutoring, wystąpienia na konferencjac to co innego - tam zasadnicze znaczenie ma obecność człowieka i interakcja.
            • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:30
              My naszym wykładowcom oraz prowadzącym zajęcia u nas będącymi spoza naszego uniwerku płacimy na zlecenie. I jest ich sporo tych prowadzących.
        • hellulah Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:40
          Oj riki, gorzko piszesz, ale prawdziwie. Trissy i inne panie - cieszcie się, że są jeszcze w tym kraju idioci, którym się mimo wszystko chce robię tę naukę. Chyba że wolałybyście kraj w ogóle bez szkolnictwa wyższego i badań naukowych?

          Prawda jest taka, nasz cudowny, wspaniały kraj przeznacza (procentowo) najmniej środków na naukę ze wszystkich krajów europejskich (poprawcie mnie, jeśli się mylę). A nauczyciele w szkołach podstawowych mogą się finansowo ustawić lepiej (i bez ryzyka utraty pracy - Karta Nauczyciela versus przepisy Ministerstwa Nauki - polecam sobie porównać) od naukowców. Nie żebym odmawiała nauczycielom, należy im się, ale chyba jednak coś tu nie trybi.

          Aha, aha, co do statusu - nie martwcie się tak o tę kasę. Naukowiec, który oduczy się złego nawyku spania i oleje swoje życie osobiste, jest w stanie dorwać się do grantu, chwycić maksimum nadgodzin (jeśli uczelnia takie oferuje) oraz wykonywać prace zlecone dla przemysłu czy biznesu. Habilitowani dorabiają choćby recenzjami doktoratów. Nie jest aż tak źle, żeby żyć za 1.500. Ale stanowczo coś tu nie trybi.
          • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 14:51
            Pensje na uczelniach są denne. Ale za to praca bywa przyjemna. Co kto lubi - ja wolę taką pracę i mniejsze dochody i świetnie rozumiem ludzi, którzy nie będą pracowali 5 lat nad książką, za którą nie dostaną grosza.
            Za recenzję doktoratu dostaje się 1000 zł, z czego zwykle 200 trzeba przeznaczyć na dojazd na obronęsmile Za to za promotorstwo dostaje się ok. 3 tysiące , tylko iluż doktorantów można mieć? Ale mimo wszystko znam tylko jedną osobę habilitowaną żyjącą z gołej pensji.
            • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:10
              bardzo dużo zarabiam , ale jeszcze więcej wydaję. Życie za trzy tysiące to dla mnie abstrakcja. Samych kredytów spłacam prawie pięć tysięcy/m-c.
              • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:32
                Jak lubisz kredyty... Przy czym zaręczam Ci, ze nie zarabiam 3 tysiące miesięcznie.
                • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:37
                  Większość to inwestycyjne, dzięki nim zarabiam.
              • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:56
                ale zdajesz sobie sprawe, ze wiele osob zyje za mniej niz 3 tysiace?


                Wybierajac prace naukowa, kazdy dokonuje swiadomego wyboru, ze kokosow z tego nie bedzie.
                W mojej branzy moglabym zarabiac jako przedstawiciel medyczny, koordynator badan klinicznych i mialabym forsy jak lodu. Jednak nie chce, to bylby dla mnie niezly obciach (chociaz zadna praca nie hanbi)
                • riki_i Re: Praca na uczelni 10.12.13, 00:13
                  Owszem, zdaję sobie sprawę, ale postaw się w sytuacji faceta-głowy rodziny, w wieku średnim, zarabiającego tę kwotę netto w Warszawie. No sorry, ale to jest deklasacja totalna, nie mówiąc już o pozycji takiego człeka w stadle rodzinnym. Kobieta przy mężu to co innego, jak już pisałem ad vocem do kai_30
            • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:33
              Kocham moją pracę, nawet za te denne grosze smile
              • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:34
                Otóż tosmile Ja też kocham moją pracę, co więcej już na tym etapie - nie za denne grodze. Za kokosy też nie, fakt. Ale za to nie siedzę nigdzie 8 godzin dziennie, a to dla mnie bezcenna wartość.
                • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:41
                  Ja nigdy nie kochałem (z wyłączeniem kilku studentek big_grin) . Poziom studiujących jest denny, nie łapią dowcipów, nie potrafią abstrakcyjnie myśleć, nic nie czytają i są ciemni jak tabaka w rogu. Przyjmuje się każdego, kto oddycha, a potem nie wolno zrobić krzywdy, bo przecież panie dzieju płaci kasę. Dno i wodorosty, a do tego żadne pieniądze. A zarabiać kasę śpiąc do południa i bycząc się głównie w domu , potrafię także w inny sposób (proszę nie pytać o szczegóły. tego nie zdradzę).
                  • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:45
                    Moi łapią, słowo. I część myśli abstrakcyjnie, a dwóch nawet tak abstrakcyjnie, ze napisali prace, które są powyżej moich kompetencjismile Część jest denna, jak zawsze i wszędzie. Jakoś w zeszłym roku oblałam w drugim terminie 12 osób i nikt mi złego słowa nie powiedział...
                    Widocznie albo pracowałaś na bardzo złej uczelni, albo nie umiałaś sie postawić.
                    • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:51
                      Pracowałem na UW, co do kompetencji, to wygrałem kilka prestiżowych stypendiów nie w Polsce (a i w PL też). U prywaciarzy poza SWPS i Col. Civ. liczy się wyłącznie szmalec od łebka. Poziom studentów na UW i w szkołach prywatnych w ostatnich latach mojej pracy był dokładnie taki sam. Czyli zerowy.
                    • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 15:55
                      Nasi też łapią. Ale my potrafiliśmy sobie wyselekcjonować studentów, trafiają do nas wyłącznie zainteresowani tym, co robimy.
                      No, i ja cenię studentów w ogóle, w przeciwnie np. do imć wiecznie-narzekającego-i-zdołowanego-poziomem- studentów Hartmana.
                      • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:00
                        A tak, niektórzy strasznie lubią się dowartościować kosztem studentów. Zapominając, ze jak mieli lat 20 to też zazwyczaj nie wiedzieli tak znowu dużo. Jest też spora grupa prowadzących, którzy tak straszliwie nudzą, że studenci "nie łapią", co mówią, bo się wyłączają w połowie. Siedziałam kiedyś pod drzwiami auli, gdzie wykładał czcigodny pan profesor. Nigdy tak studentom nie współczułam - ja mogłam odejść, oni musieli siedzieć i niesłuchać. Bo słuchać tego raczej sie nie dałosmile
                      • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:02
                        Hartmana nie znoszę, ale te jego jęczące felietony mi się podobały. W paru miejscach opisu rzeczywistości uczelnianej trafił w punkt.
                        • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:06
                          W żadnym miejscu nie trzymały się kupy. Jęczydupa i tyle.
                          • riki_i Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:07
                            Jak to? A te odzywki studentów na "k..." , różowe tipsiary, barwne dresiarskie klimaty, które odmalował?
                            • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:11
                              W zyciu żaden student przy mnie nie odezwał sie wulgarnie, dresiarskie klimaty na przyzwoitej uczelni są równie częste, jak w Operze (tzn bywa, ale sporadycznie). Jedyny student , jaki rzeczywiście chodził w dresie, to nasz obecny najwybitniejszy doktorant, krytyk muzyczny i poeta.
                              • aurita Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:50
                                Ja niestety slyszalam jak studentka (sliczne dziewcze, swietnie ubrane, umalowane na polysk) narzekala, ze zawalila egzamin (nie do mnie, mowila do kolezanki i stala akurat plecami do mnie).... no takiemu szlamu to nawet pod budka z piwem chyba nie uswiadczysz... uszy wiedly
                                Tylko o czym to swiadczy?, ze ludzie sa rozni a niektorzy nie powinni studiowac?
                                • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:54
                                  Tak, klnących studentów słyszałam, ale nigdy nikt do mnie wulgarnie się nie zwrócił. Cóż, słysze także rzucających mięsem profesorówsmile
                              • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 17:04
                                Też mnie to nie spotkało. Owszem, różne barwności w podejściu- ale nie chamstwo.
                                • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 20:14
                                  Uwielbiam moich studentów, nawet naładowanych testosteronem wuefistów (mrrrau! big_grin), którzy owszem, bywają czasem nieco nieokrzesani - zdarza się, że czuję się jakbym uczyła w męskim technikum typu samochodówka albo budowlanka big_grin Ale - uczyć trzeba zwyczajnie lubić. Moim zdaniem wielką krzywdą dla polskiej nauki jest zmuszanie urodzonych naukowców do prowadzenia zajęć ze studentami i odwrotnie - w niewielu miejscach jest szansa załapać się na etat wyłącznie dydaktyczny, trzeba koniecznie publikować, doktoryzować się i habilitować, nawet jeśli ktoś nie ma na to ochoty. Ja na szczęście kariery naukowej robić nie musiałam - nie chciało mi się, szkoda mi było pieniędzy, nie widziałam sensu. Po doktoracie miałabym większe problemy ze znalezieniem pracy na miejscu niż teraz - bo kryzys, magister jest tańszy tongue_out
            • hellulah Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:22
              Verdana, ale pardon, o czym my mówimy? Czy o tym, że naukowcy kochają to co robią (w większości przypadków tak jest), nawet pomimo upodlenia (tak, pensje w nauce nie są nobilitujące, co może boleśnie wytyka riki, ale ma w tym rację) czy o tym, że nasze państwo oczekuje wyników za pensje na poziomie kasjerki z Biedronki? a może raczej nie oczekuje, bo w ogóle już powoli daje sobie spokój z wszystkim?

              Ja też znam naukowców zarabiających tyle, że nawet ematki raczyłyby im łaskawie podać dłoń (bez "kopania w dupę" i ponagleń do "zabrania się do roboty"). Co nie zmienia faktu, że pensje w nauce są lipce, jest gorzej niż w szkolnictwie, a wymagania i presja za to ho ho.
              • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 16:49
                A nie, z tym, ze oczekuje się pracy za niską płacę to wszyscy się zgadzają. Ale nie jest to płaca jednak jak w "Biedronce", bo nie bierze się pod uwagę, ze wprawdzie startuje się z dramatycznie niskiej płacy (skandalicznie niskiej!), ale dochodzi do o wiele przyzwoitszej (też niskiej, ale juz nie az tak). Znajomi profesorowie nie zarabiają źle. Tyle, ze czekanie 20 lat na nieco lepszą płacę to jakby trochę za długo, a i płaca tego czekania niewarta.
                Wątek jest o tym, jak sie na uczelni pracuje i czy praca jest przyjemna.
                • hellulah Re: Praca na uczelni 09.12.13, 18:24
                  Wątek teraz jest także i o tym, że warunki płacowe są w nauce polskiej skandaliczne. Co do Biedronki, to owszem, znam przypadki doktorów zatrudnianych na pół etatu asystenta (nie adiunkta), nie powiedziałabym, żeby pani z Biedronki zarabiała (kwotowo) więcej (oczywiście jej praca ma inny charakter i nie o porównywanie godzin/wysiłku/kompetencji teraz mi chodzi). Czyli przez całe lata jest jak w Biedronce.

                  Profesorowie, jeśli na to zasługują, powinni zarabiać jeszcze lepiej. Czekanie 20 albo i więcej lat na względnie godziwe zarobki, to zgadzam się, smutek i żal. Znam dobrze zarabiających adiunktów, profesorów a nawet asystentów, ale to jakby wbrew czy pomimo wysiłków ministerstwa (dorabianie i dziesiątki dodatkowych zleceń plus grantoza kosztem jakości).
                  • verdana Re: Praca na uczelni 09.12.13, 19:40
                    Nie jest. Jednak godzinowo nie jest jak w Biedronce. Więc spokojnie można dorabiać. I nawet trzeba. Pewnie, lepiej byłoby, gdyby można się było poświęcić tylko pracy naukowej, ale jak nie można - to przynajmniej jest czas.
                    Poza tym ja bym do zarobków doliczyła często także to, ze nie musi się iść na trzyletni urlop wychowawczy - zazwyczaj można tak ustawić zajęcia, ze da się pracować. No i pracuje się do 70-tki - to też jest pare lat dodatkowego zarobku.
                    • hellulah Re: Praca na uczelni 09.12.13, 20:15
                      Godzinowo też jest jak w Biedronce, albo bardziej. Liczysz godziny dydaktyki przy tablicy/rzutniku/katedrze czy w laboratorium ze studentami. Całkiem jak te panie, które uważają, że np. nauczyciel nic nie robi poza pensum smile Oczywiście, że w wielu dziedzinach da się dorabiać całkiem blisko swoich badań, a można i robić coś od czapy (znam adiunkta który robi coś tak egzotycznego, że nie napiszę, bo nie mogę - w skrócie jest robotnikiem wykwalifikowanym) i że ludzie to robią - kosztem rozwoju naukowego i kosztem jakości tak badań, jak i dydaktyki. Albo kosztem zdrowia.

                      Piszesz o tym wychowywaniu dzieci czy o pracy do emerytury trochę, nie obraź się, na zasadzie: "uderzył? pobił? ...a mógł zabić". (Co do tej pracy to zresztą - może coś pomieszałam, nie upieram się - był pomysł, że powyżej wieku emerytalnego to tylko z profesorem, bez profesora nawet habilitowani mają się wynosić zgodnie z wiekiem emerytalnym, co jest kuriozum, bo tylko w tym zawodzie jest taka regulacja). Serio punktem odniesienia (w aspekcie zarobków) dla naukowca ma być (skądinąd przydatna i produktywna) kasjerka z Biedronki?

                      Lepiej może by było, gdyby środowisko przestało się znieczulać zaklinaniem rzeczywistości a la "spokojnie można dorobić" i jednak trochę silniej wypowiadało i konkretniej lobbowało, ale nie, czekaj! ci, którzy mają głos (bliżej władzy) i są w stanie lobbować, mają te swoje profesury na flagowych okrętach i zasadniczo mało ich obchodzą takie tam jak np. dyskryminacja ze względu na wiek w nauce (casus "młodego naukowca" liczonego wiekiem metrykalnym, a nie stażem pracy) czy nędzne pensje pracowników dydaktycznych i naukowo-dydaktycznych. (Nie mówię, że akurat ty, mówię, że tak jest, bo jest.) Ale nie, mamy manianę, i wyzłośliwiających się polityków, rozżalonych, że nasza nauka nie jest taka fajna, jak powinna być, tudzież kombinujących, jak tu jeszcze nam dokręcić śrubki.
                    • kai_30 Re: Praca na uczelni 09.12.13, 20:22
                      > Poza tym ja bym do zarobków doliczyła często także to, ze nie musi się iść na t
                      > rzyletni urlop wychowawczy - zazwyczaj można tak ustawić zajęcia, ze da się pra
                      > cować.

                      O właśnie - ja po macierzyńskim wróciłam do pracy na 3/4 etatu - i to był dokładnie jeden dzień w tygodniu smile Mój mąż miał wtedy możliwość ustawiania sobie ruchomego grafiku pracy, więc obywaliśmy się bez opiekunki. W drugim semestrze ciągnęłam już pełen etat - czyli te trzy godzinki dziennie, nie codziennie. Nie mówię już o wolnym wtedy, kiedy dzieci w szkole mają wolne, więc nie trzeba kombinować z zapewnieniem im opieki w wakacje, ferie, przerwy świąteczne i długie weekendy. Do tego - inaczej niż w szkole - można sobie wziąć wolny dzień i umówić się ze studentami na odrabianie w innym terminie, to jest olbrzymi plus.
                    • riki_i Re: Praca na uczelni 10.12.13, 00:20
                      verdana napisała:

                      > No i pracuje się do 70-tki - to też jest pare lat dodatkowego zarobku.

                      Tylko profesorowie belwederscy mogą na państwowym pracować do 70-tki. Reszta nie jest liczona do minimum, więc 65 i bye bye.
              • vilez Re: Praca na uczelni 09.12.13, 17:07
                To też napisałam: płace bywają denne (choć mój mąż profesor nie narzeka), ale praca cudna. I tyle smile
    • annajustyna Re: Praca na uczelni 09.12.13, 11:46
      Bierz, kobito, praca ze studentami jest ekstra (choc zawsze sie jakies dziwne osobniki trafic moga wink). Powodzenia!
    • mindtriper Re: Dajcie spokój :) 09.12.13, 20:01
      Te moje rozterki niewarte są tej, ciekawej jednakowoż, dyskusji.
      Pracuję dużo, zarabiam nieźle, praca na uczelni może być jakimś kawałkiem nowości czy odmiany, nie zarobku.
      Nie wiem tylko jak wygląda wg uczelni system zaliczeń, pewnie muszę skonstruować jakiś test albo insze pytania. I tylko to jest niefajne.
      • verdana Re: Dajcie spokój :) 09.12.13, 20:12
        Nie musisz - czasami studenci mogą np. pisać pracę na zaliczenie.
        • irmaaa Re: Dajcie spokój :) 09.12.13, 20:55
          Jednak łatwiej sprawdzić i ocenić test niż "opisówki".
          • vilez Re: Dajcie spokój :) 09.12.13, 20:57
            Testoza to rak.
      • hellulah Re: Dajcie spokój :) 09.12.13, 20:24
        Przede wszystkim dowiedz się o sylabus vel opis przedmiotu, rozpisany według wytycznych ministerialnych i zasad rozliczania ECTS-ów smile (może już jest, chyba nawet powinien być w tej sytuacji, i nie musisz niczego rzeźbić, masz za to podane zasady oceniania i warunki zaliczenia oraz treści programowe)
    • myelegans Re: Praca na uczelni 09.12.13, 20:47
      W sercu jestem akademikiem i zawsze nim zostane. Pracowalam kilka lat na uczelni w Polsce i za granica, prowadzilam cwiczenia i wyklady.
      Ja BARDZO lubie uczyc studentow, wogole lubie uczyc, ale tylko ten fenotyp mi odpowiada, ludzie mlodzi, acz dorosli, nie trzeba miec kontaktu z rodzicami i aspektu wychowawcznego nie ma.
      Jedyna wada pracy na uczelni (stricte dydaktycznej) to zarobki.
      Kiedys wroce jeszcze do uczenia, ale to bedzie dla rozrywki....
    • irmaaa Zarobki. 09.12.13, 20:51
      Odniosę się jeszcze do zarobków na uczelni. Biorąc pod uwagę ilość czasu, jaką poświęca się na pracę akademicką, to naprawdę nie są złe pieniądze. Pozostaje masa czasu, kiedy można dodatkowo zarabiać pieniądze, albo pomatkować, albo robić co się chce.
      Zawsze byłam związana z uczelnią, ale przez wiele lat wykonywałam swój zawód od strony praktycznej. Teraz postanowiłam odpocząć i zająć się dziećmi- w związku z tym ograniczyłam pracę do etatu akademickiego. To jest po prostu bajka.
      • triss_merigold6 Re: Zarobki. 09.12.13, 21:00
        Jeszcze zależy czego chce uczelnia i jak bardzo jest to czaso i energochłonne.
        • irmaaa Re: Zarobki. 09.12.13, 21:22
          Wydaje mi się,że nie odbiegamy od normy: ambitny uniwersytet medyczny, przedmiot powiedziałabym "kluczowy".
      • hellulah Re: Zarobki. 10.12.13, 00:21
        Taa, pomatkować można. A indeks H sam sobie będzie przyrastał, prawda?

        • irmaaa Re: Zarobki. 10.12.13, 07:15
          Sam nie przyrośnie. Gdzie widzisz problem? Przecież to oczywiste,że praca akademicka obejmuje nie tylko dydaktykę. W dalszym ciągu potwierdzam,że etat akademicki, to bardzo łatwy kawałek chleba.
    • anorektycznazdzira Re: Praca na uczelni 10.12.13, 06:53
      praca spoko, byle nie za dużowink
    • atena12345 Re: Praca na uczelni 10.12.13, 07:33
      kiedyś odrzuciłam taka propozycję i żałuje bardzo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka